• Kiedy stracisz wszystko, nikt się już z tobą nie liczy.
    Black is the color
    Nie, oni nie lękali się o dzieci, które mogły umrzeć. Nie martwili się pustką, którą miały po sobie pozostawić. Oni bali się nas – tych, którzy przeżyli.
  • Pryzmat:

    Nadszedł czas kolejnych zmian. Zniesienie obozów to był zaledwie początek. Prezydent Donovan po miesiącu od zwycięstwa w wyborach, podjęła kolejny spory krok w kierunku uwolnieniu uciśnionych psioników. "- Zdecydowałam, że zamykam projekt pryzmat. Psionicy, chociaż mają przewagę z mocami, to jednak dalej dzieci. Nie powinniśmy was wykorzystywać jako ochronę. Dlatego też wysyłam was na osiedle. Będziecie mieli tam zapewnione wszystko, co będzie potrzebne i będziecie mogli tam żyć bez strachu o jutro. - poinformowała ich dalej spokojnym tonem nie przerywając swojego wywodu, nawet jeśli usłyszała okrzyki protestu. Nie zamierzała się ugiąć. Już dosyć krzywdy wyrządzili tym dzieciakom. Starczy tego dobrego, pora im dać trochę wolności i chociaż namiastkę życia, które zostało im brutalnie wyrwane przez epidemię." W związku z powyższym członkowie biorący udział w projekcie, znanym pod nazwą Pryzmat zostali oddelegowani ze służby na zasłużony odpoczynek. Od teraz zamieszkają oni w niewielkim miasteczku położonym niedaleko Denver.

    Judith zamyka projekt Pryzmat.

  • Obecnie mamy styczeń 2023r.
    Odczuwalna temperatura to -19°C, pada śnieg i jest straszny mróz.

    Zachęcamy każdego do stworzenia swojego tematu z notatnikiem! Tutaj link!

    Pryzmat został zamknięty, a więc wszyscy znajdujący się w tej grupie, zostali przeniesieni do niezrzeszonych. Więcej dowiecie się w skrócie fabularnym!

    W Systemie co chwila pojawiają się nowe eventy! Zachęcamy do odwiedzenia tematu: LINK

    Do grona administracji dołączył Pravi.
    Odwiedźcie nas też na facebooku!

  • Bieżące poszukiwania:
    - Kira Krios szuka swojej dawnej drużyny z Ligi Dzieci, postacie muszą należeć do grupy Syndykat.
    - Shirei Shinoda szuka chętnych graczy do zarządu Syndykatu, którzy mogliby mieć z nim powiązania.
    - Lounarie de Coudray szuka chętnych graczy do relacji między postaciami.
    - Scarlett Kersey szuka sobie dziewczyny. Grupa to Syndykat.
    -Ceridwen Murray Poszukuje 1 osoby do byłego oddziału 7 z ligi dzieci.
    -Summer Dawson Poszukuje relacji dla swoich postaci.
    -Cora Wellworth Poszukuje pozytywnych relacji dla swojej postaci.
    -Eric Ainsworth Poszukuje kogoś aktywnego, chętnego do gry.

  • Cookie
    Levi
    Lou
    Pravi


Poprzedni temat «» Następny temat
Okolice Pikes Peak
Autor Wiadomość
Summer Dawson



19

Zielony Ziemniak




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png systema-female http://i.imgur.com/qSptghe.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2017-01-05, 22:40   
   Multikonta: Emilka
[Cytuj]

Chodzenie w samych bandażach nie jest społecznie akceptowalne. Zanotowane, zapamiętane. Faktycznie, zupełnie zapomniała o tym w czym, a raczej bez czego paradowała. Gdyby była normalna, to pewnie spaliłaby buraka i uciekła stamtąd jak najdalej mogła. Tyle, że to była Summer, a pojęcie wstydu w jej słowniku nie istniało. Wzruszyła jedynie ramionami, pokornie przyjmując ubrania od chłopaka.
Levi wyszedł, a ona rozpoczęła dość skomplikowane próby ubierania się. Z postrzelonym ramieniem i bolącą dziurą w plecach, nie było to jednak takie łatwe. Najpierw spróbowała wciągnąć na siebie koszulkę, klnąc przy tym w niebogłosy. Rany piekły ją jak cholera, ale ostatecznie jakoś przecisnęła ręce i głowę przez wszystkie trzy dziury. Potem przyszedł czas na legginsy, w których praktycznie się zaplątała i w rezultacie z hukiem grzmotnęła o ziemię. Cała ta eskapada trochę trwała, ale ostatecznie udało jej się stanąć pod drzwiami w kompletnym ubraniu. Odgarnęła włosy za ucho, wreszcie wychodząc na korytarz.
- Twoje ubrania próbowały mnie właśnie udusić i pogrzebać żywcem. A podobno nie masz wobec mnie … – Przerwała, próbując zrozumieć, jakim cudem Levi się rozmnożył i to w tak krótkim czasie.
Bliźniaki.
Mimo wszystkich bolesnych wspomnień z wiązanych z jej bratem, które natychmiast ją zaatakowały, stała niewzruszenie wpatrując się w kolejnego Yurieva. Takiego obrotu spraw się nie spodziewała.
- Rozumiem, że brak ręki to przypadłość rodzinna? – Uniosła brew, przenosząc wzrok na Leviego.
_________________
NOTATNIK RELACJE
Have we gone too far?
Have we lost our minds?
 
 
Levi Yuriev



19

niebieski




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png systema-male http://i.imgur.com/qSptghe.png

Wysłany: 2017-01-05, 23:09   
   Multikonta: Joyce, MG
[Cytuj]

Podpierając ścianę, czuł jakby miał za chwilę zasnąć. Gdyby chociaż na moment zamknął oczy, to wszystko znów zaczęłoby się od początku, a tego nie chciał. Wolał się męczyć niż ulec własnym koszmarom. To one go ukształtowały. Dlatego nie pozwalał pomarańczowym zbliżać się do swojej głowy. Przeszłość, mimo iż bolesna, była czymś, czego nigdy nie chciałby się wyrzec.
Ziewną leniwie i przetarł oczy, odpuścił „zabawę” protezą w obawie że faktycznie może odpaść. Z tego wszystkiego nie usłyszał nawet kroków Blondyna, boso przemierzającego korytarze. Silas wbrew temu, co na co dzień przedstawiał swoją osobą, wcale nie był dupkiem czy skończonym idiotą. A przynajmniej Levi nie odbierał go w ten sposób. Był jego młodszym braciszkiem, tym którym musiał się zająć, tym którym zajmował się od wczesnych lat dzieciństwa. Coraz częściej jednak okazywało się, że to on potrzebuje opieki.
- Tak… - odparł znudzonym głosem. Zauważył go zbyt późno, Pravi z pewnością już to zauważył, ale Levi i tak odepchnął się od ściany, którą podpierał i założył wierzchnie nakrycie, podwijając rękawy za nadgarstki. Spojrzał na bliźniaka dość wymownie, jakby próbując mu przekazać, że nie ma ochoty teraz o tym rozmawiać. Całe szczęście, nie musieli. Z pokoju wyszła Summer i zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć, Yuriev odezwał się pierwszy.
- Wszystko w porządku? - uniósł lekko brew, dziewczyna wyglądała na nieco bardziej poturbowaną niż była gdy ją zostawiał. Pomieszczenia były tutaj wytłumione na wszelkiego rodzaju dźwięki. Nie mogli więc usłyszeć jej szamotaniny w środku. Widocznie zostawienie jej samej było złym pomysłem. Ups…
Nawet się zaśmiał, co było rzadkością.
- Jak widać… To mój brat, Pravi Silas. - przedstawił blondyna. Wcale nie byli aż tak podobni. W zasadzie byli całkowicie różni, kolor włosów, sposób mówienia, chodzenia, czy zachowanie… Gdyby mieli się zamienić miejscami, nie byłoby to już tak łatwe jak w dzieciństwie.
- Poznaj Summer, zajmie się naszymi protezami. - przedstawił brunetkę i teraz znali się już wszyscy, chociaż mógłby jeszcze dodać imię i parę słów o sobie, co było oczywiście całkowicie zbędne, ale pasowałoby do atmosfery w tej chwili panującej między nastolatkami.
- Idziemy coś zjeść, idziesz? - rzucił w kierunku Silasa, ale spodziewał się, że zaszczyci on ich swoją obecnością.
 
