Image Map
Bieżące poszukiwania:
- Kira Krios szuka swojej dawnej drużyny z Ligi Dzieci, postacie muszą należeć do grupy Syndykat.
- Shirei Shinoda szuka chętnych graczy do zarządu Syndykatu, którzy mogliby mieć z nim powiązania.
- Lounarie de Coudray szuka chętnych graczy do relacji między postaciami.
- Scarlett Kersey szuka sobie dziewczyny. Grupa to Syndykat.
- Silas Yuriev poszukuje swojej drugiej, męskiej połówki.
-Ceridwen Murray Poszukuje 1 osoby do byłego oddziału 7 z ligi dzieci.
-Gabriel O'Donnell Poszukuje brata/siostry.
-Summer Dawson Poszukuje relacji dla swoich postaci. Zapraszamy członków Syndykatu po zgłoszenia. W miarę chętnych będą dodawane. Więcej tutaj: LINK
Członkowie Pryzmatu nadal mogą brać udział w szkoleniu w CIA. Aby je ukończyć, musicie przystąpić do dwóch różnych zadań. Więcej tutaj

Wszyscy: Nikt nie wie skąd Psionicy wzięli się na świecie i raczej nikogo na tym poziomie to specjalnie nie obchodzi. Wszyscy byli na jednym etapie - zrozumieli, że są równymi wobec siebie potworami, a drążenie tego, czy ktoś zesłał na nich ten omen czy jest to tylko zrządzenie losu jest bezsensowne. Byli tacy sami i jedyne czym się różnili to typ umiejętności. Ale to było nieważne, bo w każdym przypadku, każdy kolor identycznie rujnował swoje normalne dotychczas życie. Każdy musiał się przyzwyczaić do tego, że wszystko było inne, że dysponowali czymś, co jednocześnie było darem jak i utrapieniem. No ale przede wszystkim wielką odpowiedzialnością. Myśleli, że chociaż wiedzą minimalnie na czym stoją. Minęło przecież siedem lat, wiedzieli na co mogą sobie pozwolić a na co nie. Jednak coś, co cały czas się zmienia nie daje większych szans na jakąkolwiek stabilność. Co, jak w pewnym momencie zmutują tak, że wybiją się wzajemnie? Nikt nie ma na to pewności, jednak jedno jest pewne - utracili kontrolę. I wirus zaczyna poważnie mutować po raz pierwszy.

Pandemonium: Bal okazał się być krwawą imprezą, na której nie zabrakło specjalnych pokazów i śmierci kilkorga z członków. Szefowa przybytku zorganizowała bal, aby pokazać Psionikom, że normalne życie jest na wyciągnięcie ręki. Wspaniałe suknie, drogie garnitury, alkohol i jedzenie. To wszystko miało być swoistą obietnicą, że tak będzie wyglądać ich życie, kiedy tylko dojdą do władzy. Nic nie wskazywało na to, aby impreza miała zakończyć się nagłym upadkiem Pandemonium. Niektórzy jednak nie byli po stronie Leliel, jedynie dobrze grając jej sojuszników. Podczas gdy kobieta uwolniła z piwnic hybrydy, aby ponownie sprawdzić oddanie swoich podwładnych, w ścianach budynku zostały umieszczone ładunki wybuchowe. Ewakuowano wszystkich PSI do autobusu na tyły budynku. Pozostało dwadzieścia minut do samego wybuchu, a żadne nie wiedziało dlaczego właściwie wyjeżdżają. Do czasu...
Jeden z członków Pandemonium, powracając z misji został zaatakowany przez grupę zwiadowczą innej grupy. Czy to zwiastuje krwawy koniec PSI?
Podczas trwania balu Liam Carpenter nie był jedyną ofiarą. Zginęła również córka prezydenta, która przecież mogła być cenną zdobyczą w rękach tych, którzy chcieliby rozwalić rząd. Joyce Foley stracił dłoń, ale nawet to nie powstrzymało go przed zadaniem ostatecznego ciosu w samo serce organizacji. Leliel pokazała być może zbyt dużo i przypłaciła za swoje błędy własnym życiem.
Teraz jedynym ratunkiem okazał się być autobus pełen pijanych PSI, który zmierza… Właściwie donikąd.


Pryzmat: Harry Donavan nadal sprawuję władze w Pryzmacie, Henry zaś jest jego zastępcą. W wyniku tego, wielu Psioników zostało wysłanych na obowiązkowe szkolenia w CIA, w celu zwiększenia ich produktywności dla kraju. Niektórzy z nich nie pojechali tam z własnej woli, ale surowe, rygorystyczne zasady są najlepsze do uzyskania pożądanych efektów. Wszyscy mają nadzieję, że w późniejszym czasie staną się oni młodymi agentami, przyszłością tego kraju. A plany te sięgają bardzo daleko - począwszy od stworzenia specjalnej, elitarnej jednostki wojskowej, aż do wysłania siatki szpiegów CIA do innego kraju. Wielu agentów będzie również musiało zostać w Pryzmacie i tam pomóc w podjęciu kolejnych kroków. - Wy, którzy tutaj stoicie. Daliście mi szansę. Obiecuję, że nie zostanie ona zmarnowana - mówi Judith Donavan. Mimo iż kraj jest w kompletnej ruinie, to jakiekolwiek zasady polityczne muszą w nim panować. Wreszcie wejdzie ktoś nowy na miejsce prezydenta Graya i spróbuję poukładać rozsypane przez niego puzzle. Nie było tutaj miejsca na demokratyczne głosowanie, ponieważ nie było innych kandydatów. Gray z niechęcią oddał swoje przywileje, jednak skoro tego wymagało prawo, to ciężko było spodziewać się od niego czegoś innego. Zmiana we władzy jednak została przyspieszona przez parlament po tym, jak usłyszano postulaty Judith Gray. - Nie pozwolę, aby Psionicy żyli w strachu - stwierdziła młoda pani prezydent na jednej z debat, które były puszczane w telewizji jak i na terenie całego Pryzmatu, a nawet w kompleksie akademii CIA. I zrobiła to - skoro obiecała. Obozy, które zostały zbudowane przez prezydenta Graya opustoszały już całkowicie. Mimo swoich dawnych obietnic, mężczyzna pozostawił jeszcze kilka działających obozów. A pani Donavan postanowiła wywlec je na światło dzienne. Wszystkie dzieci z nich, zostaną przeniesione do organizacji zwanej jako Pryzmat, której skala zostanie znacznie powiększona. - Nie wiemy jak mamy dziękować setkom Psioników, którzy zdecydowali się wstąpić w szeregi CIA. Gdy tylko ich służba dobiegnie końca, a zadanie które zostały im przydzielone skończą się, pozwolę im szczęśliwie wrócić do Pryzmatu, gdzie jest ich prawdziwy dom - obiecuje nowa pani Prezydent. - Niech Pryzmat będzie prawdziwą społecznością, gdzie liczą się takie wartości jak szacunek czy lojalność. Od dziś każdy, kto tylko wyrazi chęć udziału w tej społeczności będzie do niej dopuszczony. Musimy przestać izolować się od dzieci, które naprawdę potrzebują naszej pomocy. Nie możemy zostawiać ich na pastwę losu, takie osoby później wybierają drogę przestępczą, co prowadzi do zamieszek i kradzieży. Nie pozwolimy na to! - dodała na kolejnej, innej debacie. - Z tego względu dojdzie do rozbicia organizacji przestępczej, identyfikującej się jako “Łowcy”. Nie będzie już dochodziło do bezpodstawnych aresztowań dzieci, a następnie sprzedaży ich. Członkowie grupy zostaną uniewinnieni za współpracę z moim poprzednikiem, jednakże będą pod stałą kontrolą organów policyjnych, a Psionicy znajdujący się w ich szeregach - przeniesieni do Pryzmatu i wcieleni do armii. Nie będziemy łapać psioników, którzy wolą żyć na wolności. Do kraju wkroczy jednak więcej Sił Specjalnych Psi, którzy będą kontrolowali ich życia, by wiedzieć, czy nie zagrażają bezpieczeństwu obywateli. Owa jednostka nie będzie jednak kojarzona z bólem i cierpieniem. Pod wezwaniem nowego generała, Christophera Flynna, przeobrażą się w żołnierzy, którzy przede wszystkim będą nieśli pokój!- mówi nowa pani prezydent. W pewną grudniową noc do siedziby łowców została wysłana grupa z Pryzmatu. W jej skład wchodził agent specjalny Calum Hedger, jednostka wojskowa połączona z kilkoma agentami CIA jak i oddział składający się z Psionków - Valerie Cadle, Sahir Nailah i Lux Bloomfield. Walka była wyrównana przez większą część czasu, jednak były agent Ligi Dzieci, Sahir Nailah o zdolnościach określanych jako Czerwone, dokonał podpalenia całego kompleksu. Niektórzy z Łowców uratowali się, jednak wielu z nich zginęło w gruzach budynku. Mimo iż Pryzmat proponował im pokojowe rozwiązanie, to zdecydowali się oni na walkę. - Obywatele. Dzisiejszego dnia muszę poinformować was o przykrej sytuacji. Wczoraj w nocy doszło do... Rozbicia grupy przestępczej sygnującej się nazwą "Łowcy". Podczas akcji, nasz kraj poniósł wiele strat. Straciliśmy wielu żołnierzy, którzy oddali życie za bezpieczeństwo i lepszy świat dla Psioników - mówi Judith Gray. Ponadto zdeklarowała się, że umożliwi każdemu agentowi, który nie chce podjąć się służby, szansę na wycofanie. Jednak wciąż namawia do walki o kraj i prawa Psioników. - Ktoś musi zbudować lepszy świat. Wierzę, że będziemy to my - dodaje.

