Strona Główna



  • ♣Forum powoli wraca do życia, niedługo zostaną pociągnięte rozgrywki mające na celu zamknięcie niektórych wątków.
    ♣Niedługo powstanie nowa grupa - rząd.
    ♣Niedługo zostanie zmieniony wygląd, do szablonu zostanie dodany nowy skład administracji. Jak na razie z przyjemnych wieści - możemy w nim powitać naszą starą userkę Summer Dawson.
    ♣Zaktualizowany został regulamin rzutów kośćmi.
    ♣Apelujemy o nieco szybsze odpisywanie w tematach - jeżeli ktoś ma podciągnąć fabułę, to jesteście to przede wszystkim wy.
    Obecnie na forum mamy luty, 2023 rok, -5 stopni celsjusza, lekkie opady śniegu.

  • Pryzmat: Nadszedł czas kolejnych zmian. Zniesienie obozów to był zaledwie początek. Prezydent Donovan po miesiącu od zwycięstwa w wyborach, podjęła kolejny spory krok w kierunku uwolnieniu uciśnionych psioników. - Zdecydowałam, że zamykam projekt pryzmat. Psionicy, chociaż mają przewagę z mocami, to jednak dalej dzieci. Nie powinniśmy was wykorzystywać jako ochronę. Dlatego też wysyłam was na osiedle. Będziecie mieli tam zapewnione wszystko, co będzie potrzebne i będziecie mogli tam żyć bez strachu o jutro. - poinformowała ich dalej spokojnym tonem nie przerywając swojego wywodu, nawet jeśli usłyszała okrzyki protestu. Nie zamierzała się ugiąć. Już dosyć krzywdy wyrządzili tym dzieciakom. Starczy tego dobrego, pora im dać trochę wolności i chociaż namiastkę życia, które zostało im brutalnie wyrwane przez epidemię. W związku z powyższym członkowie biorący udział w projekcie, znanym pod nazwą Pryzmat zostali oddelegowani ze służby na zasłużony odpoczynek. Od teraz zamieszkają oni w niewielkim miasteczku położonym niedaleko Denver.


Poprzedni temat «» Następny temat
Jezioro Coeur d'Arlene
Autor Wiadomość
Lynn Gray


17

pomarańczowa




Wysłany: 2016-10-23, 19:00   
   Multikonta: Val, MG
[Cytuj]

Na trzy otwierasz oczy.
Raz.
Dwa.
Trzy.

Leciutko uniosła powieki, choć szczerze mówiąc nie miała na to najmniejszej ochoty. Była niesamowicie głodna, zdawało jej się, że zamarza, a sen wydawał jej się w tych okolicznościach najlepszym wyjściem. Mimo wszystko jakiś wewnętrzy głos, darł się na nią o dobrych pięciu minut, więc postanowiła go posłuchać. Może dzięki temu, wreszcie się zamknie.
O tym, że jest pośrodku niczego, uświadomiła sobie dopiero po tym, gdy usiadła. Jak się tu znalazła? Co się stało? Czemu niczego nie pamięta? Wiedziała jaki mają rok, w jakim kraju się urodziła, ale za nic nie potrafiła sobie przypomnieć własnego imienia. Była potworem, zabójcą, Pomarańczową, Psi...ale imię? Imię pozostawało zagadką.
To amnezja. Przejdzie prędzej czy później. O istnieniu głosu w głowie też sobie nie przypominała. A jednak był. Rusz tyłek, musimy znaleźć schronienie.
- My? - Głos, który wydobył się z jej ust, wydawał się zupełnie obcy. Nawet jego nie poznawała.
No rusz się.
Spróbowała wstać, ale trochę zakręciło jej się w głowie. Dopiero przy drugiej próbie, jakoś utrzymała równowagę. Powoli, rozejrzała się po okolicy. Jezioro, dookoła las, jakieś domki na drugim brzegu. Zero podpowiedzi jak się tu znalazła.
-Halo!? Ktoś tam jest? - krzyknęła, dostrzegając jakiś ruch i zupełnie olewając wszelkie środki ostrożności. No i logikę, która podpowiadała, że z takiej odległości raczej nikt jej nie usłyszy.
Zwariowałaś? Zamknij się, to mogą być łowcy. Bądź cicho i idź w stronę domków. Teraz. Przewróciła oczami, ale posłuchała. Ruszyła przed siebie.
_________________

Lynn Gray

by crocus
 
 
Marshall Dowell


18

Niebieski




Wysłany: 2016-10-23, 19:58   
   Multikonta: -
[Cytuj]