 
Pravi Yuriev



19 lat

Żółty




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png systema-male http://i.imgur.com/qSptghe.png

Wysłany: 2017-01-05, 23:55   
   Multikonta: Hope Reyes, MG
[Cytuj]

Nie zdążył odpowiedzieć bratu jakąś kąśliwą uwagą, bo nagle otworzyły się drzwi i dołączyła do nich "laseczka". Silas zlustrował ją poczynając od sportowych butów, przez leginsy, zatrzymując się tam i tu i na twarzy skończywszy. Wyglądała o wiele lepiej niż ostatnim razem, mimo, że wtedy się jej nie przyglądał. W sumie ciężko było cokolwiek zobaczyć, cała była oblepiona błotem i krwią. Teraz prezentowała sobą lekko zmęczone ciało, ale oczy mówiły o pełnej gotowości. Zapewne gdyby musiała pobiegłaby teraz sprintem na szczyt góry, w której wnętrzu się znajdowali. Uśmiechnął się przyjaźnie i to nie był wyćwiczony uśmiech, którym obdzielał wszystkich wokół. Nie zamienili ze sobą nawet słowa a już wiedział, że dziewczyna miała twardego ducha i to mu się spodobało.
Nie przywitał się, nie czuł takiej potrzeby. Zamiast tego odpowiedział Leviemu.
-Ledwo się obudziła a ty już ją zatrudniłeś? - zapytał z głupkowatym uśmiechem. -Szybki jesteś, ale to twój rekord w wyrwaniu panienki... - Zerknął ukradkiem na Summer i mruknął:-Bez obrazy.
Na pytanie brata o jedzenie tylko zaśmiał się lekko. Czemu nie?
-Prowadź, starszy bracie.
 
 
Summer Dawson



19

Zielony Ziemniak




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png systema-female http://i.imgur.com/qSptghe.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2017-01-06, 01:18   
   Multikonta: Emilka
[Cytuj]

Tak, zdecydowanie się różnili. Mimo wszystko, potrzebowała kilku chwil, żeby dostrzec kontrast między nimi. Zrozumiała, że działali w dość podobny sposób, do tego jak zachowywała się ze swoim bratem. Jedno spokojne i odpowiedzialne, a drugie…cóż, nie do końca. Po śmierci Day’a wszystko się odwróciło, ale to akurat nie jest istotne.
Silas nie próbował podać jej ręki, ani nawet się przywitać, czym tylko zapunktował w jej oczach.
- Wyrywać, to ja wyrywałam. Kable z tej staruszki. – Leciutko się uśmiechnęła, wskazując na protezę Leviego. Z tak dużym mniemaniem o sobie, naprawdę ciężko było dziewczynę w jakikolwiek sposób obrazić. Jednak nie mówię, że nie było to wykonalne. Swoją drogą, to nie spodobało jej się słowo „zatrudnić”. Mieli z Levim umowę, ale nikt dla nikogo nie pracował. Summer po prostu miała strzelić mu protezę i wrócić do swoich planów ratowania świata. Pomoc za pomoc, przysługa za przysługę. Chociaż, może za mocno czepiała się słówek, jak na osobę, która nigdy nie uważała na to co mówi?
- Tak, tak. Idziemy. – Zaklaskała w ręce, żeby ich trochę popędzić. Jeśli się nie pośpieszą, to ich nowy konstruktor protez może z głodu kopnąć w kalendarz.
_________________
NOTATNIK RELACJE
Have we gone too far?
Have we lost our minds?
 
 
Levi Yuriev



19

niebieski




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png systema-male http://i.imgur.com/qSptghe.png

Wysłany: 2017-01-06, 02:05   
   Multikonta: Joyce, MG
[Cytuj]

Nawet nie próbował powstrzymywać brata przed wypaleniem jakiejś głupoty. Jeżeli Summer miała z nimi zostać chociażby na czas pracy, chcąc czy nie, musiała się z tym oswoić lub przyzwyczaić. Zdawało się jednak, że ta dwójka ma szansę by się dogadać, co nieco zdziwiło Leviego, lecz w niczym nie przeszkadzało. Być może jego braciszek też odnajdzie jakąś towarzyszkę dla siebie…
Nie, z pewnością nie towarzyszkę. Jak już to chwilową zabawkę, lecz Levi miał dziwne przeczucie, że są do siebie pod pewnym względem podobni.
Wzruszył ramionami, co by się zbytnio nie zadręczać.
- Więc chodźmy… – i wyruszyli. Jak trzej wspaniali, czy tam trzej muszkieterowie zawędrowali do kuchni, która oddalona była o całe kilka metrów. Znajdowała się zaraz za zakrętem, nie zmęczyli więc się zbytnio podróżą. No chyba że Summer, ale ona była ranna, a jeśli miała jakikolwiek problem zawsze mogła skorzystać z jednego lub drugiego ramienia, braci, którzy szli po obu jej stronach.
Wejście do części jadalnianej nie różniło się zupełnie niczym. Wszystkie włazy tutaj były identyczne, przy co niektórych wisiały karteczki na wypadek gdyby ktoś nowy się zgubił. Większość osób tutaj jednak znała rozkład bazy na pamięć. Wiadomo, żyli pod ziemią, czasami zdarzały się przerwy w dostawie prądu lub inne problemy, a orientacja w terenie mogła niejednokrotnie uratować życie.
Levi uprzejmie, bawiąc się w dżentelmena, otworzył drzwi i wpuścił brunetkę pierwszą, a sam wszedł ostatni, zamykając za sobą. W całym obiekcie było kilka pomieszczeń służących jako kuchnie, podobnie jak łazienki, przypisane były do określonych pokoi. Dodatkowo była jeszcze jedna duża stołówka i to tam zazwyczaj wszyscy się stołowali. Levi jednak nie chcąc przemęczać dziewczyny i zmuszać jej do głodowania, wybrał tę najbliższą, gdzie podadzą jej coś, co upichcą wspólnie z bratem.
Sporej wielkości lodówka wypełniona produktami o bardzo długich terminach ważności, kilka szafek z suchym prowiantem, wysepka, zlew, kuchenka i parę innych sprzętów przydatnych podczas gotowania, znajdowało się przy jednej ścianie. Naprzeciwko z kolei umiejscowiony były dwa stoły, patrząc na ilość krzeseł, mogły pomieścić osiem osób.
- Usiądź. - polecił, wskazując na jedno z miejsc. W międzyczasie podszedł do lodówki i wyjął z niej energetyka, których mieli baaaardzo duży zapas. Puszki opisane były w cyrlicy, a nic tak nie stawia na nogi jak ruska kofeina. Chłopak w ciągu chwili pochłoną prawie całą jej zawartość i od razu poczuł się o niebo lepiej.
- Na co masz ochotę? – spytał dziewczyny, a następnie spojrzał na Silasa i obaj wiedzieli co teraz robić. Rozumieli się bez słów. Podczas gotowania wiedzieli dokładnie co mają robić, byli jak jedna idealnie naoliwiona maszyna.
Pozostało jedynie przyjąć zamówienie.
 
