Image Map
Bieżące poszukiwania:
- Kira Krios szuka swojej dawnej drużyny z Ligi Dzieci, postacie muszą należeć do grupy Syndykat.
- Shirei Shinoda szuka chętnych graczy do zarządu Syndykatu, którzy mogliby mieć z nim powiązania.
- Lounarie de Coudray szuka chętnych graczy do relacji między postaciami.
- Scarlett Kersey szuka sobie dziewczyny. Grupa to Syndykat.
- Silas Yuriev poszukuje swojej drugiej, męskiej połówki.
-Ceridwen Murray Poszukuje 1 osoby do byłego oddziału 7 z ligi dzieci.
-Gabriel O'Donnell Poszukuje brata/siostry.
-Summer Dawson Poszukuje relacji dla swoich postaci. Zapraszamy członków Syndykatu po zgłoszenia. W miarę chętnych będą dodawane. Więcej tutaj: LINK
Członkowie Pryzmatu nadal mogą brać udział w szkoleniu w CIA. Aby je ukończyć, musicie przystąpić do dwóch różnych zadań. Więcej tutaj

Wszyscy: Nikt nie wie skąd Psionicy wzięli się na świecie i raczej nikogo na tym poziomie to specjalnie nie obchodzi. Wszyscy byli na jednym etapie - zrozumieli, że są równymi wobec siebie potworami, a drążenie tego, czy ktoś zesłał na nich ten omen czy jest to tylko zrządzenie losu jest bezsensowne. Byli tacy sami i jedyne czym się różnili to typ umiejętności. Ale to było nieważne, bo w każdym przypadku, każdy kolor identycznie rujnował swoje normalne dotychczas życie. Każdy musiał się przyzwyczaić do tego, że wszystko było inne, że dysponowali czymś, co jednocześnie było darem jak i utrapieniem. No ale przede wszystkim wielką odpowiedzialnością. Myśleli, że chociaż wiedzą minimalnie na czym stoją. Minęło przecież siedem lat, wiedzieli na co mogą sobie pozwolić a na co nie. Jednak coś, co cały czas się zmienia nie daje większych szans na jakąkolwiek stabilność. Co, jak w pewnym momencie zmutują tak, że wybiją się wzajemnie? Nikt nie ma na to pewności, jednak jedno jest pewne - utracili kontrolę. I wirus zaczyna poważnie mutować po raz pierwszy.

Pandemonium: Bal okazał się być krwawą imprezą, na której nie zabrakło specjalnych pokazów i śmierci kilkorga z członków. Szefowa przybytku zorganizowała bal, aby pokazać Psionikom, że normalne życie jest na wyciągnięcie ręki. Wspaniałe suknie, drogie garnitury, alkohol i jedzenie. To wszystko miało być swoistą obietnicą, że tak będzie wyglądać ich życie, kiedy tylko dojdą do władzy. Nic nie wskazywało na to, aby impreza miała zakończyć się nagłym upadkiem Pandemonium. Niektórzy jednak nie byli po stronie Leliel, jedynie dobrze grając jej sojuszników. Podczas gdy kobieta uwolniła z piwnic hybrydy, aby ponownie sprawdzić oddanie swoich podwładnych, w ścianach budynku zostały umieszczone ładunki wybuchowe. Ewakuowano wszystkich PSI do autobusu na tyły budynku. Pozostało dwadzieścia minut do samego wybuchu, a żadne nie wiedziało dlaczego właściwie wyjeżdżają. Do czasu...
Jeden z członków Pandemonium, powracając z misji został zaatakowany przez grupę zwiadowczą innej grupy. Czy to zwiastuje krwawy koniec PSI?
Podczas trwania balu Liam Carpenter nie był jedyną ofiarą. Zginęła również córka prezydenta, która przecież mogła być cenną zdobyczą w rękach tych, którzy chcieliby rozwalić rząd. Joyce Foley stracił dłoń, ale nawet to nie powstrzymało go przed zadaniem ostatecznego ciosu w samo serce organizacji. Leliel pokazała być może zbyt dużo i przypłaciła za swoje błędy własnym życiem.
Teraz jedynym ratunkiem okazał się być autobus pełen pijanych PSI, który zmierza… Właściwie donikąd.


