• Kiedy stracisz wszystko, nikt się już z tobą nie liczy.
    Black is the color
    Nie, oni nie lękali się o dzieci, które mogły umrzeć. Nie martwili się pustką, którą miały po sobie pozostawić. Oni bali się nas – tych, którzy przeżyli.
  • Pryzmat:

    Nadszedł czas kolejnych zmian. Zniesienie obozów to był zaledwie początek. Prezydent Donovan po miesiącu od zwycięstwa w wyborach, podjęła kolejny spory krok w kierunku uwolnieniu uciśnionych psioników. "- Zdecydowałam, że zamykam projekt pryzmat. Psionicy, chociaż mają przewagę z mocami, to jednak dalej dzieci. Nie powinniśmy was wykorzystywać jako ochronę. Dlatego też wysyłam was na osiedle. Będziecie mieli tam zapewnione wszystko, co będzie potrzebne i będziecie mogli tam żyć bez strachu o jutro. - poinformowała ich dalej spokojnym tonem nie przerywając swojego wywodu, nawet jeśli usłyszała okrzyki protestu. Nie zamierzała się ugiąć. Już dosyć krzywdy wyrządzili tym dzieciakom. Starczy tego dobrego, pora im dać trochę wolności i chociaż namiastkę życia, które zostało im brutalnie wyrwane przez epidemię." W związku z powyższym członkowie biorący udział w projekcie, znanym pod nazwą Pryzmat zostali oddelegowani ze służby na zasłużony odpoczynek. Od teraz zamieszkają oni w niewielkim miasteczku położonym niedaleko Denver.

    Judith zamyka projekt Pryzmat.

  • Obecnie mamy styczeń 2023r.
    Odczuwalna temperatura to -19°C, pada śnieg i jest straszny mróz.

    Zachęcamy każdego do stworzenia swojego tematu z notatnikiem! Tutaj link!

    Pryzmat został zamknięty, a więc wszyscy znajdujący się w tej grupie, zostali przeniesieni do niezrzeszonych. Więcej dowiecie się w skrócie fabularnym!

    W Systemie co chwila pojawiają się nowe eventy! Zachęcamy do odwiedzenia tematu: LINK

    Do grona administracji dołączył Pravi.
    Odwiedźcie nas też na facebooku!

  • Bieżące poszukiwania:
    - Kira Krios szuka swojej dawnej drużyny z Ligi Dzieci, postacie muszą należeć do grupy Syndykat.
    - Shirei Shinoda szuka chętnych graczy do zarządu Syndykatu, którzy mogliby mieć z nim powiązania.
    - Lounarie de Coudray szuka chętnych graczy do relacji między postaciami.
    - Scarlett Kersey szuka sobie dziewczyny. Grupa to Syndykat.
    -Ceridwen Murray Poszukuje 1 osoby do byłego oddziału 7 z ligi dzieci.
    -Summer Dawson Poszukuje relacji dla swoich postaci.
    -Cora Wellworth Poszukuje pozytywnych relacji dla swojej postaci.
    -Eric Ainsworth Poszukuje kogoś aktywnego, chętnego do gry.

  • Cookie
    Levi
    Lou
    Pravi


Poprzedni temat «» Następny temat
Trasa Michigan - Massachusetts
Autor Wiadomość
Scarlett Kersey


17 lat

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png

Wysłany: 2017-01-02, 22:51   
   Multikonta: -
[Cytuj]

Kilka tygodni to już było za wiele? Choć też można pewnie różnie trafić... Teraz, z perspektywy czasu, wydawało jej się to ogromną słabością, ale jakby się tak dokładniej zastanowić... jej początki nie były typowe, bo przede wszystkim nie była w nich sama.
- Z początku było źle. Z czasem się przyzwyczaiłam. Mnie było o tyle łatwiej, bo miał kto o mnie zadbać, ale później musiałam to nadrabiać, bo wiecznie za dwóch brat nie był w stanie działać. Największym problemem było zaufać innym. Z automatu szukało się wsparcia, żeby mieć łatwiej, ale często było się wykorzystywanym. Brakuje wszystkiego, chce się choć trochę czegoś, a ma się niewiele. I nie wiadomo, kto przyjaciel, a kto wróg. To jak w tych głupich serialach sprzed lat o zombie. Tyle, że - jeszcze - zmarli nie powstali do życia.
Jedna z łodzi zauważalni się wyróżniała i choć była przygotowana specjalnie dla nich, kto wie, czy ktoś nie zobaczył jej przed nimi? Ale nie takie rzeczy zajmowały Scarlett, która prędko zaklepała sobie miejscówkę, zostawiając przy tym wolne miejsce obok siebie. Dla Fiony. Przyjemnie się jej rozmawiało i choć teraz dobrze jest zachowywać większą czujność, wymianę zdań potraktowała co najwyżej szeptem.
- Takich jest pełno, a na pewno w okolicznych stanach. Wchodzisz do pustego domu, który niekoniecznie musi być pusty. Ale bardziej boję się domów wyglądających na użytkowane, bo nie wiadomo, czy to czasem nie jest pułapka. Zresztą, pułapki są nawet w tych wyglądających na opuszczone, choć znacznie rzadziej. Ne każdy to przyznaje, ale dla każdego żyjącego na własną rękę czym jest mniej takich jak on, tym statystycznie więcej na jedną osobę przypada dobrobytów.
Taka to brudna prawda, ale nie musi już martwić się o wszystko - Syndykat wiele zapewnia, ale też i swoje wymaga.
Jeśli mogła, to wiosłowała. Kilka minut przeprawy to niewiele.
Oby drugi brzeg kazał się równie przyjazny i gościnny, co pierwszy...
_________________
 
 
Faye Wong


17 lat

Czerwona




Wysłany: 2017-01-03, 19:38   
   Multikonta: Toni
[Cytuj]

