Image Map
Bieżące poszukiwania:
- Kira Krios szuka swojej dawnej drużyny z Ligi Dzieci, postacie muszą należeć do grupy Syndykat.
- Shirei Shinoda szuka chętnych graczy do zarządu Syndykatu, którzy mogliby mieć z nim powiązania.
- Lounarie de Coudray szuka chętnych graczy do relacji między postaciami.
- Scarlett Kersey szuka sobie dziewczyny. Grupa to Syndykat.
- Silas Yuriev poszukuje swojej drugiej, męskiej połówki.
-Ceridwen Murray Poszukuje 1 osoby do byłego oddziału 7 z ligi dzieci.
-Gabriel O'Donnell Poszukuje brata/siostry.
-Summer Dawson Poszukuje relacji dla swoich postaci. Zapraszamy członków Syndykatu po zgłoszenia. W miarę chętnych będą dodawane. Więcej tutaj: LINK
Członkowie Pryzmatu nadal mogą brać udział w szkoleniu w CIA. Aby je ukończyć, musicie przystąpić do dwóch różnych zadań. Więcej tutaj

Wszyscy: Nikt nie wie skąd Psionicy wzięli się na świecie i raczej nikogo na tym poziomie to specjalnie nie obchodzi. Wszyscy byli na jednym etapie - zrozumieli, że są równymi wobec siebie potworami, a drążenie tego, czy ktoś zesłał na nich ten omen czy jest to tylko zrządzenie losu jest bezsensowne. Byli tacy sami i jedyne czym się różnili to typ umiejętności. Ale to było nieważne, bo w każdym przypadku, każdy kolor identycznie rujnował swoje normalne dotychczas życie. Każdy musiał się przyzwyczaić do tego, że wszystko było inne, że dysponowali czymś, co jednocześnie było darem jak i utrapieniem. No ale przede wszystkim wielką odpowiedzialnością. Myśleli, że chociaż wiedzą minimalnie na czym stoją. Minęło przecież siedem lat, wiedzieli na co mogą sobie pozwolić a na co nie. Jednak coś, co cały czas się zmienia nie daje większych szans na jakąkolwiek stabilność. Co, jak w pewnym momencie zmutują tak, że wybiją się wzajemnie? Nikt nie ma na to pewności, jednak jedno jest pewne - utracili kontrolę. I wirus zaczyna poważnie mutować po raz pierwszy.

Pandemonium: Bal okazał się być krwawą imprezą, na której nie zabrakło specjalnych pokazów i śmierci kilkorga z członków. Szefowa przybytku zorganizowała bal, aby pokazać Psionikom, że normalne życie jest na wyciągnięcie ręki. Wspaniałe suknie, drogie garnitury, alkohol i jedzenie. To wszystko miało być swoistą obietnicą, że tak będzie wyglądać ich życie, kiedy tylko dojdą do władzy. Nic nie wskazywało na to, aby impreza miała zakończyć się nagłym upadkiem Pandemonium. Niektórzy jednak nie byli po stronie Leliel, jedynie dobrze grając jej sojuszników. Podczas gdy kobieta uwolniła z piwnic hybrydy, aby ponownie sprawdzić oddanie swoich podwładnych, w ścianach budynku zostały umieszczone ładunki wybuchowe. Ewakuowano wszystkich PSI do autobusu na tyły budynku. Pozostało dwadzieścia minut do samego wybuchu, a żadne nie wiedziało dlaczego właściwie wyjeżdżają. Do czasu...
Jeden z członków Pandemonium, powracając z misji został zaatakowany przez grupę zwiadowczą innej grupy. Czy to zwiastuje krwawy koniec PSI?
Podczas trwania balu Liam Carpenter nie był jedyną ofiarą. Zginęła również córka prezydenta, która przecież mogła być cenną zdobyczą w rękach tych, którzy chcieliby rozwalić rząd. Joyce Foley stracił dłoń, ale nawet to nie powstrzymało go przed zadaniem ostatecznego ciosu w samo serce organizacji. Leliel pokazała być może zbyt dużo i przypłaciła za swoje błędy własnym życiem.
Teraz jedynym ratunkiem okazał się być autobus pełen pijanych PSI, który zmierza… Właściwie donikąd.


Pryzmat: Harry Donavan nadal sprawuję władze w Pryzmacie, Henry zaś jest jego zastępcą. W wyniku tego, wielu Psioników zostało wysłanych na obowiązkowe szkolenia w CIA, w celu zwiększenia ich produktywności dla kraju. Niektórzy z nich nie pojechali tam z własnej woli, ale surowe, rygorystyczne zasady są najlepsze do uzyskania pożądanych efektów. Wszyscy mają nadzieję, że w późniejszym czasie staną się oni młodymi agentami, przyszłością tego kraju. A plany te sięgają bardzo daleko - począwszy od stworzenia specjalnej, elitarnej jednostki wojskowej, aż do wysłania siatki szpiegów CIA do innego kraju. Wielu agentów będzie również musiało zostać w Pryzmacie i tam pomóc w podjęciu kolejnych kroków. - Wy, którzy tutaj stoicie. Daliście mi szansę. Obiecuję, że nie zostanie ona zmarnowana - mówi Judith Donavan. Mimo iż kraj jest w kompletnej ruinie, to jakiekolwiek zasady polityczne muszą w nim panować. Wreszcie wejdzie ktoś nowy na miejsce prezydenta Graya i spróbuję poukładać rozsypane przez niego puzzle. Nie było tutaj miejsca na demokratyczne głosowanie, ponieważ nie było innych kandydatów. Gray z niechęcią oddał swoje przywileje, jednak skoro tego wymagało prawo, to ciężko było spodziewać się od niego czegoś innego. Zmiana we władzy jednak została przyspieszona przez parlament po tym, jak usłyszano postulaty Judith Gray. - Nie pozwolę, aby Psionicy żyli w strachu - stwierdziła młoda pani prezydent na jednej z debat, które były puszczane w telewizji jak i na terenie całego Pryzmatu, a nawet w kompleksie akademii CIA. I zrobiła to - skoro obiecała. Obozy, które zostały zbudowane przez prezydenta Graya opustoszały już całkowicie. Mimo swoich dawnych obietnic, mężczyzna pozostawił jeszcze kilka działających obozów. A pani Donavan postanowiła wywlec je na światło dzienne. Wszystkie dzieci z nich, zostaną przeniesione do organizacji zwanej jako Pryzmat, której skala zostanie znacznie powiększona. - Nie wiemy jak mamy dziękować setkom Psioników, którzy zdecydowali się wstąpić w szeregi CIA. Gdy tylko ich służba dobiegnie końca, a zadanie które zostały im przydzielone skończą się, pozwolę im szczęśliwie wrócić do Pryzmatu, gdzie jest ich prawdziwy dom - obiecuje nowa pani Prezydent. - Niech Pryzmat będzie prawdziwą społecznością, gdzie liczą się takie wartości jak szacunek czy lojalność. Od dziś każdy, kto tylko wyrazi chęć udziału w tej społeczności będzie do niej dopuszczony. Musimy przestać izolować się od dzieci, które naprawdę potrzebują naszej pomocy. Nie możemy zostawiać ich na pastwę losu, takie osoby później wybierają drogę przestępczą, co prowadzi do zamieszek i kradzieży. Nie pozwolimy na to! - dodała na kolejnej, innej debacie. - Z tego względu dojdzie do rozbicia organizacji przestępczej, identyfikującej się jako “Łowcy”. Nie będzie już dochodziło do bezpodstawnych aresztowań dzieci, a następnie sprzedaży ich. Członkowie grupy zostaną uniewinnieni za współpracę z moim poprzednikiem, jednakże będą pod stałą kontrolą organów policyjnych, a Psionicy znajdujący się w ich szeregach - przeniesieni do Pryzmatu i wcieleni do armii. Nie będziemy łapać psioników, którzy wolą żyć na wolności. Do kraju wkroczy jednak więcej Sił Specjalnych Psi, którzy będą kontrolowali ich życia, by wiedzieć, czy nie zagrażają bezpieczeństwu obywateli. Owa jednostka nie będzie jednak kojarzona z bólem i cierpieniem. Pod wezwaniem nowego generała, Christophera Flynna, przeobrażą się w żołnierzy, którzy przede wszystkim będą nieśli pokój!- mówi nowa pani prezydent. W pewną grudniową noc do siedziby łowców została wysłana grupa z Pryzmatu. W jej skład wchodził agent specjalny Calum Hedger, jednostka wojskowa połączona z kilkoma agentami CIA jak i oddział składający się z Psionków - Valerie Cadle, Sahir Nailah i Lux Bloomfield. Walka była wyrównana przez większą część czasu, jednak były agent Ligi Dzieci, Sahir Nailah o zdolnościach określanych jako Czerwone, dokonał podpalenia całego kompleksu. Niektórzy z Łowców uratowali się, jednak wielu z nich zginęło w gruzach budynku. Mimo iż Pryzmat proponował im pokojowe rozwiązanie, to zdecydowali się oni na walkę. - Obywatele. Dzisiejszego dnia muszę poinformować was o przykrej sytuacji. Wczoraj w nocy doszło do... Rozbicia grupy przestępczej sygnującej się nazwą "Łowcy". Podczas akcji, nasz kraj poniósł wiele strat. Straciliśmy wielu żołnierzy, którzy oddali życie za bezpieczeństwo i lepszy świat dla Psioników - mówi Judith Gray. Ponadto zdeklarowała się, że umożliwi każdemu agentowi, który nie chce podjąć się służby, szansę na wycofanie. Jednak wciąż namawia do walki o kraj i prawa Psioników. - Ktoś musi zbudować lepszy świat. Wierzę, że będziemy to my - dodaje.

