Image Map
Bieżące poszukiwania:
- Kira Krios szuka swojej dawnej drużyny z Ligi Dzieci, postacie muszą należeć do grupy Syndykat.
- Shirei Shinoda szuka chętnych graczy do zarządu Syndykatu, którzy mogliby mieć z nim powiązania.
- Lounarie de Coudray szuka chętnych graczy do relacji między postaciami.
- Scarlett Kersey szuka sobie dziewczyny. Grupa to Syndykat.
- Silas Yuriev poszukuje swojej drugiej, męskiej połówki.
-Ceridwen Murray Poszukuje 1 osoby do byłego oddziału 7 z ligi dzieci.
-Gabriel O'Donnell Poszukuje brata/siostry.
-Summer Dawson Poszukuje relacji dla swoich postaci. Zapraszamy członków Syndykatu po zgłoszenia. W miarę chętnych będą dodawane. Więcej tutaj: LINK
Członkowie Pryzmatu nadal mogą brać udział w szkoleniu w CIA. Aby je ukończyć, musicie przystąpić do dwóch różnych zadań. Więcej tutaj

Wszyscy: Nikt nie wie skąd Psionicy wzięli się na świecie i raczej nikogo na tym poziomie to specjalnie nie obchodzi. Wszyscy byli na jednym etapie - zrozumieli, że są równymi wobec siebie potworami, a drążenie tego, czy ktoś zesłał na nich ten omen czy jest to tylko zrządzenie losu jest bezsensowne. Byli tacy sami i jedyne czym się różnili to typ umiejętności. Ale to było nieważne, bo w każdym przypadku, każdy kolor identycznie rujnował swoje normalne dotychczas życie. Każdy musiał się przyzwyczaić do tego, że wszystko było inne, że dysponowali czymś, co jednocześnie było darem jak i utrapieniem. No ale przede wszystkim wielką odpowiedzialnością. Myśleli, że chociaż wiedzą minimalnie na czym stoją. Minęło przecież siedem lat, wiedzieli na co mogą sobie pozwolić a na co nie. Jednak coś, co cały czas się zmienia nie daje większych szans na jakąkolwiek stabilność. Co, jak w pewnym momencie zmutują tak, że wybiją się wzajemnie? Nikt nie ma na to pewności, jednak jedno jest pewne - utracili kontrolę. I wirus zaczyna poważnie mutować po raz pierwszy.

Pandemonium: Bal okazał się być krwawą imprezą, na której nie zabrakło specjalnych pokazów i śmierci kilkorga z członków. Szefowa przybytku zorganizowała bal, aby pokazać Psionikom, że normalne życie jest na wyciągnięcie ręki. Wspaniałe suknie, drogie garnitury, alkohol i jedzenie. To wszystko miało być swoistą obietnicą, że tak będzie wyglądać ich życie, kiedy tylko dojdą do władzy. Nic nie wskazywało na to, aby impreza miała zakończyć się nagłym upadkiem Pandemonium. Niektórzy jednak nie byli po stronie Leliel, jedynie dobrze grając jej sojuszników. Podczas gdy kobieta uwolniła z piwnic hybrydy, aby ponownie sprawdzić oddanie swoich podwładnych, w ścianach budynku zostały umieszczone ładunki wybuchowe. Ewakuowano wszystkich PSI do autobusu na tyły budynku. Pozostało dwadzieścia minut do samego wybuchu, a żadne nie wiedziało dlaczego właściwie wyjeżdżają. Do czasu...
Jeden z członków Pandemonium, powracając z misji został zaatakowany przez grupę zwiadowczą innej grupy. Czy to zwiastuje krwawy koniec PSI?
Podczas trwania balu Liam Carpenter nie był jedyną ofiarą. Zginęła również córka prezydenta, która przecież mogła być cenną zdobyczą w rękach tych, którzy chcieliby rozwalić rząd. Joyce Foley stracił dłoń, ale nawet to nie powstrzymało go przed zadaniem ostatecznego ciosu w samo serce organizacji. Leliel pokazała być może zbyt dużo i przypłaciła za swoje błędy własnym życiem.
Teraz jedynym ratunkiem okazał się być autobus pełen pijanych PSI, który zmierza… Właściwie donikąd.


