Strona Główna



  • ♣Forum powoli wraca do życia, niedługo zostaną pociągnięte rozgrywki mające na celu zamknięcie niektórych wątków.
    ♣Niedługo powstanie nowa grupa - rząd.
    ♣Niedługo zostanie zmieniony wygląd, do szablonu zostanie dodany nowy skład administracji. Jak na razie z przyjemnych wieści - możemy w nim powitać naszą starą userkę Summer Dawson.
    ♣Zaktualizowany został regulamin rzutów kośćmi.
    ♣Apelujemy o nieco szybsze odpisywanie w tematach - jeżeli ktoś ma podciągnąć fabułę, to jesteście to przede wszystkim wy.
    Obecnie na forum mamy luty, 2023 rok, -5 stopni celsjusza, lekkie opady śniegu.

  • Pryzmat: Nadszedł czas kolejnych zmian. Zniesienie obozów to był zaledwie początek. Prezydent Donovan po miesiącu od zwycięstwa w wyborach, podjęła kolejny spory krok w kierunku uwolnieniu uciśnionych psioników. - Zdecydowałam, że zamykam projekt pryzmat. Psionicy, chociaż mają przewagę z mocami, to jednak dalej dzieci. Nie powinniśmy was wykorzystywać jako ochronę. Dlatego też wysyłam was na osiedle. Będziecie mieli tam zapewnione wszystko, co będzie potrzebne i będziecie mogli tam żyć bez strachu o jutro. - poinformowała ich dalej spokojnym tonem nie przerywając swojego wywodu, nawet jeśli usłyszała okrzyki protestu. Nie zamierzała się ugiąć. Już dosyć krzywdy wyrządzili tym dzieciakom. Starczy tego dobrego, pora im dać trochę wolności i chociaż namiastkę życia, które zostało im brutalnie wyrwane przez epidemię. W związku z powyższym członkowie biorący udział w projekcie, znanym pod nazwą Pryzmat zostali oddelegowani ze służby na zasłużony odpoczynek. Od teraz zamieszkają oni w niewielkim miasteczku położonym niedaleko Denver.


Poprzedni temat «» Następny temat
W poszukiwaniu zaginionego koksu.
Autor Wiadomość
Pravi Yuriev



19 lat

Żółty




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png systema-male http://i.imgur.com/qSptghe.png

Wysłany: 2017-01-02, 10:50   
   Multikonta: Hope Reyes, MG


Na moment przestał zwracać uwagę na dziewczynę. Jego umysł przejęła postawa brata. Levi zawszę był troszkę markotny i wyglądał jakby miał wieczny niedobór snu, co było nawet prawdą, ale w tym momencie przerastał samego siebie. Silas obserwował jak chłopak kiwa się na nogach, jakby miał zaraz upaść, oczy miał zmrużone i co chwila nimi mrugał, chcąc zapewne odpędzić sen. I jeszcze te nietypowe dla niego wypowiedzi. Wiedział co to wszystko oznaczało i na moment przejął się, że brat zaraz zaśnie na stojąco, szybko jednak uśmiechnął się na nowe możliwości. Kiedy brat padnie, on będzie mógł robić co zechce.
Puścił dziewczynę i podszedł do brata. Specjalnie wykonywał spokojne ruchy, nie chcąc podburzyć brata. Nie myślał teraz o tym, co złego może się stać, gdy Levi zaśnie. A wręcz oczekiwał tego całego rozpierdolu, którego mógłby zrobić.
-Hej, braciszku? Może usiądziesz? Wyglądasz trochę na zmęczonego - powiedział cicho, kojącym głosem. Miał nawet zamiar zacząć nucić kołysankę, ale stwierdził, że jeszcze za wcześnie na to.
 
 
Levi Yuriev



19

niebieski




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png systema-male http://i.imgur.com/qSptghe.png

Wysłany: 2017-01-02, 11:17   
   Multikonta: Joyce, Joy


Musiał go powstrzymać. Silas za moment wybuchnie, a ostatnim czego potrzebowali to zadzierać z Łowcami, zwłaszcza przebywając na ich terenie. Z trudem jednak utrzymywał oczy otwarte.
Kofeina – to było właśnie to, czego potrzebował w tej chwili, a przez nieuwagę zostawił energetyka w samochodzie, przez co teraz słaniał się na nogach. Nie sądził jednak, że jego brat tak bezwstydnie wykorzysta jego chwilową niedyspozycję.
- Zostaw ją. - mruknął w kierunku Blondyna – Nie potrzebujemy kłopotów. – dodał ospałym głosem. Wbijał nieobecne spojrzenie w dziewczynę i liczył, że jest na tyle rozsądna i dogadają się jakoś.
- Chodź tu. - zawołał cicho bliźniaka, a ten jakoś bardzo chętnie przybiegł i był przebiegle miły.
- Usiąść? Nie! Uspokój się. Nie chcemy zadzierać z Łowcami, jasne? - nachylił się i szeptał tak, że tylko Blondyn mógł go usłyszeć. Lecz ten zamiast go słuchać, wciąż naciskał na odpoczynek. Pozorna troskliwość?
- Uspokój się… - Morfeusz już wyciągał po niego swoje obślizgłe łapska, a ciemnowłosy nie mógł się w żaden sposób bronić. Usiadł i to był błąd, chociaż gdyby stał to zwyczajnie padłby na ziemie. Stary dziadek od piasku obsypał go od stóp do głów tym swoim cudownym pyłem.
Było już za późno, chłopak drzemał jak dziecko. To był błąd. Ogromny błąd, który może kosztować innych nawet życie. Silas nie powinien pozwalać mu zasnąć, nie tutaj, nie gdy dookoła był inni ludzie.
_________________

głos

 
 
Annabeth O'Sullivan



20 lat

Zielona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png lowcy-female http://i.imgur.com/RlDynJq.png

