Image Map
Bieżące poszukiwania:
- Kira Krios szuka swojej dawnej drużyny z Ligi Dzieci, postacie muszą należeć do grupy Syndykat.
- Shirei Shinoda szuka chętnych graczy do zarządu Syndykatu, którzy mogliby mieć z nim powiązania.
- Lounarie de Coudray szuka chętnych graczy do relacji między postaciami.
- Scarlett Kersey szuka sobie dziewczyny. Grupa to Syndykat.
- Silas Yuriev poszukuje swojej drugiej, męskiej połówki.
-Ceridwen Murray Poszukuje 1 osoby do byłego oddziału 7 z ligi dzieci.
-Gabriel O'Donnell Poszukuje brata/siostry.
-Summer Dawson Poszukuje relacji dla swoich postaci.

Zapraszamy członków Syndykatu po zgłoszenia. W miarę chętnych będą dodawane. Więcej tutaj: LINK
Członkowie Pryzmatu nadal mogą brać udział w szkoleniu w CIA. Aby je ukończyć, musicie przystąpić do dwóch różnych zadań. Więcej tutaj

Wszyscy: Nikt nie wie skąd Psionicy wzięli się na świecie i raczej nikogo na tym poziomie to specjalnie nie obchodzi. Wszyscy byli na jednym etapie - zrozumieli, że są równymi wobec siebie potworami, a drążenie tego, czy ktoś zesłał na nich ten omen czy jest to tylko zrządzenie losu jest bezsensowne. Byli tacy sami i jedyne czym się różnili to typ umiejętności. Ale to było nieważne, bo w każdym przypadku, każdy kolor identycznie rujnował swoje normalne dotychczas życie. Każdy musiał się przyzwyczaić do tego, że wszystko było inne, że dysponowali czymś, co jednocześnie było darem jak i utrapieniem. No ale przede wszystkim wielką odpowiedzialnością. Myśleli, że chociaż wiedzą minimalnie na czym stoją. Minęło przecież siedem lat, wiedzieli na co mogą sobie pozwolić a na co nie. Jednak coś, co cały czas się zmienia nie daje większych szans na jakąkolwiek stabilność. Co, jak w pewnym momencie zmutują tak, że wybiją się wzajemnie? Nikt nie ma na to pewności, jednak jedno jest pewne - utracili kontrolę. I wirus zaczyna poważnie mutować po raz pierwszy.

Pandemonium: Bal okazał się być krwawą imprezą, na której nie zabrakło specjalnych pokazów i śmierci kilkorga z członków. Szefowa przybytku zorganizowała bal, aby pokazać Psionikom, że normalne życie jest na wyciągnięcie ręki. Wspaniałe suknie, drogie garnitury, alkohol i jedzenie. To wszystko miało być swoistą obietnicą, że tak będzie wyglądać ich życie, kiedy tylko dojdą do władzy. Nic nie wskazywało na to, aby impreza miała zakończyć się nagłym upadkiem Pandemonium. Niektórzy jednak nie byli po stronie Leliel, jedynie dobrze grając jej sojuszników. Podczas gdy kobieta uwolniła z piwnic hybrydy, aby ponownie sprawdzić oddanie swoich podwładnych, w ścianach budynku zostały umieszczone ładunki wybuchowe. Ewakuowano wszystkich PSI do autobusu na tyły budynku. Pozostało dwadzieścia minut do samego wybuchu, a żadne nie wiedziało dlaczego właściwie wyjeżdżają. Do czasu...
Jeden z członków Pandemonium, powracając z misji został zaatakowany przez grupę zwiadowczą innej grupy. Czy to zwiastuje krwawy koniec PSI?
Podczas trwania balu Liam Carpenter nie był jedyną ofiarą. Zginęła również córka prezydenta, która przecież mogła być cenną zdobyczą w rękach tych, którzy chcieliby rozwalić rząd. Joyce Foley stracił dłoń, ale nawet to nie powstrzymało go przed zadaniem ostatecznego ciosu w samo serce organizacji. Leliel pokazała być może zbyt dużo i przypłaciła za swoje błędy własnym życiem.
Teraz jedynym ratunkiem okazał się być autobus pełen pijanych PSI, który zmierza… Właściwie donikąd.


Pryzmat: Harry Donavan nadal sprawuję władze w Pryzmacie, Henry zaś jest jego zastępcą. W wyniku tego, wielu Psioników zostało wysłanych na obowiązkowe szkolenia w CIA, w celu zwiększenia ich produktywności dla kraju. Niektórzy z nich nie pojechali tam z własnej woli, ale surowe, rygorystyczne zasady są najlepsze do uzyskania pożądanych efektów. Wszyscy mają nadzieję, że w późniejszym czasie staną się oni młodymi agentami, przyszłością tego kraju. A plany te sięgają bardzo daleko - począwszy od stworzenia specjalnej, elitarnej jednostki wojskowej, aż do wysłania siatki szpiegów CIA do innego kraju. Wielu agentów będzie również musiało zostać w Pryzmacie i tam pomóc w podjęciu kolejnych kroków. - Wy, którzy tutaj stoicie. Daliście mi szansę. Obiecuję, że nie zostanie ona zmarnowana - mówi Judith Donavan. Mimo iż kraj jest w kompletnej ruinie, to jakiekolwiek zasady polityczne muszą w nim panować. Wreszcie wejdzie ktoś nowy na miejsce prezydenta Graya i spróbuję poukładać rozsypane przez niego puzzle. Nie było tutaj miejsca na demokratyczne głosowanie, ponieważ nie było innych kandydatów. Gray z niechęcią oddał swoje przywileje, jednak skoro tego wymagało prawo, to ciężko było spodziewać się od niego czegoś innego. Zmiana we władzy jednak została przyspieszona przez parlament po tym, jak usłyszano postulaty Judith Gray. - Nie pozwolę, aby Psionicy żyli w strachu - stwierdziła młoda pani prezydent na jednej z debat, które były puszczane w telewizji jak i na terenie całego Pryzmatu, a nawet w kompleksie akademii CIA. I zrobiła to - skoro obiecała. Obozy, które zostały zbudowane przez prezydenta Graya opustoszały już całkowicie. Mimo swoich dawnych obietnic, mężczyzna pozostawił jeszcze kilka działających obozów. A pani Donavan postanowiła wywlec je na światło dzienne. Wszystkie dzieci z nich, zostaną przeniesione do organizacji zwanej jako Pryzmat, której skala zostanie znacznie powiększona. - Nie wiemy jak mamy dziękować setkom Psioników, którzy zdecydowali się wstąpić w szeregi CIA. Gdy tylko ich służba dobiegnie końca, a zadanie które zostały im przydzielone skończą się, pozwolę im szczęśliwie wrócić do Pryzmatu, gdzie jest ich prawdziwy dom - obiecuje nowa pani Prezydent. - Niech Pryzmat będzie prawdziwą społecznością, gdzie liczą się takie wartości jak szacunek czy lojalność. Od dziś każdy, kto tylko wyrazi chęć udziału w tej społeczności będzie do niej dopuszczony. Musimy przestać izolować się od dzieci, które naprawdę potrzebują naszej pomocy. Nie możemy zostawiać ich na pastwę losu, takie osoby później wybierają drogę przestępczą, co prowadzi do zamieszek i kradzieży. Nie pozwolimy na to! - dodała na kolejnej, innej debacie. - Z tego względu dojdzie do rozbicia organizacji przestępczej, identyfikującej się jako “Łowcy”. Nie będzie już dochodziło do bezpodstawnych aresztowań dzieci, a następnie sprzedaży ich. Członkowie grupy zostaną uniewinnieni za współpracę z moim poprzednikiem, jednakże będą pod stałą kontrolą organów policyjnych, a Psionicy znajdujący się w ich szeregach - przeniesieni do Pryzmatu i wcieleni do armii. Nie będziemy łapać psioników, którzy wolą żyć na wolności. Do kraju wkroczy jednak więcej Sił Specjalnych Psi, którzy będą kontrolowali ich życia, by wiedzieć, czy nie zagrażają bezpieczeństwu obywateli. Owa jednostka nie będzie jednak kojarzona z bólem i cierpieniem. Pod wezwaniem nowego generała, Christophera Flynna, przeobrażą się w żołnierzy, którzy przede wszystkim będą nieśli pokój!- mówi nowa pani prezydent. W pewną grudniową noc do siedziby łowców została wysłana grupa z Pryzmatu. W jej skład wchodził agent specjalny Calum Hedger, jednostka wojskowa połączona z kilkoma agentami CIA jak i oddział składający się z Psionków - Valerie Cadle, Sahir Nailah i Lux Bloomfield. Walka była wyrównana przez większą część czasu, jednak były agent Ligi Dzieci, Sahir Nailah o zdolnościach określanych jako Czerwone, dokonał podpalenia całego kompleksu. Niektórzy z Łowców uratowali się, jednak wielu z nich zginęło w gruzach budynku. Mimo iż Pryzmat proponował im pokojowe rozwiązanie, to zdecydowali się oni na walkę. - Obywatele. Dzisiejszego dnia muszę poinformować was o przykrej sytuacji. Wczoraj w nocy doszło do... Rozbicia grupy przestępczej sygnującej się nazwą "Łowcy". Podczas akcji, nasz kraj poniósł wiele strat. Straciliśmy wielu żołnierzy, którzy oddali życie za bezpieczeństwo i lepszy świat dla Psioników - mówi Judith Gray. Ponadto zdeklarowała się, że umożliwi każdemu agentowi, który nie chce podjąć się służby, szansę na wycofanie. Jednak wciąż namawia do walki o kraj i prawa Psioników. - Ktoś musi zbudować lepszy świat. Wierzę, że będziemy to my - dodaje.

