Image Map
Bieżące poszukiwania:
- Syndykat poszukuje członków! Jeżeli chcesz odgrywać mafiozę bądź członka rodziny mafijnej, przestępce czy kogokolwiek innego, pasującego do grupy - zapraszamy. Więcej w linku
- Wednesday Sherman szuka całej paczki starych przyjaciół!
- Kira Krios szuka swojej dawnej drużyny z Ligi Dzieci, postacie muszą należeć do grupy Syndykat.
- Kelly McCarthy szuka swojego przyjaciela.
- Shirei Shinoda szuka chętnych graczy do zarządu Syndykatu, którzy mogliby mieć z nim powiązania.
- Scarlett Kersey szuka sobie dziewczyny. Grupa to Syndykat.
Zapraszamy członków Syndykatu po zgłoszenia. W miarę chętnych będą dodawane. Więcej tutaj: LINK
Członkowie Pryzmatu nadal mogą brać udział w szkoleniu w CIA. Aby je ukończyć, musicie przystąpić do dwóch różnych zadań. Więcej tutaj

Wszyscy: Nikt nie wie skąd Psionicy wzięli się na świecie i raczej nikogo na tym poziomie to specjalnie nie obchodzi. Wszyscy byli na jednym etapie - zrozumieli, że są równymi wobec siebie potworami, a drążenie tego, czy ktoś zesłał na nich ten omen czy jest to tylko zrządzenie losu jest bezsensowne. Byli tacy sami i jedyne czym się różnili to typ umiejętności. Ale to było nieważne, bo w każdym przypadku, każdy kolor identycznie rujnował swoje normalne dotychczas życie. Każdy musiał się przyzwyczaić do tego, że wszystko było inne, że dysponowali czymś, co jednocześnie było darem jak i utrapieniem. No ale przede wszystkim wielką odpowiedzialnością. Myśleli, że chociaż wiedzą minimalnie na czym stoją. Minęło przecież siedem lat, wiedzieli na co mogą sobie pozwolić a na co nie. Jednak coś, co cały czas się zmienia nie daje większych szans na jakąkolwiek stabilność. Co, jak w pewnym momencie zmutują tak, że wybiją się wzajemnie? Nikt nie ma na to pewności, jednak jedno jest pewne - utracili kontrolę. I wirus zaczyna poważnie mutować po raz pierwszy.

Pandemonium: Bal okazał się być krwawą imprezą, na której nie zabrakło specjalnych pokazów i śmierci kilkorga z członków. Szefowa przybytku zorganizowała bal, aby pokazać Psionikom, że normalne życie jest na wyciągnięcie ręki. Wspaniałe suknie, drogie garnitury, alkohol i jedzenie. To wszystko miało być swoistą obietnicą, że tak będzie wyglądać ich życie, kiedy tylko dojdą do władzy. Nic nie wskazywało na to, aby impreza miała zakończyć się nagłym upadkiem Pandemonium. Niektórzy jednak nie byli po stronie Leliel, jedynie dobrze grając jej sojuszników. Podczas gdy kobieta uwolniła z piwnic hybrydy, aby ponownie sprawdzić oddanie swoich podwładnych, w ścianach budynku zostały umieszczone ładunki wybuchowe. Ewakuowano wszystkich PSI do autobusu na tyły budynku. Pozostało dwadzieścia minut do samego wybuchu, a żadne nie wiedziało dlaczego właściwie wyjeżdżają. Do czasu...
Jeden z członków Pandemonium, powracając z misji został zaatakowany przez grupę zwiadowczą innej grupy. Czy to zwiastuje krwawy koniec PSI?
Podczas trwania balu Liam Carpenter nie był jedyną ofiarą. Zginęła również córka prezydenta, która przecież mogła być cenną zdobyczą w rękach tych, którzy chcieliby rozwalić rząd. Joyce Foley stracił dłoń, ale nawet to nie powstrzymało go przed zadaniem ostatecznego ciosu w samo serce organizacji. Leliel pokazała być może zbyt dużo i przypłaciła za swoje błędy własnym życiem.
Teraz jedynym ratunkiem okazał się być autobus pełen pijanych PSI, który zmierza… Właściwie donikąd.