Obecnie mamy luty 2023r.
Odczuwalna temperatura to -19°C, pada śnieg i jest straszny mróz.
Każdy, kto podrzuci komuś z administracji na PW/GG link z odegraniem mutacji czy odkryciem nowych zdolności, otrzyma dodatkowy jeden punkt. Za ciekawsze odegrania (bardziej wpływające na otoczenie, inne postacie) zostaniecie nagrodzeni dwoma punktami. więcej informacji tutaj
Dodaliśmy system notatek! Zachęcamy każdego do stworzenia swojego tematu! Tutaj link!

- Zapraszamy do zabawy w anonimowe wyznania. LINK TUTAJ


Poprzedni temat «» Następny temat
Sektor A
Autor Wiadomość
Levi Yuriev


19

niebieski




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png systema-male http://i.imgur.com/qSptghe.png

Wysłany: 2017-01-05, 19:30   Sektor A
   Multikonta: Joyce, MG


W sektorze A znajduje się kierowca i jedna kanapa za nim i za drzwiami wejściowymi. Resztę autobusu dzieli pleksa, która ma drzwiczki. Każdy sektor jest oddzielony, aby w razie minusowych temperatur i wychodzenia z autobusu zatrzymać jak najwięcej ciepła w środku. Każdy kolejny sektor to kilka rzędów siedzeń w głąb.
Ostatnio zmieniony przez Kelly McCarthy 2017-01-18, 20:35, w całości zmieniany 8 razy  
 
 
Balbina Coletti


18 LAT

CZERWONY ODPAŁ




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2017-01-05, 19:59   
   Multikonta: Brak


Shane, mimo że ukradli mu auto, spokojnie podał jej wielką torbę, którą przyjęła bez zawahania i pobieżnie przejrzała zawartość. Owszem, Pomarańczowy miał minus pięć do zaufania ze strony Bambi (głównie przez jej paranoję), ale nieszczególnie zależało jej na dalszym życiu, więc z pewnością nie nawiedzałaby ich wszystkich po śmierci w razie pułapki, a szczęka w szkielecie Bambi i tak byłaby wykrzywiona w wyszczerzu, chociaż było to niemożliwe - szkielet, bo pewnie zostałoby niewiele więcej.
No, tak czy siak, pachniało powagą, którą jak zwykle niszczyła Bambi, napadami chichotu w dziwnych momentach. Bo ona, wystrojona od braku butów po same czubki rozczochranych włosów, po krótkim udawaniu normalności, ponownie szła przy kimś z karabinem i było to takie zabawne, tak samo jak i obejmujący się mutanci, których nawet nie znała, bo to było takie s ł o d k i e.
- Kto idzie na sam koniec ten Zielony! - wykrztusiła, gdy nareszcie opanowała przeponę, stały tekst Czerwonych i innych panów wszechświata i, naturalnie, sama wchrzaniła się do pierwszej sekcji.
Koło kierowcy. Wyszczerzyła się radośnie, bo Bambi bardzo lubiła jechać z przodu, póki żaden śmieszek nie wciskał ją na fotelik dla dzieci. Tak czy siak, odłożyła całkiem ostrożnie torbę i rozłożyła się na kanapie, a pomieszczenie milutko zawirowało.
- Szczęśliwego nowego roku, Shane - wymamrotała pod nosem z dłonią, która zasłaniała jej oczy, z nadzieją, że pokój przestanie się poruszać.
Guzik, wciąż czuła się, jak na łodzi.
_________________
    "Burning bright like a vampire sunrise
    And the angels fall from the sky
    Nova’s burning bright "
 
 
Lounarie de Coudray
LamaLou


20 lat

Czerwona




systema-female http://i.imgur.com/qSptghe.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png

Wysłany: 2017-01-05, 22:47   
   Multikonta: Annabeth, Ceridwen, Mistrz Gry


Wsiadła do autobusu całkiem niechętnie. Jak ona nie lubiła wielkich pojazdów! Źle jej się one kojarzyły i to bardzo, no ale czymś muszą się stąd wydostać. Nie zamierzała wchodzić dalej niż to konieczne, dlatego została w pierwszej części przy kierowcy i przy nieźle spitej dziewczynie. Co jak co, ale raczej nikt jej nie przekona, żeby poszła dalej w ten autobus. Jeszcze miała dosyć świeżo w pamięci ostatnią podróż w większym samochodzie. Skończyło się piwnicą u łowców, a potem piwnicą w pryzmacie. Kolejnej piwnicy nie chciała zwiedzać, więc wolała siedzieć z przodu i w razie czego poratować płomyczkiem.
Opadła na siedzenie koło włoszki, torbę i buty porzucając zaraz obok. W końcu mogła usadzić gdzieś zadek i posiedzieć trochę dłużej niż kilka minut. Bo zakładała, że podróż pewnie trochę potrwa, gdziekolwiek pojadą.
Spojrzała na współtowarzyszy w tej sekcji autobusu.
- Lounarie. - Przedstawiła się, chociaż nie do końca tak, jak ją uczono. Była podpita i do tego chciała już jechać. Im szybciej ruszą tym szybciej będą na miejscu i będą mogli wysiąść z tej cholernej puszki na kółkach.
 
 
Alice Young
Boss SB, czy coś.