Pryzmat: Harry Donavan nadal sprawuję władze w Pryzmacie, Henry zaś jest jego zastępcą. W wyniku tego, wielu Psioników zostało wysłanych na obowiązkowe szkolenia w CIA, w celu zwiększenia ich produktywności dla kraju. Niektórzy z nich nie pojechali tam z własnej woli, ale surowe, rygorystyczne zasady są najlepsze do uzyskania pożądanych efektów. Wszyscy mają nadzieję, że w późniejszym czasie staną się oni młodymi agentami, przyszłością tego kraju. A plany te sięgają bardzo daleko - począwszy od stworzenia specjalnej, elitarnej jednostki wojskowej, aż do wysłania siatki szpiegów CIA do innego kraju. Wielu agentów będzie również musiało zostać w Pryzmacie i tam pomóc w podjęciu kolejnych kroków. - Wy, którzy tutaj stoicie. Daliście mi szansę. Obiecuję, że nie zostanie ona zmarnowana - mówi Judith Donavan. Mimo iż kraj jest w kompletnej ruinie, to jakiekolwiek zasady polityczne muszą w nim panować. Wreszcie wejdzie ktoś nowy na miejsce prezydenta Graya i spróbuję poukładać rozsypane przez niego puzzle. Nie było tutaj miejsca na demokratyczne głosowanie, ponieważ nie było innych kandydatów. Gray z niechęcią oddał swoje przywileje, jednak skoro tego wymagało prawo, to ciężko było spodziewać się od niego czegoś innego. Zmiana we władzy jednak została przyspieszona przez parlament po tym, jak usłyszano postulaty Judith Gray. - Nie pozwolę, aby Psionicy żyli w strachu - stwierdziła młoda pani prezydent na jednej z debat, które były puszczane w telewizji jak i na terenie całego Pryzmatu, a nawet w kompleksie akademii CIA. I zrobiła to - skoro obiecała. Obozy, które zostały zbudowane przez prezydenta Graya opustoszały już całkowicie. Mimo swoich dawnych obietnic, mężczyzna pozostawił jeszcze kilka działających obozów. A pani Donavan postanowiła wywlec je na światło dzienne. Wszystkie dzieci z nich, zostaną przeniesione do organizacji zwanej jako Pryzmat, której skala zostanie znacznie powiększona. - Nie wiemy jak mamy dziękować setkom Psioników, którzy zdecydowali się wstąpić w szeregi CIA. Gdy tylko ich służba dobiegnie końca, a zadanie które zostały im przydzielone skończą się, pozwolę im szczęśliwie wrócić do Pryzmatu, gdzie jest ich prawdziwy dom - obiecuje nowa pani Prezydent. - Niech Pryzmat będzie prawdziwą społecznością, gdzie liczą się takie wartości jak szacunek czy lojalność. Od dziś każdy, kto tylko wyrazi chęć udziału w tej społeczności będzie do niej dopuszczony. Musimy przestać izolować się od dzieci, które naprawdę potrzebują naszej pomocy. Nie możemy zostawiać ich na pastwę losu, takie osoby później wybierają drogę przestępczą, co prowadzi do zamieszek i kradzieży. Nie pozwolimy na to! - dodała na kolejnej, innej debacie. - Z tego względu dojdzie do rozbicia organizacji przestępczej, identyfikującej się jako “Łowcy”. Nie będzie już dochodziło do bezpodstawnych aresztowań dzieci, a następnie sprzedaży ich. Członkowie grupy zostaną uniewinnieni za współpracę z moim poprzednikiem, jednakże będą pod stałą kontrolą organów policyjnych, a Psionicy znajdujący się w ich szeregach - przeniesieni do Pryzmatu i wcieleni do armii. Nie będziemy łapać psioników, którzy wolą żyć na wolności. Do kraju wkroczy jednak więcej Sił Specjalnych Psi, którzy będą kontrolowali ich życia, by wiedzieć, czy nie zagrażają bezpieczeństwu obywateli. Owa jednostka nie będzie jednak kojarzona z bólem i cierpieniem. Pod wezwaniem nowego generała, Christophera Flynna, przeobrażą się w żołnierzy, którzy przede wszystkim będą nieśli pokój!- mówi nowa pani prezydent. W pewną grudniową noc do siedziby łowców została wysłana grupa z Pryzmatu. W jej skład wchodził agent specjalny Calum Hedger, jednostka wojskowa połączona z kilkoma agentami CIA jak i oddział składający się z Psionków - Valerie Cadle, Sahir Nailah i Lux Bloomfield. Walka była wyrównana przez większą część czasu, jednak były agent Ligi Dzieci, Sahir Nailah o zdolnościach określanych jako Czerwone, dokonał podpalenia całego kompleksu. Niektórzy z Łowców uratowali się, jednak wielu z nich zginęło w gruzach budynku. Mimo iż Pryzmat proponował im pokojowe rozwiązanie, to zdecydowali się oni na walkę. - Obywatele. Dzisiejszego dnia muszę poinformować was o przykrej sytuacji. Wczoraj w nocy doszło do... Rozbicia grupy przestępczej sygnującej się nazwą "Łowcy". Podczas akcji, nasz kraj poniósł wiele strat. Straciliśmy wielu żołnierzy, którzy oddali życie za bezpieczeństwo i lepszy świat dla Psioników - mówi Judith Gray. Ponadto zdeklarowała się, że umożliwi każdemu agentowi, który nie chce podjąć się służby, szansę na wycofanie. Jednak wciąż namawia do walki o kraj i prawa Psioników. - Ktoś musi zbudować lepszy świat. Wierzę, że będziemy to my - dodaje.

Obecnie mamy luty 2023r.
Odczuwalna temperatura to -19°C, pada śnieg i jest straszny mróz.
Każdy, kto podrzuci komuś z administracji na PW/GG link z odegraniem mutacji czy odkryciem nowych zdolności, otrzyma dodatkowy jeden punkt. Za ciekawsze odegrania (bardziej wpływające na otoczenie, inne postacie) zostaniecie nagrodzeni dwoma punktami. więcej informacji tutaj
Dodaliśmy system notatek! Zachęcamy każdego do stworzenia swojego tematu! Tutaj link!

- Zapraszamy do zabawy w anonimowe wyznania. LINK TUTAJ


Poprzedni temat «» Następny temat
Jednoręki bandyta i stodoły
Autor Wiadomość
Scarlett Kersey
Piję, kocham Ciocię i prawię bajki


17 lat

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png

Wysłany: 2016-12-28, 17:49   Jednoręki bandyta i stodoły
   Multikonta: -


    Kto: Levi Yuriev i Scarlett Kersey
    Czas: rok temu
    Miejsce: wioski nad Wielkimi Jeziorami