Pryzmat: Harry Donavan nadal sprawuję władze w Pryzmacie, Henry zaś jest jego zastępcą. W wyniku tego, wielu Psioników zostało wysłanych na obowiązkowe szkolenia w CIA, w celu zwiększenia ich produktywności dla kraju. Niektórzy z nich nie pojechali tam z własnej woli, ale surowe, rygorystyczne zasady są najlepsze do uzyskania pożądanych efektów. Wszyscy mają nadzieję, że w późniejszym czasie staną się oni młodymi agentami, przyszłością tego kraju. A plany te sięgają bardzo daleko - począwszy od stworzenia specjalnej, elitarnej jednostki wojskowej, aż do wysłania siatki szpiegów CIA do innego kraju. Wielu agentów będzie również musiało zostać w Pryzmacie i tam pomóc w podjęciu kolejnych kroków. - Wy, którzy tutaj stoicie. Daliście mi szansę. Obiecuję, że nie zostanie ona zmarnowana - mówi Judith Donavan. Mimo iż kraj jest w kompletnej ruinie, to jakiekolwiek zasady polityczne muszą w nim panować. Wreszcie wejdzie ktoś nowy na miejsce prezydenta Graya i spróbuję poukładać rozsypane przez niego puzzle. Nie było tutaj miejsca na demokratyczne głosowanie, ponieważ nie było innych kandydatów. Gray z niechęcią oddał swoje przywileje, jednak skoro tego wymagało prawo, to ciężko było spodziewać się od niego czegoś innego. Zmiana we władzy jednak została przyspieszona przez parlament po tym, jak usłyszano postulaty Judith Gray. - Nie pozwolę, aby Psionicy żyli w strachu - stwierdziła młoda pani prezydent na jednej z debat, które były puszczane w telewizji jak i na terenie całego Pryzmatu, a nawet w kompleksie akademii CIA. I zrobiła to - skoro obiecała. Obozy, które zostały zbudowane przez prezydenta Graya opustoszały już całkowicie. Mimo swoich dawnych obietnic, mężczyzna pozostawił jeszcze kilka działających obozów. A pani Donavan postanowiła wywlec je na światło dzienne. Wszystkie dzieci z nich, zostaną przeniesione do organizacji zwanej jako Pryzmat, której skala zostanie znacznie powiększona. - Nie wiemy jak mamy dziękować setkom Psioników, którzy zdecydowali się wstąpić w szeregi CIA. Gdy tylko ich służba dobiegnie końca, a zadanie które zostały im przydzielone skończą się, pozwolę im szczęśliwie wrócić do Pryzmatu, gdzie jest ich prawdziwy dom - obiecuje nowa pani Prezydent. - Niech Pryzmat będzie prawdziwą społecznością, gdzie liczą się takie wartości jak szacunek czy lojalność. Od dziś każdy, kto tylko wyrazi chęć udziału w tej społeczności będzie do niej dopuszczony. Musimy przestać izolować się od dzieci, które naprawdę potrzebują naszej pomocy. Nie możemy zostawiać ich na pastwę losu, takie osoby później wybierają drogę przestępczą, co prowadzi do zamieszek i kradzieży. Nie pozwolimy na to! - dodała na kolejnej, innej debacie. - Z tego względu dojdzie do rozbicia organizacji przestępczej, identyfikującej się jako “Łowcy”. Nie będzie już dochodziło do bezpodstawnych aresztowań dzieci, a następnie sprzedaży ich. Członkowie grupy zostaną uniewinnieni za współpracę z moim poprzednikiem, jednakże będą pod stałą kontrolą organów policyjnych, a Psionicy znajdujący się w ich szeregach - przeniesieni do Pryzmatu i wcieleni do armii. Nie będziemy łapać psioników, którzy wolą żyć na wolności. Do kraju wkroczy jednak więcej Sił Specjalnych Psi, którzy będą kontrolowali ich życia, by wiedzieć, czy nie zagrażają bezpieczeństwu obywateli. Owa jednostka nie będzie jednak kojarzona z bólem i cierpieniem. Pod wezwaniem nowego generała, Christophera Flynna, przeobrażą się w żołnierzy, którzy przede wszystkim będą nieśli pokój!- mówi nowa pani prezydent. W pewną grudniową noc do siedziby łowców została wysłana grupa z Pryzmatu. W jej skład wchodził agent specjalny Calum Hedger, jednostka wojskowa połączona z kilkoma agentami CIA jak i oddział składający się z Psionków - Valerie Cadle, Sahir Nailah i Lux Bloomfield. Walka była wyrównana przez większą część czasu, jednak były agent Ligi Dzieci, Sahir Nailah o zdolnościach określanych jako Czerwone, dokonał podpalenia całego kompleksu. Niektórzy z Łowców uratowali się, jednak wielu z nich zginęło w gruzach budynku. Mimo iż Pryzmat proponował im pokojowe rozwiązanie, to zdecydowali się oni na walkę. - Obywatele. Dzisiejszego dnia muszę poinformować was o przykrej sytuacji. Wczoraj w nocy doszło do... Rozbicia grupy przestępczej sygnującej się nazwą "Łowcy". Podczas akcji, nasz kraj poniósł wiele strat. Straciliśmy wielu żołnierzy, którzy oddali życie za bezpieczeństwo i lepszy świat dla Psioników - mówi Judith Gray. Ponadto zdeklarowała się, że umożliwi każdemu agentowi, który nie chce podjąć się służby, szansę na wycofanie. Jednak wciąż namawia do walki o kraj i prawa Psioników. - Ktoś musi zbudować lepszy świat. Wierzę, że będziemy to my - dodaje.