Pokiwała głową ze zrozumieniem. Przyzwyczajenie - podobno druga natura człowieka! To chyba ono było odpowiedzią na to, dlaczego jeden nie potrafi żyć poza organizacją, a inny zrobi wszystko by z niej uciec.
- W lidze wprowadzano wszystko stopniowo. Na początku nawet wszystko było świetnie, wiesz ratowali dzieciaki z obozów i tak dalej. Dopiero później zaczęły się pierwsze treningi, podział na oddziały, no, a później misje. - Może i nie darzyła ligi jakąś wielką miłością, ale nie wspominała jej jakoś źle. Właściwie to trochę zanurzyła się w tamtych wspomnieniach. Ach, z perspektywy czasu wydawały się takie miłe. - Jeszcze tylko zombie nam brakuje. - zaśmiała się, słysząc ostatnią uwagę Scarlett.
Cały czas starała się mówić ściszonym głosem. Przecież nie wszyscy musieli słyszeć, o czym rozmawiają. Niektórzy nawet nie powinni. Na przykład Cissy, czerwona nie miała pojęcia, w jaki sposób może reagować na wspominanie o lidze. W końcu sama była agentką, a raczej ex-agentką, a ci zwykle nie najlepiej tę organizację wspominali.
- Więc w tych domach też mogą ukrywać się psioniki? W którymś z nich może teraz być pułapka na samotne dzieciaki? - o ile łatwo mogła sobie wyobrazić grupy psioników które akurat gdzieś tam się zatrzymały, tak mijając opuszczone budynki nawet przez myśl by jej nie przeszło, że w którym z nich może czekać pułapka. Cóż, przynajmniej dowiedziała się czegoś ciekawego. A nóż widelec, może kiedyś jej ta wiedza życie uratuje? - No tak, przyjaźń przyjaźnią, dopóki wszyscy mają co jeść. Ale tak jest zawsze. Mój oddział też rozpadł się niedługo po tym, jak dowiedzieliśmy się o upadku ligi. Każdy poszedł w swoją stronę.
Faye także chciała znaleźć się już po drugiej stornie. Nawet jeśli martwe domy odpychały ją, wzbudzając dziwną formę lęku, zadając w głowie pytanie, co jeśli są bardziej żywe, niż mogą się spodziewać; to w niczym nieosłoniętej łódce, czuła się strasznie... goła.
 
 
Thomas Branwen


21

Niebieski




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2017-01-03, 20:57   
   Multikonta: Brak
[Cytuj]

- Pewnie. Dzięki temu zaspokoiłem swój życiowy cel i mogę umrzeć jako spełniony człowiek. – odparł Thomas i pokazał dziewczynie język. Zachowywał się może jak wielki dzieciak, ale taki też był jego urok. A może tak radził sobie z tą całą sytuacją? Kto go tam wie. Ważne, że teraz patrzył na tyłek Layli, która zaczęła poruszać się inaczej. I chwała Bogu, ze Thomas akurat miał papierosa w dłoni, bo po tekście zielonej wypadłby mu z ust. To byłaby olbrzymia strata. Ktoś tutaj gra niegrzeczną dziewczynkę.
- Jeśli chodzi o ocenę flirtu to muszę postawić ci pałę. No, ale skoro nalegasz to kim ja jestem by odmawiać. W sumie to nawet dziwne, że ktoś taki jak ty w dalszym ciągu jest dziewicą. – odparł Thomas i zaciągnął się mocniej dymem. Propozycja nie była dziwna, bo już wiele razy się z tym spotykał. Ludzie myśleli, że nie dożyją jutra, więc chcieli coś mieć jeszcze z tego życia. W sumie równie dobrze mogliby być martwi, więc czym się tutaj przejmować? Wszystkie zasady starego świata już dawno poszły się kochać.
- Na razie nie. Jak coś to mogę wziąć cię na ręce. Jednakże Cissy może wkrótce zarządzić postój. Choć diabli ją wiedzą. W razie czego mogę głosować za tobą. – rzekł Branwen i skończył papierosa. Niedopałek zgniótł wojskowym butem i teraz czekał aż przepłyną przez rzeczkę. Nawet mógł pomóc w wiosłowaniu.
 
 
Lux Bloomfield


21

Niebieska




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2017-01-04, 18:26   
   Multikonta: Val, MG, Willow, Lynn
[Cytuj]

MG Thomas
- To nie był żaden rodzaj flirtu, baranie - rzuciła do niego zaczepliwie, idąc nadal przed siebie. Naprawdę była już zmęczona i miała dość. Denerwowało ją to, że musieli ciągle iść. Chciała usiąść, spokojnie wypalić, a przede wszystkim coś zjeść. To było najważniejsze, prawda?
- Byłam córką prezydenta, głąbie. Zapewne moja siostra też jest dziewicą. Nie widzę w tym niczego dziwnego. Nawet mój brat pewnie nigdy nie miał dziewczyny. Życie gdy masz w rodzince kogoś takiego jest zupełnie inne. Pewnie słyszałeś w wiadomościach jak wiele zamachów chciano przeprowadzić na mojego ojca, nawet przed wybuchem epidemii. Zresztą, chyba na każdego prezydenta były jakieś zlecenia. Nieważne. To wszystko zawsze przekładało się też na resztę rodziny. Poza tym jeśli rodziny moich znajomych były bardzo polityczne, to nie mogłam się z nimi bawić na podwórku. Nikt zbytnio nie lubił poglądów mojego ojca i jego sposobu pełnienia stanowiska. W sumie nic w tym dziwnego - powiedziała i wzruszyła ramionami. No taka była prawda i nie miała tutaj nic do ukrycia. Nigdy nie była nieufna wobec ludzi i lubiła być szczera. Jednak chyba nigdy nie miała okazji by powiedzieć rzeczywiście komuś wszystko to, co leżało jej na sercu. No, nareszcie taka okazja. A nawet okazja na utratę dziewictwa.

MG Wszyscy
- Poooooostój! - krzyknęła po chwili Layla. Akurat znaleźli się w czymś rodzaju lasu. Wydawało się, że nie minęło wcale aż tak dużo czasu, ale powoli zaczynało się ściemniać.
- Za godzinę dojdziemy do granicy. Nie ma mowy o postoju - rzuciła uszczypliwie Cissy. Nigdy nikomu nie pozwoli decydować ze siebie i to ona będzie mówiła kiedy jest postój a kiedy nie. Dlatego też zaczęła katować swoich małych rekrutów jeszcze kilkoma godzinami marszu. Było już dość późno, więc zaczynało się ściemniać. Ale zupełnie nie przeszkadzało to im, a przynajmniej niezbyt mogło im przeszkadzać, bo od razu każdy spotkałby się z krytyką ze strony blondynki i nakazem powrotu do domu albo rzucenia się z jakiejś przepaści. Ale taka już była pani córka generała. Nie musieli się wcale aż tak bardzo śpieszyć, jednak ona naciskała ponieważ tak bardzo chciała wyrobić ponad normę w czasie, który przeznaczył im Kenji na tę całą wyprawę. Mieli pokonywać kolejne kilometry i dochodzić do następnych etapów podróży w określonym czasie. Ale co to dla niej było? Jeżeli ktoś zgłodniał, to kazała wyjąć ze swojej racji żywnościowej batonika proteinowego i zjeść go. Nie było tam miejsca na żadną litość.
W okolicach dziewiątej rano przekroczyli granicę ze stanem Nowy Jork. Było równie gładko co na tamtej, zresztą nikt nie miał wątpliwości co do tych rzeczy. Podczas całej tej podróży było aż zbyt spokojnie. Raz na jakiś czas przejeżdżał samochód czy widzieli z daleka jakiegoś człowieka. Nie wpadli zupełnie na nikogo, ale może zawdzięczali to temu, że byli w ciągłym ruchu i unikali potencjalnych szlaków ludzi? Lepiej było nie wpadać na nikogo.
A teraz byli w lesie i nic dziwnego, że dzieciaki zaczynały protestować. Pierwsza położyła się Layla, pod drzewem, na miękkim mchu. Zakryła sobie twarz dłońmi. Wyglądała raczej bardzo, bardzo blado, w dodatku na jej czole pojawiły się krople potu. Syknęła tylko:
- Postój. Kto za? - zapytała i podniosła od razu dłoń. Ledwo. Cissy przewróciła oczami i dodała:
- Rozpalcie ognisko. Rozłożę namiot.
Wiadomo, bla bla dym, bla bla zdradzanie pozycji. Ale nikt nie przejmował się czymś takim teraz. Jak ich ktoś namierzy, do go zabiją. A przecież rząd nie śledził każdej smugi dymu, która pojawiała się w jakiejś części kraju. Zresztą, byli o wiele bardziej zajęci pilnowaniem własnego nosa, co tylko dawało Syndykatowi przewagę.

