Strona Główna



  • Forum zostanie zamknięte w przeciągu kilku dni. Jeśli ktoś chciałby zatrzymać swoją kartę, to ma na to jeszcze trochę czasu. W tym miejscu chciałybyśmy podziękować wszystkim graczom za czas, jaki spędzili na forum tworząc je z nami.
    Dziękujemy - Administracja Caledonii.
    Obecnie na forum mamy luty, 2023 rok, -5 stopni celsjusza, lekkie opady śniegu.

  • Pryzmat: Nadszedł czas kolejnych zmian. Zniesienie obozów to był zaledwie początek. Prezydent Donovan po miesiącu od zwycięstwa w wyborach, podjęła kolejny spory krok w kierunku uwolnieniu uciśnionych psioników. - Zdecydowałam, że zamykam projekt pryzmat. Psionicy, chociaż mają przewagę z mocami, to jednak dalej dzieci. Nie powinniśmy was wykorzystywać jako ochronę. Dlatego też wysyłam was na osiedle. Będziecie mieli tam zapewnione wszystko, co będzie potrzebne i będziecie mogli tam żyć bez strachu o jutro. - poinformowała ich dalej spokojnym tonem nie przerywając swojego wywodu, nawet jeśli usłyszała okrzyki protestu. Nie zamierzała się ugiąć. Już dosyć krzywdy wyrządzili tym dzieciakom. Starczy tego dobrego, pora im dać trochę wolności i chociaż namiastkę życia, które zostało im brutalnie wyrwane przez epidemię. W związku z powyższym członkowie biorący udział w projekcie, znanym pod nazwą Pryzmat zostali oddelegowani ze służby na zasłużony odpoczynek. Od teraz zamieszkają oni w niewielkim miasteczku położonym niedaleko Denver.


Poprzedni temat «» Następny temat
Główny plac
Autor Wiadomość
Valerie Cadle


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2016-12-26, 12:50   Główny plac
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

Bardzo duży obszar w którym znajdowały się stoły i różnego rodzaju krzesła, ławki. W jednym z rogów placu znajdowały się kontenery ze zrzutem zapasów dla Syndykatu. W jeszcze innym rogu znajduje się mała studia z pitną wodą. To miejsce jest przede wszystkim używane podczas apeli, jednak również jest miejscem różnego rodzaju zbiórek.
_________________


 
 
Valerie Cadle


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2016-12-26, 13:01   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

MG
Layla była jako pierwsza na miejscu zbiórki. Wszyscy, którzy mieli wyjść na zwiady zostali już powiadomieni wczoraj wieczorem. Jednak ona nie mogła długo spać wiedząc, że jutro możliwe, że będzie miała okazję zobaczyć swoją rodzinę. Albo chociaż jakiś kawałek swojego domu. Wiadomo, ona jednak chciała jak najbardziej przysłużyć się całej misji i to było najważniejsze w tamtym momencie.
Jeszcze nawet nie było Cissy. Cóż, pewnie ona również była nieźle podekscytowana tym, że będzie mogła stawić czoło temu wszystkiemu. Jednak chyba wolała zachować pozory i jak zwykle przyjść kilka minut po czasie.
A Layla na całe szczęście miała swój moment i mogła dobrać broń, którą właśnie przyniesiono do Syndykatu. Wszystkie kontenery były pełne sprzętu, jedzenia i tak dalej. Jednak oczywiście ich plecaki już dawno były spakowane i zawierały najpotrzebniejsze rzeczy, takie jak jedzenie, medykamenty i przedmioty które umożliwią im przetrwanie w dziczy. Namioty i te sprawy. Trochę to zajmie zanim uda im się dotrzeć do głównej siedziby Pryzmatu i stworzyć najlepszy szlak do tego miejsca. Chcieli zdobyć jak najwięcej osób, które uda im się wyciągnąć. Niedługo odbędzie się oczywiście odprawa, gdzie powiadomią ich o wszystkim. Ale rzecz jasna Layla wiedziała już to wszystko. Usiadła teraz na rogu kontenera i zaczęła wciągać broń. W jej dłonie od razu wpadł nieźle zrobiony, stalowy łuk. Mógłby być przydatny podczas polowań. Wyciągnęła go i zaczęła testować, jak leży w jej dłoniach. Wyglądało to całkiem nieźle. Dobrze, że miała chwilę czasu zanim przyjdzie reszta drużyny.

Kolejka, dowolnie: Faye lub Thomas.
_________________


 
 
Faye Wong


17 lat

Czerwona




Wysłany: 2016-12-26, 13:40   
   Multikonta: Toni
[Cytuj]

Faye stawiła się na miejscu zbiórki odrobinę przed czasem. Nie lubiła się spóźniać, dlatego poprzedniego dnia, jak tylko poinformowano ją, że zostanie wysłana na zwiad, zaplanowała sobie cały ranek tak, by spokojnie zdążyć na czas. Nie lubiła też gdy ktoś inny się spóźniał, dlatego odrobinę irytowało ją, że Cissy jeszcze tam nie ma. Czekało ich cholernie ważne i niebezpieczne zadanie - bo przecież do głównej bazy pryzmatu nie wchodzi się od tak - mogła by poświęcić te kilka minut i przyjść wcześniej. Choćby dla przykładu.
Czerwona sama nieźle się tym wszystkim stresowała, choć niewiele było po niej widać. Zresztą jak zwykle. Jeszcze poprzedniego wieczora ręce trzęsły jej się ze stresu i podekscytowania. To w końcu niezłe wyróżnienie, dostać tam ważne zdanie, ale też niebezpieczeństwo. Teraz jednak stała gdzieś na uboczu, czekając na resztę. Wyglądała, jakby zupełnie ją to wszystko nie ruszało. Skupienie zwyczajnie przyćmiewało wszystkie inne emocje.
 
