Image Map
Bieżące poszukiwania:
- Kira Krios szuka swojej dawnej drużyny z Ligi Dzieci, postacie muszą należeć do grupy Syndykat.
- Shirei Shinoda szuka chętnych graczy do zarządu Syndykatu, którzy mogliby mieć z nim powiązania.
- Lounarie de Coudray szuka chętnych graczy do relacji między postaciami.
- Scarlett Kersey szuka sobie dziewczyny. Grupa to Syndykat.
- Silas Yuriev poszukuje swojej drugiej, męskiej połówki.
-Ceridwen Murray Poszukuje 1 osoby do byłego oddziału 7 z ligi dzieci.
-Gabriel O'Donnell Poszukuje brata/siostry.
-Summer Dawson Poszukuje relacji dla swoich postaci. Zapraszamy członków Syndykatu po zgłoszenia. W miarę chętnych będą dodawane. Więcej tutaj: LINK
Członkowie Pryzmatu nadal mogą brać udział w szkoleniu w CIA. Aby je ukończyć, musicie przystąpić do dwóch różnych zadań. Więcej tutaj

Wszyscy: Nikt nie wie skąd Psionicy wzięli się na świecie i raczej nikogo na tym poziomie to specjalnie nie obchodzi. Wszyscy byli na jednym etapie - zrozumieli, że są równymi wobec siebie potworami, a drążenie tego, czy ktoś zesłał na nich ten omen czy jest to tylko zrządzenie losu jest bezsensowne. Byli tacy sami i jedyne czym się różnili to typ umiejętności. Ale to było nieważne, bo w każdym przypadku, każdy kolor identycznie rujnował swoje normalne dotychczas życie. Każdy musiał się przyzwyczaić do tego, że wszystko było inne, że dysponowali czymś, co jednocześnie było darem jak i utrapieniem. No ale przede wszystkim wielką odpowiedzialnością. Myśleli, że chociaż wiedzą minimalnie na czym stoją. Minęło przecież siedem lat, wiedzieli na co mogą sobie pozwolić a na co nie. Jednak coś, co cały czas się zmienia nie daje większych szans na jakąkolwiek stabilność. Co, jak w pewnym momencie zmutują tak, że wybiją się wzajemnie? Nikt nie ma na to pewności, jednak jedno jest pewne - utracili kontrolę. I wirus zaczyna poważnie mutować po raz pierwszy.

Pandemonium: Bal okazał się być krwawą imprezą, na której nie zabrakło specjalnych pokazów i śmierci kilkorga z członków. Szefowa przybytku zorganizowała bal, aby pokazać Psionikom, że normalne życie jest na wyciągnięcie ręki. Wspaniałe suknie, drogie garnitury, alkohol i jedzenie. To wszystko miało być swoistą obietnicą, że tak będzie wyglądać ich życie, kiedy tylko dojdą do władzy. Nic nie wskazywało na to, aby impreza miała zakończyć się nagłym upadkiem Pandemonium. Niektórzy jednak nie byli po stronie Leliel, jedynie dobrze grając jej sojuszników. Podczas gdy kobieta uwolniła z piwnic hybrydy, aby ponownie sprawdzić oddanie swoich podwładnych, w ścianach budynku zostały umieszczone ładunki wybuchowe. Ewakuowano wszystkich PSI do autobusu na tyły budynku. Pozostało dwadzieścia minut do samego wybuchu, a żadne nie wiedziało dlaczego właściwie wyjeżdżają. Do czasu...
Jeden z członków Pandemonium, powracając z misji został zaatakowany przez grupę zwiadowczą innej grupy. Czy to zwiastuje krwawy koniec PSI?
Podczas trwania balu Liam Carpenter nie był jedyną ofiarą. Zginęła również córka prezydenta, która przecież mogła być cenną zdobyczą w rękach tych, którzy chcieliby rozwalić rząd. Joyce Foley stracił dłoń, ale nawet to nie powstrzymało go przed zadaniem ostatecznego ciosu w samo serce organizacji. Leliel pokazała być może zbyt dużo i przypłaciła za swoje błędy własnym życiem.
Teraz jedynym ratunkiem okazał się być autobus pełen pijanych PSI, który zmierza… Właściwie donikąd.