Zmiana kolejki na dowolną. Czyli każdy po poście, po tym MG i zobaczymy. Wybaczcie za taki przeskok, ale serio nie ma co przedłużać i na siłę urealniać.
_________________


There is nothing I do better than revenge
 
 
Scarlett Kersey


17 lat

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png

Wysłany: 2017-01-05, 02:43   
   Multikonta: -
[Cytuj]

Ciekawa była, na ile w ogólnym rozrachunku wypadali lepiej ci szkoleni przez kilka lat przez jakąkolwiek organizacje względem takiej jak ona - oddanej samotnej tułaczce za lepszym jutrem. Gdy pozna się na Fionie, będzie miała już jakieś rozeznanie w tej kwestii, choć wciąż dość symboliczne, niemiarodajne.
- Tak, mogą. Ale to mało prawdopodobne, zwłaszcza na granicy krajów - odparła, próbując sobie wyobrazić zombie w tym całym bałaganie.
Szybko uznała to za zły pomysł i zeszła na ziemię. Dopłynęli na drugi brzeg, przebyli granicę, ponownie wsiedli w samochód, może nawet było jej dane prowadzić, po czym znowu wysiedli i szli kolejnym lasem. Podróż trwała już sporo czasu, zmęczenie dawało się we znaki i już oparła się o pobliskie drzewo, gdy Layla zarządziła postój, lecz nici z próby ułożenia się na ziemi - Cissy uznała inaczej. Dość obelg miała Scarlett do wysłania pod jej adresem, by naprędce skierować myśli w inny bieg. Bo jeszcze by się jej coś wymsknęło na głos.
Racje żywnościowe pochłaniała tak, by na drogę powrotną nie starczyło - ba - pewnie spodziewała się, że w okolicach Nowego Yorku trafi się możliwość uzupełnienia zapasów.
Postój. W końcu! Układała starannie patyki, a kiedy zgromadzono ich wystarczającą ilość, włożyła dłoń do ogniska i w efektowny sposób roznieciła ogień. Wraz z Fioną miała możliwość najszybszego ogrzania się i przynajmniej ona na tym zamierzała skorzystać, siedząc tuż przy ogniu.
- Kogoś z Was poparzył kiedyś dotkliwie Czerwony? - z racji zmęczenia, jej szorstki głos postawił to pytanie w symfonii groźby. - Ostatnie poparzenia jakie pamiętam, to kiedy jako mała dziewczynka z głupoty wsadziłam rękę do grilla po spadły z rusztu bekon - zwróciła się głównie do Fiony, już znacznie przyjemniejszym głosem. - Człowiek już zapomniał co to oparzenie...
_________________
 
 
Thomas Branwen


21

Niebieski




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2017-01-05, 22:17   
   Multikonta: Brak
[Cytuj]

Branwen tylko uśmiechnął się pod nosem słysząc w jakim tonie odpowiedziała mu Layla. No może być ciekawie, choć samo słuchanie o jej dzieciństwie było już nudne. Rozumiał, że żyła jako porcelanowa laleczka. On też raczej nie latał wszędzie samopas, choć pewnie jego rodzice by tego nie zauważyli. Także mógł robić imprezy i bawić się z Toni, kiedy oni ich olewali. Thomas nie miał zielonego pojęcia co się dzieje z jego siostrą i żałował tego. To była chyba jedyna osoba z przed epidemii, do której wciąż żywił ciepłe uczucia. Jednakże nawet nie wiedział czy ona wciąż żyje. No nie ma co myśleć tak ponuro. Najważniejsza teraz była misja i to by wrócić żywym. Wszystko będzie dobrze.
Kilka godzin później Thomas pluł sobie w brodę. Cissy najwidoczniej chciała ich zamęczyć, albo po prostu pokazać jak słabi jeszcze są. Szli, szli i szli. Czy wspomniałem o tym, że szli? Oni cały czas szli. Kurna to nie była misja, tylko jakaś pieprzona wycieczka. Dziewczyny już miały dość, a i Thomas powoli wysiadał. No teraz już wiedział co Cissy miała na myśli mówiąc by nie brać ciężkiego sprzętu. Plecak i pistolet zbytnio mu ciążyły, a co by było gdyby musiał jeszcze nieść karabin. Zapewne zrobiłby to co Layla, czyli walnął focha i nakazał postój. Branwen z ulgą zrzucił plecak i przeciągnął się. Ognisko mogło zdradzić ich pozycję, ale w razie czego nieproszony gość dostanie szybką śmierć.
- Nie. I mam ochotę by tak zostało Scarlett. – odparł Thomas i przywołał do siebie plecak, z którego wyjął dwa batoniki. Następnie odesłał swój bagaż i podszedł do Cissy. Blondynka chyba nie była w dobrym humorze. Wgryzł się w baton i spojrzał na przywódczynię.
- Pomóc ci z tym? – zapytał, a następnie spojrzał w niebo. Zaczynało być coraz jaśniej. – Długa droga jeszcze przed nami?
 