Nie mógł zabronić dziewczynie naprawiać samochodu nawet jeśli miało to się odbyć w tym momencie. Jeśli dziewczyna coś sobie powiedziała to nie mógł jej to wybić z głowy. Nie zamierzał Sadze tego zabronić. Czy to coś dało? Przecież nie będzie ukrywać, że mu zależy by naprawić to jak najszybciej się da. Nie chciał tyle stać w miejscu!
- No dobrze, skończ to. będę liczył na ciebie, przecież wiesz. Wynagrodzę to następnym razem. - powiedział i ruszył razem z nią. Przyjrzał się jej po czym dał sobie wyrwać książkę. To tylko książka, nie miał zamiaru się z nią szarpać. Nie dzisiaj. Przecież ona wiedziała, że wystarczyłoby trochę mocy z jego strony i książka znowu byłaby w jego rękach. Czy tylko do tego jego moc była w tym momencie pożyteczna? Sam by chciał to naprawić i kilka innych rzeczy od razu zrobić. A tymczasem nie mógł. może to dobrze? Może by nie potrafił panować nad nią. Gorzej niż ktokolwiek. Własną mocą nie potrafił, a co mówić o innych?!
Kiedy nieśmiało go złapała za dłoń mocniej ją uścisnął. Cholera, ale zmarzła! Jego ręce nie były gorące, ale w porównaniu do jej... Spojrzał na nią karcącym wzrokiem i pokręcił głową w niedowierzaniu.
- nie mówiłaś, że jest ci tak cholernie zimno. Dbaj bardziej o siebie, błagam- ledwie co skończył a poczuł to od niej. Nie bolało ani nic, ale po prostu bardzo go to zaskoczyło. Przestraszył się to dlatego tak drgnął, a dziewczyna od razu go puściła i zaczęła przepraszać. Nic takiego się nie stało. Przyszła mu do głowy dziwna myśl nawet. Czy jeśli kogoś całowałaby byłoby gorzej? Poczuł się nieswojo z myślą całującej sie przyjaciółki. z myślą kogo innego u jej boku. Nie chciał by ktoś zrobił jej krzywdę. Oh, wiedział jakby miał tę osobę na oku. Nie pozwoliłby się oddalić im daleko byle tylko nic się jej nie stało.
- nic się nie stało, uspokój się- powiedział i chciał tym razem on złapać ją za rękę, ale usłyszał jakiś krzyk. Czy to naprawdę był krzyk? Łowca by nie krzyczał, prawda? Kto tu był?! Spojrzał na dziewczynę i powiedział szeptem - słyszałaś to samo co ja? Chyba mamy towarzystwo.
 
 
Saga Bledsoe


16

słoneczko




Wysłany: 2016-10-23, 20:08   
   Multikonta: Sum, Jo
[Cytuj]

- Towarzystwo? - popatrzyła na niego, rozchyliła lekko usta i szerzej otworzyła oczy. Na kilka sekund pozostała w bezruchu, zupełnie tak, jakby miało to cokolwiek pomóc. Teraz tylko co odpowiedzieć na to pytanie? Taak, jesteśmy tutaj - dzieci Psi. Może lepiej było się schować? O tak...
- Słuchaj, schowam się za samochodem. Spróbuję go błyskawicznie naprawić. NIE dotykaj go. Bo zostaniesz porażony - powiedziała i nie czekała zbyt długo na cokolwiek. Wiedziała, że z pewnością chłopak będzie wolał zainteresować się obecnością kogoś nowego, ale... Czy to było bezpieczne? No nie do końca. Tak czy siak - jak powiedziała, tak zrobiła. Powoli wślizgnęła się za samochód i dotknęła go. Po tym zaczęła wyobrażać sobie silnik i prąd, który przepływał przez wszystkie kabelki... Szukała usterki i po chwili udało jej się ją znaleźć. Jakiś kabel widocznie szwankował i coś w nim nie działało. Ładowanie akumulatora? Bułka z masłem. Samochód zapewne był gotowy do drogi. Trwało to mniej niż dziesięć sekund - nie ma to jak adrenalina i wyraźna potrzeba zrobienia czegoś. Dziewczyna zaczęła się powoli do nich zbliżać, więc Saga lekko się wychyliła zza samochodu. To jakaś nastolatka. Przerażenie w jednej sekundzie opadło, jednak nadal trzeba było zachować zdrowy rozsądek. Szczególne, że ostatnio przysięgła sobie, że skrzywdzi każdego, kto będzie chciał skrzywdzić ich. Jej włosy pod wpływem wyładowań elektrycznych przechodzących przez jej ciało lekko się naelektryzowały i uniosły. Miała pod ręką kilka piorunów, które mogła posłać wprost na nieznajomą. Jednak pierw trzeba było nawiązać jakiś kontakt...
- Nie zbliżaj się! Kto z tobą jest?! - wrzasnęła, spoglądając na dziewczynę. Po chwili tego jednak żałowała. Widząc oczywiście jej rany i blizny. No i ogólny stan. Nieco spuściła z tonu i dodała:
- Boże, co Ci jest?
"Nasze wątpliwości są jak zdrajcy. Sprawiają, że tracimy dobro, które częstokroć moglibyśmy zyskać"Słowa Shakespearea wierciły jej gigantyczną dziurę w głowie. Może nie powinna reagować aż tak negatywnie?
_________________





Mała zamiana! Sagą gra Summ, a Lynn jest Val.
 