Pryzmat: Harry Donavan nadal sprawuję władze w Pryzmacie, Henry zaś jest jego zastępcą. W wyniku tego, wielu Psioników zostało wysłanych na obowiązkowe szkolenia w CIA, w celu zwiększenia ich produktywności dla kraju. Niektórzy z nich nie pojechali tam z własnej woli, ale surowe, rygorystyczne zasady są najlepsze do uzyskania pożądanych efektów. Wszyscy mają nadzieję, że w późniejszym czasie staną się oni młodymi agentami, przyszłością tego kraju. A plany te sięgają bardzo daleko - począwszy od stworzenia specjalnej, elitarnej jednostki wojskowej, aż do wysłania siatki szpiegów CIA do innego kraju. Wielu agentów będzie również musiało zostać w Pryzmacie i tam pomóc w podjęciu kolejnych kroków. - Wy, którzy tutaj stoicie. Daliście mi szansę. Obiecuję, że nie zostanie ona zmarnowana - mówi Judith Donavan. Mimo iż kraj jest w kompletnej ruinie, to jakiekolwiek zasady polityczne muszą w nim panować. Wreszcie wejdzie ktoś nowy na miejsce prezydenta Graya i spróbuję poukładać rozsypane przez niego puzzle. Nie było tutaj miejsca na demokratyczne głosowanie, ponieważ nie było innych kandydatów. Gray z niechęcią oddał swoje przywileje, jednak skoro tego wymagało prawo, to ciężko było spodziewać się od niego czegoś innego. Zmiana we władzy jednak została przyspieszona przez parlament po tym, jak usłyszano postulaty Judith Gray. - Nie pozwolę, aby Psionicy żyli w strachu - stwierdziła młoda pani prezydent na jednej z debat, które były puszczane w telewizji jak i na terenie całego Pryzmatu, a nawet w kompleksie akademii CIA. I zrobiła to - skoro obiecała. Obozy, które zostały zbudowane przez prezydenta Graya opustoszały już całkowicie. Mimo swoich dawnych obietnic, mężczyzna pozostawił jeszcze kilka działających obozów. A pani Donavan postanowiła wywlec je na światło dzienne. Wszystkie dzieci z nich, zostaną przeniesione do organizacji zwanej jako Pryzmat, której skala zostanie znacznie powiększona. - Nie wiemy jak mamy dziękować setkom Psioników, którzy zdecydowali się wstąpić w szeregi CIA. Gdy tylko ich służba dobiegnie końca, a zadanie które zostały im przydzielone skończą się, pozwolę im szczęśliwie wrócić do Pryzmatu, gdzie jest ich prawdziwy dom - obiecuje nowa pani Prezydent. - Niech Pryzmat będzie prawdziwą społecznością, gdzie liczą się takie wartości jak szacunek czy lojalność. Od dziś każdy, kto tylko wyrazi chęć udziału w tej społeczności będzie do niej dopuszczony. Musimy przestać izolować się od dzieci, które naprawdę potrzebują naszej pomocy. Nie możemy zostawiać ich na pastwę losu, takie osoby później wybierają drogę przestępczą, co prowadzi do zamieszek i kradzieży. Nie pozwolimy na to! - dodała na kolejnej, innej debacie. - Z tego względu dojdzie do rozbicia organizacji przestępczej, identyfikującej się jako “Łowcy”. Nie będzie już dochodziło do bezpodstawnych aresztowań dzieci, a następnie sprzedaży ich. Członkowie grupy zostaną uniewinnieni za współpracę z moim poprzednikiem, jednakże będą pod stałą kontrolą organów policyjnych, a Psionicy znajdujący się w ich szeregach - przeniesieni do Pryzmatu i wcieleni do armii. Nie będziemy łapać psioników, którzy wolą żyć na wolności. Do kraju wkroczy jednak więcej Sił Specjalnych Psi, którzy będą kontrolowali ich życia, by wiedzieć, czy nie zagrażają bezpieczeństwu obywateli. Owa jednostka nie będzie jednak kojarzona z bólem i cierpieniem. Pod wezwaniem nowego generała, Christophera Flynna, przeobrażą się w żołnierzy, którzy przede wszystkim będą nieśli pokój!- mówi nowa pani prezydent. W pewną grudniową noc do siedziby łowców została wysłana grupa z Pryzmatu. W jej skład wchodził agent specjalny Calum Hedger, jednostka wojskowa połączona z kilkoma agentami CIA jak i oddział składający się z Psionków - Valerie Cadle, Sahir Nailah i Lux Bloomfield. Walka była wyrównana przez większą część czasu, jednak były agent Ligi Dzieci, Sahir Nailah o zdolnościach określanych jako Czerwone, dokonał podpalenia całego kompleksu. Niektórzy z Łowców uratowali się, jednak wielu z nich zginęło w gruzach budynku. Mimo iż Pryzmat proponował im pokojowe rozwiązanie, to zdecydowali się oni na walkę. - Obywatele. Dzisiejszego dnia muszę poinformować was o przykrej sytuacji. Wczoraj w nocy doszło do... Rozbicia grupy przestępczej sygnującej się nazwą "Łowcy". Podczas akcji, nasz kraj poniósł wiele strat. Straciliśmy wielu żołnierzy, którzy oddali życie za bezpieczeństwo i lepszy świat dla Psioników - mówi Judith Gray. Ponadto zdeklarowała się, że umożliwi każdemu agentowi, który nie chce podjąć się służby, szansę na wycofanie. Jednak wciąż namawia do walki o kraj i prawa Psioników. - Ktoś musi zbudować lepszy świat. Wierzę, że będziemy to my - dodaje.