 
Faye Wong


17 lat

Czerwona




Wysłany: 2017-01-05, 23:05   
   Multikonta: Toni
[Cytuj]

Faye nie mogła pozbyć się wrażenia, że Cissy nie chodzi wcale o to, że mają jeszcze ileś tam drogi do przejścia. Przecież gdyby zatrzymali się chociaż na pół godziny, to chyba nic wielkiego by się nie stało. Droga przecież nie ucieknie. Ale nie, musieli maszerować, przez jakiś czas w ciemności. Chciała im udowodnić, że to ona wydaje polecenia? Wszyscy chyba zdążyli już zauważyć. Niby mieli być w jak najlepszej kondycji, ale jednak Cissy za punkt honoru wybrała sobie zamęczenie ich.
Była wdzięczna Layli, gdy ta zarządziła postój. Cissy już zajęła się namiotem, a Scarlett rozpaliła ognisko, więc Faye raczej nie miała nic ważnego do roboty. Pomogła przy zbieraniu patyków, gównie dlatego, żeby ich pani dowódca nie miała się do czego przyczepić. Później usiadła gdzieś na ziemi, by zjeść pierwszą-lepszą rzecz, wygrzebaną ze swojej racji żywnościowej. O tak, po całodniowym marszu niczego nie pragnęła bardziej od batonika energetycznego.
- Raczej nie, ale kilka razy zdarzyło mi się poparzyć innych. Sprecyzuj tylko "dotkliwie". - zaśmiała się pod nosem. Pewnie dla innych, tych nie odpornych na płomienie, temat nie był tak zabawny jak dla czerwonej, chociaż może są wśród nich fani czarnego humoru. - Jak miałam osiem lat poparzyłam sobie dłoń parą wodną. Przez kilka dni nosiłam ją w woreczku z lodem, a i tak czułam ból od kości aż do skóry. - Niezbyty przyjemne wspomnienie, ale opowiadała je bardziej jako anegdotkę ze "starych, dobrych czasów", niż żalenie się, czy cokolwiek takiego.
- Jak myślicie, o której mamy zaplanowany wymarsz? - rzuciła, dość ironicznie i na tyle cicho, by Cissy niczego ni usłyszała. - Piąta? Czy czwarta trzydzieści?
 
 
Willow Delecroix


18

Zielona




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2017-01-06, 02:12   
   Multikonta: Val, MG
[Cytuj]

MG
Na jakiekolwiek wspomnienie o poparzeniach, Cissy posłała iście ogniste spojrzenie w stronę Scarlett. No tak, połowa jej twarzy była przystrojona jebanymi poparzeniami po tym, jak cała jednostka pozostawiła ją w płonącej ruinie. Ale gdzie tam, nie miała nawet nastroju na wypowiadanie się i po prostu zajęła się rozkładaniem namiotu. Niech sobie dzieciaki dyskutują, ale jej niech w to nie mieszają. Zupełnie nie miała już na to ochoty.
Layla oczywiście nie mogła się oprzeć i próbując powstrzymać śmiech, mimo wszystko... No ta, wybuchnęła jak jeszcze nigdy. Jednak od razu udało jej się zasłonić usta i twarz dłońmi, gdy już lekko się ogarnęła, uniosła kciuk w górę w kierunku Scarlett, dodając: - Ty to masz takt, mała. Nieźle - stwierdziła. Przez moment była cisza, jednak po chwili znowu działo się to, co zawsze.
- Wypierdalaj do reszty, albo idź patrolować. I będziemy szli, jeszcze w chuj długo. Czeka Cię kurewsko długi marsz, więc lepiej oszczędzaj siły, a najlepiej gdzieś kurwa mać indziej - stwierdziła Cissy i wróciła do rozkładania namiotu. Wiedziała, że ma w sobie pełny pakiet agresji i tylko czekała by móc go na kimś wyładować. Ale miała prawo być zła, każdy człowiek miał do tego prawo. A ktoś, kto przeżył tyle co panna Hemsley to już w ogóle miał prawo czuć się jak totalne gówno i traktować tak pozostałych. Kenji też czasem bywał agresywny, ale nigdy bez konkretnego powodu. Nie przepadał za tym, gdy Cissy taka była, chociaż z drugiej strony imponowało mu to, że potrafiła wymierzyć bronią do każdego niezależnie od sytuacji. Nie miała zahamowań, mogła zabić nawet swoich kompanów gdyby wiązało się to z jej tatuażem Syndykatu. A to było pożądane.
- Chodź no tu, Brawen. Możemy wziąć dziś pierwszą wartę jak świerzbią Cię aż tak ręce - stwierdziła Layla, a następnie dodała:
- Ktoś jest głodny? Bo ja jak wilk - stwierdziła i wyciągnęła ze swojego plecaka rację żywnościową, którą zaczęła próbować otworzyć zębami.
- Pewnie jak tylko ktoś z nas otworzy oczy, to już będzie za późno - stwierdziła Zielona, odnosząc się do pytania Faye.
Czuła się odpowiedzialna za drużynę, a wiedziała, że ta durna, irytująca Cissy nie będzie umiała ich w żaden sposób "złączyć". A wiadomo, że wszyscy byli tylko ludźmi. Żeby uratować kogoś na polu walki trzeba go chociaż trochę lubić.
- To co, jemy? - zarządziła.

Kolejka dowolna na razie, chyba, że ktoś chce się odłączyć i porozmawiać z panią zimną jak lód albo iść siku do lasu. Nie polecam.
_________________


my atoms have always loved your atoms
- Willow -
[mru]
 
 
Thomas Branwen


21

Niebieski




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2017-01-06, 22:32   
   Multikonta: Brak
[Cytuj]

Wiedział, że rozmowa o poparzeniach przy Cissy nie jest zbyt dobre, ale żeby krzyczeć na bogu ducha winnego chłopaka? To już trzeba nie mieć serca, albo zwyczajnie mieć mega okres. Dobrze, że go nie zastrzeliła, bo miała taki humor, że pewnie rozważała to. Layla zaś podjudzała Cissy do wkurwu, więc nic dziwnego, że to Niebieski oberwał. Najłatwiej to się wydrzeć na bezbronnego i biednego.
- Dobra. Wystarczyło powiedzieć, że długo. Kurwa. Z takim zachowaniem, to nie licz na stworzenie dobrej drużyny. – odwarczał Thomas i ruszył w stronę pozostałej części ekipy. No bo człowiek się stara, a zawsze dostanie zjebę. Chuj. Trzeba dbać o siebie, jak to zawsze było.
- Ta. Marzę tylko o tym, by chronić wasze dupska. – odparł złośliwie i usadowił się obok Layli, która próbowała otworzyć jedzenie. No, ale coś jej nie wychodziło.
- Daj to, bo sobie ząbki połamiesz. – odparł i wziął rację dziewczyny, którą szybko otworzył. Następnie jej oddał, a sam wziął się za swoje żarcie. Cissy podniosła mu ciśnienie, więc Branwen postanowił zapalić papierosa. Jak tak dalej pójdzie to cała paczka mu się skończy przed dotarciem do celu misji. Layla była w doskonałym humorze, czego nie można było powiedzieć o przywódczyni zespołu i Thomasie.
- Smacznego życzę. – odparł Niebieski. Coś czuł, że nie skończą tej misji w całym składzie.
 