 
Lynn Gray


17

pomarańczowa




Wysłany: 2016-10-23, 20:58   
   Multikonta: Val, MG
[Cytuj]

Z każdą minutą wlokła się coraz wolniej. Jej organizm robił się coraz słabszy, a ból głowy sprawiał, że co chwila kręciło jej się w głowie. Była przerażona i pozostawiona samej sobie. Kto w ogóle ją tu wysłał? I co takiego się stało, że nic nie pamięta? Wiedziała, że prezydentem był jakiś Grey - co notabene wywołało w jej brzuchu dziwną reakcję, którą pomyliła ze strachem - że Psi byli przetrzymywani w obozach, że istniało coś takiego jak Liga Dzieci, a z rządem współpracowali Łowcy. Rozróżniała Zielonych, Żółtych, Niebieskich, Czerwonych i Pomarańczowych. Jednak miała czarną dziurę w głowie, jeśli chodziło o jej życie. Rodziców, to co robiła przez ostatnie lata, wiek, czy właśnie imię.
Z rozmyślań wyrwał ją jakiś krzyk. Dopiero teraz dostrzegła samochód i rudowłosą dziewczynę, która się zza niego wychylała. Chłopaka nie zauważyła. Przynajmniej nie na samym początku.
- Nie wiem. Przepraszam. - brzmiała, jakby zaraz miała się rozpłakać. Zdezorientowana wyciągnęła przed siebie ręce, na znak, że nie ma żadnej broni.
Uciekaj. Będą próbowali cię zabić.
- Nic mi nie róbcie, już sobie idę. - Miała nadzieję, że jednak ją puszczą. Mimo tego co mówił głos, nie wyglądali na osoby zdolne do tego by kogokolwiek skrzywdzić. Chociaż w tym świecie, nigdy nic nie wiadomo. Mogli współpracować z łowcami. Albo nawet być jednymi z nich. Podobno zaczęli rekrutować wśród Psi.
Coraz mocniej się chwiejąc, ruszyła przed siebie. Była wycieńczona, przerażona, a przed oczami stopniowo pojawiały jej się mroczki. Wystarczyła jedna gałąź, a upadła z hukiem, raniąc sobie przy tym nogę.
Módl się o łaskę, niezdaro.
_________________

Lynn Gray

by crocus
 
 
Saga Bledsoe


16

słoneczko




Wysłany: 2016-10-29, 13:47   
   Multikonta: Sum, Jo
[Cytuj]

Kim ona jest i co tutaj robi? To z pewnością były pierwsze pytania, które od razu cisnęły się na usta. Oczywiście, że Saga będzie zgrywała wielką niedostępną przed kimś takim - nie powie od razu, że najchętniej to by jej pomogła. W końcu była w ich wieku i nie wyglądała na żołnierza SSP. Była przerażona, jednak powoli się podniosła i popatrzyła na Lynn, która po chwili minęła ją i poszła gdzieś tam przed siebie. No cóż jednak nie zaszła za długo - a to był znak dla Sagi. Cóż, ten paralityk ewidentnie potrzebuje pomocy. Przecież pamiętała jak to wszystko było kiedyś, kiedy ktoś jej pomógł gdy była w potrzebie. Przecież mogą stworzyć lepszy świat, jeśli będą się wzajemnie wspierać. Rudzielec lekko uśmiechnął się do Marshalla. Po chwili dodała:
- Pomóżmy jej. Jest wykończona...
Nie czekała na jego odpowiedź, zresztą była w jakimś sensie pewna, że zaraz ruszy za nią w celu udzielenia pomocy, prawda? Poszła wiec do przodu i złapała Lynn za ramie, a następnie zobaczyła jej przemęczoną twarz. Jezu, w dodatku noga... Saga lekko wsunęła swoje dłonie pod pachy dziewczyny i zaczęła powoli targać ją w stronę ich obozu, omijając wszystkie ostre kamienie i inne takie. Następnie, gdy Lynn znalazła się już przy ich samochodzie, a konkretniej przy małym ognisku, Saga wyjęła swoją chusteczkę i nasączyła ją wodą z jeziora. Zaczęła powoli przecierać kolano Lynn, żeby nie dostało się tam żadne zakażenie. Spojrzała na nią i zaczęła powoli mówić:
- Wiesz jak się nazywasz, albo... Skąd jesteś? Ktoś Cię tutaj... przysłał? - z każdą chwilą jej głos coraz bardziej się łamał. W końcu nie znała jej. Co, jeśli miała jakieś złe zamiary? Albo była to pułapka?
- Słyszysz mnie? - szeroko otworzyła oczy i popatrzyła na dziewczynę.
_________________





Mała zamiana! Sagą gra Summ, a Lynn jest Val.
 
 
Lynn Gray


17

pomarańczowa




Wysłany: 2016-10-30, 02:16   
   Multikonta: Val, MG
[Cytuj]