Obecnie mamy luty 2023r.
Odczuwalna temperatura to -19°C, pada śnieg i jest straszny mróz.
Każdy, kto podrzuci komuś z administracji na PW/GG link z odegraniem mutacji czy odkryciem nowych zdolności, otrzyma dodatkowy jeden punkt. Za ciekawsze odegrania (bardziej wpływające na otoczenie, inne postacie) zostaniecie nagrodzeni dwoma punktami. więcej informacji tutaj
Dodaliśmy system notatek! Zachęcamy każdego do stworzenia swojego tematu! Tutaj link!

- Zapraszamy do zabawy w anonimowe wyznania. LINK TUTAJ


Poprzedni temat «» Następny temat
Let's begin with an ode to Him.
Autor Wiadomość
Sahir Nailah
Beware of the Dog.


21

Czerwień




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: Dzisiaj 0:49   Let's begin with an ode to Him.
   Multikonta: Śmierć, Shirei, Lucis
[Cytuj]

Kto: Freya Baldwin i Sahir Nailah
Czas: pocztek października 2022r
Miejsce: Pryzmat



Dawno temu przestał sobie wyobrażać moment spotkania po latach. Porzucił Wiarę, wraz z Wiarą umarła i Nadzieja - odeszły pierwsze z tego świata, chociaż ponoć miały odejść ostatnie - snute ongiś wątki wygasły by powrócić z całym impetem do miejsca, które ponoć miało być jego rajem, miejscem uświęconym i wolnym od wszelakich trosk, proponując zadać sobie pytanie: boję się? Czy boję się tego, że bajka, względnie niemożliwa, została rzeczywistością? Przechrzczona na wszelakie możliwe sposoby, obłożona chłostą, w końcu musiała zostać przygotowana odpowiednio dla Królewny i Grzesznika, skoro to o nich (dla nich) była ta opowieść - przepis wcale nie był prosty, należało ostrożnie dobierać składniki, żeby nie posłać zbyt wielu iskier pomiędzy nich i nie podpalić ładunków wybuchowych, które doczepione były do ich brzuchów, skryte pod koszulkami - Allah Akbar i do dzieła, niech się dzieje wola Nieba! W końcu w tym Niebie miało nań czekać całe stado dziewic, kto by nie podchodził do tej powieści optymistycznie..? Odrobinka strachu na początku, dwie tony niedowierzania, miła fascynacja zmianami cielesnymi po obu stronach i srogo sypiące się śmieszki heheszki, żarciki na najwyższym poziomie, które chyba bawiły tylko Freyę, bo biedny Sahir nawet nie wiedział, kiedy należało się śmiać, a kiedy sprawa była śmiertelnie poważna. Słodko-nieporadni w swoich staraniach, by odtworzyć przeszłość na nowo i nadać teraźniejszości wymiar na zapas, by umożliwić samym sobie snucie wizji na przyszłość.
Powoli do niego to dotarło w pełni, po tym, jak dotknął Freyi, jak widział, jak nieporadnie stara się podjąć wyzwanie, które przed nią postawił i jak ze swoim stylem stara się mu dopiec, a przez które to starania oboje skończyli na podłodze, kiedy stał pod prysznicem, pozwalając, by woda ściągała z niego obrzydliwą wizję tańczącego Donavana i rozluźniała mięśnie po treningu - szum, jednostajny, normował, wygładzał wszystko co postrzępione, ułatwiając na poukładanie porozrzucanych w biurze myśli kartek - wydawały się poukładane, ale kiedy wyszedł z sali treningowej wysunęły się bez uprzedzenia z szuflad i wyfrunęły w powietrze, wirując dookoła, nim opadły na ziemię, zmuszając go, by pochylił się nad każdą jedną - pojedyncze zdjęcia, urywki kartek z pamiętnika, urwane zapiski z dawno wypowiedzianych słów i tych, które dopiero były do wypowiedzenia. To wszystko go otrzeźwiało. Budziło go z dziury, do której wpadł, wsuwając do jego umysłu istotne zastanowienie: kim jestem..?
Wtedy byłem taki duży, dzisiaj jestem mały
Płoną na stosach wszystkie moje ideały
Co ubłagać miały los, ale go nie powstrzymały
Co trwać miały jak skały, lecz się porozsypywały
A ja nie wiem jak zetrzeć twoje diamentowe łzy
Rzucam ochłapy marzeń niech się szarpią o nie psy
Niech warczą i szczerzą kły, nie starczą im twoje sny
Na górze fiołki na dole my
Obcy w tłumie, defiluje z nurtem rzeki
Widzę tamto lato z pod opadłej powieki
Wiem, minęły wieki i nic już nie jest pewne
Pamiętam tylko, że pachniało drewnem...