 
Pravi Yuriev



19 lat

Żółty




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png systema-male http://i.imgur.com/qSptghe.png

Wysłany: 2017-01-06, 02:36   
   Multikonta: Hope Reyes, MG
[Cytuj]

Weszli do pomieszczenia, które można uznać za pole do popisów braci Yuriev: kuchni. Nigdzie tak się nie dogadywali jak właśnie w gastronomicznym zakątku. Nie ważne w jakich byli nastrojach, mogli nawet nawzajem się nienawidzić, a gotując znikały wszystkie spory i różnice.
Silas przeszedł za ladę, podczas gdy Levi opróżniał puszkę napoju. Gdy był już obok niego zaproponował dziewczynie kilka szybkich i smacznych dań.
-Proponuję omlet na słodko, do tego tosty z czekoladą oraz shake'a owocowego. Doda sił a i smakuje zajebiście - zakończył wymieniać, czując ekscytację.
Oparł łokcie na blacie i podpierając głowę zaczął nucić sobie piosenkę "kucharską". Na prawie każdą okazję miał gotową nutę. Na przykład, biorąc prysznic śpiewał "Singin' in the shower, dancin' in the mirror, rara di, rara da, rara taaaa, singin' in the shower".
Nie często się zdarzało, że gotowali dla kogoś innego niż dla siebie. Nie mieli czasu, a i gotowanie dla tylu chłopa... I kobiet byłoby problematyczne. Od tego mieli żywienie zbiorowe i pracujące w nim kucharki.
 
 
Summer Dawson



19

Zielony Ziemniak




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png systema-female http://i.imgur.com/qSptghe.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2017-01-06, 10:27   
   Multikonta: Emilka
[Cytuj]

Oprócz koncentrowania się na nie potknięciu się o własne nogi, starała się robić w głowie małą mapę tego miejsca. Tak, na wszelki wypadek. Przezorny zawsze ubezpieczony i te sprawy. Na szczęście, jakoś udało jej się doczłapać do kuchni i to bez konieczności wspierania się na żadnym bracie. Usiadła na wskazanym miejscu, krzyżując ręce na piersi. Przyglądała się jak Levi wyciąga puszkę, ale nie potrafiła nic z niej przeczytać. Jakoś olała sprawę nauki obcych języków, twierdząc, że i tak do niczego jej się to nie przyda.
Przeniosła wzrok na Silasa, marszcząc brwi. Dla człowieka, który pół życia spędził na proteinowych papkach o niezidentyfikowanym smaku, to wszystko brzmiało trochę surrealistycznie. To znaczy, wiedziała czym są te wszystkie potrawy, ale była przekonana, że się z niej nabijają.
- Zdaje się na was. – Najbezpieczniejsza odpowiedź, jakiej mogła udzielić. Nie miała wygórowanych wymagań. Nie, nie miała żadnych wymagań. Zresztą, była na tyle głodna, że zjadłaby dosłownie wszystko. – Cokolwiek co nie jest szczurzą papką, będzie dobre. – Tak nazywała ligowe jedzenie, od kiedy znalazła w nim niepożądane ciało obce. Nie potrafiła nic przełknąć przez jakiś tydzień, ale w końcu stwierdziła, że jedzenie to jedzenie i ma dostarczać sił, a nie być apetyczne. „Szczurza papka” mimo wszystko się przyjęła.
Wsłuchała się przez chwilę w nucenie blondyna, ale nie potrafiła zidentyfikować melodyjki. Była coraz bardziej wściekła. Na te wszystkie rzeczy, których nie rozumiała albo nie potrafiła rozpoznać, od kiedy tylko się obudziła. Zawsze była dla siebie dość surowa, a wszelkie objawy własnej niekompetencji doprowadzały ją do szału i wyrzutów względem samej siebie. Musiała szybko skupić się na czymś innym.
- Słyszeliście może o Pryzmacie? - zapytała wreszcie, stawiając wszystko na jedną kartę. Sama miała tylko szczątkowe informacje na temat całego tego miejsca, częściowo wynikające z wiadomości od Val. Wiedziała, że należy do rządu, że jest w nim jej przyjaciółka i że to prawdopodobnie pułapka. - Muszę stamtąd kogoś odbić.
_________________
NOTATNIK RELACJE
Have we gone too far?
Have we lost our minds?
 
 
Levi Yuriev



19

niebieski




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png systema-male http://i.imgur.com/qSptghe.png

Wysłany: 2017-01-06, 11:59   
   Multikonta: Joyce, MG
[Cytuj]

Dopił resztę płynu, który składem przypominał wybielacz wymieszany z odrdzewiaczem do rur. Był ohydny, a wylany na beton wyżarłby dziurę. Ruski energetyk mógłby przywrócić zmarłych do życia, a żywym pomóc wyzionąć ducha. Ohydny smak paliwa atomowego maskowany był dodatkami, na przykład nutką limonki czy coli, jakby mało było w nim substancji żrących. Levi wypijał takie ilości tego świństwa, że zdołał się już przyzwyczaić do mało przyjemnego smaku. Był to jeden z niewielu specyfików, który po kilku dniach bez snu, potrafił postawić go na nogi w ciągu kilku chwil.
Chłopak zgniótł w dłoni puszkę i wyrzucił ją do kosza, stojąc do wszystkich tyłem, dyskretnie zasłonił usta powstrzymał się od zwrócenia płynu, który powodując mdłości chciał wrócić na wolność i przeżerać się przez kanalizację.
Wrócił do towarzystwa i stanął obok brata, podpierając się w podobny sposób co on. Jego źrenice rozszerzyły się odrobinę, co nie rzucało się zbytnio w oczy, lecz przy jasnoniebieskich tęczówkach bliźniaków, dla wprawnego obserwatora było zauważalne.
Zdanie się na chłopaków było najlepszą możliwą decyzją, jaką mogła w tej chwili podjąć. Bliźniacy wymienili porozumiewawcze spojrzenie i ruszyli w przeciwnych kierunkach. Jeden zaczął wyjmować różne rzeczy z lodówki, drugi przyniósł naczynia i w odpowiednich proporcjach mieszał je w misce.
Działali wspólnie, a jednak osobno. W gotowaniu i we wspólnej walce, nie potrzebowali słów by wiedzieć co zrobi drugi. Co jakiś czas wymieniali jakieś dziwne spojrzenia lub pół słowa, ewentualnie docinki.
Gdy większość rzeczy było prawie gotowe, odezwała się Brunetka wyrwana z własnych myśli. Silas kończył przygotowywać kolacjo-śniadanie, a Levi spojrzał zza blatu na Summer.
- Pryzmat? - powtórzył, by się upewnić – A co dokładnie masz na myśli? - o istnieniu organizacji wiedzieli, bo trudno byłoby nie wiedzieć. Mieli wielu informatorów, jednak nawet im trudno było zdobyć informacje o placówce tak mocno odizolowanej od świata.
- Odbicie stamtąd kogokolwiek graniczy z cudem, wiesz? - musiał się upewnić, że go rozumie.
Jej słowa zabrzmiały jak propozycja układu, które tak mocno uwielbiał. Nie był jednak na tyle głupi żeby mieszać się w próby ataku na jednostkę rządową. Byli zaledwie handlarzami, przemytnikami, daleko im było do tak ambitnych planów.
Levi wyglądał na wyraźnie pobudzonego, nic dziwnego, z pewnością jedynym środkiem psychoaktywnym zawartym w tamtej puszce, nie była kofeina. Mówił nieco żwawiej niż wcześniej, a jego ruchy stały się trochę mniej skoordynowane.
- To nie jest dobry pomysł… - wyraził swoje zdanie, którego oczywiście nie zamierzał narzucać dziewczynie. Było tak jak mówił, drzwi były otwarte, zrobi to, co ma do zrobienia i będzie mogła odejść gdziekolwiek zechce.
_________________

głos

 
 
Summer Dawson



19

Zielony Ziemniak




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png systema-female http://i.imgur.com/qSptghe.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2017-01-06, 12:57   
   Multikonta: Emilka
[Cytuj]