21

Pomarańcz




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2017-01-06, 12:31   
   Multikonta: John, Nathan


Ah tak. Ośrodek wybuchał. Cóż, spędziły tu już prawie tydzień, więc i tak sporo się utrzymał. Alice zaczęła podejrzewać, że ciąży na niej jakieś potworne fatum. Jakby śmierć goniła ją od momentu w którym przeżyła tą chorobę i zyskała moce. I to fatum paliło za nią wszystkie mosty, nie pozwalając jej się cofnąć. Nigdy nie będzie dane jej wrócić do miejsca w którym się wychowała, gangi w których była też już zapewne przestały istnieć, Ligę zniszczyła własną ręką, OWD rozpadło się jeszcze zanim zdążyła tam dotrzeć, a kiedy w końcu znalazła miłe miejsce dla siebie i swoich przyjaciółek, to i ono wylatywało w powietrze.
-Aha. Alice. - Powiedziała spokojnie jak gdyby nigdy nic, wyciągając rękę po torbę. Nie była zdziwiona, nie była przestraszona. Dlaczego miałaby być? To nie było nic nowego, spodziewała się, że w końcu los znów z niej zakpi, znów pokaże jej środkowy palec, znów zniszczy miejsce do którego się przyzwyczaiła. Zresztą, Bambi i Abs były z nią. Cała reszta jej nie obchodziła. Być może kiedyś dawna Alice ruszyłaby na pomoc tym którzy tam zostali, ryzykując własne życie by ocalić jak najwięcej niewinnych. Ale wiedziała, że jeśli zrobi coś tak nierozważnego, może na zawsze stracić Abs i Bambi. Chciała odpokutować swoje winy, pomóc jak największej liczbie osób, ale nie miała zamiaru robić tego kosztem swoich przyjaciółek. To one były dla niej najważniejsze. A wiedziała, że niektóre rzeczy są za ciężkie by je udźwignąć. Jeśli spróbowałaby podnieść więcej niż jest w stanie, znów mogłaby stracić kogoś bliskiego. -Ty jesteś Lou? - Zapytała przyglądając się jej uważnie. -Rzeczywiście jesteście podobne. Choć trochę się zmieniłaś od tego czasu. - Stwierdziła odbierając torbę i ruszając w stronę autobusu. Zaraz, przecież one się chyba nigdy nie spotkały, prawda? Więc od jakiego czasu?
Pomarańczowi nie byli sprzętem. Nie byli komputerem z którego można było coś usunąć. Mózgi pomarańczowych były znacznie bardziej skomplikowane. Kilka dni... Może tygodni... Może miesięcy a może nawet lat temu, Alice była na pustyni. Wierzyła wtedy że wszystko straciła. Że nie pozostało jej nic na tym świecie. Straciła dom, straciła przyjaciółki, straciła cel i chęć do życia.
Oczywiście, kiedy pomarańczowy jest w takim stanie psychicznym lepiej go nie dotykać. Marc popełniła ten błąd a w jej głowie coś się poprzestawiało. Kiedy Alice odzyskała panowanie nad sobą, weszła do jej głowy i przywróciła jej wszystkie wspomnienia. Ale to nie było tak, że już o nich zapomniała. Te wspomnienia a raczej ich "kopia zapasowa" były w jej głowie. Dlatego wiedziała. Wiedziała o tym, kim jest Lou. W końcu miała w głowie większość wspomnień jej siostry.
Nie starała się jakoś szczególnie usadowić, na dobrą sprawę zwyczajnie ruszając za Bambi i siadając tam gdzie ona. Nie miała zamiaru rozstawać się ani z nią ani z Abs. One były dla niej najważniejsze. -Więc kto wpadł na pomysł, żeby odpalić fajerwerki w domu? - Zapytała luźnym tonem, nic sobie nie robiąc z powagi tej sytuacji. Bywała w większym gównie, i oczekiwanie, że znów w nie nie wpadnie, było przesadnym optymizmem, którego Alice raczej nie posiadała.
_________________
Myśli Słowa Telepatia Czyny.

Wszystkie posty zaczynające się od
MG
są pisane jako MG.
 