Tamto lato, ciepłe, opalone złocistym słońcem, którego promienie wciąż wyraźnie odczuwał na policzkach, chociaż na jego twarz sunęły właśnie strugi wody i jedyne światło stanowiła rozpalona nad zlewem lampka, pod którą powinno znajdować się lustro, lecz tutaj ostał się tylko ślad na jasnej ścianie, który był dowodem na to, że jeszcze kiedyś lustro wisieć tutaj musiało - i czuł w powietrzu zapach kurzu uli, słyszał wyraźnie krzyki dzieciaków grających w koszykówkę, ganiających się na boisku, czuł woń pieczonych babeczek i jabłkowego soku... To było piękne i cenne lato, któremu zabrakło czegoś piękniejszego, co zyskał tego dnia - woni szamponu, mydła i złotego ciepła miękkich pasm włosów odcinających widok na świat poza szaro-niebieskimi oczami. Przyjaciółka z dzieciństwa. Przyjaciółka z dziś? Czemu jej wtedy nie było? Jak przetrwała PSI? Co się z nią działo? Pytania rodziły się wraz z kolejnymi momentami wody, która szczelnie opływała jego mięśnie i blizny, którymi był poznaczony - wyglądała tak dobrze i niewinnie, miała te piękne oczy kogoś, kto nie poznał zła, kto... nie doświadczył krwi, nie znał jej smaku, zapachu i barwy. Wyglądała, jakby dobrze jej się wiodło. Jakby była szczęśliwa. Czarnowłosy zakręcił korek i wyszedł spod prysznica, sięgając po zawieszony ręcznik - wytarł się porządnie i ubrał w prosty, czarny t-shirt i czarne jeansy nim wyszedł z pustego pokoju, zamykając za sobą drzwi. Jeszcze zdarzało mu się gubić w tym miejscu, wszystko przez to, że chodził jak lunatyk, w jakimś pół śnie i zanim dobrze się zorientował, gdzie jest, nogi niosły go w nieodpowiednim kierunku, parędziesiąt metrów dalej, paręnaście metrów bardziej w lewo - nie miało to żadnego wielkiego znaczenia, po raz pierwszy w życiu donikąd się nie śpieszył, nie czuł żadnej presji, nie odczuwał żadnego zagrożenia, obcy temu miejscu i obcy samemu sobie - nie bardzo rozumiał, co się z nim działo, ale nie zastanawiał się nad tym - chociaż wszystko było obce i zupełni pomieszane, to jakimś cudem układało się w naturalną rzeczywistość w jego głowie: tak miało być, oto więc było, nie ma nad czym przecież dyskutować, tak..? Tym razem jednak miał się nad czym zastanawiać - to jednak wcale nie sprzyjało skupieniu na tym, dokąd właściwie się wybiera... Pobłądził nieco, zanim znalazł stołówkę, by tam coś zjeść, potem pobłądził jeszcze bardziej, szukając pokoju, w którym Freya mieszkała i w którym chciała się spotkać, w końcu jednak znalazł odpowiednie drzwi i zatrzymał przed nimi. Widzicie to? Chłopak, czternastoletni, w powyciąganym t-shircie, za dużym przynajmniej o dwa rozmiary, w rozpadających się trampkach, młody-gniewny, o dzikich ślepiach nieposkromionego wilka, który wszystkich mierzył tą samą miarą - worki z krwią, których gardziele łatwo rozszarpać ostrymi kłami i tylko przy tej jednej Królewnie mieszkającej w najwyższej komnacie w najwyższej wieży te czarne ślepia przestawały być tak szalenie ostre. Widzicie to? Dwudziestoletni mężczyzna o mętnych oczach bez wyrazu, w porządnych butach, spodniach, dopasowanym t-shircie, który podkreślał jego mięśnie, stojący przed całkowicie normalnymi drzwiami pokoju jednego z potworów, które określili kolorem Pomarańczowym. Co tam się dzieje po drugiej stronie..? Jaka bajka zostanie dziś opowiedziana..?
Czarnowłosy zapukał knykciem w drzwi - tak kulturalnie, ha! Cóż, wieczór go w tych poszukiwaniach zastał (wieczór w pojęciu jesieni był bardzo względnym pojęciem, gdy dnie stawały się coraz krótsze), ale buziak na policzku, którego dotyk wciąż odczuwał, ongiś denerwujący, dziś słodki, starannie zachęcał, by szukał dalej. W końcu mu się to udało.
_________________
Why should I apologize for beeing Monster?
Did anyone apologized for turning me into one?
 
 
Freya Baldwin
Królewna


19 lat

Pomarańczowa




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: Dzisiaj 3:03   
   Multikonta: Jake, Gigi
[Cytuj]