Obecnie mamy luty 2023r.
Odczuwalna temperatura to -19°C, pada śnieg i jest straszny mróz.
Każdy, kto podrzuci komuś z administracji na PW/GG link z odegraniem mutacji czy odkryciem nowych zdolności, otrzyma dodatkowy jeden punkt. Za ciekawsze odegrania (bardziej wpływające na otoczenie, inne postacie) zostaniecie nagrodzeni dwoma punktami. więcej informacji tutaj
Dodaliśmy system notatek! Zachęcamy każdego do stworzenia swojego tematu! Tutaj link!

- Zapraszamy do zabawy w anonimowe wyznania. LINK TUTAJ


Poprzedni temat «» Następny temat
O tej trójce co kradła poziomki
Autor Wiadomość
Ceridwen Murray


21 lat

Ceridwen




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2017-01-02, 20:42   
   Multikonta: Lounarie; Annabeth; Mistrz Gry


Szła spokojnie stałym tempem i ciągle w tym samym kierunku, kiedy nagle pojawił się Levi. Widocznie coś jeszcze chciał od niej, ale skoro się nie odzywał, to sama też chwilowo zachowała ciszę.
- Jeszcze mi życie miłe. - Stwierdziła na jego ostrzeżenie. Jak nie wiedziała, czy dane jagody są jadalne, czy nie to szła dalej. Dlatego też zatrzymywała się przy czymś tak oczywiście jadalnym jak poziomki, w końcu ich nie można było pomylić z niczym innym. Już chciała odpowiedzieć przecząco, kiedy jej żołądek sam odpowiedział. Nie dało się nie słyszeć jego protestu, kiedy po raz kolejny zajadała poziomki. Mimo tego, że były dobre, to nie bardzo szło na nich wyżyć przez dłuższy czas i do tego przy ciągłym wysiłku fizycznym.
- Trochę. - Zmieniła odpowiedź, którą chciała dać na początku. Nie bardzo chciała mówić, że od tygodnia żyła na leśnych owocach, bo te cholerne króliki, jelenie i inne futrzaki nie chciały dać się upolować. Albo że to ona była aż tak beznadziejna jeśli chodzi o skradanie się do zwierzyny. Do tej pory nie bardzo miała czas, żeby zastawiać sidła i czekać, aż coś się łaskawie złapie. Teraz, skoro liga wyparowała to pewnie poszuka jakiejś kryjówki w okolicach miasta i zacznie szykować się na zimę. W każdym razie zerknęła na chłopaka i jego reakcję na jej potwierdzenie jego słów. Po coś przecież ją ciągnął za język w tej sprawie, a jeśli chciał tylko zagaić rozmowę, to chyba coś nie bardzo wyszło.
_________________