 
Thomas Branwen



21

Niebieski




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2016-12-26, 18:59   
   Multikonta: Brak
[Cytuj]

Szykowała się interesująca wyprawa. Wbicie do głównej siedziby Pryzmatu nie będzie łatwe, ale w dzisiejszych czasach już nic nie jest. Thomas spokojnie skończył śniadanie wiedząc, że Cissy i tak się spóźni. Przynajmniej nie będzie ostatni i nie dostanie ochrzanu za to. Nawet jakby dostał to by się nie przejmował. Tak więc Branwen pojawił się miejscu zbiórki dwie minuty przed czasem za co już należały się mu brawa. Oczywiście dostrzegł Laylę i Fionę. Więc pewnie ich drużyna będzie składała się z trzech kobit i jego samego. Boże miej go w opiece.
- Witam szanowne księżniczki w ten jakże piękny dzień. Gotowe na wyprawę życia? – rzucił Thomas idąc w stronę kontenerów, gdzie Layla już grzebała. Thomasa raczej nie interesowała zabawa w Robin Hooda. On wolał cięższe zabawki. Poza tym trzeba będzie je osłaniać, a do tego łuk się nie nada. Podszedł do tych kontenerów gdzie znajdowała się broń palna i szybko wyciągnął z nich karabin. Wziął też kilka magazynków do niego oraz do pistoletu, który miał w kaburze przyczepionej do prawego uda. Ogólnie ubrany był dziś jak prawdziwy komandos. Ciężkie buty do długich podróży i odpowiednie spodnie oraz okrycie torsu. Plecaki były już przygotowane, więc trzeba było poczekać jeszcze na spóźnialską. Wyciągnął papierosy i zaczął szukać zapalniczki, lecz jak zawsze gdzieś się musiała zawieruszyć.
- Ma ktoś ognia? – zapytał. No co? Jeśli nie chcą by zrzędził, to niech lepiej mają.
_________________


The things we can't obtain are the most beautiful ones
 
 
Valerie Cadle


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2016-12-26, 20:00   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

MG
- Wyprawa życia? No nie mogę się doczekać - rzuciła kpiąco Zielona i zaczęła naciągać łuk, celując w jakąś stronę, gdzie nie było żywego człowieka. Wiadomo, i tak by nie strzeliła, jednak bardzo dobrze znała zasadę, że nie powinno się celować do ludzi. Dziewczyna lekko się przesunęła, pozwalając chłopakowi wyjąć to, co tylko chce. A wybór był dość spory, w końcu wszystko to przychodziło ze wschodu. A jeśli chodziło o broń, to zaopatrzenie było pierwsza klasa. W końcu mieli zabijać prawda? Layla nie miała żadnego problemu z tym, że inni woleli broń ciężka. Zresztą, sama powinna zabrać ze sobą snajperkę czy coś innego w tym guście - zawsze się przydawała, szczególnie w połączeniu z jej sokolim okiem. Hah, przypomniało jej się, jak jeszcze jakiś czas temu nosiła cały komplet broni, jeżdżąc z agentami swojego ojca. Oczywiście. Zupełnie nie było jej to potrzebne, jednak czego się nie robi dla pozornego szpanu? Wsunęła do swojej kieszeni kilka magazynków, a następnie zawiesiła sobie na ramieniu snajperkę odkładając łuk. Po tym posłała spojrzenie Faye, która raczej była tutaj jedyną osobą, posiadająca ogień.
Aż wreszcie dołączyła do nich Cissy, szła przez cały główny plac, ubrana w odpowiednie ciuchy. Jej blond włosy były spięte w wysoki kok, przez co jeszcze bardziej widoczne był blizny i poparzenia na jej twarzy. Stanęła wreszcie przed nimi i pokiwała na boki głową, dodając:
- Może każdy z was obwiesi się jeszcze granatnikiem? Przecież powiedziano wam wczoraj, że idziemy na zwykły zwiad, nie na wojnę - dodała Cissy i wyrwała Layli z dłoni snajperkę. Córka byłego prezydenta oczywiście nie protestowała i po prostu oddała jej broń. Następnie blondynka dodała:
- Będziemy przekraczali miasto. Będziemy przekraczali granicę. Prawdopodobnie będziemy maszerowali kilka dni, jednak przez jakąś część drogi uda nam się przejechać, więc domyślcie się, co mam wam do powiedzenia. Bierzemy jedynie broń krótką. Żadnych karabinów szturmowych, jasne? - powiedziała blondynka, a następnie wzięła swój plecak na ramiona, dodając:
- W pewnym momencie będziemy musieli się przebrać. To nie jest łatwa misja, jednak jeżeli ktoś zobaczy, że jesteśmy uzbrojeni po zęby, to się dobrze nie skończy. Więc bierzcie to, co jest konieczne i pakujcie się do samochodu - dodała i zaczęła grzebać coś przy swoim plecaku.
Nastrój Layli raczej nie był specjalnie dobry. To będzie długa podróż. Bez wątpienia. Po chwili pojawiła się jeszcze jedna osoba.
- Zmieścimy się do vana wszyscy? - zapytała Scarlett, lekko się uśmiechając. Po tym dodała: - Kenji mnie wysłał. Powiedział, że będę wam potrzebna. Gdzie mam się wpakować? - zapytała, na co Cissy pokiwała na boki głową, dodając:
- Idź do tyłu. W też, pakujcie się. I jak macie jakieś pytania, to pytajcie teraz.

Faye, Thomas
_________________


 
 
Faye Wong


17 lat

Czerwona




Wysłany: 2016-12-26, 21:07   
   Multikonta: Toni
[Cytuj]

Faye, jak zwykle rozgadania, nie powiedziała ani słowa. Nie czuła specjalnej potrzeby, by odpowiadać na zaczepki Thomasa, czy komentować kpiny Layli. Czekała tylko aż przyjdzie Cissy, by wreszcie wyjechać. Nie lubiła czekać, zwykle stresowało ją to bardziej niż samo wykonanie zadania.
Gdy Cissy wreszcie pojawiła się na placu, Faye podeszła do kontenera, na którym siedziała zielona, by wyciągnąć z niego pierwszy lepszy pistolet. Cóż, zwykle wolała jednak opierać się na swoim ogniu, ale zawsze warto było mieć jakąś broń pod ręką. Oprócz tego zabrała nóż sprężynowy. Nie specjalnie potrafiła walczyć bronią białą, ale zawsze dobrze mieć przy sobie coś, do czego nie zabrskie naboi. Zaraz potem zapakowała się na tylne siedzenie vana, czekając na resztę.
- Możemy już jechać? - westchnęła, brzmiąc na znudzoną, choć do nudy było jej daleko. Wbrew pozorom, strasznie to wszystko przeżywała. I właśnie dlatego była taka spokojna. Cały czas musiała być skupiona, na utrzymaniu kontroli nad sobą. Nie chciała w końcu niczego podpalić.
Więcej pytań nie miała. Zresztą, jak zwykle.
 
