Image Map
Bieżące poszukiwania:
- Kira Krios szuka swojej dawnej drużyny z Ligi Dzieci, postacie muszą należeć do grupy Syndykat.
- Shirei Shinoda szuka chętnych graczy do zarządu Syndykatu, którzy mogliby mieć z nim powiązania.
- Lounarie de Coudray szuka chętnych graczy do relacji między postaciami.
- Scarlett Kersey szuka sobie dziewczyny. Grupa to Syndykat.
- Silas Yuriev poszukuje swojej drugiej, męskiej połówki.
-Ceridwen Murray Poszukuje 1 osoby do byłego oddziału 7 z ligi dzieci.
-Gabriel O'Donnell Poszukuje brata/siostry.
-Summer Dawson Poszukuje relacji dla swoich postaci. Zapraszamy członków Syndykatu po zgłoszenia. W miarę chętnych będą dodawane. Więcej tutaj: LINK
Członkowie Pryzmatu nadal mogą brać udział w szkoleniu w CIA. Aby je ukończyć, musicie przystąpić do dwóch różnych zadań. Więcej tutaj

Wszyscy: Nikt nie wie skąd Psionicy wzięli się na świecie i raczej nikogo na tym poziomie to specjalnie nie obchodzi. Wszyscy byli na jednym etapie - zrozumieli, że są równymi wobec siebie potworami, a drążenie tego, czy ktoś zesłał na nich ten omen czy jest to tylko zrządzenie losu jest bezsensowne. Byli tacy sami i jedyne czym się różnili to typ umiejętności. Ale to było nieważne, bo w każdym przypadku, każdy kolor identycznie rujnował swoje normalne dotychczas życie. Każdy musiał się przyzwyczaić do tego, że wszystko było inne, że dysponowali czymś, co jednocześnie było darem jak i utrapieniem. No ale przede wszystkim wielką odpowiedzialnością. Myśleli, że chociaż wiedzą minimalnie na czym stoją. Minęło przecież siedem lat, wiedzieli na co mogą sobie pozwolić a na co nie. Jednak coś, co cały czas się zmienia nie daje większych szans na jakąkolwiek stabilność. Co, jak w pewnym momencie zmutują tak, że wybiją się wzajemnie? Nikt nie ma na to pewności, jednak jedno jest pewne - utracili kontrolę. I wirus zaczyna poważnie mutować po raz pierwszy.

Pandemonium: Bal okazał się być krwawą imprezą, na której nie zabrakło specjalnych pokazów i śmierci kilkorga z członków. Szefowa przybytku zorganizowała bal, aby pokazać Psionikom, że normalne życie jest na wyciągnięcie ręki. Wspaniałe suknie, drogie garnitury, alkohol i jedzenie. To wszystko miało być swoistą obietnicą, że tak będzie wyglądać ich życie, kiedy tylko dojdą do władzy. Nic nie wskazywało na to, aby impreza miała zakończyć się nagłym upadkiem Pandemonium. Niektórzy jednak nie byli po stronie Leliel, jedynie dobrze grając jej sojuszników. Podczas gdy kobieta uwolniła z piwnic hybrydy, aby ponownie sprawdzić oddanie swoich podwładnych, w ścianach budynku zostały umieszczone ładunki wybuchowe. Ewakuowano wszystkich PSI do autobusu na tyły budynku. Pozostało dwadzieścia minut do samego wybuchu, a żadne nie wiedziało dlaczego właściwie wyjeżdżają. Do czasu...
Jeden z członków Pandemonium, powracając z misji został zaatakowany przez grupę zwiadowczą innej grupy. Czy to zwiastuje krwawy koniec PSI?
Podczas trwania balu Liam Carpenter nie był jedyną ofiarą. Zginęła również córka prezydenta, która przecież mogła być cenną zdobyczą w rękach tych, którzy chcieliby rozwalić rząd. Joyce Foley stracił dłoń, ale nawet to nie powstrzymało go przed zadaniem ostatecznego ciosu w samo serce organizacji. Leliel pokazała być może zbyt dużo i przypłaciła za swoje błędy własnym życiem.
Teraz jedynym ratunkiem okazał się być autobus pełen pijanych PSI, który zmierza… Właściwie donikąd.


