Strona Główna



  • ♣Forum powoli wraca do życia, niedługo zostaną pociągnięte rozgrywki mające na celu zamknięcie niektórych wątków.
    ♣Niedługo powstanie nowa grupa - rząd.
    ♣Niedługo zostanie zmieniony wygląd, do szablonu zostanie dodany nowy skład administracji. Jak na razie z przyjemnych wieści - możemy w nim powitać naszą starą userkę Summer Dawson.
    ♣Zaktualizowany został regulamin rzutów kośćmi.
    ♣Apelujemy o nieco szybsze odpisywanie w tematach - jeżeli ktoś ma podciągnąć fabułę, to jesteście to przede wszystkim wy.
    Obecnie na forum mamy luty, 2023 rok, -5 stopni celsjusza, lekkie opady śniegu.

  • Pryzmat: Nadszedł czas kolejnych zmian. Zniesienie obozów to był zaledwie początek. Prezydent Donovan po miesiącu od zwycięstwa w wyborach, podjęła kolejny spory krok w kierunku uwolnieniu uciśnionych psioników. - Zdecydowałam, że zamykam projekt pryzmat. Psionicy, chociaż mają przewagę z mocami, to jednak dalej dzieci. Nie powinniśmy was wykorzystywać jako ochronę. Dlatego też wysyłam was na osiedle. Będziecie mieli tam zapewnione wszystko, co będzie potrzebne i będziecie mogli tam żyć bez strachu o jutro. - poinformowała ich dalej spokojnym tonem nie przerywając swojego wywodu, nawet jeśli usłyszała okrzyki protestu. Nie zamierzała się ugiąć. Już dosyć krzywdy wyrządzili tym dzieciakom. Starczy tego dobrego, pora im dać trochę wolności i chociaż namiastkę życia, które zostało im brutalnie wyrwane przez epidemię. W związku z powyższym członkowie biorący udział w projekcie, znanym pod nazwą Pryzmat zostali oddelegowani ze służby na zasłużony odpoczynek. Od teraz zamieszkają oni w niewielkim miasteczku położonym niedaleko Denver.


Poprzedni temat «» Następny temat
Trasa Michigan - Massachusetts
Autor Wiadomość
Valerie Cadle


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2016-12-26, 23:44   Trasa Michigan - Massachusetts
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

***
_________________


 
 
Faye Wong


17 lat

Czerwona




Wysłany: 2016-12-27, 17:30   
   Multikonta: Toni
[Cytuj]

Wyglądało na to, że czeka ich kawał drogi. Chyba najlepszym wyjściem było by się zdrzemnąć, ale... no właśnie, Faye raczej rzadko zdarzało się spać w jakimkolwiek środku transportu, zwłaszcza, gdy za kierownicą siedział psionik, który prawdopodobnie nie miał nawet prawa jazdy. Nie żeby dziwiła się Cissy, że go tam wpuściła. Przecież nikt nie dał by rady prowadzić samemu tyle czasu, to oczywiste, że będą musieli się zmieniać. Faye miała tylko cichą nadzieję, że nie karzą jej prowadzić.
- Jak dużo czasu tam spędzimy? - Jeśli już wyjechali, mogła spokojnie pytać o wszystko, co ją interesowało. Przedtem odpuszczała sobie pytania głównie dlatego, że nie chciała opóźniać wyjazdu.
Faye nie wyglądała na specjalnie zainteresowaną, zresztą - niesłusznie. Cały czas bardzo uważnie słuchała i zapamiętywała. A z każdym słowem upewniała się w tym, jak poważne zadanie dostali.
- Myślałam, że walczymy z rządem, a nie zabijamy psioników. - stwierdziła, dość obojętnym tonem. Niby można by to podciągnąć pod niesubordynację i kwestionowanie rozkazów, tyle, że czerwona nie miała nic takiego na myśli. Ot, podzieliła się swoją myślą, choć wcale nie miała zamiaru sprzeciwiać się zabijaniu innych dzieciaków.
Cóż, teraz tylko kilkanaście godzin nudy. Raczej nie zamierzała rzez ten czas z nikim rozmawiać, ani nic takiego, ale nawet ona nie byłaby w stanie wytrzymać tyle czasu porostu siedząc w jednej pozycji. Dlatego wyciągnęła nóż sprężynowy, który wcześniej ze sobą zabrała i zaczęła się nim bawić. Ha! Kiedyś nawet potrafiła zrobić kilka sztuczek z nożem motylkowym, może teraz coś sobie przypomni?
 
 
Thomas Branwen



21

Niebieski




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2016-12-27, 20:33   
   Multikonta: Brak
[Cytuj]

Thomas rozumiał, że to będzie o wiele cięższa akcja, ale w dalszym ciągu było mu szkoda tego karabinu. No nic. Może podczas akcji komuś zabierze. W końcu nie bez przyczyny posiada umiejętności telekinetyczne. Wyrwanie broni z ręki nie było niczym trudnym szczególnie kiedy przeciwnik tego się nie spodziewa. Opcjonalnie można tą rękę urwać. Dlatego też grzecznie odłożył cięższą broń i zaopatrzył się w bardziej przydatne według Cissy narzędzia. Na całe szczęście pozwoliła mu prowadzić. I wypraszam sobie. Może nie miał prawka, ale jeździć umiał. Jakoś musiał sobie dawać radę po tym jak zwiał z Obozu, a nawet przed epidemią to ojciec pozwalał mu od czasu do czasu trochę pokierować. Także więc siadł za kółko i odpalił silnik. Cissy pokazała mu trasę na mapie. Nie była zbyt trudna. Wystarczyło tylko jechać prosto przed siebie. Thomas wrzucił bieg i ruszył na trasę. I nawet nie wjechał w żadne drzewo, czego się pewnie spodziewali wszyscy obecni w pojeździe. Więcej zaufania moi drodzy. Kiedy więc Thomas kierował pojazdem to Cissy postanowiła wreszcie wyjaśnić czego od nich oczekuje i jak wygląda aktualna sytuacja.
- Serio? Bez jaj. – powiedział Thomas prawie zanosząc się śmiechem. – Słyszałaś Layla? Twój stary stracił stołek. Nie sądziłem, że jest to w ogóle możliwe. Czyli kto teraz dowodzi? Może znam, bo mój stary był szefem Departamentu Obrony. Chodził z tymi dupkami na golfa i tak dalej.
Oj tak. Thomas pamiętał sporą ilość polityków z czasów przed chorobą. Pamiętał ich twarze, nazwiska, nawet ich bachory. Pewnego dnia oni mu wszyscy zapłacą, za to co musiał przejść. Szefowa zakończyła wywód w dość ostrym tonie, ale przecież wszyscy byli tego świadomi. Idą zabijać, a nie bawić się w sanitariuszy.
- Zabij albo giń. Jasne jak słońce szefowa. A teraz mam pytanie? Ma ktoś jakąś dobrą muzę czy mam wam puścić Last Christmas? – powiedział Branwen. Jego poczucie humoru mogło być skrzywione, ale na polu walki był poważny. Oczywiście dalej rzucał sucharami, czy jak sam uważał wybitnymi dowcipami, ale też dokładnie wiedział co ma robić. Na razie jednak mieli od cholery drogi. Usłyszał pytanie Fiony i uśmiechnął się pod nosem. Uświadamiać czy też nie? A niech się Cissy męczy. On tu robi za kierowcę.
 