 
Thomas Branwen



21

Niebieski




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2016-12-26, 21:52   
   Multikonta: Brak
[Cytuj]

Znacie to uczucie kiedy cieszycie się jak małe dziecko, które dostało cukierka, następnie mama go zabiera, bo mówi, że po obiedzie? No właśnie tak się czuł Thomas kiedy przyszła Cissy oczywiście będąc w doskonałym humorze. Ona zachowywała się jakby miała cały czas okres, ale Branwen miał wystarczająco rozwinięty instynkt samozachowawczy, żeby nie mówić tego na głos. Jeszcze by go zastrzeliła, albo zrobiła coś gorszego.
- Jakby na zwykłym zwiadzie nie byłby potrzebny karabin. – mruknął pod nosem Thomas chowając zabaweczkę do skrzyni. Magazynki do karabinu też tam wylądowały, ale za to mężczyzna wziął dodatkowy pistolet i jeszcze kilka magazynków. Nóż składany też się przyda. Jak zna życie, to jeszcze będą sobie pluć brak ciężkiego sprzętu. No, ale skoro takie były rozkazy to trzeba się podporządkować. Amerykanin wziął plecak i wrzucił go do vana. Papierosa nie zapalił, bo nie znalazł zapalniczki, a nikt nie był tak miły by dać mu ognia. To po jakiego diabła czerwona w drużynie? Zaraz jednak pojawiła się jeszcze Scarlett i można było powiedzieć, że Thomas znalazł się w prawdziwym babińcu.
- No ja mam pytanie. Mogę prowadzić? – rzucił z lekkim uśmiechem na ustach. Może i zachowywał się jak dzieciak czy ktoś niespełna rozumu, ale czasami tak trzeba było. Poza tym wkurzanie Cissy było fajne. – Ostatecznie zadowolę się fotelem pasażera z przodu.
Tez nie mógł doczekać się tej wyprawy, choć trochę bał się tego co mogą spotkać na swojej drodze. Wiedział, że pomimo posiadania dwóch czerwonych w drużynie będzie musiał mieć oko na Laylę. No, ale na razie wycieczka nie ruszyła.
_________________


The things we can't obtain are the most beautiful ones
 
 
Valerie Cadle


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2016-12-26, 23:39   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

MG
Blondynka pokiwała na boki głową spoglądając na swoją ekipę. Cóż... Layla również pozbyła się broni ciężkiej jak i łuku i wepchnęła się do Vana zaraz obok Faye, a zaraz po niej wepchnęła się Scarlett. Wszystkie plecaki znalazły się w bagażniku, więc byli gotowi do drogi. Cissy dodała:
- Już jedziemy - odpowiadając na pytanie Faye. Podobało jej się to, że dziewczyna nie ma zamiaru przedłużać całego tego wyjazdu. Czekała ich... Ciężko ukryć, długa, bardzo długa droga. Najlepiej zacząć wcześniej i chociaż minimalnie przyspieszyć cały ten proces. Po chwili usłyszała komentarz chłopaka, odpowiedziała mu od razu:
- To nie jest zwykły zwiad, na jakim byłeś wcześniej. Będziemy tam jakiś czas.
Powiedziała, zgodnie z prawdą. I o wiele lepiej na takie zabawy nie zabierać ciężkiej broni - będą musieli w pewnym momencie ukryć samochód i wyruszyć na piechotę, a raczej wtedy ciężko będzie iść z karabinem na plecach. Zresztą, nie tylko ciężko - przede wszystkim będzie się to rzucało w oczy. A to było znacznie gorsze.
- Taa. Siadaj - rzuciła blondynka i wpuściła go na siedzenie kierowcy, sama siadając na siedzeniu pasażera. To było całkiem dobre wyjście, szczególnie, że patrząc na całą tą wyprawę, z pewnością będą musieli się zmieniać. A jej pasowało nie brać pierwszej kolejki. To było znacznie łatwiejsze, mogła odpocząć. Wyciągnęła jedynie mapę ze schowka i zaczęła coś na niej przeglądać, a następnie wskazała chłopakowi przybliżoną trasę na następne godziny. Nie była ona specjalnie skomplikowana. Wiązało się to z przejściem przez granice - tak było szybciej.
- Puszczą nas. Chyba nie muszę mówić, kto nam to załatwił - dodała Cissy, tłumacząc dalej chłopakowi drogę. Gdy już wszyscy byli gotowli, blondynka rozprostowała lekko nogi i zapięła się pasami. Oczywiście posłała reszcie spojrzenie, sugerujące żeby reszta zrobiła to samo. Cóż, byli gotowi do drogi, więc wystarczyło jedynie wyjechać na drogę i ruszyć przed siebie. W czasie trasy, Cissy miała im opowiedzieć nieco faktów. Zaczęła więc od razu po wyjeździe z głównej bramy:
- Władza w Stanach się zmieniła. Zamknięto wszystkie obozy, a dzieciaki wypuszczono albo wcielono do tego śmiesznego Pryzmatu. Jestem pewna, że będzie trochę osób, które będziemy mogli zabrać ze sobą. W razie czego zawsze mamy tylną kanapę, jednak to zależy od tego, kogo spotkamy. Jeśli chodzi o drogę powrotną, to jestem skora kogoś zatrzymać. Ale gdy będziemy szli przed siebie, to nie przyjmuje do siebie jakiejkolwiek odmowy wykonywania rozkazu. Każdy psionik, którego zobaczymy, ma być martwy. To część naszej misji. Rozumiecie? Nieważne co się stanie, ludzie nic o nas nie wiedzą. Każdy, kto stanie na naszej drodze będzie martwi. I nie chcę słyszeć, że dzielicie się z kimkolwiek swoimi poglądami politycznymi. Jedyne, co nas obchodzi, to śmierć jak największej ilości psioników. I informacje na temat rządu. Nie rekrutujemy nikogo podczas trwania tej drogi. Jasne? - syknęła blondynka.
Naprawdę, rozkazy, które kazał wykonywać im Kenji nie były specjalnie dobre, ale... Czy kiedykolwiek miały być?

