Strona Główna



  • ♣Forum powoli wraca do życia, niedługo zostaną pociągnięte rozgrywki mające na celu zamknięcie niektórych wątków.
    ♣Niedługo powstanie nowa grupa - rząd.
    ♣Niedługo zostanie zmieniony wygląd, do szablonu zostanie dodany nowy skład administracji. Jak na razie z przyjemnych wieści - możemy w nim powitać naszą starą userkę Summer Dawson.
    ♣Zaktualizowany został regulamin rzutów kośćmi.
    ♣Apelujemy o nieco szybsze odpisywanie w tematach - jeżeli ktoś ma podciągnąć fabułę, to jesteście to przede wszystkim wy.
    Obecnie na forum mamy luty, 2023 rok, -5 stopni celsjusza, lekkie opady śniegu.

  • Pryzmat: Nadszedł czas kolejnych zmian. Zniesienie obozów to był zaledwie początek. Prezydent Donovan po miesiącu od zwycięstwa w wyborach, podjęła kolejny spory krok w kierunku uwolnieniu uciśnionych psioników. - Zdecydowałam, że zamykam projekt pryzmat. Psionicy, chociaż mają przewagę z mocami, to jednak dalej dzieci. Nie powinniśmy was wykorzystywać jako ochronę. Dlatego też wysyłam was na osiedle. Będziecie mieli tam zapewnione wszystko, co będzie potrzebne i będziecie mogli tam żyć bez strachu o jutro. - poinformowała ich dalej spokojnym tonem nie przerywając swojego wywodu, nawet jeśli usłyszała okrzyki protestu. Nie zamierzała się ugiąć. Już dosyć krzywdy wyrządzili tym dzieciakom. Starczy tego dobrego, pora im dać trochę wolności i chociaż namiastkę życia, które zostało im brutalnie wyrwane przez epidemię. W związku z powyższym członkowie biorący udział w projekcie, znanym pod nazwą Pryzmat zostali oddelegowani ze służby na zasłużony odpoczynek. Od teraz zamieszkają oni w niewielkim miasteczku położonym niedaleko Denver.


Poprzedni temat «» Następny temat
Quid opus est verbis?
Autor Wiadomość
Ceridwen Murray



21 lat

Kurczaczek




systema-female http://i.imgur.com/qSptghe.png syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2017-01-11, 00:56   Quid opus est verbis?
   Multikonta: Lounarie; Annabeth; Mistrz Gry
[Cytuj]

Kto: Ceridwen Murray&Levi Yuriev
Czas: Okolice października 2022roku, jakieś 2 tygodnie po pierwszym spotkaniu braci Yuriev z Ceri.
Miejsce: Kolorado, lasy niedaleko kryjówki bliźniaków.