 
Valerie Cadle


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2016-12-27, 21:15   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

MG
- To zależy od tego, co tam znajdziemy. Trzeba będzie po prostu posiedzieć trochę czasu w kilku miejscach i określić to, dokąd idą psionicy i czy rzeczywiście są tam przyjmowani. Wiele osób będzie pewnie też wychodziło z wyspy. Możliwe, że na podstawie tych informacji uda nam się zorganizować większy skok. Co do was... Ma być cisza, jasne? Jak będziemy blisko. Nikt nie może się dowiedzieć o tym, że psionicy w terenie nie są bezpieczni - powiedziała Cissy, cały czas spoglądając na mapę. Słysząc to, co powiedziała dziewczyna, warknęła jedynie do niej:
- Nie mam zamiaru tłumaczyć Ci teraz Twojej misji, Faye, ale pragnę przypomnieć, że to Psionicy są główną bronią rządu. Im ich mniej w terenie, tym lepiej. Potem zajmiemy się rekrutowaniem innych. To nie jest też jakiś dom pomocy psionikom. Nie przyjmiemy przecież wszystkich, kapujesz? - dodała. Pewnie gdyby była teraz za kierownicą, to zatrzymałaby samochód powodując dość nieprzyjemne wybicie z foteli. Layla raczej tylko przewróciła oczami. Oczywiście, że bawiły ją te żarty. Zresztą często przepadała za śmieszkowaniem z chłopakiem. Jednak była jedna, drażniąca sprawa.
- Kurwa, mówiłam Ci żebyś nie nazywał go moim ojcem - warknęła, a po chwili splotła dłonie na wysokości piersi i zaczęła obserwować zabawę Faye. Scarlett pozostała w ciszy, dając Cissy wytłumaczyć sytuację:
- Na stołek Graya obsadzili Judith Donavan, żonę Henryego. Zapewne było to przez fakt tego, że Harry jest dowódcą w Pryzmacie. Widocznie lubią obsadzać swoją rodzinę w takich rolach. Nie ma się co dziwić. Donavan raczej jest zwykłą marionetką, która myśli, że po kilku słowach otuchy wprowadzi pokój. Nie spodziewa się, że po rozbiciu tych klaunów może być ktoś, kto chciałby pokrzyżować jej plany. Fakt tego, że psionicy mogą zostać wypuszczeni jest tylko i wyłącznie nam na rękę. Będą włóczyli się po okolicy. I to tylko Ci ważniejsi - powiedziała.
- Nienawidzę jebanych świąt - dodała Layla, otwierając lekko okno i wyciągając mały pojemniczek ze swojego plecaka, po chwili wyjęła z niego coś, co przypominało marihuanę.
- Chyba nie zamierzasz teraz tego odpalać? - powiedziała Cissy, mierząc ją srogim wzrokiem w lusterku bocznym, w którym obie dziewczyny widziały swoje odbicia. Layla jednak widocznie miała inne plany. Hierarchia w Syndykacie czasem nieźle się sprawdzała. Zielona wyciągnęła jointa i wsunęła do swoich ust, dodając:
-Przecież wiesz, że nie ma to żadnych skutków ubocznych dla mnie. Gdyby ktoś inny stąd palił, to raczej byłoby kiepsko - powiedziała córeczka byłego prezydenta i wsadziła skręta do ust, a następnie zaczęła szukać zapalniczki.
Oczywiście, że Layla miała rację, jednak Cissy nie zamierzała tego tak do końca zaakceptować, jedynie odwróciła się w stronę okna i dodała:
- Żadnej muzyki. Masz pozostać czujny. Chociaż niech jakaś część naszego zespołu ma głowę na karku. Może i nie sprawdzacie się w takich sytuacjach do końca, nie jesteście żołnierzami - wspomniała Cissy, której ojciec był przecież generałem i ona sama wychowała się w dość dyscyplinarnym środowisku.
- Mam chociaż nadzieję, że podczas walki nie dacie dupy.
_________________


 
 
Faye Wong


17 lat

Czerwona




Wysłany: 2016-12-27, 22:06   
   Multikonta: Toni
[Cytuj]

- Jasne.
Wiedziała, że Cissy ma rację, mówiąc o zabijaniu psioników. Takie działanie było logiczne i najbardziej korzystne dla syndykatu, Faye doskonale o tym wiedziała. Nie zamierzała przeciwstawiać się rozkazać, ani nic w tym stylu. Po prostu w tym wszystkim była jeszcze jedna, ważna rzecz, której Cissy nie rozumiała i nigdy zrozumieć nie będzie mogła.
Cissy, Kenji i wszystkie ważne osoby w syndykacie podchodziły do wszystkiego właśnie z logicznego punktu widzenia, analizując co będzie najbardziej korzystne dla całej organizacji. Faye - chcieć nie chcieć - widziała wszystko z perspektywy psionika. Dlatego mordowanie innych dzieciaków zawsze budziło w niej pewnie wewnętrzny protest. Zwykle jednak szybko go tłumiła.
Więc co, do chuja pana, chciała osiągnąć, wytykając uwagi odnośni ich planu?
Zdecydowanie powinna bardziej uważać na słowa.
Nie trudno było wyczuć niezbyt miłą atmosferę w aucie. Niezręczna cisza, co jakiś czas przerywana zdaniami składającymi się w głównej mierze z przekleństw i komentarzy, kto czego nienawidzi. I zapach jointa Layli. Nie żeby którakolwiek z tych rzeczy przeszkadzała czerwonej. Sama nie była raczej wesołym typem. Nie miała też ochoty nawiązywać tam nowych znajomości.
Wkurwiło ją tylko ostatnie stwierdzenie Cissy. Nie zamierzała wypowiadać się za wszystkich. Ba! Nie zamierzała nawet wypowiadać się za siebie, tym razem zdążyła ugryźć się w język. Ale jeśli nie byli żołnierzami, to kim?
 