 
Scarlett Kersey


17 lat

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png

Wysłany: 2017-01-08, 00:47   
   Multikonta: -
[Cytuj]

Co za nietakt. Trudno. To Scarlett, bywa że coś odburknie w zupełnie niekomfortowej do tego sytuacji. Oczekiwała choć odrobiny uwagi dla odważnego gnieżdżenia ręki w ogniach czy też siedzenia tak blisko, ze każdy normalny człowiek uciekłby, nawet jakby za nim rosły pokrzywy.
Ciekawe, czy pokrzywy i barszcz Sosnowskiego także są dla Czerwonego niegroźne. Pewnie tak i pewnie z tym drugim Scarlett nie próbowała testować.
- Dotkliwie czyli, hmm, nie wiem, nieznośnie, boleśnie? - spróbowała zdefiniować oczywiste dla niej pojęcie.
- Nieciekawie, nieciekawie. - podsumowała doświadczenia z parą wodną.
Przyglądała się zachowaniu innych - tylko ich przywódczyni została sama i raczej nie zamierzała tego zmieniać. Jak bardzo mogła wykładać żale na jej temat, nie czyniła tego - nie ma lepszej osoby wśród ich piątki na dowodzącego bądź dowodzącą. A samej mogłaby ich co najwyżej wyprowadzić w pole... ziemniaków.
- Pewnie na tyle wcześnie, że lepiej nie tracić czasu na rozważanie tego... pewnie z jakąś godzinę przed świtem, hm? - odparła przynudzającym głosem, zakrywając kolejno dłonią usta. Ziewnięcie. Senność. Namiot był rozłożony, chyba tylko jeden jedyny. Założyła, że ktoś będzie spał i ktoś nie będzie spał, a niedługo potem jej podejrzenia zostały potwierdzone.
Odeszła od ogniska, zostawiając Fionie rolę jego opiekunki. Odeszła w las. Musiała podlać jakieś drzewko. Cissy mogła ją zauważyć, a mogła też i nie, ale reszta powinna ją zauważyć, zwłaszcza Fiona, której na odchodne rzuciła, że idzie za potrzebą.
Oddaliła się o ledwie kilka drzew i zrobiła ładne siku przy korzeniu jednego z nich. Kolejno oparła się plecami o jego konar i zaczęła się zastanawiać, jak sobie z tym wszystkim poradzi. Wielkie cienie rzucane przez ogień odbijały się na roślinach wychylających się z mroku, a niewyraźne dźwięki rozmów dobiegały jej uszu. Zasmuciła się, pojedyncze krople łez spłynęły z zaszklonych źrenic. Czuła się samotnie, mimo iż ledwie dziesięć metrów dalej paliło się ognisko.
Scarlett, czy takie teraz będzie twoje życie? Czy na tym świecie można mieć w ogóle lepsze życie? Jest jeszcze jakaś skala dla dobrobytu, czy to wydumane pojęcie z dawnych lat, zdających się odpływać niczym niepoznana z autopsji codzienność ubiegłych wieków? A teraźniejszość tańcuje jak te cienie ogniska, balansując na granicy mroku i sztucznej jasności.
_________________
 
 
Faye Wong


17 lat

Czerwona




Wysłany: 2017-01-08, 12:31   
   Multikonta: Toni
[Cytuj]

Chyba trafili w czuły punkt z tymi poparzeniami. Chociaż pewnie o czym by nie zaczęli rozmawiać, Cissy i tak do czegoś by się przeczepiła. A Faye nie miała zamiaru przerywać, czy zmieniać tematu, tylko dlatego, że blondynie coś się nie podobało. Tylko... chyba nie miała już z kim rozmawiać. Jedyna osoba, która nie czepiała się o każde wypowiedziane słowo poszła w las.
- Więc warty mamy ustalone? - westchnęła ciężko, kładąc się na ziemi obok ogniska. Oczywiście nie zamierzała tam spać, bo przecież po coś chyba mieli ten namiot. Ułożyła się na plecach, opierając głowę na splecionych dłoniach. Ot, patrzyła sobie w niebo, przysłonięte koronami drzew. Całkiem ładny widok.
Wcale nie była specjalnie śpiąca. Źle, powinna zasnąć jak najszybciej, bo nie mieli pewnie za dużo czasu. Była tylko zmęczona wielogodzinnym marszem. Potrzebowała odpoczynku, co nie koniecznie oznaczało sen. Dlatego właśnie leżała sobie na ziemi, co jakiś czas podsycając odrobinę ognisko, by zanadto nie przygasło. No i oczywiście zerkała w stronę ściany lasu, gdzie zniknęła Scarlett. W obecnej sytuacji powinni pilnować siebie nawzajem.
Można by powiedzieć, że na chwilę się wyłączyła. To znaczy, była przytomna, słyszała wszystkie rozmowy, i tak dalej, ale niespecjalnie zastanawiała się nad sensem poszczególnych zdań. Słyszała, ale nie rozumiała. Chwilowo, zdecydowanie bardziej interesowały ją dźwięki lasu, czy skwierczenie ogniska. Musiała odpocząć. I wcale nie chodziło o zmęczenie fizyczne, a o to, że jeśli dalej będą skakać sobie do oczu, to pozabijają się nawzajem, nawet nie w połowie drogi.
Fajna była taka chwila uspokojenie. I nie tylko jej by się przydała.
 