Rozdzielili się tego dnia. Scarlett i Tripp. Rodzeństwo. On miał wybyć w kierunku jeziora po czystą wodę, niby kilka tylko kilometrów, ale długo nie wracał. Scarlett zaś została w stodole na kilkuletnim sianie, pilnując ich całego dobytku mieszczącego się w kilku torbach i plecakach. Jej zadaniem było poszwendać się po polach i znaleźć jakieś warzywa oraz owoce - to drugie w sadach, oczywiście. Ładny, damsko-męski podział obowiązków. Ukryła ich majątek w słomie, zatarła ślady obecności i udała się na zwiady.
Pochmurne popołudnie, wczesnojesienna pora i temperatura, która nakazywała marznąć przy krótkim rękawie. Scarlett miała na sobie przyniszczoną, szarą bluzę z kapturem i dżinsowe spodnie z podwiniętymi nogawkami. W plecaku posiadała już nazbieranych trochę owoców, głównie jabłek, a teraz bawiła się w brudniejszą robotę, wykopując haczką ziemniaki przy jednym z domostw. Wyglądało na opuszczone, ale nie sprawdziła, czy faktycznie takie jest. Pewnie nie jest, bo pewien po to jest to retro, by działy się różne, mniej i bardziej pożądane, czyny.
Zatem, 15-letnia Scarlett bawiła się w wieśniaczkę, a od asfaltowej drogi jak i budynku dzieliło ją po kilkanaście metrów wolnej przestrzeni. Dłonie były już całe ubrudzone w ziemi, paznokcie sczerniały, a naskórek pokryła grubsza warstwa zbitej ziemi. Ale pleciony, biały worek bardzo ładnie zapełniał się ślicznymi bulwami ziemniaka. Tyle jedzenia za darmo. Ktoś je pewnie zasadził wiosną i zamierzał zebrać - ale czy to ważne? Co ją to interesuje. W razie czego, obroni się. Ma łuk, ma nóż. No, chodź tu rolniku za pięćdziesiąt centów.
Kolejny dzień na drodze do przetrwania w popierdolonym świecie był bliżej końca niż początku. Ale nie chwal dnia przed zachodem słońca - poczekaj jeszcze te dwie godziny, Scarlett.
_________________
 
 
Levi Yuriev


19

niebieski




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png systema-male http://i.imgur.com/qSptghe.png

Wysłany: 2016-12-28, 21:03   
   Multikonta: Joyce, MG


Ten dzień nie należał do najcieplejszych tej jesieni. Temperatura nie sprzyjała wycieczkom. Całe szczęście chłopak ubrany był w dobrej jakości skórzaną, czarną kurtkę. Biorąc pod uwagę to, czym się zajmował, nigdy nie miał problemów ze zdobyciem czegokolwiek, ubrania, jedzenie i wszystkie produkty codziennego użytku – mieli to na własność, w ilościach które umożliwiłyby im dostatnie życie w ukryciu. Jednak jaki sens miałoby krycie się w podziemnych tunelach? Upadający kraj stanowił raj dla handlarzy, takich jak on. Przemyt, ciemne interesy, a nawet morderstwa na zlecenie – to było właśnie to, czym się zajmował.
Pewnie zabrzmiało to jak kaszka z mleczkiem, nic bardziej mylnego. Mafijne życie było jedną wielką walką o przetrwanie. Gangsterzy niejednokrotnie okazywali się osobnikami gorszymi od zwierząt. Zwierzęta mają jakieś wartości, zabijają się by przeżyć, a nie dla fantazji czy innego niezrozumiałego napadu agresji. Takiego zachowania Levi nie potrafił zrozumieć. Racjonalne myślenie w wielu sytuacjach skazane było na porażkę. Wtedy z pomocą przychodziło mu szaleństwo jego brata. Bliźniacy uzupełniali się w wielu kwestiach. A L. był tym bardziej odpowiedzialnym. Dlatego tak bardzo bolało go, gdy musiał zostawić Praviego Silasa samemu sobie. To się nigdy nie kończyło dobrze, Blondyn miał jakieś dziwne szczęście do pakowania się w kłopoty.
Interesy to interesy, a Levi nie mógł pilnować brata dwadzieścia cztery godziny na dobę. Nagła prośba o spotkanie z informatorem sprawiła, że ciemnowłosy opuścił podziemną kryjówkę i udał się w daleką drogę. Niepokojące było naleganie na spotkanie w tak odległym miejscu, dlatego chcąc zachować siły, chłopak użył motocykla zamiast teleportacji. Trasę, którą mógłby pokonać w zaledwie kilka chwil, musiał przejechać okrężną drogą, nic więc dziwnego że zeszło mu pół dnia. Zaparkował niedaleko budynku, pod lasem, ukrywając pojazd wśród drzew.
Powolnym krokiem zmierzał ku wejściu. Ciemnowłosy zupełnie nie pasował do wizerunku uciekającego przed rządem dziecka, które w dziczy walczy o przetrwanie. Czyste ubrania, dopracowana fryzura, tatuaże, kolczyki na twarzy. Ciemne kreski starannie namalowane pod oczami i na powiekach służyły bardziej do zakrycia sinych worów pod oczami, niż podkreślenia jakiejś dziwnej mody. Pasowały jednak do niego perfekcyjnie.
Zachowywał się bardzo cicho, zawsze próbował spodziewać się niespodziewanego.
W oddali zauważył dziewczynę grzebiącą się w ziemi. Wychylił się zza budynku i zerknął w stronę ogrodu. Dom, stojący na odludziu był kryjówką dawnego przyjaciela, a teraz jednego z najlepszych dostawców informacji. Mieszkał tu z siostrą, która starannie dbała o ogród.
- Allison?! – zawołał, machając w jej stronę. W jego głosie nie było cienia agresji lub negatywnego nastawienia. Dziewczyna były do złudzenia podobne, chłopak miał więc prawo je pomylić. Podchodząc jednak bliżej, wątpił w swoje wcześniejsze założenie.
- Hej? – dodał mniej pewnie i stojąc w bezpiecznym odstępie od potencjalnej nieznajomej.
 