Jaskółka siostra burzy, żałoba fruwająca
Ponad głowami ludzi, w których się troska błąka
Jaskółka znak podniebny jak symbol nieuchwytna
Jaskółka błyskawica w kościele obumarłym
NOTATNIK
RELACJE
GŁOS
UBIÓR

 
 
Levi Yuriev


19

niebieski




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png systema-male http://i.imgur.com/qSptghe.png

Wysłany: 2017-01-02, 21:25   
   Multikonta: Joyce, MG


- Zaczekaj. - rzucił i rozpłynął się w powietrzu, zaraz po uzyskaniu odpowiedzi. Mimo iż jej żołądek odpowiedział znacznie wcześniej niż płynące z ust słowa. Levi był taką dobrą wróżką. Tajemniczą, jednoręką wróżką z Rosji. Spełniał trzy życzenia i znikał usatysfakcjonowany, że mógł pomóc kolejnej zbłąkanej owieczce. Czego chcieć więcej?
Taa... a w tej bajce były też smoki…
Przeteleportował się z powrotem do bazy. Liczył się z tym, że gdy wróci kurczaczka mogło już nie być. Dziewczyna musiała być dobrze wyszkolona, jeżeli teraz zniknie, pewnie już więcej nigdy jej nie zobaczą. Wolał jednak odwieść ją od rozbijania namiotu gdzieś w pobliżu bazy. Levi spodziewał się sporej transakcji, wkrótce może się tu zacząć kręcić więcej osób. Uniknięcie sytuacji, gdzie w to wszystko wplątuje się przez przypadek nieprzewidywalna Błyskawica, było dla niego w tej chwili priorytetem.
Zabrał z kuchni jakieś świeżo upieczone, jeszcze cieplutkie mięsko i chleb, butelkę wody i rosyjskie cukierki. Ręka wciąż nie była w pełni sprawna, a rzeczy nazbierało się całkiem sporo, znalazł więc jakiś koszyk i poszedł do swojego pokoju po jakiś kocyk. Postanowił pobawić się w piknik i przekonać dziewczynę, że lepiej iść w innym kierunku.
Otworzył drzwi, a stado kociaków rzuciło się na niego w akcie miłości. Małe, duże, dorosłe, kocięta, białe, czarne, rude i łaciate… Jedna wielka kocia rodzinka. To właśnie było to, co uszczęśliwiało chłopaka. Przez skargi innych musiał je trzymać w pokoju, lecz sypialnia Leviego była jedną z niewielu, która miała niewielkie okno tuż przy suficie. Nie tyle było to zwykła szyba, a bardziej właz połączony z zewnętrzną ścianą bunkru. Dzięki czemu zwierzaki mogły bez ograniczeń wychodzić na zewnątrz.
Spakował już wszystko, z bólem serca pożegnał się z każdym kotkiem z osobna, dlatego zeszło mu chwilę dłużej niż oczekiwał i przeteleportował się z powrotem do szatynki.
- Oto jestem. - odparł lekko zziajany, jakby całą drogę tutaj musiał biec. Nie zauważył jednak, że trzy niesforne kotełki uczepiły się go i znalazły się razem z nim w lesie.
- Oreo, Kiki, Peanut! Co wy tu robicie? - odwrócił się do nich i zawołał półgłosem, który teraz ociekał ciepłem i miłością, w przeciwieństwie do zimnego tonu, którego używał wcześniej.
Przeurocze kotki, słysząc głos swojej „kociej mamy” posłusznie podbiegły i zaczęły łasić wokół jego czarnych spodni, które szybko pokryły się sierścią kociąt.
_________________

głos

 
 
Ceridwen Murray


21 lat

Ceridwen




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2017-01-02, 22:14   
   Multikonta: Lounarie; Annabeth; Mistrz Gry