Nie miała siły się podnieść. Co więcej, nawet nie potrafiła tego zrobić przez krwawiącą nogę. Uderzyła pięścią o ziemię, a łzy zaczęły ściekać jej po policzkach. Miała kompletnie dość.
- Nie dotykajcie mnie! Nie dotykajcie- Próbowała się wyrwać, gdy poczuła, że ktoś ciągnie ją w stronę z której przyszła. Bała się, tak bardzo się bała, że chcą ją zabić. Co ona takiego zrobiła, że chcieli ją skrzywdzić. No właśnie…a może coś jednak zrobiła? Może jej poprzednie „ja” było złe? Może nawet współpracowała z łowcami?
Gdy dotargali ją do obozowiska, skuliła się najszybciej jak mogła, spoglądając na nich nieufnie i trzęsąc się jak osika. Przypominała przestraszone i zupełnie zagubione zwierzę. Bez domu, pamięci i jakiegokolwiek sensu istnienia na tym śmiesznym świecie. Równocześnie, z każdą chwilą, zaczynała coraz bardziej wątpić w to co mówił jej głos. Przecież oni nie wyglądali na zabójców. A ruda dziewczyna, zdawała się nawet miła. Szczególnie, gdy zaczęła przemywać jej kolano.
- W tym właśnie problem – powiedziała, cichutkim głosikiem. Po krzykach i szamotaninie sprzed kilku minut, nie miała siły na nic innego. – Nic nie pamiętam. W sensie, wiem o tym co się dzieje na świecie, co to jest Liga Dzieci i jaki z Grey’a jest bufon, ale cała moja przeszłość została wymazana. Tak myślę. Może podróżowałam z innym pomarańczowy? Może chciał się zemścić? – Kto mógł być tak bezduszny i zostawić ją w tym lesie samą? Setki pytań zaczęły krążyć jej po głowie. Na żadne nie potrafiła odpowiedzieć.
Czy ty jesteś głupia? Nic im nie mów.
_________________

Lynn Gray

by crocus
 
 
Saga Bledsoe


16

słoneczko




Wysłany: 2016-10-30, 14:11   
   Multikonta: Sum, Jo
[Cytuj]

- Ale dlaczego? - powiedziała Saga, zabierając dłonie dopiero wtedy, gdy przeniosła ją do cieplejszego miejsca. Hmm, a może...
- Coś Cie boli? Masz jakiś uraz kręgosłupa, czy coś... - Nie, no przecież nie mogła go mieć, skoro wcześniej normalnie się poruszała. Cała postać Lynn była cholerną zagadką. A Saga uwielbiała zagadki. Poza tym była dziewczyną - jakaś przyjaciółka tej samej płci jej się z pewnością przyda. Cóż, egoistka z niej. Może chociaż trochę wyleczy swoją samotność i ciągle zainteresowanie tym cholernym Marshallem. Coś trzeba było zrobić, prawda? Jednak teraz liczyła się pomoc nieznajomej.
- Liga, co? - te wszystkie imiona przelatywały jej przez głowę. Może kiedyś pamiętała co znaczą, jednak w wirze ostatnich wydarzeń kompletnie wyleciało jej to wszystko z głowy. W końcu musieli wiecznie uciekać... To bywa męczące.
- I-innym? - Saga szeroko otworzyła oczy i popatrzyła na Lynn. Jak to innym pomarańczowym? Czy ona właściwie w swoim krótkim jeszcze życiu spotkała kogoś pomarańczowego? Ponoć wszyscy zostali zamordowani, pozbyto się ich. A teraz rozmawia z jednym - chociaż wygląda na to, że nawet ona sporo przeszła i pewnie uciekła śmierci nie jeden raz. Rudzielec zaczął się troszkę trząść. A przez jej głowę zaczęły przepływać myśli pokroju "ciekawe czy jest teraz w mojej głowie". A przez to wszystko przebijały się jakieś poniżające momenty jej życia, które wygrzebywała i chowała jeszcze głębiej. Chociażby to, gdy sama obcięła swoje włosy nożyczkami mamy, gdy była młodsza...
Po chwili wróciła do tego świata i popatrzyła znowu na nową towarzyszkę.
- Jak to jesteś pomarańczowa? Ja... Ty... Możesz z nami zostać. Ja jestem Saga, a ten chłopak przy samochodzie do Marshall - powiedziała i lekko odgarnęła włosy. Dodała:
- Nie musisz się nas bać.
_________________





Mała zamiana! Sagą gra Summ, a Lynn jest Val.
 
 
Joyce Foley



21 lat

czerwony




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-male http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png

Wysłany: 2016-11-06, 16:21   
   Multikonta: Levi
[Cytuj]

Przez większość drogi, która nie była zbyt długa, milczał. Siedział na fotelu pasażera i wlepiał puste spojrzenie w schowek, który umiejscowiony był naprzeciwko niego. Nie zapinał pasów, podkulił nogi tak, że kolana chował pod brodę i wyglądał jak dziecko z chorobą sierocą. W aucie musiała panować idealna cisza, jeżeli rudowłosy chłopak włączał radio, Joyce natychmiast je wyłączał i mierzył go lodowatym spojrzeniem. Jeżeli Connor pytał go o cokolwiek, nie odpowiadał.
Bez przerwy towarzyszyło mu dziwne uczucie, coś jakby to nie było jego życie, jakby to nie był on. Za każdym razem, gdy zamykał się w swoim umyśle na jego twarz stępował dziwny, tępy wyraz twarzy, a oczy stawały się bledsze, całkowicie nie obecne. W uszach dźwięczało mu jedno bardzo ważne pytanie: Kim jestem?!. Myśl, którą próbował odepchnąć w głąb umysłu. Rozdrapywanie tego w tej chwili nie byłoby dobrym pomysłem. Teraz trzeba się było skupić na misji.
Gdy do celu zostało zaledwie kilka kilometrów stało się coś dziwnego. Joyce jak wybudzony z hipnozy, usiadł normalnie, zapiął pasy bezpieczeństwa i z krzywym uśmiechem spojrzał na Connora - Daleko jeszcze?- spytał zachrypniętym głosem.
 