 
Scarlett Kersey



17 lat

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png

Wysłany: 2016-12-28, 00:54   
   Multikonta: - Scarlett Kersey
[Cytuj]

Scarlett zaopatrzona była w dwa pistolety i kilka magazynków, a poza tym w bagażniku leżał jej plecak pełen różnych fantów, poczynając od ubrań, przez prowiant, na drobnych przedmiotach kończąc.
Nie podobało jej się zabijanie byle psioników po drodze - sama przecież takim do niedawna była. I pomyśleć, że przez podobny rozkaz mogłaby wtedy zginąć... Pojebany jest ten świat. Liczyła więc na to, że nikt jej nie wpadnie pod celownik. Nie raz już przyszło jej puścić kogoś płazem i nie raz zobaczyła, jak gówniana była to decyzja. Od tamtej pory albo zabija, albo unika wykrycia. Półśrodki zawodzą zbyt często, by nimi dysponować.
Świat bez uczuć, humanitaryzm poszedł się kochać.
Cholernie nie lubiła słuchać kolejnych politycznych bredni opodatkowanych własnymi preferencjami. Chciała tylko wiedzieć, kto wróg, kto przyjaciel, a od tych wszystkich nazwisk, kto z kim był, spał, czyją jest matką-córką... od tego wszystkiego mózg ją bolał. Nic dziwnego więc, że i tym razem próbowała nie udzielać się, a wcisnęła się w kąt miedzy zagłówkiem, a drzwiami i w półleżącej pozycji próbowała przeczekać nudne tematy. Te jednak poczęły się zmieniać jak w kalejdoskopie.
- Cissy, podasz mi tę mapę? - zapytała, a gdy ją dostała, zaczęła dokładnie analizować trasę. Znała te okolice bardzo dobrze. Po paru minutach dodała - Same wiochy i pola, nim do granicy nie dojedziemy. Czy jest realna szansa, że mogą nas tam wyciulać? Jak tam w ogóle dokładniej wygląda sytuacja, wiemy to? - interesowało ją jak dokładniej przyjdzie im wjechać powtórnie na obszar stanów. Nie lubi niespodzianek, a jeszcze bardziej niedopowiedzeń. Dajmy na to, trafi się jakiś zorganizowany, większy ruch oporu i mogliby sobie wsadzić nawet te karabiny.
Słodki zapach trawki rozniósł się po samochodzie. Wzięła głębszy wdech. Nie pamiętała, by kiedykolwiek przyszło jej coś jarać, ale z piciem to sprawa była całkiem inna.
_________________
 
 
Thomas Branwen



21

Niebieski




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2016-12-28, 19:55   
   Multikonta: Brak
[Cytuj]

Słuchał spokojnie jak Cissy tłumaczy Fionie co mają zrobić, a dokładniej to ją ochrzania. Czasami Thomas cieszył się iż jego urok sprawia, że dziewczyna nie ma ochoty go udusić lub tez utopić w łyżce wody. Poza tym był przydatny i chętny do wykonywania rozkazów, wiec ciężko mówić o jakiejkolwiek niesubordynacji z jego strony. Dlatego też zmienił bieg i docisnął gazu. Drogi nie były jakoś specjalnie zawalone także mogli spokojnie się poruszać, a prędkość jaką osiągali była całkiem znośna.
- Wybacz księżniczko. W razie czego nie obrazisz się jak go załatwię jeśli będę miał okazję? – zapytał chłopak, równocześnie szukając paczki fajek. Wiedział, że może być to rozpraszające, ale nie wiedział gdzie w całym tym rozgardiaszu wsadził je. No nic, będzie musiał ich poszukać później. Teraz zaś słuchał dokładnie o tym kto zastąpił Graya. Donovanów kojarzył, ale nie miał z nimi jakiejś większej styczności. Teraz zaś jest to bez znaczenia. Oni są jego wrogami i raczej nie zaproszą go na herbatkę i partyjkę golfa.
- Krótko mówiąc idziemy przed siebie i nie zostawiamy nikogo. Strzelaj by zabić, albo nie rób tego w ogóle. – powiedział niebieski wymijając ostro jakieś auto, co spowodowało, że rzuciło tymi z tyłu. Ale nie aż tak by klnąć. Kilka kolejnych minut spędzili w spokoju, przynajmniej do chwili kiedy Layla nie postanowiła zacząć jarać trawy. Co jak co, ale Thomas też tego nie lubił. Otępienie to nie było coś co lubił, szczególnie kiedy jego moce związane były z umysłem. Raczej nikt nie chciał by na haju rozwalił mu głowę, albo przycisnął do ziemi, bo grawitacja się zwiększyła.
- Jak masz już palić to gówno, to nie celuj tym we mnie. Chyba, że chcecie polatać trochę. – odparł Branwen i wbił wzrok w trasę. Będą tak siedzieć jak cierpiętnicy. Jednakże kiedy Cissy zaczęła po nich jechać jeszcze bardziej, to się zdenerwował.
- No może nie jesteśmy tak zajebiście wyszkoleni, ale damy radę. Przetrwałem poza obozem przez cztery lata więc umiem sobie poradzić. Zabiję każdego kogo będziesz chciała i nawet nie muszę mieć broni. Wystarczy rozsadzić mu łeb. Więc nie bój się. Ja nie dam dupy. One też. Przypilnuję tego. – rzekł Thomas i teraz był naprawdę poważny. Nie miał zamiaru dać się zabić, czy też okaleczyć. Misja to misja. Wykonają ją.
_________________


The things we can't obtain are the most beautiful ones
 
 
Valerie Cadle


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2016-12-28, 21:15   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