Wysłany: 2017-01-02, 14:12   
   Multikonta: Lounarie; Ceridwen; Mistrz Gry


Została zignorowana. I to całkiem porządnie zignorowana. Cóż, chyba olali groźbę stada łowców wpadającego do tego miejsca. Miała ochotę powiedzieć Nie przeszkadzajcie sobie, ale zdążyła się ugryźć w język. A niech ją lekceważą, jak przyjdzie co do czego to będzie mieć trochę przewagi. Blondyn pokicał do swojego mrocznego klona i coś tam rozmawiali, więc wyostrzyła trochę zmysły i zaraz mogła podsłuchiwać co tam szepczą, będąc po drugiej stronie pokoju. Żeby trochę zatuszować to, że stoi i jawnie podsłuchuje sobie ich małą naradę, kucnęła i zaczęła przywoływać do siebie Kuro. Kociak zaraz skusił się na mizianie, więc chwilę później trzymała go już na rękach, a kocię odpaliło funkcję mruczenia. Ta kulka futra była nawet fajna, ale i tak nie był to Mononoke. Ciekawe, czy jak zawsze wymknie się z bazy i ją wytropi. Znając życie to już siedzi przy wejściu do budynku i grzecznie czeka ze ślepiami wlepionymi w drzwi. Czasem miała ochotę przyczepić wilczakowi kamerę do obroży i zobaczyć, którędy on się wymyka i jak gubi łowców, którzy pewnie za nim próbują pójść, mając świadomość, że pies zawsze w końcu ją znajduje. W końcu kolega metal usnął, więc została z blondynem. Uroczym, ale przecież już wcześniej widziała, że tłukł mu się we łbie jakiś pomysł, który pewnie niezbyt by jej przypasował. Miziała kociaka, który się w nią wtulił i czekała na to, co będzie dalej. Bo kiedyś może raczą odpowiedzieć, czy im jej plan pasuje, czy ma wzywać łowców i sama organizować łapankę na trefnego handlarza.
_________________
NOTATNIK

RELACJE

GŁOS

UBIÓR
 
 
Pravi Yuriev



19 lat

Żółty




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png systema-male http://i.imgur.com/qSptghe.png

Wysłany: 2017-01-02, 20:16   
   Multikonta: Hope Reyes, MG


Gdy Levi smaczniutko sobie spał, Silas wrócił do dziewczyny i zaczął szeptać:
-Teraz, gdy Śpiąca Królewna zasnęła, możemy zająć się tymi kamerami, o których mówiłaś. - Uśmiechnął się, to był uśmiech szaleńca. Wskazał dłonią brata. -Nie będzie go teraz łatwo obudzić, ale lepiej nie kusić losu. Masz być cichutko. Ja go wezmę, ty prowadź.
Wrócił do brata i delikatnie podniósł jego lekkie, chucherkowate ciało. Niedobór snu powodował nadmierne zużywanie energii, dodatkowo Levi musiał opiekować się bratem, żeby ten nie popadł w zbytnie szaleństwo. Silas za to czuwał nad bratem podczas spania, w te nieliczne noce, kiedy niebieski decyduje się na sen. Wtedy blondyn przejmuje rolę Opiekunki Demona, a niekiedy wygląda to jak prawdziwe egzorcyzmy. Żółty zdecydował się na odważny krok, dzisiaj zamienili się porami i to on musiał zająć się nim w dzień, nie na odwrót. Miał potem żałować nierozważnego posunięcia, ale na razie cieszył się, że pozwolił bratu na chwilowy odpoczynek. Sam też potrafi znaleźć skrzata.
Zarzucając ostrożnie brata na plecy, ruszył ku drzwiom i kiwnął na dziewczynę, która dalej trzymała czarną, małą, włochatą kulkę gówna.
Mimo wcześniejszej przestrogi by milczała, chłopak zapytał:
-Co cię tu sprowadza? Uciekłaś, nie mylę się, prawda?
 
 
Annabeth O'Sullivan



20 lat

Zielona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png lowcy-female http://i.imgur.com/RlDynJq.png

Wysłany: 2017-01-02, 21:09   
   Multikonta: Lounarie; Ceridwen; Mistrz Gry


Metal słodko zasnął, a ona i szalony blondyn mieli się pobawić w detektywów. Będzie ciekawie, o ile nie spróbuje jej zaatakować. Miziała Kuro, który zaczął wiercić się w jej rękach i w końcu wlazł jej na ramię i tak usiadł i podziwiał świat z wysoka. Jej jakoś nie bardzo przeszkadzał, więc nawet nie próbowała go ściągnąć, a po prostu ruszyła w kierunku wyjścia. Najpierw gadał, że ma być cicho, a teraz sam zagadywał. Mógłby się zdecydować, ale widać taka już jego natura, że niby stawia ograniczenia, żeby zaraz potem o nich zapomnieć.
- Testuję nową niańkę. Jak widać gdzieś ją przypadkiem zgubiłam. - Powiedziała wesoło, starając się być cicho. Idąc w kierunku wyjście, wyciągnęła z kieszeni telefon i zaraz coś zaczęła na nim grzebać. Łączyła się z panelem sterowania i wyszukiwała nagranie, na którym było widać budynek, w którym się znajdowali. Przejrzała na szybko wideo i wyłapała moment, w którym brunet opuszczał to miejsce. Wychodząc na zewnątrz oczywiście znalazła swoją szarą kulkę futra, która zaraz zamachała ogonem i do niej podbiegła. Poczochrała Mono po łbie i spojrzała na Silasa.
- Chcesz zobaczyć nagranie, na którym widać, w którą stronę pokicała wasza zagubiona owieczka? - Zapytała cicho, bo w sumie nie wiedziała, czy zda się całkiem na nią, czy ma mu pokazać nagrania i tyle z ich współpracy. To, że brała drugą opcję pod uwagę nie znaczyło jednak, że nie polezie w miejsce, w które polazła zbłąkana owca z koką. Nie bardzo miała co robić, a nie chciała wracać tak szybko do bazy.
_________________
NOTATNIK

RELACJE

GŁOS

UBIÓR
 
 
Pravi Yuriev



19 lat

Żółty




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png systema-male http://i.imgur.com/qSptghe.png

Wysłany: 2017-01-02, 22:01   
   Multikonta: Hope Reyes, MG


Podejrzliwie obserwował kolejnego futrzaka. Coraz bardziej nie lubił zwierząt. W bazie można było znaleźć od groma kotów, ale one zazwyczaj pałętały się po labiryncie korytarzy, łapiąc myszy i inne gryzonie. Te, które przygarniał do siebie Levi nie zwracały uwagi na Silasa i wzajemnie. On i zwierzęta, to była obopólna obojętność. Natomiast ten wielki - chciałoby się powiedzieć wilk - pies o szarym umaszczeniu wyglądał na miłego, kochanego i mogącego wygryźć tchawicę. Nawet gdyby był wielkość damskiej torebki, Silas nie zapałałby do niego pozytywnymi uczuciami. Miłość do ludzi i zwierząt pozostawiał bratu, on wolał przedmioty nieożywione, jak na przykład cudowne czarne autko, które zostawili przed budynkiem. Westchnął, szybko do niego ponownie nie wsiądzie. Przez chwilę wahał się czy nie zostawić w nim Leviego, ale szybko zaniechał tej myśli. Musiał mieć brata na oku. Nie mając żadnego wyjścia zwrócił się do Annabeth.
-Pokaż co tam masz.
 