Pryzmat: Harry Donavan nadal sprawuję władze w Pryzmacie, Henry zaś jest jego zastępcą. W wyniku tego, wielu Psioników zostało wysłanych na obowiązkowe szkolenia w CIA, w celu zwiększenia ich produktywności dla kraju. Niektórzy z nich nie pojechali tam z własnej woli, ale surowe, rygorystyczne zasady są najlepsze do uzyskania pożądanych efektów. Wszyscy mają nadzieję, że w późniejszym czasie staną się oni młodymi agentami, przyszłością tego kraju. A plany te sięgają bardzo daleko - począwszy od stworzenia specjalnej, elitarnej jednostki wojskowej, aż do wysłania siatki szpiegów CIA do innego kraju. Wielu agentów będzie również musiało zostać w Pryzmacie i tam pomóc w podjęciu kolejnych kroków. - Wy, którzy tutaj stoicie. Daliście mi szansę. Obiecuję, że nie zostanie ona zmarnowana - mówi Judith Donavan. Mimo iż kraj jest w kompletnej ruinie, to jakiekolwiek zasady polityczne muszą w nim panować. Wreszcie wejdzie ktoś nowy na miejsce prezydenta Graya i spróbuję poukładać rozsypane przez niego puzzle. Nie było tutaj miejsca na demokratyczne głosowanie, ponieważ nie było innych kandydatów. Gray z niechęcią oddał swoje przywileje, jednak skoro tego wymagało prawo, to ciężko było spodziewać się od niego czegoś innego. Zmiana we władzy jednak została przyspieszona przez parlament po tym, jak usłyszano postulaty Judith Gray. - Nie pozwolę, aby Psionicy żyli w strachu - stwierdziła młoda pani prezydent na jednej z debat, które były puszczane w telewizji jak i na terenie całego Pryzmatu, a nawet w kompleksie akademii CIA. I zrobiła to - skoro obiecała. Obozy, które zostały zbudowane przez prezydenta Graya opustoszały już całkowicie. Mimo swoich dawnych obietnic, mężczyzna pozostawił jeszcze kilka działających obozów. A pani Donavan postanowiła wywlec je na światło dzienne. Wszystkie dzieci z nich, zostaną przeniesione do organizacji zwanej jako Pryzmat, której skala zostanie znacznie powiększona. - Nie wiemy jak mamy dziękować setkom Psioników, którzy zdecydowali się wstąpić w szeregi CIA. Gdy tylko ich służba dobiegnie końca, a zadanie które zostały im przydzielone skończą się, pozwolę im szczęśliwie wrócić do Pryzmatu, gdzie jest ich prawdziwy dom - obiecuje nowa pani Prezydent. - Niech Pryzmat będzie prawdziwą społecznością, gdzie liczą się takie wartości jak szacunek czy lojalność. Od dziś każdy, kto tylko wyrazi chęć udziału w tej społeczności będzie do niej dopuszczony. Musimy przestać izolować się od dzieci, które naprawdę potrzebują naszej pomocy. Nie możemy zostawiać ich na pastwę losu, takie osoby później wybierają drogę przestępczą, co prowadzi do zamieszek i kradzieży. Nie pozwolimy na to! - dodała na kolejnej, innej debacie. - Z tego względu dojdzie do rozbicia organizacji przestępczej, identyfikującej się jako “Łowcy”. Nie będzie już dochodziło do bezpodstawnych aresztowań dzieci, a następnie sprzedaży ich. Członkowie grupy zostaną uniewinnieni za współpracę z moim poprzednikiem, jednakże będą pod stałą kontrolą organów policyjnych, a Psionicy znajdujący się w ich szeregach - przeniesieni do Pryzmatu i wcieleni do armii. Nie będziemy łapać psioników, którzy wolą żyć na wolności. Do kraju wkroczy jednak więcej Sił Specjalnych Psi, którzy będą kontrolowali ich życia, by wiedzieć, czy nie zagrażają bezpieczeństwu obywateli. Owa jednostka nie będzie jednak kojarzona z bólem i cierpieniem. Pod wezwaniem nowego generała, Christophera Flynna, przeobrażą się w żołnierzy, którzy przede wszystkim będą nieśli pokój!- mówi nowa pani prezydent. W pewną grudniową noc do siedziby łowców została wysłana grupa z Pryzmatu. W jej skład wchodził agent specjalny Calum Hedger, jednostka wojskowa połączona z kilkoma agentami CIA jak i oddział składający się z Psionków - Valerie Cadle, Sahir Nailah i Lux Bloomfield. Walka była wyrównana przez większą część czasu, jednak były agent Ligi Dzieci, Sahir Nailah o zdolnościach określanych jako Czerwone, dokonał podpalenia całego kompleksu. Niektórzy z Łowców uratowali się, jednak wielu z nich zginęło w gruzach budynku. Mimo iż Pryzmat proponował im pokojowe rozwiązanie, to zdecydowali się oni na walkę. - Obywatele. Dzisiejszego dnia muszę poinformować was o przykrej sytuacji. Wczoraj w nocy doszło do... Rozbicia grupy przestępczej sygnującej się nazwą "Łowcy". Podczas akcji, nasz kraj poniósł wiele strat. Straciliśmy wielu żołnierzy, którzy oddali życie za bezpieczeństwo i lepszy świat dla Psioników - mówi Judith Gray. Ponadto zdeklarowała się, że umożliwi każdemu agentowi, który nie chce podjąć się służby, szansę na wycofanie. Jednak wciąż namawia do walki o kraj i prawa Psioników. - Ktoś musi zbudować lepszy świat. Wierzę, że będziemy to my - dodaje.