Pryzmat: Harry Donavan nadal sprawuję władze w Pryzmacie, Henry zaś jest jego zastępcą. W wyniku tego, wielu Psioników zostało wysłanych na obowiązkowe szkolenia w CIA, w celu zwiększenia ich produktywności dla kraju. Niektórzy z nich nie pojechali tam z własnej woli, ale surowe, rygorystyczne zasady są najlepsze do uzyskania pożądanych efektów. Wszyscy mają nadzieję, że w późniejszym czasie staną się oni młodymi agentami, przyszłością tego kraju. A plany te sięgają bardzo daleko - począwszy od stworzenia specjalnej, elitarnej jednostki wojskowej, aż do wysłania siatki szpiegów CIA do innego kraju. Wielu agentów będzie również musiało zostać w Pryzmacie i tam pomóc w podjęciu kolejnych kroków. - Wy, którzy tutaj stoicie. Daliście mi szansę. Obiecuję, że nie zostanie ona zmarnowana - mówi Judith Donavan. Mimo iż kraj jest w kompletnej ruinie, to jakiekolwiek zasady polityczne muszą w nim panować. Wreszcie wejdzie ktoś nowy na miejsce prezydenta Graya i spróbuję poukładać rozsypane przez niego puzzle. Nie było tutaj miejsca na demokratyczne głosowanie, ponieważ nie było innych kandydatów. Gray z niechęcią oddał swoje przywileje, jednak skoro tego wymagało prawo, to ciężko było spodziewać się od niego czegoś innego. Zmiana we władzy jednak została przyspieszona przez parlament po tym, jak usłyszano postulaty Judith Gray. - Nie pozwolę, aby Psionicy żyli w strachu - stwierdziła młoda pani prezydent na jednej z debat, które były puszczane w telewizji jak i na terenie całego Pryzmatu, a nawet w kompleksie akademii CIA. I zrobiła to - skoro obiecała. Obozy, które zostały zbudowane przez prezydenta Graya opustoszały już całkowicie. Mimo swoich dawnych obietnic, mężczyzna pozostawił jeszcze kilka działających obozów. A pani Donavan postanowiła wywlec je na światło dzienne. Wszystkie dzieci z nich, zostaną przeniesione do organizacji zwanej jako Pryzmat, której skala zostanie znacznie powiększona. - Nie wiemy jak mamy dziękować setkom Psioników, którzy zdecydowali się wstąpić w szeregi CIA. Gdy tylko ich służba dobiegnie końca, a zadanie które zostały im przydzielone skończą się, pozwolę im szczęśliwie wrócić do Pryzmatu, gdzie jest ich prawdziwy dom - obiecuje nowa pani Prezydent. - Niech Pryzmat będzie prawdziwą społecznością, gdzie liczą się takie wartości jak szacunek czy lojalność. Od dziś każdy, kto tylko wyrazi chęć udziału w tej społeczności będzie do niej dopuszczony. Musimy przestać izolować się od dzieci, które naprawdę potrzebują naszej pomocy. Nie możemy zostawiać ich na pastwę losu, takie osoby później wybierają drogę przestępczą, co prowadzi do zamieszek i kradzieży. Nie pozwolimy na to! - dodała na kolejnej, innej debacie. - Z tego względu dojdzie do rozbicia organizacji przestępczej, identyfikującej się jako “Łowcy”. Nie będzie już dochodziło do bezpodstawnych aresztowań dzieci, a następnie sprzedaży ich. Członkowie grupy zostaną uniewinnieni za współpracę z moim poprzednikiem, jednakże będą pod stałą kontrolą organów policyjnych, a Psionicy znajdujący się w ich szeregach - przeniesieni do Pryzmatu i wcieleni do armii. Nie będziemy łapać psioników, którzy wolą żyć na wolności. Do kraju wkroczy jednak więcej Sił Specjalnych Psi, którzy będą kontrolowali ich życia, by wiedzieć, czy nie zagrażają bezpieczeństwu obywateli. Owa jednostka nie będzie jednak kojarzona z bólem i cierpieniem. Pod wezwaniem nowego generała, Christophera Flynna, przeobrażą się w żołnierzy, którzy przede wszystkim będą nieśli pokój!- mówi nowa pani prezydent. W pewną grudniową noc do siedziby łowców została wysłana grupa z Pryzmatu. W jej skład wchodził agent specjalny Calum Hedger, jednostka wojskowa połączona z kilkoma agentami CIA jak i oddział składający się z Psionków - Valerie Cadle, Sahir Nailah i Lux Bloomfield. Walka była wyrównana przez większą część czasu, jednak były agent Ligi Dzieci, Sahir Nailah o zdolnościach określanych jako Czerwone, dokonał podpalenia całego kompleksu. Niektórzy z Łowców uratowali się, jednak wielu z nich zginęło w gruzach budynku. Mimo iż Pryzmat proponował im pokojowe rozwiązanie, to zdecydowali się oni na walkę. - Obywatele. Dzisiejszego dnia muszę poinformować was o przykrej sytuacji. Wczoraj w nocy doszło do... Rozbicia grupy przestępczej sygnującej się nazwą "Łowcy". Podczas akcji, nasz kraj poniósł wiele strat. Straciliśmy wielu żołnierzy, którzy oddali życie za bezpieczeństwo i lepszy świat dla Psioników - mówi Judith Gray. Ponadto zdeklarowała się, że umożliwi każdemu agentowi, który nie chce podjąć się służby, szansę na wycofanie. Jednak wciąż namawia do walki o kraj i prawa Psioników. - Ktoś musi zbudować lepszy świat. Wierzę, że będziemy to my - dodaje.

Obecnie mamy styczeń 2023r.
Odczuwalna temperatura to -19°C, pada śnieg i jest straszny mróz.
Każdy, kto podrzuci komuś z administracji na PW/GG link z odegraniem mutacji czy odkryciem nowych zdolności, otrzyma dodatkowy jeden punkt. Za ciekawsze odegrania (bardziej wpływające na otoczenie, inne postacie) zostaniecie nagrodzeni dwoma punktami. więcej informacji tutaj
Dodaliśmy system notatek! Zachęcamy każdego do stworzenia swojego tematu! Tutaj link!

- Zapraszamy do zabawy w anonimowe wyznania. LINK TUTAJ


Poprzedni temat «» Następny temat
O tej trójce co kradła poziomki
Autor Wiadomość
Ceridwen Murray


21 lat

Kurczaczek




Wysłany: 2016-12-31, 19:46   O tej trójce co kradła poziomki
   Multikonta: Lounarie; Annabeth; Mistrz Gry
[Cytuj]

Kto: Levi&Silas Yuriev oraz Ceridwen Murray
Czas: Niedługo po ucieczce Ceri z ligi.
Miejsce: gdzieś na terenie ruskiej mafii.

Uciekła od tych idiotów. Tak po prostu. Podejrzewała, że jeśli ją znajdą, a znajdą na pewno, w końcu każdy członek ligi miał wszczepiony lokalizator, to będzie mieć przesrane. Za to chociaż przez chwilę mogła pobiegać dłużej na wolności i mieć wszystko w czterech literach. Bo kto by się przejmował ligą, skoro w tej chwili ich tu nie ma? Nie było nikogo, kto mógłby jej wydawać rozkazy, trzymać ją na smyczy. Szła wolna, brakowało jej do szczęścia tylko oberwania chmury i epickiej burzy. Uwielbiała burze, a nie udało jej się jeszcze jako psioniczce przebywać na dworze podczas burzy. Była ciekawa, czy pioruny będą wtedy ciągnęły do niej i jakby to było, gdyby pioruny trzaskały obok niej. Wędrowała od rana do wieczora, w nocy robiąc sobie krótkie drzemki. Po drodze zbierała również poziomki, jagody i jeżyny, żeby mieć co przegryźć w czasie podróży. Coś musiała jeść, a zwierzyny jak na złość nie mogła złapać. Zawędrowała w końcu w okolice, które należały do ruskiej części mafii, o czym sama Ceri nie wiedziała. Dzień powoli miał się ku końcowi, więc zaczęła rozglądać się za jakimś w miarę bezpiecznym i osłoniętym miejscem na nocleg.
Ostatnio zmieniony przez Annabeth O'Sullivan 2016-12-31, 21:30, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Silas 'Pravi' Yuriev
vel Pravi


19 lat

Żółty




Wysłany: 2016-12-31, 23:43   
   Multikonta: Hope Reyes
[Cytuj]