Biegła, jakby gonił ją cały zastęp piekielny. Miarowe dudnienie jej wojskowych butów roznosiło się po lesie, odbijając się echem od skał i drzew. Co jakiś czas potykała się o wystające korzenie, czy splątane krzewy, które przy okazji raniły jej odsłonięte dłonie, jednak nieprzerwanie biegła dalej. Nie obchodziło jej nic, musiała jak najszybciej wydostać się z obławy. Ktoś ją znalazł, a ona nie miała najmniejszego zamiaru poddać się bez walki. Spodobało jej się życie na własną rękę i nie zamierzała z niego rezygnować zbyt szybko tylko dlatego, że ktoś ją namierzył. Co jakiś czas śmigała szybciej, jednak nie dało jej to nic poza tym, że w końcu wypadła na jakąś polanę, na której już na nią czekali. Nie miała pojęcia skąd wiedzieli, że akurat wybiegnie w tym, a nie innym miejscu. Może jednak Liga dalej działała, a informacje o jej upadku to był jakiś mało śmieszny żart? Bo jak inaczej mogliby ją namierzyć i odkryć, w którą stronę biegnie, jak nie po tym cholernym lokalizatorze, który miała wszczepiony na karku? Zatrzymała się gwałtownie na środku polany i reagując odruchowo podniosła dłonie, jednak miało to tylko ich zmylić. Zaraz zaczęła przywoływać pioruny, wywołując tym popłoch i dezorientację na tyle dużą, że mogła z prędkością światła przeskoczyć w zarośla i dalej między drzewa, które chociaż trochę ją chroniły przed pociskami. Kilka z nich zdołało ją drasnąć, ale zignorowała ból. Ranami zajmie się później, teraz skupiła się tylko na tym, żeby nie dać się złapać. Biec przed siebie i eliminować niebezpieczeństwa tak szybko jak się tylko pojawiały. Nie odbiegła jednak daleko od polany, ktoś był na tyle inteligentny, że wyciągnął emitor białego szumu i zaraz ustawił go na maksymalną moc i na jej kolor, w efekcie czego potknęła się o wystający korzeń i wyrżnęła boleśnie w ziemię. Sama jednak chwilowo nie odczuwała tego bólu. Był mniej absorbujący niż ten, wywołany białym szumem, przez który zwijała się właśnie z bólu. Zwinęła się w ciasny kłębek, zasłaniając odruchowo uszy, chociaż miała w świadomości to, że to nic nie da. Mogłaby zatykać uszy do woli, a i tak biały szum sprawiłby, że będzie zwijać się z bólu. Ktoś zaciągnął ją z powrotem na polanę, gdzie już czekała reszta żołnierzy. Część z nich zajmowała się rannymi, jak i martwymi towarzyszami. Kilku stanęło nad nią i jakby w odwecie za to, że broniła się przed nimi jedyną bronią, jaką miała, a przy tym zabiła kilku ich przyjaciół, zaczęli kopać bezbronną dziewczynę w tułów. Co z tego, że biały szum sprawiał, że prawie nic z tego nie czuła, oni mogli wyładować swoją frustrację i gniew na niej. Zwinęła się tylko w ciasny kłębek i czekała, aż któryś się znudzi, albo przesadzą z okładaniem jej i po prostu ją zabiją. Krew sączyła jej się już z nosa, jak i z ust i plamiła trawę oraz ziemię pod jej głową. Powoli zaczynała odpływać, obraz przed oczami zaczął jej się zamazywać i wirować. Ktoś dostrzegł, że dziewczyna zaczyna odpływać, co tylko go rozjuszyło jeszcze bardziej. Miała cierpieć, a nie uciekać od bólu w niebyt. Niezbyt delikatnie chwycił ją i zaciągnął w pobliże strumienia. Pochylił się nad nią i chwytając za włosy gwałtownie wsadził jej głowę pod wodę, chcąc ją orzeźwić. Doskonale wiedział, kiedy ją wyciągać ze strumienia, żeby złapała oddech i zbyt szybko nie wykitowała. Lodowata woda wyrwała ją z objęć ciemności, w którą powoli spadała. Kiedy w końcu skończyli ją cucić wyszarpnęli ją na brzeg, gdzie mogła znowu zwinąć się w kłębek. W końcu biały szum dalej bezlitośnie ciął jej umysł. Znowu nad nią stali i dyskutowali o tym, co z nią dalej zrobić. Nie zachowywali jakoś specjalnie ciszy, skoro nikt im nie wyskoczył z krzaków i nie ruszył na pomoc kurczaczkowi leżącemu u ich stóp, to stwierdzili, że została sama, albo jej "przyjaciele" ją porzucili przy najmniejszej oznace zagrożenia. Chwilowo została nad nią trójka, reszta wracała już do wozów, którymi tu przyjechali, zostawiając zajęcie się ich celem ekipie, która zajęła się ukaraniem Ceridwen za jakże piękny pokaz piorunów.
_________________



 
 
Levi Yuriev



19

niebieski




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png systema-male http://i.imgur.com/qSptghe.png

Wysłany: 2017-01-13, 16:35   
   Multikonta: Joyce, Joy
[Cytuj]

Wyszedł, bez słowa, unikając spotkania z kimkolwiek. On też potrzebował czasem chwili tylko i wyłącznie dla siebie. To co działo się ostatnimi czasy było istnym szaleństwem. Perfekcyjnie zorganizowany Levi stał się niewielkim kłębkiem chaosu. Od ponad tygodnia chodził zamyślony, potykał się o własne nogi i gdyby mógł, nie wychodziłby ze swojego pokoju lub wręcz przeciwnie spędzałby każdą możliwą chwilę na powierzchni. Znaczenie mniej sypiał, lecz nie wydawał się być bardziej zmęczony niż zazwyczaj. Zaniedbywał obowiązki, a w odpowiedzi na jakiekolwiek pytania, zamykał się w swym umyśle. Jego myśli były pochłonięte czymś innym, a raczej kimś…
Im bardziej jego zachowanie było niezrozumiałe, tym rzadziej Silas pozostawiał go samego, bez nadzoru. Nagle role się odwróciły, Żółty musiał pobawić się w tego starszego, tego bardziej odpowiedzialnego brata. Nikt, zupełnie nikt nie mógł dotrzeć do Niebieskiego, który zaczął znikać na całe dnie.
Było jednak coś, czego nawet sam Levi o sobie nie wiedział, a raczej nie dopuszczał do swojej świadomości. Miłość, pożądanie czy kobiety były raczej tematami, w które starał się nie wnikać. Skrywał w głębi duszy swoją naturę romantyka i wszystko byłoby w porządku, ale…
To jedno spotkanie. Ta jedna chwila… Tyle wystarczyło, by dziewczyna zawróciła mu w głowie. Spychane na bok nieznane uczucia, nie pozwalały mu się na niczym skupić. Rozmyślał więc o tym, żałując, że nie posłuchał głosu serca i pozwolił jej odejść. Niepozwalająca się zaspokoić dziecięca ciekawość pragnęła ponownego spotkania z nieznajomą. To wszystko było tak nowe i tak dziwne, że chłopak nie potrafił zrozumieć tego, co się wydarzyło w tym lesie.
Wielokrotnie wracał w to miejsce, gdzie się rozstali, po dziewczynie jednak już nie było śladu. Błąkał się więc po okolicy i niczym osiemnastowieczny romantyk kontemplował nad tematami mocno filozoficznymi.