Obecnie mamy luty 2023r.
Odczuwalna temperatura to -19°C, pada śnieg i jest straszny mróz.
Każdy, kto podrzuci komuś z administracji na PW/GG link z odegraniem mutacji czy odkryciem nowych zdolności, otrzyma dodatkowy jeden punkt. Za ciekawsze odegrania (bardziej wpływające na otoczenie, inne postacie) zostaniecie nagrodzeni dwoma punktami. więcej informacji tutaj
Dodaliśmy system notatek! Zachęcamy każdego do stworzenia swojego tematu! Tutaj link!

- Zapraszamy do zabawy w anonimowe wyznania. LINK TUTAJ


Poprzedni temat «» Następny temat
Jezioro Coeur d'Arlene
Autor Wiadomość
Admin


Wysłany: 2016-08-10, 16:13   Jezioro Coeur d'Arlene [Cytuj]

Wielkie, sztucznie spiętrzone jezioro polodowcowe otoczone masywami górskimi. Dookoła niego znajduje się las pełen darów natury oraz zwierząt. Poszycie jest średnio zagęszczone, można przez nie bez problemu przejść, jednak warto uważać na niebezpieczne drapieżniki, kryjące się w głuszy. Na jednym z brzegów jeziora leży urocze miasteczko o tej samej nazwie, co jezioro. Niegdyś wspaniałe miejsce na spędzenie wolnego czasu, dzisiaj popadło prawie w ruinę. Niewiele domków w tym miasteczku pozostało zamieszkanych.
 
 
Nancy Campbell
come to me, angel


Wysłany: 2016-08-23, 18:35   
   Multikonta: brak
[Cytuj]

Nigdy nie była wynalazcą, ani rzemieślnikiem, dlatego wytworzenie włóczni było dla niej nie lada osiągnięciem. Z rozbitej butelki zrobiła grot, który żywicą przykleiła do najmocniejszego patyka, jaki znalazła. Z sznurówki zrobiła dodatkowe zabezpieczenie. Nie była to pierwszorzędna broń, nie była nawet odpowiednio długa, ale dawała jej umiarkowane poczucie bezpieczeństwa. Moc jej tego nie dawała. Raz działała, a raz nie. Zwykle w momentach, w których nie powinna. Dlatego przez większość czasu funkcjonowała, jak fascynaci survivalu, jedząc pieczone ryby i owoce, sypiając w jaskiniach i starając się nie złapać żadnej kontuzji.
Miała tutaj względny spokój, mało kto zapuszczał się w te tereny. Nikt nie szukał tu dziecka z nadnaturalnymi zdolnościami. Jeśli o to chodzi, była spokojna. Zwierzęta też nie były szczególnie uporczywe, rzadko widywała te większe od lisa. Miała tylko jedno spotkanie z niedźwiedziem, ale oboje byli nim tak samo zaskoczeni i szybko udali się w swoje strony.
Zapach wody czuła już od dłuższego czasu, a wizja nocy spędzonej nad jeziorem bardzo kusiła zmęczoną, spragnioną odpoczynku szesnastolatkę. Widok spokojnej, gładkiej tafli jeziora przyniósł jej niespodziewaną ulgę. Rozejrzała się ostrożnie. Ani żywej duszy. Zsunęła z siebie plecak, buty i skarpetki i weszła do wody. Dawno się nie kąpała. Dawno nie czuła chłodu na całym ciele, dawno nie czuła jakiegokolwiek odprężenia, nie miała chwili relaksu. Dlatego nie zastanawiając się dłużej, rozebrała do naga i weszła do wody, głębiej, czując pod stopami twardą, gładką powierzchnię kamieni. Stała tyłem do kamienistej plaży, po pośladki w wodzie, wpatrzona w drugi brzeg. Ani żywej duszy.
_________________
    I swear I saw an angel
    but I was too weak to come closer
    blinded by its glow and
    before i knew
    it faded out



    so come to me angel
    and I swear I'll make a move
    it's way too dark out here
    and I need your glow to glow
    I need your glow to glow
 
 
Sam Hawke


Wysłany: 2016-08-23, 19:16   
   Multikonta: Nope
[Cytuj]