Silas uwielbiał bawić się piorunami. Był momentami jak takie małe dziecko, bawiące się ulubioną zabawką. Żeby nie zwariować (bardziej) raz w tygodniu błagał brata by wyszli na jakąś wielką polanę, żeby mógł się wyżyć. Uwielbiał ściągać na siebie pioruny, być w ich centrum i czuć te wyładowania. Zwykle ograniczał się do polany, ale gdy mógł wykorzystywał okazję, kiedy jego brat miał głęboko gdzieś to co on robił. Uciekał wtedy do lasu, gdzie pioruny robiły znacznie więcej rozpierdolu niż na polanie. Łamane piorunami drzewa opadały z głośnym hukiem, mogącym rozwalić bębenki uszu a blask oślepiał każdego w promieniu kilku metrów.
Tak było i tym razem. Levi zajął się tego dnia swoją pracą, więc Silas wymknął się z bazy. Będąc już w lesie przywołał na początek kilka małych błyskawic. Przepełniła go euforia, brakowało tylko deszczu i byłoby idealnie. Miał właśnie rozpętać prawdziwą burzę, gdy zauważył dziewczynę, kryjącą się za drzewem.
 
 
Ceridwen Murray


21 lat

Kurczaczek




Wysłany: 2017-01-01, 00:35   
   Multikonta: Lounarie; Annabeth; Mistrz Gry
[Cytuj]

Słyszała huk piorunów, który na pewno nie był naturalny. Niebo było prawie bezchmurne, więc ruszyła za dźwiękami, które wręcz ją wołały. Przedarła się przez krzaki i schowała za drzewem, żeby obadać, kogóż takiego znalazła. Żółty psionik, aż ją korciło, żeby wyjść do niego i przyłączyć się do ogólnej rozwałki przywołując pioruny. Jednak powstrzymała się. Musiała mieć siły na dalszą wędrówkę, bo nie mogła dłużej zostać w jedym miejscu i zregenerować wszystkich sił, które utraciłaby przy tym małym szaleństwie z piorunami w roli główej. Pozwoliła sobie jednak zostać w okolicy i podziwiać pioruny trzaskające dookoła na życzenie żółtego. Nie trwało to długo, a już ją zauważył i przerwał.
- Nie przeszkadzaj sobie. Pioruny nic mi nie zrobią, też jestem żółta. - Zawołała wesoło do nieznanego chłopaka.
_________________

Jaskółka siostra burzy, żałoba fruwająca
Ponad głowami ludzi, w których się troska błąka
Jaskółka znak podniebny jak symbol nieuchwytna
Jaskółka błyskawica w kościele obumarłym
NOTATNIK
RELACJE
GŁOS
UBIÓR

 
 
Levi Yuriev


19

niebieski




Wysłany: 2017-01-01, 21:14   
   Multikonta: Joyce
[Cytuj]

Pravi chyba nie rozumiał znaczenia „tajna baza”. Burze w górach i na równinnych polanach mogły wyglądać na zwyczajne wyładowania natury. Levi starannie wybierał miejsca, w których pozwalał bratu na „zabawę”. Doskonale wiedział, że umożliwiając mu rozładowanie swojego ADHD, było znacznie łatwiej go później kontrolować.
Poprzewalane drzewa i niewyjaśnione pożary były już nieco trudniejsze do zamaskowania. Całe szczęście ktoś doniósł Leviemu o potajemnej ucieczce Praviego. Gotował się w sobie jak homar we wrzątku. Ten idiota znów ściągnie na siebie kłopoty.
Do zaplanowania była tak potężna transakcja, a ten zamiast mu pomóc, lub chociaż nie przeszkadzać. On jednak zawsze musiał robić wszystko po swojemu. Z poważną, podirytowaną miną, którą Silas znał aż za dobrze, przeteleportował się z bunkra i sprawdził kilka miejsc. Dość szybko zauważył burzowe chmury nad pobliskim lasem.
Co za kretyn.
Po chwili był kilka metrów od niego, stał w bezpiecznej odległości. Oberwanie piorunem nie należało do czegoś, czego chciałby w tej chwili doświadczyć.
- Silas!- warknął, lecz jego głos zniknął gdzieś w huku wyładowań. Zbliżył się kilka kroków i dopiero dostrzegł kątem oka dziewczynę. Szybko jednak wycofał się z powrotem nim nieznajoma zdążyła go zauważyć.
 
 
Silas 'Pravi' Yuriev
vel Pravi


19 lat

Żółty




Wysłany: 2017-01-01, 21:32   
   Multikonta: Hope Reyes
[Cytuj]

Pojawienie się dziewczyny nie przeszkodziło Silasowi bawić się dalej. Lekko zdezorientował się tylko jej nagłym pojawieniem. Fakt, że była żółta spotęgował jego radość, bo to oznaczało, że nie musiał się przejmować czy ją porazi czy nie. Zaczął więc przywoływać coraz więcej błyskawic, nawet nie odpowiadając dziewczynie. Nie widział potrzeby przedstawiać się. Jeżeli była z ich bazy to musiała doskonale wiedzieć kim chłopak był. A jeżeli nie... Cóż w tej chwili miał to gdzieś.
Trzaskał piorunami jak oszalały dopóki nie usłyszał krzyku jego brata. Odwrócił się zaskoczony i przerwał szaleńczy taniec światła. Ale tylko na chwilę. Wkurzył się na brata, bo odważył się przerwać mu igraszki z prądem. Stworzył małą kulkę prądu w dłoni i wystrzelił nią w brata, śmiejąc się maniakalnie.
 
 
Ceridwen Murray


21 lat

Kurczaczek




Wysłany: 2017-01-01, 22:02   
   Multikonta: Lounarie; Annabeth; Mistrz Gry
[Cytuj]