Teleportował się z miejsca na miejsce, przy okazji sprawdzając teren. Wokół Pikes Peak rozmieszczonych było kilka starych wieżyczek należących do myśliwych i leśników, a przynajmniej na takie wyglądały. Kamery poukrywane na całym obszarze monitorowały okolicę, lecz wiele martwych punktów wymagało sprawdzenia osobiście. Nie kręciło się tu zbyt wiele ludzi, dlatego patrole często odbywały się zaledwie co kilka dni.
Pogoda była idealna na jesienne, nocne spacery. Czyste niebo i rześkie powietrze… Co? Bezchmurne niebo przecinały pioruny, które z trzaskiem lądowały na ziemi. Levi bardzo dobrze wiedział, że nie jest to niezwykłe zjawisko atmosferyczne. Wychował się z żółtym, znał to aż za dobrze. Przekonany o obecności swego brata, teleportował się bliżej ludzkiego piorunochronu. Przezornie zachował bezpieczną odległość, a drzewa ukryły jego obecność.
Reflektory samochodów terenowych oświetlały polanę, dobiegały go donośne głosy mężczyzn, którzy chyba nie spodziewali się czyjejkolwiek obecności. Wszystko wydawało się być mocno podejrzane. Wtedy jeszcze Systema działała w ukryciu, mało kto świadomy był położenia ich siedziby, a bracia dbali by tak pozostało.
Levi po dokładnym przeanalizowaniu sytuacji, uznał że rozsądniejszym zachowaniem będzie nie wychylanie się. Obserwował całe zajście, próbując zapamiętać jak najwięcej szczegółów, by móc namierzyć później nieproszonych gości i czekając aż odjadą. Kątem oka dostrzegł również katowanego psionika, ale nie mógł nic zrobić. Organizacja była ważniejsza, a utrzymanie tego miejsca w sekrecie, było priorytetem.
Bezszelestnie unosząc się między koronami drzew, badał wzrokiem otoczenie. Chłopak, który wyznawał zasadę by spodziewać się niespodziewanego; tego się nie spodziewał.
Kurczaczek… Minęła chwila nim zdołał ją rozpoznać, ale teraz był tego pewien…
Znów dał się ponieść emocjom…
Stanął na skraju lasu i wytworzył wokół dziewczyny pole, które chroniło ją przed ciosami oprawców. Zdezorientowanym gorylom dość szybko udało się odszukać chłopaka, który nawet nie ukrywał swojej obecności. Stał tam, pewny siebie, być może zbyt pewny. Na pierwszy rzut oka wyglądał jakby nie zamierzał się bronić. Determinacja na twarzy, czekał. Czekał by odeszli od Ceri, a wtedy ich zaatakuje.
_________________

głos

 
 
Ceridwen Murray



21 lat

Kurczaczek




systema-female http://i.imgur.com/qSptghe.png syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2017-01-13, 18:22   
   Multikonta: Lounarie; Annabeth; Mistrz Gry
[Cytuj]

Jej organizm sam starał się ją utrzymać przy życiu. Płuca łapczywie łapały powietrze, którego jeszcze przed chwilą zaczynało jej brakować. Ona sama nie starała się nawet utrzymywać świadomości, jednak odlot w powoli otulającą ciemność nie był jej na razie dany. Zwijała się na trawie, w dużej części przemoczona przymusową kąpielą w strumieniu. Nie czuła piasku przylepiającego się do jej mokrego policzka. Nie czuła kolejnych kopniaków, które zostały w pewnym momencie zablokowane przez tarczę Leviego. Ból ze skoncentrowanego na niej Białego Szumu powoli wyciskał z niej łzy bólu i chęć zakończenia tego wszystkiego chociażby śmiercią, byleby tylko ten ból się skończył. Byle te minuty wydłużające się w godziny w końcu wypuściły ją z tego błędnego koła. Chłód kąsający jej ciało nie dawał jej jednak ze spokojem odlecieć i chociaż na chwilę ulżyć w jej cierpieniu. Zwinęła się w tak ciasny kłębek, że gdyby mogła spojrzeć na siebie w tej chwili z boku, zdziwiłaby się, że tak potrafi.
W tym czasie mężczyźni, kiedy tylko zorientowali się, że ktoś przeszkadza im w katowaniu Ceridwen, zaczęli rozglądać się za psionikiem, który im to uniemożliwił. Szybko go namierzyli i niewiele myśląc ruszyli w jego kierunku porzucając zmaltretowaną zabawkę, na rzecz prawdopodobnie, w ich myśleniu, nowego celu. Od razu wycelowali w niego broń. Nie wzięli pod uwagę, że może się bronić. Nie połączyli faktów, że jest niebieski i może z łatwością zatrzymać kule, które by próbowały go dosięgnąć.
_________________