 
Abigail Cain
just a teenage dirtbag


dziewiętnastka

baby blue




liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png

Wysłany: 2017-01-06, 23:49   
   Multikonta: Sierra


Tego wieczoru bywała zdziwiona wiele razy - ale takiego szoku to jeszcze nie przeżyła. Nie wydobyła z siebie żadnego dźwięku, po prostu zamarła w swojej groteskowej, gollumowej pozie, rozszerzyła oczy, a ustka ułożyła w piękne "o". To było... masakrycznie porąbane. Kiedy zamieniła się miejscem z aktorem grającym w niszowym filmie akcji? Trochę już w życiu przeszła, ale wylecieć w powietrze jeszcze nie miała okazji. Nie, żeby było jej do tego spieszno, nie mogła tak po prostu zniknąć, miała przecież misje, nie? Ale bomby, naprawdę, i to jeszcze w kilka dni po jej przybyciu, chyba była jakimś magnesem na nieszczęścia. Zadumała się, mrużąc oczy - kto właściwie miałby zrobić coś takiego? Pierwsza myśl, wiadomo. Rząd. W końcu Pandemonium było ich wrogiem i nie miała najmniejszych wątpliwości, że są w stanie zrobić wszystko, nawet skazać wiele może nie dobrych, ale też nie złych dzieciaków na śmierć. Właśnie, ci ludzie na górze... gwałtownie zatkała sobie ręką usta, strofując się w myślach, że zachowuje się jak ta egzaltowana kretynka z ogrodów, ale to było silniejsze od niej. W jednej chwili zalała ją fala sprzecznych uczuć, od współczucia i chęci wbiegnięcia tam i ostatni raz w roku zabawienia się w bohatera, do stwierdzenia, że może i im się należy, takiej Leliel chociażby. Temu drugiemu odczuciu towarzyszyła jakaś niezdrowa wesołość, hmm...
- Ale, ale - zaczęła dukać, szukając adekwatnych słów, w głowie miała jednak mętlik, wszystko zlewało jej się w jedną, szarą i bezkształtną masę. Zrezygnowała, wiedząc że i tak nie wypowiedziałaby wszystkiego, co chciała, a nie warto było marnować czasu. Podążyła więc za Alice, nie wiedząc, co innego miałaby zrobić. Całą, krótką drogę wgapiała się tępo w łaskawie dany jej worek z niespodzianką - wciąż jeszcze nie pobawiła się z nim w "pokaż kotku, co masz w środku" i tak jakoś oprzytomniała dopiero w autobusie. Słysząc głosy w tle przeniosła szybko wzrok, by zlokalizować źródło dźwięku. A było ich kilka. Tym razem na Lou już się nie rzuciła bo może i podpita była, o tyle godność jeszcze jakąś zachowała i nie miała zamiaru przemieniać się w misia tulisia. Rozwaloną na kanapie Bambi obdarzyła tylko chłodnym spojrzeniem, aczkolwiek była raczej zadowolona, że ta nie będzie musiała kopnąć w kalendarz, przynajmniej nie na tę chwilę. Jutro zapewne jej stosunek do Coletti będzie mniej pozytywny. Mignęło jej, że za kierownicą siedział Shaun, ale nie miała ochoty wszczynać rozróby w podzięce za to, jak ją potraktował w bufecie. Bo gdyby cisnęła oskarżeniem, musiałaby przyznać, że w jakimś stopniu ją obchodził. A przecież tak nie było.
Z wysoko uniesioną głową podreptała kilka kroczków w przód i rozsiadła się obok dziewuszek na kanapie. Nie przeszkadzało jej nawet, że były teraz ściśnięte jak sardynki w puszce - zrobiło się tak przyjemnie ciepło i sennie. Przymykając leniwie oczka ledwo rejestrowała, co się wokół działo. Każde kolejne słowo wypowiedziane przez Alice stawało się jakby cichsze... głowa opadła jej na ramie siedzącej obok Bambi i wpadła w pół-sen. Dosłownie na sekundę, bo jej chwilowa utrata czujności wpłynęła też na stan szpilek, dotychczas wciąż lewitujących obok blond czupryny. Spadły z donośnym hukiem i aż ją podskoczyła, mamrocząc gorączkowo:
- Strzelają! Łapcie... łapcie za broń, pokażemy im, kto...- przerwała na długie ziewnięcie, po czym dokończyła niemrawo - kto tu rządzi, tak właśnie. - Sama jednak wydawała się bardziej skora do spania, niż do walki.
_________________
now this mountain i must climb
feel like a world upon my shoulders
~~~
 
 
Balbina Coletti


18 LAT

CZERWONY ODPAŁ




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2017-01-08, 10:44   
   Multikonta: Brak


Jedynie chwilę poleżała i zwalczyła nudności, a odezwał się jakiś nowy, kobiecy głos. Uchyliła jedno oko, żeby zmierzyć ją wzrokiem, Lounarie. Chyba skądś kojarzyła to imię, albo wydawało jej się, że kojarzyła, ale była za pijana, żeby poruszyć ciąg dedukcji. Kolejna nowa twarzyczka z Pandemonium, która wcześniej nawet nie mignęła przed oczami. A może dlatego, bo zwyczajnie była rozmazana...
- Czerwona, Bambi - stwierdziła dość beznamiętnie, ach, te stare nawyki za czasów Ligii Dzieci i przedmiotowego traktowania, które bezmyślnie wpoiła.
Nawet nie zauważyła, że Alice i Abigail wlekły się za nią, dopóty nie poczuła jakiegoś ciężaru na klatce piersiowej. Ponownie zmusiła się do uchylenia jednego oka, żeby spojrzeć na znajome jej blond włoski, które doprowadziły jej nozdrza do swędzenia. Nabrała powietrza w policzki i Cainowa w ostatniej chwili obudziła swojego bohaterskiego ducha wykrzykując jakieś brednie, a Bambi kichnęła potężnie, pokrótce dosłownie ziejąc ogniem, na szczęście, chyba nie zjarała niczego po drodze. Lekkomyślni i pijani, czemu nie. Zakrztusiła się swoim ogniem i odkaszlnęła, żeby ostatecznie zasłonić usta i potężnie ziewnąć, tym razem bez większych fajerwerków.
- W sumie, to po cholerę myśmy poszli? Mamy jakąś niespodziewaną misję? Bo wątpię, żeby to było planowane, gdy jesteśmy ładni i pijani? - wymamrotała pod nosem i przeciągnęła się ze strzyknięciem kręgosłupa. Bambi jak zwykle nieświadoma otaczającej jej sytuacji i w ogóle tym nie przejęta. - W sumie to było całkiem zabawne, bawienie się w bal, gdy mamy wojnę... Nie, żebym nie doceniała drogocennych właściwości wódki... - zaczęła mamrotać pod nosem, jak to okna, przede wszystkim do siebie, bo raczej grono nigdy nie było zainteresowane jej monologami.
Wyciągnęła nogi i ostatni raz się przeciągła z rozkosznym stęknięciem.
- A mogłam zjeść więcej, ale nie... Teraz będę musiała się powstrzymywać, żeby nie wchłonąć swojego przydziału za pierwszym otworzeniem torby...
Co z tego, że grzecznie zeżarła wszystko, co dostała na stole? To była za mało dla naszego ruchliwego Czerwonego, o.
_________________
    "Burning bright like a vampire sunrise
    And the angels fall from the sky
    Nova’s burning bright "
 
 
Lounarie de Coudray
LamaLou


20 lat

Czerwona




systema-female http://i.imgur.com/qSptghe.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png

Wysłany: 2017-01-08, 20:28   
   Multikonta: Annabeth, Ceridwen, Mistrz Gry


Spojrzała zdziwiona na Alice. O co jej chodziło? Nie znała jej przecież, a ta mówiła tak, jakby skądś ją znała już wcześniej. Co tu się odjaniepawlało? Oprócz oczywiście czekającego ich pokazu fajerwerek?
- Od jakiego czasu? Znałyśmy się już wcześniej? - Zmarszczyła brwi próbując znaleźć w pamięci kogoś, kto chociaż trochę przypominałby Alice, ale nikogo takiego nie mogła sobie przypomnieć. Wszystkie zaczęły wciskać się na tę samą kanapę, jakby innej nie było. Stoczyła się z tego ścisku i poszła walnąć się na całej długości drugiej kanapy. Swoją torbę przeciągnęła oczywiście za sobą w pobliże kanapy, którą zamierzała okupować.
- Pytaj tego gościa, co siedzi za kierownicą, kij wie jak się nazywa, ale to on chyba wie, kto bawi się fajerwerkami w domu. - Nie ma to jak Lou. Zawsze pomocna, zawsze uczynna, zawsze wszystko wie... Jasne, a w tej bajce były jednorożce. Nie miała zielonego pojęcia kto postanowił wysadzić w powietrze pandemonium, ale póki Leliel o niczym nie wiedziała, to w sumie jej to pasowało. Odwróciła głowę, w której zaczęło jej mocniej szumieć i wlepiła podpite spojrzenie w Bambi.
- Jelonek, dobrze pamiętam? Za jakieś 10 minut wszystko w pizdu wyleci w powietrze, bo komuś zachciało się bawić fajerwerkami w pomieszczeniu. - Po pijaku coś rozmowna się zrobiła. Aż dziw, że jeszcze się nie zamknęła i nie zaczęła nikogo ignorować. Nawet odpowiadała na pytania, chociaż Abi wiedziała praktycznie tyle, co ona, więc sama mogłaby to zrobić, zamiast przysypiać. Zaczęło jej się robić chłodnawo, więc odruchowo zaczęła grzać powietrze w tej części puszki na kółkach.
 
 
Alice Young
Boss SB, czy coś.


21

Pomarańcz




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2017-01-08, 23:12   
   Multikonta: John, Nathan


Spojrzała na Abs i Bambi, po czym uśmiechnęła się lekko. Co z tego że ośrodek wybuchał? Miała przy sobie swoje dziewczyny, nic więcej do szczęścia nie potrzebowała. Dotąd jakoś żyła bez wygód które oferowało im Pandemonium, i teraz też sobie poradzi. Z pewnością je ochroni. Nie pozwoli im zniknąć, tak jak reszcie.
Skierowała wzrok na Lou. -Twoja siostra jest jedną z moich najlepszych przyjaciółek. Jest dla mnie bardzo ważna. - Powiedziała po chwili, nie wiedząc za bardzo jak zacząć tą rozmowę. W końcu nie powinna chyba mówić, że grzebała jej w głowie. Przynajmniej nie tak od razu. -Kiedyś... Nie tak dawno temu miała... Wypadek. Musiałam trochę pogrzebać jej w głowie, żeby przywrócić ją do normalnego stanu. Kiedy byłam w jej głowie, dużo widziałam. Między innymi ciebie i Charlesa. Dlatego trochę o was wiem. Zmieniłaś się od czasu, kiedy ostatnio cię widziała, ale nie tak bardzo, bym nie mogła cię poznać. Odkąd dowiedziałam się, że ma rodzeństwo, chciałam je poznać. Wybacz, że nie zdołałam doprowadzić tutaj Marc. Jako liderka oddziału pierwszego powinnam o to zadbać, ale byłam za słaba. Wiele się zepsuło tam, na zewnątrz. - Ponownie spojrzała na Bambi i Abs. -Wiele przeszłyśmy by znaleźć się tutaj, gdzie teraz jesteśmy. I wiele straciłyśmy. Między innymi Marc. - Znów spojrzała na Lou i uśmiechnęła się lekko. -Ale jestem pewna, że nic jej nie jest. Że żyje, i gdziekolwiek jest, z pewnością nadal pakuje się w kłopoty. - Zaczęła kręcić włosami na palcu, zapominając, że nie powinna niszczyć swojej fryzury. Zresztą było chyba po balu, więc takie rzeczy nie miały znaczenia. To byłą trochę niezręczna sytuacja, szczególnie, że czuła się poniekąd odpowiedzialna za stratę Marc. Ale co mogła zrobić? Wtedy, w lesie, musiała pobiec za Abs. Nie mogła jej zostawić. A Summer i Marc powinny trzymać się za nią, pilnować drogi. Ale wpadły. Nie wiedziała dokładnie jak, ale wpadły. Gdyby wtedy z nimi została, prawdopodobnie straciłaby Abs. A może i o wiele więcej. Teraz, z perspektywy czasu, nie mogła stwierdzić, czy to była dobra decyzja. Z pewnością podjęła wiele decyzji, które teraz mogła uznać za błędne, ale to nie była jedna z nich. Wciąż miała za mało danych odnośnie tego, co się tam wydarzyło, by móc stwierdzić, czy postąpiła dobrze. Ale nie było sensu o tym rozmyślać. Stało się. I nic tego nie zmieni. Teraz po prostu nie mogła stracić tej garstki szczęścia, która jej została.
_________________
Myśli Słowa Telepatia Czyny.

Wszystkie posty zaczynające się od
MG
są pisane jako MG.
 
 
Abigail Cain
just a teenage dirtbag


dziewiętnastka

baby blue




liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png

Wysłany: 2017-01-08, 23:49   
   Multikonta: Sierra


Dlatego nie powinna pić alkoholu, bo zaraz się upijała - choć przecież aż tak wiele nie wypiła, wcale! i popadała w jakieś dziwne fazy, najpierw jakaś pokraczna wesołość, a potem senność. Najgorsze że jutro będzie chciała więcej tego płynu bogów, ale hej! przynajmniej to nie były narkotyki. Bo gdyby były, oj... byłoby znacznie gorzej. I dla niej, i dla otaczających ją osób.
Mimowolnie chłonęła rozbrzmiewające dźwięki, ale ich sens co chwila uciekał hen, daleko. A po tym wystrzale co z wystrzałem miał niewiele wspólnego już nawet nie czuła się zmęczona, głowa mniej jej opadała na Balbinę, a i oczy nie przymykały się z taką częstotliwością. I co teraz? Nie chciało jej się wstawać, grzanie czterech liter było zbyt przyjemne, by miała z tego dobrowolnie zrezygnować. Zaczęła więc szukać czegoś dookoła, czym by się mogła zająć. Ledwie obróciła lekko głowę, a rozwiązanie samo wpadło - jej do oczu i na twarz, bo to włosy Coletti były. Z fascynacją zaczęła je miziać, a gdy wymiętosiła doszczętnie, zaczęła zaplatać warkoczyki. Kusiło ją żeby pociągnąć tego świruska trochę mocniej, ale uznała że to mogłoby zostac odebrane jako podryw rodem z podstawówki, dlatego spasowała. Szkoda, że nie miała gum... a no tak, po co jej. Telekineza załatwiała robotę i trzymała włosy spięte. Może nie była to najfikuśniejsza fryzura świata, ale ze swojego wyczynu była całkiem zadowolona. Zaczęła poprawiać jeszcze kilka włosków wymykających się spod jej władzy i nagle ręka jej znieruchomiała. Nie przesłyszała się, o nie. Natychmiast podniosła sarnie spojrzenie to na Lou, to na Alice. Jeżeli coś mogło w tym stanie przykuć jej uwagę, to bez wątpienia była wzmianka o niej. Jej ulubionej czerwonej. Ten temat powracał co chwila i za każdym razem ją ranił. A teraz było tylko gorzej. Słyszała zapewnienia Alice, ale to było kłamstwo. Musiała o tym wiedzieć. Marceline zaginęła. Zginęła. Nie umiała tego wyjaśnić, po prostu tak czuła, w tej chwili intensywniej niż kiedykolwiek. Tak właśnie było, nie miała już złudzeń. Ale to było okrutne, myślenie o tym, ale jak już zaczęła to szybko nie skończy, znów nakręci się spirala żalu. Nie będzie płakać. Ale oczy i tak się zaszkliły. Nie chciała, żeby patrzyli - wstała z siedzenia gwałtownie, prawie zabijając się o leżące na podłodze buty, po czym błyskawicznie podążyła w głąb autobusu z głową schyloną i skrytą włosami.

/zt
_________________
now this mountain i must climb
feel like a world upon my shoulders
~~~
 