 
Connor Peyne



20

Niebieski




systema-male http://i.imgur.com/qSptghe.png niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-male http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png

Wysłany: 2016-11-06, 23:03   
   Multikonta: -
[Cytuj]

Connor nigdy nie spodziewałby się, że zobaczy Joyca w takim stanie. On zupełnie nie był już sobą. Oczywiście mentalnie, bo z twarzy to ten sam nieudacznik co przedtem. Nie miał ochoty z nim rozmawiać, mimo iż uważał, że cała ta jego przemiana nie nastąpiła, ponieważ on tego chciał. Leliel i jej moce grały tutaj pierwsze skrzypce. Nie bez powodu czerwony dokonał samozapłonu po jej wizycie. Ona musiała mu nieźle namieszać w głowie.
Do tego wszystkiego dochodziło do niego niewielkie poczucie winy. Coś mu switało, że to przez jego skargę wydarzenia przybrały taki bieg, a nie inny. I tak oto teraz, zmierza na misję pozyskania nowych rekrutów z upośledzonym mentalnie opiekunem. Ciekawe czy potrafi używać swoich mocy tak jak przedtem: bez żadnych ograniczeń, z konkretnym pierdolnięciem. Miejmy nadzieję, że tym razem nie będzie musiał tego testować, a wszystko pójdzie według planu.
- Już niedaleko. Zaraz powinniśmy być na miejscu...- odpowiedział skręcając samochodem w jakieś zaciemnione miejsce. Zgasił silnik.
- Może teraz ruszymy pieszo w poszukiwaniu tych samotnych duszyczek?- powiedział, po czym otworzył drzwi i wysiadł. Zaraz potem grzebał w bagarzniku w poszukiwaniu fantów, które ze sobą zabrał.
 
 
Joyce Foley



21 lat

czerwony




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-male http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png

Wysłany: 2016-11-06, 23:32   
   Multikonta: Levi
[Cytuj]

Raczej nikt nie chciałby utracić tego kim jest. A właśnie to spotkało Joyca. Wspomnienia, które zostały przekształcone zarówno przez Lel jak i końskie dawki leków, które dostał zaraz po tym ataku, wpływały na jego osobowość. Nie pamiętając co przeżył, nie mógł pamiętać jak był – czyli jaki jest teraz. Nie wiedział jak ma się zachowywać. Cechy, nawyki czy przyzwyczajenia to wszystko jak i wiele więcej powodowało że człowiek działa instynktownie. On utracił to wszystko. Jego chory mózg podsuwał mu propozycje tego jak powinien zareagować. Dlatego popadał ze skrajności w skrajność, raz był miły a za chwilę wybuchał z byle powodu. Dopiero teraz można było go uznać za nieobliczalnego.
Gdy chłopak zgasił silnik, natychmiast wysiadł jakby jakaś mroczna siła go z tego samochodu wyganiała.
Nie odpowiedział rudowłosemu. Zarzucił tylko plecak na ramię i zapominając o jego istnieniu wyruszył w przypadkowym kierunku. Jego telefon z GPS-em wciąż tkwił w samochodzie. Zdał się więc całkowicie na ślepy los. A może nawet nie. Nie myślał zbytnio co robi. Tak zwyczajnie wziął rzeczy i poszedł.
 
 
Connor Peyne



20

Niebieski




systema-male http://i.imgur.com/qSptghe.png niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-male http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png

Wysłany: 2016-11-06, 23:44   
   Multikonta: -
[Cytuj]

Czyli jego kolega był w tej chwili całkowicie niezrównoważony. Widocznie nie wiedział o co mu właściwie chodzi. Zapewne myśli przebiegały przez jego głowę w takiej ilości, której nigdy jeszcze nie doświadczył.
Gdy usłyszał, że drzwi od samochodu zamykają się, postanowił że się wychyli i zobaczy co jego towarzysz wywija. A zrobił go w niezłe bambuko. Connor spokojnie spoglądał na ruchy swojego towarzysza. Miał ochotę go tak zostawić. A nich zgubi się w lesie i będzie miał go z głowy. Jednego dupka mniej w cyrku, którym było Pandemonium.
Jego ciało przeszył impuls, a przed oczami okazało mu się oblicze Leliel. Raczej nie chciałby, aby i jemu namąciła w głowie, więc jednym spojrzeniem, używając telekinezy, zatrzymał swojego opiekuna w miejscu. Ruszył w jego stronę.
- Możesz mi powiedzieć, gdzie dokładnie idziesz?- zapytał, gdy znalazł się tuż obok niego.
- Nie chcemy chyba, aby ta misja była niewypałem. Weź się w garść, zróbmy swoje i wróćmy do domu...- dodał po chwili całkowicie poważnie. Nie miał zamiaru iść na dywanik do wiedźmy. Bał się jej reakcji. Nie dość, że jej mała armia nie urosłaby w siłę za sprawą kilku przypadkowych rekrutów, do tego wszystkiego dołączyłoby zaginięcie Joyca. Nie nie nie. Tym razem on będzie kierował misją, może jego towarzysz się nie ogarnie, że to on jest tu mózgiem operacji.
- Wykonuj moje polecenia, a może nie zginiemy na tej pipidówie....
 