Piszcie tam: http://caledonia.pl/viewtopic.php?p=6668#6668
_________________


 
 
Shirei Shinoda



21

Pomarańcz




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2016-12-31, 14:23   
   Multikonta: Sahcio, Lampka
[Cytuj]

Tablica z ogłoszeniami była prawie pusta - ogłoszeniami, ha! - jak zwał, tak zwał - w szkołach wystawiano na takich ogłoszenia o następnej zbiórce zużytych baterii albo o zebraniu rodziców, w pracy o tym, że kanapki w stołówce są na przecenie, a w Syndykacie wieszało się pikne twarzyczki osóbek do ubicia. I wszystko było w porządku. Nikt nie narzekał i jakoś byli chętni, żeby się tych wyzwań podejmować, jakby ich nie było to przestałoby być tak miło i skończyłoby się śmieszkowanie, gdyby Kenji musiał sam wszystkim na siłę zadania wciskać - kiedy tylko coś nowego się pojawiało zasranym obowiązkiem każdego w tej budzie było podjęcie się go, jeśli tylko nie był zajęty jakimś innym zadaniem w danym momencie. I tak było jedno właściwie zadanie, jedna twarzyczka, zresztą znajoma - Michael Jones we własnej osobie, który snuł całkiem śmiałe plany zapewnienia PSI bezpieczeństwa, zupełnie jakby wyczuwał, co się święci - szkoda tylko, że nie wyczuwał tego tak dokładnie, by odpowiednio się zabezpieczyć przed tym, co go czeka. Szkoda dla niego.
Shirei owinął wokół szyi ciepły, czarny szal, wychodząc na mroźne powietrze obfitego w opady śniegu dnia - kontrakt wydawał się banalny, mężczyzna prawdopodobnie przebywał w domu sam, jedynie z córką, trzeba założyć, że jakiś nieoczekiwany bubel wypłynie na powierzchnię, jak zawsze - szczęście było podstawą w świecie zabójców i kpili z tego czynnika jedynie zadufani aroganci - nawet jeśli to szczęście było jednym procentem sukcesu, a całą resztę stanowiły umiejętności i przygotowanie. Los taki był, że nie dało się przewidzieć jego wszystkich możliwości. Ubrany był w czarny płaszcz sięgający do połowy uda, proste, czarne spodnie, których nogawki ginęły w zimowych butach i ciepły sweter tego samego koloru schowany pod płaszczem. Czekał już tylko na swojego partnera do misji.
_________________
Nobody prays unless they lose a son
Don't believe in God till a war's to be won
I know of lies by the truth I've been told
The biggest one is that we're not growing old
 
 
Nathan Jones



38

?



syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2016-12-31, 15:56   
   Multikonta: Alice, John
[Cytuj]

Nie lubił takich misji. Ciche załatwianie spraw zwyczajnie nie było w jego stylu. Lubił wejść w sam środek akcji, pobić się z grupą przeciwników, jakimś celnym strzałem pozbawić kogoś życia. Wiedział, że czasem trzeba było załatwić sprawy po cichu, upozorować jakieś samobójstwo, nie pozostawić po sobie żadnych śladów... Ale to zostawiał innym. I teraz w sumie było tak samo. Miał ich tylko zawieźć na miejsce, przypilnować, żeby wyszli stamtąd bezpiecznie, a potem wrócić z nimi do bazy. W razie problemów miał pozwolenie na wkroczenie, ale ta opcja była mało prawdopodobna. Można powiedzieć, że był tylko tym "wszelkim wypadkiem" o którym lubili mówić ludzie mądrzejsi od niego. Gdyby coś się zepsuło, on miał to naprawić.
Tak naprawdę nie przyszedłby tutaj, gdyby nie Kenji. Był jedną z niewielu osób które Nathan szanował. Oczywiście, bez przesady. Gdyby wszedł mu w drogę, zapewne nie zawahałby się go zabić, ale gdzieś w głębi własnego serca (którego podobno nie miał) czuł, że powinien utrzymywać obecną relację jak najdłużej. Szczególnie, że Japończyk nie był jedną z tych osób które jakoś szczególnie działały mu na nerwy, wręcz przeciwnie. Ale kto wie jak sprawy mogły się potoczyć?
Jednak Nathan nie był jedną z tych osób, które myślami wybiegały zbyt mocno w przyszłość. W sumie żeby nie skłamać, należałoby powiedzieć, że wcale nie wybiegał myślami w przyszłość. Wychodził z założenia, że woli być miło zaskoczyć. Szczególnie, że miłą niespodzianką byłaby dla niego jakaś nagła strzelanina.
Z takich czy innych powodów, z większą lub mniejszą niechęcią przyszedł na plac. -Cześć, młody! - Zawołał pogodnie do Shireia. Ciężko było uwierzyć, że Nathan jest jednym z najbardziej brutalnych członków mafii USA. Pogodny głos, wesoły uśmiech i luźna postawa. Ale mimo to było w nim coś tajemniczego. Tak, jakby gdzieś tam w tym pogodnym uśmiechu krył się psychopata. -Wyspałeś się? Bo ja nie. Chętnie bym jeszcze chwilę podrzemał. - Stwierdził drapiąc się po karku.
 
 
Jake Clayton



20 lat

Zielony




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2017-01-01, 21:33   
   Multikonta: Freya, Gigi
[Cytuj]

Jake owinął się szczelnie swoim ulubionym szalikiem, który kiedyś dostał od Shireia i wyszedł na zewnątrz, kierując się w stronę placu. Właściwie nie miał innego szalika, więc nazywanie tego ulubionym nie było wobec tego czymś mocnym, w końcu nie miał wyboru, ale to nic. Każda rzecz, jaką dostał od Shireia była jego ulubioną.
Czekało go dzisiaj kolejne zadanie. Meh. Nie mógł powiedzieć, że to lubił, ale wierzył, że działają dla większego dobra. Jasne, Syndykat nie troszczył się o PSI, troszczył się o Japonię, ale czy to w pewnym sensie się nie pokrywało? W końcu obalenie rządu wiązało się z wolnością dla Psioników, nie? A przynajmniej w to chciał wierzyć Jake. No i poza tym - to Shireiowi zawdzięczał w dużym stopniu to, że żyje, dlatego postanowił, że w ramach wdzięczności zawsze będzie go wspierał. No a jeśli to wsparcie miało wiązać się z kilkoma morderstwami - cóż, to w jakimś sensie dodawało tylko romantyzmu do całej sytuacji.
Kiedy dotarł na plac, od razu rzucił się w ramiona azjaty.
- Shirei! - zawołał, tuląc go. - Tęskniłem - dodał już ciszej. Nie, nie, bo to wcale nie tak, że nie widzieli się tylko kilka godzin. Tęsknił mocno. Najmocniej.
- Dzień dobry - rzucił uprzejmie w stronę Nathana, kiedy już wytulił chłopaka.
_________________
...
 