Las był mój. A przynajmniej od dłuższego czasu stał się dla mnie domem. Jest o wiele ciężej przetrwać tutaj, w dziczy, niż w mieście, do którego przywykłem, ale przynajmniej tutaj nikt nie usiłuje rozerwać mi bębenków usznych tym cholernym szumem. Tutaj o wiele trudniej zdobyć jedzenie i picie, nie ma żadnego sklepu, który po zmroku można by napaść, ale radzę sobie, jakoś. Zaopatrzony w nóż kuchenny nie jest jednak wcale łatwo. Ile dałbym za jakąś kuszę, albo chociaż cokolwiek czym dałoby się rzucić, kiepsko radzę sobie w bezpośrednim starciu, nawet z głupią wiewiórką, a zabijanie jeży jest nieopłacalne, za mało mięsa, ale przynajmniej kolców można później użyć w walce, albo jako wykałaczki, jak kto woli. Mam już jedno całe opakowanie po chipsach tych kolców w czarnym plecaku i jeszcze do niczego się nie przydały. przesuwam między palcami jedną z kart, dziesiątka pik, idąc przed siebie, w stronę jasnej wody, do której próbuję się dostać od dłuższego czasu. Stok był za stromy, by tak po prostu sobie tam wskoczyć. Kiedy zbliżam się do kamienistej plaży, unieruchamia mnie plusk wody. Ktoś tutaj jest. Wyjmuję z bocznej kieszeni bojówek, moją najbardziej bitewną talię kart i skradam się cicho w stronę niskiej dziewczyny. Blondynki. Musi być taka jak ja. Co inaczej robiłaby w tej kompletnej dziczy? Próbuję być cicho, jednak moje skradanie jest dość nieudolne, bo następuję na gałąź, która pod naciskiem moich ciężkich butów, wydaje głośny dźwięk chrupnięcia. Dopiero teraz zauważam gładką skórę jej nagiego ciała. Zaciskam zęby. Tak długo byłem sam, że nie wiem co powiedzieć. Zwłaszcza, że dziewczyna jest naga, a w moich spodniach lekko porusza się pewna część ciała, której ona pewnie nawet nigdy nie widziała. Nie stoję daleko od niej, bo potrafię rozpoznać, że na pewno jest młodsza ode mnie.
- Bądź spokojna, nic ci nie zrobię - Mówię na tyle głośno, żeby mnie usłyszała - O ile oczywiście ty nic nie zrobisz mnie - Dodaję szybko, nie chowam jednak jeszcze talii kart. Lekko przesuwa się między moimi dłońmi, a ja biorę głębszy wdech, by w razie czego szybko uruchomić barierę, która wychodzi mi całkiem nieźle.
 
 
Nancy Campbell
come to me, angel


Wysłany: 2016-08-23, 20:31   
   Multikonta: brak
[Cytuj]

Czuła się dobrze. Niemal swobodnie, była niemal rozluźniona. Niemal uśmiechała się do samej siebie. Delikatnie przesuwała palcami po chłodnej tafli wody, zastanawiając się, czy nie rozbić tu obozu na stałe, skoro jest tu tak cicho i spokojnie. Kilka metrów od niej zaraz pod powierzchnią wody błysnęła szczerozłota w słońcu łuska jakiejś sporej ryby. Nad jeziorem szybował niewątpliwie drapieżny ptak, bo skrzydłami machał rzadko, jakby leniwie.
Niedługo jednak trwał jej spokój, bo po kilku chwilach kąpieli zastygła w pół kroku. Zrobiło jej się gorąco, a kula strachu wpadła do żołądka, nieprzyjemnie uświadamiając jej, jak bardzo była bezbronna. TRZASK zabrzmiał w jej uszach, jak wybuch, odwróciła się błyskawicznie i nie od razu zrozumiała swój błąd. Ujrzała chłopaka, stojącego kilka metrów od linii wody. Ciemnowłosego, o krępej, przyjemnej dla oczu budowie. Kiedy tylko dotarło do niej, że właśnie zaprezentowała mu się w pełnej okazałości, odwróciła się i kucnęła w wodzie, obejmując się ramionami. Wcześniej jej nieduże piersi, zakończone sutkami podobnymi do noska małego zwierzątka, zamigotały przed oczami nastolatka, a obraz ten miał go prześladować jeszcze przez wiele dni.
Nie zapiszczała, nie krzyknęła. Tylko zaczerwieniła się, niczym piwonia, a rumieniec ten objął nie tylko jej twarz, ale i szyję i dekolt. Była naprawdę skrępowana i naprawdę zszokowana. Jej serce biło, jak szalone, szeroko otwarte oczy wbiła w wodę, starając się jak najszybciej zebrać myśli. Co on tu robił? Wyglądał na trochę starszego od niej, ale niewiele. W dłoniach przekładał coś, co wyglądało na karty do gry, ale uznała, że jej się przewidziało. Nie wyglądał groźnie. Wyglądał cholernie dobrze, w promieniach słońca, o twarzy poważnej i zaskoczonej.
- To ja jestem tutaj tą nieuzbrojoną. - powiedziała, siląc się na spokój. Wiele energii poświęciła, żeby jej głos nie drżał i nie brzmiał histerycznie. W zasadzie jej się udało, ale hart brzmiał jednak trochę sztucznie. Odwróciła się bardzo powoli, a spływająca po jej ciele chłodna woda jeszcze dokładniej zaznaczała jej kształty. Nie byłaozr jakoś szczególnie zgrabna. Schudła w ostatnim czasie sporo, kości biodrowe wystawały jej spod jasnej skóry. Ale brzuch miała płaski, uda szczupłe. Kulka mokrych, ciemnych włosów na jej łonie sprawiała, że wyglądała po prostu, jak młoda kobieta. O gładkiej, niemal białej skórze, długich kręconych włosach i ślicznej, niewinnej twarzy.
- Odwrócić się. - poleciła. - Proszę. - Dodała po sekundzie, a tym razem w jej głosie zabrzmiała błagalna, drążca nuta. Zrobiła kilka kroków w stronę swoich rozrzuconych w nieładzie ubrań dopiero, kiedy chłopak zrobił to, o co prosiła. Ubrała się szybko, nie patrząc w stronę nieznajomego. Wzięła do ręki włócznię, zarzuciła na ramię plecak i energicznie odwróciła się do intruza.
- Więc? Tobie też nagle zachciało się wędrówki po lesie, co? - spytała żartobliwie, a uśmiech na jej twarzy nie sugerował, że przed chwilą stało się coś niezwykłego.
_________________
    I swear I saw an angel
    but I was too weak to come closer
    blinded by its glow and
    before i knew
    it faded out



    so come to me angel
    and I swear I'll make a move
    it's way too dark out here
    and I need your glow to glow
    I need your glow to glow
 
 
Sam Hawke


Wysłany: 2016-08-24, 15:49   
   Multikonta: Nope
[Cytuj]