 
 
Levi Yuriev



19

niebieski




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png systema-male http://i.imgur.com/qSptghe.png

Wysłany: 2017-01-22, 09:56   
   Multikonta: Joyce, Joy
[Cytuj]

Tak też się stało. Levi bez najmniejszego problemu zatrzymał pociski, które leciały w jego stronę. Zmienił trajektorie ich lotu i pchnął ku oprawcom biednego żółtego kurczaczka. Pociski może nie zabiły ich wszystkich, ale z pewnością część z nich dotarła zamierzonego celu.
Nie mężczyźni byli problemem, który uniemożliwiał dziewczynie poruszanie się czy nawet myślenie. Bez zastanowienia rozwalił radyjko, które źródłem białego szumu było. Gdy tylko je zlokalizował, sprawił że roztrzaskało się w drobny mak. Po chwili żółta mogła poczuć wręcz natychmiastową ulgę.
Nie mógł co prawda w tym momencie nic poradzić na obrażenia, które otrzymała, a z pewnością były one nie małe. Levi dalej trzymał ją pod osłoną swojej telekinetycznej bariery i korzystając z dezorientacji rannych goryli podbiegł do niej i przykucnął obok.
- Hej. Słyszysz mnie? - szepnął i pogładził, a raczej poklepał delikatnie po policzku. Na moment zrobił w polu otwór, przez który mógł przełożyć rękę.
- Kurczaczku… - zawołał, lecz nadal takim półgłosem by osiłki, którzy oddalili się trochę od swojej żółtej ofiary, nie zauważyli że coś jest nie tak. O ile jeszcze żaden z ranionych przez niebieskiego mężczyzn nie wezwał pomocy.
Chłopak był nieco rozproszony, próbował skupiać się na otoczeniu, jednak coś mu nie dawało spokoju. Przez to z pewnością mógłby zostać łatwym celem.
_________________

głos

 
 
Ceridwen Murray



21 lat

Kurczaczek




systema-female http://i.imgur.com/qSptghe.png syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2017-01-22, 17:35   
   Multikonta: Lounarie; Annabeth; Mistrz Gry
[Cytuj]