MG
Layla zaczęła palić trawę, a jej zapach nadal roznosił się po samochodzie. Kilka razy się zakrztusiła - ale to raczej była już nieodłączna część tego wszystkiego. Cóż... Cissy odwróciła się, cały czas zirytowana zachowaniem Zielonej, po chwili wyrwała jej skręta i wyrzuciła przez okno, a następnie dodała do Faye:
- Miło, że chociaż to rozumiesz.
Zielona wyglądała na lekko poirytowaną. Nie ma się chyba co dziwić, prawda? Dostanie trawy w takich warunkach wręcz wiązało się z cholernym cudem, a skręt nie był przepalony nawet do połowy. Layla jednak wiedziała, że nie ma teraz już żadnej dyskusji. Przewróciła więc oczami, splotła dłonie i zaczęła oglądać widoki za oknem. A nie były one jakoś specjalnie ciekawe, jednak wszystko było lepsze niż słuchanie gadaniny.
Po chwili blondynka usłyszała pytanie Scarlett. Podała jej mapę, a następnie dodała: - Mamy układ z ludźmi na granicy, Kenji to załatwił. Małe prawdopodobieństwo, żeby cokolwiek się stało. Cokolwiek poważnego. Po prostu nas puszczą, tylko nie sądzę żebyśmy mogli przejechać przez nią tak... otwarcie. Będziemy musieli kilkaset metrów wcześniej zostawić samochód i przesiąść się na coś innego. Przynajmniej takie mamy wytyczne - powiedziała, zgodnie z planem. Będą musieli raczej podróżować lasami, a z tego co wiedziała, za kolejnym przejściem granicznym czeka na nich nieco inny środek transportu. Wiadomo, że ich lider musiał o to wszystko zadbać. Layla po chwili lekko uniosła głowę, słysząc słowa Thomasa. Dodała:
- Najchętniej sama wyjaśniłabym z nim nasze sprawy.
To było dość zagadkowe, nieliczni znali jednak prawdę i wiedzieli o tym, co właściwie stało się między Zieloną i jej ojcem. Oficjalnie go nienawidziła i ponoć miała ku temu jakieś bardziej sensowne powody, niż tylko fakt tego, co zrobił z krajem.
- Coś w ten deseń - rzuciła Cissy - Im mniej psioników żyje w kraju, tym lepiej.
Zalecenia Kenjiego, rzecz jasna.
Gdy Thomas dość gwałtownie skręcił, Layla jak i reszta ekipy poleciała gwałtownie na jedną ze stron, wpadając na siebie. Cóż, tak to już było. Zapewne tamten kierowca zaczął wyklinać dzieciaka za kółkiem. Chociaż Thomas nie przypominał młodej osoby. Ekipa z tyłu już bardziej. Ale kogo to teraz obchodziło? Judith przy władzy, Psionicy wolni. Szkoda, że nie wiedziała o Syndykacie.
- Już nie pale, prawda? - warknęła Layla. Nie lubiła gdy ktoś odbierał jej coś, co należało do niej.
- Nie mówię o szkoleniu, Thomas - dodała po chwili Cissy, a następnie dalej kontynuowała swój wywód: - Nie mówię o żołnierzach w ten sposób, że są wyszkoleni. Chodzi o sam sposób zachowywania się. Mój ojciec pewnie wyjaśniłby to lepiej, ale to nie jest cholerny czas na rozpływanie się nad motywami, które kierują rodziców przy wychowywaniu dzieci. Za piętnaście minut skręcisz w leśną drogę po prawej. To Zielona Siedemnastka. Widzisz ją na mapie, Scarlett - dodała do czerwonej, która akurat miała w dłoniach mapę.
- Tam przechodzimy przez granicę.

Kolejka dowolna
_________________


 
 
Scarlett Kersey



17 lat

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png

Wysłany: 2016-12-28, 22:15   
   Multikonta: - Scarlett Kersey
[Cytuj]

Ucieszyła się, że nie będzie musiała dalej ćpać tego gówna, które jarała Layla. Polityka straciła na dynamice, lecz nadal była numerem jeden. Opowieść o granicy średnio ją zadowoliła, a kiedy nakazała Thomasowi skręcić tu i tam, ogarnęła, że przecież są jeszcze na terenie stanów.
Kurwa, co ja taka ślepa.
Popatrzyła na początkowy fragment ich trasy, zlokalizowała siedemnastkę i mruknęła coś nieartykułowanego pod nosem, po czym dodała:
- Ej, bo mi się jebło. My przecie jeszcze w stanach. O drugą granice mi chodziło, ale domyślam się, że tam podobnie sytuacja ma wyglądać? - raczej retoryczne pytanie, kończące te nieskładności małoletniej szatynki o wciąż dziecinnym głosie.
I już miała Cissy oddać mapę, ale zobaczyła, jak droga do tej siedemnastki biegnie.
- Jakieś tory kolejowe biegną za kolejnym zakrętem, więc może z łaski swojej zwolnij trochę - rzuciła do Thomasa. Nie, żeby miała go uczyć jak dzieci robić (choć może ma o tym lepszą wiedzę?), ale w tę zimową pogodę stracenie przyczepności na torach nie jest dobre. Zwłaszcza nieodśnieżonych, bo cholera wie, czy jeszcze tędy coś kursuje. A Scarlett miała okazje prowadzić już różne pojazdy i miała także tę niechlubną okazję zostawić samochód złomiarzom po tym, jak przez poślizg rąbnęła w barierki i cały przód był silnikową konserwą.
- Ej, Ty - zwróciła się do Fiony na tyle cicho, by nie przeszkadzać siedzącym z przodu. - A Ty skąd pochodzisz? Może chociaż Ty nie musisz się wstydzić za ojca?- zapytała, podejrzewając że być może ma jakieś powiązania z władzą Syndykatu. No ale, ileż tej rodzicielskiej śmietanki może w tym samochodzie siedzieć?!
_________________
 
 
Faye Wong


17 lat

Czerwona




Wysłany: 2016-12-29, 18:55   
   Multikonta: Toni
[Cytuj]

Faye starała się nie zwracać większej uwagi na gadki o polityce, już raz podzieliła się swoim zdaniem na temat psioników i jej się oberwało. Nie była głupia, żeby znów wręcz prosić się o powtórkę.
Nie żeby takie gadanie choć w najmniejszym stopniu mogło zmienić jej poglądy. Gdzieś tam, z tyłu głowy miała świadomość, że jeśli dla Syndykat chce wymordować jak najwięcej psioników, to jaką ma pewność, że ona nie będzie następna. Niby powinno ją to niepokoić, ale z drugiej strony miała pewność, że zdrada syndykatu jest równoznaczna z wydaniem na siebie wyroku śmierci.
- Czy naprawdę on musi prowadzić? - syknęła, zaraz po tym jak rzuciło nią na tylnym siedzeniu, bo Pan-świetny-kierowca wymijał inne auto. Nóż, którym się bawiła, wypadł jej z ręki, kalecząc kciuk i palec wskazujący prawej ręki. - Wolałabym Laylę, nawet z jointem. - Podniosła broń i schowała ją z powrotem do plecaka, zlizując przy tym krew leniwie ściekającą z palców.
- Lanzhou, taka wieś w Chinach. - odparła, równie cicho co dziewczyna. Ta, ona nie mogła pochwalić się ojcem prezydentem, czy szefem czegoś tam ważnego. Nazwa miejsca, w którym się urodziła pewnie nic Scarlett nie mówi. Głównie dlatego użyła słowa "wieś", choć to trochę nadużycie, gdy mowa o dwumilionowym mieście. - Nie, chyba nie mam się za co wstydzić, ale dumna specjalnie nie jestem. - Uśmiechnęła się pod nosem, wspominając ojca, ale ten uśmiech nie był specjalnie ciepły, ani nic takiego. Bardziej złośliwy. - A ty?
 