No dobra, to trzeba było się chociaż trochę do tego przygotować.
O prowiant Freya nie zadbała jakoś szczególnie - stanęło (hehe) na paczce kruchych ciasteczek z kawałkami czekolady (jej ulubionych), kartonie soku jabłkowego (jej ulubionego) i migdałach… Bo akurat miała w pokoju paczkę migdałów, więc czemu nie? Sahir był w końcu tak wysportowany, że, cholera wie, może nie jadał słodyczy? No a migdały chyba klasyfikowały się jako “fit” przekąska, nie? Taką przynajmniej miała nadzieję, nie chciała, żeby jedynie patrzył, jak sama chrupała ciasteczka, nie mając w tym czasie niczego odpowiedniego do przekąszenia. Chociaż miała nadzieję, że jednak też lubił ciasteczka… O jakieś wyszukane podanie tego wszystkiego też raczej specjalnie nie dbała, nie bawiła się w wykładanie wszystkiego na talerzyki, czy miseczki - zdobyła jedynie dwie szklanki na sok, no bo w końcu to nie był chyba jeszcze ten etap znajomości na picie z jednego kartonu.
Poza jedzeniem, wypadałoby też trochę posprzątać. No… Freya nie była jakąś szczególną pedantką. Delikatnie mówiąc. Znaczy, nie żeby po podłodze jej pokoju walały się nie wiadomo jakie ilości śmieci, czy ubrań, prawdę mówiąc śmieci tam w ogóle nie było, nie licząc kilku zgniecionych kartek, które, które kiedyś wisiały na ścianie, w namalowanych nad łóżkiem, pustych obecnie ramkach, a teraz wylądowały w koszu przy drzwiach i kilku sztuk ubrań, które freya pospiesznie wrzuciła gdzieś do szafy. Generalnie rzecz ujmując, w pokoju wciąż panował, powiedzmy, artystyczny nieład, ale to tylko na pierwszy rzut oka, jak już człowiek przywykł, to wrażenie, że jest tu bałagan, mijało. No, po prostu było dość chaotycznie. Co nie zmienia faktu, że zazwyczaj ludzie, poznając Freyę, spodziewali się po niej jakiegoś minimum perfekcji w dbaniu o porządek, jak na typową panienkę z dobrego domu przystało. Ech, prawda jest taka, że takie panienki miały zazwyczaj kogoś, kto tak prowizoryczne rzeczy, jak sprzątanie załatwiał za nie. A że w Pryzmacie takiej możliwości nie było, to niestety, przynajmniej w jej przypadku, niosło to za sobą konsekwencje w postaci zwiększonej tolerancji na bałagan i znacznym zmniejszeniu wymagań, co do tego, co określało się mianem porządku.
No, ale skoro to miała już z głowy, to mogła zająć się najważniejszym elementem - sobą.
Pospiesznie podreptała do łazienki - prysznic był niezbędny, po tych “wyczerpujących” ćwiczeniach i przytulaskach ze spoconym Sahirem, zdecydowanie nie czuła się zbyt świeżo, więc wypadałby chociaż na szybko się umyć. Uwijając się zdecydowanie szybko, jak na swoje standardy, po jakiś dziesięciu minutach była już poza brodzikiem i wycierała się w jeden z ręczników, który akurat miała pod ręką.