Obecnie mamy luty 2023r.
Odczuwalna temperatura to -19°C, pada śnieg i jest straszny mróz.
Każdy, kto podrzuci komuś z administracji na PW/GG link z odegraniem mutacji czy odkryciem nowych zdolności, otrzyma dodatkowy jeden punkt. Za ciekawsze odegrania (bardziej wpływające na otoczenie, inne postacie) zostaniecie nagrodzeni dwoma punktami. więcej informacji tutaj
Dodaliśmy system notatek! Zachęcamy każdego do stworzenia swojego tematu! Tutaj link!

- Zapraszamy do zabawy w anonimowe wyznania. LINK TUTAJ


Poprzedni temat «» Następny temat
Quid opus est verbis?
Autor Wiadomość
Ceridwen Murray


21 lat

Ceridwen




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2017-01-11, 00:56   Quid opus est verbis?
   Multikonta: Lounarie; Annabeth; Mistrz Gry
[Cytuj]

Kto: Ceridwen Murray&Levi Yuriev
Czas: Okolice października 2022roku, jakieś 2 tygodnie po pierwszym spotkaniu braci Yuriev z Ceri.
Miejsce: Kolorado, lasy niedaleko kryjówki bliźniaków.

Biegła, jakby gonił ją cały zastęp piekielny. Miarowe dudnienie jej wojskowych butów roznosiło się po lesie, odbijając się echem od skał i drzew. Co jakiś czas potykała się o wystające korzenie, czy splątane krzewy, które przy okazji raniły jej odsłonięte dłonie, jednak nieprzerwanie biegła dalej. Nie obchodziło jej nic, musiała jak najszybciej wydostać się z obławy. Ktoś ją znalazł, a ona nie miała najmniejszego zamiaru poddać się bez walki. Spodobało jej się życie na własną rękę i nie zamierzała z niego rezygnować zbyt szybko tylko dlatego, że ktoś ją namierzył. Co jakiś czas śmigała szybciej, jednak nie dało jej to nic poza tym, że w końcu wypadła na jakąś polanę, na której już na nią czekali. Nie miała pojęcia skąd wiedzieli, że akurat wybiegnie w tym, a nie innym miejscu. Może jednak Liga dalej działała, a informacje o jej upadku to był jakiś mało śmieszny żart? Bo jak inaczej mogliby ją namierzyć i odkryć, w którą stronę biegnie, jak nie po tym cholernym lokalizatorze, który miała wszczepiony na karku? Zatrzymała się gwałtownie na środku polany i reagując odruchowo podniosła dłonie, jednak miało to tylko ich zmylić. Zaraz zaczęła przywoływać pioruny, wywołując tym popłoch i dezorientację na tyle dużą, że mogła z prędkością światła przeskoczyć w zarośla i dalej między drzewa, które chociaż trochę ją chroniły przed pociskami. Kilka z nich zdołało ją drasnąć, ale zignorowała ból. Ranami zajmie się później, teraz skupiła się tylko na tym, żeby nie dać się złapać. Biec przed siebie i eliminować niebezpieczeństwa tak szybko jak się tylko pojawiały. Nie odbiegła jednak daleko od polany, ktoś był na tyle inteligentny, że wyciągnął emitor białego szumu i zaraz ustawił go na maksymalną moc i na jej kolor, w efekcie czego potknęła się o wystający korzeń i wyrżnęła boleśnie w ziemię. Sama jednak chwilowo nie odczuwała tego bólu. Był mniej absorbujący niż ten, wywołany białym szumem, przez który zwijała się właśnie z bólu. Zwinęła się w ciasny kłębek, zasłaniając odruchowo uszy, chociaż miała w świadomości to, że to nic nie da. Mogłaby zatykać uszy do woli, a i tak biały szum sprawiłby, że będzie zwijać się z bólu. Ktoś zaciągnął ją z powrotem na polanę, gdzie już czekała reszta żołnierzy. Część z nich zajmowała się rannymi, jak i martwymi towarzyszami. Kilku stanęło nad nią i jakby w odwecie za to, że broniła się przed nimi jedyną bronią, jaką miała, a przy tym zabiła kilku ich przyjaciół, zaczęli kopać bezbronną dziewczynę w tułów. Co z tego, że biały szum sprawiał, że prawie nic z tego nie czuła, oni mogli wyładować swoją frustrację i gniew na niej. Zwinęła się tylko w ciasny kłębek i czekała, aż któryś się znudzi, albo przesadzą z okładaniem jej i po prostu ją zabiją. Krew sączyła jej się już z nosa, jak i z ust i plamiła trawę oraz ziemię pod jej głową. Powoli zaczynała odpływać, obraz przed oczami zaczął jej się zamazywać i wirować. Ktoś dostrzegł, że dziewczyna zaczyna odpływać, co tylko go rozjuszyło jeszcze bardziej. Miała cierpieć, a nie uciekać od bólu w niebyt. Niezbyt delikatnie chwycił ją i zaciągnął w pobliże strumienia. Pochylił się nad nią i chwytając za włosy gwałtownie wsadził jej głowę pod wodę, chcąc ją orzeźwić. Doskonale wiedział, kiedy ją wyciągać ze strumienia, żeby złapała oddech i zbyt szybko nie wykitowała. Lodowata woda wyrwała ją z objęć ciemności, w którą powoli spadała. Kiedy w końcu skończyli ją cucić wyszarpnęli ją na brzeg, gdzie mogła znowu zwinąć się w kłębek. W końcu biały szum dalej bezlitośnie ciął jej umysł. Znowu nad nią stali i dyskutowali o tym, co z nią dalej zrobić. Nie zachowywali jakoś specjalnie ciszy, skoro nikt im nie wyskoczył z krzaków i nie ruszył na pomoc kurczaczkowi leżącemu u ich stóp, to stwierdzili, że została sama, albo jej "przyjaciele" ją porzucili przy najmniejszej oznace zagrożenia. Chwilowo została nad nią trójka, reszta wracała już do wozów, którymi tu przyjechali, zostawiając zajęcie się ich celem ekipie, która zajęła się ukaraniem Ceridwen za jakże piękny pokaz piorunów.
_________________