 
Joyce Foley



21 lat

czerwony




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-male http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png

Wysłany: 2016-11-07, 00:08   
   Multikonta: Levi
[Cytuj]

Gdyby Connor go zostawiłby to w obecnej sytuacji raczej nie robiłoby mu to większej różnicy. Błąkał by się pewnie przez jakiś czas i może doznałby w końcu jakiegoś „przebłysku”. Może będąc na skraju życia i śmierci przypomniałby sobie kim jest. Albo umarłby jako nieszczęśnik z amnezją, zapomniany przez świat.
- Csiii… – uciszył go przykładając palec do ust, gdy Connor zatrzymał go przy pomocy telekinezy i zjawił się obok. - Słyszysz to? - spytał półtonem. Co to mogło być? Głosy nastolatków których mieli zrekrutować czy może głosy, które rozbrzmiewały tylko w jego chorej głowie? Mieli do wyboru albo polegać na GPSie i rozsądku Connora, który być może był w pełni władz umysłowych – w co szczerze wątpię, w Pandemonium raczej takich nie ma. Drugą opcją było powierzenie prowadzenia Joycowi, który być może sugeruje się lepszym słuchem lub zwyczajnymi urojeniami.
 
 
Connor Peyne



20

Niebieski




systema-male http://i.imgur.com/qSptghe.png niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-male http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png

Wysłany: 2016-11-07, 12:37   
   Multikonta: -
[Cytuj]

Spokojny, ciemny las wydawał z siebie jedynie odgłosy szeleszczących liści i dźwięków wydawanych przez zwierzęta. Rudzielec nie słyszał żadnych innych poszlak, więc opowieść Joyca o tym, że kogoś usłyszał nie przekonała go na tyle, aby mu uwierzyć i ślepo ruszyć przed siebie. Spojrzał z niedowierzaniem na opiekuna, po czym zwolnił telekinezę i zezwolił na to, aby mógł się swobodnie poruszać.
- Widzisz to urządzenie?- zapytał podnosząc telefon blisko twarzy. - To jest gps, za nim i tylko nim mamy podążać...- powiedział dość poważnie pokazując palcem drugiej ręki ścieżkę, którą mieli ruszyć.
- Nie róbmy niczego, co nie jest przewidziane w planie naszej misji. Jeśli zechcesz przyjedziemy tu za dnia i wtedy będziesz mógł mnie poprowadzić gdzie tylko zechcesz...- dodał po chwili puszczając czerwonego przed siebie.
- Miejsce wyznaczone na mapie jest naprawdę niedaleko. Sprawdźmy najpierw tę opcję... Ok?
 
 
Joyce Foley



21 lat

czerwony




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-male http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png

Wysłany: 2016-11-07, 15:57   
   Multikonta: Levi
[Cytuj]

-Uuu… – zaśmiał się ironicznie, gdy Connor podstawił mu urządzenie pod samą twarz i machnął ręką tak, że prawie upadło na ziemię.
- Mówię ci, że tam ktoś jest. - dodał ze stoickim spokojem w głosie, a z lasu dobiegł cichy szelest, być może było to tylko zwierzę przechadzające się po okolicy lub złowrogo nastawieni łowcy, którzy bawili się gdzieś w lesie.
Wpatrywał się usilnie w tej jeden punkt przed sobą. Zarośnięte krzaki nie wyglądały jakoś specjalnie, ciekawe czy coś się za nimi kryło?
- Chodźmy to sprawdzić- rzekł, jednak po chwili postanowił posłuchać Connora. (Sama nie wierzę, że to napisałam xD) - Niech będzie po twojemu… – zrezygnowany spojrzał na urządzenie, które wskazywały na ścieżkę, którą chciał podążać rudowłosy chłopak. Czuł, że powinni to sprawdzić, ale był też pewien, ze nie był sobą. A nie chcąc wplątać ich w jakieś większe kłopoty, powierzył tymczasowe dowództwo Connorowi. Przynajmniej na chwilę, dopóki znów mu nie odwali.
 
 
Connor Peyne



20

Niebieski




systema-male http://i.imgur.com/qSptghe.png niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-male http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png

Wysłany: 2016-11-07, 16:25   
   Multikonta: -
[Cytuj]