Obecnie mamy luty 2023r.
Odczuwalna temperatura to -19°C, pada śnieg i jest straszny mróz.
Każdy, kto podrzuci komuś z administracji na PW/GG link z odegraniem mutacji czy odkryciem nowych zdolności, otrzyma dodatkowy jeden punkt. Za ciekawsze odegrania (bardziej wpływające na otoczenie, inne postacie) zostaniecie nagrodzeni dwoma punktami. więcej informacji tutaj
Dodaliśmy system notatek! Zachęcamy każdego do stworzenia swojego tematu! Tutaj link!

- Zapraszamy do zabawy w anonimowe wyznania. LINK TUTAJ


Poprzedni temat «» Następny temat
Główny plac
Autor Wiadomość
Valerie Cadle
urocza piratka


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2017-01-11, 18:17   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

MG
- No różne. Zależy kto zleca i w jakim celu - powiedziała Jamie, idąc przez plac. Ogólnie było sporo rzeczy do zrobienia, jednak ciężko raczej ot tak wymienić co konkretnie. Różni ludzie zlecali różne rzeczy, typu idź na zwiady tu, idź na zwiady tam. Głównie mogły wychodzić osoby wyższe rangą - czyli niektórzy psionicy i praktycznie wszyscy dorośli. Jednak oczywiście ta pozycja była zbyt niska, by zarzucić cokolwiek Craigowi. No tak...
- Ale ogólnie to zrywamy karteczki i robimy zadania. Tylko ja mało kiedy mam jakąś sensowną grupę. Zwykle więc staram się działać sama, ale coraz mniej zadań tego typu teraz jest - powiedziała po chwili. Aż wreszcie doszły do kontenerów z bronią. Jamie wyjęła z niego jakiś karabin i zarzuciła sobie na plecy.
- Weźcie sobie jakieś gnaty - powiedziała. Okej, mogła ich zabrać. Tak więc w chwili w której dziewczyna zrywała jakieś ogłoszenie z tablicy, reszta jej ekipy wzięła sobie broń. Musiały być uzbrojone w każdym momencie. Bo zawsze coś się mogło stać, prawda?
- No Cissy jest z Ligi z tego co pamiętam. Jak ma okres, to mówi, że w Lidze byłoby zupełnie inaczej - dodała po chwili i wzruszyła ramionami. Cóż, a co miała powiedzieć? Cissy była z Ligi i nie dało się tego ukryć. Irytowała wszystkich na każdym kroku, swoim jadem i przepełnionym nienawiścią do wszystkiego co się rusza i oddycha spojrzeniem.
- Miał farta. Debila kula nie trafi - powiedziała rozbawiona do Ann, po tym dodała, nadal się śmiejąc: - Pewnie oberwał sporo razy. Pewnie kiedyś też był inny. Ale teraz, skoro jest takim gangsterem i przeżył ciemne lata w Los Angeles, to musi być również pozerem. Tacy są faceci i już - powiedziała.
- To rozwalanie głów zostaw nam. Tylko weź jakąś broń, w razie czego. Niebezpieczeństwo może być zawsze - dodała. Po tym stanęła przed nimi, wzięła głębszy oddech i zapytała:
- Gotowe?
_________________


 
 
Kira Krios
Troublemaker


21 lat

Pomarańczowa




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2017-01-11, 21:44   
   Multikonta: Carter H.; Xanthe O.; Aithne H.
[Cytuj]

- Mhmm... rozumiem. - Czyli mogło trafić im się wszystko. Przynajmniej nie będą się nudzić. Tego ostatnio miała, aż nadto. Nuda była najgorszym jej wrogiem i wydawało się, że Ann też. Obie nie lubiły stać bezczynnie. Teraz zapowiadała się jakaś ciekawsza akcja, ale przy planie Craiga szanse na powodzenie były znikome. Tego się obawiała, bo nie miała ochoty bez sensu nastawiać karku. Jednak była szarakiem, bez prawa do głosu. Liczyła, że Mike i ten drugi zauważą, jak dziurawy plan przedstawił im Craig.
- Aye, aye, ma'am. - Kira zasalutowała, co oczywiście było żartem i dlatego zrobiła to w sposób niedbały. Jednak bez protestów podeszła do kontenera. Wzięła ze sobą prosty karabinek M4 w wersji, ze skróconą lufą.
- Ona zawsze marudzi, jak ma okres. Lepiej się, wtedy trzymać z daleka. - roześmiała się krótko i sprawdziła, czy broń jest w pełni sprawna. Nie miała potem ochoty bawić się z zaciętym przełącznikiem ognia ciągłego na pojedynczy.
- Jeśli nie zmieni tego planu, to w końcu jakaś go trafi. I być może nie będzie to kula. - Schronisko pełne PSI? Jeśli część stanie do walki, to nie mieli zbyt dużych szans. Nawet jeśli będzie to atak z zaskoczenia, to ktoś i tak stwierdzi, że będzie bronić obiecanej wolności. Starsi będą bronić dzieci.
- Gotowa. - Uśmiechnęła się do Annabeth. Wszystko będzie dobrze, przynajmniej teraz podczas tego patrolu, co będzie potem? Tego nie wiedział nikt.
 