Pociski, które odepchnął Levi szybko unieszkodliwiły na chwilę przeciwników. Cała trójka była zdezorientowana i poraniona. W tym czasie Ceri poczuła nagłą ulgę. Szum się skończył, co prawda w głowie dalej ją łupało, ale już nie na taką skalę, na jaką to było, kiedy szum był włączony. Nie wiedziała, co się stało, ale póki co nawet jej to nie obchodziło. Przynajmniej dopóki biały szum był wyłączony. Musiała dojść do siebie i pozbierać się na tyle, żeby uciec. Trochę rozluźniła kłębek, w który się zwinęła. Starała się unormować oddech i w myślach wyliczyć sobie miejsca, na które musi uważać, jeśli zdecyduje się wstać, kiedy poczuła rękę na policzku i usłyszała, że ktoś coś do niej mówi. Ten głos majaczył jej gdzieś w pamięci, więc przesunęła trochę głowę, otworzyła lekko załzawione z bólu oczy i wlepiła zielone spojrzenie w Leviego. Znowu na jego widok emocje jej się rozszalały w nieznany jej sposób, a serce zaczęło walić jak oszalałe. Gdyby nie ból, to pewnie nawet jej oczy, niezależnie od niej, przybrałyby maślany wyraz na jego widok. Sama nie wiedziała, co się z nią znowu dzieje, co to za szalone odczucia na sam widok twarzy osoby, którą widzi drugi raz w życiu.
- Słyszę. Nie nazywaj mnie Kurczaczkiem... - Zdobyła się na ledwo słyszalne wychrypienie tych słów. Jedną ręką objęła się za żebra, które w tej chwili bolały ją chyba najmocniej. Drugą nagle powoli wyciągnęła obok Leviego, celując trochę w górę. Mógł poczuć niewielkie wyładowania elektryczne, a zaraz poleciała z jej ręki błyskawica. Jeden z trójki osiłków miał na tyle małe rany, że próbował zakraść się do Leviego od tyłu, żeby go ogłuszyć. Unieszkodliwiła go na chwilę, bo jeszcze nigdy jej się nie zdarzyło, żeby piorun z ręki kogokolwiek zabił. A tylko na taki miała jeszcze resztki sił. Zaraz po tym ręka opadła jej trochę bezwładnie na ziemię. Przeklinała siebie w myślach, że pozwoliła, żeby doszło do takiej sytuacji. Było znaleźć jednak jakiegoś zielonego, żeby jej ten przeklęty lokalizator wyłuskał z karku, wtedy nie leżałaby tutaj bez sił, bezbronna w każdym calu. Samo mówienie było dla niej męczące. Oddychała płytko, chcąc oszczędzić sobie bólu, który nasilał się przy każdym głębszym oddechu i starała się, niezbyt skutecznie, jakoś zatrzymać wirujący jej przed oczami świat. Przymknęła na chwilę oczy. Była wdzięczna Leviemu, że próbował jej pomóc, ale nie chciała mu robić problemów zwalając mu się ranna na głowę. Nie wiedziała, że miał całe zaplecze medyczne pod sobą, oraz świetnie zaopatrzoną bazę. Nawet jeśli korciło ją, żeby lepiej go poznać i rozwikłać zagadkę szalejących emocji, to raczej nie będzie się narzucać.
- Zaraz pewnie się ocknie. Pomóż mi wstać i zwiewajmy stąd.- Znowu ochrypły szept, już trochę lepiej słyszalny. Co prawda nie była pewna, czy da radę w ogóle ustać na nogach, ale uparła się, że chociaż spróbuje. nawet jeśli co chwilę kręci jej się w głowie i praktycznie wszystko ją boli.
_________________



 
 
Levi Yuriev



19

niebieski




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png systema-male http://i.imgur.com/qSptghe.png

Wysłany: 2017-01-23, 09:07   
   Multikonta: Joyce, Joy
[Cytuj]

Gdy zorientował się, że jest przytomna, a co więcej jest w stanie mu odpowiedzieć, na jego twarzy zagościł grymas przypominający uśmiech. Tak szeroki i maślany, że prawie nigdy nie spotykany u ciemnowłosego. Nie zorientował się nawet, że ktoś próbuje go zaatakować i gdyby nie czujność dziewczyny, z pewnością i on zostałby ranny. Odwrócił się szybko w kierunku, w którym posłała błyskawicę i wkurzony cisnął mężczyzną o pobliskie drzewo, kupując im więcej czasu na ucieczkę.
W głębi duszy chciał ją zabrać i uciekać jak najdalej, wiedział jednak, że nie może zostawić tutaj bezpańskich goryli, którzy z całą pewnością zaczną przeczesywać teren w poszukiwaniu zaginionej ofiary. Musiał się ich pozbyć albo przynajmniej ściągnąć tu swoich ludzi, którzy zajmą się problemem.
Levi za priorytet uznał jednak ratowanie Kurczaczka. Pole, którym ją otoczył zniknęło, a chłopak ignorując jej ewentualne protesty, wziął ją na ręce jak księżniczkę. Przycisnął mocniej do swojej piersi, dzięki czemu mógł być pewien obecności jej funkcji życiowych i nie zważając na osiłków, którzy wciąż nieprzytomni leżeli na trawie, wbiegł z dziewczyną na rękach do lasu.
- W coś ty się znowu wpakowała… - rzucił jakby sam do siebie, cały czas biegnąc. Mówił jakby ją znał, a przecież do tej pory spotkali się zaledwie raz, a wtedy nie był w stanie wykrzesać z siebie nawet jednego składnego zdania.
Niebieski znał ten teren doskonale, najbliższą tymczasową kryjówką okazała się stara jaskinia ukryta wśród drzew.
- Poczekaj tutaj na mnie. - odparł układając dziewczynę w samym jej środku. Oparł ją o ścianę, przykucną obok i uśmiechnął się najcieplej jak potrafił. - Nie ruszaj się… i nie zasypiaj. Zaraz wracam. Zaraz potem rozpłynął się w powietrzu.
Przeteleportował się z powrotem do miejsca, gdzie ją znalazł. Nadużywając swoich mocy załatwił osiłków, którzy dopiero co zorientowali się o całym zajściu z psionikami w rolach głównych. Mężczyźni próbowali z nim walczyć, ale nieźle wkurwiony niebieski, zdejmując z siebie jakiekolwiek ograniczenia, niszczył jednego po drugim. W tym momencie Levi nie był tym typowym spokojnym, lekko znudzonym życiem chłopakiem. Przypominał bardziej ogarniętego maniakalnym szałem Silasa, który to „bawi się” piorunami ze swoimi ofiarami. Krew była wszędzie.
W tamtym momencie nie marnował sił na zbędną obronę, która okazywała się zbędna. Kule wystrzeliwane w jego kierunku chybiały jedna po drugiej. Dostał może z jedną w ramię, której nawet nie poczuł.
Wkrótce było już po wszystkim, a jego dopadały konsekwencje bezmyślnego używania mocy. Krew z nosa strumieniem spływała mu po twarzy.
Wykorzystując już ostatki sił, którymi w tej chwili dysponował, przeteleportował się z powrotem do Kurczaczka i wylądował już na kolanach. Oddychał szybko, walcząc ze zmęczeniem.
- Wszystko w porządku? – spytał, kompletnie ignorując swój stan, znów znalazł się obok niej, chcąc sprawdzić jej rany.
_________________