Wpatruję się w ciało młodej dziewczyny, jak jakiś szczeniacki podrostek. Ale trudno mi oderwać wzrok od prawdziwego dziewczęco ciała, którego nigdy wcześniej w życiu nie widziałem. Byłem za młody, gdy zachorowałem na OMNI, a potem, w obozie izolowano nas od płci przeciwnej. A potem izolowałem się ja sam od wszystkich ludzi, którzy mogliby poznać moją małą, słodką tajemnicę. Jej małe piersi, zupełnie naturalne, w przeciwieństwie do magazynów dla dorosłych, które jakiś czas temu udało mi się dostać w swoje ręce, wywołują we mnie dreszcz podniecenia. Wygląda jakby była zupełnie nierzeczywista, blada i naga w jeziorze, z jasnymi, długimi włosami spływającymi po jej smukłym ciele. Przyjaciel w moich, na szczęście luźnych, spodniach znów porusza się podekscytowany widokiem, jaki wysyłają mu oczy. Jedna z kart wykonuje kolisty ruch wokół mojej ręki i wiem, że jest to zasługa mojej mocy, która przez emocje nagle budzi się bez mojej interwencji. Odwracam się szybko, gdy dziewczyna o to prosi. Zwilżam językiem suche wargi, gdyż czuję się nagle, jakbym nie pił od kilku dni. Mimo jej prośby odwracam się na chwilę, dokładnie wtedy, gdy lekko wypina swoje małe, gładkie pośladki, wkładając bieliznę i spodnie. Przełykam ślinę i odwracam się natychmiastowo. Narząd w moich spodniach zupełnie stracił nad sobą kontrolę i tworzy lekkie wybrzuszenie w materiale spodni. Ściągam bluzę i przewiązuję ja sobie wokół pasa, by ukryć dowód jego zdrady, wobec reszty mojego ciała. Wkładając plecak odwracam się z powrotem do dziewczyny, słysząc jej głos. Ściskam w dłoni talię kart, by nie ważyła się wyrwać przed siebie.
- Wędrówka, ha? - Pytam z wyczuwalnym sarkazmem - W totalnej głuszy? Ile tak wędrujesz? - Pytam lekko uniesionym głosem. Nie znoszę kłamców. Chociaż jej słowa o nieuzbrojeniu... Może to zwykła zielona. Albo podstępna pomarańczowa, która czeka tylko, aż podejdę i pozwolę się dotknąć. Wszystkie moje mięśnie napinają się, gdy pytam - Jesteś nastolatką i żyjesz. Zielona? A może pomarańczowa? Masz mnie za głupca? - Zdenerwowanie pojawia się najpierw w moich dłoniach, które lekko zauważalnie drżą.
 
 
Nancy Campbell
come to me, angel


Wysłany: 2016-08-24, 20:31   
   Multikonta: brak
[Cytuj]

Czuła na sobie jego spojrzenie. Nie dziwiło jej to w żaden sposób, w jakimś sensie nawet jej schlebiał jego łakomy wzrok. Nigdy wcześniej nie spotkała się z takim rodzajem zainteresowania jej osobą. Spodobało jej się to, chociaż wprawiło w jeszcze większe zakłopotanie i naprawdę się cieszyła, że cała ta niedorzeczna scena dobiegła końca. Stała już przed nim zupełnie ubrana, choć czując wciąż dziwaczne napięcie między innymi dwójką.
Nancy zaskoczyło, że nieznajomy nie zrozumiał jej żartu. Nigdy nie odniosła wrażenia, że jej poczucie humoru jest w jakiś sposób zepsute, nieodpowiednie, czy niezrozumiałe. Wytłumaczyła sobie, że to zapewne przez sytuację, w jakiej się znaleźli. Przez to, że musiał walczyć o przetrwanie, każdego dnia żył w niepewności, czy ten dzień nie jest dla niego ostatnim. Może dlatego nie zrozumiał, że dobrze wiedziała, kim jest i w żartach zbagatelizowala ich walkę o przetrwanie do włóczenia się po lesie w celach rekreacyjnych. Może to naprawdę było mało zabawne i to z nią nie wszystko było w porządku? Sproważniała, kiedy oskarżył ją o oszustwo. Dotknęło ją to, więc skrzywiła się lekko. Nie mogła uwierzyć, że ktokolwiek wyczuwa w niej zagrożenie.
- Pudło. Żółta. - sprostowała krótko, a na dowód tego, zbliżyła do siebie dwa wskazujące palce i przepuściła między nimi maleńką błyskawicę, długości dziesięciu centymetrów, niewiele grubszą od ludzkiego włosa. Ale jasną i nienaturalnie dobrze widoczną, w pełnym słońcu letniego popołudnia.
- Jestem Nancy i nie mam cię za głupca. Niecały rok temu uciekam z obozu po tym, jak złapano mnie tam ponad dwa lata temu. W tych okolicach jestem od mniej więcej dwóch tygodni, dokładnie nie wiem. - wyjaśniła, po czym wyciągnęła w jego stronę drobną, jasną dłoń, w geście powitania. Miała nadzieję zdobyć chociaż powierzchowne zaufanie chłopaka, źle się czuła, kiedy patrzył na nią, jakby oczekiwał, że zaraz rzuci nim o ziemię i zamorduje w jakiś wyjątkowo bolesny sposób. Nie była taką osobą. Sama nie podejrzewała żadnego podstępu.
_________________
    I swear I saw an angel
    but I was too weak to come closer
    blinded by its glow and
    before i knew
    it faded out



    so come to me angel
    and I swear I'll make a move
    it's way too dark out here
    and I need your glow to glow
    I need your glow to glow
 
 
Sam Hawke


Wysłany: 2016-08-27, 13:29   
   Multikonta: Nope
[Cytuj]

Dopiero kiedy spoglądam uważnie na jej ładną twarz, zauważam, że pragnęła tylko zażartować sobie po tej niesamowicie wstydliwej sytuacji. Jej policzki nadal lekko są zaróżowione od tego jak przyłapałem ją kompletnie nagą. Znów zwilżam językiem spierzchnięte wargi, czując się jak ostatni idiota. Musiała pomyśleć o mnie, jak o jakimś niezrównoważonym dupku, który nie ma ani krzty humoru.
- Przepraszam - Wyrywa się z moich ust, nim zdążę to przemyśleć - Podróżuję sam od tak długiego czasu, że chyba wyparował mi już jakikolwiek dobry humor- Mówię, starając się by emocje się we mnie nie nagromadziły. Ostatnim, czego bym chciał, jest nieświadome skrzywdzeni tej kruchej istoty przede mną. Ma na sobie znoszoną odzież, która na jej wychudzonym ciele wygląda jakby była za duża o rozmiar, albo dwa. Moja ręka lekko drgnie, gdy przez palce przepuszcza błyakawicę. Żółta. Żółci też potrafili być równie niebezpieczni jak czerwoni. Mimo to na moich ustach pojawia się lekki, przyjazny uśmiech.
- Niebieski - Odpowiadam. A na dowód tego trzy karty kuglarskie, bez figur, opatrzone tylko kolorami, czerwonym, żółtym i niebieskim, wymykają się z jednej z licznych, bocznych kieszeni moich bojówek i lekko okręcają się wokół mojego nadgarstka mojej lewej ręki, a potem lądują na mojej dłoni. Talię do zadań specjalnych zdołałem już schować do jednej z kieszeni.
- Na imię mi Sam. Wydostałem się z obozu ponad rok temu, ale w lesie radzę sobie dopiero od kilku tygodni.
Nancy. Ślicznie imię, pasuje do niej. Ściskam lekko jej dłoń, jakby nie było to zaledwie przywitanie, a obietnica dalszych przygód.
 