 
Annabeth O'Sullivan



20 lat

Zielona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png lowcy-female http://i.imgur.com/RlDynJq.png

Wysłany: 2017-01-02, 22:42   
   Multikonta: Lounarie; Ceridwen; Mistrz Gry


Mono chwilowo zignorował towarzystwo Ann uznając je za w miarę niegroźne. W sumie to wilczak był jedyną niańką jaką tolerowała, resztę całkiem skutecznie udawało jej się gubić i po którymś opieprzu od Rowana za zgubienie jej, niańki dezerterowały i wracały do swojego poprzedniego zajęcia. Mono wpychał łeb w jej biodro dopraszając się drapania, a ona tylko popacała wielki, puszysty pysk.
- Mononoke, nie przesadzaj. - Mruknęła do niego i podała Silasowi telefon z nagraniem ustawionym na odpowiedni moment.
- Wyszedł jakąś godzinę temu i poszedł tam. - Puściła nagranie i komentowała je cicho, pokazując przy tym, gdzie pokicała owieczka. Wzięła telefon i zaraz przeskoczyła na następną kamerę i ustawiła film na odpowiednią godzinę, żeby dowiedzieć się, co dalej. Sprawdziła tak kamery, aż do punktu docelowego, pokazując też Silasowi drogę, którą przebył gość, którego poszukiwali.
- Znam krótszą drogę. - Poinformowała go jeszcze cicho i zaczęła powoli prowadzić tam, gdzie mieli spotkać owieczkę. Monitorowała też po drodze kamery z okolic miejsca, w którym zniknął mały złodziej, gdyby okazało się, że jednak gdzieś jeszcze mu się śpieszy. Mono jak to on łaził za Ann krok w krok i teoretycznie robił za spokojną maskotkę, która jakby coś było nie tak zmieniała się we wściekłego wilka.
_________________
NOTATNIK

RELACJE

GŁOS

UBIÓR
 
 
Pravi Yuriev



19 lat

Żółty




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png systema-male http://i.imgur.com/qSptghe.png

Wysłany: 2017-01-03, 00:20   
   Multikonta: Hope Reyes, MG


Podążał za dziewczyną, ostrożnie stąpając po nierównym terenie. Na filmikach pokazała mu kokainowego skrzata, skradającego się po pustej parceli. Najwidoczniej miał się z kimś spotkać i sprzedać towar.
Starał się nie trząść Levim, ale nie było to łatwe zadanie. Czuł jak brat zaczyna się trząść. Zaczynał się koszmar. U niego w głowie jak i na jawie. Chłopak musiał szybko go uspokoić, ale jeszcze nie teraz i nie tutaj. Niebieskim targały coraz mocniejsze drgawki. Silas przystanął i położył brata na ziemi. Ten rzucał się i pocił jak świnia w oborze. Odwrócił się do dziewczyny.
-Musimy go tu zostawić. Sprawdzimy teren wrócimy tu zanim będzie naprawdę źle - powiedział spokojnym, wręcz nienaturalnym głosem.
Wstał i ruszył w kierunku, gdzie miał się chować skrzat.
 
 
Annabeth O'Sullivan



20 lat

Zielona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png lowcy-female http://i.imgur.com/RlDynJq.png

Wysłany: 2017-01-03, 01:09   
   Multikonta: Lounarie; Ceridwen; Mistrz Gry


Prowadziła ich uliczkami i skrótami, które tylko ktoś, kto od dawna tutaj przebywał, mógł znać na tyle dobrze, żeby się nie zgubić. Dotarli na miejsce dwa razy szybciej niż łowcy i nawet ominęli większość kamer, więc nikt nie powinien im się pojawić na miejscu. Bo ktoś kamer na pewno pilnował, tym bardziej jak pewnie mieli stan gotowości, bo ona kicała sobie poza bazą bez niańki. No dobra, bez ludzkiej niańki, bo Mono jak to Mono, zawsze wiedział gdzie jej szukać i pojawiał się znikąd niczym duch. Dlatego Mono miał takie, a nie inne imię. Zauważyła, że Levi zaczyna się rzucać. Silas właśnie się zatrzymał i go tutaj zostawił.
- Co mu jest? Jakiś atak? Znam się trochę na medycynie, to może mu trochę pomogę? - Zaniepokoiła się chłopakiem, no bo bądź co bądź, coś ją tam tknęło, skoro przez większość czasu przesiadywała w lecznicy, to jeśli była możliwość pomóc, to mogła to zrobić. Zerknęła na Mono i gestami dała mu rozkaz, żeby został i pilnował zarówno Leviego, jak i Kuro, którego położyła mu między łapami. Wilczak tylko go powąchał i polizał, sprawiając, że kocię było prawie całe mokre, jednak nie przejawił wobec kotełka żadnej agresji. Sama ruszyła za blondynem, żeby wybadać sytuację. Pusta parcela i miotający się to w jedną, to w drugą facet, tak jak na widoku z kamery. Nic nowego, mniej więcej znała teren, gdyby miała snajperkę mogłaby szybko unieszkodliwić chłopaka, a tak to będą pewnie się szarpać, albo co.
_________________
NOTATNIK

RELACJE

GŁOS

UBIÓR
 
 
Pravi Yuriev



19 lat

Żółty




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png systema-male http://i.imgur.com/qSptghe.png