Jaskółka siostra burzy, żałoba fruwająca
Ponad głowami ludzi, w których się troska błąka
Jaskółka znak podniebny jak symbol nieuchwytna
Jaskółka błyskawica w kościele obumarłym
NOTATNIK
RELACJE
GŁOS
UBIÓR

 
 
Levi Yuriev


19

niebieski




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png systema-male http://i.imgur.com/qSptghe.png

Wysłany: 2017-01-13, 16:35   
   Multikonta: Joyce, MG
[Cytuj]

Wyszedł, bez słowa, unikając spotkania z kimkolwiek. On też potrzebował czasem chwili tylko i wyłącznie dla siebie. To co działo się ostatnimi czasy było istnym szaleństwem. Perfekcyjnie zorganizowany Levi stał się niewielkim kłębkiem chaosu. Od ponad tygodnia chodził zamyślony, potykał się o własne nogi i gdyby mógł, nie wychodziłby ze swojego pokoju lub wręcz przeciwnie spędzałby każdą możliwą chwilę na powierzchni. Znaczenie mniej sypiał, lecz nie wydawał się być bardziej zmęczony niż zazwyczaj. Zaniedbywał obowiązki, a w odpowiedzi na jakiekolwiek pytania, zamykał się w swym umyśle. Jego myśli były pochłonięte czymś innym, a raczej kimś…
Im bardziej jego zachowanie było niezrozumiałe, tym rzadziej Silas pozostawiał go samego, bez nadzoru. Nagle role się odwróciły, Żółty musiał pobawić się w tego starszego, tego bardziej odpowiedzialnego brata. Nikt, zupełnie nikt nie mógł dotrzeć do Niebieskiego, który zaczął znikać na całe dnie.
Było jednak coś, czego nawet sam Levi o sobie nie wiedział, a raczej nie dopuszczał do swojej świadomości. Miłość, pożądanie czy kobiety były raczej tematami, w które starał się nie wnikać. Skrywał w głębi duszy swoją naturę romantyka i wszystko byłoby w porządku, ale…
To jedno spotkanie. Ta jedna chwila… Tyle wystarczyło, by dziewczyna zawróciła mu w głowie. Spychane na bok nieznane uczucia, nie pozwalały mu się na niczym skupić. Rozmyślał więc o tym, żałując, że nie posłuchał głosu serca i pozwolił jej odejść. Niepozwalająca się zaspokoić dziecięca ciekawość pragnęła ponownego spotkania z nieznajomą. To wszystko było tak nowe i tak dziwne, że chłopak nie potrafił zrozumieć tego, co się wydarzyło w tym lesie.
Wielokrotnie wracał w to miejsce, gdzie się rozstali, po dziewczynie jednak już nie było śladu. Błąkał się więc po okolicy i niczym osiemnastowieczny romantyk kontemplował nad tematami mocno filozoficznymi.