 
Annabeth O'Sullivan


20 lat

Zielona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png lowcy-female http://i.imgur.com/RlDynJq.png

Wysłany: 2017-01-12, 20:52   
   Multikonta: Lounarie; Ceridwen; Mistrz Gry
[Cytuj]

W zasadzie ich zadanie mogło być czymkolwiek. Wolałaby mieć wybór, ale póki może się ruszyć z tego miejsca, to nie będzie na nic narzekać. Miała jedynie nadzieję, że Mike naprostuje jakoś ten plan Craiga, bo inaczej murzyn "przypadkiem" może nie przeżyć tej jatki. Co to za problem zatuszować w chaosie jednego trupa, nawet jeśli nie lubiła zabijać, to aktualnie była na tyle wkurzona, że rozważała takie wyjście. Dotarły do kontenerów z bronią. Skoro mogły z nich coś zabrać, to zaraz zaczęła tam szperać, aż znalazła snajperkę, którą zarzuciła na plecy. Wzięła jeszcze jakąś mniejszą broń palną i nóż taktyczny. Tak po prostu, z przyzwyczajenia. Bo przecież ze snajperką musiała się ustawić, więc zawsze lepiej było mieć też jakąś szybszą w użytku broń. Jeśli zauważyła w kontenerze jakąś apteczkę to ją również zgarnęła. Skoro miała zostawić dziewczynom rozwalanie głów, to sama zajmie się zapleczem medycznym. Nawet jeśli miało być nie wykorzystane, mogła przecież targać ze sobą apteczkę. Nie wiedziała kim jest Cissy, o której gadały dziewczyny, więc po prostu cicho stała obok nich.
- Gotowa. Co będziemy robić? -
_________________
NOTATNIK

RELACJE

GŁOS

UBIÓR
 
 
Valerie Cadle
urocza piratka


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2017-01-12, 21:34   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

MG
- Na razie będziemy iść. To jedna z najczęstszych czynności, jakie tutaj robimy - wyznała Jamie i jak gdyby nigdy nic pozbyła się zabezpieczeń z głównej bramy, a następnie przeszła przez nią wraz z towarzystwem. Ktoś po drugiej stronie oczywiście zajął się tą sprawą i na nowo zabezpieczył wejście przed niepożądanymi gośćmi.
No a potem szły. A Jamie oczywiście prowadziła. Główną atrakcją turystyczną były rzecz jasna wszechobecne lasy, ścieżki, polne drogi. Zawsze tak było, bo zresztą cała baza mieściła się w samym środku lasu. Z jednej strony miało to swoje plusy, no ale... Kiedyś wreszcie ta zieleń każdemu zbrzydnie i jest to nieuniknione. Dziewczyny potem wreszcie wyszły na jakąś ścieżkę - widać było, że Jamie zna drogę, jednak widocznie nie chce ich poinformować dokąd idą i w jakim celu. Jedyne co mogło dać jakieś poszlaki to to, że Niebieska ściskała w garści jakąś kartkę zerwaną z tablicy na głównym placu. Jednak o co chodziło? Tego nie wie nikt.
Wreszcie doszły do czegoś, co wyglądało na skarpę. Teraz o wiele lepiej słychać było szum wodospadu, zresztą Ann słyszała go już od dłuższego czasu. Jamie bez skrępowania zaczęła kierować się w jego stronę, a następnie z pomocą lewitacji wskoczyła na jakąś skałkę niedaleko samego wodospadu. Nie czekając na resztę, zaczęła iść po niej dalej, przed siebie. Na moment się jednak odwróciła, dodając:
- Żyjecie? Czy nas was czekać?
Oczywiście cały czas miała przy sobie broń. Wyglądało to dość zabawnie, jednak nadal było godne podziwu, że mimo takiego obciążenia potrafi tak świetnie balansować na krawędzi.

zt http://caledonia.pl/viewtopic.php?p=7855#7855
_________________


 
 
Shirei Shinoda
Be like snow: beautiful but cold.


21

Pomarańcz




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2017-01-14, 10:56   
   Multikonta: Sahcio, Lampka
[Cytuj]

Pogoda powinna załatwić swoje, zacierając resztki śladów przynajmniej jeśli chodzi o te na zewnątrz - upewnienie się, że wszystko wyglądało naturalnie i nie pozostawili po sobie śladów wewnątrz było nieco cięższe, zwłaszcza, że nie miał do dyspozycji aktualnie Zielonego... albo miał? Powinien go ściągnąć do środka i zmusić do pomocy, a jednak rozkazał mu czekać na zewnątrz i wcale nie zamierzał puszczać rozkazu, który na niego narzucił. Nie wypadało mu odczuwać strachu, nie wypadało przekładać czyjegoś dobra ponad dobro powierzonej misji, a tu proszę bardzo, wstrząśnięcie i zmieszanie, oto jakie wrażenia pozostały po wizycie w tej willi. Sam fakt, że trzymał Jake'a pod kontrolę, jak lalkę, był nieodpowiedni - nie powinien był, wiedział dobrze, ale wiedział też doskonale, że Jake nie będzie zachowywał się... racjonalnie jeśli teraz go uwolni spod swojego wpływu. To nie była prawda, że dla miłości można było wszystko ot tak poświęcić, od zwykłego pstryknięcia palcem, wszystko dla dobra drugiej jednostki! - to nie tania telenowela... albo właśnie tak, Moda na Caledonię, odcinek 2023. Bo taki rok właśnie mamy, zdaje się.
Wsiedli do samochodu i pojechali. Dopiero w aucie czarnowłosy sięgnął palcami do własnej twarzy udekorowanej krwią z jedną świadomością: wcale nie był wściekły na Jake'a. Och był, za jego poprzednią akcję, która kompletnie wybiła go z rytmu, ale nie ma co "gdybać" aktualnie, co by się stało, jeśli wtedy by dokończył dzieła. Nie wypadało mu odczuwać strachu a jednak naprawdę ten strach poczuł, kiedy Jake prawie nacisnął spust pistoletu, chowając z zupełnie obcym im mężczyznom samego siebie... i to dlaczego? Tylko przez jego niekompetencję. Jake niczym tutaj nie zawinił. Ta zupełnie nieobecna chwilowo kukiełka siedząca obok niego.
Ciężar tych zdarzeń nie mógł go jednak przytłoczyć. Jeszcze nie teraz...
Wysiedli z samochodu, oczywiście sprawdzeni przez wszystkie niezbędne systemy zabezpieczeń włączając w to zasoby ludzkie... i dopiero tutaj Shirei wycofał się z umysłu Zielonego, przestając narzucać mu swoją wolę.
_________________
Siedzę teraz sam w ogrodzie
Wśród umarłych kwiatów
Trefne karty rozdał los,
Więc przegrałem partię z nim
A życie toczyło się dalej.
 