Miała zaczekać. Tylko na co? Spięła się trochę, kiedy Levi zniknął. Nie wyglądał, jakby miał jakieś złe zamiary, ale w sumie to ciężko było to stwierdzić. Przez chwilę siedziała w poziomkach i dalej je podjadała, a że powrót dobrej wróżki się przeciągał to stwierdziła, że coś jest nie tak i wdrapała się na najbliższe drzewo. Ucieczka nie bardzo jej odpowiadała w tej chwili, wolałaby posiedzieć jeszcze trochę w tych poziomkach, ale siedzenie w poziomkach mogło być... niebezpieczne, więc wybrała opcję pośrednią. Usadowiła się wygodniej na drzewie i wcinała poziomki, które wcześniej zebrała do chusty, oczekując tego, co miało się wydarzyć. Zawsze mogła rypnąć piorunami i zwiać, ca prawda straciłaby na to siły, ale przecież teraz je trochę regenerowała, więc na jedno wychodziło. Po chwili pojawił się i niebieski z obstawą, ale nie taką, której się spodziewała. Widząc kotełki zmiękła i zaraz zeskoczyła z drzewa. Nawet nie zwróciła uwagi na to, że miał jakiś koszyk w dłoni, czy był zziajany, po prostu zaraz znalazła się przy kotełkach i próbowała je wymiziać. Jak ona dawno kotów nie miziała! Chciała kiedyś namówić opiekunów jej oddziału w lidze, żeby za którąś misję dali jej servala, ale nie bardzo jej to wyszło. Jeśli ktoś chciał ją unieszkodliwić, to starczyło pokazać jej kotka i zaraz rozpływała się i próbowała taką futrzastą kuleczkę dorwać i wymiziać, co też teraz uskuteczniała. Matko bosko starczyłby na nią jeden kot, a tu były trzy puchate kulki. No po prostu nie mogła udawać obojętnej. Dorwała jednego z kotków i zaraz załączyła u niego funkcję mruczenia i jeszcze większego łaszenia się.
- Nie ważne co robią, są urocze. - Było słychać w jej głosie, że jest zachwycona kocim towarzystwem i jeśli Levi spróbuje koty jakoś zapędzić do domu, gdziekolwiek mogły ten dom mieć, to będzie protestować. Niech da jej się nacieszyć chociaż przez chwilę terkoczącymi futerkami.
_________________

Jaskółka siostra burzy, żałoba fruwająca
Ponad głowami ludzi, w których się troska błąka
Jaskółka znak podniebny jak symbol nieuchwytna
Jaskółka błyskawica w kościele obumarłym
NOTATNIK
RELACJE
GŁOS
UBIÓR

 
 
Levi Yuriev


19

niebieski




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png systema-male http://i.imgur.com/qSptghe.png

Wysłany: 2017-01-03, 00:59   
   Multikonta: Joyce, MG


Chłopak odłożył na bok koszyk i wziął na ręce czarnej maści kotka, u którego od ogona po pyszczek ciągnęła się cienka biała pręga.
- To pewnie twoja robota? – trzymał go za sierść na karku i spoglądał w oczy pytająco, wykrzywiając usta w jakiś dziwny grymas i przygryzając przy tym kolczyk w wardze. Szybko jednak rozdziawił usta i przytulił słodziaka do piersi. W obecności swoich małych „dzieci” Levi tracił głowę. Zapominał o wszystkim, o całym źle tego świata. Koteczkowy high działał na niego lepiej niż niejeden narkotyk, którymi handlowali.
I jak się okazało nie był w tym sam. Wcześniejsza nieznajoma, którą chciał jedynie nakarmić, zyskała w jego oczach nowy blask. Widząc jak mizia Kiki i jak ona to odwzajemnia mruczeniem, poczuł jakieś dziwne uczucie gdzieś w brzuchu. Wbijał w nią swoje niebieskie oczy i nie mógł wykrztusić z siebie słowa.
Dziewczyna, której wcześniej mógł nie zauważyć. Teraz była… piękna?! Levi pokręcił szybko głową, odganiając od siebie emocje, których nie rozumiał.
- T…tak.. - wydusił z siebie.
Odstawił Oreo na ziemię i znów wziął koszyk.
- Zjedz coś. - odparł już poprzednim głosem. Nie miał pojęcia, co się z nim działo chwilę temu, ale było to bardzo dziwne i wolałby więcej nie doznawać tego typu „olśnienia”.
 