 
Thomas Branwen



21

Niebieski




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2016-12-29, 20:22   
   Multikonta: Brak
[Cytuj]

Atmosfera w aucie była przyjemna jak zardzewiały gwóźdź w pięcie. Cissy warczała na wszystkich. Layla była wkurzona o skręta. Fiona miała ogólnego focha, A Scar siedziała cicho. Thomas rozumiał, że nie muszą się tu wszyscy kochać, ale lepiej nie wywoływać sytuacji stresujących. Przez to robią się wrzody i psionik nie wie czy może ufać innym.
- W razie czego mów kiedy się zatrzymać na siku czy na jedzenie szefowa. – powiedział Branwen i zaczął sobie coś nucić pod nosem. Bez muzyki jechało się dość niemrawo, ale co poradzić jak dostał zakaz na to. Blondyna była w złym humorze i diabli wiedzą ile jej brakowało od wpakowania mu kulki w łeb. Nie żeby Cissy mogła coś takiego zrobić. Prawda?
- Jak uważasz. Dopóki nie narażasz naszej sprawy, to możesz robić z nim co chcesz. Choć jak bym mu wpakował kulkę między w oczu od razu. – powiedział Thomas i akurat chwilę później wykonał dość ostry skręt. Ej to nie była jego wina, że drugi kierowca jechał jak ostatnia łamaga.
- Przyjąłem. – odparł zarówno na polecenie Cissy jak i Scarlett. Zredukował prędkość tak by przeżyli spotkanie ze śmiercionośnymi torami zagłady. Kiedy usłyszał zirytowany głos czerwonej to uśmiechnął się pod nosem. – Lepiej ja niż ty. Ale później możesz nam pokazać swoje umiejętności prowadzenia pojazdów.
Nie lubił zbytnio krytykowania go. Kiedy musiał to się jej poddawał, ale przeważnie odszczekiwał się. Po tym czasie jaki upłynął to skręcił w Siedemnastkę. Tak jak mu nakazywał jego seksowny GPS.
- Gdzie teraz? – zapytał. Nie miał mapy, więc niech go prowadzą jak już się im zachciało.
_________________


The things we can't obtain are the most beautiful ones
 
 
Valerie Cadle


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2016-12-29, 20:49   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

MG
- Ta sama granica. Niczym się to nie będzie różniło - dodała Cissy zgodnie z prawdą. Nie podobała jej się wizja zmiany samochodu, no ale co można zrobić innego? Po chwili Cissy zerknęła na trasę, a następnie dodała:
- Ogólnie, zwolnij. Będziesz sobie gazował na prostej drodze. Zjedź tutaj i zwolnij. Zaraz i tak czas wysiąść - powiedziała. Po tym pociągnęła swój pas, a następnie wpięła go obok krzesła. Lepiej zawsze się zabezpieczyć, jeśli miało dojść do czegoś takiego. Cissy po chwili usłyszała narzekanie Faye z tyłu, po tym dodała:
- Nie, niedługo kolejka się zapewne zmieni. Jednak skoro jest w stanie to lepiej zostawić go przy kierownicy. A wam radzę zapiąć pasy - powiedziała, spoglądając na nie. Oczywiście Layla wpięła swoje pasy, bo oczywiście miała chociaż trochę oleju w głowie, który nie został wypalony przez marihuanę. Poza tym powoli wjeżdżali na kamienista, leśną drogę. Musieli uważać, bo nie brali pod uwagę ewentualnych kontuzji.
- Kto by mnie nie wolał - powiedziała do Faye, a następnie wyciągnęła ze swojej kieszeni kilka rzeczy, jedną z nich była biała, jałowa gaza. Przez nią chwyciła palec Faye - oczywiście nie akceptowała żadnej odmowy, wyrwała nawet dziewczynie palec z ust. Nałożyła gazę na palec, a następnie zakleiła lepcem. Cóż, mało kiedy robiła za taką dobrą ciocię, ale było jak było. Wszyscy musieli być w jak najlepszej kondycji, a skoro to Zielona była medyczką, to tak musiało być.
- Uważaj na przyszłość, co? Czasami lepiej nie ruszać zabawek dla dorosłych - powiedziała, a następnie z gracją kieszonkowca podniosła z ziemi nóż, a następnie drugą dłonią wsunęła go do kieszeni Faye. No i oczywiście to wszystko zrobiła podczas rozmowy, żeby dziewczyna się nie zorientowała.
- Dobijasz mnie, Thomas. Zatrzymaj się - dodała. Denerwował ją zwrot "szefowa" ale wolała już siedzieć cicho i nic nie mówić. Nie chciała nikogo prowokować, jedyne do czego dążyła to do końca tej misji. A to zajmie im kilka cholernych dni.
- Tutaj - dodała Cissy, a następnie wyszła z samochodu. Thomas stanął idealnie w lesie, niedaleko kilku drzew. To był już koniec ich przejażdżki - byli zaraz przy granicy z Kanadą. Po chwili blondynka wyciągnęła z bagażnika plecak, a następnie zarzuciła na swoje ramiona - to samo zresztą, wzrokiem, zasugerowała reszcie ekipy. Następnie wyciągnęła coś w rodzaju płachty, a następnie okryła samochód. Po tym przykryła kilkoma gałęziami z pomocą Layli i innych, jeśli tylko się przyłączyli. Płachta była w ciemno zielonym kolorze, więc dzięki tym wszystkim zabiegom ciężko będzie znaleźć samochód. Ponadto dziewczyna go zamknęła.
- Idziemy. Już - powiedziała, kierując się w stronę lasu. Nie było to raczej nic specjalnie dużego. Po chwili wszyscy znaleźli się na jakimś polu, wychodząc z lasu. Ciągnęło się chyba w nieskończoność, a przed nimi było kilka domków jednorodzinnych i sporej wielkości rzeka. Wszystko wyglądało na opuszczone.
- Dzieciaki leciały od razu tutaj. SSP pozbyło się całej tej wioski. Nic dziwnego, że niedługo po tym wybudowali mur oddzielający Kanadę od USA. Ale spokojnie, nie będziemy mieli z tym problemu.
Szli w kolejności: Cissy, Layla, Thomas, Scarlett, a na samym końcu dziwnym trafem ulokowała się Faye. Czekała ich dość długa droga.