 
Nancy Campbell
come to me, angel


Wysłany: 2016-08-28, 09:00   
   Multikonta: brak
[Cytuj]

A więc to Niebieski. Kolejny w jej życiu osobnik zdolny poruszać przedmiotami wyłącznie siłą własnego umysłu. Imponowała jej jego sztuczka, musiała przyznać przed samą sobą. Czym w porównaniu z kartami obracającymi się wokół nadgarstka, niczym jakaś szczególnie wymyślona biżuteria jest marne przypuszczenie ładunku elektrycznego przez dwa palce? Poczuła się głupia i słaba w porównaniu ze swoim kolegą. W dodatku miał takie ładne, krótkie imię, które sprawiło, że zdecydowała się zaryzykować i go polubić.
Właściwie to nie wiedziała, co teraz powinna zrobić. Przecież wcale nie znała tego chłopaka, mimo jego pobieżnych wyjaśnień. Mieli teraz, jak gdyby nigdy nic iść razem i zacząć się wspierać, pomagać sobie, razem radzić z przeciwnościami losu? Może tak to się odbywało, nie wiedziała. Nie to, żeby wizja drugiej pary oczu, czuwającej nad nią, zabezpieczającej tyły i pomagającej przygotować coś bardziej zjadliwego z ryby, kilku ziół i garści jagód, nie kusiła jej i nie pokrzepiała. Po prostu zaskoczyło ją, że w sumie wszystko zostało już postanowione. Nie miała nic przeciwko Samowi, wolała mieć po prostu wybór. Musieli się teraz albo pozabijać, albo zacząć wędrować razem i spróbować się nie pozabijać. Uśmiechnęła się delikatnie do swoich myśli, właściwie to tylko uniosła lekko kąciki ust, a w jej oczach zamigotało rozbawienie. Tylko na ułamek sekundy.
- A więc, Sam, zdradź mi, czy lubisz sushi? Jeśli nie, to mam nadzieję, że masz lepsze pojęcie o rozpalaniu ognia, niż ja. - uśmiechnęła się do niego, jakby z zażenowaniem, ale i jakimś dziwnym, babskim uporem.
- Więc? Masz jakieś propozycje, co powinniśmy teraz robić, poza "nie dość się zabić?" - spytała i mową ciała dała mu do zrozumienia, że chciałaby ruszać.
_________________
    I swear I saw an angel
    but I was too weak to come closer
    blinded by its glow and
    before i knew
    it faded out



    so come to me angel
    and I swear I'll make a move
    it's way too dark out here
    and I need your glow to glow
    I need your glow to glow
 
 
Mistrz Gry


Milion lat

Mistrz Gry



Wysłany: 2016-08-29, 00:14   
   Multikonta: Admin
[Cytuj]

Wiatr cicho szumiał wśród drzew, a okolica wydawała się całkiem spokojna. Promienie słoneczne odbijały się od tafli jeziora, barwiąc ją na złoto. Zapowiadała się spokojna noc, jednak czy na pewno?
Krzaki niedaleko dwójki poruszyły się, a po chwili wyszedł z nich średniej wielkości, bardzo wychudzony kundelek, który na widok ludzi lekko się skulił i zapiszczał machając nieśmiało ogonem. Wyglądał na niegroźnego i bardzo głodnego. Wbił smutne oczy w dwójkę, która stała koło jeziora, mając nadzieję, że może zlitują się nad nim i dadzą mu jakieś resztki jedzenia.
 
 
Sam Hawke


Wysłany: 2016-08-31, 14:33   
   Multikonta: Nope
[Cytuj]

Nie jestem jeszcze pewny tego, czy chcę z kimś podróżować. To kolejna, choć śliczna, buzia do wykarmienia, ktoś o kogo będę się musiał prędzej czy później zatroszczyć. Już teraz patrząc na jej drobną, wychudzoną sylwetkę myślę o tym, by załatwić jakieś jedzenie, bo wygląda strasznie. I przerażają mnie to myśli to właściwie jeszcze nie myślałem nigdy o nikim w taki sposób. Zawsze byłem samotnikiem, wolałbym się nie przywiązywać.
Ale jak widać wszystko już postanowione, kiedy dziewczyna wypowiada kolejne słowa, a potem lekko przenosi ciężar ciała z jednej nogi na drugą, by ruszyć dalej. Nie wiem co o tym myśleć. Dziwi mnie, że przyszło jej to tak łatwo, tak prosto.
- W plecaku mam zapałki - Odpowiadam spokojnie. Udało mi się pożyczyć z jakiegoś sklepu kilkanaście pudełek, choć zostały mi już zaledwie cztery, już dawno mnie nie było w mieście, usiłowałem nauczyć się życia w lesie.
Już mam jej odpowiedzieć na kolejne pytanie, gdy słyszę szelest w krzakach, jedna dłoń od razu wędruje w stronę kieszeni, a druga instynktownie zasłania Nancy. Jednak zza krzaków wyłania się mała, pokryta brudnym futrem mordka, a potem reszta wychudzonego ciała. Na jego widok mój żołądek kurczy się, a serce jakby gubi rytm. Głęboki żal ściska mnie od środka. Rozsądek mówi mi, że nie powinienem, że to kolejna buzia do wykarmienia, że przecież tyle czasu byłem samotny i było mi dobrze, ale mimo wszystko cmokam cicho i przyklękuję, by mała istotka do mnie podeszła. Nie odzywam się, bo nie wiem co powiedzieć "Zatrzymajmy go", czy "Lepiej go tutaj zostawmy".
 