 
Pravi Yuriev
Raz dziewczynka, raz chłopaczek. Bier tego kociaka


19 lat

Żółty




systema-male http://i.imgur.com/qSptghe.png

Wysłany: 2017-01-03, 01:36   
   Multikonta: Hope Reyes, MG


Po kilkunastu minutach znudziło mu się takie bezczynne siedzenie na trawie. Było przyjemnie, niebo było czyste, temperatura doskonała a ptaki ćwierkały aż miło. Niestety Silas to Silas, on prawdziwy spokój odnajdywał w chaosie. Ruszył więc w kierunku, gdzie zniknęli Levi i Kurczaczek. Zobaczył ich w idealnym momencie; czarnowłosy właśnie wgapiał się maślanymi oczętami w Ceri jakby była jednym z tych kociąt, które przypałętały się za chłopakiem. Żółty niemal chciał rzucić sie biegiem w ich stronę, śpiewając "Miłość rośnie wokół nas", ale powstrzymał się. Ledwo, ale jakieś tam pokłady rozsądku miał w sobie. Powolnym więc krokiem zmierzał w ich stronę. Niby od niechcenia zaczął nucić sobie piosenkę z filmu romantycznego, który kiedyś oglądali zmuszeni przez wredną niańkę. Będąc już na tyle blisko, by mogli go zauważyć teatralnie machnął ręką, trochę jak nadęty homoseksualista.
-A co wy tu gołąbeczki... Przepraszam, Kurczaczki robicie? - zapytał śpiewnie. Trzeba przyznać, że mimo głębokiego głosu z chrypką umiejętność śpiewania była u niego wysoko rozwinięta. -Czyżbyście robili sobie piknik? Beze mnie!?
Udał oburzonego, a w głębi śmiał się do rozpuku.
 
 
Ceridwen Murray


21 lat

Ceridwen




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2017-01-03, 02:18   
   Multikonta: Lounarie; Annabeth; Mistrz Gry


Powędrowała spojrzeniem za podnoszonym za skórę na karku kotem. Trochę to brutalne, ale chłopak widać zaraz zmiękł i przytulił kotka, co było strasznie urocze. Pasował do niego ten zwierzak, oboje byli czarni. Sama przez chwilę wlepiała w Leviego maślane oczy, ale zaraz zmieszana nieznanymi emocjami, które ją ogarniały, zaraz spuściła wzrok na kota, którego zgarnęła do miziania. Przygryzła delikatnie dolną warkę, próbując poukładać sobie co czuła, ale zaraz z tego zrezygnowała. Emocje, które ją ogarnęły były zbyt pogmatwane dla niej i nie bardzo chciała je w tej chwili próbować rozwikłać. Przełknęła, próbując zwilżyć gardło, w którym nagle jej zaschło i spróbowała uspokoić serce, które jakoś dziwnym trafem przyśpieszyło jak przez chwilę wpatrywała się w Leviego. Kucała z kotem wciągniętym na kolana i wpatrując się w futrzaka próbowała się opanować, w czym trochę pomogło jej nadejście żółtego. Zgarnęła szyszkę, która leżała obok niej i zaraz nią w niego rzuciła.
- Ile razy mam powtarzać, żebyś przestał z tym kurczaczkiem, żeby to do Ciebie dotarło? - Zapytała lekko zrezygnowana. Już mu się chyba we łbie utrwaliło to przezwisko i już dla niego zostanie "Kurczaczkiem". W międzyczasie trochę zdziwiona przyjęła koszyk od Leviego i cicho podziękowała. Wypuściła miziającą się kulkę futerka i wstała, żeby rozścielić koc na ziemi. koszyk na chwilę zostawiła na ziemi, mając nadzieję, że koty zbyt szybko się do niego nie dobiorą. Zerknęła na "oburzonego" kurczaka.
- Chyba na to wyszło. - Skwitowała zabierając w ostatniej chwili koszyk zanim jeden z kotów do niego wpadł i usiadła na kocu, zostawiając też miejsce dla chłopaków. Postawiła koszyk na kocu i zajrzała do niego, po czym wyciągnęła sobie porcję mięsa i powoli zabrała się za jedzenie. Starała się nie jeść za szybko, jeszcze by dostała jakichś rewolucji w żołądku i wszystko zwróciła, a to nie był najlepszy pomysł.
Ostatnio zmieniony przez Lounarie de Coudray 2017-01-03, 16:53, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Levi Yuriev


19

niebieski




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png systema-male http://i.imgur.com/qSptghe.png