Wysłany: 2017-01-04, 00:58   
   Multikonta: Hope Reyes, MG


Chłopak pozornie zachowywał się jak ignorant, łażąc między budynkami jakby byli w parku, jednak pozory skrywały pod sobą baczną obserwacje terenu i jego zapamiętywanie. Przeważnie zachowywał się jak niedorozwinięty ćwok, ale gdy musiał mógł nawet uchodzić za normalnego. Taka chwila nadeszła. Czy tego chciał czy nie on teraz dowodził.
-Nie przejmuj się nim, zaraz się uspokoi - skłamał gładko.
Skierowali się do miejsca, gdzie miał się znajdować skrzat. Ku zdziwieniu Silasa, nigdzie go nie było. Rozglądał się dookoła, ale nie było tu miejsca, w którym mógłby się schować. Wkurzony kopnął kamień a ten odleciał na kilka metrów, trafiając w ścianę pobliskiego budynku.
-Kurwa! Zabiję jak znajdę! - warknął.
Nie była to czcza pogróżka. Zamierzał to właśnie zrobić jak już gówniarza znajdzie, mimo zakazu brata. Co do brata miał duże obawy, szalał bardziej niż zazwyczaj, dlatego wolał trzymać dziewczynę z dala od niego. Co jak co, ale Annabeth nie mógł spaść włos z głowy.
Wrócili do miejsca, w którym zostawili Leviego. Brat co prawda już nie miotał się jak podczas padaczki, za to unosił się w powietrzu kilka centymetrów nad ziemią. Widząc to żółty zaniepokoił się; zwykle drgawki i podnoszenie różnych przedmiotów to standard, ale lewitacja występowała w głębokiej fazie koszmarów. Musiał jak najszybciej uspokoić go zanim wystąpi faza "egzorcyzmy czas zacząć" jak nazywał to Silas.
Powoli podszedł do brata. Wcześniej jednak ostrzegł dziewczynę.
-Nie zbliżaj się. Odejdź tak z dziesięć... dwadzieścia metrów. A najlepiej schowaj się za ścianą czy coś.
Nie obejrzał się by sprawdzić, czy posłuchała jego rady. Ufał, że była na tyle rozsądna i zrobiła to co miała zrobić. Przyklęknął obok brata i miał właśnie wysłać w jego ciało odpowiednią ilość prądu, by sparaliżować go, gdy usłyszał dźwięk odbezpieczanej broni. Odwrócił się z niedowierzaniem wymalowanym na twarzy i chciał właśnie wyśmiać dziewczynę za jej głupi wyskok z bronią, kiedy zorientował się, że to nie ona celuje do niego z broni a sama jest na muszce, tak jak on.
Przed nimi stał kokainowy skrzat, trzymając naładowaną broń wycelowaną w nich. Wyglądał jak naćpany, co było prawdopodobne.
-Co jest!? Czego tu szukacie? - krzyknął brunet.
Silas uśmiechnął się szalenie i czuł, że jeszcze zdoła roztrzaskać gówniakowi jaja piorunem.
-Ciebie, zasrańcu.
 
 
Annabeth O'Sullivan



20 lat

Zielona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png lowcy-female http://i.imgur.com/RlDynJq.png

Wysłany: 2017-01-04, 15:33   
   Multikonta: Lounarie; Ceridwen; Mistrz Gry


Przeszli do miejsca, gdzie powinna być ich zagubiona owieczka i co? Nie było go. Coś jej nie pasowało. Miała ochotę warknąć na Silasa, żeby się przymknął, ale pewnie i tak by jej nie posłuchał. Delikatnie wyostrzyła zmysły i ruszyła w drogę powrotną do uliczki, w której zostawili Leviego. "Zaraz się uspokoi" Chciała sarknąć, ale rozkojarzyły ją odgłosy kroków za plecami. Zniknęła za iluzją i wyczarowała swojego avatara w miejscu, gdzie jeszcze przed chwilą stała. Nie chciała uprzedzać o niczym Silasa, bo prawdopodobnie lazł za nimi zielony, skoro go wcześniej nie zauważyli. Do tego i tak musiała nieźle się skupić na dwóch iluzjach, żeby nie zaczęły falować, albo znikać. Brunet minął ją i zaraz zaczął wymachiwać klamką, a biedny nie ogarnął, że jedna z osób, do których celuje to iluzja. Pravi chyba też tego nie ogarnął, w każdym razie jak już ją minął, to zrzuciła z siebie iluzję, zostawiając tylko avatara i zakradła się do naćpanego chłopaka od tyłu. Szybko analizowała czy lepiej go ogłuszyć, czy lepiej zabrać mu broń. Wkurzył ją już na tyle, że miała ochotę go nawet postrzelić, co u niej było raczej rzadkością. Skrzat i Silas sobie gadali, a ona jak gdyby nigdy nic wskoczyła zza skrzata i wyćwiczonymi, sprawnymi ruchami odebrała mu broń i teraz to ona celowała do skrzata, a nie skrzat do niej, czy raczej do jej avatara. Cofnęła się kilka kroków, żeby skrzat nie mógł spróbować wyrwać jej broni w taki sam sposób jak ona zabrała ją jemu. Musiałby użyć iluzji, a gdyby tylko zauważyła, że coś jej się zaczyna nie zgadzać, to zaczęłaby strzelać - daleko by nie uciekł pod iluzją.
- Tylko spróbuj cokolwiek zrobić, a strzelę i uwierz mi, żebym nie trafiła musiałbyś być kilometr dalej. - Poinformowała koleżkę cichym, spokojnym głosem. Mononoke siedział z kotem pomiędzy łapami i nic sobie nie robił z całej tej sytuacji. Niańka na medal, zawsze wiedział, kiedy ma siedzieć na zadku i nie wtrącać się.
- Silas. Zajmij się bratem, zanim straci kontrolę i zacznie miotać i rozwalać wszystko jak popadnie. - Utrzymywała chłodny spokój, a jej ton wypowiedzi wskazywał, że nawykła do wydawania rozkazów. Oczywiście Blondyn mógł jej nie posłuchać, no ale ten rozkaz akurat był dosyć logiczny. Z resztą nawet na niego nie patrzyła, cały czas skupiała się na wyłapywaniu jakichkolwiek ruchów naćpanego skrzata.
_________________
NOTATNIK

RELACJE

GŁOS

UBIÓR
 
 
Levi Yuriev



19

niebieski




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png systema-male http://i.imgur.com/qSptghe.png