głos

 
 
Ceridwen Murray



21 lat

Kurczaczek




systema-female http://i.imgur.com/qSptghe.png syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2017-01-23, 23:55   
   Multikonta: Lounarie; Annabeth; Mistrz Gry
[Cytuj]

Widząc jego uśmiech nie mogła sama się nie uśmiechnąć. Tak jakoś sam jej się pchał na usta, chociaż zwykle w obecności innych chowała się za maską obojętności. Co się z nią przy nim działo? kiedy chciał ją wziąć na ręce nie obyło się bez protestów. Przecież mogła sama iść, nie musiał jej nosić. Co z tego, że kręciło jej się w głowie tak, że sama by pewnie dwóch kroków nie przeszła. Mimo jej burczenia, że sobie poradzi sama, podniósł ją, przez co poczuła, jak żołądek jej się przewraca. Może jednak lepiej, że ją niósł? Nie wiadomo, co by jej ciało stwierdziło, że zrobi, jeśli spróbowałaby w tej chwili ustać sama. Została przyciśnięta do ciepłego torsu chłopaka, więc po prostu się w niego wtuliła układając wygodnie głowę na jego barku.
- Pewnie jak zawsze w jakieś chore bagno. - Odpowiedziała mu, chociaż nie musiała. Przecież praktycznie się nie znali, a rozmawiali tak, jakby było inaczej. Jakby znali się całkiem dobrze. Zostawił ją w jakiejś jaskini i zaraz zniknął, zanim udało jej się cokolwiek powiedzieć. Nie chciała, żeby ją zostawiał. Nie chciała, żeby przez nią ryzykował bardziej, niż jeszcze przed chwilą. Już sama akcja z chwilowym unieszkodliwieniem osiłków była bardzo ryzykowna. Co, gdyby wtedy któryś zmienił ten biały szum na każdy kolor? Oboje zostaliby pewnie skatowani. Denerwowała się, a w takim stanie na pewno nie zaśnie. Gdyby miała siłę, to pobiegłaby za Levim, ale wolała nawet nie ryzykować wstawania. Czuła się paskudnie, więc tylko co chwilę patrzyła w kierunku, w którym prawdopodobnie zniknął chłopak i nerwowo wyczekiwała, aż znowu się pojawi. Bo musiał się pojawić, nie mógł jej tu zostawić. Gówno prawda, mógł ją tu zostawić i nie wrócić, bo zamiast niej zgarną jego. Czuła jak jej żołądek zawiązuje się ze stresu w supeł. Cholera, czemu go nie złapała i nie zmusiła, żeby z nią został? Nerwowo przeczesała włosy ręką.
Kiedy pojawił się przed nią odetchnęła z ulgą, że żyje, jednak to, jak wyglądał nie dało jej się rozluźnić.
- To chyba ja powinnam o to pytać, jesteś cały we krwi... - Patrzyła na niego zmartwiona, nie bardzo wiedząc co ma robić. Od dawna o nikogo się nie martwiła, a teraz nagle zaczął ją obchodzić ktoś, kogo praktycznie nie zna. Nie wiedziała, co się z nią dzieje, czemu jej zależy na tym, żeby Levi był cały i zdrowy. Mogłaby to zrzucić na wyczerpanie, ale w Lidze często była w podobnym stanie i nic takiego się nie działo. Była wykończona nadmiarem szalonych emocji, skopaniem i podtopieniem przez osiłków, jak i samym nerwowym wyczekiwaniem na powrót kruczowłosego.
_________________



 
 
Pravi Yuriev



19 lat

Żółty




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png systema-male http://i.imgur.com/qSptghe.png