 
Scarlett Kersey
Piję, kocham Ciocię i prawię bajki


17 lat

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png

Wysłany: 2016-12-29, 00:28   
   Multikonta: -


Wyrwała kolejny krzak, obrywając go z bulw tak, jak człowieka pozbawia się godności - w pośpiechu, bez zbędnego przyglądania się. Ziemniaki wpadły do worka, a wówczas za nią ktoś odezwał się. To była sekunda. Przeraziła się, chwyciła za nóż wsunięty w kaburę przyszytą do bluzy i odwróciła się w pośpiechu. Wypowiedział imię, podchodził coraz bliżej i zauważył coś. Wahał się, możliwe, że dojrzał jej nóż. Imię, nie moje imię. Pomylił mnie z kimś. Kogoś się tu spodziewa. Wyglądała jak zdezorientowana wampirzyca, której ktoś przerwał smaczny posiłek. Włosy w nieładzie, podkrążone nie tylko z niewyspania oczy, pobrudzone ziemią lica, pomalowane czarną szminką usta. Rano przeglądała znalezione przez jej brata parę dni temu kosmetyki i stąd tak zapadnięte oczy i jadowite wargi. Małe, a upiorne.
- No Hej - odparła swoim dziecinnym głosem, powstając z rozgrzebanej ziemi. Przed nią znajdował się plecak, a za nią worek kartofli. Na spodniach, na wysokości kolan, utworzyły się czarne plamy.
- Nie podchodź za blisko - uprzedziła go już znacznie mniej ciekawą barwą głosu, ale do dziecka z horroru wciąż wiele jej brakowało. Drugą dłoń miała pustą i otwarcie pokazała ten stan rzeczy, zaś ta z nożem swobodnie spoczywała wzdłuż jej ciała. - Czego chcesz? - Nie, nie była dziewczynką, która będzie można omamić jednym cukierkiem. Być może potrzeba całej ich paczki.
W duchu liczyła na to, że to nie gościu z telekinezą, że nie zabierze jej jedynej broni. Łuk posiadała przewieszony przez oba ramiona i dobycie go to nie kwestia chwili, nie ma wprawy w posługiwaniu się nim.
_________________
 
 
Levi Yuriev


19

niebieski




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png systema-male http://i.imgur.com/qSptghe.png

Wysłany: 2016-12-29, 14:39   
   Multikonta: Joyce, MG


Już po pierwszej reakcji zorientował się, że coś tu nie gra. Dziewczyna stojąca przed nim z pewnością nie była Allison i teraz, z bliższej odległości był już tego pewien.
Kłopoty. Zaczepianie nieznajomych zawsze oznaczało tylko i wyłącznie kłopoty, a przynajmniej tak uważał wtedy. Gdyby tylko zorientował się chwilę wcześniej, gdyby ignorując pracującą w ogrodzie dziewczynę, wszedł do środka, nie wpakowałby się w to.
Blondynka Szatynka nie wyglądała na groźną. W dzisiejszych czasach to jednak o niczym nie świadczyło. Niepozornie wyglądająca, cherlawa jedenastolatka potrafiła być mocarniejsza niż umięśniony goryl, który pozbawiony był mocy.
Levi stanął w miejscu i uniósł dłonie na wysokość klatki piersiowej, w geście poddania. Z jego wyrazu twarzy nie dało się nic odczytać, ani jego zamiarów, ani żadnych emocji. Nie zamierzał z nią walczyć.
- Nic ci nie zrobię. – oznajmił ze stoickim spokojem w głosie. Zlustrował dziewczę od stóp do głów, przeanalizował całą sytuację. Widział rzecz jasna zarówno nóż w jej dłoni, jak i łuk. Zdradzenie dziewczynie swoich mocy na początku, zepsułoby zabawę.
- Jesteś tu sama?- nie odpowiedział na jej pytanie i liczył się z tym samym. Nie kryjąc się z tym, próbował przecież wybadać sytuację. Potencjalny atak zależał od rodzaju i liczebności wroga.
Pozycją swojego ciała wyrażał poddanie, ale myśli w stu procentach skupiały się na wszystkim dookoła. Wyczulone do granic możliwości zmysły i umysł przygotowany do użycia telekinezy. Ostatnim, czego potrzebował była kolejna bezsensowna walka.
 