Joyce nie odróżniał chyba co jest czym. Każdy szelest w lesie mógł być podejrzany. Możliwe, że właśnie ktoś ich obserwuje i planuje atak... A może to po prostu jakaś zwierzyna, wiatr czy jakieś inne ustrojstwo, które mogło wywołać dźwięk. Jego to teraz nie obchodziło. Za krzakiem mogła leżeć nawet potrzebująca pomocy osoba. Miałby ją w dupie. Najważniejsze było wykonanie zadania, po to tu byli.
- Chuj mnie obchodzi ten szelest, czy twój dobry słuch. Nie jesteśmy tutaj, aby rozglądać się po lesie, a po to, żeby iść na wyznaczone miejsce i dokończyć misję...- powiedział nieco rozdrażniony. Po co miałby się teraz rozpraszać? Byli już tak blisko.
- Idź przede mną. Nie chcę cię stracić z oczu. Dzisiaj jesteś dość niezrównoważony i mówię ci to otwarcie. Weź się chłopie w garść, bądź facetem i zrób co do ciebie należy...- podsumował szczerze wyczyny swojego opiekuna. Może da mu to trochę do myślenia.
Gdy dotarli na wyznaczone przez gps miejsce, zastanawiał się przez chwilę co zrobić. Nie puści Joyca samego, bo zaraz coś spierdoli. Musieli razem przeszukiwać okolicę tegoż iście kamienia milowego.
- Przeszukamy ten teren. Nie oddalaj się ode mnie, chcę cię cały czas widzieć. Zaufaj mi ten jeden raz. Nie jesteś teraz sobą. Jak wrócimy do domu pomogę ci to wszystko ogarnąć. Tylko nie spierdolmy tego...- szepnął w jego stronę i zaczął przeczesywać okolice w poszukiwaniu nowych rekrutów.
No i w końcu ich znalazł. Było ich więcej niżeli spodziewałby się. Trójka to całkiem ładna liczba. Złapał Joyca za ramię i wciągnął w krzak, aby chociaż na chwilę przysłuchać się rozmowie nieznajomych i wykombinować na nich jakiś plan.
 
 
Joyce Foley



21 lat

czerwony




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-male http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png

Wysłany: 2016-11-07, 16:51   
   Multikonta: Levi
[Cytuj]

Naprawdę nie przejąłby się umierającą za krzakiem niewiastą? Cóż za nieczuły typ. Uuu taki poważny i zirytowany Connor. Dla Joyca mimo iż nie specjalnie rozumiał jego zachowanie, wydało się to zabawne i zachichotał tylko cicho pod nosem. W zasadzie to zachowanie Joyca można by porównać do osoby, która była pod wpływem niezłych dragów. Rzeczywistość zlewała mu się z fikcją w jeden obrazek.
- No idę… idę… – rzucił na odczepne i zgodnie z poleceniem wyruszył przed chłopakiem, rozglądając się ciągle dookoła. W pobliżu było wiele rzeczy, które mogły im zagrozić. A w głowie Joyca mnożyły się różne ewentualności. Nagle wszystkie możliwe wizje śmierci w tym lesie łączyły się w jedną całość, co powodowało że po jego plecach przeszły ciarki. Nie dbał szczególnie o swoje życie. Jednak nie był tu sam. Czuł silną potrzebę by w razie niebezpieczeństwa obronić swojego towarzysza. Kolejne dziwne i niezrozumiałe dla niego uczucia. Tak jakby to był pierwszy raz gdy się o kogoś martwi. Spróbował wyrzucić to ze swojej głowy.
- Znamy się? – spytał nagle po dłuższej chwili milczenia i poczuł jak nieznajomy mu chłopak ciągnie go za ramię by ukryć się w krzakach.
 
 
Connor Peyne



20

Niebieski




systema-male http://i.imgur.com/qSptghe.png niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-male http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png

Wysłany: 2016-11-07, 17:57   
   Multikonta: -
[Cytuj]

Lubił lasy. Były spokojne i wszystko działo się tu z jakiegoś powodu. Szelest liści uspokajał jego umysł, niezbadane wcześniej, przypadkiem napotkane drzewa przedstawiały obraz histoii, którą tak bardzo ignorowali. Mogło tu się dziać wszystko, a zarazem nic, bo jeśli znajdziesz odpowiednie miejsce, nikt nigdy cię tu nie znajdzie. Gdyby chciał żyć sam, zapewne zamieszkałby w odległym zakątku jakiejś leśnej polany.
Teraz jednak las był dla niego tylko i wyłącznie epicentrum jego problemów. Nie dość, że miał pod opieką osobę niespełna rozumu, to jeszcze musiał się zatroszczyć o to, żeby nie wrócić z niego sam, a mieć zajęte wszystkie miejsca w samochodzie. O ci heca. Connor liderem misji. A nawet się o to nie prosił. Przewrotny los zrobił mu psikusa. I że to on musiał akurat trafić pod skrzydła Joyca. Kilka chwil później, a Shane byłby jego przełożonym i już dawno miałby tę misję za sobą.
Gdy dotarli na miejsce ukrycia, już wiedział, że nie pójdzie mu jak po maśle. Czerwony co chwilę zapominał co robi. Wyglądało na to, że co chwilę tracił wspomnienia z pamięci krótkotrwałej.
- Jestem Connor, a ty Joyce. Jesteśmy na misji. Zastanów się chwilę o tym co wydarzyło się przez ostatnie 10 minut, a może uda ci się mnie zidentyfikować. Proszę cię, siedź tutaj spokojnie i jeśli cię poproszę, wyjdź aby mi pomóc....- uśmiechnął się przyjaźnie. Teraz musiał grać kogoś, kim umiał być jeśli tylko chciał.
 