Wysłany: 2017-01-05, 03:20   
   Multikonta: Joyce, Joy


Zamknął oczy i nieświadomie odpłynął. Sen był ukojeniem dla zmęczonego ciała i przekleństwem dla umysłu. Ogarnęła go ciemność, spokojnie oddychając unosił się na gładkiej tafli wody. Wokół roztaczała się cisza, przerywana jedynie odgłosem spadających, pojedynczych kropel, które z sekundy na sekundę przyspieszały i przybierały na sile. Wkrótce stworzyły potok, który zmącił płytę. Wzburzyła się fala, która pochłaniała go, odbierając resztki tlenu, ciemna materia ciągnęła go na dno.
A potem znów miał dwanaście lat. Leżąc w zimnym pomieszczeniu, jego ciało drżało błagając o uwolnienie. Jednak szerokie pasy, którymi przyczepiony był do metalowego stołu, tłumiły drgawki. Próbował krzyczeć, ale przez knebel w ustach wydobywały się jedynie pojedyncze jęki cierpiącego chłopca. Na czole pojawiły się krople potu.
… zaraz się uspokoi… usłyszał głos swojego brata i przez ułamek sekundy wszystko było w porządku. Siedzieli obaj na najwyższej gałęzi starego drzewa rosnącego za domem. Który wszedł tam pierwszy, Levi? Silas? Czy był to zakład, przez który obaj utknęli na tym przeklętym dębie? W tamtej chwili to się nie liczyło. Ważne, że byli tam razem. Zawsze razem…
A potem znów nastała ciemność. Chłopak z trudem łapał powietrze do płuc. Kolejna sala, kolejne metalowe łóżko. Mężczyzna bez twarzy, w białym fartuchu sterczał nad wątłym ciałem małego chłopca. Jako broń dzierżył strzykawkę z igłą zdolną przeszyć go na wylot. Bał się, tak okropnie się bał. A oni chcieli więcej… chcieli mocy… Przeszywający ból sprawiał, że przedmioty zaczynały się unosić.
Jego ciało reagowało na senne wspomnienia przeszłości. Unosząc się kilka centymetrów nad ziemię, na twarzy pojawił się grymas bólu. Levi ciepiał, zwijał się w męczarniach własnego umysłu, który bronił się wytwarzając wokół chłopaka tarczę. Sytuacja stawała się coraz poważniejsza. Bariera uniemożliwiała kontakt z Niebieskim, który wykrzykując z pozoru losowe słowa w języku rosyjskim, wbijał sobie paznokcie w szyje.
Niewielkie przedmioty typu liście czy kamyki zawisły w powietrzu na wysokości około pięciu centymetrów. Krzyk Leviego stawał się coraz żałośniejszy, wręcz błagający o wybudzenie. Wtem rozległ się huk, drzewo tuż za plecami Annabeth rozpadło się na kawałki. Łapczywy wdech, krzyk i boom! Wokół nich zbierała się coraz większa ilość gałęzi i liści, które po chwili też zawisały nad ziemią.
To nie był koniec… Do końca wciąż było daleko…
Zielony skrzat nawet nie jęknął. Nie zorientował się kiedy jego ciało, rozszarpane jak po ataku maszynki do mielenia mięsa, opadło na ziemię wraz z deszczem ciemnoczerwonej krwi, w której skąpani zostali zarówno Żółty, jak i Zielona.
Levi osłonięty tarczą wciąż się nie budził. Jego urywane krzyki przedzierały się przez odgłosy ciszy.
 
 
Pravi Yuriev



19 lat

Żółty




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png systema-male http://i.imgur.com/qSptghe.png

Wysłany: 2017-01-05, 11:37   
   Multikonta: Hope Reyes, MG


Nie zauważył poczynań dziewczyny, dopiero kiedy odebrała brunetowi broń pochwalił w myślach zdolności szybkiego reagowania Annabeth. Jednak nie dane mu było skupić się na Skrzacie. Zamiast niego zajął się bratem, który właśnie wstąpił w fazę egzorcyzmów, jednocześnie przyrzekając sobie w myślach, że jeszcze usmaży tamtemu jajca. Silas musiał jak najszybciej porazić Leviego prądem. Wyciągnął rękę, chcąc to zrobić, gdy usłyszał huk i zaraz cały pokrył się spadającą cieczą. Zamarł, czując jak powraca znajome, lecz zapomniane z dzieciństwa wspomnienie. Wiedział, że to, co go oblepiało było krwią. Bał się tylko pomyśleć, kogo była to krew. Powoli odwrócił się. Jednocześnie odetchnął z ulgą i wkurzył się. Levi wybuchnął Skrzata. Już nie będzie mógł usmażyć mu jajuszek. Za to szczęśliwie panienka O'Sullivan stała cała i zdrowa oblepiona jedynie na całej długości i szerokości krwią i szczątkami nieszczęśliwca.
-Kurwa. Jego. W dupę. Kopaną - szepnął między oddechami.
Opanowywała go lekka panika. Taka leciutka.
Drżąc zwrócił się w stronę brata, który miotał się znowu targany koszmarami i wykrzykiwał niezrozumiałe słowa. Strzelił w niego błyskawicą i z przerażeniem patrzył jak odbija się od niewidocznej tarczy, stworzonej przez brata. Przeklinając w myślach podszedł jak najbliżej mógł do lewitującego. Przyłożył dłonie do przezroczystej błony i wysłał jak największy ładunek elektryczny. Nic to nie dało, mimo to chłopak próbował dalej, dopóki nie poczuł jak opuszczają go siły.
-Levi! - krzyknął. -Ty skurwielu, obudź się! Rozjebałeś Skrzata, możesz już odpuścić!
Nie miał pojęcia jak ma obudzić brata. Podejrzewał tylko co mu się może śnić. Tylko dwa razy zdarzyło się, żeby Silas nie zdążył uspokoić go na czas. I za każdym razem kończyło się to tym samym; brat się uspokajał dopiero, kiedy żółty do niego przemawiał. To samo pozostało mu zrobić w tym momencie. Miał tylko nadzieję, że dziewczyna nie straci rozsądku i pozostanie w miejscu.
-Nic ci nie grozi, rozumiesz? - powiedział już spokojniej. -Jestem tu. Nie jesteś tam sam - powtarzał.
 
 
Annabeth O'Sullivan



20 lat

Zielona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png lowcy-female http://i.imgur.com/RlDynJq.png

Wysłany: 2017-01-05, 16:21   
   Multikonta: Lounarie; Ceridwen; Mistrz Gry


Już miała go na muszce, już się pocił jak świnia, a tu Silas dał dupy i nie uspokoił brata na czas. Ledwo zdążyła zamknąć oczy i chociaż trochę osłonić się przed rozbryzgiem z rozwalonego skrzata. Widać, ktoś tu nie lubił małych, naćpanych skradzionym koksem wróżek. Tyle, że mógłby łaskawie nie wybuchać ich tuż przed nią, teraz była cała upaprana i już widziała, co się będzie działo, jeśli przy wejściu trafi na ojca, albo niańkę, którą zgubiła. W duchu tylko na to jęknęła. Matko bosko, co oni będą wyczyniać. Ojciec jej dorzuci jeszcze kilka nianiek, a jeśli to zrobi, to chyba oszaleje. Wyrwała jej się wiązanka Irlandzko-amerykańskich przekleństw. Trochę tych przekleństw znała. Uroki życia od urodzenia wśród mafii. Nikt się zbytnio nie przejmował, że przypadkiem usłyszy jakieś "brzydkie" słowa, które teraz chętnie wykorzystała. Chyba nie trudno dziwić się tej reakcji, skoro nawet Silas mniej oberwał szczątkami skrzata. Już zaczęła w głowie wymyślać, jak ona z tego wybrnie. Może prześlizgnie się przez garaż i zmieni w międzyczasie ciuchy, a te gdzieś wywali? Chyba najlepszy plan, bo jakby ojciec zobaczył ją w takim stanie, jak teraz, to chybaby zszedł na zawał. Miała szczerą ochotę ofukać ich obu, ale się powstrzymała. Niebieski chyba dalej spał, więc na jakiekolwiek fukanie pewnie zareagowałby jak na tego gościa ze spluwą. Stała więc w miejscu, niezbyt zadowolona z całej tej sytuacji i czekała, aż Silas łaskawie uspokoi kogoś, kto miał sam się uspokoić i o kogo niby nie miała się martwić. Jeśli jeszcze kiedykolwiek ich spotka, a Levi zacznie zasypiać, to zaraz mu chyba strzeli z liścia na pobudkę i nawet będzie miała całkiem niezły powód, żeby tak zareagować. Niechże ten niebieski świr już się obudzi, chciała już znaleźć się gdzieś, gdzie ten badziew będzie mogła z siebie zmyć. Może i była medykiem i flaki niezbyt ją ruszały, ale bycie upaćkaną czyimiś wnętrznościami nie było zbyt przyjemne.
_________________
NOTATNIK