 
Valerie Cadle


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2017-01-01, 23:47   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

MG
Kenji nie czuł się dziś zbyt dobrze. Od samego początku tego cholernego dnia wszystko go dziwnie irytowało, więc spędził nieco więcej czasu w swojej kwaterze wtulając się w miękkie włosy jednej z dziewczyn, którą akurat sobie dzisiaj zaprosił. Ona leżała na brzuchu na łóżku, on zaś opierał się o jej plecy, robiąc sobie z nich swoistą poduszkę. Ostatni. Tak, pewnie, że ostatni - pomyślał, a następnie sięgnął po skręta. Dochodził poranek, a konkretniej ta godzina w której miał zbierać się i jechać tam, gdzie wzywała go jego misja.
Nie lubił takich poranków. Znaczy, nie chodziło oczywiście o misję ani nic z tych rzeczy. Nie lubił okazywać słabości, a to jego zdaniem wiązało się z tym, że tak wiele czasu spędził z tą dziewczyną. Spędził go na rozmyślaniu odnośnie przyszłości całego tego planu i tęsknocie za zwykłym życiem w swoim kraju. Zwykłym jak zwykłym. Ale był u siebie, to się liczyło. Ale dość przemyśleń, Japończyk podniósł się i zasadził siarczystego klapsa w tyłek dziewczyny, z którą wcześniej spał. Zarzucił na siebie białą koszulkę a następnie kabury szelkowe, w których oczywiście czekała na niego broń. Po tym wystarczyło już tylko zarzucić na siebie jakieś spodnie, marynarkę i mógł wyjść. Nie wyglądał jakoś specjalnie elegancko, głównie chodziło o wtopienie się w tłum, a taki lekko niechlujny wygląd wpasowywał się w realia Stanów. Cóż.
Wychodząc kilka osób machnęło do niego dłonią czy tam chciało się przywitać, on jednak wszystkich zignorował, podszedł do towarzystwa które na niego czekało. Zmierzył każdego wzrokiem i zaczął wydawać rozkazy:
- Shirei, Jake. Przebierzcie się. W kontenerze za nami są dla was ubrania - powiedział, mając na myśli przede wszystkim czarne, przylegające do ciała ciuszki. Wiadomo, może i wyglądało to jak "hej ubierzmy się jak włamywacze w filmach" ale bądź co bądź taki ubiór spełniał swoje zadanie - nie krępował ruchów no i ciężko było zauważyć taką osobę po zmroku. Poza tym chodziło też o czapkę, która bądź co bądź zapobiega gubieniu włosów. No i na sam koniec oczywiście rękawiczki.
- Weźcie broń. Jedna krótka, z tłumikiem. Jednak nie chcę żebyście jej używali bez konkretnej potrzeby. A lepiej, żeby taka nie nastąpiła - dodał, a następnie wyciągnął kluczyki z kieszeni spodni. Po tym zwrócił się do Nathana. Kiedy dzieciaki już odeszły, rzecz jasna.
- Pojedziesz z nimi, stary - powiedział. Oczywiście, że był to swojego rodzaju rozkaz jednak wydany zupełnie innym tonem niż te wcześniejsze. Kenji lubił Nathana i ciężko było to ukryć. Każdy rozkaz brzmiał bardziej jak sugestia albo nawet prośba. Ale oczywiście przywódcy się nie odmawia, chociaż Kenji nie będzie zły, gdy nastąpi jakakolwiek dyskusja. Ale tutaj nie było raczej nad czym dyskutować, ponieważ...
- Nie wchodzisz z nimi. Niedaleko domu celu spotkamy się i załatwimy jeszcze inną sprawę. I oczywiście przypilnuj ich. Nie możemy tego spierdolić, nie ma mowy o tym - powiedział, a następnie podał kluczyki Nathanowi. Dodał:
- W razie czego krótkofalówka. Im też to przekaż - powiedział, a następnie odszedł w inną stronę. Oczywiście nie jechał z nimi.

Kolejka:
Shi, Nathan i Jake. Odegrajcie już przejażdżkę, nie ma sensu się tutaj rozpisywać bo tylko będzie się wlokło. Po tym rozdzielamy kolejki na dwie.
_________________


 
 
Shirei Shinoda



21

Pomarańcz




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2017-01-02, 10:45   
   Multikonta: Sahcio, Lampka
[Cytuj]

Jego myśli zostały przyciągnięte jak muchy do lepu, wysuwając się z porannego letargu, kiedy dojrzał sylwetkę Nathana, odsuwając jego umysł od skupienia na twarzy, którą widział w aktach, która wywieszona była na tablicy, rozjaśniając jego niepewność co do tego, kto będzie jego partnerem do misji - i oto objawiła mu się osoba doświadczona, ciesząca się sympatią samego szefa całego tego bajzlu, głupi ponoć zawsze ma szczęście. Podniósł wzrok na mężczyznę o charakterystycznej urodzie - wiecie, są tacy ludzie, obok których przechodzi się zupełnie obojętnie, których się kompletnie nie zauważa w tłumie, a potem był taki Nathan, w którego ślepiach, pomimo uśmiechu, jaki przyjmował, zawsze czaiło się coś... nieopanowanego. Ciężko to było nawet opisać - trochę jakby był dynamitem, który tylko czeka, aż ktoś podpali jego lont i płomień dotrze do końca, pożerając całą linkę.
- Panie Jones. - Przywitał się, wyciągając na drobną chwilę w odpowiedzi kąciki warg ku górze. Mimo tego "nieopanowanego", które się w nim czaiło, bardzo ciężko było nie obdarzyć go sympatią od pierwszego spotkania - może to dlatego, że wydawał się taki... uprzejmy i wesoły? Czar jego uśmiechu, ha! - Ponoć kto rano wstaje, temu Pan Bóg daje. - Pomarańczowemu zdecydowanie daleko było do bycia chrześcijaninem, ale nie był też ignorantem względem obcych religii, zwłaszcza że ta dość mocno napastowała jego rodzimy kraj od jakiegoś czasu. - Poranki mi nie przeszkadzają. - Naprawdę dobrze było mieć plecy kogoś doświadczonego, bo kłamstwem by było, gdybym napisał, że Shirei był bardzo doświadczony w tego typu misjach - nie był. Był typem człowieka, który "miał od tego ludzi" i nigdy nie podejmował się sam misji typowo skrytobójczej - walka i bronie nie były mu jednak obce, rzecz jasna, tak samo jak pojedynki, w których życie stawiane było na szali. - Rad jestem z tak doborowego towarzystwa. - Zrobił krok w bok, kiedy Jake na niego wpadł, wtulając się w jego klatkę piersiową - objął chłopaka ramionami i sięgnął do jego głowy, by pogładzić jego miękkie włosy z ciepłym uśmiechem - równie ciepły, co ciepłe było przywitanie i bliskość drugiego ciała tuż przy nim.
- Dzień dobry, Jake. - Powitał go i lekko przejechał knykciem po krańcu jego nosa, zwracając zwów spojrzenie na Nathana po odsunięciu się od Zielonego, gdy dojrzał sylwetkę Kenji'ego - rzecz jasna oddał mu połowiczny pokłon, jak wypadało w jego kraju, a przynajmniej w samej yakuzie, witać dowódcę. No zgoda, wypadało dowódcy kłaniać się w pas, ale Shirei nigdy nie był chowany na typowego sługusa, by ubliżać teraz nazwisku własnej rodziny i płaszczyć się w pełni. Rzecz jasna było to też przyjęcie rozkazu, które padło z jego ust - skierował się w kierunku kontenerów, obracając się w drodze by obejrzeć się na Jake'a i wyciągnąć do niego zapraszająco dłoń. Przebrali się dość szybko, rzecz jasna ubrania zostały ułożone i schowane do szafek, po czym wrócili do samochodu Nathana po zabraniu broni.
Wsiedli do samochodu i pojechali.
_________________
Nobody prays unless they lose a son
Don't believe in God till a war's to be won
I know of lies by the truth I've been told
The biggest one is that we're not growing old
 