 
Nancy Campbell
come to me, angel


Wysłany: 2016-09-02, 16:51   
   Multikonta: brak
[Cytuj]

Od momentu, kiedy do jej uszu dotarł szelest liści do chwili, kiedy zobaczyła, co jest źródłem hałasu, minęła najwyżej sekunda. Jednak serce Nancy zdążyło już znacznie przyspieszyć bicie, a gorąca fala niepokoju i strachu zalać wnętrze jej ciała. Była gotowa rzuci się do ucieczki, chociaż nie miała za bardzo dokąd uciekać. Wciąż byli przecież na brzegu jeziora, odcięci od lasu, wystawieni na strzały i skierowane w nich umiejętności. Jej mięśnie zdążyły drgnąć gwałtownie, a oczy zarejestrować ruch ręki Sama, która jakby próbowała zatrzymać ją w miejscu.
Wszystkie negatywne emocje rozpłynęły się jednak tak szybko, jak się pojawiły. To pies. Zwierzę wyglądało na jeszcze bardziej bezbronne, niż jeszcze przed chwilą była naga Nancy, stojąca po kolana w wodzie. Brudne futro miał potargane, obszarpane, a miejscami go brakowało. Chuda, żałosna sylwetka czworonoga chwyciła blondynkę za miękkie, wielkie serce i zrobiła krok w stronę zwierzaka. Kucnęła, żeby znaleźć się bliżej jego poziomu i móc mu się lepiej przyjrzeć.
- Tak dawno nie widziałam psa... - powiedziała spokojnie, patrząc na burka, ale słowa z pewnością kierując do Sama. Zanim się zniżyła, spojrzała mu w oczy, a w jej własnych można było odnaleźć niepokój i podniecenie.
_________________
    I swear I saw an angel
    but I was too weak to come closer
    blinded by its glow and
    before i knew
    it faded out



    so come to me angel
    and I swear I'll make a move
    it's way too dark out here
    and I need your glow to glow
    I need your glow to glow
 
 
Mistrz Gry


Milion lat

Mistrz Gry



Wysłany: 2016-09-03, 22:24   
   Multikonta: Admin
[Cytuj]

Pies cieszył się na miłe przyjęcie przez ludzi. Mimo to dalej trochę się kulił i niepewnie podszedł machając dziko ogonem. Kiedy był bliżej koniecznie chciał polizać Nancy. Nie było mu to dane, ponieważ zza krzaków dobiegł wszystkich wściekły, męski wrzask.
- Gdzie ten durny kundel polazł?!- Po którym zaraz mogli usłyszeć szybkie, kroki zmierzające w ich kierunku. Mężczyzna widocznie nie robił sobie nic z tego, że zachowuje się jak słoń w składzie porcelany. Co chwilę było słychać szelest liści i trzask suchych gałązek, które pękały pod jego ciężarem. Jeśli dwójka PSI pozostała w miejscu, mogła zobaczyć jak z krzaków, z których przed kilkoma minutami wyłonił się pies, wychodzi postawny mężczyzna, niosący strzelbę na plecach. Wyglądał jak typowy drwal. Był ubrany w brudne spodnie o luźnym kroju, czarną podkoszulkę i narzuconą na to czerwoną, flanelową koszulą w kratę. Broda i włosy wyglądały tak, jakby ich nie mył od dłuższego czasu. Całą swoją aparycją wskazywał na to, że nie jest zbyt miłym człowiekiem. Widząc psa podszedł do niego z furią wymalowaną na twarzy.
- No już, durny kundlu, jazda do domu, bo jak cię kopnę to zaraz się tam znajdziesz!- Ponownie wydarł się na psa, który skulił się u jego nóg i zaczął piszczeć. Pies zachowywał się jakby błagał o wybaczenie i litość. Jednak właściciela to nie ruszyło i po chwili zamierzył się do kopniaka. W końcu przecież uprzedzał tego głupiego psa, że jak się nie ruszy to dostanie kopa, a on nie rzuca słów na wiatr.
 
 
Saga Bledsoe


16

słoneczko




Wysłany: 2016-10-18, 15:45   
   Multikonta: Sum, Jo
[Cytuj]

Jezioro opustoszało i już od dłuższego czasu było to dość spokojne miejsce. No i oczywiście idealna miejscówka dla dwójki przyjaciół i ich popsutego samochodu. Saga już przymierzała się do naprawienia go od kilku dni, jednak nie potrafiła wprowadzić się w odpowiedni stan. Wiedziała, że da sobie radę z naprawieniem go, jednak cholernie obawiała się tego, że mogła zepsuć go jeszcze bardziej. W sensie... No, coś mogło pójść nie tak i powiedzmy znowu wysiądzie im po kilku kilometrach. Przez jej cholerne spięcia.
Musiała więc wprowadzić się w odpowiedni, spokojny nastój, więc już od kilku dni codziennie wychodziła z auta wcześniej, kiedy Marshall jeszcze spał. Czytała książkę na jednym z pniaków leżących nieopodal jeziora i próbowała zrozumieć zależności jej głowa i emocje - jej moce. Zawsze było tak, że nie mogła wykrzesać z siebie niczego pożytecznego kiedy była wyczerpana albo zestresowana. Jej Żółte moce zdawały się być wtedy zupełnie bezużyteczne. Za to gdy napędzał ją strach bądź gniew... Strzelała piorunami na prawo i lewo i nie mogła tego powstrzymać. Jednak musieli ruszyć się z tego miejsca i jechać dalej, wciąż przed siebie. Nie mogli pozwolić sobie na to, prawda? W końcu byli na celownikach SSP, szukali ich żołnierze, próbując znowu zaciągnąć do obozu. A to nie był ich wymarzony los.
Saga powoli wdrapała się na pień i rozsiadła z książką. Musiała się uspokoić, prawda? To przede wszystkim. Nic im się nie stanie - już niedługo odjadą stąd, znajdą jedzenie, pitną wodę i wcale nie stracą życia w środku tego cholerstwa jakim było Idaho.
Byli głodni. I to bardzo. Zapasów starczy im zapewne jedynie na dzisiejszy dzień i to i tak na styk. Woda? Też stali z nią kiepsko. Jeśli dzisiaj się nie ruszą, to już chyba nigdy. Bo oczywiście wykitują tutaj z głodu, zimna... I tak dalej... Na całe szczęście mieli jakąś broń. Co prawda Marshall miał. Stary scyzoryk z nożem i innymi gadżetami, który udało mu się znaleźć na jakiejś stacji benzynowej. Saga niestety nie dysponowała niczym innym prócz książkami, które czasem sprawdzały się jako podpałka do ogniska. Jednak kiedy trzeba było wykonać coś takiego, to odchodziła od obozu, byleby nie widzieć palących się książek. Tam, gdzie książki palą, niebawem także ludzi palić będą. Choć wiedziała, że akurat w takim wypadku to konieczność.
_________________





Mała zamiana! Sagą gra Summ, a Lynn jest Val.
 