 
Valerie Cadle


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2017-01-08, 16:18   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

MG
A ona wcale na jakieś dobro drużyny nie miała po co liczyć. Przecież wszyscy do cholery wiedzieli jaka jest i że raczej jest ostatnia do jakiegokolwiek "milutkiego" spotkanka i rozmów.
- Chyba Ci się we łbie coś poprzestawiało. Nie idziesz tutaj na herbatkę, tylko na misję. Nie mamy być drużyną, jedyne co jest Twoim zadaniem to słuchać mnie, a jak tego nawet nie potrafisz wykonać, to naprawdę szczerze wątpię w powodzenie czegokolwiek - syknęła na końcu blondynka i zabrała się znowu za sprawę namiotu. Czuła narastającą w sobie agresję. Wiedziała, że pewnie wszyscy woleliby być z Kenjim, bo on zawsze taki pogodny, wesoły i żartobliwy. Ale nie rozumiał prawdziwego sensu całej tej misji, jaką sobie obrał. Oni mieli tutaj zabijać, wyżywać się. Dokonać zemsty. Nic więcej.
- O, dzięki - dodała Layla, gdy chłopak otworzył jej rację, po tym pacnęła go łokciem w okolice ramienia, dodając:
- Cholera, nie płacz, gościu. Cissy zawsze taka była, pewnie nawet w Lidze pluła na wszystkich jadem ze swojej pizdy. Ale mamy siebie, więc dlaczego mamy się nią przejmować? - stwierdziła, mówiąc to otwarcie do wszystkich. Królowa lodu na szczęście była daleko, więc nie słyszała niczego.
Po tym Layla otworzyła woreczek i wlała do niego wodę, a następnie zamknęła tam swoje główne danie. Jejku, ale była głodna.
- Ta, myślę, że je ustaliliśmy. Wezmę pierwszą z Thomasem, wy się prześpijcie. Cissy zaraz też pewnie pójdzie, bo z pewnością nie pofatyguje się o jakąś wartę. Zresztą, była tylko człowiekiem, pewnie też nieźle ją to wszystko męczyło, tylko wolała tego nie pokazywać.
- Musicie coś zjeść, ludzie - powiedziała Layla i wyciągnęła jakieś spakowane kanapki. Jedną dala Thomasowi, drugą zaś Faye. Musieli jeść, żeby mieć wystarczająco dużo siły.
- Hmm... Gdzie polazła Scarlett? - zapytała Layla, trzymając dla niej kanapkę.

Mg Scarlett
Las nie był specjalnie przyjaznym miejscem, cały czas słychać było dziwne szmery i coś w rodzaju kroków. Tylko jak odróżnić hałas, jaki robili ludzie podczas ogniska od tego, jaki mógłby robić ktoś zmierzający w ich kierunku? Tak czy siak dziewczyna musiała dość sporo szukać miejsca na załatwienie swojej potrzeby, tak więc błądziła przez chwilę po lesie. Wstając, poczuła dość dziwne ukłucie w wiadomo jakich okolicach. No świetnie, czyli nie wybrała specjalnie dobrego miejsca, skoro poparzyła się pokrzywą. I to w dodatku tam!
Powinna wracać do obozowiska i zarządzić patrol, bo ktoś może się naprawdę zbliżać do obozu.

KOLEJKA DOWOLNA, ALE NA POCZĄTEK THOMAS/FAYE A POTEM SCAR
_________________


 
 
Faye Wong


17 lat

Czerwona




Wysłany: 2017-01-08, 20:14   
   Multikonta: Toni
[Cytuj]

Po chwili odpoczynku, praktycznego wyłączenia się na chwilę z grupy, wreszcie z powrotem usiadła przy ognisku, powoli "wracając do żywych". Odrobinę się uspokoiła, więc łatwiej jej było złościć humory pani wiecznie wkurwionej. Nie miała zamiaru psuć sobie przez nią nerwów. Na szczęście tylko ona miała taki zjebany nastrój.
- Dzięki. - uśmiechnęła się do Layli, jedząc rzuconą przez nią kanapkę. Coś tam niby po drodze jadła jakieś batoniki, czy coś tego typu, ale to zdecydowanie za mało, by faktycznie się najeść. Szybko skończyła swoją porcję i od razu zaczęła wygrzebywać kolejną przekąskę ze swojej racji.
- Poszła się wysikać, tylko... - spojrzała w scanię lasu, gdzie wcześniej zniknęła Scarlett. - Coś długo jej nie ma.
Zmartwiła się. I od razu opieprzyła w myślach za głupotę. To dość oczywiste, że nie powinni samemu chodzić do lasu. W ogóle nie powinni się rozdzielać. Przecież nawet cholerne warty ustalali parami.
- Pójdę jej poszukać. - rzuciła, wstając od ogniska.
Chwilę później sama zniknęła między drzewami, mniej-więcej tam gdzie wcześniej Scar. Tak jej się przynajmniej wydawało. Jako że niewiele widziała, rozpaliła na swojej dłonią mały płomyk, jako zastępstwo latarki. Przy okazji reszta mogła ją łatwo zauważyć nie odchodząc od ogniska.
- Scarlett? - wołała co jakiś czas, chociaż nie było to jakoś specjalnie głośne. - jesteś tu?
Cały czas uważnie patrzyła pod nogi. Wolałaby jednak nie potknąć się o jakiś korzeń i przypadkiem wywołać pożar. No i starała się nie odchodzić zbyt daleko. Poruszała się w obrębie, z którego widziała światło obozowiska.
 
 
Thomas Branwen


21

Niebieski




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2017-01-08, 22:04   
   Multikonta: Brak
[Cytuj]

Kolejne krzyki Cissy zostały już olane przez Niebieskiego. Jeśli tak stawia sprawę to proszę bardzo. Nie będzie się narzucał i starał. Zrobi to co do niego będzie należało, ale nic poza tym. Skoro ona tak, to on tak. Wiedział, że mają ważny cel, ale byli też w jednej organizacji. Chyba powinni sobie ufać i budować więzi. Ale skoro Cissy tego nie chce i praktycznie uważa ich za balast to jej sprawa. Wybaczcie, że nie byli zawodowymi żołnierzami, którzy karnie wykonują polecenia blondyny z wiecznym okresem. Branwen wiec usiadł z resztą i im poświęcił swoją uwagę. A dokładnie Layli, która miała kłopoty z prosty otwarciem żarcia.
- A czy ja ci płaczę? Po prostu uważam, że skoro wszyscy walczymy w jednej sprawie, to powinniśmy się dogadywać. No, ale niektórzy nie chcą. – odparł biorąc kolejny głęboki łyk fajki. Nikotyna go uspokajała, a Gray rozbawiała. Ciekawe połączenie czyż nie?
- Dzięki. – powiedział chłopak biorąc kanapkę. Zgasił peta na glebie i wziął się za żarcie. Scarlett poszła do lasu za potrzebą, co było dość głupie, ale powinna wiedzieć, by nie oddalać się zbytnio od nich. Przynajmniej nie na odległość krzyku. W końcu i druga się obudziła z tym, że Kersey coś długo nie ma. Branwen zdążył zjeść i kanapkę i własną porcję i zaczynał się denerwować o czerwoną.
- Tylko w razie czego krzycz. – odparł Thomas i wyciągnął z kabury pistolet. Czuł się lepiej mając go pod ręką niż schowanego. Kto wie co ich może tutaj spotkać.
 