RELACJE

GŁOS

UBIÓR
 
 
Levi Yuriev



19

niebieski




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png systema-male http://i.imgur.com/qSptghe.png

Wysłany: 2017-01-06, 03:17   
   Multikonta: Joyce, Joy


Słowa Silasa do niego nie docierały. Znikały, pochłonięte przez krzyk Niebieskiego , który zasłaniał uszy. Wyglądał jakby miotała nim jakaś demoniczna siła. Unosił się w powietrzu i wrzeszczał, wyginał się na wszystkie strony jak opętany. Nic dziwnego, że Blondyn nazywał to fazą „egzorcyzmy czas zacząć”.
Sięgnijmy głębiej… Znów jest przeraźliwie ciemno. Dlaczego w takich chwilach zawsze musi otaczać cię mrok? Nie jesteś jednak związany, możesz swobodnie się poruszać. Nie robisz jednak tego. Przez otwarte okno wlatuje mroźne powietrze i płatki śniegu, a ty z całych sił podkurczasz nogi do klatki piersiowej, próbując się ogrzać. Teraz masz pięć lat. Jesteś zaledwie dzieckiem. Samotnym… Opuszczonym… Bezradnym… dzieckiem. Dla którego sen oznacza śmierć. Nie zasypiaj…
Nie zasypiaj… znaczy… obudź się?

Drewniane drzwi uchylają się, wpuszczając do środka odrobinę światła. Barczysty mężczyzna ledwo mieści się we framudze, musi przejść bokiem. W rękach trzyma tacę. Przyszedł ci pomóc? Może cię uwolni?
Nie… Jesteś sam… Nie możesz na nikogo liczyć. Kulisz się ze strachu jak zwierzę i zastanawiasz się dlaczego ja?
Stoi tuż obok ciebie, rozpina i zdejmuje pasek od spodni. Znów chce cię skrzywdzić. Rzucasz się, krzyczysz, ale to tylko potęguję fascynację popaprańca. Pręgi na plecach jeszcze się nie zagoiły, a ty znów dostajesz baty. Krew spływa po twoim wychudzonym ciele i uderza o ziemię z cichym echem.
Jesteś sam… Nikt po ciebie nie przyjdzie… Umrzyj…
Zrezygnowany odpuszczasz. Pamiętaj, sen oznacza śmierć…
…jestem tu… – Gdzie? – … nie jesteś sam…
Bariera otaczająca Leviego zniknęła, a właściwie została zastąpiona. Niewielkie przedmioty, które wcześniej wisiały w powietrzu, zaczęły drżeć. W jednej chwili zerwały się i tańcząc wokół chłopaka taranowały wszystko na swojej drodze. Silas, który stał tuż obok niego, nie zdążył nawet zareagować, kiedy jego głowa stanęła na przeszkodzie chmarze liści, które pragnęły dołączyć do zabawy. Kamyczki nie chciały być gorsze. Z zawrotną prędkością świstały obok dziewczyny, być może nawet oberwała kilkoma i ignorując obecność Blondyna znalazły się w kręgu, który formował się w wir, otaczając bruneta murem z każdej strony.
Biedny Pravi.. Liściem w twarz, kamieniem w nery, zakończmy to w dobrym stylu…
… nie jesteś sam…
To prawda, za tobą siedzi twój brat. Tak samo przestraszony, głodny i wyziębiony. Stoisz przed nim i zbierasz dodatkowe baty. Robisz wszystko, aby był bezpieczny…
OBUDŹ SIĘ!
W tym momencie Levi oraz wszystkie lewitujące przedmioty spadły na ziemię, a kolejne trzy drzewa z hukiem rozleciały się na sporej wielkości kawałki, które jak igły wbijały się w ziemię, raniąc Ann, Silasa i Leviego.
Ciemnowłosy bardzo powoli otworzył oczy, a jego twarz zalewała się krwią wypływającą z nosa.
Wciąż wyglądał na nieprzytomnego.
Najważniejsze, że już nie spał…
_________________

głos

 
 
Pravi Yuriev



19 lat

Żółty




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png systema-male http://i.imgur.com/qSptghe.png

Wysłany: 2017-01-06, 16:47   
   Multikonta: Hope Reyes, MG


Można by powiedzieć, że rozpętała się prawdziwa burza, brakowało tylko piorunów i deszczu... A nie, zaraz deszcz przecież już był. Co prawda był to krwawy deszcz, ale w tej sytuacji nie miało to wielkiego znaczenia.
Gdy bariera opadła, zastąpiły ją drobne przedmioty, takie jak kamyczki, liście, jakieś gałęzie i większe drwa. Silas najpierw dostał kupą liści w twarz, potem kilka kamieni trafiło go brzuch i plecy. Starał się unikać latających w powietrzu próbujących go skrzywdzić rzeczy, co było trudne przy ogromnej ich ilości. Nie widział dokładnie brata, wszechobecne drobinki piachu raniły oczy i skutecznie ograniczały widoczność. Ale przynajmniej mógł spróbować strzelić w niego piorunem. Wycelował i strzelił. Najwidoczniej trafił, bo nagle wszystko upadło na ziemie razem z Levim. A unoszące się wcześniej obiekty raniły Anne, Leviego i Silasa.
Kilka drzew zaczęło po kolei upadać, każde następne coraz bliżej bliźniaków. Żółty widząc lecącą w stronę brata belę rzucił się, by go odepchnąć. Zdążył w ostatniej chwili, ale nogę przygniótł mu ogromny konar. Krzyknął z bólu. A potem wszystko ucichło. Słychać było tylko ciężkie oddechy obojga braci.
Leżąc na brzuchu, spróbował wyszarpnąć nogę, z której zaczęła cieknąć krew. Miał tylko nadzieję, że nie była złamana, to by tylko wszystko skomplikowało. Jeszcze bardziej. Bezskutecznie walczył z konarem. Zwrócił się do brata, ale zamarł widząc krew sączącą się z nosa niebieskiego. Otwarte lecz nieprzytomne oczy przeraziły go jeszcze bardziej. Potrząsnął bratem.
-Levi!?
Sprawdził puls chłopaka. Niemal zemdlał z ulgi, gdy wyczuł szalejące bicie serca Leviego. Był jeszcze otumaniony, to wszystko. Za kilka minut powinien dojść do siebie.
 