Pojawianie się znikąd u żółtych nie powinno nikogo dziwić. W końcu mogli się poruszać z prędkością światła. Teraz tego nie użyła, ale chłopak był przecież zajęty rozwalaniem lasu. Stwierdziła, że chwilę tutaj postoi i pójdzie dalej. Samo patrzenie na pioruny trzaskające dookoła było miłe, chociaż korciło, żeby dołączyć do tej niezbyt rozsądnej zabawy. Ledwie widoczny uśmieszek pojawił się na jej twarzy, kiedy tak stała oparta o jedno z drzew z lekko zadartą ku górze głową. Wyglądała spokojnie, chociaż miała o co się martwić. W końcu jeszcze nie wiedziała, że liga upadła, przez co pościg, przed którym ucieka, tak na prawdę nie został nawet wysłany. Nie wiedziała, że nie zostanie ukarana za tą lekkomyślną decyzję o ucieczce i za zaatakowanie innych agentów. Miała kilka ran, które jakoś tam prowizorycznie opatrzyła. W każdym razie oglądając pokaz świateł w wykonaniu żółtego odleciała trochę myślami, zastanawiając się, czy znowu przyjdzie jej spędzić noc na jakimś drzewie, czy może znajdzie jakąś dobrze ukrytą jaskinię. Jeszcze nie wiedziała, zobaczy się, co szybciej znajdzie. Z zamyślenia wyrwało ją czyjeś warknięcie, które prawie zagłuszyły pioruny. Zaraz przestała opierać się o drzewo i zaczęła rozglądać się dookoła. Nie zrozumiała co prawda, co ktoś warknął, ale zbyt przyjaźnie to nie brzmiało, więc wolała namierzyć źródło głosu, żeby w razie czego móc się w porę wycofać.
 
 
Levi Yuriev


19

niebieski




Wysłany: 2017-01-01, 22:45   
   Multikonta: Joyce
[Cytuj]

Dlaczego to jemu trafiła się rola odpowiedzialnej opiekunki? Też wolałby iść do lasu i rozwalać każde napotkane tam drzewo, zamiast tego musiał powstrzymywać szaleńcze zapędy Żółtego, który ostatnie na co miał ochotę to się uspokoić.
- Skończ to!- warknął ponownie. Silas musiał wiedzieć, że to co robi było nie na miejscu i po powrocie do domu dostanie ostry opieprz od starszego brata. I właśnie chyba spodziewając się reakcji takiej jak nie innej, postanowił w końcu się odgryźć. Zazwyczaj Leviemu udawało się go okiełznać. Nie spodziewał się więc ataku z jego strony. Nim zdążył wytworzyć barierę, naładowana elektrycznie kulka trafiła go w prawy bark. Pocisk sam w sobie nie był zbyt potężny. Zniszczyło mu to jednak kurtkę i podrażniło lekko skórę. Prąd przeszedł przez jego ciało, padł na kolana i zmusił chłopaka do chwilowego wstrzymania oddechu.
Uniósł głowę, a jego oczy kipiały wściekłością. Pod nosem wypowiadał przekleństwa, które były niczym klątwa zsyłana przez czarownicę. Wyciągnął wyprostowaną prawą rękę i niewidzialną, telekinetyczną dłoń zacisnął na gardle Blondyna, który zaczął się dusić.
- Znowu zaczynasz? - wycedził wkurwiony przez zęby i wstał z klęczka, powoli zbliżając się do podduszanego chłopaka. Oczywistym było, że Levi go nie skrzywdzi, zamierzał dać mu jednak nauczkę. Obaj dobrze wiedzą jak mogą się skończyć tego typu „przepychanki”. Nie miał ochoty stracić kolejnej kończyny.
Nagle jednak usłyszał trzask, odgłos przepalanych przewodów, jego ręka opadła bezwiednie. Żółty mógł znów oddychać swobodnie, a Levi stał trzymając się za bark.
- Widzisz co żeś najlepszego narobił? - warknął. Kochany braciszek znów wywołał zwarcie w jego protezie, a nie było nic przyjemniejszego niż łączenie nerwów z przewodami.
Młody obezwładniony siedział na ziemi i miał okazję nacieszyć się tlenem, póki Levi znów nie zapragnie go zabić za zniszczenie nowej rączki. Znów dostrzegł kryjącą się za drzewami dziewczynę.
- Wyjdź. Kim jesteś? - spytał, wciąż trzymając się za prawy bark.
 
 
Silas 'Pravi' Yuriev
vel Pravi


19 lat

Żółty




Wysłany: 2017-01-01, 23:49   
   Multikonta: Hope Reyes
[Cytuj]

Początkowa euforia minęła szybko, gdy zobaczył jak brat pada na kolana rażony prądem. Nie chciał robić mu krzywdy. Levi miał uniknąć ataku, ale nie zrobił tego. Silas wkurzył się na jego niedomyślność. Miał zacząć na niego krzyczeć, kiedy poczuł niewidzialny uścisk na gardle. Brat zamierzał go unieszkodliwić tak jak zawsze to robił w takich sytuacjach. Żółty chwycił się sztuczną dłonią za gardło jakby to miało coś pomóc. On również posiadał protezę dłoni, obaj chłopcy stracili je podczas szamotaniny kilka lat temu.
Czuł, że powoli traci przytomność, już niemal się poddał, kiedy Levi go puścił, czy raczej proteza chłopaka zrobiła to sama. Silas upadł na kolana, krztusząc się. Mroczki prze oczami powoli rozwiewały się i chłopak mógł dokładnie zobaczyć wkurzone oblicze niebieskiego. Widocznie uszkodził mu protezę. Westchnął wewnętrznie, wiedział bowiem jak nieprzyjemne jest łączenie jej z nerwami. Przynajmniej był wolny i dale mógł robić co chciał. W normalnych okolicznościach przejąłby się tym co zrobił, zacząłby przepraszać brata i zamartwiać się jak to niepoważnie postąpił. Teraz jednak wolał dalej bawić się w lesie. Odwrócił się więc od brata i ruszył w gąszcz, krzycząc tylko przez ramię:
-Nie martw się. Wrócę za jakieś pół godziny.
Miał już pobiec przed siebie, gdy rzuciła mu się w oczy dziewczyna. Zwrócił się do brata, niemal zapominając, że przed chwilą był podduszany.
-Ej, mamy tu jakiegoś żółtego kurczaczka. Bierzemy ją ze sobą? - zapytał z łobuzerskim błyskiem w oku. Powoli przechodził mu "świr" i zaczynał wracać do swojej normalności.
 