Teleportował się z miejsca na miejsce, przy okazji sprawdzając teren. Wokół Pikes Peak rozmieszczonych było kilka starych wieżyczek należących do myśliwych i leśników, a przynajmniej na takie wyglądały. Kamery poukrywane na całym obszarze monitorowały okolicę, lecz wiele martwych punktów wymagało sprawdzenia osobiście. Nie kręciło się tu zbyt wiele ludzi, dlatego patrole często odbywały się zaledwie co kilka dni.
Pogoda była idealna na jesienne, nocne spacery. Czyste niebo i rześkie powietrze… Co? Bezchmurne niebo przecinały pioruny, które z trzaskiem lądowały na ziemi. Levi bardzo dobrze wiedział, że nie jest to niezwykłe zjawisko atmosferyczne. Wychował się z żółtym, znał to aż za dobrze. Przekonany o obecności swego brata, teleportował się bliżej ludzkiego piorunochronu. Przezornie zachował bezpieczną odległość, a drzewa ukryły jego obecność.
Reflektory samochodów terenowych oświetlały polanę, dobiegały go donośne głosy mężczyzn, którzy chyba nie spodziewali się czyjejkolwiek obecności. Wszystko wydawało się być mocno podejrzane. Wtedy jeszcze Systema działała w ukryciu, mało kto świadomy był położenia ich siedziby, a bracia dbali by tak pozostało.
Levi po dokładnym przeanalizowaniu sytuacji, uznał że rozsądniejszym zachowaniem będzie nie wychylanie się. Obserwował całe zajście, próbując zapamiętać jak najwięcej szczegółów, by móc namierzyć później nieproszonych gości i czekając aż odjadą. Kątem oka dostrzegł również katowanego psionika, ale nie mógł nic zrobić. Organizacja była ważniejsza, a utrzymanie tego miejsca w sekrecie, było priorytetem.
Bezszelestnie unosząc się między koronami drzew, badał wzrokiem otoczenie. Chłopak, który wyznawał zasadę by spodziewać się niespodziewanego; tego się nie spodziewał.
Kurczaczek… Minęła chwila nim zdołał ją rozpoznać, ale teraz był tego pewien…
Znów dał się ponieść emocjom…
Stanął na skraju lasu i wytworzył wokół dziewczyny pole, które chroniło ją przed ciosami oprawców. Zdezorientowanym gorylom dość szybko udało się odszukać chłopaka, który nawet nie ukrywał swojej obecności. Stał tam, pewny siebie, być może zbyt pewny. Na pierwszy rzut oka wyglądał jakby nie zamierzał się bronić. Determinacja na twarzy, czekał. Czekał by odeszli od Ceri, a wtedy ich zaatakuje.
_________________

głos

 
 
Ceridwen Murray


21 lat

Ceridwen




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2017-01-13, 18:22   
   Multikonta: Lounarie; Annabeth; Mistrz Gry
[Cytuj]

Jej organizm sam starał się ją utrzymać przy życiu. Płuca łapczywie łapały powietrze, którego jeszcze przed chwilą zaczynało jej brakować. Ona sama nie starała się nawet utrzymywać świadomości, jednak odlot w powoli otulającą ciemność nie był jej na razie dany. Zwijała się na trawie, w dużej części przemoczona przymusową kąpielą w strumieniu. Nie czuła piasku przylepiającego się do jej mokrego policzka. Nie czuła kolejnych kopniaków, które zostały w pewnym momencie zablokowane przez tarczę Leviego. Ból ze skoncentrowanego na niej Białego Szumu powoli wyciskał z niej łzy bólu i chęć zakończenia tego wszystkiego chociażby śmiercią, byleby tylko ten ból się skończył. Byle te minuty wydłużające się w godziny w końcu wypuściły ją z tego błędnego koła. Chłód kąsający jej ciało nie dawał jej jednak ze spokojem odlecieć i chociaż na chwilę ulżyć w jej cierpieniu. Zwinęła się w tak ciasny kłębek, że gdyby mogła spojrzeć na siebie w tej chwili z boku, zdziwiłaby się, że tak potrafi.
W tym czasie mężczyźni, kiedy tylko zorientowali się, że ktoś przeszkadza im w katowaniu Ceridwen, zaczęli rozglądać się za psionikiem, który im to uniemożliwił. Szybko go namierzyli i niewiele myśląc ruszyli w jego kierunku porzucając zmaltretowaną zabawkę, na rzecz prawdopodobnie, w ich myśleniu, nowego celu. Od razu wycelowali w niego broń. Nie wzięli pod uwagę, że może się bronić. Nie połączyli faktów, że jest niebieski i może z łatwością zatrzymać kule, które by próbowały go dosięgnąć.
_________________