 
Annabeth O'Sullivan



20 lat

Zielona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png lowcy-female http://i.imgur.com/RlDynJq.png

Wysłany: 2017-01-07, 00:46   
   Multikonta: Lounarie; Ceridwen; Mistrz Gry


Zaczął się chaos, wszystko, co małe zaczęło latać dookoła, w sumie nie zdziwiłaby się, gdyby Kuro też porwała w ten wir, ale jego pilnował Mono. skulił się wokół kotka i próbował przeczekać to szaleństwo w jakimś w miarę bezpiecznym dla niego i kotka miejscu.
Ann skupiła się trochę czując uderzające w nią kamyczki i zahaczające o nią liście przepływające dookoła niej. Nie wiedziała, co się do cholery dzieje. Wszystkie małe przedmioty zaczęły latać dookoła nich, a kiedy to się uspokoiło, to pierdyknęły drzewa, przed którymi jej udało się jakoś zwiać. O włos, ale udało się. Miała dosyć. Adrenalina buzowała w jej żyłach, wzmagając jej wściekłość. Jej oczy zaraz zmieniły wyraz, teraz przypominały ogień, który gdyby mógł, to zmroziłby Cię na wskroś. Nie patrząc nawet na to, co z chłopakami po prostu podeszła bliżej, przedzierając się przez resztki drzew.
- Czyś ty do reszty zgłupiał?! Skoro, do kurwy nędzy, wiedziałeś, że odjebie coś w tym stylu jak zaśnie, to po jaką cholerę dawałeś mu spać?! Mógł nas wszystkich pozabijać przez sen! - Wydarła się na Silasa, a dopiero po tym wybuchu ogarnęła, że coś jest nie tak i chyba trzeba by było pomóc. No trudno, nie zamierzała przepraszać, bo zjebka mu sie należała. Co prawda mogłaby się powydzierać jeszcze trochę, no ale już jej myśli zostały odciągnięte w innym kierunku. Spojrzała na Leviego i zaraz podeszła do niego, żeby sprawdzić puls i ogółem, ogarnąć co z nim. Otumaniony, ale powinien żyć. Dopiero po tym zwróciła się w kierunku Silasa, dalej mrożąc samym tym wściekłym spojrzeniem. Świetnie. Konar przywalił mu nogę, a sama tego nie podniesie. Nie miała nawet zbytnio jak zrobić dźwignię, żeby pomóc mu w uwolnieniu nogi.
- Nie szarp nogą, bo pogorszysz tylko ewentualne urazy. Zaraz coś wymyślę, żeby pomóc Ci ją uwolnić. - Powiedziała starając się na neutralny ton. Była wściekła, ale jako jedyna z tej gromadki w tej chwili mogła cokolwiek zdziałać. Levi musiał się do końca obudzić, a Silas... Silas nie mógł się ruszyć.
_________________
NOTATNIK

RELACJE

GŁOS

UBIÓR
 
 
Pravi Yuriev



19 lat

Żółty




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png systema-male http://i.imgur.com/qSptghe.png

Wysłany: 2017-01-07, 01:25   
   Multikonta: Hope Reyes, MG


Początkowo nie zwrócił uwagi na Annabeth. A nawet gdyby, nie przejąłby się zbytnio jej tyradą. Co jak co, ale on głupi nie był. Sen był dla Leviego niezbędny, a lepiej było pozwolić mu zasnąć tutaj, na terenie pozbawionym ludzi - prawie pozbawionym - niż w bazie, czy jeszcze lepiej w samochodzie, kiedy wracaliby do bazy. Wtedy prawdopodobnie zginęliby obaj, nie wspominając o stanie autka, które pewnie roztrzaskałoby się na jakimś drzewie. A tak same tylko wynikły z tego plusy: skrzat dostał za swoje, Levi trochę pospał, znalazł nowego kociałka, Silas dostał swoją porcję adrenaliny. Tylko Annabeth, biedulka nie skończyła przyjemnie. Nie można zapomnieć o biednej nodze Silasa, ale akurat zwisało mu to w tej chwili, bardziej przejął się lejącą się jak z fontanny krew z nosa Leviego. Cóż, może nie był to taki znów zdrowy sen. Żółty pozwolił mu za długo zostać bez opieki. Będzie się teraz o to obwiniać przez najbliższe tygodnie, jak nie miesiące. Niemal miał nadzieję, że noga jednak jest złamana, byłaby to jakaś kara za lekkomyślne zostawienie niebieskiego. Jednocześnie wciąż usprawiedliwiał swoje postępowanie.
Tak bardzo zaaferowany swoimi rozterkami, niemal nie zauważał bólu przygniecionej kończyny. Dopiero kiedy uwagę zwróciła mu Annabeth zauważył, że wciąż szarpie nogą. Uspokoił się i oparł podbródek na protezie, zastanawiając się nad wyjściem z obecnego położenia. Wyglądało to co najmniej komicznie w obecnej sytuacji.
Potrzebny był Levi. On nie miałby problemu z podniesieniem konara. Blondyn spojrzał na brata, który mimo otwartych oczu miał wyraz kompletnego otępienia. Zużycie takiej ilości energii, koszmary, dodać do tego rażenie prądem. Faza życia. Odpadł z gry na kilka dobrych minut, a jak już zacznie kontaktować ze światem nie będzie w stanie za wiele pomóc.
Silas przejechał dłonią po zakurzonej i zakrwawionej twarzy. Warknął sfrustrowany i padł twarzą na ziemię. Szybko jednak podniósł głowę. Bezsilność nie była jego ulubionym uczuciem. Musiał się szybko jej pozbyć.
-Co za chujnia - powiedział. Zwrócił się do dziewczyny. -Znajdź jakiś drąg, metalową rurę, czy belkę. Trzeba zrobić dźwignię.
 