 
Jake Clayton
Królewna


20 lat

Zielony




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2017-01-15, 01:00   
   Multikonta: Freya, Gigi
[Cytuj]

Wciąż pod kontrolą Pomarańczowego, Jake spokojnie wsiadł do samochodu i w milczeniu spędził całą drogę, wpatrując się gdzieś w przestrzeń, wciąż tym samym, nieobecnym wzrokiem.
Kiedy byli już na miejscu, posłusznie wysiadł z pojazdu i ruszył za Shireiem. Dopiero na głównym placu, Jake poczuł się znowu jak… Jake. No i zaczął sobie przypominać...
Przetwarzając w swojej głowie wszystko, co stało się w tamtym domu, sam aż w to nie wierzył. Zwłoki mężczyzny, pistolet, on chwytający za pistolet, przykładający go do skroni… Nie, nie, nie, nie, nie. To przecież nie mogło być prawdą… Z resztą, miał wrażenie, że kiedy o tym myślał, to nie do końca były to jego wspomnienia… Znaczy, jego, ale jakby nie z jego głowy… Moment, już kiedyś miał takie wrażenie…
Sięgnął ręką do twarzy, na której poczuł zaschniętą krew, po czym spojrzał na Shireia.
- Ty… - zaczął, nie wiedząc nawet, co chce powiedzieć. Znał to uczucie, to dziwne wrażenie, że wspomnienia nie są do końca jego. Czuł się tak za każdym razem, kiedy Pomarańczowy wypuszczał jego umysł spd swojej władzy. Do tej pory robił to tylko dlatego, żeby pomóc mu opanować obronę przed zdolnościami innych, ale teraz… Dlaczego zrobił to teraz? Dlaczego… Kazał mu się zabić?
Do Jake’a dopiero teraz dotarło, do czego Shirei próbował go zmusić.
Odsunął się kilka kroków od Azjaty, patrząc na niego z nieukrywanym strachem, mieszanym z lekkim niedowierzaniem.
- Dlaczego mi to zrobiłeś? - spytał w końcu. Jego głos był cichy, ale nie na tyle, żeby chłopak go nie usłyszał.
Łzy mimowolnie napłynęły mu do oczu. Tak, Jake może i był strasznym płaczkiem. Ale szczerze, to teraz kompletnie nie obchodziło go, że ktokolwiek może pomyśleć o nim w taki sposób. Właściwie, to nic go nie obchodziło. Zresztą, co się dziwić? Patrzył właśnie na ukochaną osobę, która niemal przed chwilą kazała mu się zabić.
_________________
...
 
 
Ceridwen Murray


21 lat

Kurczaczek




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2017-01-15, 02:17   
   Multikonta: Lounarie; Annabeth; Mistrz Gry
[Cytuj]

Kobyłę. Ładnie to tak nazywać taką piękną klaczkę? Nie zwróciła mu jednak na to uwagi, bo po co? I tak jak się uprze to będzie tak na konia mówić i tak. Może i jeden koń, ale przecież mogli zabrać więcej. To, że Kenji nie chciał, albo nie pomyślał o tym, że może kilka koni poprowadzić na lonży, to już nie jej wina, nie chciała się wyrywać, skoro i tak dostała jednego konia. Pytanie tylko, czy to będzie tylko jej koń, czy jednak więcej osób będzie na klaczy jeździć? Wzruszyła tylko ramionami słysząc odmowę przy pomocy z targaniem broni i reszty dupereli do samochodów. Nie to nie. Odpaliła niewielką wiązką elektryczności samochody, którymi mieli jechać Kenji i Nathan. Sama popędziła klacz i ruszyła w kierunku bazy.

Ktoś uchylił jej bramę, kiedy w końcu dotarła na miejsce. Oczywiście gapili się na Kelpie, bo tak nazwała po drodze swoją klacz, kto by się nie gapił, kiedy ktoś nagle zamiast wozu przytargał do obozu konia. I to czarnego jak smoła. Cudownie się na niej galopowało po pustych ulicach! Ten stukot kopyt roznoszący się dookoła niczym burzowe grzmoty, wiatr chłoszczący podczas szalonego galopu odsłoniętą skórę... Już jej całkowicie wrócił dobry humor po tej dawce białego szumu, którą jej zaserwowano praktycznie za nic. Zatrzymała klacz w pobliżu Shirei i Jakea, i z lekko zarumienioną od mrozu twarzą, zeskoczyła z niej, po czym chwyciła ją za wodze, blisko pyska. Katana, którą przypięła sobie do pasa, odbijała się od jej biodra. Chyba Kenji jej nie zauważył, albo stwierdził, że pominie ten temat, ale to lepiej dla niej. Miała teraz co robić w wolnym czasie, nie dość, że będzie trzeba zająć się klaczą, to jeszcze trzeba nauczyć się posługiwać nową zabawką. Spojrzała na chłopaków, którzy mimo późnego wieczora znajdowali się teraz na placu głównym. Widać chyba też wrócili akurat ze swojej misji.
- Cześć. - Pogłaskała wolną ręką szyje Kelpie, na co kara klacz tylko cicho zarżała.
_________________

Jaskółka siostra burzy, żałoba fruwająca
Ponad głowami ludzi, w których się troska błąka
Jaskółka znak podniebny jak symbol nieuchwytna
Jaskółka błyskawica w kościele obumarłym
NOTATNIK
RELACJE
GŁOS
UBIÓR

 
 
Nathan Jones
He may look cute but he's a psycho


38

?



syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2017-01-15, 09:49   
   Multikonta: Alice, John
[Cytuj]

-Już mówiłem. Współpraca z ludźmi którzy nie chcą współpracy będzie cięższa. Będę musiał ich zniszczyć, zmienić ich sposób myślenia. Nie będą ludźmi, którymi są teraz. Będą czymś innym. Jeśli jesteś na to gotowy, mam pomysł jak zmusić ich do stania się... Jak to nazwałeś? Maszynami do zabijania? Ładne określenie. Lubię je. Maszyny w sensie, że nie będą myśleć? Nie jest to najpiękniejsza forma zabijania, ale z pewnością skuteczna. - Uśmiechnął się wesoło. -Jeśli tego oczekujesz to nie ma problemu. - Stwierdził.
Tak jak mu kazano, wsiadł do samochodu i ruszył w kierunku bazy, starając się nie rozwalić go po drodze na jakiś wybojach. Wjechał na plac i wysiadł. -Mam nadzieję, że nie rozwaliłem zawieszenia na tych dziurach. - Mruknął spoglądając kątem oka na wóz, a potem wracając wzrokiem do dzieciaków, które zostawił na misji. -Oh! Siema młodziaki. Jak wam poszło? Wykonaliście zadanie? - Zapytał zbliżając się do Shireia i Jakea. Zdawał się nie zauważyć, że coś jest nie tak. A może to zauważył i wyszedł z założenia, że po takiej misji takie zachowanie jest naturalne? A może po prostu miał to gdzieś? Ciężko było stwierdzić. Nathan wydawał się być zainteresowany ich losem, ale w rzeczywistości nie mógł się nimi aż tak bardzo przejmować. W końcu sam dobrze wiedział, że jeśli zaszłaby taka potrzeba, nie zawahałby się ich torturować czy nawet zabić. Wszystko zależało od sytuacji. Póki nikt mu tego nie kazał, ani nie czuł takiej wewnętrznej potrzeby, wolał utrzymywać dobre stosunki z PSI. Choć jak wskazywały ostatnie wydarzenia, niewiele obchodził go ich los. Kiedy zaszła taka potrzeba nie wahał się aktywować szumu raniącego także Ceri. Po trupach do celu w przypadku Nathana było wręcz dewizą życiową. I nie widział w tym nic złego.
 
 
Valerie Cadle
urocza piratka


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2017-01-15, 18:35   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

MG ogólnie
Chłopakom udało się pokonać cały dystans samochodem. Mężczyzna zginął w swoim domu, a jego córka najprawdopodobniej nie dożyła momentu, w którym dwójka na nowo pojawiła się w bazie Syndykatu. Gdy zaczęli się rozpakowywać, od razu ktoś do nich podszedł, zabrał wóz, ich broń i tak dalej. Wiadomo, że są zmęczeni. No i jest też późno, prawda?
- Możecie iść do siebie - rzucił jeden z żołnierzy, czy raczej gangsterów, którzy krążyli po bazie i dokańczali swoje ostatnie patrole, by następnie przekazać je reszcie. Nocnej zmianie, czy coś. Teraz głównym celem było pójście do swojej kwatery (którą musicie sobie zrobić XD) i wzięcie długiego prysznica, który zmyje z nich krew i pozwoli zapomnieć o wcześniejszej sytuacji.