Zauważyła tę małą zmianę w oczach Leviego, trafnie rozpoznając działania kofeiny. Chyba, że tak bardzo cieszył się z widoku swojego brata, bo i w tym przypadku źrenice u ludzi dość gwałtownie się powiększały. To była jedna z tych niekontrolowanych, automatycznych reakcji, które stanowiły kopalnię informacji.
- Nie mam bladego pojęcia jak wygląda to miejsce. – Odparła zgodnie z prawdą. Właściwie, to na tę chwilę to nie była ani propozycja, ani nawet plan. Była narwana, ale nie rzuciłaby się z dwójką nieznanych chłopaków na misję samobójczą. Zresztą, nie wyglądali na skorych do wzięcia udziału. Po prostu musiała znaleźć metodę na skontaktowanie się z Valerie i upewnienie, czy była tam bezpieczna. W wiadomość, którą dostała od niej kilka tygodni temu, dziewczyna wrażała się dość jasno co do intencji placówki, ale Summer niespecjalnie to przekonywało. Oczywiście, czułaby się o wiele pewniej, gdyby ją stamtąd wydostała. Rząd to rząd, nigdy się nie zmieni, chyba, że ktoś wyrżnie co do jednego polityka. – Jestem mocno w tyle. Dość dawno nie miałam kontaktu z… cywilizacją. – Nie była pewna jak to ująć. – Wiem tylko, że to placówka rządowa. I że jest tam ważna dla mnie osoba. Choć nie jestem pewna, czy trzymają ją tam siłą… - To ostatnie zdanie dodała nieco ciszej, mówiąc bardziej do siebie niż do Leviego. Chwilę wpatrywała się w chłopaka, po czym westchnęła głośno i przejechała ręką po twarzy. Bezradność. Nienawidziła tego uczucia.
- Zresztą, nieważne. – Wzruszyła ramionami, a wszystkie siły które jeszcze przed chwilą miała, uleciały z niej jak powietrze.
_________________
NOTATNIK RELACJE
Have we gone too far?
Have we lost our minds?
Ostatnio zmieniony przez Summer Dawson 2017-01-06, 19:22, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Pravi Yuriev



19 lat

Żółty




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png systema-male http://i.imgur.com/qSptghe.png

Wysłany: 2017-01-06, 17:35   
   Multikonta: Hope Reyes, MG
[Cytuj]

Wciąż nucąc przysłuchiwał się rozmowie Summer i Leviego. Nie miał na razie co się wtrącać. Pozwolił mózgowi bazy dyskutować podczas gdy on przygotowywał omlety. Wbił sześć jajek do metalowej miski, a następnie ubił je na kremową piankę, dodał mąkę, trochę mleka i cukier. Z gotową masą ruszył do kuchenki. Wyciągnął patelnię, odpalił ogień i zaczął smażyć. W między czasie odebrał od brata przygotowane nadzienie. Skupiony całkowicie na tworzeniu omletów ledwo wychwytywał wzmianki o Pryzmacie. Nieciekawa organizacja, gorszy od niej był już sam rząd. Porwanie się na uwolnienie z niej kogokolwiek było wariackim pomysłem. Nawet dla Silasa. A powiedzmy sobie szczerze, chłopak lubił igrać z ogniem, Levi wiedział to najlepiej, nie raz będąc ofiarą jego lekkomyślnych postępowań.
Zamiast zastanawiać się, co mógłby wtrącić do ich nudnej rozmowy postanowił wymyślić dla dziewczyny jakieś inne przezwisko niż "laseczka" Brzmiało ono co najmniej nijak i prawie że ordynarnie. Przypomniał sobie Kurczaczka, wojowniczą... Byłą Leviego? Tak najłatwiej to określić. Uśmiechnął się na jej wspomnienie.
Tak, zdecydowanie musiał określić Summer innym przezwiskiem niż "laseczka". Na przykład... Cóż, nic nie przychodziło mu do głowy. Dziwne, zwykle widząc jakąś osobę od razu miał gotową ksywę. Może to przez zmęczenie? To by wiele wyjaśniało, pomyślał.
Postanowił zająć się kłopotliwym nazwaniem dziewczyny kiedy indziej, zamiast tego skończył przyrządzać śniadanio-kolację. Przygotował trzy talerze i położył kolejno tosty z roztopioną czekoladą, omlety i postawił na stoliku, gdzie siedziała Summer. Wrócił po shake i machnął ręką na brata by ten usiadł przy stole. Sam zrobił to samo. Od razu zabrał się za jedzenie. Nie był tak naprawdę głodny, ale uwielbiał jeść w przeciwieństwie do brata, który dziubał jedzenie zamiast je spożywać.
-Mniam mniam mniam... Jakie pyszne - wymruczał i zaśmiał się.
 
 
Levi Yuriev



19

niebieski




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png systema-male http://i.imgur.com/qSptghe.png

Wysłany: 2017-01-06, 21:12   
   Multikonta: Joyce, MG
[Cytuj]

„Mózg bazy” niby to prawda… Levi był osobą która ogarniała wszystko, co działo się w bazie: organizował dostawy, dobijał targów, przydzielał zadania i kontrolował poczynania wszystkich ludzi przebywających tutaj. Z jednym miał tylko problem, mianowicie był typem osoby, która zawsze wszystko chciała robić sama. Przyjmował na swoje barki bardzo dużo rzeczy, które spokojnie mógł zlecić komuś innemu. Masa obowiązków oznaczała mniej czasu wolnego, a to zmniejszało szansę zaśnięcia. Chłopak zawsze był aktywny i robił kilka rzeczy na raz, teraz pomagało mu to utrzymać umysł przy zdrowych zmysłach. Tylko jak długo człowiek może funkcjonować w ten sposób?
Levi cmoknął cicho i przesunął językiem kolczyk znajdujący się w wardze. Bliźniacy byli tak identyczni, a zarazem różni, że wyglądali jak odbicie lustrzane. Nawet kolczyki i tatuaże, które mieli jednakowe znajdowały się u nich po przeciwległych stronach.
Westchnął, nie chciał jej mówić, że próba odbicia kogokolwiek z Pryzmatu za pewne byłaby misją samobójczą. Z pewnością potrzebowałaby dokładnych informacji, solidnego planu i przede wszystkim kontaktów, wtyki która pomogłaby jej wejść i wyjść na odizolowany teren. Tylko czy był sens tak mocno ryzykować dla jednej osoby?
Brunet byłby hipokrytą gdyby odpowiedział przecząco na to pytanie. Gdyby Silas wpadł w kłopoty, wyciągnąłby go nawet i z piekła, zaprzedając własną duszę diabłu.
- Wpadnij do mnie za jakiś czas to porozmawiamy o tym… - dodał, spoglądając na zrezygnowaną dziewczynę. Być może chciał ją pocieszyć lub zmiękło mu serduszko i postanowił się podzielić informacjami, które pomogłyby jakoś w rozwikłaniu tego problemu. Tak czy inaczej, dał jej nadzieję.
Stuknął lekko w blat, odpychając się od niego. Echo zakończyło rozmowę, a on podążając za bratem zajął miejsce i spojrzał na syto zastawiony stół.
- Smacznego - rzucił i złapał za sztućce. Po czym rozpoczął rozdrabniać omlet na jak najdrobniejsze kawałki, co jakiś czas wkładając niewielkie porcje do ust. Środki pobudzające, które spożywał skutecznie odpychały od niego głód i w efekcie zjadał znacznie mniej niż powinien. Spalał zdecydowanie zbyt dużo kalorii niż spożywał, a w efekcie chudł.
Po zjedzeniu zaledwie kilku kęsów, wziął się za shake’a i popijał go powoli, przyglądając się pozostałym jedzącym. On już się zdecydowanie najadł. Bawił się jedynie widelcem w talerzu, stwarzając pozory w obawie że Silas wpadnie na pomysł by zabawić się w niańkę i nafukać na niego za niejedzenie.
- Smakuje? - spytał w między czasie Summer.
- Jak skończysz proponuję udać się na odpoczynek. Rano pokażę ci gdzie możesz pracować, okay? – przerwa dobrze by jej zrobiła, następnego dnia czekała ją również przeprowadzka do innego pokoju i zwiedzanie reszty kompleksu. Do tego jednak musiała nabrać nieco więcej sił.
_________________

głos

 
 