Podzielcie się na dwie kolejki - zależnie od tego, kto z kim rozmawia. Sugeruję Layla - Thomas, Scarlett - Faye.
Jak na razie kolejka dowolna.
_________________


 
 
Scarlett Kersey



17 lat

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png

Wysłany: 2016-12-30, 11:08   
   Multikonta: - Scarlett Kersey
[Cytuj]

Wkurzały ją te wzajemne docinki. Czy tylko ona w tym samochodzie ma wyjebane na jakiekolwiek metody przerywania ciszy? Najwyraźniej... Ale przynajmniej jedna sensowna osoba w tym samochodzie, pomyślała, próbując zauważyć różnice między Chińczykami, a Japończykami. Podobni, stwierdziła w końcu. Ich jazda dobiegła końca. Nie chciała wychodzić na ten mróz, ale co począć.
- Ja swojego nie widziałam od lat. Był dobrym człowiekiem. - Jej głos się załamał, ale prędko ukryła tę tęsknotę w energicznym łapaniu za swój plecak i założeniu go na ramiona. Da radę, byle nie stać za długo w miejscu. Da radę, byle przeszłości za bardzo nie roztrząsać.
Pomogła przykryć samochód z dużym zaangażowaniem, a wraz z tym, zakryły się wszystkie smutki, nim zdążyły się bardziej okazale wyjść na zewnątrz. Ciekawiło ją, co robi teraz jej brat, na jakie wybywa misje, jakie ma rozkazy. Widują się dość rzadko dokąd wstąpili do Syndykatu, a Scarlett ma cholerną łatwość w przywiązywaniu się do innych i uzależniania się od nich.
- Jetem Scarlett. Pochodzę stąd, z Detroit. - zwróciła się do Chinki, odwracając się w jej stronę. - Jestem tu od paru tygodni, wraz z bratem, ale nie mamy zbyt wielu okazji na widywanie się... A Ty przybyłaś do Syndykatu z kimś, czy samotnie? - długi marsz próbowała zapełnić rozmową, licząc na to, że nie uśpi to niczyjej czujności.
_________________
 
 
Faye Wong


17 lat

Czerwona




Wysłany: 2016-12-31, 14:06   
   Multikonta: Toni
[Cytuj]

- Ja się nie wyrywam do czegoś, czego nie potrafię. - właściwie warknęła na Thomasa. Co za głupi argument. "Jak ci się coś nie podoba, to zrób to lepiej". Większego idiotyzmu dawno nie słyszała. Nie trzeba być reżyserem, żeby wiedzieć, że jakiś film jest słaby. A widząc jak jeździ niebieski, to będzie cud, jeśli przeżyją samą podróż.
- Dzięki. - rzuciła do Layli, gdy tak skończyła zakładać jej opatrunek. Nie zamierzała się z nią teraz kłócić, że to nie jej wina i bla, bla, bla. Z zieloną i tak nie wygra. Tylko znowu oberwałoby jej się za... sama nie wiedziała. Coś na pewno by się znalazło.
Faye, tak samo jak reszta, wysiadła z samochodu, zabrała swój plecak i pomogła przy ukrywaniu samochodu.
- Fiona. - przedstawiła się drugiej czerwonej. - Przedtem należałam do ligi. Gdy się rozpadła, razem z kilkoma innymi agentami byliśmy na misji, ale rozdzieliliśmy się zanim trafiłam do syndykatu. - opowiedziała Scarlett swoją "historię", w dość okrojonej wersji. Nie widziała powodu, by miała to przed kimkolwiek ukrywać. - A wcześniej? Czym się zajmowałaś? - zapytała, nie będąc pewną, czy aby na pewno powinna. Nigdy nie była zbyt dobrą rozmówczynią. Nie wiedziała na akie tematy rozmawiać, a jakich unikać. A teraz? Można powiedzieć, że się starała.
Ruszyła za resztą, zamykając ich pochód. Cóż, jeśli naprawdę mieli spory kawałek do przejścia, to dobrze mieć z kim porozmawiać. O ile Cissy nie będzie miała z tym problemu.
 
 
Thomas Branwen



21

Niebieski




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2017-01-01, 19:08   
   Multikonta: Brak
[Cytuj]

Docinki docinkami, ale nie trzeba być cały czas tak bardzo spiętym. Thomas doskonale zdawał sobie sprawę z tego jak ważne zadanie jest przed nimi, lecz aktualnie chciał jeszcze trochę rozluźnić atmosferę. No, ale skoro jego drużyna raczej nie chciała to kulturalnie już zamknął usta i pozwolił im dalej być takimi smutasami.
- I tak mnie uwielbiasz Cissy. – odparł jeszcze na sam koniec. Zatrzymał się w wyznaczonym miejscu i grzecznie wyłączył silnik, a kluczyki oddał blondynie. Potem zaś wziął swój plecak i pomógł w maskowaniu pojazdu. Użył nawet swoich mocy, by szybciej wszystko poszło. W końcu to on był tutaj jedynym mężczyzną i musiał pomagać w cięższych pracach. W przenoszeniu cięższych rzeczy też. Ostatecznie wszystko zostało ślicznie zamaskowane i mogli ruszyć. Thomas znalazł się w samym środku. Przed nim szła Layla, a za nim Scarlett. Branwen przy okazji znalazł swoje papierosy i zapalniczkę. Także wiec szybko odpalił fajkę i mógł rozkoszować się łonem natury. W międzyczasie dziewczyny z tyłu zaczęły rozmawiać. Cissy już dostatecznie wkurzył w trakcie jazdy, więc naturalna osobą do rozmowy była zielona.
- Ej. Chcesz zapalić? – zapytał towarzyszkę kulturalnie proponując papierosa. Dobre miał serce chłopak. Po tym jak wzięła lub nie wzięła podarunku niebieski przez chwilę rozmyślał nad czymś.
- Layla powiedz mi. Skoro wy zieloni jesteście tacy genialni, to dlaczego jeszcze nie zbudowaliście bomby atomowej czy jakieś innej niosącej zagładę broni? Przydałoby się takie urządzenie. – powiedział Thomas zaciągając się. Zawsze go to zastanawiało.
_________________