No tak. Wcale nie trzeba było lonżować reszty tych cholernych kobył. Wszystkie ruszyły za jednym i po nieco dłuższym czasie dotarły do bram głównej bazy syndykatu. Z jednej strony było to całkiem fajne, będą mieli więcej koni i będzie można je jakoś wykorzystać, nauczyć innych jeździć i tak dalej. Chociaż z drugiej strony... Czy hangar pomieści wszystkie zwierzęta? No i najważniejsze pytanie, co Ceri da im do jedzenia? Koni było około siedem, a może osiem? Plus oczywiście ten, na którym poruszała się żółta.
Przybyła ze swoją gromadą znacznie później niż Nathan i Kenji. Kilka osób, widząc, że Żółta wraca do siebie, od razu otworzyli bramę, a konie zaczęły powoli przechodzić przez nią.
- Heej! To chyba jakieś kurwa żarty! - warknął jeden z mężczyzn, gdy dwie klacze popędziły w głąb bazy. Jedno było pewne - Ceridwen będzie miała tej nocy sporo zabawy ze zwierzątkami, które udało jej się tutaj sprowadzić. Jednak wiedziała, że ludzie patrolujący bazę będą musieli jej z tym pomóc, nieważne co będzie chciała zrobić. Tak już działał cały ten porąbany system rang, hierarchii. Czyli nie będzie musiała męczyć się z tym sama.

- Ważne, żeby wykonywały po prostu rozkazy. Myślenie jest wskazane, ale rozmyślanie nad ich sensem już nie. Po prostu zaprogramować grupę ludzi do bezwzględnego wykonywania poleceń. Pomoże ci Shirei. Z pewnością będzie wiedział co robić - stwierdził lider. Wierzył w młodego. I wiedział też, że jeżeli nakaże mu zrobienie nawet takiej rzeczy to ten i tak to zrobi. Tak już to działało, musiał wykonywać jego rozkazy. A wprowadzenie kilka zmian w czyimś umyśle jeszcze nigdy nie było takie proste jak teraz. Tak więc tworzenie tych... Maszyn do zabijania, będzie naprawdę banalne. Oczywiście trudniejszą sprawą będzie wytrenowanie ich, żeby mieli jakieś podstawy ku wykonywaniu takich rozkazów. Ale to już działka Nathana. Czyli też sobie z tym poradzi, bez wątpienia. Gdy Nathan zaparkował swoją furę, od razu podeszło do niego kilka... pachołków.
- O żesz! Zajmiemy się tym zawieszeniem, bez obaw - rzucił jeden i zerknął na maskę pojazdu, a następnie dodał to Nate'a: - Skąd macie te fury? Jasny gwint...
Nic dziwnego, że lider i jeden z jego najbliższych przyjaciół zrobili niemałą furorę w bazie. W końcu takich samochodów nie przywozi się ot tak z każdych zwiadów. Wszyscy byli pod wrażeniem i nikt nie kwestionował tego, że owe samochody już zawsze będą własnością Kenjiego i Nathana. To było wiadome już od kiedy te sportowe opony przejechały przez progi bazy.
- Potem pogadamy, Nate - rzucił Kenji, wycierając sobie twarz jakąś szmatką, następnie dodał: - Oczekują nas w głównej sali. Teraz. Wy, lećcie się przebrać i ogarnąć. Jake - nocna zmiana. Shirei - poranek w moim gabinecie. Miłej nocy. Chodź, Nate - dodał.


Nate - http://caledonia.pl/viewtopic.php?p=7893#7893
Jake - http://caledonia.pl/viewtopic.php?p=6498#6498 (po prysznicu, możecie sobie jeszcze pogadać w pokoju, do którego zt ma Shi. Nie wiem czy chcecie mieszkać razem czy osobno, ale pokoje są różne, możecie je mieć takie jakie chcecie)
Ceri nadal tutaj.
_________________


 
 
Ceridwen Murray


21 lat

Kurczaczek




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2017-01-15, 20:21   
   Multikonta: Lounarie; Annabeth; Mistrz Gry
[Cytuj]

Cóż, jak widać nie przybyła z jednym koniem, a z całym stadem. Nie, żeby jakoś specjalnie zachęcała resztę koni, żeby jechały za Kelpie, no ale jak już są, to nimi też się zajmie.
- To nie są żarty, Kenji pozwolił je tu sprowadzić. - Wolała uciąć jakieś dywagacje na temat żartu z końmi, jeszcze by je wygonili do lasu, a tam by nie przeżyły zbyt długo. Trzeba je było zagonić do hangaru, w czym przydałaby się jej jakakolwiek pomoc, bo inaczej będzie tak łazić za każdym koniem i pojedynczo zaciągać go na miejsce, a to jej zajmie całą resztę nocy. Kiedy zeskoczyła z Kelpie spojrzała na ludzi, którzy byli najbliżej.
- Pomóżcie mi z tymi końmi, trzeba ogarnąć im jakieś koryta na wodę i jedzenie, znaleźć jakieś zielsko, które mogą w tej chwili zjeść, póki nie mamy dla nich paszy. Przydałoby się tam też zrobić boksy, żeby łatwiej było je ogarnąć. - Może dla niektórych mogło to brzmieć jak rozkaz, ale Ceri raczej prosiła w taki sposób o pomoc przy ogarnięciu tego stadka. Dużo łatwiej byłoby jej z jednym koniem, ale jakieś... 8-9 koni? Dla osoby, która raczej nie miała z tymi stworzeniami styczności? To było wyzwanie, które trzeba było ogarnąć. Przecież nie zostawią tych koni na mrozie. Chwilowo mogły zostać zamknięte w gromadzie, bez boksów, tym mogą zająć się w dzień. Według niej najważniejsze były w tej chwili koryta z wodą i pożywieniem. Jednego nie przemyśleli będąc jeszcze w tamtym domu. Co oni do cholery dadzą tym koniom do jedzenia? Będzie musiała zapytać Kenjiego, czy da radę ściągnąć im jakąś paszę, a tymczasem będą musiały zadowolić się tym, co znajdzie. Chwilowo przywiązała Kelpie do jakiegokolwiek słupa, czy czegoś innego, co by ją utrzymało. Najpierw ogarnięcie hangaru pod to stadko, sklecenie jakiś koryt, może jak będzie to wszystko sprawnie szło to nawet i boksów, potem można zagonić tam konie i zamknąć je. W głowie wydawało się to szybkim, prostym planem, jednak zdawała sobie sprawę, że pewnie zajmie jej to sporo czasu.
_________________

Jaskółka siostra burzy, żałoba fruwająca
Ponad głowami ludzi, w których się troska błąka
Jaskółka znak podniebny jak symbol nieuchwytna
Jaskółka błyskawica w kościele obumarłym
NOTATNIK
RELACJE
GŁOS
UBIÓR

 
 
Shirei Shinoda
Be like snow: beautiful but cold.