 
Balbina Coletti


18 LAT

CZERWONY ODPAŁ




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2017-01-09, 17:18   
   Multikonta: Brak


Zmarszczyła brwi na słowa Lounarie w ciężkiej rozkminie. Była tutaj jakiś tydzień, może dwa i znowu muszą zmienić miejscówkę, a Bambi przysięgała, że jeszcze film jej się nie urwał, nawet po pijaku i na pewno nie miała z tym nic do czynienia. Ale to Pandemonium, pewnie takie ewakuacje przeprowadzano dwa razy w miesiącu, więc koniec końców mruknęła coś pod nosem w podzięce i kiwnęła głową. Chociaż, jeśli był to wybuch, dlaczego oni, Czerwoni władający ogniem, nie mogli zneutralizować siłę wybuchu? Bambi wzięłaby takie coś na klatę, bo nawet bez alkoholu w żyłach uważała się za młodego boga i była całkiem popieprzona w tym całym ryzyku.
Abigail zaczęła bawić się jej włosami, a ona zaczęła mruczeć cichutko, bo chociaż blondi jej podpadła, to Bambi swoje potrzeby miała. A teraz pragnęła drapania za uszkiem, ale bawienie się włosami było również przyjemne. Krótko przesunęła dłonią po jej włosach, żeby odwzajemnić się pieszczotą za podobne, jakby zupełnie zapomniała o ich małej wojnie, bo Bambi taka była, nigdy się długo nie gniewała, a jak już nie potrafiła wybaczyć, pozbywała się problemu raz a skutecznie. Na szczęście, teraz Niebieska plotła urocze warkoczyki z jej włosów, zanim Alice nie zaczęła t e g o tematu, który poruszył nawet Bambi. Abigail poszła hen, w sumie, czuła to i owo między nią, a Marc. Oczywiście, że bolało.
Zapewne bolałoby i Bambi, gdyby w ogóle potrafiła to rozumieć. Miała sentymenty, to jasne. Ale w siostrze Marc widziała potężnego sojusznika, którym mogła się stać dla przyjaciółek jej uroczej siostrzyczki.
- Wszystkie kochałyśmy Marc - rzuciła do niej, przytrzymując warkoczyka przy samych końcach, żeby się nie rozplótł. - Nadal kochamy. Poniosłyśmy naprawdę dużo strat w ciągu tych zaledwie kilku miesięcy, serio, świat się niemal zawalił, a Marc jest jedną z największych. Ale może, może kiedyś... - zacisnęła usta w wąską linijkę i wydawała się być naprawdę szczera. Co jak co, ale to w niej Bambi zawsze widziała największe poparcie i rozumiały się niemalże bez słów. - W tych czasach można ufać jedynie swojej intuicji. A moja mówi, żeby bronić tego, co nam pozostało i co będzie nam dane.
_________________
    "Burning bright like a vampire sunrise
    And the angels fall from the sky
    Nova’s burning bright "
 
 
Kelly McCarthy


19 lat

Niebieska Matka Teresa




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png lowcy-female http://i.imgur.com/RlDynJq.png owd-female http://i.imgur.com/baq9buf.png