The things we can't obtain are the most beautiful ones
 
 
Scarlett Kersey



17 lat

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png

Wysłany: 2017-01-01, 19:29   
   Multikonta: - Scarlett Kersey
[Cytuj]

Jak dzieci, jak dzieci.... zaraz, czy to nie sama Scarlett była w tym towarzystwie najmłodsza? Może, może... ale jak to dotąd robiła, tak i poczyniła teraz - omijała łukiem ich docinki. I sytuacja wyglądała już na ustabilizowaną, każdy znalazł sobie swoje zajęcie i niemal każdy swojego rozmówcę. Zima dawała się we znaki, ale narzucone przez przód grupy tempo było raczej odpowiednim i nie miała potrzeby ani poganiać, ani prosić o wolniejsze kroki.
- Miło mi. - odparła z uśmiechem w stronę Fiony.
Historia była błyskawiczna. Liga. Różne rzeczy o niej słyszała. I każdy człowiek z Ligi w Syndykacie był bardzo ważny statystycznie, dobrze o tym wiedziała. Bo to jeden człowiek więcej po tej stornie, a zarazem jeden mniej w Pryzmacie, który wielu osobników z ligi w swoje szeregi ujął. Nie jedne brudy polityczne ujawniali w przeszłości, a każde z takich działań, koniec końców, cieszy Scarletkę, mimo, że same rozmowy o polityce są jak wlewanie oliwy do... ognia.
- Ciekawe, ciekawe. - odparła, nie mogąc się zebrać na nic więcej. Musiała ripostować, ale czym? Może by tak...
- Wcześniej błąkaliśmy się w dwójkę po okolicy, usiłując, no, przetrwać. Czasem samotnie, czasem dołączając do małych grupek psioników. Zazwyczaj był dzień, że na kogoś się trafiało i rzadko kiedy kończyło się to starciem. Kilka lat wstecz to głównie mój brat wszystko organizował i opiekował się mną. Z czasem miałam więcej do powiedzenia, więc może to i dobrze, że Syndykat nas wziął - kwestią czasu było pokłócić się w tym, kto ma lepszą rację, albo i nawet... rozejść się? Choć brzmi to nierealnie, to i nie takie historie opowiadali inni psionicy. Wrr...
Popatrzyła ponownie na Fionę, uprzednio upewniwszy się, że droga przed nią jest prosta. Idą przed nią byłą zmuszona na patrzenie pod nogi, a nie na rozmówczynię.
- Łażąc z byle kim w grupie, byle mieć lepsza wizję przetrwania, należało się ciągle oglądać, czy ktoś czegoś nie usiłuje brutalnie poczynić dla zysku. Ale teraz przynajmniej jestem pewna, z kim jestem w drużynie - odparła z nieskrywaną radością, mówiąc między innymi o Fionie. Głównie chyba o Fionie. Być może uda się jej dogadać z Chinką w jakąś większą znajomość. Potrzebowała znajomości.
_________________
 
 
Willow Delecroix


18

Zielona




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2017-01-01, 21:04   
   Multikonta: Val, MG
[Cytuj]

MG Thomas
Layla odwróciła się do niego i wyciągnęła dłoń, sugerując to, by podał jej papierosa. Jeśli to zrobił, to na moment zeszli z toru i dziewczyna musiała poczekać kilka sekund, zanim Thomas odpali jej papierosa. Dlatego też po chwili wylądowali na samym końcu. Oczywiście nie trzeba było się dziwić - Cissy specjalnie się to nie podobało, ale cóż poradzić. Tak to już wyglądało.
- Gdybym była znowu w Pryzmacie, to byłabym w stanie to zrobić. Ale wtedy wolałam robić nieco inne rzeczy, inne bronie. Po co byłaby nam bomba atomowa, tak na dłuższą metę? Gdzie mielibyśmy ją wystrzelić? Bezsens - powiedziała, a następnie poprawiła sobie plecak na plecach. Przed nimi była jeszcze dość długa droga, a ona nie przepadała za takim łażeniem. No ale wiedziała na co się pisała, więc grzecznie przebierała nogami idąc za Thomasem. Czyli wypadło, że muszą sobie pogawędzić. W porządku. Zawsze zejdzie nieco dłużej.
- Skoro jesteś niebieskim, to możesz sprawić, żeby Ci stanął? - zapytała córka prezydenta, idąc w obdartych ciuchach, krótkich jak chłopak włosach i obdartej twarzy. Nie wyglądała jak ona, zupełnie nie. Była przede wszystkim o wiele bardziej... Brudna? Nie no, wiadomo, nie była rzeczywiście brudna, ale taka się czuła. Dawno nie spała w normalnym łóżku, od dłuższego czasu żyła w dziczy, a teraz mieszka w pokoju z rozburzoną ścianą. Pamięta jeszcze jak trochę temu musiała odróżniać widelec do sałatki od tego do innych rzeczy. Czasem jej tego brakowało.
Ale wiadomo, bez żadnych dłuższych rozmyślań zadała mu to pytanie. Kiedyś pewnie by nie wypadało, a teraz wszystko jedno. Poza tym zawsze bardzo ją to ciekawiło.


- MG WSZYSCY -
Wreszcie doszli do rzeki, tam też czekała na nich zacumowana łódź. Większa część domów, które znajdowały się nieopodal rzeki były w zupełności puste. Zapewne kiedyś mieszkały tutaj szczęśliwe rodzinki, jednak od czasu wybuchu epidemii wiele miast opustoszało zupełnie. Ludzie nie mieli jak mieszkać w swoich dawnych domach. Nie było pieniędzy na nic, a o jedzenie było prościej w większych miastach, dlatego więc takie mniejsze wioski były zupełnie opuszczone a domy od dawna splądrowane. Kilka łodzi było przycumowanych, ale wszystkie były w bardzo kiepskim stanie. Było widać, że ta jest podstawiona przez Syndykat i bez problemu zabierze ich na drugi brzeg.
- Włazić. Byle szybko - dodała Cissy i weszła na łódź. To samo po chwili zrobiła oczywiście Layla. Przeprawa przez rzekę nie trwała dłużej niż kilka minut.