 
Scarlett Kersey
Piję, kocham Ciocię i prawię bajki


17 lat

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png

Wysłany: 2016-12-29, 20:19   
   Multikonta: -


Ręce przed sobą to jeszcze nie powód do pokojowego przyjmowania. Wyglądał młodo więc z pewnością jest zarażony i z pewnością coś potrafi. Psionicznego. Gdyby podał na tacy własny mózg, albo chociaż, myśląc bardziej realistycznie, siebie samego potraktował tym szumiącym ustrojstwem, wtedy Scarlett prawdopodobnie przyjęłaby jego kapitulację. Ale tak, z rękami w górze?
Nie te czasy, nie ta epoka.
Naiwna Scarlett zachowuje zawsze jakieś środki ostrożności. Do czasu, do czasu... Do czasu, który potrafi szybko się skończyć; przelecieć przez palce niczym sypki piasek.
- Może, może... - odparła zupełnie niepewnym głosem. Będą się bawić w podchody? Kotka i myszkę?
I co ma zrobić? On nawet nie jest w jej typie, poza tym wywnioskowała, że już jednej dziewczyny się tutaj spodziewał. Allison. O, właśnie.
- Szukasz kogoś? - zapytała z dziecinną dociekliwością, której nie da się przegonić, nim nie poczęstuje się jej odpowiedzią, niekoniecznie prawdziwą, ale dobrze, żeby była wyczerpująca. Schowała nóż do kabury.
- Może zastąpię ci Allison pod jej nieobecność? - wypaliła z błyskiem w oczach. Nie, żeby szatynka widziała w tym jakieś podteksty, wcale, przecież jest dzieckiem.
Potarła dłonie o siebie, pozbywając się nadmiaru ziemi z nich. Właściwie, ziemniaków już starczy im, nie ma co chomikować. Zawiązała worek. Zwróciła uwagę na jedną z jego dłoni. Jakaś czarna? Rękawiczka? Coś nie bardzo.
Okno w salonie się zapaliło. Pozbawione firanki i można było dostrzec dużą kanapę oraz mały stolik. Lecz ani jednej, żywej duszy, żadnej sylwetki w tym bądź innym oknie. Duchy? Nie no, co Ty. I pojawiła się na moment sylwetka w oknie, a światło po chwili zagasło i ponownie nastała ciemność.
Skupienie w tym czasie rysowało się na twarzy dziewczyny, a mężczyzna miał okazje obrócić się i zobaczyć to samo, co ona. O ile zaryzykowałby odwrócenie się.
A po tym wszystkim padły dwa szybkie strzały, felerne, pochodzące od strony drogi. Teraz oboje mogli skojarzyć, że jakiś cichy i miarowy stukot silnika ledwie parę chwil temu dobiegał ich uszu przez krótki okres czasu, dochodząc od strony pobliskiej drogi.
Ktoś przyjechał, rozejrzał się i zaczął strzelać. Nie snajper, bo inaczej już by nie żyli. I możliwe, ze nagłe poruszenie się w związku z palącym się świetle w salonie, ocaliło ich życia.
W każdym razie, to był moment, sekunda albo i mniej. Scarlett odruchowo padła na ziemię, sięgnęła po plecak i założyła go na oba ramiona. Chrzanić ziemniaki. Widać było, ze strzelanie z broni palnej przerabiała już nie raz.
- Kurwa mać! - wrzasnęła w nerwach, lecz głos stłumiła grząska ziemia. Popatrzyła w pobliskie krzaki. Oddalone o kilka metrów, a ich gąszcz wyglądał obiecująco, zwłaszcza że pośród krzaków znajdowały się około 3-metrowe świerki. Podniosła się na kolana, na stopy i w jednej chwili popędziła tam, myśląc tylko o tym, by się nie wyjebać na pierwszej-lepszej nierówności.
_________________
 
 
Levi Yuriev


19

niebieski




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png systema-male http://i.imgur.com/qSptghe.png

Wysłany: 2016-12-31, 03:25   
   Multikonta: Joyce, MG


Lubił swój mózg i z pewnością nie chciałby się z nim rozstawać tylko po to, by udowodnić coś nieznajomej dziewczynie, którą z pewnością mógłby z łatwością obezwładnić. Nie podważał tutaj oczywiście jej umiejętności, lecz uważał że poradziłby sobie w starciu z szatynką, a jeśli nie to przeteleportuje się gdzieś i ucieknie.
Zgodnie z oczekiwaniami, ona też nie zamierzała zdradzać możliwych asów w rękawie. Nieznajomość wroga zmuszała go do baczniejszego obserwowania otoczenia. Jeśli więc zdradziłaby mu wszystko, czy mógłby jej zaufać? Z pewnością nie. Nie był taki głupi, nie w dzisiejszych czasach, kiedy nikt nie mógł odczuwać takiego komfortu.
Opuścił ręce, jeżeli miała odebrać jego pokojowe zamiary, już to zrobiła, a co za tym szło nie było potrzeby stać przed nią jak przed rewolwerowcem z Dzikiego Zachodu. Zwisały swobodnie, pozostając na widoku. Jedna dłoń wyraźnie różniła się od drugiej, była czarna i nieco różniła się kształtem, lecz prócz koloru, detale nie były mocno widoczne z daleka. Tak, to była proteza, wykonana na specjalne zamówienie przez najwybitniejszych Zielonych, bardzo wysokiej jakości i sprawnością nie różniła się od normalnej, zdrowej kończyny.
- Szukam. Może możesz mi pomóc? - uniósł delikatnie brew i zlustrował wzrokiem ją i jej rzeczy. Wszyscy kradli by przeżyć, a nie jemu było to oceniać. Nie jego zadaniem było też bronić zapasy znajomych przed zszabrowaniem. Zastanawiające jednak było, dlaczego Allison, która pilnowała sadu i ogródka dwadzieścia cztery godziny na dobę, nie przegnała młodej złodziejki.
- Jeśli chcesz… - uniósł lekko kącik ust, co mogło przypominać zawadiacki uśmiech, lecz z pewnością nim nie było.
- Powinna tu być i… - przerwał, gdy tylko kątem oka dostrzegł zapalone w pokoju światło. Jacob był rozsądny, mieszkając tu od lat nie zwrócił na siebie uwagi. Posiadłość mimo iż była w bardzo dobrym stanie, od zawsze wyglądała na opuszczoną. Pomarańczowy dbał by nikomu nie przyszło do głowy zajrzeć do środka.
Levi już wtedy przeczuwał kłopoty. Spudłowane strzały wycelowane w ich kierunku, tylko utwierdziły go w tym przekonaniu. Instynktownie pochylił się odrobinę do przodu i osłaniał dłonią by w razie konieczności użyć bariery.
Jego twarz spoważniała, a rysy twarzy wydawały się teraz dużo bardziej surowe.
- Kryj się!- warknął, ale dziewczę leżało już na ziemi, uprzedzając jego ostrzeżenie.
Idąc tyłem, zbliżył się do niej i kucnął. Wzrok skupiony na budynku, próbował dostrzec zamachowca. Odległość była jednak zbyt duża, nie mógł użyć mocy. Musieli uciekać. Skryć się i przeczekać atak lub bronić się. . Przebywanie na szczerym polu nie było najlepszym pomysłem. Niebieski, jak bohater, którym nigdy nie był, zrobi z siebie telekinetyczną tarczę.
- Widzisz te krzaki?- zdawało się, że chłopaka nie ruszała strzelanina, był opanowany i wyglądał jakby miał gotowy plan na każdą ewentualność. Czy w rzeczywistości tak było, czy to tylko gra pozorów?
- Na mój sygnał, wstań i biegnij. - dodał jak dostał jakikolwiek znak potwierdzenia, wstał i wyciągnął przed siebie dłonie, a po zewnętrznej ich stronie wytworzyła się bariera. Twarzą zwrócony był w kierunku, z którego oddane były strzały.
- Teraz! - zawołał i osłaniał tyły dziewczyny.
 