 
Scarlett Kersey


17 lat

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png

Wysłany: 2017-01-09, 11:12   
   Multikonta: -
[Cytuj]

Kiedy pierwsze rozmyślania o samotności wtargnęły do jej umysłu, równocześnie poczuła piekący ból w tym jakże cnotliwym miejscu. Skuliła się w sobie i zacisnęła o siebie nogi, nie mogąc znieść tego swędzącego i piekącego uczucia. W dodatku różne dźwięki zdawało się jej słyszeć z wszechobecnego mroku. Rozpięła ponownie guziki i próbowała wybadać, co też jej dolega, lecz wtedy zauważyła pod sobą pokrzywy, które udało się jej podlać.
Świetnie, głupia cipo.
Nie, nie na co dzień wyzywała samą siebie w myślach, ale ironia tej sytuacji niemal doprowadzała ją do śmiechu. Pozostała z chłodną dłonią pod podbrzuszem, naciągając na nią niezapięte spodnie. Cholernie niemiłe uczucie, a postawienie kilku kroków wszystko utrudniało.
Kilka minut i dolegliwości miną.
Oby.
I pewnie gdyby nie to, że była wystraszona słyszeniem dziwnych głosów z oddali, jak gdyby ktoś się zbliżał, pozostałaby tutaj dalej w tej niezręcznej, ale jednak poręcznej sytuacji.
Może w obozie nie będą jej patrzeć na ręce? A może ktoś wyciągnie do niej pomocną dłoń? Mogłaby iść tyłem i udawać, że cofa się przed niedźwiedziem, ale Scarlett nie zwykła ukrywać swoich porażek.
Przemierzyła zaledwie kilka cichych kroków w stronę obozu, dłonią starając się odgrodzić poparzone miejsce od twardszych krawędzi spodni. Miała gdzieś, co kto sobie o niej pomyśli, choć na twarzy wymalowane miała co najmniej zmieszanie.
Wtem naszły ją gwałtowne kroki i naprzeciw niej pojawiła się Fiona, zastając ją w dwuznaczności. Raczej nic od niej nie weźmie z pocałowaniem ręki, ale nie ma co załamywać rąk i lepiej spojrzeć przez palce, a może w tej sytuacji nie patrzeć nawet wcale? Nie było jednak dla Scarlett czasu na zawstydzanie się - od razu odparła, szeptem:
- Słyszałam jakieś kroki, głosy. Chyba nie jesteśmy tu sami. Idź z powrotem.
Dłoń przeniosła już na podbrzusze, przytrzymując poluzowane spodnie, by wyglądać dla reszty obozowiczów bardziej moralnie.
- To tylko pokrzywa... - wyszeptała po chwili, próbując za zębami ukryć salwę śmiechu.
Kobieta kobietę zrozumie, ręka rękę umyję.
_________________
 
 
Valerie Cadle


18

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2017-01-09, 11:50   
   Multikonta: MG, Willow, Lux
[Cytuj]

Mg
- O raany, nie ma co filozofować. Przecież wiesz, że to prawda. Nawet Kenji - nasz lider, ma kompletnie inne podejście niż ona. Także rany, nie myśl o niej. Skup się na czymś innym i tyle - stwierdziła Layla i zaczęła wcinać ryż z warzywami, który był w racji. Oczywiście za pomocą tego rozgrzewającego, specjalnego worka, podgrzała całe danie i było gotowe do jedzenia. Zaczęła się wcinać. Widząc, że chłopak się lekko odwrócił by zgasić papierosa, naciągnęła plastikową łyżkę i strzeliła mu maleńką ilością jedzenia w twarz. Po tym się roześmiała i zaczęła jeść dalej.
- Tylko uważaj tam! - dodała Layla do Faye. Lepiej, żeby obie miały się na baczności. Ale cóż, jak dołączą do siebie, to będzie lepiej. Nie bez przyczyny zresztą patrole, warty... Wszystko to robi się w dwie osoby. A teraz była tutaj z Thomasem. Chyba zaczynała się ich warta.
- Coś mi się zdaje, że teraz to my strzeżemy bezpieczeństwa panny zimnej jak lód - stwierdziła i przeciągnęła się sennie. Nie chciało jej się wcale robić tej durnej warty, no ale wyjścia innego nie było.
- Wstawaj, żołnierzu. Warty nie robi się na siedząco. Musimy znaleźć sobie jakiś punkt widokowy. Umiesz łazić po drzewach? - zapytała, zarzuciła swój plecak na jedno ramię i zaczęła bez problemu wspinać się po korze najbliższego drzewa. Dość łatwo było wejść - szczególnie super-sprawnej Zielonej.

Dwie kolejki.
Faye, Scarlett
Thomas, MG
Póki nie wrócicie do obozu. Chyba, że nie zamierzacie tam wracać :brewki:
_________________


 
 
Thomas Branwen


21

Niebieski




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2017-01-09, 22:02   
   Multikonta: Brak
[Cytuj]

- W sumie zjadłbym teraz takiego wielkiego burgera z Burger Kinga, ale raczej nie ma na to szans? No to pomyślę o tym, co zrobię jak wrócimy już z tej misji. – odparł Thomas i obdarował Laylę błyskiem swoich pięknych ząbków. W końcu wszyscy wzięli się za napełnianie swoich żołądków, więc przez chwilę była cisza, którą przerywało tylko mlaskanie, siorbanie i co tam jeszcze chcecie. Typowe odgłosy konsumpcji w lesie.
- Gdybyśmy mieli kiełbaski, to moglibyśmy je sobie usmażyć. Szkoda, że nie wpadłem na to. – powiedział Branwen z tym swoim typowym uśmieszkiem. Powoli wracał mu już dobry humor i co się z tym wiązało głupie żarciki i spostrzeżenia. Dwie twarze. Poważna i błazna. Nie wiadomo tylko, która gorsza, gdyż za każdą mógł się czaić szaleniec. A szalony psionik, to niebezpieczna bestia. Ostatecznie Faye udała się na poszukiwania Scar, wiec Thomas został z Laylą i Cissy, która udała się na spoczynek. Zapowiadała się ciekawa warta.
- Wszystko spoczywa na nas. Ciekawe tylko czy śpi, czy też nas słucha i w myślach obmyśla nowe kary. – powiedział Branwen i też się przeciągnął. Z nudów już sprawdził magazynek i czy broń jest zabezpieczona. To będą długie godziny. Aktualnie jednak to Layla postanowiła go potorturować.
- No jak byłem mały to łaziłem, ale jak mam wleźć na to to zapomnij. Czy ja ci wyglądam na wiewiórkę? – odparł Thomas. On rozwalał lub lewitował rzeczy. Sam jeszcze nie potrafił wznieść się do lotu, a wolał nie ryzykować złamania karku.
 