Summer Dawson



19

Zielony Ziemniak




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png systema-female http://i.imgur.com/qSptghe.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2017-01-06, 23:14   
   Multikonta: Emilka
[Cytuj]

O dziewczynie można było powiedzieć wiele złego. Była zlepkiem najdziwaczniejszych i najbardziej irytujących cech. Stara śpiewka, geniusz, który wkurwia wszystkich dookoła. Ale jedno trzeba było przyznać – gdy już komuś udało się wkupić w jej łaski, to była mu lojalna do samego końca. Bo wbrew pozorom, znała pojęcie miłości i wiedziała co to przyjaźń. Kochała swój oddział i nie było na świecie takiej siły, która mogłaby ją powstrzymać przed uratowaniem całej czwórki. Oni byli jej rodziną, jedynym co się dla niej liczyło. Poświęciłaby wszystko, nawet własne życie, byle tylko byli bezpieczni.
Nie zmusiła się do uśmiechu, a jedynie przytaknęła na słowa Leviego. Na drobną sekundkę, poczuła coś w rodzaju ulgi, następnie szybko zduszając to poczucie. Kierowana doświadczeniem, wolała nie doszukiwać się w słowach chłopaka żadnej obietnicy, czy światełka w tunelu. Nadzieja była bardzo złudną siłą. Kto jak kto, ale dziewczyna dobrze to rozumiała. Nie raz była świadkiem łatwowierności, która potem kończyła się tylko jednym – gorzkim rozczarowaniem.
Zawartość postawionego przed nią talerza pochłonęła w kilka chwil. Już od dawna nie jadła nic tak dobrego. W porównaniu do tych wszystkich papek i mazi to było istnym rajem na jej podniebieniu.
- Nie minęliście się czasem z powołaniem? – zapytała, sięgając po shake'a. To był największy komplement, na jaki Summer było stać. W międzyczasie dostrzegła prawie nietknięty talerz Leviego. – To, że kofeina wypłukuje magnez, to bzdury. Za to przyśpiesza metabolizm spoczynkowy o jakieś 10%. Jeśli chcesz, żeby posiłki dawały ci więcej energii, nie jedz w krótkim odstępie od picia tych swoich soczków. – Wskazała na lodówkę, z której jakiś czas temu wyciągał energetyk. Nie chciała w żaden sposób wtykać swojego nosa w jego problemy. Była to po prostu jej własna, trochę pokopana forma podziękowania.
Powrót do łóżka wydawał się dobrą opcją. Szczególnie że najprawdopodobniej tak wciągnie się w konstruowanie protez, że zarwie kilka nocek z rzędu. Musiała więc nabrać sił i odzyskać zdolność tego jej „niezwykłego” myślenia. Może po małej drzemce, zaćma umysłowa jakoś jej zejdzie. Sama myśl o pracy przypomniała jej o dość istotnej rzeczy, o którą musiała spytać. W końcu miała przed sobą dwóch delikwentów wybrakowanych w kwestii rąk. - Pan ADHD, też chce jedną sztukę? – Zwróciła się do Silasa. Chwilę się mu przyjrzała, próbując odgadnąć, jaki ma kolor. – Czerwony, tak? – Zapytała, sugerując się ubiorem chłopaka, a raczej jego brakiem.
_________________
NOTATNIK RELACJE
Have we gone too far?
Have we lost our minds?
 
 
Pravi Yuriev



19 lat

Żółty




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png systema-male http://i.imgur.com/qSptghe.png

Wysłany: 2017-01-07, 00:12   
   Multikonta: Hope Reyes, MG
[Cytuj]

Ukradkiem obserwował brata. Doskonale wiedział, co chłopak robi, gmerał tylko widelcem i zjadł ledwo kilka kęsów. Dlatego właśnie zaproponował shake, Levi wypił niemal cały napoj bogaty w białko, tłuszcz, węglowodany złożone, witaminy i minerały, czyli wszystko, co wyczerpanemu organizmowi było potrzebne. Silas starał się dbać, by niebieski pił dużo treściwych płynów. Wewnętrznie zgrzytał jednak zębami, miał właśnie rzucić jakąś kąśliwą uwagą, kiedy zrobiła to Summer. Posłał jej wdzięczne spojrzenie.
Uśmiechnął się na jej uwagę o powołaniu. Gdyby nie byli tym kim byli, a czasy były inne pewnie tym właśnie by się zajmowali. Gastronomią, mieliby własną knajpkę, a na zapleczu handlowali narkotykami, bronią i tak dalej. Cóż... Nie wyszło im z restauracją, ale reszta? Ha! Działało jak cudo.
Gdy już zjedli zebrali naczynia i wstawili do zmywarki. Zapamiętał uwagę dziewczyny o metabolizmie i spożywaniu posiłków. Będzie musiał to uwzględnić w swoich metodach karmienia brata.
Rozbawiła go ksywka nadana mu przez dziewczynę. Co prawda nie wykryli u niego ADHD, ale daleko mu do tego nie było. Co prawda miewał rozdwojenie jaźni, ale nadpobudliwość była bardziej spowodowana szybkimi i częstymi zmianami nastrojów i okresową depresją. Ale nie widział powodu, dla którego miałby ją sprostować. Za to przypuszczenia jakoby był czerwonym nie zaskoczyły go w najmniejszym calu.
-Muszę cię rozczarować, Laseczko. - Ups... Miał już nie używać tego przezwiska. Trudno. Widocznie przylgnęło do niej na stałe. -Żółty. Co prawda, wolałbym być czerwonym. Większy rozpierdol, ale też nie narzekam. A właśnie! - zwrócił się do brata. -Idę rano na polanę. Nie musisz iść ze mną - powiedział, mając nadzieję, że przy obecności osoby trzeciej brat zlituje się nad biednym niewyżytym Silaskiem.
Mając nadzieję, że załatwili sprawę, ruszył do drzwi z zamiarem pójścia wreszcie spać. Miał jednak wrażenie, że zaraz zatrzyma go głos brata.
 
 
Levi Yuriev



19

niebieski




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png systema-male http://i.imgur.com/qSptghe.png

Wysłany: 2017-01-07, 01:50   
   Multikonta: Joyce, MG
[Cytuj]