 
Marshall Dowell


18

Niebieski




Wysłany: 2016-10-19, 19:07   
   Multikonta: -
[Cytuj]

Samochód znowu wysiadł. I to jeszcze w takim miejscu! Niby nie było jakieś nadzwyczajne dziwne, inne. Nie po tych miejscach w których byli. Z początku próbował przy użyciu mocy poruszać samochodem do przodu. Rezultat? Wytrwał w tym jedynie piętnaście minut jak nie mniej. Oczywiście mógł użyć jeszcze innych mocy, ale po prostu wolał by samochód naprawić. Był pewny, że Saga sobie z tym poradzi i to bardzo dobrze, ale nie chciał jej namawiać zbytnio. Był pewny, że to zrobi jak uzna że jest już gotowa. Nie miał bladego pojęcia o co chodzi! Zazwyczaj rozumiał ją bardzo dobrze, rozumiał ją nie używając nawet słów, byli bardzo bliscy siebie. No bo przecież była jego najlepszą przyjaciółką i jak mogło być inaczej?! Czy w obliczu zagrożenia też z tym tak by zwlekała? Cieszył się, że jest tu. Miał przy sobie ją i niczego mu więcej do szczęścia nie było potrzeba, ale wiedział, że nie mogą być w tym miejscu wiecznie. Kilka dni owszem, ale nie więcej! Nie okazywał niepokoju przy dziewczynie, to by nic nie dało, widział w jej oczach jak bardzo się stara, czasami nawet przerażenie i obawę.
Kiedy się przebudził zauważył, że jest sam. Przeraził się nie na żarty. A co jeśli coś się stało?! Od razu wyszedł z auta gdzie spał by poszukać dziewczyny. Widząc ją przystanął i przyjrzał się jej. Czytała książkę. Obawiała się, że pewnego razu spali je wszystkie? Naprawdę nie chciał, ale nie potrafił dać jej tyle ciepła ile chciał. Noce były coraz zimniejsze, a on nie był czerwonym, niestety. Musiał to robić. Miał tylko nadzieję, że pewnego dnia to zrozumie. Podszedł to niej bliżej jak najciszej by jej nie przeszkadzać, ale nie chciał jej też przestraszyć więc odchrząknął dość cicho. Usiadł obok i posłał jej uśmiech.
- Dlaczego kolejną noc budzę się kiedy ciebie nie ma przy mnie?! Za każdym razem straszysz mnie tak samo. - powiedział jej udając, że jest zły, naburmuszony. Wiedział, że zrozumie, że żartuje chociaż naprawdę się źle czuł wiedząc, że jej nie ma obok.
 
 
Saga Bledsoe


16

słoneczko




Wysłany: 2016-10-19, 19:50   
   Multikonta: Sum, Jo
[Cytuj]

- Uh, przepraszam! - powiedziała, od razu zamykając książkę i spoglądając prosto w jego gigantyczne ślepia. No tak. Był zły, ale jakże uroczo wyglądał. Oczywiście, że Saga wielokrotnie wolała zostać z nim w samochodzie, śpiąc na pace, ale to było koszmarnie męczące. Ile można leżeć obok jednej osoby, której w dodatku nie możesz dotknąć? To dopiero były katusze. Dziewczyna lekko się zarumieniła, dodając po chwili:
- Nie gniewaj się na mnie. Po prostu um, chciałam zająć się tym cholernym samochodem, ale nie mogę za nic się skupić - wyjaśniła mu, spoglądając na okładkę książki i delikatnie przejeżdżając po niej palcami. Cholerne ręce. Do tej pory czuła, jak bardzo pieką ją te miejsca między palcami. Nic dziwnego, że dłonie były szorstkie i popękane - ciągłe przebywanie na dworze i praca nimi nie sprzyja ich kondycji. No trudno. Schowała je do kieszeni starej kurtki, którą znalazła jakiś czas temu. Lekko uśmiechnęła się do swojego kompana, dodając:
- To co, nie jesteś zły? Jeśli nie, to chyba pora na coś do zjedzenia - powiedziała.
_________________





Mała zamiana! Sagą gra Summ, a Lynn jest Val.
 
 
Marshall Dowell


18

Niebieski




Wysłany: 2016-10-19, 23:07   
   Multikonta: -
[Cytuj]

A więc podjęła próbę naprawy auta? To dobrze, nawet bardzo. Zrobiłaby mu wielką niespodziankę gdyby się udało. Jeśli tak się nie stanie to będzie musiał coś wymyślić. Dziwił się, że jeszcze nie wiedzieli gdzie się znajdują. Nigdy by nie chciał mieć takiej pracy jaką on mieli. Przecież to musiało być bardzo nudne a w dodatku okrutne. Tyle pracy w poszukiwaniu dwojga czy nieco większej grupy dzieciaków! Niby taka praca no ale bez przesady. Nie, nie była to najgłupsza praca jaką znał. Nie znajdowała się na liście dziesięciu najgłupszych zawodów świata. Nie, nie miał takiej listy, ale tworzył ją w głowie od jakiegoś czasu. Często zmieniała kolejność, ale nie teraz. Teraz ciągle była taka sama.
Spojrzał na książkę i uniósł lekko brew. to miało jej pomóc? Oh, żeby się tylko nie zawiodła! Kiedy schowała ręce do kieszeni wziął książkę i przekartkował ją kręcąc głową ledwie co dostrzegalnie. Miał już zażartować czy czasem by coś z nią nie zrobić, ale uznał to za głupi pomysł i to nawet bardzo! Z rana nie ładnie było w ten sposób żartować i to w ten sposób. Dziewczyna doskonale wiedziała, że nigdy w życiu nie przeczytał żadnej książki. Nie krył się z tym nawet zbytnio, ale nieliczni tylko wiedzieli o tym.
- Myślę, że to dobry pomysł. Zjesz, nabierzesz siły i może ci się uda. Spokojnie, nie będę ci wtedy przeszkadzał. Pójdę na mały spacer- powiedział wiedząc, że nie chciała przy nim używać mocy. Bała się go? Może to coś z nim było nie tak. Nie, wcale się nie martwił. Ale co jeśli tak było.. Chciał popatrzeć jak to robi, ale nie było takiej możliwości. Wstał pierwszy i razem z książką ruszył naprzód wolno tak by mogła się dołączyć.
- Nie gniewam się, ale mam nadzieję, że długo tam nie siedziałaś sama.
 
 
Saga Bledsoe


16

słoneczko




Wysłany: 2016-10-20, 22:43   
   Multikonta: Sum, Jo
[Cytuj]

- Nie musisz! - dodała od razu, nie chcąc tracić swojego kompana z oczu nawet na moment. Bała się tego i to dość mocno. Cóż, to chyba nic dziwnego, że martwiło ją to, że chłopak się oddalał? Może nie była jakoś specjalnie silniejsza niż on, jednak z pewnością wolała mieć go na widoku. Mimo iż był starszy, to usmażyłaby każdego, kto mógłby mu zagrozić. No cóż, a ponoć to faceci się tak zachowują...
- Zostań tutaj. Możesz tutaj zostać. Tak byłoby lepiej - powiedziała, a na jej twarz wpłynął lekko nieśmiały uśmiech, połączony z soczystymi rumieńcami na policzkach.
- Ja zajmę się naprawą auta. Nawet teraz - wzięła swoją książkę i położyła ją na kamieniu, następnie ułożyła dłonie na swoich kolanach i zaczęła wpatrywać się w kaczki, które pływały na jeziorze. Lekko się rozmarzyła i lekko przechyliła głowę na prawo. Żałowała, że nie mogła dłużej wpatrywać się w ten cholernie ładny widok. Było jak ukojenie dla jej duszy - przez większość czasu musiała bezustannie uciekać i martwiła się o każdy kolejny dzień. A teraz? Miała wreszcie chwilę czasu by usiąść i pomyśleć nad tym, co ją otacza. A było to takie ładne. Nie było chyba lepszego miejsca na zepsucie się silnika.
- Hej, hej! - wstała zaraz za nim, szczególnie, że zwinął jej książkę! Ale oczywiście bardziej chodziło o co innego - wiadomo.
- Nie będę już siedziała tyle sama. Znaczy... Nie myśl, że nie chcę z Tobą spędzać czasu. Nic z tych rzeczy - popatrzyła na niego i znowu się uśmiechnęła. No przecież nie powie mu, że serce wali jej jak szalone, gdy jest zaraz obok niego? Dziękowała temu na górze, że Marshall to nie pomarańcza.
- Musisz coś zjeść. Jadłeś coś już dzisiaj?
_________________





Mała zamiana! Sagą gra Summ, a Lynn jest Val.
 