Wysłany: 2017-01-09, 22:22   
   Multikonta: Szejn, Mistrz Gry, Kai, Cookie


/ Jeden post za wszystkich xD

Ratowanie ludzi z opresji zawsze było chyba jedną z najmocniejszych stron panienki McCarthy. Wyczołgała się niemalże z budynku "niosąc" przed sobą kilka osób. A mianowicie panienkę Carey, pana Lewisa i... Joyca. Na pana trzeba mieć (obie ręce) wygląd i pieniądze. Tak podobno powiadają. Wskoczyła do autobusu, dysząc ciężko. Czuła jakby zaraz miałą wypluć płuca. Zerknęła na wszystkich zebranych i poczuła się mocno nieswojo. Tylko ona była przytomna i wiedziała o wszystkim co zaszło w środku, nie chciałaby jednak teraz o tym opowiadać. PRzetransportowała Morgana do Mariny i Connora, Alannah powędrowała gdzieś na tył autobusu. Wiedziała, że Anna i Jeff zajmą się dziewczyną. Ona miała inny plan. Zamierzała zostać z Joycem na dobre i na złe i może jakoś wytłumaczyć swoje wcześniejsze zachowanie blondynce, która o mało jej nie zabiła. Poklepała Shane'a po ramieniu, który właśnie wchodził do autobusu i pokiwała mu głową.
Brunet podłapał temat i zajął miejsce za kierownicą. Zimowe powietrze chyba dobrze mu zrobiło i mimo iż wciąż nie czuł się w pełni... Trzeźwy, zasiadł za kierownią i zamknął wszystkie drzwi oraz zapuścił w głośnikach swój ulubiony numer - KLIK Włącznie z tymi prowadzącymi do różnych sektorów. Jeżeli ktoś miałby przejść z punktu A do punktu B, musiał jakoś zasygnalizować tę potrzebę. Zerknął tylko na zegarek i dodał od razu gaz do dechy. Większość z osób na siedzeniach, poleciała mocno do przodu. Miał tylko nadzieję, że zdążą odjechać i nikomu nie przyjdzie do głowy zwymiotować na ziemię, albo zatrzymywać się co chwila na siusiu.


Zasiadła na osobnej kanapie i ułożyła Joyca zaraz koło siebie w pozycji pół-prawie-że-leżącej. Wlepiła wzrok w szybę, nie bardzo wiedząc co teraz...

/ No i odjazd. Gracie sobie dalej przez kilka postów, aż nie dam posta MG.
Wrzuciłam do waszych tematów osoby, które są nieobecne, jednak zadeklarowały się i chcą dalej grać swoimi postaciami... Więc są nieprzytomne. Morgan, Alannah, bo o nich mowa. W razie próby porozumienia się z NPC, piszcie PW.
Ostatnio zmieniony przez Levi Yuriev 2017-01-09, 22:43, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Shane Redfield


21 lat

Pomarańcz




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-male http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png

Wysłany: 2017-01-11, 11:07   
   Multikonta: Kelly, Kai, Cookie, MG


Odjechali może na kilometr, Shane pędził prosto przed siebie, trochę nie panując nad rozpędzonym autobusem. Prowadzenie po kilku głębszych tak wielkiego i ciężkiego pojazdu nie należało do najłatwiejszych zadań. Ignorował trajkoczące dziewczyny tuż za jego plecami. Najważniejsze, aby skupić się na drodze i zdążyć przed wybuchem całego budynku. Nie chciał mieć na sumieniu całej tej zgrai pijanych Psioników... Jeszcze by go nawiedzali po nocach, czy coś...
Kiedy wybiła niemalże punkt północ, niebo rozświetliły sztuczne ognie, które z hukiem roświetlały nocne niebo. Mógłby nawet przyznać, że to piękne, ale był zbyt przejęty innym wybuchem. Raz za razem kolorowe "światełka" odwracały skutecznie jego uwagę od drogi. Widział je w bocznych lusterkach i były całkiem pokaźne - tak jak obiecała Leliel. Pewnie nawet nie zdawała sobie sprawy z tego, ze taki pokaz ściągnie na nich rządową bandę... Może to właśnie po balu mieli stoczyć jakiś ważny pojedynek? Cóż, nigdy się tego nie dowiedzą... W chwilę po rozpoczęciu się pokazu fajerwerków, cały gmach budynku wyleciał w powietrze, a gruz przez pokaźny wybuch dolatywał aż do nich i uderzał w okna i dach autobusu. Mogli nawet poczuć siłę ładunków, bo autobus nagle przyspieszył i zdawał się nawet lekko przechylić do przodu. Zupełnie jakby tylne koła oderwały się od asfaltu. Ile było w tym prawdy? Może to tylko chora imaginacja bruneta?
Zachłysnął się powietrzem, wciskając pedał gazu aż do samej ziemi. Bus wyraźnie przyspieszył, zostawiając to co znał całe życie daleko w tyle. Pewnie i nawet by się rozpłakał, ale miał to najwyraźniej w dupie.
 
 
Lounarie de Coudray
LamaLou


20 lat

Czerwona




systema-female http://i.imgur.com/qSptghe.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png

Wysłany: 2017-01-11, 20:45   
   Multikonta: Annabeth, Ceridwen, Mistrz Gry


I znowu rozmawiała o Marc. Znowu ktoś jej przypominał, że nie dalej jak tydzień temu była jeszcze z tymi dziewczynami i gdyby nie zrządzenie losu, to możliwe, że w końcu by sie zobaczyły po tych sześciu latach. Ciężko było myśleć, że Marc nic nie jest i w nic się nie władowała. Przecież to była Marc. Ona i Marc zawsze ładowały się razem w kłopoty, więc teraz pewnie też się w coś władowała. Mogła mieć tylko nadzieję, że prędzej czy później spotkają się. Zamrugała gwałtownie czując, że łzy zbierają się jej w oczach. No przecież się nie rozryczy tylko dlatego, że jest podpita i gadają o jej siostrze! Nie ma mowy.
- To nie twoja wina, że jej tu nie ma. Pewnie znowu się w coś władowała. - Chciała jakoś pocieszyć Alice, która wydawała się obwiniać za to, że Marc coś pewnie odwaliła i dlatego jej nie ma tutaj razem z resztą jej przyjaciółek. Abi wybiegła do innego przedziału, podążyła tylko za nią wzrokiem i zostawiła w spokoju. Sama niezbyt lubiła, kiedy ktoś oglądał jak się rozkleja, więc dobrze rozumiała reakcję blondynki. Zaraz jednak przeniosła wzrok na czerwoną, która się odezwała. Kolejne słowa, które sprawiały, że łzy cisnęły się jej do oczu. Uciekła wzrokiem gdzie indziej, starając się ukryć to charakterystyczne lśnienie oczu i spróbować opanować gulę w gardle. W międzyczasie odjechali, chwilę później wystrzelone zostały fajerwerki, budynek eksplodował, kamienie poodbijały się od karoserii busa i jakby jeszcze mocniej przyśpieszyli.
 
 
Alice Young
Boss SB, czy coś.


21

Pomarańcz




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2017-01-13, 19:34   
   Multikonta: John, Nathan