 
Scarlett Kersey
Piję, kocham Ciocię i prawię bajki


17 lat

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png

Wysłany: 2017-01-01, 22:10   
   Multikonta: -


Przeszło jej przez myśl, że może nie mieli na celu strzelać by zabić, ze może tylko chcą ich zastraszyć. Ich? Może jego, a ona jest tylko przypadkową ofiarą? On się tu zjawił nagle, on miał ją za kogoś innego i to on oczekiwał dokładnych informacji, maskując przy tym swoje.
Nie pasowało Scarlett to, że jednocześnie ktoś ujawnił swoją obecność w budynku jak i ktoś inny strzelał z karabinu. I choć znajdowała czas na te wszystkie rozważania, priorytetem było zadbać o siebie. Chcąc nie chcąc, była skazana na towarzystwo nieznajomego, który zamierzał bawić się w jej ochroniarza.
Dobrze widziała te krzaki, sama uprzednio obserwowała z nich okolicę ogródka i domu by stwierdzić, czy droga do kradzieży warzywek jest wolna. Ale trzeba oddać, że chłopak zupełnie nie wiedział, co ona tu robi, skąd przybyła i co wie. Starał się i doceniłaby to, gdyby tylko miała czas na wyrażanie empatii. Nie musiał wrzeszczeć o kryciu się, choć szatynka upadła w czasie wydawania tej komendy. Nie musiał rozkazywać jej biec, choć pobiegła natychmiast po wypowiedzeniu tego rozkazu, głównie dlatego, że miała niemal stuprocentową pewność, że on także pobiegnie. I może kula, która trafić miałaby ją, trafi jego... Tak, gdyby to miało uratować jej życie, wepchnęłaby go bez zastanowienia w piekielny ogień. Egoistyczna znieczulica dobrze wykształtowała się w psychice tej dziewczyny, która tylko za swojego brata i swojego ojca byłaby w stanie oddać życie.
Reszta mogła ginąć.
Znaleźli się pomiędzy roślinkami, małymi, wielkimi jak oni sami i jeszcze większymi.
- Jesteś ranny? - zapytała wcale nie z troską. Jeśli był i to poważnie, musiałaby go tu zostawić.
Nie dostrzegła jak ochraniał ich swoją magiczną tarczą, a wtedy byłaby znacznie milsza dla jego żywotu wiedząc, że uznaje ją w pełni za wspólniczkę.
Rozejrzała się wokoło, próbując sobie przypomnieć co gdzie było. Te zarośla były pasem szerokim na kilkadziesiąt metrów, ciągnących się pod małą górkę. Spojrzała ponownie w stronę, skąd przybyli.
- Tędy, nie ma czasu! - krzyknęła, a wtedy kolejne kule, tym razem cała seria, przeszła przez gałęzie świerków. Jedna z nich drasnęła mężczyznę, gdzieś w okolicach żeber. Trawa była wysoka, a dalej świerków było znacznie więcej, co sprzyjało ucieczce.
Zobaczyła jeszcze ślady po quadzie, prawdopodobnie ze wczoraj, a kilkanaście metrów dalej można było go znaleźć, nakrytego kilkoma gałęziami. Jeśli był na chodzie, to trafiło się im jak ślepej kurze ziarno - jechać w zaroślach, tym samym dając sobie znaczną przewagę nad agresorami. Scarlet wiedziała, że tam dalej zaczynają się większe lasy, a pośród nich szansa znalezienia kryjówki wzrasta kilkukrotnie.
_________________
 
 
Levi Yuriev


19

niebieski




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png systema-male http://i.imgur.com/qSptghe.png