Jaskółka siostra burzy, żałoba fruwająca
Ponad głowami ludzi, w których się troska błąka
Jaskółka znak podniebny jak symbol nieuchwytna
Jaskółka błyskawica w kościele obumarłym
NOTATNIK
RELACJE
GŁOS
UBIÓR

 
 
Levi Yuriev


19

niebieski




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png systema-male http://i.imgur.com/qSptghe.png

Wysłany: 2017-01-22, 09:56   
   Multikonta: Joyce, MG
[Cytuj]

Tak też się stało. Levi bez najmniejszego problemu zatrzymał pociski, które leciały w jego stronę. Zmienił trajektorie ich lotu i pchnął ku oprawcom biednego żółtego kurczaczka. Pociski może nie zabiły ich wszystkich, ale z pewnością część z nich dotarła zamierzonego celu.
Nie mężczyźni byli problemem, który uniemożliwiał dziewczynie poruszanie się czy nawet myślenie. Bez zastanowienia rozwalił radyjko, które źródłem białego szumu było. Gdy tylko je zlokalizował, sprawił że roztrzaskało się w drobny mak. Po chwili żółta mogła poczuć wręcz natychmiastową ulgę.
Nie mógł co prawda w tym momencie nic poradzić na obrażenia, które otrzymała, a z pewnością były one nie małe. Levi dalej trzymał ją pod osłoną swojej telekinetycznej bariery i korzystając z dezorientacji rannych goryli podbiegł do niej i przykucnął obok.
- Hej. Słyszysz mnie? - szepnął i pogładził, a raczej poklepał delikatnie po policzku. Na moment zrobił w polu otwór, przez który mógł przełożyć rękę.
- Kurczaczku… - zawołał, lecz nadal takim półgłosem by osiłki, którzy oddalili się trochę od swojej żółtej ofiary, nie zauważyli że coś jest nie tak. O ile jeszcze żaden z ranionych przez niebieskiego mężczyzn nie wezwał pomocy.
Chłopak był nieco rozproszony, próbował skupiać się na otoczeniu, jednak coś mu nie dawało spokoju. Przez to z pewnością mógłby zostać łatwym celem.
_________________

głos

 
 
Ceridwen Murray


21 lat

Ceridwen




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2017-01-22, 17:35   
   Multikonta: Lounarie; Annabeth; Mistrz Gry
[Cytuj]

Pociski, które odepchnął Levi szybko unieszkodliwiły na chwilę przeciwników. Cała trójka była zdezorientowana i poraniona. W tym czasie Ceri poczuła nagłą ulgę. Szum się skończył, co prawda w głowie dalej ją łupało, ale już nie na taką skalę, na jaką to było, kiedy szum był włączony. Nie wiedziała, co się stało, ale póki co nawet jej to nie obchodziło. Przynajmniej dopóki biały szum był wyłączony. Musiała dojść do siebie i pozbierać się na tyle, żeby uciec. Trochę rozluźniła kłębek, w który się zwinęła. Starała się unormować oddech i w myślach wyliczyć sobie miejsca, na które musi uważać, jeśli zdecyduje się wstać, kiedy poczuła rękę na policzku i usłyszała, że ktoś coś do niej mówi. Ten głos majaczył jej gdzieś w pamięci, więc przesunęła trochę głowę, otworzyła lekko załzawione z bólu oczy i wlepiła zielone spojrzenie w Leviego. Znowu na jego widok emocje jej się rozszalały w nieznany jej sposób, a serce zaczęło walić jak oszalałe. Gdyby nie ból, to pewnie nawet jej oczy, niezależnie od niej, przybrałyby maślany wyraz na jego widok. Sama nie wiedziała, co się z nią znowu dzieje, co to za szalone odczucia na sam widok twarzy osoby, którą widzi drugi raz w życiu.
- Słyszę. Nie nazywaj mnie Kurczaczkiem... - Zdobyła się na ledwo słyszalne wychrypienie tych słów. Jedną ręką objęła się za żebra, które w tej chwili bolały ją chyba najmocniej. Drugą nagle powoli wyciągnęła obok Leviego, celując trochę w górę. Mógł poczuć niewielkie wyładowania elektryczne, a zaraz poleciała z jej ręki błyskawica. Jeden z trójki osiłków miał na tyle małe rany, że próbował zakraść się do Leviego od tyłu, żeby go ogłuszyć. Unieszkodliwiła go na chwilę, bo jeszcze nigdy jej się nie zdarzyło, żeby piorun z ręki kogokolwiek zabił. A tylko na taki miała jeszcze resztki sił. Zaraz po tym ręka opadła jej trochę bezwładnie na ziemię. Przeklinała siebie w myślach, że pozwoliła, żeby doszło do takiej sytuacji. Było znaleźć jednak jakiegoś zielonego, żeby jej ten przeklęty lokalizator wyłuskał z karku, wtedy nie leżałaby tutaj bez sił, bezbronna w każdym calu. Samo mówienie było dla niej męczące. Oddychała płytko, chcąc oszczędzić sobie bólu, który nasilał się przy każdym głębszym oddechu i starała się, niezbyt skutecznie, jakoś zatrzymać wirujący jej przed oczami świat. Przymknęła na chwilę oczy. Była wdzięczna Leviemu, że próbował jej pomóc, ale nie chciała mu robić problemów zwalając mu się ranna na głowę. Nie wiedziała, że miał całe zaplecze medyczne pod sobą, oraz świetnie zaopatrzoną bazę. Nawet jeśli korciło ją, żeby lepiej go poznać i rozwikłać zagadkę szalejących emocji, to raczej nie będzie się narzucać.
- Zaraz pewnie się ocknie. Pomóż mi wstać i zwiewajmy stąd.- Znowu ochrypły szept, już trochę lepiej słyszalny. Co prawda nie była pewna, czy da radę w ogóle ustać na nogach, ale uparła się, że chociaż spróbuje. nawet jeśli co chwilę kręci jej się w głowie i praktycznie wszystko ją boli.
_________________