 
Nathan Jones



38

?



syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2017-01-02, 12:47   
   Multikonta: Alice, John
[Cytuj]

-Pan Bóg? - Zamyślił się. Zdawało się, że kiedyś słyszał takie określenie. Bardzo dawno temu. Często słyszał jak ktoś mówił "o Boże!" czy coś w tym guście, ale brzmiało to bardziej jak jakieś zwykłe słowo. Przekleństwo jakich pełno, tylko... Łagodniejsze? I tym razem, kiedy Shirei zapodał mu jakieś powiedzonko, które już kiedyś przecież słyszał, zaczął się zastanawiać, czy przypadkiem słowo "Bóg" nie ma jakiegoś głębszego znaczenia. Cóż, Nathan nigdy nie był religijny. Rodzice nie wychowali go w żadnej wierze, a nawet jeśli to było to na tyle dawno temu, że już nawet o tym nie pamiętał. Nic więc dziwnego, że obca była mu koncepcja wszechmogącej istoty, która stworzyła ten świat. Nigdy nie zastanawiał się, jak i kiedy powstał świat po którym chodzi. Nie interesowały go takie sprawy. Nie interesowało go też co było na niebie. Był bardzo prostym człowiekiem, nie myślicielem. -Ah, mniejsza. - Machnął ręką stwierdzając, że w sumie to nie interesuje go pochodzenie tego słowa. -Nie masz co się przejmować młody, nie będę wam wchodził w drogę. Jestem tylko zabezpieczeniem, w razie gdyby coś poszło nie tak. Mam nadzieję, że coś spieprzycie, to będę miał więcej zabawy. A jeśli nie to tylko was przywiozę i odwiozę. - Rozejrzał się. -Twój prawdziwy partner chyba właśnie tu zmierza. - Stwierdził pokazując kciukiem na Jake'a. Kiedy tamten zaczął się wtulać w Shireia, zwyczajnie to zignorował. Już dawno zauważył, że te dzieciaki są dziwne, a w szczególności zieloni, którzy zdawali się myśleć tysiące razy szybciej niż sam Nathan. A do tego większość z nich świetnie się biła. Życie było nieuczciwe. Mimo około dwukrotnej różnicy wieku, PSI byli w stanie bić się tak samo dobrze jak on. Nie żeby specjalnie się tym przejmował. Nigdy nie był szczególnie zazdrosny. O nikogo.
Uśmiechnął się do Kenjiego, czekając, aż dzieciaki sobie pójdą. -Jasne, jasne. Więc jednak nie jadę tam tylko jako zabezpieczenie? Już zacząłem się obawiać, że nie będę mógł się zabawić. - Stwierdził luźno odbierając kluczyki. -Przypilnuję ich jak tylko będę mógł. - W końcu Nathan niewiele mógł zrobić w tej sprawie. Mógł ich tylko przypilnować i w razie czego wyciągnąć z tarapatów. Nie był w stanie dać im nawet jakichkolwiek rad. Ale cóż, jeśli taka była wola Kenjiego, a on i tak nie miał co robić, to równie dobrze mógł z nimi jechać.
Pożegnał się z Kenjim krótkim "do później", i ruszył do samochodu. Czekając na dzieciaki odpalił papierosa. Niestety, zeszło im szybciej niż myślał, musiał więc dokończyć po drodze. Zaprosił ich wesoło do środka, po czym ruszył w drogę.
-Ta misja jest całkowicie wasza. Chyba wiecie, co macie zrobić, bo ja szczerze mówiąc nie bardzo. Jestem tu tylko po to, żeby was wyciągnąć w razie kłopotów. Jeśli będzie naprawdę źle, i misja się całkowicie spieprzy, to dajcie mi znać przez krótkofalówkę. Podrzucę was w pobliże domu, po drugiej stronie niewielkiej górki. Bliżej nie podjadę, bo może to być podejrzane. - Nathan jechał całkiem szybko, trzymając w jednej ręce papierosa i cały czas z nimi rozmawiając, a mimo to nie widać było, że miał jakieś większe problemy z prowadzeniem. Cóż, w końcu jeździł od wielu lat. To była po prostu kwestia doświadczenia.
Kiedy już dojechali w pobliże domu ale tak, by nikt nic nie podejrzewał, Nathan wysiadł z wozu. -Na tym moje zadania się kończą. - Stwierdził odpalając kolejnego papierosa. -W ostateczności dajcie mi znać przez krótkofalówkę, że macie kłopoty. Ale pamiętajcie, że będzie się to wiązać z zupełną klęską waszej misji, dlatego lepiej, żebyście mnie nie wzywali bez potrzeby. Odbiorę was stąd. Powodzenia młodziaki. - Uśmiechnął się do nich uprzejmie i machną lewą ręką żeby już sobie poszli. Musiał się jeszcze tylko skontaktować z Kenjim. Miejsce wysadzenia dzieciaków było ustalone, postanowił więc chwilę zaczekać i spalić papierosa. Jeśli do tej pory mężczyzna nadal się nie pojawił, zawołał go przez krótkofalówkę.
 