 
Lux Bloomfield


21

Niebieska




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2017-01-09, 22:16   
   Multikonta: Val, MG, Willow, Lynn
[Cytuj]

MG Thomas
- Cóż, obawiam się, że w lesie nie mają Burger Kinga - stwierdziła, ale po tym dodała: - Ale może w Nowym Jorku jakiś się zachował - powiedziała. Po tym oparła się o gałąź drzewa i ziewnęła.
- To warta, nie ognisko! - dodała po chwili Layla. Ale po dłuższym namyśle w sumie powiedziała, lekko rozbawiona: - Zjadłabym ziemniaki z ogniska. Ale pewnie będzie jeszcze na to okazja. Kiedyśtam. Nie? - zapytała i przeciągnęła się.
Byli wtedy już zupełnie sami. Cieszyła się, że Thomasowi wrócił ten głupkowaty humorek - lepsze to niż przeżywanie fochów Cissy. Zresztą, ona się na to uodporniła już dawno temu. Kiedy ją spotkała i dowiedziała się, ze jest z Ligi - wszystko było wiadome. Jeszcze ta cała nienawiść skierowana w jej ojca. Nic dziwnego, że to na niej mściła się zawsze najbardziej, a to dało jej przewagę. Przyzwyczaiła się do jej debilnego zachowania, chamstwa i agresji. Miała to teraz gdzieś, zupełnie.
- Raczej śpi. Skoro jutro mamy dalej iść, to musi wypoczywać. W końcu jest tylko człowiekiem, nie? - stwierdziła Layla. No i to było prawdą. Cissy raczej nigdy nie bawiła się w podsłuchiwanie. Zresztą i tak było około 90% szans, że to co usłyszy będzie swojego rodzaju obelgą w jej kierunku. Norma.
- Nie bądź taki strachliwy. Właź tutaj, musimy mieć dobry widok na okolice. Jeeezu, nie potrafisz się wznieść? Wszyscy niebiescy potrafią lewitować. No, dawaj - powiedziała i zerwała jakiś patyk z drzewa, a następnie rzuciła w niego.
- Chyba, że się boisz - powiedziała i stanęła na gałęzi, a po chwili zaczęła po niej chodzić, balansując ciałem. Mogła spaść w każdej chwili, ale nie oszukujmy się. Była Zielona. Było to praktycznie niemożliwe.
- No właź! - dodała po chwili i zaczęła skakać po gałęzi. Na Thomasa zaczęły spadać liście z drzewa.
 
 
Faye Wong


17 lat

Czerwona




Wysłany: 2017-01-10, 18:26   
   Multikonta: Toni
[Cytuj]

Dreptała wciąż przed siebie, zastanawiając się, czy poszła w ogóle w dobrą stronę. Miała znaleźć Scarlett, a nie samemu się zgubić. To jednak las, dookoła ciemnica, nawet stworzony przez nią płomyk na niewiele się zdawał. W końcu jednak zobaczyła, najpierw niewyraźny zarys sylwetki, a chwilę później poznała, że to Scarlett.
- Wszystko okej? - zapytała, również ściszonym głosem, w którym słychać było rozbawienie. Co jak co, ale czerwona widziana z boku, wyglądała dość zabawnie. Nawet jeśli jej samej do śmiechu nie było.
Skinęła głową, kierując się w stronę obozowiska. Żarty żartami, ale jeśli Scarlett się nie przesłyszała, ktoś naprawdę kręcił się po lesie, to mogli być w niezłej dupie. Faye wolała jednak zakładać, że to jakieś zwierzęta, czy coś. Bo skąd nagle mieli by się tam wziąć inni ludzie? Raczej słabe miejsce dla niezrzeszonych psoników, a nikt inny nie przychodził jej na myśl.
- Nie musisz mi się tłumaczyć. - odpowiedziała, gdy czerwona wspomniała o pokrzywie. Jakoś nie specjalnie ją to interesowało. Nie czuła się też jakaś zgorszona faktem, że Scar przez chwilę trzymała dłoń pod spodniami. Nie ma czternastu lat, żeby następne kilka dni przeżywać jedno, dość głupie zdarzenie.
Wracając, Faye także starała się nasłuchiwać, czy nikt się dookoła nich nie kręci. Tylko były cholera w lesie, gdzie każdy dźwięk mógł przypominać dosłownie wszystko. Głosy, a może wiatr, ludzkie kroki, lub małe zwierzątko, przebiegające gdzieś po ziemi. Jak właściwie miała to od siebie odróżnić?
 
 
Scarlett Kersey


17 lat

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png

Wysłany: 2017-01-11, 11:33   
   Multikonta: -
[Cytuj]

Może to po prostu lęk przed samotnością? Tam pewnie nic nie ma, więc dlaczego by nie sprawdzić? A jeśli jednak coś się czai w mroku? Wiele pytań, zero odpowiedzi i niedaleka droga do dom... do obozowiska. Na pytanie pokiwała głową. Jasne, że jej nic nie ma. Upierdliwy ból osłabł i była gotowa wrócić do reszty. W drodze nic więcej się już nie odezwała, próbując dosłyszeć jakiekolwiek niepokojące dźwięki. Cisza?
Na miejscu miała wrażenie, że coś się stało - ubyło ich tak jakby i rozejrzała się uważniej, dostrzegając sylwetkę Cissy w namiocie, którą najpewniej zmorzył sen, zaś nad sobą dosłyszała obecność trzeciej dziewczyny. A Thomas stał z boku i coś robił, a może już był na drzewie?
- Ej, psst! - zawołała do nich - Rozejrzyjcie się tam z góry dokładniej, bo chyba coś słyszałam.
Wolała dmuchać na zimne.
Zbliżyła się do ogniska i próbowała znaleźć jakiś jeszcze prowiant, który być może się dla niej ostał. Prawdopodobnie odnalazła kanapkę, uznając że nikt się nie obrazi za skonsumowanie jej. I tak też zrobiła. Cóż, pora spać i jeśli nic wielkiego miało się teraz nie wydarzyć, pozostało jej znaleźć trochę miejsca dla siebie w namiocie. Sen...
_________________
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Forum zostało otwarte 2016-15-08. Pomysł na nagłówek zaczerpnięty z Shine. Autorem systemu zakładek jest Noritoshi.
Strona wygenerowana w 0,132 sekundy. Zapytań do SQL: 10