Wysłany: 2017-02-19, 22:16   
   Multikonta: Hope Reyes, MG
[Cytuj]

Silas wykorzystał okazję, którą stworzył jego brat znikając nie wiadomo gdzie. Wyszedł z bazy i skierował się na swoją ulubioną polanę. Szybko zauważył, że ktoś zdążył zająć jego plac zabaw. Przez chwilę się wkurzył, że będzie musiał ich wykurzyć, jednak po chwili zobaczył swojego braciszka, miotającego jakimś kolesiem. Inni kolesie do niego strzelali. A raczej próbowali. Lewaj założył na siebie barierę albo odganiał pociski siłą umysłu. Albo jedno i drugie, co by było bez sensu, ale Silas zauważył, że jego bliźniak był w jakimś szale. Może mu drzewka oszczali? Albo gorzej - skrzywdzili któreś z włochatych kulek gunwa.
Pravi już miał się rzucić na pomoc bratu, kiedy ten pozabijał albo w każdym razie dotkliwie skrzywdził intruzów. Mógł tylko wpatrywać się jak brat znika, używając teleporta. Pozostało mu:
a) podążyć za bratem
b) dobić niedobitków.
Cóż bardziej mu się uśmiechało kopnąć w jaja jednego czy drugiego nieprzytomnego. Jednak jak przystało na dobrego braciszka blondyn wybrał opcję a. Biegnąc z prędkością światła szybko znalazł jaskinię. Znał ten teren, więc nie było to trudne. Wszedł do środka i jego oczom ukazało się?
Golusieńki Levi i przywiązana Ceri do skał!!!
Nie no, żart. Nie była przywiązana.
A tak całkiem serio to zapewne gdyby przybył trochę później to pewnie taką scenę by zastał. Ale cóż, musiał iść przez życie bez obrazu gołego Kurczaczka.
A propos... Co ona tu robiła? I czemu wyglądała jak miliony monet... nieszczęść?
-Heeeej...? Co tu się odpierdala? Orgię beze mnie? Zabijanie beze mnie? Co z ciebie za brat? - zapytał z pretensją.
 
 
Levi Yuriev



19

niebieski




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png systema-male http://i.imgur.com/qSptghe.png

Wysłany: 2017-02-25, 23:23   
   Multikonta: Joyce, Joy
[Cytuj]

Nie. Nie zastałby ich golusieńkich, bo po pierwsze, Levi nie wykorzystałby seksualnie rannej i półprzytomnej dziewczyny, wbrew temu jakie dziwne rozkminy miał czasem jego brat. A po drugie, sam czuł się jakby miał zaraz stracić przytomność. Mimo to bardziej niż sobą przejmował się stanem ledwo znanej dziewczyny, która od pierwszego spotkania zawróciła mu w tej jego niewyspanej główce.
Nim odpowiedział dziewczynie, zjawił się jego blond klon ze swoim poczuciem humoru, na które Levi zdecydowanie nie był obecnie w nastroju, więc spiorunował go spojrzeniem, po czym rękawem wytarł krew wciąż spływającą po jego twarzy.
- Musimy się stąd zbierać. - odparł stanowczo. Nie mieli czasu do stracenia, w każdej chwili mogli tu wpaść jacyś łowcy, czy kimkolwiek byli ci ludzi polujący na żółtą. Całe szczęście jednak obecność Praviego otwierała im kilka nowych bramek. Blondyn był w pełni sprawny i mobilny, a dzięki temu mogli liczyć zarówno na jego obronę w razie konieczności, jak i na pomoc w ucieczce.
- Idź po samochód. - poinstruował go, bez słowa wyjaśnienia. To się jednak wydawało najlepszą opcją. Levi nie mógł używać mocy, Pravi nie byłby zbyt delikatny. A nie mogli narazić szatynki na kolejne obrażenia wynikające z nieumiejętnego przeniesienia jej do bazy. - Tylko się pospiesz. - mówił oziębłym i zachrypniętym głosem, nie wyrażającym żadnych emocji.
Oparł się o ścianę jaskini, tuż obok jeszcze nieznajomej i uśmiechnął się blado.
- Zabiorę cię stąd…
_________________

głos

 
 
Ceridwen Murray



21 lat

Kurczaczek




systema-female http://i.imgur.com/qSptghe.png syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2017-02-26, 19:31   
   Multikonta: Lounarie; Annabeth; Mistrz Gry
[Cytuj]