Wysłany: 2017-01-02, 00:57   
   Multikonta: Joyce, MG


Robienie za opiekunkę weszło mu chyba w krew, to pewnie dlatego czuł potrzebę chronienia dziewczyny. Nie istotne było czy wykonywała jego polecenia, czy jej poczynania idealnie zgrywały się z tokiem myślenia chłopaka. Liczyło się, aby uciec i nie dać się zabić. Przemytnik broni zabity przez kulkę z pistoletu, który sam sprzedał. To byłaby dopiero ironia.
- Nie. - odparł, nie musiał pytać jej o to samo, wiedział, że osłaniał ją wystarczająco dobrze. Nie robił tego dla wdzięczności, nie chciał też się bawić w bohatera, nie był nim i bardzo dobrze o tym wiedział. Jego podstępny, rosyjski móżdżek podświadomie kalkulował za i przeciw obrony dziewczyny. Levi nie był nawet świadomy swoich odruchów. Przez lata zajmował się Pravim, dlatego był taki a nie inny.
Odwrócił się dosłownie na moment, aby zobaczyć kierunek wskazany przez szatynkę. Ułamek sekundy rozproszenia wystarczył, aby zostać rannym. Z całej serii kul z karabinka, drasnęła go tylko jedna, oznaczało to, że wrogowie nie mają w swoich szeregach zbyt dobrych strzelców. Można było śmiało założyć, że jest to nieszkodliwy dzieciak, który pierwszy raz trzymał broń w dłoniach.
Levi syknął cicho i złapał się za brzuch, gdzieś w okolicy talii. Spojrzał na swoją dłoń umazaną świeżą krwią. Kula przeszła przez jego ciało, ocierając się całą swoją powierzchnią o jego tors, kilka milimetrów w prawo i ominęłaby go całkowicie. Pech chciał jednak, że zostawiła w jego ciele dziurę o średnicy około piętnastu milimetrów. Uszkodzone były jedynie tkanki miękkie, ale chłopak dość szybko tracił krew.
Chcąc nie chcąc musiał zaufać dziewczynie, a przynajmniej na tyle by za nią podążać. Trzymał dłoń na ranie i przy pomocy telekinezy próbował powstrzymywać krwawienie. Wszystko działo się tak szybko, że piętnastolatka mogła nawet nie zauważyć, że jej towarzysz został ranny, a on też nie dawał nic po sobie poznać, byli w lesie, przez natłok emocji związanych z zamieszaniem, dziewczyna mogła nie zauważyć krwi na czarnych ubraniach. Jedyne, co mogło zwrócić jej uwagę było to, że kurczowo trzyma dłoń pod kurtką.
- Dokąd idziemy? - spytał, ale widząc ślady opon, zaczynał się domyśleć. Kład ten oczywiście pochodził z jego przemytu.
- Potrafisz prowadzić? - brak kluczyków w stacyjce nie musiał oznaczać końca świata, mieli dwie opcje, albo odpalać kablami lub telekinetycznie przekręcić stacyjkę. Nim dostał odpowiedź od dziewczyny, wykorzystał swoje moce i po kilku próbach pojazd odpalił.
_________________

głos

 
 
Scarlett Kersey
Piję, kocham Ciocię i prawię bajki


17 lat

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png

Wysłany: 2017-01-04, 21:34   
   Multikonta: -


Nie zauważyła, ze jest ranny. Akcja była szybka. Dokąd pędzą? To oczywiste - byle dalej! Wszystko w jej głowie się kotłowało, nie miała zbytnio czasu na przemyślenia, a tutaj ktoś od niej oczekiwał zdawania relacji na bieżąco. Dawno już nie była w podobnej sytuacji.
- Tam, dalej. W las. Tam jest las. - wycedziła,machając na oślep chwiejną ręką.
Bała się.
Podeszła do quada, oceniła, że wszystkie trzy widoczne koła są w dobrej formie, a gdy usiadła za kierownicą, w czwartym także nie widziała żadnego ubytku powietrza. Problem zapalenia rozwiązał się sam, jeszcze zanim poważnie zdążyła się nim zamartwić. Super.
- Tak trochę... Trzymaj się mocno.
I miała coś jeszcze powiedzieć, ale zobaczyła jak trzyma się za bok, a lepka ciecz skapuje mu z dłoni. Kurwa, przeklęła w myślach, niemal gotowa zostawić go tu; wypchnąć z pojazdu i zostawić samemu sobie. Ale wiedziała, ze to nie ona odpaliła quada i prawdopodobnie byłby w stanie go zgasić.
Mocno dodała gazu i ruszyła przez ośnieżoną trawę, starając się utrzymać stałą prędkość pojazdu. Kilkukrotnie musieli schylić głowy, kilkanaście razy gałęzie mniej lub bardziej smyrały ich z obu stron. Choć błota wiele nie było, to i tak kilkukrotnie traciła panowanie nad quadem. Kiedy teren zrobił się mniej przyjazny, zwolniła, ledwo wymijając okoliczne drzewa. Tutaj podłoże było pokryte dużą ilością liści. Jesień.
Zatrzymała się pod odsłoniętymi skałami, formującymi się we wzgórze.
- Myślę, że tutaj dobrze będzie przeczekać, a pojazd schować i zatrzeć ślady... Ale najpierw pokaż mi tę ranę.
Wstała, wyjęła trochę przybrudzone bandaże z reklamówki, w którą były owinięte, a ta zaś znajdowała się w jej plecaku. Bez specjalnego pozwolenia rozpięła mu kurtkę i podwinęła koszulkę wraz z bluzką. Jeśli nie miała wciąż dobrego dojścia do rany, to bez specjalnego zastanowienia rozpięła mu spodnie i zdjęła z tej strony biodra. Ręce się jej trzęsły. Czemu to robi, czemu pomaga nieznajomemu? Teraz mogłaby uciec, miałaby dokąd.
Miała butelkę ruskiej wódki, której etykietę mógł kojarzyć z rodzimego rynku. Pełna do połowy. Dała mu się napić z gwinta na uśmierzenie bólu, o ile chciał, po czym polała nią ranę. Dalej zostawało tylko zabandażować to miejsce, do czego potrzebowała trzeciej ręki.
I oby żaden płat skóry byle jak nie zwisał, nawet najmniejszy, bo wtedy raczej byłaby zmuszona go zerw... znaczy się, uciąć. Nożem.
_________________
 
 
Levi Yuriev


19

niebieski




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png systema-male http://i.imgur.com/qSptghe.png