21

Pomarańcz




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2017-01-15, 21:32   
   Multikonta: Sahcio, Lampka
[Cytuj]

Wyglądać profesjonalnie, no ba! - kamienna twarz, jakby nic się nie działo, uśmiechy, kiedy było potrzeba, wszystkich uprzejmości należało dopełnić z odpowiednim smakiem, w odpowiednim momencie, dbając o to, by przypadkiem nie wypaść z rezonu, tak jak wypadł z niego w tamtej willi. Wypadł bardzo mocno. Ale teraz? Po całej drodze w samochodzie, w którym chciał Jake'a uwolnić, ale wiedział, że nie może, bo chłopak pęknie i mógł zrobić coś, czego by żałował. Czego oboje by żałowali. Nie było ucieczki od Syndykatu, zresztą Shirei nawet o niej nie myślał, w końcu głęboko wierzył w misję mu powierzoną i był dumny z tego, że ojciec oparł na jego barkach karkołomny proces niszczenia znienawidzonego państwa od środka... a tutaj przynajmniej mógł umknąć do swojego pokoju. Tu, gdzie jego strach, przerażenie, świadomość tego, co się stało, właśnie wstrzeliła się z chirurgiczną precyzją prosto do jego głowy.
- Jake, nie tutaj. - Wiedział, że chłopak jest przerażony, ale wiedział też, że w tym stanie żadnego z jego słów do niego nie trafią, dlatego nie zamierzał nawet próbować, nie w tym momencie, nie w tym miejscu, gdzie chodzili żołnierze... i do którego wjechała cała brygada z drugiej misji, cholera wie jakiej tak na dobrą sprawę. Tak, był zdystansowany. Opanowany. Chłodny i wyniosły na swój sposób jak zawsze. Jakby wcale nie miał na sobie krwi człowieka, który jedynie chciał chronić swoją córkę. Nawet jego spojrzenie było tak samo spokojne jak zawsze. Mimo to wiedział, jaki powinien być i wiedział, że nie powinien zostawiać z tym Jake'a sam na sam. Tylko co z tego? Chęci nie zawsze szły z możliwościami. Powiedzenie: jeśli się chce to można wszystko nigdy nie szło w parze z dziedzicem rodu Shinoda. To był wypadek. Nie chciałem zrobić ci krzywdy. Oczywiście, że nie chciał. Nigdy by mu celowo krzywdy zresztą nie zrobił.
- Owocne łowy. - Czarnowłosy odwrócił się w kierunku przybyłych na plac osobistości i uśmiechnął łagodnie. - Witam w domu. - Jakże ironicznie..! Ale ironii wcale w jego głosie nie było. - Dziękuję za troskę, panie Jones, wszystko przebiegło bez większych problemów. - Większych. Bo w końcu był problem. Właściwie gigantyczny problem. Tylko że oni nie musieli o tym wiedzieć, liczyło się to, że zadanie zostało wykonane niemal perfekcyjnie. Pokłonił się Kenji'emu po czym skierował wzrok na Jake'a, oglądając się za nim, nim znów spojrzał na konie, zbliżając się do karej klaczy wolnym krokiem. - Piękna. - Wyciągnął dłoń do jej umięśnionej szyi, ale jego wzrok z klaczy prześlizgnął się na katanę u boku Jaskółki. Był przewrażliwiony na tym punkcie. Wychowany w surowej kulturze swego kraju sprawił, że widok katany u boku "obcego" mógł być tylko dwoma opcjami - bezczeszczeniem albo niezwykłym odznaczeniem od głowy rodu, od swojego pana. Kto jednak prócz garstki Azjatów szanował aż tak tą kulturę? - Zdecydowanie piękna. - Tutaj już nie mówił oczywiście o klaczy. Posłał Jaskółce uśmiech, poklepał Kelpie po szyi i skierował się do wnętrza budynku. Nie bardzo miał ochotę na jakiekolwiek dłuższe pogawędki.
[z/t]
_________________
Siedzę teraz sam w ogrodzie
Wśród umarłych kwiatów
Trefne karty rozdał los,
Więc przegrałem partię z nim
A życie toczyło się dalej.
 
 
Valerie Cadle
urocza piratka


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2017-01-16, 19:39   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

MG Ceri
Kenji pozwolił było kluczem do wszystkich drzwi, jakie tylko kiedykolwiek istniały w bazie Syndykatu. No bo kiedy lider coś mówił, to uważane to było za święte i już. No i w sumie to całkiem trafne określenie. Mężczyźni od razu pomogli Ceri prowadzić konie, żeby nie rozbiegały się bez celu po całej powierzchni bazy. Wbrew pozorom zyskała całkiem dobrych pomocników. Nie narzekali i wyglądało na to, że nawet wiedzieli jak zachować się w towarzystwie czworonożnych stworzeń.
- Jasne - rzucił jeden z mężczyzn i pomógł sprowadzić konie w jedno miejsce. No dobra, tylko rozwiązanie pierwszego problemu - czyli zagonienie ich do hangaru - nie było sednem całej tej zabawy. Największym problemem było ogarnięcie czegoś do jedzenia. No tak.
- Sklecimy coś z czego będą mogły pić z resztki po ostatnim kontenerze - dodał jeden z facetów i ruszył w miejsce, gdzie były resztki metalowych blach. Czyli ten problem był rozwiązany. Mniej-więcej.
- Co z jedzeniem? - dodał jeden z mężczyzn do Ceri. Mogli je też wypuścić chyba na zewnątrz. Prawda?
_________________


 
 
Ceridwen Murray


21 lat

Kurczaczek




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2017-01-16, 20:45   
   Multikonta: Lounarie; Annabeth; Mistrz Gry
[Cytuj]

Magiczne słowa zawsze działają. "Kenji pozwolił" musiało działać, w sumie kiedyś jej przeszło przez myśli, czy nie dałoby się tych słów wykorzystać w razie jakichś tarapatów, ale potem stwierdziła, że pewnie i tak ktoś w końcu by to sprawdził i tylko narobiłaby sobie strasznych problemów. W najlepszym wypadku pewnie zamknęliby ją w piwnicy. No, ale to nic, skoro tego nie wykorzystywała dla własnych korzyści, to to się nie stanie.
Całkiem szybko udało im się ogarnąć parzystokopytnych. Osoby, które jej pomagały całkiem dobrze podchodziły do koni, więc nie musiała martwić się o to, że gdyby była na misji, to nikt by się nimi porządnie nie zajął. Cały czas zastanawiała się nad tym, co te konie będą jeść. Teoretycznie mogli je puścić na trawę, ale... Trawy było mało, do tego pod zadeptanym śniegiem. Konie będą miały ciężki orzech do zgryzienia, żeby dostać się do zieleni.
- Nie orientujecie się pewnie, czy mamy w zapasach jakieś warzywa, czy coś w tym stylu? Nawet jakbyśmy wypuścili konie to mogą mieć problem, żeby wygrzebać spod śniegu dosyć trawy, lepiej by było im rzucić im jakąś zieleninę. - Nie bardzo wiedziała, co mają do jedzenia. Szczerze, to nawet nie bardzo potrafiła gotować, więc nawet się nie pchała do kuchni, żeby nie wywołać czasem jakiegoś pożaru, czy nie rozjebać połowy sprzętów w niej. Pomijając już talent kulinarny, to elektrokinetyczka w kuchni nie była raczej zbyt dobrym pomysłem. Tak, czy siak musiałaby iść do stołówki, ale wolała wiedzieć, czy ma tam co szukać, czy idzie na ślepo.
_________________

Jaskółka siostra burzy, żałoba fruwająca
Ponad głowami ludzi, w których się troska błąka
Jaskółka znak podniebny jak symbol nieuchwytna
Jaskółka błyskawica w kościele obumarłym
NOTATNIK
RELACJE
GŁOS
UBIÓR

 
 
Valerie Cadle
urocza piratka


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2017-01-17, 17:43   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