Wysłany: 2017-01-03, 15:19   
   Multikonta: Joyce, MG


Usłyszał tę straszną piosenkę, którą nucił Blondyn, dając tym samym Leviemu znać, że będzie mu to wypominał przez najbliższy miesiąc. To dało mu do myślenia, że naprawdę dziwnie się zachowywał względem dziewczyny.
- Przestań. – ponownie warknął na brata, spoglądając na niego morderczo. Dał mu chwilę by mógł się uspokoić, ale nie oznaczało to, że Levi przestał się na niego wściekać. Silas przechodził dziś samego siebie, a ciemnowłosy miał wystarczająco dużo zmartwień na swojej zmęczonej główce.
Zerknął jeszcze raz w kierunku dziewczyny. Ich speszone spojrzenia na moment się spotkały, widać było że oboje nie rozumieli co się stało. Levi szybko próbował odwrócić uwagę swoich myśli od dziewczyny. Delikatny rumieniec na policzku, kontrastował z chorobliwie bladą cerą chłopaka. Gdy tylko się zorientował, że jego twarz za moment zaleje się czerwienią, odwrócił się tyłem do Cer i Silasa. Kucnął i udał, że przywołuje do siebie kotka aby go podrapać za uchem. Przez chwilę milczał, próbując opanować emocje. W tym czasie mieli chwilę by powyzywać się od kurczaków lub innych opierzonych latających zwierzaków. Odczekał i gdy wróciły mu dawne kolory, zjadł ostatnią poziomkę z krzaczka i dołączył do Szatynki, która rozłożyła już kocyk i zabrała się za jedzenie.
- Dokąd się teraz wybierasz? - spytał raczej z ciekawości, chciał też jakoś podtrzymać rozmowę. Oczywiście pamiętał też o swoim planie, który miał na celu zmianę kierunku jej wędrówki.
Kątem oka obserwował też Praviego, zastanawiając się, czym jeszcze go dzisiejszego dnia „zaskoczy”.
_________________

głos

 
 
Ceridwen Murray


21 lat

Ceridwen




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2017-01-05, 02:23   
   Multikonta: Lounarie; Annabeth; Mistrz Gry


Znowu zaczynają na siebie naskakiwać. Jak dzieci, ale to chyba u rodzeństw jest normalne, że co chwilę się sprzeczają i fukają na siebie. Może akurat trafiła na taki dzień, że co chwilę jeden wkurza drugiego.
Ich spojrzenia znowu się spotkały i oboje byli równie speszeni całą tą dziwną sytuacją, tym nagłym brakiem tchu, czy kołataniem serca. Oboje nie mieli pojęcia skąd te nagłe uczucia i nie rozumieli jeszcze, co one oznaczają. Zdążyła zobaczyć rumieniec Leviego. Gdyby nie to, że ćwiczyła spychanie emocji w głąb siebie, to pewnie też zaraz by była czerwona. Obiekt jej zainteresowania właśnie próbował się skitrać z rumieńcem, udając że mizia kota. W międzyczasie posprzeczała się trochę z Silasem. Wybitnie nie pasowało jej przezwisko "Kurczaczek". Może i była nizutka, ale żeby zaraz kurczaczek?
Levi w końcu dołączył do niej na kocu i zadał pytanie, nad którym musiała się zastanowić. W sumie nie miała zielonego pojęcia, co ze sobą począć.
- Nie wiem. - Stwierdziła całkiem szczerze. - Skoro Ligi nie ma, to nikt mnie nie będzie ścigał za dezercję, więc pewnie poszukam jakiegoś miejsca na obóz i zacznę się szykować na zimę. - Czemu ona im zdradzała swoje plany? Normalnie pewnie odpowiedziałaby tylko pierwszą częścią swojej wypowiedzi, a teraz? Coś ją po prostu pchnęło, żeby podzielić się swoimi przemyśleniami.
 