Chwilami czuł się jak dziecko. Podobno to on był tym bardziej rozsądnym i zorganizowanym, a okazywało się, że potrzebował opiekunki, która zadba o to by zjadł lub poszedł spać. Pewnie gdyby nie nieoceniona pomoc Silasa, jego ciało już dawno popadło by w ruinę, a organizm nie wytrzymał. Można więc było śmiało stwierdzić, że Levi utrzymywał przy życiu biznes, a Silas – Leviego.
Z poczuciem spełnienia w oczach, spoglądał na opróżniające się talerze. Wszystkie, z wyjątkiem jego. Początkowo gotowanie było czymś, dzięki czemu mógł miło spędzać czas wspólnie z bratem. Z czasem jednak bliźniakom spodobała się ta „zabawa”, stawali się w tym coraz lepsi i sprawiało im to przyjemność. Gorzej było z samym spożywaniem przygotowanych posiłków. Dieta Leviego, z tygodnia na tydzień, stawała się coraz bardziej płynna, a składały się na nią energetyki i wspomniane wcześniej shake. Do zabawiania się w kuchni nie mieli zbyt wielu okazji, ale Silas często podrzucał mu napoje z jakąś ekstra odżywczą wkładką.
- Zapamiętam to. - odparł z wymuszonym uśmiechem, siląc się na bycie miłym. Z pewnością nie dostosuje się do tego. Levi potrafił zadbać o wszystkich dookoła, lecz nie o siebie. Nie miało to nic wspólnego z żadną chorobą psychiczną, typu anoreksja, depresja, ani nawet z poczucia własnej beznadziejności, nie chęci do samego siebie czy autodestrukcji. Od małego czuł silny instynkt opiekuńczy, tak silny, że nakazywał mu stawiać potrzeby najbliższych ponad swoje własne.
- Cieszę się, że ci smakowało. - wstał i pomógł w sprzątaniu, pakując naczynia do zmywarki, przysłuchiwał się rozmowie, nie ingerując w nią. Do czasu.
- Stój. – odparł stanowczo. Levi, mimo iż w tej chwili był lekko pobudzony, często był stonowaną i spokojną osobą, lecz stanowczą. W jego zachowaniu i wypowiedziach można było wyłapać elementy, które odpowiadały mężczyznom pochodzącym z wyższych sfer, z dobrego domu. Była to jednak tylko część jego równie skomplikowanej osobowości.
- Nie wychodzisz na zewnątrz beze mnie, jasne? - kolejna rzecz, którą brał na swoje barki. Nie mógł jednak wypuścić go samego, a zwłaszcza na polanę, gdzie żółty wychodził rozładować się odrobinkę. Blondyn miał niespożytkowane pokłady energii, które buzowały w jego żyłach i to dosłownie. A pod czujnym okiem niebieskiego, miał okazję bez zwracania na siebie zbytniej uwagi i nie robiąc nikomu krzywdy, zjednoczyć się ze swoimi ukochanymi piorunami i zmniejszyć prawdopodobieństwo wybuchu w podziemnej bazie.
Skończyli ogarniać, zgasili światła i wyszli, kierując się w to samo miejsce, z którego przyszli.
- Odpocznij. Przyjdę do ciebie rano i porozmawiamy o wszystkim. - odparł chłodno, jak zawsze.
Jeżeli dziewczyna ich nie zatrzymywała, zostawili ją pod drzwiami i poszli dalej wzdłuż korytarza.
(...)
Po krótkiej rozmowie z bratem, udał się do siebie, gdzie od progu przywitała go miłość życia. Prawdą było, że Levi często sprowadzał do siebie napotkane po drodze ranne lub zaniedbane zwierzęta, którymi się zajmował, a następnie większość z nich wracało na wolność. Najtrudniej było mu się pogodzić z odejściem miauczących przyjaciół, które traktowały go jako swoją kocią mamę. Bywał czas, kiedy w jego pokoju, a nawet w całym schronie biegało mnóstwo czworonożnych myszołapów. Jednak gdy zaczęły sprawiać problemy i zagrożenie, musieli zdecydować się na usunięcie ich z podziemnej bazy.
Aktualnie miał pod opieką zaledwie cztery puchate kuleczki, które przywiązały się do tego stopnia, że nie chciały odejść. Były bardzo posłuszne i wytresowane. Tak, Levi dokonał cudu – wytresował koty! Lepiej niż sam Cerber, strzegły one wejścia do jego pokoju, który służył również za gabinet, gdzie znajdowało się wiele cennych przedmiotów i informacji.
Tej nocy chłopak ponownie nie zmrużył oczu. Zaczerpnął długiej, gorącej, relaksującej kąpieli. Wypił kolejną puszkę „wybielacza” i usiadł przy biurku, rozkładając jakieś papierzyska, a ślęcząc nad nimi stracił rachubę czasu.
 
 
Summer Dawson



19

Zielony Ziemniak




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png systema-female http://i.imgur.com/qSptghe.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2017-01-07, 13:05   
   Multikonta: Emilka
[Cytuj]

Laseczko? Poważnie? Mógł wysilić się na coś mniej ordynarnego. Długo korciło ją, żeby rzucić na ten temat uwagę, ale ostatecznie jedynie uniosła brew. Właśnie przyłapał ją na kolejnej rażącej pomyłce, więc wolała się nie odzywać.
Spoglądała na tę… Sprzeczkę? Wymianę zdań? Pokaz braterskiej miłości? Tak czy siak, obserwowała to z uśmieszkiem na ustach. Naprawdę, miała wrażenie jakby wdziała siebie i brata, albo Irys, która zawsze próbowała ją odciągać od głupich wybryków. Dziewczynie rzadko kiedy udawało się Zieloną zatrzymać, co w efekcie kończyło się pobytem Summer w izolatce.
Przez resztę drogi do swojego „pokoju” siedziała cicho. Pożegnała się z chłopakami uśmiechem, po czym zniknęła za drzwiami. Zdjęła z siebie bluzę i buty, z ulgą kładąc się na materacu. Mimo iż faktycznie była zmęczona, przez dłuższy czas nie zamknęła oczu, analizując wszystko co się wydarzyło. Miała fart. Znowu. O ile jutro nie okaże się, że sprzedadzą ją do ruskiego burdelu, to trafiła w dobre miejsce.
Jej powieki robiły się coraz cięższe, a myśli tworzyły nieskładne strzępki. Nie walczyła, tylko dała się pochłonąć ciemności. Musiała w końcu mieć siły na następny dzień.

***
Obudził ją piekący ból ramienia. Syknęła, na wpół żywa, próbując jakoś wygodniej się ułożyć. Kręciła się, wierciła, ale żadna z pozycji nie dawała jej ulgi. Nie było wyjścia, musiała się podnieść. Jęknęła i wygrywając ze swoim własnym lenistwem, powoli się podniosła. Usiadła na skraju materaca, próbując rozmasować miejsca wokół rany. Bolało jak cholera, ale w rezultacie trochę się jej polepszyło.
Nie było sensu wracać do spania więc zmusiła się, by wstać i włożyć ubrania z poprzedniego dnia. Powoli, by jak najmniej drażnić piekące ramię oraz nie zaliczyć ponownego, bolesnego romansu z posadzką. Wreszcie, wylądowała na fotelu, jeszcze wczoraj zajmowanym przez Leviego. Chwilę siedziała w bezruchu, czekając aż drzwi się otworzą. Nic. Po kilku minutach zaczęła dudnić palcami w oparcie i obliczać prawdopodobieństwo na to, że świat zostanie opanowany przez opętanego kota-dżihadystę. Znów nic się nie wydarzyło. Ile można czekać? Nie wytrzymała. Zerwała się z fotela i podreptała w stronę drzwi. Wyściubiła swoją głowę na korytarz, szukając potencjalnej ofiary.
- Ej, ty – rzuciła do pierwszego, przypadkowego mężczyzny. Wygolony, wysoki i przypakowany. Prawdopodobnie najgorszy wybór, na przewodnika po tym miejscu. Jednak, skoro i tak się już tu przypałętał, to mogła przynajmniej spróbować. – Widziałeś gdzieś Leviego? Taki czarny, z idiotyczną fryzurą i dość niezręcznym aspektem braku górnej kończyny? – Nie miała bladego pojęcia, że on tu rządzi, okej? Co prawda, mężczyzna spojrzał na nią jak na idiotkę, ale wskazał odpowiedni pokój. – Dzięki! Nie pal tyle, bo już masz pierwsze objawy obturacyjności! Potem duszności, flegma i grób. – krzyknęła za facetem, który po prostu ją zignorował. Ona się tu stara być pomocna, a ten ją tak bestialsko zlewa! Fuknęła oburzona, po czym wparowała do pokoju Leviego.
- Ci twoi koledzy, to są średnio rozmowni.
_________________
NOTATNIK RELACJE
Have we gone too far?
Have we lost our minds?
 