 
Levi Yuriev



19

niebieski




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png systema-male http://i.imgur.com/qSptghe.png

Wysłany: 2017-01-08, 12:05   
   Multikonta: Joyce, Joy


Przez kilka dość długich minut, chociaż jemu zdawały się upływać szybciej niż sekundy, leżał nieruchomo. Klatka piersiowa unosiła się nierównomiernie i niemiarowo, a powieki drgały lekko, zmuszane do ochrony oka przed wysychaniem. W zasadzie to były jedyne widziane na pierwszy rzut, oznaki tego że jednak żyje.
Krew wypływająca w sporych ilościach z nosa, spływała po policzkach do lekko uchylonych ust; by po jakimś czasie zalegania w gardle wywołać odruch kaszlu, który zmusił organizm chłopaka do powrotu świadomości. Początkowo zachłysnął się odrobinę, co szybko przerodziło się w duszność i gdyby nie zdołał obrócić się na bok, z pewnością udusiłby się własną krwią.
Leżał teraz twarzą w twarz z Silasem i oddychał ciężko.
- Czemu… pozwoliłeś… mi…zasnąć… - dyszał przez zaciśnięte gardło. Wtedy jeszcze nie wiedział jak wielkie szkody wyrządził. Widział jedynie poranione oblicze brata. Inne bodźce nie docierały jeszcze do niego, a w uszach dudnił mu szum przez który ledwo przebijały się słowa czy dźwięki.
- Silas… – wyszeptał, ciało chłopaka wciąż ogarnięte szokiem czy innym paraliżem, miało ogromnie ograniczony zasięg ruchów. Zdołał jednak unieść drżącą rękę z zamiarem sprzedania bratu prawego sierpowego, który raczej zakończył się zwykłym przyłożeniem pięści do szczęki Blondyna, a potem kończyna bezwiednie opadła z powrotem na ziemię.
- Dlaczego… spałem?! – warknął nieco głośniej niż poprzednio. To nie było tak, że Levi nie był wdzięczny bratu za pomoc. Gdyby nie on, siałby znacznie większe spustoszenie niż do tej pory. Mieli jednak umowę, dlaczego więc pozwolił mu zasnąć tutaj? Na obcym terenie, z dala od bazy i w dodatku w miejscu, gdzie mógł kogoś skrzywdzić. Tak naprawdę do Levi miał bardzo dobre serduszko tęczowej wróżki, a przynajmniej robiąc coś nieświadomie, odczuwał wyrzuty sumienia.
Z każdą chwilą wracały mu siły, a strumień płynącej po twarzy krwi zmniejszył się.
- Co tu się stało? - nie mógł się podnieść, ale dostrzegł ogólny rozpierdol za który to on był odpowiedzialny.
Zauważył też przygwożdżonego do ziemi brata i otworzył szerzej oczy.
- Ty… ty… - zląkł się, znów to zrobił. Znów skrzywdził Praviego i to przez własną głupotę. Dlaczego ten pozwolił mu zasnąć? Dlaczego on sam dał się uśpić? Teraz będzie się obwiniał i znów nie zmruży oka przez najbliższych kilka dni w obawie o zdrowie SIlasa.
- Nic wam się nie stało?- pytał dalej, spoglądając to na brata, to na Ann, która jedyna mobilna, próbowała zaradzić jakoś sytuacji, w jakiej się znaleźli.
_________________

głos

 
 
Annabeth O'Sullivan



20 lat

Zielona




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png lowcy-female http://i.imgur.com/RlDynJq.png

Wysłany: 2017-01-09, 22:17   
   Multikonta: Lounarie; Ceridwen; Mistrz Gry


Jakby nie wiedziała czego szukać. Silas nie musiał jej o tym mówić, w dodatku dalej mroziła wszystko spojrzeniem, więc tylko spojrzała na niego spod byka i poszła szukać tej przeklętej rurki, czy innego badziewia na dźwignię. I tak pewnie wyjdzie na to, że nie dość, że im pomoże to jeszcze jeśli będą mieć apteczkę to ich opatrzy. Miała zbyt miękkie serce jeśli chodzi o rannych, nawet jeśli ją wcześniej wkurwili. Przytargała rurkę, podłożyła jakiś kamulec w pobliże gałęzi i zrobiła dźwignię, uwieszając się na końcu rurki całym swoim ciężarem. Wcześniej jednak odezwała się do Silasa.
- Zaraz podważę tę gałąź, więc zabierz nogę, póki będziesz mógł. - Potem poszło już w miarę gładko, chociaż rurka trochę się wygięła. Podeszła do Silasa i jego uwolnionej nogi i zaczęła ją badać. Nic sobie nie robiła jeśli Silas protestował, skoro już tu była to miał tego pecha, że zbada go, czy tego chce, czy nie. Poruszyła delikatnie jego stopą po okręgu, sprawdzając jego reakcję. Jeśli by się szarpał, albo protestowałby to uznałaby, że ma większe uszkodzenie niż prawdopodobne silne stłuczenie i wychodzące później krwiaki. Na szczęście Silasa złamania nie miał.
- Prawdopodobnie silne stłuczenie. Przez kilka dni będziesz musiał obwiązywać nogę bandażem elastycznym i smarować maściami przeciwobrzękowymi, przeciwbólowymi i przeciwzapalnymi. Podejrzewam, że będziesz miał ogromnego krwiaka na nodze. - Postawiła swoją diagnozę i przeniosła spojrzenie na Leviego. Zdążyła się już trochę uspokoić, więc nie mroziła już spojrzeniem.
- Rozpierdoliłeś gościa, którego szukaliście i cała okolicę, ale oprócz upaprania mnie tak, że jak mnie ojciec zobaczy, to się wkurwi i znowu mnie zamknie ze stadem nianiek, to w sumie nic mi nie jest. - Co do Silasa, to już się wypowiedziała, co mu jest, więc nie zamierzała powtarzać.
Mono widząc, że wszystko już się uspokoiło wstał i delikatnie chwytając obślinionego w całości Kuro za skórę na karku przytargał go Leviemu pod nos, a potem poszedł przymilać się do Ann, która zaraz zaczęła go czochrać po łbie w nagrodę, że pilnował tego małego futrzaka.
_________________
NOTATNIK

RELACJE

GŁOS

UBIÓR
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ZAMKNIĘTY ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Forum zostało otwarte 2016-08-15. Pomysł na nagłówek zaczerpnięty z Shine. Autorem systemu zakładek jest Noritoshi.
Strona wygenerowana w 0,221 sekundy. Zapytań do SQL: 10