 
Jake Clayton



20 lat

Zielony




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2017-01-04, 02:12   
   Multikonta: Freya, Gigi
[Cytuj]

Ach, uwielbiał to w Shireiu. Te jego maniery, sposób bycia, to, że nawet witając jego zachowywał ten oficjalny ton i godne jego słownictwo, ale jednocześnie potrafił nadać głupiemu "dzień dobry" taki wydźwięk, że Jake'owi robiło się aż ciepło na serduszku.
Kiedy dołączył do nich Kenji, zrobiło się bardziej poważnie. Nie, żeby atmosfera zrobiła się jakaś nieprzyjemna, nie, nie, nie oto chodziło, po prostu jego przybycie sprawiło, że wizja czekającego ich zadania stała się o wiele bardziej "realna".
Jake nie lubił zabijać. Ba, każdą tego typu misję, gdzie chociażby przyczynił się do czyjejś śmierci w malutkim stopniu, musiał na swój sposób odchorować. Ale jednak wciąż to robił. Jak wspomniałam wcześniej - kierował się zasadą "dla większego dobra". Była to chyba najbardziej zgubna idea, jaką można się zasłaniać - w końcu można usprawiedliwić nią niemal wszystko, a jak wiadomo, prędzej czy później może się to skończyć źle. Jake nie miał jednak wyjścia - gdyby nie wypierał usilnie z głowy myśli, że wszystkie morderstwa są złe, już dawno by tu zwariował. Gdyby z kolei odmawiał uczestnictwa w zadaniach - już dawno by się go pozbyto i to tak na dobre. Wychodzi na to, że metoda wypierania, jakoby wcale nie robili czegoś aż tak złego, była chyba najlepsza, nie?
Małpując to, jak Shirei witał dowódcę, również się skłonił, po czym ruszył we wskazane miejsce, przebrać się w ubrania na misję. Ochoczo chwycił wyciągniętą w jego kierunku rękę - uwielbiał dłonie Azjaty, równie bardzo co każdą inną część jego ciała.
Podekscytował się aż za bardzo, kiedy zobaczył, co mają na siebie włożyć. Po pierwsze dlatego, że będą wyglądali w tym jak prawdziwi włamywacze, wiecie, tacy jak na filmach, totalne łał. A po drugie, ekhem, nie mógł wyjść z zachwytu, kiedy zobaczył, jak obcisłe czarne wdzianko idealnie leży na Shireiu. Opinało jego lekko wyrzeźbione ramiona, jego delikatnie umięśnioną klatkę i brzuch, jego idealne wręcz plecy, jego zgrabny tyłek, jego... WSZYSTKO.
Jake zarumienił się lekko, patrząc na chłopaka, jednak nie było teraz czasu na komplementy.
Przebrani i zaopatrzeni w broń wrócili na plac i wsiedli do samochodu, po czym, nie tracąc czasu, odjechali.
Droga minęła szybko, Jake większość trasy spędził opierając głowę na ramieniu Shireia. Cudownie, że mieli to zrobić razem.
Po dotarciu na miejsce wysłuchał instrukcji Nathana, po czym odwrócił się do swojego towarzysza.
Miał szczerą nadzieję, że skończą to całe zadanie przed 22:30.
_________________
...
 
 
Lux Bloomfield


21

Niebieska




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2017-01-04, 18:10   
   Multikonta: Val, MG, Willow, Lynn
[Cytuj]

MG
- Chciałbym, stary - powiedział, dość nieodpowiedzialnie wspominając dawne czasy i rozruby, które były robione głownie w celu zabawy. Wiedział jak wielką radochę mogło coś takiego sprawdzić, mimo iż był to akt przemocy, agresji i ciężko stwierdzić czego jeszcze. W dodatku nieskierowany w nic konkretnego, ot. Rozrywka ludzi z lekko skrzywioną psychiką. Teraz jednak był inny. Musiał być.
- Ale nie ma tam miejsca na rozrubę. Spotkamy się na miejscu, mam kilka terenów do przebadania. Zresztą, sam zobaczysz. Spotkamy się już tam i wszystko wyjaśnię - powiedział i podciągnął swoje rękawy. Lubił gdy reszta go słuchała, ale nigdy nie zgrywał wielkiego przywódcy. Po prostu najważniejszą kwestią było to, by wszystkie szczegóły działały jak w zegarku, bo to dawało im przewagę i pozwalało bezbłędnie wykonać zadanie. A czy był wtedy coś ważniejszego?
Tak czy siak grupa bez żadnego problemu odjechała i zaczęła powoli kierować się na miejsce w którym miało się odbyć całe to zadanie. Nathan wiedział oczywiście do jakiego punktu ma podrzucić dzieciaki - Kenji wcześniej zapoznał go z tym, przez co teraz facet musiał oczywiście wiedzieć, gdzie jadą. No i po dłuższej chwili powoli dojeżdżali do gigantycznego budynku, który oczywiście był domem mężczyzny. Był on raczej na odludziu, przy rzece. Prowadził do niego jedynie podjazd, który ciągnął się od głównej drogi. Brak murów ani niczego z tych rzeczy. W okolicy kilka wysokich drzew. Zadanie było proste i klarowne. Zabić.
Kenji odszedł kawałek, gdy reszta odjechała, po tym zaczął się zbroić. Nie miał zbyt wiele czasu, jeśli chciał spotkać się z Nathanem. Ale nie miał zamiaru jechać sam. Wyjął krótkofalówkę i wezwał Ceridwen

zt >
http://caledonia.pl/viewtopic.php?p=7220#7220 Kolejka dowolna, Nathan ma też tam napisać. W trakcie tego postu możecie ze sobą pogadać, ale skończyć ma się tym, że wychodzicie z auta i zaczynacie zabawę. Możecie szukać jakichś możliwych wejść, pytać MG o rozlokowanie ludzi, no generalny początkowy zwiad.
 