 
Levi Yuriev



19

niebieski




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png systema-male http://i.imgur.com/qSptghe.png

Wysłany: 2017-01-08, 04:10   
   Multikonta: Joyce, MG
[Cytuj]

Na biurku mimo sporej ilości rzeczy, które się tam znajdowały panował idealny porządek. Kartki poukładane w idealnie równe stosiki, leżały w równych odległościach od siebie. Podobnie jak długopisy i inne artykuły biurowe. Wszystko zorganizowane tak, aby mieć wygodny dostęp. Przy krawędzi biurka stały trzy puste puszki po niezbyt zdrowym paliwie atomowym, które przeżerało się przez jego ciało i dodawało przysłowiowego kopa. Mimo to, a raczej przez to chłopak nie wyglądał zbyt dobrze. Cienie pod oczami ściemniały, a twarz zdawała się być bardziej poszarzała niż wczorajszego wieczora.
Ubrany był w podobne do wczorajszych spodnie, trampki i za duży, rozciągnięty sweter. Dziś miał być kolejny dzień, gdy paraduje po bazie w ubraniach czysto codziennych. Zazwyczaj dbał o wygląd, oczywiście na swój własny, nieco pokręcony styl. Jednak gdy funkcjonował bez snu dłużej niż dwie doby, problemy tak trywialne jak wybór odzienia, schodziły na dalszy plan.
Lekko drżącymi dłońmi przekładał kartki, gdzieś coś przeczytał, gdzieś coś dopisał lub podpisał. I gdyby nie zaawansowany system ostrzegawczy, nawet nie zarejestrowałby wejścia dziewczyny. Na sporej wielkości łóżku, ustawionym w rogu, które zupełnie różniło się od tego znajdującego się w jej pokoju, leżały cztery różnokolorowe, puchate kulki, które razem zlewały się w jeden okrąg. Na dźwięk otwieranych drzwi zerwały się nagle i zaczęły miałczeć, próbując zwrócić uwagę chłopaka. Koty były wyuczone wielu różnych zachowań w zależności od sytuacji. Jeśli Summer zawędrowałaby tu pod jego nieobecność, skończyłoby się to nieco inaczej.
Spojrzał w kierunku wejścia i dostrzegł stojącą tam Summer. W pierwszej chwili zdziwił się nieco, przecież to on miał iść do niej i zabrać ją na wycieczkę.
- Co tu robisz?- spytał uprzejmie, ale od razu skierował spojrzenie na wiszący pod sufitem zegar.
- Wybacz… Straciłem rachubę czasu. Już idziemy… - odparł wręcz natychmiast, szybko wypowiadając kolejne słowa i nie dopuszczając jej do głosu. Czym prędzej zerwał się z krzesła, a następnie poczuł jak nogi się pod nim uginają, obraz przed oczami stał się nieco przyciemniony, a on sam kładąc dłoń na oczach, by powstrzymać zawroty głowy, usiadł z powrotem na fotelu.
Levi zdecydowanie wolałby uniknąć tego typu sytuacji, to był kolejny raz gdy pokazywał swoje słabości wciąż obcej dziewczynie. Nie znosił tego uczucia, ale nie było sposobu by ukryć przed bystrym okiem Zielonej, objawy zasłabnięcia.
- Już idziemy… - powtórzył po krótkiej chwili i ponownie wstał, chwiejąc się tylko.
- Od czego chcesz zacząć? Masz już przygotowaną listę rzeczy o której mówiłaś? - pytał jakby nic się nie wydarzyło.
_________________

głos

 
 
Summer Dawson



19

Zielony Ziemniak




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png systema-female http://i.imgur.com/qSptghe.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2017-01-08, 12:39   
   Multikonta: Emilka
[Cytuj]

Summer rozejrzała się po pokoju, nie ukrywając zaciekawienia tym miejscem. Perfekcjonista. Znów oznaki bezsenności. Koty.
Koty?
Przyjrzała się stworzeniom na jego, najwyraźniej rzadko używanym łóżku. Cztery. Summer aż się wzdrygnęła, cofając o krok. Miała dość nieprzyjemne wspomnienia dotyczące Kluski, czyli jednego z niewielu zwierzaków, które w Lidze można było znaleźć. Powiedzmy, że dziewczyna nigdy specjalnie empatyczna nie była i najchętniej przerobiłaby ją na mopa, a kotka chyba to wyczuwała i lubiła się na nią rzucać z pazurami. Zostało jej sporo blizn po cholernych zadrapaniach. Do jej gwałtownej reakcji, przyczyniły się też obliczenia sprzed paru minut. Szanse na kota-terrorystę były kolosalnie niskie, ale wciąż istniały.
Zaobserwowała też zmiany na twarzy Leviego. Wydawało jej się, że był jeszcze bledszy niż dnia poprzedniego. O ile to w ogóle było możliwe. Skoro jednak czuł się na siłach, to nie zamierzała protestować. Był przecież (chyba) dorosły i wiedział, kiedy jest źle i trzeba odpuścić, prawda?
Przeliczyła się.
- Ty? W takim stanie? O nie, kolego. – Chwyciła się pod biodra, wykręcając zranione ramię w tak dziwny sposób, że od razu musiała zrezygnować z tej pozycji. Zmarszczyła nos, znów czując nieprzyjemne szczypanie. Kiedyś myślała, że przyzwyczai się do bólu po postrzałach. Już nie raz, Zieloni musieli z niej wyciągać ołów i to bez żadnego znieczulenia, które w jej przypadku oczywiście nie wchodził w grę. Jednak każdym razem bolało tak samo. Sam proces gojenia się rany, również nigdy nie zrobił się bardziej znośny.
Siadaj albo kładź się spać. Miałam świetnego przewodnika do twojego pokoju i jestem pewna, że będzie chciał mnie oprowadzić po reszcie kompleksu. O ile wcześniej nie poderżnie mi gardła. – Uśmiechnęła się i wyciągnęła kciuki w górę. Może „martwić”, to za duże słowo, ale z pewnością zaniepokoiła się jego stanem. Przecież nie pozwoli mu teraz biegać po tym miejscu. - Jeszcze mi padniesz po drodze i będę musiała prosić o pomoc. A ja naprawdę nie lubię prosić kogoś o pomoc – stwierdziła zgodnie z prawdą. No, chyba że byłby to jego brat. Jego to mogłaby… Nieważne.
_________________
NOTATNIK RELACJE
Have we gone too far?
Have we lost our minds?
 
 
Levi Yuriev



19

niebieski




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png systema-male http://i.imgur.com/qSptghe.png

Wysłany: 2017-01-08, 13:15   
   Multikonta: Joyce, MG
[Cytuj]

- Nic mi nie jest. - przekonywał, siląc się na w miarę miło brzmiący ton. Nie usiadł, a tylko podparł się o blat i z ukrytej w szafce mini lodówki, przylewitował sobie kolejny dzisiejszego dnia napój energetyczny, który o dziwo pomimo długotrwałego stosowania, jeszcze go nie zabił. Po chwili otwarta puszka znalazła się w dłoni i upił spory łyk. Przemęczenia organizmu nie zmniejszy, ale umożliwi mu funkcjonowanie przez kolejnych kilka godzin, a potem dogada się z Silasem w sprawie snu. Dziś był chyba odpowiedni dzień by urządzić egzorcyzmy…
- Wszystko jest w porządku. Możemy iść. - wymusił na twarz wyuczony uśmiech – Wolałbym jednak zająć się tym osobiście. - trzystumililitrowa puszka napoju, wypijana była zazwyczaj na dwa łyki. Dopił więc to co zostało i pustą dostawił do rządku stojącego na biurku.
- Chcę ci pokazać miejsce, gdzie możesz pracować. Masz tę listę? - spytał ponownie, nie to żeby naciskał, ale zależało mu na jak najszybszej wymianie protezy, a widząc w dziewczynie potencjał, miał już mnóstwo pomysłów jak go wykorzystać.
Odstąpił od wcześniej podpieranego biurka i czując już nieco więcej siły w nogach, zrobił kilka kroków, kierując się w kierunku drzwi.
- A jak twoje rany? Chodź, to przy okazji ktoś zmieni ci opatrunki… - zapewniał dalej o pozytywach wyjścia stąd. Levi nie lubił się nad sobą użalać, a swoje problemy osobiste wolał skrywać w sobie. Gdy jednak nieświadomie lub może świadomie, dążysz do autodestrukcji, może zacząć cię to przerastać.
_________________

głos

 
 