Jaskółka siostra burzy, żałoba fruwająca
Ponad głowami ludzi, w których się troska błąka
Jaskółka znak podniebny jak symbol nieuchwytna
Jaskółka błyskawica w kościele obumarłym
NOTATNIK
RELACJE
GŁOS
UBIÓR

 
 
Levi Yuriev


19

niebieski




syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png systema-male http://i.imgur.com/qSptghe.png

Wysłany: 2017-01-23, 09:07   
   Multikonta: Joyce, MG
[Cytuj]

Gdy zorientował się, że jest przytomna, a co więcej jest w stanie mu odpowiedzieć, na jego twarzy zagościł grymas przypominający uśmiech. Tak szeroki i maślany, że prawie nigdy nie spotykany u ciemnowłosego. Nie zorientował się nawet, że ktoś próbuje go zaatakować i gdyby nie czujność dziewczyny, z pewnością i on zostałby ranny. Odwrócił się szybko w kierunku, w którym posłała błyskawicę i wkurzony cisnął mężczyzną o pobliskie drzewo, kupując im więcej czasu na ucieczkę.
W głębi duszy chciał ją zabrać i uciekać jak najdalej, wiedział jednak, że nie może zostawić tutaj bezpańskich goryli, którzy z całą pewnością zaczną przeczesywać teren w poszukiwaniu zaginionej ofiary. Musiał się ich pozbyć albo przynajmniej ściągnąć tu swoich ludzi, którzy zajmą się problemem.
Levi za priorytet uznał jednak ratowanie Kurczaczka. Pole, którym ją otoczył zniknęło, a chłopak ignorując jej ewentualne protesty, wziął ją na ręce jak księżniczkę. Przycisnął mocniej do swojej piersi, dzięki czemu mógł być pewien obecności jej funkcji życiowych i nie zważając na osiłków, którzy wciąż nieprzytomni leżeli na trawie, wbiegł z dziewczyną na rękach do lasu.
- W coś ty się znowu wpakowała… - rzucił jakby sam do siebie, cały czas biegnąc. Mówił jakby ją znał, a przecież do tej pory spotkali się zaledwie raz, a wtedy nie był w stanie wykrzesać z siebie nawet jednego składnego zdania.
Niebieski znał ten teren doskonale, najbliższą tymczasową kryjówką okazała się stara jaskinia ukryta wśród drzew.
- Poczekaj tutaj na mnie. - odparł układając dziewczynę w samym jej środku. Oparł ją o ścianę, przykucną obok i uśmiechnął się najcieplej jak potrafił. - Nie ruszaj się… i nie zasypiaj. Zaraz wracam. Zaraz potem rozpłynął się w powietrzu.
Przeteleportował się z powrotem do miejsca, gdzie ją znalazł. Nadużywając swoich mocy załatwił osiłków, którzy dopiero co zorientowali się o całym zajściu z psionikami w rolach głównych. Mężczyźni próbowali z nim walczyć, ale nieźle wkurwiony niebieski, zdejmując z siebie jakiekolwiek ograniczenia, niszczył jednego po drugim. W tym momencie Levi nie był tym typowym spokojnym, lekko znudzonym życiem chłopakiem. Przypominał bardziej ogarniętego maniakalnym szałem Silasa, który to „bawi się” piorunami ze swoimi ofiarami. Krew była wszędzie.
W tamtym momencie nie marnował sił na zbędną obronę, która okazywała się zbędna. Kule wystrzeliwane w jego kierunku chybiały jedna po drugiej. Dostał może z jedną w ramię, której nawet nie poczuł.
Wkrótce było już po wszystkim, a jego dopadały konsekwencje bezmyślnego używania mocy. Krew z nosa strumieniem spływała mu po twarzy.
Wykorzystując już ostatki sił, którymi w tej chwili dysponował, przeteleportował się z powrotem do Kurczaczka i wylądował już na kolanach. Oddychał szybko, walcząc ze zmęczeniem.
- Wszystko w porządku? – spytał, kompletnie ignorując swój stan, znów znalazł się obok niej, chcąc sprawdzić jej rany.
_________________