 
Ceridwen Murray


21 lat

Kurczaczek




Wysłany: 2017-01-02, 00:19   
   Multikonta: Lounarie; Annabeth; Mistrz Gry
[Cytuj]

Jej spojrzenie w końcu padło na bliźniaka żółtego, który zabawiał się piorunami w lesie. Widziała, że sytuacja nie jest zbyt kolorowa, więc skitrała się za drzewami i dała im się dalej kłócić. Najchętniej to by ich oboje potraktowała prądem i poszła w swoją stronę, ale na jednego z nich prąd nie działał, więc wahała się, co dalej. Zbyt długo nie miała prawa wyboru, co do swoich działań, więc nie bardzo wiedziała co robić. Oni się tam kłócili, a ona myślała nad tym, czy dalej tak sterczeć, czy olać ich i pójść w swoją stronę, tyle że ciągnęło ją do tej dwójki wariatów, którzy właśnie się naparzali. No i zanim się zdecydowała, to wyszło na to, że sobie o niej przypomnieli i musiała wyleźć zza drzew. Szalone bliźnięta, ale jeden jej się naraził. Teraz żałowała trochę, że nie ma innego koloru niż kurczaczkujący na nią gość. Mogłaby mu zrobić krzywdę, a tak to raczej nie miała szans.
- Kurczaczek skopie Ci dupę, jeśli jeszcze raz tak go nazwiesz. - Powiedziała chłodno podchodząc trochę bliżej, tak żeby ją mogli normalnie widzieć. Nie była jakimś zwierzątkiem, o którym mogli sobie do woli decydować i nie zamierzała pozostawiać ich w takim przeświadczeniu.
- Ceridwen Murray. - Przedstawiła się ładnie, chociaż jej postawa dalej była chłodna i nie było już zbytnio widać jakichkolwiek emocji. Wszystkie dusiła w sobie zachowując na twarzy obojętną maskę.
_________________

Jaskółka siostra burzy, żałoba fruwająca
Ponad głowami ludzi, w których się troska błąka
Jaskółka znak podniebny jak symbol nieuchwytna
Jaskółka błyskawica w kościele obumarłym
NOTATNIK
RELACJE
GŁOS
UBIÓR

 
 
Levi Yuriev


19

niebieski




Wysłany: 2017-01-02, 01:34   
   Multikonta: Joyce
[Cytuj]

Niebiescy nie potrzebowali używać rąk do kontroli swoich mocy, a przynajmniej telekinezy, jednak w ten sposób znacznie łatwiej było wtedy nad nimi zapanować, zwłaszcza gdy buzowały w nich emocje. Takim sposobem, gdy ręka chłopaka opadła swobodnie, utracił on skupienie i rozluźnił niewidzialny uścisk na szyi Silasa. Może nawet lepiej, że tak się stało, w innym razie straciłby przytomność. Ze złością wpatrywał się w niego i w to jak się krztusi. Zasłużył sobie.
- Stój! - krzyknął, puścił bark, ręka sprawiała wrażenie jakby miała za moment odpaść, zarówno proteza, która kończyła się w okolicach łokcia jak i zdrowa część. Bark wyglądał jakby wypadł ze stawu i wywoływał podobny ból. Tuż przed Pravim wytworzył niewidzialną ścianę, z którą, niestety, uniknął zderzenia. Zatrzymał się bowiem i zwrócił uwagę na nieznajomą.
Levi jedynie przyglądał się ich krótkiej wymianie uprzejmości. Bierzemy? – pomyślał, jego brat ponownie nie wykazał się za grosz wyczuciem. Zabrać kogoś do bunkra wiązało się z wielkim niebezpieczeństwem. Osoby, które lądowały pod ich dachem zazwyczaj były nieprzytomne w trakcie przenoszenia ich tam. Chłopak próbował za wszelką cenę strzec ich „małego domku”.
Nawet uśmiechnął się wewnętrznie na ksywkę nieznajomej.
- Levi Yuriev. - przedstawił się, gdy podszedł bliżej niej, odruchowo chciał jej podać rękę, ale z wiadomych przyczyn było to niemożliwe.
- Co tu właściwie robisz? Nie powinno Cię tu być. - jego głos był bardzo spokojny, działał wręcz uspokajająco. Chłopcy wyglądali bardziej na członków jakiejś organizacji, niż na osoby, które przewodzą całemu ukrytemu pod górą przybytkowi. Levi też nie zamierzał wyprowadzać kogokolwiek z tego błędu. Jego słowa zabrzmiały więc bardziej jak przestroga, że za przebywanie tutaj skutkuje karą lub inne niebezpieczeństwo.
 
 
Silas 'Pravi' Yuriev
vel Pravi


19 lat

Żółty




Wysłany: 2017-01-02, 01:59   
   Multikonta: Hope Reyes
[Cytuj]

Idąc za przykładem brata chłopak przedstawił się dziewczynie, która uroczo zagroziła mu pobiciem. Nie wyciągnął dłoni, nie miał tego w zwyczaju. Stał więc tylko z założonymi rękoma na piersi, uśmiechając się cynicznie. Wewnętrznie jednak zastanawiał się nad własną głupotą. Wariackie uniesienie minęło bezpowrotnie... A w każdym razie znikło na najbliższe kilka godzin, nigdy nie można było przewidzieć kiedy zechce mu się kolejnych pląsów wśród błyskawic. W tej chwili jednak zastanawiał się jak szybko zieloni zrobią Leviemu nową rąsie. Spoglądając kątem oka na brata wymamrotał:
-Soreczka za rękę, ale sam się o to prosiłeś.
Uważając, że załatwili sprawę zmrużył oczy i dokładnie przyjrzał się dziewczynie. Bez zażenowania spuścił wzrok na jej piersi. Nawet ładniutka, ale czegoś jej brakowało, nie pokazała jeszcze swojego intelektu. Uśmiechnął się, po jej odzywkach można by powiedzieć bardziej o braku tego czynnika. Sam zazwyczaj uchodził za debila, ale był nim tylko w epizodach maniakalnych. Takie swoiste rozdwojenie jaźni, chociaż w jego przypadku nawet poczwórne podzielenie jaźni.
Zwrócił się do dziewczyny, emitując jej chłodny ton głosu, ale nie mógł powstrzymać się od głupiego uśmiechu.
-A więc kurczaczku Ceri, co cię sprowadza w te strony? Zgubiłaś kurniczek?
 