Abs zniknęła gdzieś w głębi autobusu. Wyglądało na to, że pogodziła się już z Bambi, przynajmniej w pewnym stopniu. To dobrze, powinny się trzymać razem. Całą trójką. Tylko to im zostało. Bambi miała rację. Musiały trzymać to co miały. Patrzenie wstecz dostarczyłoby im tylko i wyłącznie problemów. Wierzyła, że jeszcze kiedyś spotkają Marc, Rose i Summer. Być może za miesiąc, być może za rok, być może nawet jutro - w końcu nikt nie wiedział co miała przynieść przyszłość. Ale czuła, że się jeszcze spotkają. A być może chciała to czuć. Wbrew całemu światu chciała myśleć pozytywnie, by jeszcze bardziej się nie załamywać. Tak naprawdę załamałaby się już dawno, gdyby nie to, że musiała być teraz silna. Strata Marc bolała, cholernie bolała. Zresztą, strata Rose bolała tak samo. Ale jeszcze bardziej bolałoby ją gdyby teraz straciła Abs albo Bambi.
Spojrzała na przyjaciółkę, która zniknęła gdzieś tam, w głębi autobusu. Z jednej strony od razu chciała się za nią rzucić, z drugiej wiedziała, że Abs nie chce by ktokolwiek ją oglądał. Postanowiła odczekać chwilę, a jeśli po jakimś czasie wciąż nie wróci, pójdzie jej poszukać. Mimo wszystkich wielkich słów, były problemy z którymi należało sobie poradzić samodzielnie. Alice nie przychodziło do głowy nic co mogłaby zrobić, by pocieszyć Abs. Być może ktoś inny mógłby coś powiedzieć, Marc z pewnością znalazłaby takie słowa bądź gesty, ale ona... Ona nie miała prawa niczego mówić. To była jej wina, że straciły Marc. Wtedy, w Lidze, kiedy zniszczyła Albana, kiedy zniszczyła Ligę, to Marc była osobą, która ją wspierała. Wraz z nią ruszyła na ratunek Abs i Rose. A ona nie potrafiła jej ochronić. Czy teraz, z perspektywy czasu, podjęłaby tą samą decyzję? Tak, bez wątpienia. Nie mogła wybierać pomiędzy Marc a Abs. Nigdy. Ale gdyby wtedy była silniejsza, to nigdy nic takiego by się nie stało. Zamiast w trójkę siedziałyby tu w piątkę. Fakt, że tak nie było był winą lidera.
Nie mogła się teraz załamać. Kiedy ostatnio okazała słabość, źle się to skończyło. Teraz, wbrew pozorom też były w niebezpieczeństwie. Dlatego nie płakała. Dlatego wciąż lekko się uśmiechała. Spojrzała na Shane'a. -Co teraz? - Zapytała po chwili milczenia. -Mamy gdzie się udać? Jakaś kryjówka awaryjna? Czy będziemy jechać przed siebie aż skończy się nam prowiant lub paliwo? - Zapytała wystarczająco głośno by mógł ją usłyszeć.
_________________
Myśli Słowa Telepatia Czyny.

Wszystkie posty zaczynające się od
MG
są pisane jako MG.
 
 
Balbina Coletti


18 LAT

CZERWONY ODPAŁ




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2017-01-14, 18:27   
   Multikonta: Brak


Przeleciały jej przed oczami jakieś postacie, ale szczególną uwagę zwróciła na jedną z nich; która spała jak królewna, a jej piękne włosy lśniły w oświetleniu autobusu. Pięknowłosa, poruszyła bezdźwięcznie wargami i spojrzała krótko na kierowcę, który nawet nie raczył jej wspomnieć o tym, że odnaleźli kolejną osobę z listy życzeń.
Scena, jak w science fiction. Bambi tylko poczuła, jak autobus niemalże został popchnięty, a języki płomieni ich goniły, chcąc pochłonąć cały przybytek wraz z jego mieszkańcami. Shane, nieustraszony kierowca, zapanował nad sytuacją i już chwilę później wciąż zapieprzali... Dokąd?
Zacisnęła usta w wąską linijkę, zupełnie niezainteresowana już dramatem o Marcowej, na który zresztą niedawno się wypowiadała. Powiedziała co miała powiedzieć, i tyle. Dobrze, że nie musiała za długo ignorować, bo zaraz do uszu Bambi dotarły celne pytania ich liderki. Co do miejsca - miała swoje podejrzenia, przykładowo, że dołączą do tego kolesia bez twarzy, skoro już Leila trzymała z nim sztamę.
Spojrzała wyczekująco na twarz kierowcy w lusterku, oczekując prostych wypowiedzi, które zrozumieją nawet ostatnie najebusy. Nasza Czerwona, mimo buchających płomieni, była skłonna w każdej chwili zasnąć. Jednakże, jej wewnętrzny instynkt żołnierza wciąż był w gotowości.
- A gdzie wróżka? - zainteresowała się, gdy w końcu do jej mózgownicy dotarło, że nie zauważyła wchodzącej do busu idolki.
_________________
    "Burning bright like a vampire sunrise
    And the angels fall from the sky
    Nova’s burning bright "
 
 
Shane Redfield


21 lat

Pomarańcz




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-male http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png

Wysłany: 2017-01-15, 20:21   
   Multikonta: Kelly, Kai, Cookie, MG


Zacisnął mocniej dłonie na kierownicy. Jakoś niespecjalnie słuchał co tam dziewczęta za rozmówki sobie urządzają. Słowa nie były nawet skierowane do niego, więc zwyczajnie wyłączy jeden ze swoich zmysłów i skupił się na drodze. Było ciemno, w dodatku padał śnieg, a droga chyba nie wiedziała co to znaczy być odśnieżoną. Dziękował sam sobie, że nie wypił zbyt wiele, a była to raczej ilość, która nie wyłączyła myślenia.
- Uaktywnię stare kontakty. - rzucił krótko, jednak nie zamknął ust, jakby chciał wyjaśnić coś więcej. Bo chciał. Chciał powiedzieć Liderce dokąd mogą pojechać i wyjaśnić nieco więcej, ale coś zwróciło jego uwagę. Coś, co przypominało kobietę, która właśnie...
Co kurwa?
Rzuciła mu się pod koła. Momentalnie zaczął hamować i skręcać kierownicą, aby tylko ominąć tą wariatkę. Oblodzona droga była jednak nieprzeznaczona do slalomów rodem z Need For Speed'a czy kiepskiego driftu nocnych sebków pod Tesco. Autobus przechylił się w jedną stronę, zmuszając pasażerów do nagłych przytulasków. Ułamki sekund dzieliły ich od katastrofy. Pojazd wywrócił się na bok i przejechał tak kilka metrów po ukosie, omijając tym samym wariatkę, która rzucała się pod nieznane autobusy...
Zgrzyt metalu o asfalt, dźwięk tłuczonego szkła i krzyki to ostatnie co usłyszał Redfield przed rychłym końcem... A może to dopiero początek?

/kolejka dowolna.
 
 
Lounarie de Coudray
LamaLou


20 lat

Czerwona




systema-female http://i.imgur.com/qSptghe.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png

Wysłany: 2017-01-15, 22:08   
   Multikonta: Annabeth, Ceridwen, Mistrz Gry


Powoli zaczynała przysypiać znużona wydarzeniami tego dnia i nocy. Dziewczyny próbowały wyciągnąć z kierowcy jakieś informacje, a ona zasypiała, słuchając ich jednym uchem. Zaraz jednak coś było nie tak. Zaczęło ich zarzucać, więc chwyciła się najpierw kanapy, żeby zaraz stwierdzić, że to głupi pomysł i w panice skulić się w kłębek i starać się przede wszystkim chronić głowę. Co tu dużo mówić, trochę spanikowała. Teraz to już szczerze nienawidziła samochodów. Ni cholerę, jeśli to przeżyje to będzie ją trzeba siłą wciągnąć do samochodu, jeśli ktoś będzie chciał koniecznie, żeby jechała z nim. Pieprzone samochody, zawsze, ale to zawsze jak do nich wsiadała to to się źle kończyło. Pierdolić normalne środki lokomocji, wolała przemieszczać się pieszo, przynajmniej wtedy miała względny spokój, a nie co chwilę coś.
 
 
Alice Young
Boss SB, czy coś.