MG
- Nie wiem, młoda - dodał jeden z facetów i lekko się skrzywił. Głównie wszyscy jedli racje żywnościowe i z pewnością nikt, pod żadnym pozorem by jej nie pozwolił zabrać tak wielkiej ilości warzyw czy owoców (tych świeżych) żeby nakarmić całe stado koni. To nie wchodziło w grę, zupełnie. Tak więc byli trochę w dupie, bo konie raczej długo bez żywności nie wytrzymają, a śnieg temu nie sprzyja. Ale po tym ktoś wpadł na całkiem niezły pomysł.
- Co gdyby wrócić tam, skąd je wzięłaś? Jakoś musiały przeżyć, nie? Coś tam do żarcia pewnie jest - zaproponował jeden z pomocników. To nie był taki zły pomysł. Musiała tylko mieć kogoś do pomocy, kto poprowadzi samochód i pomoże jej z ewentualnym przeniesieniem tego. No i rzecz jasna zgodę Kenjiego na wyjazd niezwiązany z misją czy zleceniem. No, albo kogoś z góry, niekoniecznie lidera. Jednak zawsze było to jakieś wyjście.
_________________


 
 
Jake Clayton
Królewna


20 lat

Zielony




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2017-01-17, 22:37   
   Multikonta: Freya, Gigi
[Cytuj]

Jake nie chciał słuchać Shireia, nie chciał nawet na niego patrzeć. Nie obchodziło go, że to nieodpowiednie miejsce, czuł się źle, bardzo źle, z tym, co się stało i chciał, żeby Pomarańczowy był tego w pełni świadomy. Ale… Może to faktycznie nie było dobre miejsce na urządzanie scen? Nie chciał w końcu żadnemu z nich narobić większych problemów, no a wiadomo - w emocjach można powiedzieć za dużo. A tego nie chciał. Nie chciał palnąć czegoś, czego później będzie żałował, nie przy tych wszystkich ludziach. Zwłaszcza przy Kenjim. W końcu, cholera wie, jakby zareagował na ich… Relację.
Z kamienną twarzą wysłuchał więc tego, co miał do wysłuchania i skinął głową w geście, że przyjął rozkaz. Hmm, nocna zmiana brzmiała jak coś, co mogło być mu teraz potrzebne. Przynajmniej będzie musiał się skupić na czymś i nie myśleć o tym jebanym zadaniu i rzeczach, które się tam wydarzyły.
Był wdzięczny, że pozwolono im tak szybko odejść. W końcu jeszcze chwila i pewnie by się ropłakał - wiecie jak to jest, jak człowiek za długo dusi w sobie jakieś emocje, to w końcu wybucha w najmniej odpowiednim momencie. A w końcu płakanie przy obecnych tutaj ludziach nie było mu na rękę.
Czym prędzej odszedł więc od reszty, darując sobie jakiekolwiek powitania czy uprzejmości. Chciał jak najszybciej znaleźć się w swoim pokoju. Sam, bez jakiegokolwiek towarzystwa. I bez Shireia.

zt
_________________
...
 
 
Xiao Wei Yu
Gui


20 lat

Dobry pomarańczowy




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2017-01-18, 21:30   
   Multikonta: Brak
[Cytuj]

Przyszła, popatrzyła i poszła – nie powiedziała nigdy Xiao. Otrzymawszy „zadanie” nasza pseudo wyrocznia grzecznie wyruszyła ku przygodzie uprzednio wyciągając za fraki swojego przyjaciela Rosjanina, albo on ją, nieważne. Nie okazywała zbytniego entuzjazmu, zniesmaczenia również. Jak zwykle kroczyła w ciszy i pełnym skupieniu starając się przy tym unikać spojrzeń wszystkich, wokół, co by PRZYPADKIEM nie wniknąć do wnętrza ich umysłu. Zawsze powtarzała sobie – nie rób tego, nie wolno Ci, nie im – im… Pech zechce, że tymi innymi nigdy nie będą Ci spoza „ośrodka”, ugrupowania… „rodziny”.
Po przybyciu pierwsze co uczyniła Xiao; stanęła grzecznie w wyznaczonym miejscu w oczekiwaniu na otrzymanie dalszych wytycznych, nie mniej, nie więcej, niczym marmurowa statua, której serce pomimo bicia zdawało się zamrzeć, oczy choć żywe nie odbijały żadnego blasku oraz twarzy, która jakże łagodna i piękna skrywała w sobie wiele niedobrego, wiele zła. Była przecież Gui.
_________________
Even a happy life cannot be without a measure of darkness.
The word happy would lose its meaning if it were not balanced by sadness.
It is far better take things as they come along with patience and equanimity.

Relacje | Notatnik | Theme
 
 
Yasha Karpov
MOTHERFUCKER


20 lat

Zielony




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2017-01-18, 21:50   
   Multikonta: Brak
[Cytuj]

Dostał wezwanie, więc w końcu się ubrał, przelał do piersiówki bimberek, żeby była pełna, bo musiał wpasowywać się w stereotyp. Na osobę, która dostarczyła mu wezwanie popatrzył, jakby nie rozumiał ani słowa z tego, co mówi, a gdy ktoś zdezorientowany zapytał, czy go rozumie, zrobił potakujący ruch głową i powiedział tylko śliczne, rosyjskie "da".
Zawiązał dokładnie, ciasno, wojskowe desanty, gdy pojawiła się śliczna, cudowna ta niemota Xiao, wyciągnęła go za nie do końca założoną koszulkę, którą musiał nakładać na siebie, bo to zbędne w przeciwieństwie do manierki i multitoola zarąbanego komuś. Nawet nie wiedział komu. Idąc za Chinką, wyzywając ją po rosyjsku, stawił się na placu i czekał obok niej na rozkazy.
_________________
AS I WALK THROUGH THE VALLEY SHADOW OF DEATH
I SHALL FEAR NO EVIL
FOR I'M THE EVILEST SON OF A BITCH

RELACJE | GŁOS | THEME
 
 
Lux Bloomfield


21

Niebieska




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2017-01-18, 22:12   
   Multikonta: Val, MG, Willow, Lynn
[Cytuj]