 
Ceridwen Murray


21 lat

Kurczaczek




Wysłany: 2017-01-02, 02:31   
   Multikonta: Lounarie; Annabeth; Mistrz Gry
[Cytuj]

Ostrzegała. A ten dalej ciągnął analogię z kurczaczkiem. Nie po to prawie całe życie uczyła się kyokushin, żeby ją teraz jakiś Silos na wodę wyzywał ją od kurczaczków. Udawała obojętną, że niby nic ją to nie ruszyło, ale jak tylko skończył mówić zniknęła braciom Yuriev z oczu. Użyła prędkości światła, żeby szybciej wykonywać ciosy i odpowiednią kombinacją, bez zbędnych ceregieli posłała żółtego na ściółkę leśną.
- Sam się o to prosiłeś. - Powiedziała dalej tym samym chłodnym tonem, stając przodem i do niego, i do niebieskiego, ale za to w większej odległości, żeby mogła w razie czego jakoś zareagować. Świadomie powtórzyła słowa, które sam skierował do tego, na jej gust, bardziej uroczego bliźniaka. No i tym razem było to tylko ostrzeżenie, nie sponiewierała go tak, jak zrobiłaby to z kimś, z kim trenowała w lidze, tylko posłała na glebę, jak za starych czasów, jeszcze sprzed ligi.
- Aktualnie? Stoję. - Odpowiedziała na pytanie, które wcześniej zadał jej Levi. Wyszedł jej skrzywiony humor, do tego od bardzo dawna nie miała okazji nikogo powkurzać. W sumie nie odpowiedziała jakoś źle, w końcu kruczowłosy zadał niesprecyzowane pytanie.
- A odpowiadając na pytanie Silasa i wykorzystując jego durną analogię, to prędzej zwiałam z kurniczka i biegam po lesie unikając ligi, rządu i łowców. - Tak to w skrócie wyglądało. Ciekawe kiedy pojawi się liga i zabierze ją znowu do tego przeklętego bunkra. Pewnie tym razem wyląduje na stałe w akwarium, albo po prostu pozbędą się problemu, jakim się okazała i strzelą jej w łeb.
_________________

Jaskółka siostra burzy, żałoba fruwająca
Ponad głowami ludzi, w których się troska błąka
Jaskółka znak podniebny jak symbol nieuchwytna
Jaskółka błyskawica w kościele obumarłym
NOTATNIK
RELACJE
GŁOS
UBIÓR

 
 
Silas 'Pravi' Yuriev
vel Pravi


19 lat

Żółty




Wysłany: 2017-01-02, 03:27   
   Multikonta: Hope Reyes
[Cytuj]

Nie mógł uwierzyć w to co właśnie się stało. Dosłownie zwaliła go z nóg. Niedowierzająco wpatrywał się w nią z parteru. Ogarnęła go wściekłość, był niemal na granicy wpadnięcia w kolejny szał. Skoro była taka cwana powinna przewidzieć, że nie powinna zadzierać z kimś niepoczytalnym. Mógł nie bić dziewczyn, ale to nie znaczyło, że nie mógł zrobić czegoś innego. Żałował tylko, że panienka Murray jest żółta. Sparaliżowałby ją i zrobił z nią to, co zazwyczaj robił z takimi jak ona. Na koniec błagałaby go o litość, gdyby mogła mówić. Ale i na nią znajdzie sposób, jak zawsze.
Wstał, otrzepał tyłek z liści i podszedł do niej na odległość zaledwie pół metra. Patrzył na nią z góry, miała co najwyżej metr pięćdziesiąt.
-Posłuchaj, Kurczaczku - wypowiedział powoli i cicho, tak by poczuła powagę jego następnych słów. -Możesz sobie ze mną pogrywać do woli. Stoisz o własnych siłach tylko dlatego, że jesteś dziewczyną. Nie śmierdzisz mi inteligencją, więc powiem to powoli i w zrozumiały sposób: Jeszcze jeden niewłaściwy krok, jeden malutki wyskok i masz przejebane. Zrozumiałaś, Kurczaczku? - szepnął pochylając się nad nią.
Zazwyczaj to on był tym dobrym i opiekuńczym kolegą, podczas gdy Levi nie dawał sobie w kaszę dmuchać i raczej obojętnie traktował wszystkich wokół. Jednak to Silas był ostatecznością, chłopak lubował się w sadystycznych zabawach na jeńcach. Jednak w stosunku do zaprzyjaźnionych lub nowo poznanych osób wolał zachowywać się miło i niepozornie. Tylko ta Ceri wyjątkowo spaprała mu humor.
 
 
Ceridwen Murray


21 lat

Kurczaczek




Wysłany: 2017-01-02, 03:50   
   Multikonta: Lounarie; Annabeth; Mistrz Gry
[Cytuj]

Ogarnął ją spokój. Groźby kar, czy innych katuszy były dla niej czymś... normalnym. W lidze nie było tęczowo, jeśli nie słuchało się rozkazów to obrywało się i to nie jakoś delikatnie. Odruchowo wręcz zaczęła utrzymywać dystans minimum metra między sobą, a przeciwnikiem. Zaczęła też przemieszczać się trochę w bok, tak żeby bliźniacy byli w jednej lini. Nie żeby im to miało jakoś mocno przeszkodzić w zaatakowaniu jej, ale zawsze to kilka sekund więcej dla niej. A w walce często liczyły się tylko sekundy. Patrzyła na żółtego ze spokojem i obojętnością.
- Z łaski swojej skończ z tym kurczaczkiem. Do tego śmiem wątpić, że wymyślisz coś gorszego niż kary ligi. - W pewien sposób wyśmiała go. Liga najbardziej dała jej się do tej pory we znaki i to w sumie oni jako jedyny do tej pory wymusili na niej jako-takie posłuszeństwo. W końcu jednak znudziło jej się słuchanie idiotycznych rozkazów i zwiała, przez co teraz musiała się prawie cały czas przemieszczać.
- Poza tym nawet jeśli mnie gdzieś zamkniesz to i tak w końcu liga mnie namierzy. Lokalizatory wszczepiane pod skórę to całkiem przydatna zabawka. - Dodała obojętnie, żeby miał świadomość tego, że samo zamknięcie jej gdzieś ściągnie mu na łeb kłopoty w postaci któregoś oddziału. Może nawet jej oddział raczy przybyć na miejsce, żeby ratować kurczaczka marnotrawnego, kto wie? Biedna Ceri nie miała pojęcia, że liga poszła się kochać i teraz należy do rządu, a lokalizatorów nikt już nie namierza, chyba że łowcy dostaną zlecenie. W środku wręcz się gotowała ze złości, ale na zewnątrz dalej wyglądała jak oaza spokoju.
_________________

Jaskółka siostra burzy, żałoba fruwająca
Ponad głowami ludzi, w których się troska błąka
Jaskółka znak podniebny jak symbol nieuchwytna
Jaskółka błyskawica w kościele obumarłym
NOTATNIK
RELACJE
GŁOS
UBIÓR