 
Joyce Foley



21 lat

czerwony




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-male http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png

Wysłany: 2016-11-07, 18:43   
   Multikonta: Levi
[Cytuj]

Joyce z nieufnością spoglądał na chłopaka. Nie miał bladego pojęcia o co tu chodzi i kto robi mu takie głupie żarty. Ale fakt, że jeszcze nie zginął świadczył na korzyć rudowłosego chłopaka. Zabicie go, gdy ten był w tak opłakanym stanie nie było żadną trudnością. Nawet dziecko by sobie z tym poradziło.
Zgodnie z tym co polecił z całej siły skoncentrował się by rzucić na sytuację chociaż odrobinę światła. Jeżeli było tak ja mówił to Joyce musiał „coś” pamiętać. Chłopak zamknął oczy i syknął z bólu, padając na kolana. Próba zagłębienia się w jego umysł zakończyła się ostrym bólem głowy. Zimny dreszcz przeszedł przez jego ciało jak piorun. Schował głowę w dłoniach próbując przezwyciężyć to jakoś, głęboko oddychając. Zawroty głowy ledwo pozwalały utrzymać mu pozycję siedzącą.
- Connor…!? – wyszeptał przez zaciśnięte zęby i spojrzał na chłopaka tak jak dawniej – tymi przepełnionymi obłędem oczyma mordercy i psychopaty. Nie zdążył jednak nic więcej powiedzieć, bo po chwili padł na ziemię jak postrzelony. Stracił przytomność na około minutę, po czym ocknął się znów jako pusta skorupa z amnezją.
 
 
Connor Peyne



20

Niebieski




systema-male http://i.imgur.com/qSptghe.png niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-male http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png

Wysłany: 2016-11-07, 22:00   
   Multikonta: -
[Cytuj]

Sytuacja była teraz mega dziwna. To co działo się przed oczami Connora to był istny cyrk, który przyjechał tu w skórzanych siedzeniach i wielkich 21 calowych kołach. Trzeba dodać, że cyrk ten był uzbrojony po pachy, do tego mógł sam generować w swoich dłoniach ogień. Niezłe jaja. Aż przez chwilę zaczął dobrze się bawić w jego towarzystwie. A nie. Nie no, Connor musiał zagrać drugoplanowe, ale to jak ważne skrzypce w filharmonii dyrygowanej przez jedną osobę. Musiał dbać o to, aby być tutaj jak najbardziej ogarniętym człowiekiem.
Spojrzał w jego dzikie spojrzenie po czym doszedł do wniosku, że Joyce jest uwieziony w swoim własnym umyśle i aktualnie walczy aby wrócić. Ta myśl spadła jak grom z jasnego nieba. I takich ludzi Connor lubił. Takich, którzy jak on walczą o siebie. Nie chciałby być nikim innym... zwłaszcza nie osobą uwięzioną w swoim ciele. Ta psychoza była chyba najgorszym co mogłoby się człowiekowi zdarzyć.
Ukucnął obok niego i usadził w wygodnej pozycji. Gdy się ocknął i spojrzał na niego, wiedział już, że Joyce przegrał. Tym razem...
Spojrzał na niego spokojnie. To co widział było żałosne i dość śmieszne. Wielki urwis w końcu ujarzmiony... I to w jakim stylu! Brawo kobieto, udowodniłaś, że jesteś zdolna do wszystkiego- pomyślał. - Ale tym razem ci się nie uda....
- Joyce. Spójrz na mnie i powiedz, co zrobiłem w sali treningowej podczas pierwszej próby ślubów milczenia. Widzisz to?- bezwiednie przypomniał sobie ten moment. To była dość intensywna scena, więc pewnie i w nim jakieś emocje wznieciła.
- Co wtedy czułeś?
 
 
Joyce Foley



21 lat

czerwony




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-male http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png

Wysłany: 2016-11-07, 22:39   
   Multikonta: Levi
[Cytuj]

Obudził się otumaniony i odrętwiały jak na niewyobrażalnie wielkim kacu. Usiadł powoli, podpierając się na rękach.
- Śluby milczenia? – jego głos wciąż był zachrypnięty, a na twarzy panował grymas dezorientacji – Co to są śluby milczenia? – Joyce nie miał bladego pojęcia o co chodzi chłopakowi, którego ledwie co poznawał. Nie mógł przypomnieć sobie nawet jego imienia. Miał jednak wrażenie, że się znają. Ale co do cholery robili oni na środku niczego? Chłopak rozejrzał się dookoła.
- Co kiedy czułem? Weź człowieku! Kim ty w ogóle jesteś?! I gdzie do cholery jesteśmy?! – wykrzyczał i podniósł się z ziemi, odsuwając się natychmiast od Connora. Amnezja znów opanowała jego umysł jak rak, który rozprzestrzenia się w zastraszająco szybkim tempie.
Nie miał żadnego rozeznania w sytuacji. Czuł się jak w kiepskiej komedii, która go strasznie irytowała. Jego dłonie zaczęły się robić coraz bardziej czerwone. Joyce nie miał pojęcia co się dzieje, przyjrzał im się z bliska. Buzujące w nim emocje sprawiały, że nie kontrolował swoich mocy. Jedna z dłoni zapłonęła żywym ogniem. Początkowo przerażony Joyce po chwili zauważył, że ów ogień go nie parzy.
- Co tu się do cholery dzieje? – spojrzał pytająco na chłopaka, oglądając swoją dłoń z każdej strony.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Forum zostało otwarte 2016-08-15. Pomysł na nagłówek zaczerpnięty z Shine. Autorem systemu zakładek jest Noritoshi.
Strona wygenerowana w 0,181 sekundy. Zapytań do SQL: 9