No gołych to ich by raczej nie zastał. Mimo, że coś dziwnego czuła do chłopaka, to od tak by się przy nim nie rozebrała, ani nie dała się rozebrać. Potraktowałaby piorunami, nawet jeśli potem miałaby paść z przemęczenia. Pomijając już to, że prędzej straci przytomność, kiedy spróbuje wykonać jakiś gwałtowniejszy ruch.
- Orgie to dwie jaskinie dalej, a nie tu, pomyliłeś jaskinie. - Wysiliła się na żart. Bo co jej zostało? Była zdana na nich, sama się stąd nie ruszy. Chociaż równie dobrze mogli ją tu zostawić, ktoś i tak ją w końcu namierzy i stąd zabierze. Kto to widział urządzać polowanie na kurczaki? A gdzie ten duch myśliwych, którzy wolą polować na jakąś większą zwierzynę? Chyba wyginął razem z większością dzieciaków w usa. Przysłuchiwała się ich rozmowie, sama nie mając za bardzo siły na cokolwiek poza próbami oddychania tak, żeby ją mniej bolało.
- To chyba nie jest dobry pomysł. Musieli mnie znaleźć po wszczepionym lokalizatorze, innej opcji nie ma. - Owszem, była wdzięczna za pomoc, ale też nie chciała ładować ich w większe bagno. Znaleźli ją, kiedy koczowała w lesie i urządzili prawie idealną zasadzkę, chociaż kilka razy zmieniała kierunek, w którym biegła. Nie widziała innej opcji, skąd mogli o tym wiedzieć, jak nie przez ten przeklęty gadżet z ligi. Nawet jeśli mieli samochód i jakąś kryjówkę, to i tak z lokalizatorem, który miała osoby, które ją goniły szybko by ich znalazły. A skoro blondyn mówił coś o zabijaniu, to uznała, że ktokolwiek ją szukał pewnie nie będzie zbyt zadowolony, kiedy ją ponownie znajdzie i oberwie się wszystkim, którzy będą jej towarzyszyć.
_________________



 
 
Pravi Yuriev



19 lat

Żółty




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png systema-male http://i.imgur.com/qSptghe.png

Wysłany: 2017-02-27, 14:38   
   Multikonta: Hope Reyes, MG
[Cytuj]

No cóż. Ani Levi ani Kurczak nie byliby w stanie odprawić jakiejś orgii. Oboje wyglądali jak po stoczonej bitwie. Albo dobrym seksie... Ale już nie drążył. Odłóżmy jaja na bok.
Faktycznie, blondyn nie byłby za bardzo delikatny. Zapewne chwyciłby Ceri za fraki i nie patyczkując się zarzuciłby ją sobie na plecy i pobiegł do bazy, a tam najpewniej walnąłby ją gdzieś w kąt jak szmatę. Tak, tak zrobiłby Silasek.
On w końcu nie był od myślenia tylko od robienie. Podniósł ręce w poddańczym geście i miał już wycofywać się z jaskini po jakieś autko, kiedy usłyszał słowa dziewczyny. Lokalizator? Odwrócił się na pięcie i wyszczerzył zęby w lekko szaleńczym uśmiechu.
-Lokalizator mówisz? W rączce? Ujebać i po problemie! Nie znajdą. - Wskazał na swoją protezę. -Nooo... To ja idę po autko i jakąś piłę do cięcia kości. - Zaśmiał się i powoli wycofał z jaskini, ignorując wszelkie słowa protestu.
Nie zajęło mu zbyt wiele czasu dobiegnięcie do bazy i zdobycie potrzebnych rzeczy ze szpitala; apteczki, piłki do kości, alkoholu... A! I oczywiście wielkie nożyce ogrodowe.
No przecież na trzeźwo się nie jeździ. Równie błyskawicznie pobiegł do Chatki, zdobył kluczyki i ruszył po terenowe cudeńko. Marusia by mu się nie przydała, tu był potrzebny wóz pancerny z napędem na cztery koła i wysokim podwoziem. I uchwytem na butelkę. Wódka przede wszystkim.
Wychylając kilka sporych łyków popędził na polanę, nie szczędząc prędkości. Niczym szalony rajdowiec popylał po błotnistej mazi z liści, trawy i martwych łowców. Chyba martwych. Zaparkował niedaleko groty Batmana i zabrał to co przywiózł.
-Zakryjcie się dzieci, wchodzi Szalony Doktor! - zawołał, wchodząc do jaskini. Położył obok dwójki kochanków... Ups, jeszcze nie. Na razie "nieznajomych". W każdym razie położył obok nich wszystkie przedmioty. Oprócz nożyc. -Czy mogę przystąpić do operacji? - zapytał szczerząc się i oburącz trzymając owe nożyce do cięcie gałęzi.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Forum zostało otwarte 2016-08-15. Pomysł na nagłówek zaczerpnięty z Shine. Autorem systemu zakładek jest Noritoshi.
Strona wygenerowana w 0,181 sekundy. Zapytań do SQL: 9