 
 
Levi Yuriev


19

niebieski




Wysłany: 2017-01-02, 10:58   
   Multikonta: Joyce
[Cytuj]

Sam się o to prosiłeś? – wciąż wkurwiony rozmyślał o tym jak bardzo Pravi w tej chwili prosi się o zamknięcie w pokoju bez klamek lub żeby było ciekawiej to w telepatycznej klatce bez tlenu. Emocje pomału opuszczały jego ciało. Nie mógł się denerwować, kiedy pozawalał sobie na bardziej gwałtowne odczucia, mógł utracić nad sobą panowanie i zachowywać się jak Silas.
Milczał, bo nie ręczył za wypowiedziane przez siebie słowa. Skupił się na popsutej ręce i pozwolił „kurczaczkom” na ich kurczaczkowe zabawy. To nie był pierwszy raz, gdy Silas wywołał zwarcie w przewodach, przydałby się teraz jakiś Zielony, który stwierdziłby czy przewody się przepaliły i trzeba wymieniać całe okablowanie czy wystarczy użyć sprzężenia zwrotnego i podziała jeszcze trochę, nim zrobią coś porządniejszego.
Chłopcy potrzebowali jakiegoś lepszego konstruktora, który stworzyłby coś, co przetrwa dłużej niż miesiąc. Ciągłe wymiany i przeglądy nie należały do przyjemnych. A jeśli połączenia z nerwami zostały uszkodzone, czeka go minimum dwudniowa przerwa od pracy. Na to nie mógł sobie pozwolić, Silas z pewnością nie zaplanuje za niego tej transakcji. Grzebał coś przy niej za pomocą telekinezy, czego pewnie nie dostrzegli bijący się obok żółci.
Levi już nawet nie zwracał na nich zbytniej uwagi.
- Silas, zostaw na chwilę swoją nową dziewczynę i chodź tutaj. - potrzebował kontrolowanej dawki prądu, która mogłaby uratować sztuczną kończynę lub zepsuć ją do końca.
- A Liga już nie istnieje. - rzucił spokojnym głosem jakby dyktował dziewczynie liste zakupów.
 
 
Silas 'Pravi' Yuriev
vel Pravi


19 lat

Żółty




Wysłany: 2017-01-02, 11:15   
   Multikonta: Hope Reyes
[Cytuj]

Silas spojrzał wkurzony na brata, który tak po prostu zignorował jego groźby w kierunku dziewczyny. Sama Ceri również zdawała się mieć głęboko gdzieś jego słowa. Zdezorientowany patrzył to na jedno to na drugie. Prychnął, ale posłuchał brata. W końcu to on rozwalił rękę, teraz mógłby chociaż pomóc. Już i tak sobie przeholował, teraz musiałby albo ogłuszyć brata albo z nim współpracować. Zrezygnował z ogólnej rozwałki i podszedł do Leviego.
-Co jest? - zapytał.
Przyjrzał się rozwalonej protezie i już wiedział o co prosi go brat. Wysłał w jego sztuczną rękę mały ładunek elektryczny. Potem usiadł na ziemię i zaczął dłubać w trawie.
-Wracamy? - zapytał znudzony. -Skoro nie mogę zabawić się piorunami, ani nawet nastraszyć jakiegoś żółtodzioba, to nie ma tu nic ciekawego do roboty.
 
 
Ceridwen Murray


21 lat

Kurczaczek




Wysłany: 2017-01-02, 14:30   
   Multikonta: Lounarie; Annabeth; Mistrz Gry
[Cytuj]

Szybko skończyli się sprzeczać. W lidze jak już były jakieś sprzeczki to była dużo większa rozwałka, a tu coś spokojnie wszystko przeszło. Jak dla niej w porządku, przynajmniej nie ma kolejnych ran, o które musiałaby się martwić. Przez chwilę chciała olać ich i pójść w swoją stronę, w końcu byli zajęci, to pewnie by im się nawet nie chciało za nią iść, no ale Levi rzucił coś, czym się zainteresowała. Liga upadła? Kiedy? Jak? Co się do cholery jasnej stało? Podeszła trochę bliżej, żeby nie musieć wrzeszczeć przez pół lasu.
- Jak to Liga nie istnieje? Jeszcze z tydzień temu byłam w ich bunkrze i wszystko było w porządku. Co tam się stało? - Wolała wiedzieć na czym dokładnie stoi. Skoro liga nie istniała, to czy ktoś miał dostęp do sprawdzania położenia lokalizatorów, które mieli agenci ligi? I czy ktoś będzie próbował ją złapać, czy może chociaż na kilka dni zaszyć się gdzieś i odpocząć, nie przejmując się nagonką? Mimo wszystko do tej pory miała gdzieś w głowie myśl, że prędzej czy później i tak liga ściągnie ją do swojego bunkru. Ni pozwalała sobie myśleć, że ta wolność, którą teraz czuła jest na stałe, bo przecież nie miała szans sama wyciągnąć sobie lokalizatora. Prędzej uszkodziłaby sobie jakieś nerwy, czy co innego, próbując grzebać sobie w karku. Stała nad bliźniakami, chociaż raz mogąc patrzeć na nich z góry, i zastanawiała się co dalej. Co ona ma robić, skoro liga podobno została rozbita?
 
 
Levi Yuriev


19

niebieski




Wysłany: 2017-01-02, 16:53   
   Multikonta: Joyce
[Cytuj]