Wracając do pokoju, darowała sobie owijanie się w cokolwiek - w końcu skoro mieszkała sama, to miała pełne prawo popierdalać sobie nago, nie? Stanęła przed szafą, no i się zaczęło… O ile nie miała jakiegoś szczególnego zamiłowania do kosmetyków, w zasadzie prawie wcale się nie malowała, a już na pewno nie robiła żadnej tapety na co dzień, o tyle, jeśli chodzi o ubrania, była typową kobietą. Czytaj, wiecznie niezdecydowaną i niemającą w co się ubrać. Zwłaszcza, kiedy chodziło o strój na jakąkolwiek “okazję”, nawet tak banalną.
Przebrała się przynajmniej z pięć razy, ciągle niezadowolona z efektu, jaki widziała w lustrze. Początkowo rozważała nawet założenie jakiejś sukienki, wiecie, żeby wyglądać tak godnie i kobieco, bla bla bla… Na szczęście dość szybko się ogarnęła, lol w końcu to nie żadna randka, czy cokolwiek w ten deseń, ot - zwykłe, koleżeńskie spotkanie, nie było po co się stroić. Zwłaszcza, że i tak się już dzisiaj widzieli. Chociaż, no… Z drugiej strony, Freya zapewne nigdy nie przyzna się do tego głośno, chciała poczuć się ładna w oczach Sahira… Taka dziwna, niespodziewana chęć. Właśnie stąd te wszystkie sukienki, ba, przez moment nawet przeszło jej przez myśl, żeby się pomalować, chociaż ten plan porzuciła szybko, mając gdzieś z tyłu głowy świadomość, że tylko się tym wygłupi. Tak samo jak jak jakąś kokieteryjną sukieneczką. Aaaaaa, naprawdę czuła się jak jakaś gówniara przed randką, a nie całkiem dorosła kobieta przed spotkaniem z kolegą. Nie chcąc więc wypaść śmiesznie, koniec końców odpuściła pomysł strojenia się i założyła dość standardowy zestaw - czarne rurki z dziurami na kolanach i prosty, szary t-shirt z dekoltem w serek.
No, idealnie.
Zdążyła jeszcze tylko psiknąć się swoimi ulubionymi, kwiatowo-owocowymi perfumami i mniej więcej wtedy usłyszała pukanie.
Pospiesznie pognała do drzwi, mając nadzieję, że to faktycznie Sahir, a nie ktoś inny. No, nie zawiodła się. Powitała go ciepłym uśmiechem, zachęcającym gestem wpuszczając do środka.
- Rozgość się - powiedziała, zamykając za nim drzwi i wskazując na łóżko i ewentualnie stojący obok fotel. Dopiero po chwili uświadomiła sobie, że nawet się nie przywitała. - No i witaj, tak w ogóle - dodała szybko, zaskakująco nerwowym jak na nią tonem.
Oj, z jakiegoś powodu była aż nadmiernie przejęta tym całym spotkaniem.
_________________

x
 
 
Sahir Nailah
Beware of the Dog.