 
Ceridwen Murray



21 lat

Kurczaczek




systema-female http://i.imgur.com/qSptghe.png syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2017-01-04, 19:21   
   Multikonta: Lounarie; Annabeth; Mistrz Gry
[Cytuj]

Nudziła się w pokoju, kiedy dostała wezwanie na plac główny. Kenji chciał ją widzieć, więc wylazła z łóżka i zaraz ruszyła do drzwi i na dół. Trapery wydawały głuchy odgłos, kiedy zmierzała szybkim krokiem we wskazane miejsce. Włosy związała w międzyczasie w ciasny warkocz, żeby jej nie przeszkadzały, cokolwiek miałaby robić. Chwilę później już zmierzała przez główny plac, ku Kenjiemu. Skoro wezwał ją w to miejsce, to mogła się domyślać, że pewnie dostanie jakieś zadanie, bo zwykle właśnie o to chodziło w nagłych wezwaniach.
- Dzień dobry, Kenji. - Przywitała się z szefem jej normalnym, wypranym z emocji głosem. Co niektórych potrafiło to irytować, dla niej była to tarcza, żeby panować nad sobą i nie pokazywać swoich słabości. Wychodziła z założenia, że jeśli pokazałaby, że coś ją obchodzi, albo coś jej nie pasuje, bądź ją boli, to ktoś to prędzej czy później wykorzysta przeciwko niej. Dlatego zwykle wyglądała na obojętną wobec świata dookoła.
_________________



 
 
Willow Delecroix


18

Zielona




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2017-01-06, 02:26   
   Multikonta: Val, MG
[Cytuj]

MG
- Cześć, młoda. Wskakuj - rzucił, gdy sam zajął już fotel kierowcy w terenowym wozie. Był całkiem fajny, jednak ubrudzony praktycznie w całości. Z tyłu miał dość spory bagażnik. Czyli jechali na zwiad, ale nieco ważniejszy niż zwykle. I dobrze, będzie chociaż ciekawiej.
Po chwili dołączyła do nich kolejna osoba i raczej nie miała zamiaru odpuścić Ceri miejsca z przodu. Adam wsiadł i zatrzasnął drzwi, pozostawiając młodej całą tylną kanapę. Zawsze coś, prawda? Gdy wszyscy byli gotowi, uzbrojeni i tak dalej, przywódca odpalił silnik i powoli wyjechali z siedziby Syndyatu, zostawiając tam kilku psioników i oczywiście Craiga, który bądź co bądź potrafił zająć się wszystkim pod ich nieobecność.
- Mam doniesienia o opuszczonym, rządowym apartamencie niedaleko Chicago. Z tego co wiem, to dom jakiegoś generała. Niedawno powołali go do służby i została tam tylko jedna osoba, tak więc wejść, rozjebać i wyjść. Nic trudnego. Ponoć ma tam sporo ciekawych rzeczy, tak więc mam nadzieję, że się podzieli. Chociaż nie jedziemy tam by się dzielić - stwierdził i dość gwałtownie skręcił w jakąś polną drogę, po tym ruszył dalej, jadąc przed siebie.
Solinsky wyjął papierosa z kieszeni i wsunął sobie do ust, a następnie odpalił za pomocą zapalniczki. Byli już całkiem blisko, jednak wcześniej musieli załatwić pewną sprawę. Byli niedaleko miejsca w którym odbywała się misja.
Solinsky wyjął więc krótkofalówkę i dodał: - Wyjdź z auta i idź osiemset metrów na zachód.
- Nathan będzie tutaj za chwilę - stwierdził Kenji i zaczął rytmicznie uderzać palcami o kierownicę, a następnie dodał do Adama:
- Nie będziemy mieli żadnych danych odnośnie domu, jednak mimo to musimy być ostrożni, nie chcemy zamieszania, a jeśli ktoś tam będzie, to wszyscy wiemy co ma się z nim stać - stwierdził. No wiadomo. Ma zginąć i już, ale mimo to Kenji lubił ubierać to w takie słowa. W końcu wszyscy z którymi głównie współpracuje to... Cholerne dzieci.
Nadal oczekiwali Nathana. Nie mogli wyruszyć bez niego.

zt -> http://caledonia.pl/viewtopic.php?p=7348#7348
_________________
Niezrozumiani sa zawsze martwi
zanim inni ich zrozumieja.
[mru]
 
 
Kira Krios



21 lat

Pomarańczowa




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2017-01-10, 10:40   
   Multikonta: Carter H.; Xanthe O.; Aithne H.
[Cytuj]

Nie miała zamiaru przejmować się humorami Craiga. Nie obchodziło jej jego wybujałe ego. Szkoda było czasu na uświadamianie murzyna, że jego plan mną po prostu dziury wielkie, jak Wielki Kanion.
- Jakich zleceń? - może w końcu zacznie się coś dziać. Jak na razie siedziała tylko na tyłku i się nudziła. Nie potrafiła zbyt długo siedzieć bezczynnie.
Kira spojrzała na Jaime, która ją przeprosiła? Chyba o to chodziło. Nie brała do siebie każdego nieprzyjaznego lub obojętnego zachowania drugiego człowieka. Wtedy chyba by zwariowała.
- Jasne, rozumiem. Sama pewnie zachowałabym się tak samo. - uśmiechnęła się, choć nie był to radosny uśmiechnęła. Dalej zastanawiała się nad tym, co powiedział Craig.
- Jaime, czy Craigowi chodziło o tę Cissy? Z Ligii? Czy to po prostu zbieg okoliczności? - musiała o to zapytać, nie tylko z ciekawości, chociaż głównie chodziło o ciekawość. Była pewna, że Cissy zginęła wraz z upadkiem Ligii Dzieci.
 
 
Annabeth O'Sullivan



20 lat

Zielona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png lowcy-female http://i.imgur.com/RlDynJq.png

Wysłany: 2017-01-11, 17:54   
   Multikonta: Lounarie; Ceridwen; Mistrz Gry
[Cytuj]

Prychnęła tylko na wzmiankę o Craigu. Debil to mało powiedziane, znała lepsze określenia, ale niekoniecznie musiała je w tej chwili używać. Nie wiedziała jak było na tego typu spotkaniach z Kenjim, ale stwierdziła, że zaufa dziewczynie na słowo, w końcu była tu dłużej, no i na razie nie miała powodu, żeby patrzeć na nią jak na kogoś, kto chce ją zamordować we śnie. Za to czarnuchowi miała ochotę przywalić za jego bezmyślność. I jak tu go nie dyskryminować, kiedy sam aż się o to prosił?
- Nie wiem jakim cudem udało mu się przeżyć w mafii. - Prychnęła podążając za blondyną.
- Niekoniecznie bawi mnie rozwalanie głów, ale chętnie się przejdę. Szału dostaję jak mam bezczynnie siedzieć. - Stwierdziła patrząc w mijane okna. Czemu niby dręczyła Mikea swoją obecnością? Ćwiczyć przez ostatni tydzień nie bardzo mogła, więc zostawało jej siedzenie w warsztacie.
_________________
NOTATNIK

RELACJE

GŁOS

UBIÓR
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Forum zostało otwarte 2016-08-15. Pomysł na nagłówek zaczerpnięty z Shine. Autorem systemu zakładek jest Noritoshi.
Strona wygenerowana w 0,12 sekundy. Zapytań do SQL: 9