Zdjął kurtkę, a raczej musiał się z niej wyczołgać i rzucił ją na trawę. Żółty szybko się domyślił, co ma zrobić, dzięki czemu nie musiał tracić czasu na zbędne tłumaczenia. Prawa ręka wciąż z nienaturalnie wysuniętym barkiem, zwisała bezwładnie. Proteza kończyła się za łokciem, ale całe mikroskopijnej wielkości okablowanie łączyło się z nerwami pod skórą na długości całego ramienia, które w tej chwili było wyraźnie zaczerwienione i spuchnięte, łącznie z „wybitym” barkiem, które dodatkowo pokryte było sadzą.
Prąd mimo iż skierowany był prosto w sztuczną kończynę, wywołał nieprzyjemny dreszcz, który rozszedł się po całym jego ciele. Oczywiście towarzyszył temu niemały ból, nie ma nic przyjemnego w traktowaniu nerwów, nawet tych sztucznych, defibrylatorem. Levi zaciskał z całej siły, a po kilku sekundach nieprzyjemne uczucie minęło.
Chłopak odetchnął głęboko i poruszył palcami, zdawało się że jednak jeszcze trochę podziała. Niewidzialną dłonią wrzucił jeszcze bark na swoje miejsce i poruszał ręką na boki. Od razu lepiej. pomyślał, próbując to rozruszać chociaż trochę. Nie było to rewelacyjne rozwiązanie problemu, ale z pewnością lepsze niż chodzenie z miotającą się na boki kończyną. Levi i tak był zmuszony zajrzeć do Zielonych jak najszybciej.
Spojrzał z pogardą na brata siedzące na trawie i najzwyczajniej w świecie go olał. Był na niego porządnie wkurzony i Silas powinien o tym bardzo dobrze wiedzieć. Gorszym od samej kary, mogło być tylko oczekiwanie na nią i życie w niepewności, co Niebieski mu zrobi za ten kolejny wyskok.
Teraz mógł się skupić na nieznajomej.
- Nie ma lidera, nie ma ligi… - wytłumaczył krótko i nie zamierzał się nad tym rozwodzić. Sam nie wiedział zbyt wiele. Oficjalne bzdury podawane przez rząd były podawane w wiadomościach, jednak niewielu przebywających w dziczy psioników miało dostęp do telewizji. Bardziej istotne były wieści niesione przez ich informatorów.
 
 
Ceridwen Murray


21 lat

Kurczaczek




Wysłany: 2017-01-02, 17:40   
   Multikonta: Lounarie; Annabeth; Mistrz Gry
[Cytuj]

Obserwowała ich poczynania z zaciekawieniem. Nie miała okazji widzieć protezy, która zachowywałaby się jak normalna ręka. No, prawie normalna, skoro jednak potrafiła mieć zwarcie i wywalić błąd 404, a cofnięcie tego stanu rzeczy wydawało się bolesne. Nie miała nawet pojęcia jak bardzo mogło to boleć, w końcu sama była takim chodzącym defibrylatorem, więc prąd... Można powiedzieć że spływał po niej jak po kaczce, a przed OMNI jakoś nie bardzo chciała wsadzać palce w świnki uwięzione w ścianie. Przez chwilę chciała jakoś pomóc Leviemu, ale zaraz zjechała się w myślach, że to zły pomysł. Bardzo zły, jeśli brać pod uwagę, że go nie zna i nie wie jak by przyjął pomoc. Niektórzy ludzie nie lubili, kiedy im się pomagało, nawet jeśli tej pomocy potrzebowali. Sterczała więc tam jak taki słup soli i czekała aż skończą i raczą odpowiedzieć na pytanie. Jakim cudem liga upadła? Zaczynały ją irytować lakoniczne odpowiedzi.
- Nieważne. - Rzuciła tylko potrząsając przy tym głową. Nie wiedziała co się tam stało, co odwalił Alban, i chwilowo nie chciała tego nawet roztrząsać. Skoro od Leviego nic się najwyraźniej nie dowie, to chyba pora skupić się na sobie. Zaczęła się wycofywać i kiedy uznała, że już jest w odpowiedniej odległości od nich, odwróciła się do nich plecami i poszła w las bez pożegnania. O ile oczywiście jej nie zatrzymali, bo ze swoim szczęściem wybrała akurat kierunek prosto na ich bunkier. Pewnie sama by nie znalazła wejścia, ale pewnie nie chcieli mieć na jedną noc dzikiego lokatora gdzieś niedaleko bazy. Po drodze zauważyła kolejne krzaki poziomek, a że i tak był już głodna to zatrzymała się przy nich i zaczęła zrywać owoce i zbierać je w chustę, co jakiś czas podjadając niektóre z nich.
_________________

Jaskółka siostra burzy, żałoba fruwająca
Ponad głowami ludzi, w których się troska błąka
Jaskółka znak podniebny jak symbol nieuchwytna
Jaskółka błyskawica w kościele obumarłym
NOTATNIK
RELACJE
GŁOS
UBIÓR

 
 
Levi Yuriev


19

niebieski




Wysłany: 2017-01-02, 20:17   
   Multikonta: Joyce
[Cytuj]

Za dużo prądu jak na jeden dzień. Silas obrażony siedział na karnym jeżyku, a Levi nie miał już ochoty teraz na niego patrzeć. Lepiej żeby na chwilę się rozdzielili, to pozwoli im uniknąć kolejnej sprzeczki. Levi był opanowaną i spokojną osobą, ale nawet on miał granice, których lepiej nie przekraczać. W nerwach też tracił nad sobą kontrolę, w tym był bardzo podobny do brata. Jednak jego problemy zaczynały się gdy zamykał oczy. Koszmary powtarzające się tak regularnie, że wpędziły chłopaka w przewlekłą bezsenność. To dlatego od dwunastego roku życia gustuje w takim a nie innym makijażu, który chociaż trochę maskuje podkrążone oczy. Z czasem zaczęły do tego pasować kolczyki, tatuaże, ciemne ubrania…
Zdawało się, że dziewczyna jednak ich nie znała i postanowiła tak to zostawić. Iść w swoją stronę i zapomnieć o całym zajściu. Szczerze powiedziawszy, Leviemu też odpowiadała taka kolej rzeczy. Jedno zmartwienie mniej. Tylko dlaczego postanowiła iść akurat w tamtym kierunku?
Chłopak zazgrzytał zębami, lekko zirytowany. Rzucił jeszcze jedno spojrzenie Silasowi, równie zimne i równie przeszywające, co poprzednio. - Nie ruszaj się stąd. - warknął tak, aby tylko Żółty to usłyszał, i przeteleportował się, aby znaleźć się bliżej nieznajomej.
- Uważaj na wilcze jagody. – ostrzegł i sam kucnął, by zjeść kilka poziomek z krzaczka.
- Pewnie jesteś głodna… - bardziej stwierdził, niż zapytał, lecz czekał na jej reakcję. Nie zamierzał pomagać jej na siłę, a jeśli będzie trzeba, to siłą odpędzi ją jakoś od swojej bazy. Levi wolał jednak bardziej pokojowe rozwiązania.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Forum zostało otwarte 2016-15-08. Właścicielką kodu wysuwanego elementu z boku jest corazon. Autorem systemu zakładek jest Noritoshi.
Strona wygenerowana w 0,16 sekundy. Zapytań do SQL: 10