Summer Dawson



19

Zielony Ziemniak




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png systema-female http://i.imgur.com/qSptghe.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2017-01-08, 15:17   
   Multikonta: Emilka
[Cytuj]

Z nią było akurat o wiele lepiej. Nie licząc piekielnego bólu ramienia, czuła się całkiem… Normalnie. Cokolwiek wcześniej blokowało jej głowę, zniknęło bez śladu. Same wyczulone zmysły też wydawały się o wiele skuteczniejsze. Może faktycznie podali jej coś przeciwbólowego? Wzdrygnęła się na samą myśl.
Nie uwierzyła w jego uśmiech, ani zapewnienia. Akurat do tego nie potrzebowała swoich Zielonych zdolności, czy umiejętności wyłapywania mikro ekspresji. Jednak skoro nie chciał pomocy – co było dość logiczne patrząc na fakt, że znali się niecały dzień – to nie zamierzała nalegać. Była wrzodem na tyłku, ale nie w tym sensie. Zresztą, jej metody były dość kontrowersyjne, a zapewne pomysł potraktowania go białym szumem, niezbyt przypadłby mu do gustu.
- Robisz to na własną odpowiedzialność. Jak mi się przewrócisz po drodze, to skopię ci tyłek. – Szeroko się uśmiechnęła, nie zamierzając dalej się spierać. Jego wybór. Jeśli faktycznie chłopak zasłabnie gdzieś na korytarzu, to zamierzała spełnić obietnicę.
Listę, miała gotową już od dawna. Rzecz jasna, w głowie.
- Tak, mam wszystko zapisane. Mam ci podyktować, czy dasz mi długopis i kartkę? - Uśmiech wciąż nie schodził jej z twarzy. - A, no i co z protezą dla braciszka? W końcu nie odpowiedział, czy też chce jedną. Jeśli tak, to będzie trzeba skombinować specjalne izolacje.
Akurat zmiana opatrunków nie była żadną zachętą. Wręcz odwrotnie. Cały kompleks wydawał się dobrze przemyślany, więc wnioskowała, że osobne pomieszczenie wydzielone na coś w rodzaju lecznicy, też istniało. A takie miejsca kojarzyły się Summer tylko z jednym. Już pokazała przedsmak swoich ataków paniki. Nie chciała tego powtarzać, szczególnie, że tym razem mogło się skończyć o wiele gorzej.
- Eee, tam. Olać opatrunki. Już i tak praktycznie nie boli. – Hipokryzja. Wytykać innym kłamstwa i samą się w nie bawić.
_________________
NOTATNIK RELACJE
Have we gone too far?
Have we lost our minds?
 
 
Levi Yuriev



19

niebieski




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png systema-male http://i.imgur.com/qSptghe.png

Wysłany: 2017-01-09, 12:57   
   Multikonta: Joyce, MG
[Cytuj]

Jednak za jego problemami stało wiele więcej niż dręczące go koszmary z dzieciństwa. Natłok obowiązków, usprawnianie i odnawianie schronu oraz naciski ze strony „inwestorów”. Nadzorował więcej niż da radę ogarnąć jeden człowiek. Dziewczyna zwyczajnie miała pecha, trafiła na kiepski moment w jego życiu, gdy problemy zaczynały go przerastać, a to budziło stare i tworzyło nowe demony. Wkrótce jednak wysiłek miał się opłacić, a Levi dostać chwilę odpoczynku.
Skinął głową, akceptując ten warunek. Wrócił do biurka, a z szuflady wyjął notesik i długopis, które podlewitowały do dziewczyny.
- Spiszesz to po drodze? - spytał, lecz nie dał jej możliwości decyzji, gdyż sam stał już na korytarzu i czekał aż podąży za nim. System alarmowy leżący na łóżku, ziewnął leniwie i ponownie ułożył się w jedno kocie koło.
- Tak, Silasowi też przyda się nowa. Z izolacją nie będzie najmniejszego problemu, czego jeszcze potrzebujesz? - pytał, idąc powolnym krokiem wzdłuż wąskiego korytarza. Co chwilę mijali jakieś pomieszczenia, niektóre pozamykane, a inne otwarte na roścież, skąd dobiegały odgłosy wiertarek i innych urządzeń używanych podczas remontu. Po kilku minutach, kiedy Levi próbował zapamiętać jak najwięcej z wymienianych przez nią rzeczy, doszli do miejsca, gdzie przejście rozwidlało się w kilka stron, a tuż przed nimi znajdowała się duża winda, surowym wnętrzem przypominająca bardziej towarową. Chłopak przyłożył wewnętrzną stronę nadgarstka do niewielkiego czujnika, a drzwi się otworzyły. Wskazując dłonią wnętrze, zaprosił Szatynkę i wszedł zaraz za nią. Po wejściu sytuacja wyglądała podobnie, wcisnął przycisk z numerem trzy, a drzwi zamknęły się dopiero po zeskanowaniu czipu umiejscowionego pod skórą.
Winda jechała zaledwie chwilę, w końcu musieli zjechać tylko jedno piętro w dół. Tutaj przywitała ich otwarta przestrzeń, niczym nie przypominająca wąskich przejść, które Summer miała okazję pozwiedzać wyżej. Po lewej znajdowały się ogromne metalowe drzwi, które obecnie były otwarte, a za nimi kolejne – szklane prowadzące do komory, której zadaniem było odkazić osoby chcące wejść dalej, a dalej znajdował się niewielki szpital, niezwykle bogato wyposażony.
Pozostały rząd, identycznych stalowych zamkniętych wrót pozostawał dla dziewczyny zagadką. Levi bacznie, lecz ukradkiem obserwował jej reakcje na każdym kroku.
- Tutaj. - wskazał jedne z nich i znów otworzyły się dopiero po sczytaniu danych z nadgarstka.
- Tutaj będziesz pracować. - ogromna pomieszczenie z wysokim sufitem, przypominające halę produkcyjną. Wiele stanowisk, mnóstwo krzątających się ludzi w granatowych fartuchach umazanych smarem. Na długich stołach porozkładane były różnego rodzaju części. Panowało to pomieszanie wnętrza warsztatu oraz laboratorium.
Nikt z nich nawet nie zauważył ich przybycia.
- Tam jest wejście do magazynu, narzędzia są obok, a to twoje stanowisko. - wskazywał po kolei odpowiednie miejsca, po czym podszedł i poklepał blat stołu umiejscowionego najbliżej. Dopiero teraz ktokolwiek zwrócił na nich uwagę. Podbiegł do nich niewysoki, lekko zgarbiony rudy chłopak i przywitał się jąkając – Szefie… To o niej mówiłeś? – spytał i mierząc dziewczynę spojrzeniem, ślinił się odrobinę.
- Tak, Summer. Poznaj, to jest Robert. Będzie ci pomagał. - chłopak odpychał samym wyglądem, a biedna Summ nie zdążyła jeszcze poznać jego namolnego, typowego dla rudego charakteru.
W drugim końcu pomieszczenia stał Silas, który konspiracyjnie rozmawiając z jednym z niewielu gości, którzy zamiast granatowych fartuchów, nosili białe, kojarzące się z lekarskimi kitlami.
- Masz wykonywać jej polecenia i być na każde zawołanie. – z niezwykle groźnym, jak na zmęczonego Leviego, spojrzeniem, zwrócił się do chłopaka. A dłonią przywołał brata.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Forum zostało otwarte 2016-15-08. Pomysł na nagłówek zaczerpnięty z Shine. Autorem systemu zakładek jest Noritoshi.
Strona wygenerowana w 0,153 sekundy. Zapytań do SQL: 10