MG
Solinsky warknął tylko kilka razy, siedząc na kontenerze wraz z Ruth. Widząc, że Xiao i Yasha zjawili się na wcześniej wskazane miejsce, wziął tylko głębszy oddech. Tak, miał im przedstawić zadanie - to nie było raczej niczym trudnym. No i tak, oczywiście miał też ich podrzucić do najbliższego punktu. Ale tego jednak nie będzie w stanie zrobić...
- No kurwa mać - powiedziała siedemnastolatka o twarzy czternastolatki i syknęła do niego: - Jak nie przestaniesz się ruszać, to zajmie to wie... - nie dokończyła. Solinsky wyciągnął dłoń i machnął na parkę, która zjawiła się chwilkę temu. A to spowodowało tylko tyle, że jego kość przeskoczyła i sprawiła mu jeszcze większą ilość bólu. Nie mógł siedzieć prosto nawet przez tą krótką chwilę, w której Zielona próbowała nastawić jego bark, żeby umożliwić mu chociaż jakiekolwiek funkcjonowanie. Widocznie na nic.
- Mówiłam, żebyś się nie ruszał - powiedziała i zeskoczyła z kontenera, a następnie krzyknęła do Xiao i Yashy:
- No chodźcie tutaj, no!
Raczej nie był to ten sam profesjonalizm co dawniej, szczególnie jeżeli dawano teraz zlecenie na morderstwo i tak dalej. Ale, Boże, Ruth była ostatnią osobą która mogła podchodzić do tego jakoś inaczej. Zawsze była agresywna i wychowała się od dziecka na zasadach "morduj, bo inni zamordują ciebie". A teraz dołączyła w takie szeregi, gdzie była postrachem. Albo małą, głupią, wkurzającą dziewczynką. Gdy podeszli do niej, dodała:
- Solinsky was nie odwiezie, bo ma wypadnięty bark - powiedziała niczym jakiś doktor. Diagnoza jednak była jak najbardziej trafna. Bo jego bark był wybity. No i nie mógł prowadzić.
- Musicie jechać sami - zadecydowała i splotła dłonie. Tak, jakby czuła się jakaś taka wyższa, ważniejsza od nich. A wiadomo, że byli raczej na równi.
- Weźcie se broń z kontenera. Tylko... - zaczęła mówić, a wtedy Solinsky powoli zlazł z kontenera i podszedł do gromadki, trzymając się cały czas za okolice przedramienia, dodał:
- Musicie pojechać sami. Co do odprawy. Spływaj stąd, Ruth - stwierdził i zmierzył ją wzrokiem. Zielona tylko wzruszyła ramionami i poszła jak gdyby nigdy nic.
Mężczyzna wyciągnął z kieszeni kurtki pogniecioną kartkę i podał chłopakowi. Tam były oczywiście wszystkie informacje dotyczące zlecenia. Ale to nie było wszystko.
- To, jak to rozegracie, zależy od was, wiadomo. Ważne, żeby doprowadzić sprawę do celu - zaczął tłumaczyć lekko skośnym angielskim. Ale raczej go rozumieli, w końcu też nie mieli aż takich akcentów. Polak mówił po chwili dalej:
- Jackie to nasza dawna wspólniczka. Noce spędza samotnie w biurze. Fakt z tym dzieciakiem, to tylko taka opcjonalna zabawa. Ważne, żeby przekonać ją do dalszej współpracy. I żeby nie było to nic na zasadzie, że jej to wmówicie. Ma być zastraszana. Po staremu. Kapujecie? - zapytał. No tak, mogło to być dość proste wyjście z sytuacji. Ale rząd czuwał nad takimi sprawami. A najważniejsze było to, by Jacqueline zrozumiała swoje postępowanie i sama z siebie zaczęła wynosić informacje. Nie mogli ufać umiejętnościom na aż taką skalę. Informacje, jakie dostarczała były zbyt ważne.
- Weźcie sobie jakąś broń krótką. Tłumiki i te sprawy. I przebierzcie się. Będziecie musieli się włamać. Pytania? - zapytał, marszcząc czoło i nadal przeklinając na wybity bark.
_________________


There is nothing I do better than revenge
 
 
Xiao Wei Yu
Gui


20 lat

Dobry pomarańczowy




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2017-01-18, 22:57   
   Multikonta: Brak
[Cytuj]

Na ciche warknięcie Gui przechyliła lekko głowę. Jak to kocie podeszła bliżej za namową młodszej towarzyszki, której dumne wywyższenie pokwitowała jedynie lekkim skinieniem głowy. Dwulicowość, a może pokorne uniżenie? Nazwijmy to grzecznością, taktem wyrobionym jeszcze za czasów normalnego życia, gdy posiadało się dom i rodzinę, gdy pojęcie wolności nie było jej kompletnie obce.
Xiao nie miewała w zwyczaju mówić wiele, a jeśli już to czyniła to niezwykle rzadko, jedynie w towarzystwie najbliższych, w szczególności jeśli rozmowa ta oparta była na serii chińskich przekleństw ku wiadomo komu. Z tylko sobie znanych powodów komunikację ograniczała do krótkich przekazów myślowych, a więc do telepatii. Czy i dziewczynie postanowiła w ten sposób odpowiedzieć? Nie, na razie nie. Jak już mówiłam, Xiao w swoim działaniu grzecznie podeszła do dwójki ludzi, co by otrzymać dokładniejsze wytyczne.
Zastraszyć, ale nie zabić, zmusić do dalszego działania. Proste? No niby tak, a jednak zawsze tkwił gdzieś haczyk. Xiao kiwnęła głową na znak zrozumienia, by potem odezwać się w głowie mężczyzny:
- Odrzucenie oferty nie jest przypadkowe. Czy wiadomo coś więcej na jej temat? Skandal, przekręty? Podejrzenie zdrady lub wejścia w układ z kimś innym? – oto pierwsza lawina pytań. Gui nie była postacią walczącą, wręcz przeciwnie. Swoje sukcesy opierała na skrupulatnym zbieraniu informacji, łączeniu ich łączeniu, a także wykorzystywaniu w mniej lub bardziej „elegancki sposób”. Nie była z tego tytułu jakoś wybitnie zadowolona, wierzyła nawet, iż to co czyniła było zwyczajnie złe, aczkolwiek… Jaki inny miała wybór? Zjedz lub zostań zjedzonym.
W oczekiwaniu na odpowiedź ruszyła w stronę kontenera skąd zamierzała wydobyć nic innego jak broń biała w postaci noży, o ile takowe tutaj były. Broń palna? Spójrzmy prawdzie w oczy, nie tolerowała takowej.


/ Gui - chińskie określenie demona.
_________________
Even a happy life cannot be without a measure of darkness.
The word happy would lose its meaning if it were not balanced by sadness.
It is far better take things as they come along with patience and equanimity.

Relacje | Notatnik | Theme
 
 
Ceridwen Murray


21 lat

Kurczaczek




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2017-01-18, 23:26   
   Multikonta: Lounarie; Annabeth; Mistrz Gry
[Cytuj]

Plac pustoszał, a potem zapełniał się nowymi ludźmi. Chinka, Rosjanin, Polak, Irlandka i Amerykanka. Niezłe multikulti się utworzyło na placu, każda osoba mogła gadać w innym języku, prawie niczym przy wieży babel.
- Tak, coś tam musiało być, całkiem niezłe wyposażenie mieli dla tych wszystkich koni. - Przyznała rację osobie, która jej to zaproponowała, a jej wzrok powędrował do Solinskyego, który nieźle oberwał od niebieskiej, na którą się natknęli. Cicho ruszyła w jego kierunku. Nie chciała budzić Kenjiego w środku nocy, żeby pytać o pozwolenie na wycieczkę, skoro miała niedaleko polaczka. Mijając Yashę i Xiao tylko się przywitała. Yashę po rusku, a Xiao po angielsku, bo chińskiego niestety nie znała na tyle, żeby móc się przywitać. Ruskiego trochę załapała, kiedy jeszcze była w systemie. Sam język kojarzył jej się całkiem dobrze, w końcu jak mógłby jej się kojarzyć źle, skoro kojarzył jej się bezpośrednio z Levim? Zaraz zepchnęła myśli o jej ulubionym Rosjaninie wgłąb umysłu. Nie było dobrym pomysłem, żeby zaczynała o nim myśleć. Jeszcze by znowu zaczęła tęsknić i była kupką nieszczęścia pod tą jej maską obojętności. Stanęła gdzieś na uboczu i czekała, aż Polak skończy odprawę, żeby mogła go pomęczyć sprawą, która ją do niego sprowadziła.
_________________

Jaskółka siostra burzy, żałoba fruwająca
Ponad głowami ludzi, w których się troska błąka
Jaskółka znak podniebny jak symbol nieuchwytna
Jaskółka błyskawica w kościele obumarłym
NOTATNIK
RELACJE
GŁOS
UBIÓR

 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Forum zostało otwarte 2016-15-08. Właścicielką kodu wysuwanego elementu z boku jest corazon. Autorem systemu zakładek jest Noritoshi.
Strona wygenerowana w 0,118 sekundy. Zapytań do SQL: 9