Wysłany: 2017-01-05, 17:19   
   Multikonta: Joyce, MG


Nie zatrzymywałby jej… Jeśli zdecydowałaby się go porzucić i uciekać na własną rękę, odpuściłby jej. Poradziłby sobie sam. Tak uważał, być może mylnie... Przeczekałby w lesie, ten nieudany nalot na chatkę albo ruszył na oprawców z samobójczym napadem. Mógł się również zdać na umiejętności. Moce niebieskich potrafiły być szalenie przydatne zarówno podczas ucieczki, jak i ataku. Teleportacja, lewitacja czy telekineza… któreś z nich z pewnością pozwoliłoby mu ujść z życiem. Jak zawsze… Walczył, bo miał dla kogo zwyciężać.
Usiadł tuż za nią. Jedną rękę dociskał do rany, drugą złapał za uchwyt znajdujący się na końcu siedzenia. Jadąc w takiej pozycji, po takiej drodze i z niedoświadczonym kierowcą, któremu swoją drogą szło całkiem nieźle, cudem było że nie spadł. Chociaż kilkukrotnie był bliski spotkania ze śmiercią. Wisiał dziewczynie dużą przysługę, a bracia Yuriev zawsze spłacają swoje długi.
Każdy podskok i nierówność była dla niego jak dodatkowy cios. Krwawienie powstrzymywał niewidzialnymi szwami, ściągając skórę za pomocą telekinezy. Bolało jak diabli, ale zwiększało szansę przetrwania. Gdy już się zatrzymali odetchnął z ulgą, chociaż nie był to jeszcze koniec podróży. Dziewczyna zeszła z pojazdu, a on oparł się łokciem o siedzenie, ułatwiając jej dostęp do rany. Oddychał dość ciężko, a nim zdążył zareagować, dziewczę uwidoczniło zranione miejsce, podwijając przemoczoną od krwi koszulkę. Syknął cicho i rozluźnił telekinetyczne szwy.
Wziął w dłoń butelkę i przyjrzał się etykiecie, na jego twarzy pojawił się uśmiech, a on zaśmiał się cicho. Upił spory łyk, a wódka chociaż paliła przełyk, wywoływała przyjemne uczucie ciepła w żołądku. Oddał jej i podziękował.
Zaciskał palce na skórzanym siedzeniu quada i zachowując się jak na mężczyznę przystało, jęknął tylko przez moment. W końcu było po wszystkim, całe szczęście obeszło się bez ucinania niczego. Mimo wszystko nie zaufałby nieznajomej z nożem, która chce odciąć mu kawałek skóry albo grom wie czego jeszcze.
- Dlaczego to robisz? Dlaczego mi pomagasz?- spytał, pomagając jej przy zakładaniu bandaża. Nie musiała tego robić. Mogła go zostawić wtedy, mogła i teraz. Obrażenia nie były śmiertelne, jeśli zdołałby je chociaż trochę opatrzyć i wrócić skąd przyszedł, uszedłby z życiem. Mimo to, ona wciąż tu była…
- Dziękuję… - wycedził, próbując unormować oddech. Trochę kręciło mu się w głowie, ranę najlepiej byłoby zszyć, ale opatrunek z pewnością wystarczy mu, nim wróci do Pikes Peak.
- Jak mogę ci się odwdzięczyć? - Chwila odpoczynku to było to, czego potrzebowali, a przynajmniej Levi zanim będzie zmuszony przeteleportować się do domu. Motor raczej został stracony. Teraz Yuriev musiał zadbać o siebie, a potem wrócić tu z ekipą i zbadać sprawę.
Zdawało się, że nikt już ich nie gonił.
- Chyba ich zgubiliśmy…
_________________

głos

 
 
Scarlett Kersey
Piję, kocham Ciocię i prawię bajki


17 lat

Czerwona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png

Wysłany: 2017-01-11, 19:27   
   Multikonta: -


Chętnie ucięłabym kawałek obwisłej skóry. Co to tam, zrośnie się bądź odrośnie. A może ten ucięty kawałek zmutuje? Co, mówisz że to nie jest to uniwersum? No dobra, niech ci będzie. Tak, wiem, marudzę. Szczególnie wtedy jak nie wiem, co zrobić, a obok znajduje się obcy facet.
Co, kurna, facet. Co on tu robi?!
Scar!

...
Dlaczego robi? Nie odpowiedziała. Pomaga? E, za duże słowo. Dziękuje? W odpowiedzi mruknęła coś pod nosem. Jak może się odwdzięczyć? Na wiele sposobów.
- Musisz uważać na to miejsce. A teraz pora nam znaleźć jakieś spokojniejsze miejsce... - rozejrzała się dookoła i wypatrzyła trójkątny kształt za kilkoma drzewami. Przypatrując się dokładniej, zobaczyła, że jest to jakaś bardzo stara stodoła. Już przed laty musiała zostać porzucona, a chaos ostatnich lat tylko pogłębił krytyczny stan tego nieużytku.
- Chodź, trzeba się dostać tam, w zamknięte pomieszczenie - i zagrzać się powinieneś.
Pozbierała swoje rzeczy i usadowiła go na quadzie, którego prowadziła po równym terenie w kierunku wypatrzonej stodoły. Na miejscu zastała totalnie zarośnięte podwórko, zawalony dom i ledwo trzymającą się stodołę, której dach uginał się w kształt kołyski.
Pozostawiła pojazd za najbliższą ścianą. Powinna wrócić do swojego brata, który z pewnością się o nią martwi i może nawet szuka. Ale jest już ciemniej, mało widać i łatwo byłoby się jej zgubić, poza tym...
Serio chcesz zostać z nim tutaj, w starej słomie, aż do rana?
Rozłożyła stare kapoty na drewnianych belkach i ułożyła się, zostawiając obok dość miejsca.
- Jak tu się znalazłeś? - zapytała. Podejście drugie.
_________________
 
 
Kelly McCarthy


19 lat

Niebieska Matka Teresa




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png lowcy-female http://i.imgur.com/RlDynJq.png owd-female http://i.imgur.com/baq9buf.png

Wysłany: Dzisiaj 11:08   
   Multikonta: Szejn, Mistrz Gry, Kai, Cookie


zamykam.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ZAMKNIĘTY ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Forum zostało otwarte 2016-15-08. Właścicielką kodu wysuwanego elementu z boku jest corazon. Autorem systemu zakładek jest Noritoshi.
Strona wygenerowana w 0,1 sekundy. Zapytań do SQL: 9