 
Marshall Dowell


18

Niebieski




Wysłany: 2016-10-21, 21:17   
   Multikonta: -
[Cytuj]

Zaskoczyła go jej gwałtowna reakcja. Nie spodziewał się tego, naprawdę. Nie mógł aż powstrzymać uśmiechu. Czego się spodziewał tak naprawdę? Skinięcia głową, potwierdzenia jego słów? Nie znał jej od dziś, domyślał się jak może to odebrać. Bała się o niego, że coś mu się stanie. Nigdy się nie bała o ciebie tylko o niego, wiedział to. Miał to samo, ale w jego wypadku to chyba normalne, prawda? Troszczył się o bliską mu osobę. Przyjaciółkę. Kogoś kogo kochał całym sercem.
- No skoro tak prosisz ładnie to zostanę. Nie ma problemu, Sago- szturchnął ją nieco i się uśmiechnął do niej. Troszeczkę mu ulżyło. Będzie miał ją na oku jeśli pójdzie coś nie tak. Ale co mogłoby się stać?!
Naprawa auta mogła jeszcze trochę poczekać. Nic nie powiedział zwłaszcza po tym kiedy zaczęła się wpatrywać rozmarzonym wzrokiem w kaczki. Ciekawe o czym myślała w tym momencie. Zgadywał, że chciała być o wiele ładniejszym miejscu niż to co teraz byli. Może nie na tyle ładniejszym jak innym. Tu było tak bardzo dziwnie jego zdaniem.
- Naprawa może poczekać, kochana- powiedział i się uśmiechnął kiedy ruszyła prędzej za książką niż za nim. Takie przyciąganie. To było niesamowite. Czy każda dziewczyna tak reagowała? Cóz... może kiedyś z jakąś powinien pobawić w "znajdź książkę". Wątpił by każda tar reagowała, Saga była wyjątkowa.
- Jadłem juz- skłamał. Naprawdę rzadko ją okłamywał, ale jedzenie sie kończyło. I to za szybko. Musiał, po prostu musiał tak postąpić. - Ale ty musisz coś zjeść!
 
 
Saga Bledsoe


16

słoneczko




Wysłany: 2016-10-22, 14:26   
   Multikonta: Sum, Jo
[Cytuj]

- Zjem jak skończę naprawę - powiedziała z uśmiechem i podwinęła rękawy kurtki. Oo tak, to był czas na działanie. Nie mogła już dłużej czekać. Zapewne Marshall ją lubił. Wiadomo. Jednak czuła aurę, która unosiła się między nimi i odbierała ją jednoznacznie - z pewnością jest wkurzony. Zły, że muszą tu siedzieć, że utknęli, że Saga się tak ociąga. To zrozumiałe... W końcu ile można siedzieć w lesie? Już pomijając kwestię deszczu i innych rzeczy. To było po prostu niebezpieczne, nic więcej.
- Chodźmy, dobra? Spróbuję coś z tym zrobić - uśmiechnęła się nieśmiało i złapała za swoją książkę, którą trzymał w dłoni. Delikatnie ją wysunęła i podała mu dłoń. A było to tak bardzo nieśmiałe i urocze, że chyba nawet dzieciaki w przedszkolu chętniej łapią się za rączki. No ale taka już była. Zawsze stresowały ją rzeczy tego typu - szczególnie w przypadku Marshalla. Nie, w sumie to tylko w jego przypadku. Pamiętała jak dawniej nieco łatwiej było jej wplątać się w coś. Szczególnie w coś beznadziejnego. A teraz? Tak bardzo bała się, że zachowa się źle, zrobi czy powie coś głupiego... Aż wolała po prostu nie mówić nic i tylko wpatrywać się w twarz swojego przyjaciela. Niestety tylko przyjaciela. Odwróciła skrępowana wzrok i posłała mu kilka... wyładowań elektrycznych prosto w dłoń! Oczywiście nie były specjalnie mocne, ot, podobne do tych zabawkowych generatorów, które trzymało się w dłoni i podawało komuś wtedy rękę. Zabawka wypuszczała wtedy kilka wyładowań, rażąc tego, kto się na to nabrał. To było krępujące, Saga od razu wyrwała dłoń i popatrzyła przerażona na przyjaciela, dodając:
- Przepraszam... Przepraszam, ja nie chciałam!
_________________





Mała zamiana! Sagą gra Summ, a Lynn jest Val.
 
 
Mistrz Gry


Milion lat

Mistrz Gry



Wysłany: 2016-10-23, 17:22   
   Multikonta: Admin
[Cytuj]

-> Lynn

Dziewczyna ocknęła się jakieś dwa dni po całej sytuacji. Czuła niewyobrażalny głód, pragnienie i uczucie chłodu. Ciężko jednak było jej "poczuć" cokolwiek innego. Zupełnie tak, jakby wszystko co do tej pory wiedziała o sobie wyparowało. Jak właściwie się nazywała? Skąd była i dlaczego znalazła się akurat tutaj? To uczucie jedna nie pochodziło "znikąd" - dziewczyna pewnie mogła się domyślić, że jest to następstwo gigantycznego siniaka na jej głowie. Krew była zaschnięta na jej policzku i skroni. No tak, pewnie oberwała. Tylko od kogo, za co i kiedy? Ile czasu tutaj leżała? Nie miała zielonego pojęcia. Jedyne, co dało się zauważyć to to, że ma na sobie sporo ciepłych ubrań, wygodne buty i plecak wypełniony czymś. Powoli zaczęła się budzić i dochodzić do siebie, jednak w jej głowie nadal nie pojawiały się odpowiedzi na te wszystkie pytania. Oczywiście, nadal pamiętała czym są Stany Zjednoczone i jak obliczyć deltę. No i oczywiście, że jest Psi. Ale reszta faktów była jej nieznana. Nie pamiętała niczego związanego z jej osobą. Cóż, trzeba było jednak iść dalej, a po drugiej stronie jeziora wydawało się coś poruszać.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Forum zostało otwarte 2016-15-08. Właścicielką kodu wysuwanego elementu z boku jest corazon. Autorem systemu zakładek jest Noritoshi.
Strona wygenerowana w 0,141 sekundy. Zapytań do SQL: 9