21

Pomarańcz




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2017-01-15, 22:54   
   Multikonta: John, Nathan


Nie zdążyła usłyszeć odpowiedzi na swoje pytanie. Poczuła, że autobus zaczyna się chwiać. Nigdy nie jechała czymś takim, więc nie specjalnie wiedziała jak zareagować. Jedyne na co mogła się zdobyć, to objęcie Bambi i uchronienie jej przed obrażeniami, nawet kosztem własnego ciała. Zareagowała szybko, nie myśląc nawet o tym, że odczyta jej myśli czy coś w tym stylu. Przede wszystkim nie mogła stracić panowania nad sobą. To ostatnie czego teraz było im trzeba.
Słyszała głosy gdzieś w oddali, ale nie mogła stwierdzić do kogo należą. Zresztą, nie specjalnie się tym przejmowała.
Zmusiła wszystkie swoje mięśnie do współpracy, i spróbowała wstać. Jeśli nie dała rady, pozostało jej czołganie się. Po pierwsze musiała sprawdzić, co z Bambi. Nie liczyło się teraz nic więcej. Mówią, że w obliczu zagrożenia ludzie myślą o rzeczach dla nich najważniejszych. O rodzinie, o przyjaciołach. Ona jedną ze swoich przyjaciółek miała obok siebie. Wyciągnie ją stąd, nawet jeśli będzie miała przy tym zginąć.
Teraz, kiedy miała przy sobie Bambi i upewniła się, że ta żyje, to miała w głowie tylko dwie myśli. Po pierwsze, musiała ją stąd wyciągnąć i przenieść w bezpieczne miejsce. A po drugie, musiała wrócić po Abs. Nie obchodziły ją pleksy. Jeśli będzie musiała, wydrapie w nich dziurę. Choćby miała zedrzeć paznokcie. Dotrze do niej, i ją też wyciągnie. Dopiero kiedy obie będą bezpieczne, zajmie się swoimi własnymi obrażeniami. -Bambi, cholera, wstawaj... - Szepnęła cicho. -Powiedz mi, że nic ci nie jest... Wstawaj i idziemy po Absi... Kurwa, moja głowa... - Specjalnie nie piła dużo, bo wiedziała, że z alkoholem przychodzi ból głowy. A teraz wszystko na nic, bo głowa i tak ją bolała. Bambi i Abs były podpite, więc mogły tak szybko nie odzyskać przytomności. W takim wypadku musiała je wyciągnąć.
_________________
Myśli Słowa Telepatia Czyny.

Wszystkie posty zaczynające się od
MG
są pisane jako MG.
 
 
Balbina Coletti


18 LAT

CZERWONY ODPAŁ




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png liga-female http://i.imgur.com/wei1zSu.png

Wysłany: 2017-01-16, 19:31   
   Multikonta: Brak


Mózg nie do końca zrozumiał, dlaczego grawitacja nagle działa zgoła inaczej, gdzie słodka jak Nutella Alice przytuliła się do niej. Instynkt jednak wyczuł, o co mniej więcej biega, więc pozostało jej słabo przytulić Pomarańczową do swojego gorącego ciała, a dłońmi ochronić jej głowę, zupełnie instynktownie, w myślach przeklinając jej poświęcenie dla oddziału pierwszego, a już w szczególności dla niej, Bambi. Podobne myśli były rozmazane i urwane, bo świat przed oczami na chwilę zwolnił, usłyszała jakieś krzyki i poczuła uderzenie i chwilę później już leżała słodko bezwładna pod drugim kobiecym ciałem, gdzie wszystkie problemy były daleko, a żądza mordu i swędzenie żył na chwilę znalazło swoje ukojenie.
Tak, to były dobre chwile.
Miała wrażenie, że leżała tak sobie w Nibylandii cały miesiąc, gdzie nagie dziewki tańczyły wokół jej ciała, a wróżka karmiła ją winogronkami, aż poczuła jakieś szarpnięcie. Zmarszczyła nos, mamrocząc coś pod nosem, co równie dobrze mogło być językiem węża i zaledwie na chwilę uchyliła oczy, patrząc na jedną z nagich nimf ze snu, która tutaj mamrotała coś o Abs i - przede wszystkim - była w ubraniu. Cóż za zuchwałość, cóż za bezczelność, wszakże nie pozwoliła jej na to!
- So to sa ublane... poswól mi wlócis... - mamrotała pod nosem i zamknęła na chwilę oczy, ale lubieżnych i pijanych nimf oraz nimfomanów nie było, niech to szlag.
Naprawdę, życie to padół łez.
_________________
    "Burning bright like a vampire sunrise
    And the angels fall from the sky
    Nova’s burning bright "
 
 
Kelly McCarthy


19 lat

Niebieska Matka Teresa




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png lowcy-female http://i.imgur.com/RlDynJq.png owd-female http://i.imgur.com/baq9buf.png

Wysłany: 2017-01-16, 21:17   
   Multikonta: Szejn, Mistrz Gry, Kai, Cookie


Mistrz Gry

Lou w pierwszej chwili chwyciła się stelażu, do którego przymocowana była kanapa, to było dobre posunięcie. Przynajmniej nie poleciała do przodu przy ostrym hamowaniu i oszczędziła swoją twarz przed bliskim spotkaniem z poręczą przy wejściu do autobusu. Nagłe szarpnięcie obudziło dziewczynę do działania, która osłoniła głowę w ostatniej chwili. Poleciała w lewo, taranując przy tym Alice i Balbinę i przyciskając je do szyby. Obie dziewczyny mocno zamortyzowały upadek Lou, więc ta obeszła się bez większych obrażeń. Jedyne co zaszkodziło dziewczynie to kilka toreb, które mocno się o nią otarły w locie i jedna z rurek, w którą uderzyła lecąc w dół. Poobijane żerba na pewno będą boleć długo. Czy aby na pewno nie były złamane? Dziewczyna ledwo mogła wziąć głęboki oddech, bo ból promieniował po całej klatce piersiowej. Mogła jednak z wielkim trudem wstać. Wciąż miała pod sobą obie dziewczyny.
Alice obejmując Balbinę, dała jej odrobinę poczucia bezpieczeństwa i to na tyle. Obie dziewczęta poleciały w bok, Bambi prosto na Alice, a na nie jeszcze Lou, która doleciała aż z kanapy obok mocno przygniatając je do szyby, która z hukiem rozpadła się na miliony kawałków, tworząc tym samym szklany dywan dla pleców Alice. Dziewczyna przez chwilę poczuła, że się dusi, bo nagłe zderzenie się z nią dwóch ciał nie było niczym co należałoby do przyjemnych doznań. Pokaleczone plecy i pozycja kanapki uniemożliwiały jej jakikolwiek ruch, dopóki dziewczyny nie podniosły się. Bambi mogła poczuć dziwne ciepło w okolicach brzucha Alice i bynajmniej nie była to uryna spowodowana strachem. Krew. Sporo krwi. Jeden z odłamków szkła wbił się w prawy bok dziewczyny, rozrywając przy tym suknię, plamiąc ją szkarłatną cieczą i skutecznie uniemożliwiając jej podniesienie się chociażby do pozycji siedzącej.
Balbina przytuliła Alice, osłaniając jej głowę. I słusznie. Torba Lou wyleciała z pod jej siedzenia jak z procy i przeleciała nad ich głowami, uderzając je spodem. Uderzenie było na tyle mocne, że ich głowy zderzyły się ze sobą, ale nie spowodowało to większego urazu, a jedynie śliwę pod okiem Alice i sporego guza na czole Balbiny. Chwilę później poczuły na sobie ciężar Lou, która leciała na nie skulona niczym kula armatnia. Bambi dostała potężnego kopniaka z kolana rudowłosej w sam kręgosłup, przez co przeszedł ją niemiły prąd. Z całą pewnością będzie bolało jeszcze kilka dni. Po za tym Bambi nie stało się nic poważniejszego, bo ciało Alice osłoniło ją przed rozsypanym szkłem, a Lou leżąca na górze przyjmowała ciosy wszystkich latających w środku przedmiotów.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ZAMKNIĘTY ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Forum zostało otwarte 2016-15-08. Właścicielką kodu wysuwanego elementu z boku jest corazon. Autorem systemu zakładek jest Noritoshi.
Strona wygenerowana w 0,093 sekundy. Zapytań do SQL: 12