głos

 
 
Ceridwen Murray


21 lat

Ceridwen




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png

Wysłany: 2017-01-23, 23:55   
   Multikonta: Lounarie; Annabeth; Mistrz Gry
[Cytuj]

Widząc jego uśmiech nie mogła sama się nie uśmiechnąć. Tak jakoś sam jej się pchał na usta, chociaż zwykle w obecności innych chowała się za maską obojętności. Co się z nią przy nim działo? kiedy chciał ją wziąć na ręce nie obyło się bez protestów. Przecież mogła sama iść, nie musiał jej nosić. Co z tego, że kręciło jej się w głowie tak, że sama by pewnie dwóch kroków nie przeszła. Mimo jej burczenia, że sobie poradzi sama, podniósł ją, przez co poczuła, jak żołądek jej się przewraca. Może jednak lepiej, że ją niósł? Nie wiadomo, co by jej ciało stwierdziło, że zrobi, jeśli spróbowałaby w tej chwili ustać sama. Została przyciśnięta do ciepłego torsu chłopaka, więc po prostu się w niego wtuliła układając wygodnie głowę na jego barku.
- Pewnie jak zawsze w jakieś chore bagno. - Odpowiedziała mu, chociaż nie musiała. Przecież praktycznie się nie znali, a rozmawiali tak, jakby było inaczej. Jakby znali się całkiem dobrze. Zostawił ją w jakiejś jaskini i zaraz zniknął, zanim udało jej się cokolwiek powiedzieć. Nie chciała, żeby ją zostawiał. Nie chciała, żeby przez nią ryzykował bardziej, niż jeszcze przed chwilą. Już sama akcja z chwilowym unieszkodliwieniem osiłków była bardzo ryzykowna. Co, gdyby wtedy któryś zmienił ten biały szum na każdy kolor? Oboje zostaliby pewnie skatowani. Denerwowała się, a w takim stanie na pewno nie zaśnie. Gdyby miała siłę, to pobiegłaby za Levim, ale wolała nawet nie ryzykować wstawania. Czuła się paskudnie, więc tylko co chwilę patrzyła w kierunku, w którym prawdopodobnie zniknął chłopak i nerwowo wyczekiwała, aż znowu się pojawi. Bo musiał się pojawić, nie mógł jej tu zostawić. Gówno prawda, mógł ją tu zostawić i nie wrócić, bo zamiast niej zgarną jego. Czuła jak jej żołądek zawiązuje się ze stresu w supeł. Cholera, czemu go nie złapała i nie zmusiła, żeby z nią został? Nerwowo przeczesała włosy ręką.
Kiedy pojawił się przed nią odetchnęła z ulgą, że żyje, jednak to, jak wyglądał nie dało jej się rozluźnić.
- To chyba ja powinnam o to pytać, jesteś cały we krwi... - Patrzyła na niego zmartwiona, nie bardzo wiedząc co ma robić. Od dawna o nikogo się nie martwiła, a teraz nagle zaczął ją obchodzić ktoś, kogo praktycznie nie zna. Nie wiedziała, co się z nią dzieje, czemu jej zależy na tym, żeby Levi był cały i zdrowy. Mogłaby to zrzucić na wyczerpanie, ale w Lidze często była w podobnym stanie i nic takiego się nie działo. Była wykończona nadmiarem szalonych emocji, skopaniem i podtopieniem przez osiłków, jak i samym nerwowym wyczekiwaniem na powrót kruczowłosego.
_________________

Jaskółka siostra burzy, żałoba fruwająca
Ponad głowami ludzi, w których się troska błąka
Jaskółka znak podniebny jak symbol nieuchwytna
Jaskółka błyskawica w kościele obumarłym
NOTATNIK
RELACJE
GŁOS
UBIÓR

 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Forum zostało otwarte 2016-15-08. Właścicielką kodu wysuwanego elementu z boku jest corazon. Autorem systemu zakładek jest Noritoshi.
Strona wygenerowana w 0,127 sekundy. Zapytań do SQL: 9