Kolejki:
Faye, Scarlett

Thomas, MG

Plus wszystkich obowiązują posty z nazwą "mg wszyscy". Wprowadzam kolejkę 24h od postu.
_________________
Niezrozumiani sa zawsze martwi
zanim inni ich zrozumieja.
[mru]
 
 
Faye Wong


17 lat

Czerwona




Wysłany: 2017-01-01, 22:02   
   Multikonta: Toni
[Cytuj]

Pewnie normalnie nie wdała by się w taką pyskówkę, po prostu to nie był zwykły dzień, ani zwykłe zadanie. Zresztą, i w lidze, i w syndykacie, określenie "normalne zadanie" chyba zwyczajnie nie istniało. To wszystko wprowadzało dość nerwową atmosferę, gdzie każdy próbował równocześnie skupić się na misji i w miarę normalnie funkcjonować, co sprzyjało wszelkim kłótnią.
- Jak właściwie wygląda życie samemu? To znaczy, wiesz, bez kontroli jakiejś organizacji. Tak na dłuższą metę. Sama spędziłam tak może kilka tygodni po upadku ligi. Najgorsze tygodnie mojego życia. - Zupełnie szczerze, ciekawiło ją to. Jej ta cała "wolność" raczej nie służyła, ale ona po prostu była takim typem osoby. Zawsze musiała mieć jasno powiedziane, co ma robić.
W między czasie zauważyła, jak Layla i Thomas na chwilę zatrzymują się gdzieś z boku, a następnie trafiają na koniec szeregu. No tak, musieli zajarać. Nawet teraz.
- No tak, jak zwykle największe zagrożenie udaje najlepszego przyjaciela. - zgodziła się, dość smutno. Kolejny powód, dla którego ceniła sobie wszelkie organizacje. Nawet jeśli miały ją gdzieś jako osobę, dalej była całkiem cenną bronią. A nikt przecież nie pozbywa się dobrych broni. Ba! Zwykle całkiem nieźle się o nie dba. - Dobrze, że miałaś przynajmniej brata.
Faye oczywiście wsiadła do łódki, zaraz za Cissy i Laylą, gdy tylko dotarli do rzeki. Oby nikt z nich nie stwierdził nagle, że ma chorobę morską, czy inną cholerę. Chciała mieć to za sobą, byle jak najszybciej. W końcu Cissy raczej nie bez powodu ich pośpieszała.
- Trochę jak z horroru. Te puste domy. - zwróciła się do Scarlett, mając przy tym cichą nadzieję, że nikomu innemu nie zachce się do niej przyczepić. Miała trochę wrażenie, że cokolwiek by nie powiedziała i tak ktoś znalazł by powód, by ją za to opieprzyć.
 
 
Thomas Branwen



21

Niebieski




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2017-01-02, 21:17   
   Multikonta: Brak
[Cytuj]

No i to już było coś. Thomas grzecznie stanął wraz z Laylą z boku ignorując piorunujące spojrzenia, które przesyłała im Cissy. Lepiej, że robili to teraz niż podczas walki. W sumie to nawet mogło być zabawne. Pełen ostrzał, oddział w dupie, a Thomas jak gdyby nigdy nic odpaliłby sobie papierosa. Sytuacja byłaby na pewno groteskowa. Poza tym jak już mieli kogoś truć to tylko siebie.
- Pewnie nigdzie, ale wiedza, że potrafisz coś takiego zrobić pomaga. Nie trzeba samej bomby, tylko umiejętności do stworzenia maszyny śmierci. – powiedział i poprawił plecak. Maszerowali teraz na samym końcu pochodu, ale to mu nie przeszkadzało. Przecież byli tutaj tylko oni czyż nie? Kiedy jednak usłyszał pytanie Layli to parsknął śmiechem. No proszę, proszę. Kto by się spodziewał.
- Wiesz nie próbowałem, ale ciekawy pomysł. Na razie jednak nie potrzebuję żadnych wspomagaczy jakbyś chciała wiedzieć. – powiedział i puścił oczko do dziewczyny. Może i teraz wyglądała jak siedem nieszczęść, ale niedługo wszyscy tak będą wyglądać. O ile uda im się przetrwać misję. Cissy dawała im marne szanse widząc ich zachowanie, ale pewnie jeszcze ją zaskoczą. Pytanie tylko czy na lepsze czy na gorsze. W końcu doszli do rzeki, gdzie stała już łódka. Co jak co, ale ich organizacja potrafiła zadbać o nich. To się ceni. Ciekawe tylko czy wszczepili im w tyłki jakieś chipy czy też nie. Ogólnie całe otoczenie przypominało to z horrorów lub filmów o zombie, które Branwen uwielbiał oglądać z kumplami przed wybuchem epidemii. Serio. Miał wrażenie, że za rogu wyleci jakiś psychol z maczetą, albo na wpół zgniły wieśniak. Nic takiego jednak się nie wydarzyło, więc Thomas wsiadł do łódki, a nawet mógł komuś pomóc przy tej czynności. Jak tak patrzył na te puste domy to jakoś przeszła mu ochota na żarty.
_________________


The things we can't obtain are the most beautiful ones
 
 
Lux Bloomfield


21

Niebieska




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2017-01-02, 22:32   
   Multikonta: Val, MG, Willow, Lynn
[Cytuj]

MG
- No to mam takie umiejętności. Pomogło Ci to? - zapytała zadziornie, unosząc lewą brew. Po tym zaciągnęła się papierosem i zaczęła iść nieco bardziej melodyjnym krokiem, nucąc sobie pod nosem Gangster's Paradise. Boże. Naprawdę nie wiedziała skąd zna ten kawałek, ale był kiedyś tak popularny, że jej samej wybuchała od niego głowa.
- To całkiem spoko. Jak chcesz się ze mną przespać, to mogę to zrobić. Nigdy nie miałam faceta, a beznadziejnie byłoby zginąć będąc dziewicą - stwierdziła, zupełnie normalnym tonem. Chyba zawsze waliła takie teksty do ludzi i nie czuła ani kapki wstydu czy czegoś w tym rodzaju. Zresztą teraz, gdy praktycznie zapomniała wszystkie traumatyczne przeżycia ze swojego dzieciństwa, nie przejmowała się zupełnie niczym i mówiła zawsze co jej się podoba czy na co ma ochotę.
- Jeszcze długa droga. Może powinniśmy zrobić sobie małą przerwę? Jesteś zmęczony? Bo jak nie, to powiedz z góry, bo nie będę miała żadnych szans w demokratycznym głosowaniu - dodała. O tak... Tak bardzo chciała zrobić postój i spędzić trochę czasu na siedzeniu albo leżeniu.

Nadal mamy dwie kolejki:

Scar, Faye
Thomas, MG.
_________________


There is nothing I do better than revenge
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Forum zostało otwarte 2016-08-15. Pomysł na nagłówek zaczerpnięty z Shine. Autorem systemu zakładek jest Noritoshi.
Strona wygenerowana w 0,121 sekundy. Zapytań do SQL: 10