 
Pravi Yuriev
Raz dziewczynka, raz chłopaczek. Bier tego kociaka


19 lat

Żółty




systema-male http://i.imgur.com/qSptghe.png

Wysłany: 2017-01-05, 10:51   
   Multikonta: Hope Reyes, MG


Rozłożył się wygodnie na kocyku i przyglądał się parze z dołu. Przyjemnie było oglądać wiecznie niewzruszonego Leviego z rumieńcem. Takie niecodzienne i jakże ciekawe zjawisko. Aż się Silasowi cieplutko zrobiło na serduszku. Z głupkowatym uśmiechem przyjmował wściekłe spojrzenia rzucane przez brata. Przysłuchiwał się jednak uważnie słowom dziewczyny, wiedział bowiem, że celem niebieskiego, oprócz rozkochania jej w sobie, było odkryć jej zamiary. Nawet jeżeli twierdziła, że uciekła od Ligii, nie oznacza to, że nie może być w tym miejscu przypadkiem. Różne plotki kręciły się wokół Pikes Peak. Podziemne tunele, kryjówki, baza rosyjskiej mafii... Oczywiście większość z nich była prawdziwa, ale bliźniaki robili wszystko by za plotki uchodziły.
Dziewczyna mogła więc uchodzić za biedną sierotkę, chcącą wkręcić się w łaskę jednego z braci. Co doskonale jej wychodziło, stwierdził Silas spoglądając na Leviego z uśmiechem. Jednak w jego oczach można było dostrzec ostrzeżenie.
Mając nadzieję, że to jakoś otrzeźwi mózg braciszka, zaczął nucić piosenkę z jakiegoś horroru. Nawet wyobraził sobie idealną scenę: Groźnie wyglądające drzewa, lekki wiatr, poruszający od czasu do czasu koronami drzew. Po za tym zalegająca cisza. Noc. Światło księżyca. Zakochana para wpatrująca się w siebie. Nagle wielki huk! Przeraźliwy krzyk gdzieś daleko w lesie. Para widzi nadbiegającego człowieka. Blondyn o szalonym spojrzeniu, śmiejąc się jak szaleniec pędzi wprost na nich. Jego dłonie świecą od błyskawic, strzelających we wszystkie strony. Para sparaliżowana strachem nie może się poruszyć. Chłopak zatrzymuje się przed nimi, pochyla się i cichym, mrożącym krew w żyłach mówi "Cześć! Mogę was zjeść?"
Silas zaśmiał się histerycznie. Śmiał się tak długo aż pociekły mu z oczu łzy. Na chwilę zapomniał czym martwił się wcześniej, zajęty swoją wizją.
 
 
Ceridwen Murray


21 lat

Ceridwen




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2017-01-22, 18:14   
   Multikonta: Lounarie; Annabeth; Mistrz Gry


Jeszcze chwilę porozmawiali, robiąc sobie prowizoryczny piknik w środku lasu. Zaczynało się powoli ściemniać, więc przeciągnęła się i wstała z koca.
- Miło było, ale na mnie już czas. - Nie bardzo chciała się stąd ruszać, coś ją ciągnęło do Leviego. Nie chciała się jednak narzucać, już i tak podzielili się z nią swoim jedzeniem, a ona nie mogła im się odpłacić, więc co mogła zrobić, poza tym, żeby w końcu pójść w swoją stronę? Wątpiła, żeby jeszcze się spotkali, a szkoda, bo nie rozwiązała dalej tej zagadki, jaką była plątanina emocji, którą wywołał w niej wcześniej Levi.
- Dzięki za posiłek. To... Cześć. - Cóż, pożegnanie wyszło trochę niezręcznie, ale co się dziwić? Nie wiedziała jakich słów użyć, bo "do zobaczenia", albo "do następnego" nie bardzo w tej sytuacji pasowały. Tym razem ruszyła w losowym kierunku i już nie zbliżała się do bazy, a wręcz oddalała się od niej.

z.t [Przenoszę od razu retro do zakończonych]
_________________

Jaskółka siostra burzy, żałoba fruwająca
Ponad głowami ludzi, w których się troska błąka
Jaskółka znak podniebny jak symbol nieuchwytna
Jaskółka błyskawica w kościele obumarłym
NOTATNIK
RELACJE
GŁOS
UBIÓR

 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ZAMKNIĘTY ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Forum zostało otwarte 2016-15-08. Właścicielką kodu wysuwanego elementu z boku jest corazon. Autorem systemu zakładek jest Noritoshi.
Strona wygenerowana w 0,054 sekundy. Zapytań do SQL: 11