21

Czerwień




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: Dzisiaj 3:37   
   Multikonta: Śmierć, Shirei, Lucis
[Cytuj]

Wieki, wieki, minęły już całe wieki, całe eony przeleciały im przed nosem, niepewne życie wśród róż, nieznanie burz, tamtego lata, a tamtym boiska, łatwo było zapomnieć, złożyć nadzieję na poduszę, kiedy ten świat był zwykłym bagnem, a tamte spotkania? - tamto to już tylko pył i kurz ułożony na t-shircie, w który nikt by się już nie wcisnął, który zżarły już mole albo spalił pożar, który zapłonął pewnego wieczoru w starej kamienicy pośród szarych, ponurych bloków, gdzie nie chciało się zabłądzić po zmroku. Musiały te eony minąć, żeby znowu mogli się spotkać - wtedy, jak w hołdzie dla ironii, gdy ziemia i niebo było ciepłe i wszyscy ściągali z siebie nadmiary materiału, żeby się nie spocić, czując na ciele gorące słońce i opalone powietrze, w którym nawet wiatr był tak wrzący, że nie przynosił ukojenia, a teraz wszyscy narzucali na siebie kolejne warstwy, nie chcąc zmarznąć - wiatr był niezwykle nieprzyjemny, kąsał, nadciągając znad oceanu, na którym kołysała się wyspa, na której postawiono to więzienie, ten... dom.
Drzwi zostały otworzone niemal natychmiast.
Od razu czarne oczy wyłapały te szare, te o wiele jaśniejsze, wielkie jak w tej bajce o Czerwonym Kapturku, w którym dziewczynka pyta babci, dlaczego ma takie wielkie zęby i kły... Niczego wilczego w niej jednak nie było, była raczej tym dumnym kotem, którego trzyma się na kolanach, kiedy pan domu wpatruje się w płomieni kominka, przypatrując się swoim gościom, a których to gości kotka mogła ignorować, przecież miała do tego prawo - podczas gdy jej właściciel był panem tego domu, ona była jego panem i nawet w najbardziej leniwym spojrzeniu drzemała magia, po którą chciało się sięgnąć, chciało się tego czaru zakosztować, ciężko jednak ośmielić się te próby podjąć, kiedy kotka od razu częstowała pazurami, kiedy tylko zbliżyło się do niej dłoń, proponując coś przyjacielskiego - łatwo się zrazić, prawda? Nie płaczcie, dziatki, drobne ranki po pazurkach zabliźnią się, gdy tylko światło zgaśnie, gdy przyłożysz głowę do poduszki - nie będzie śladu, gdy swoje oczy otworzysz, przecież nawet kropelka krwi nie uleciała, po co ta niechęć, po co ta nienawiść..?
Oderwał od twarzy dziewczyny spojrzenie, kiedy cofnęła się i gestem zaprosiła go do środka - samo cofnięcie się było oczywistym zaproszeniem, chociaż w jego przypadku dość ciężko było o oczywistości, na szczęście nie był aż taki głupi by zakładać, że był niemile widziany w miejscu, do którego został zaproszony - z niej przeniósł wzrok na pokój... na ten... artystyczny nieład. Puste ramy, chaos, który prosił się aż o poukładanie, zresztą każda komórka jego ciała od razu posłała do mózgu komendę, by poustawiał wszystko w jednym miejscu, równo, by wzrok przestał tak się mieszać, chorobliwie szukając jakiegoś miejsca bezpiecznego, w którym mógłby utkwić źrenice i nie doznać oczopląsu - przynajmniej wszystko było utrzymane w mniej więcej tej samej intonacji, nie rażąc mnogością barw. Czarnowłosy niepewnie wysunął jedną nogę do przodu, ale w półkroku zamarł sztywno, wychylając się trochę do przodu, by rozejrzeć się uważniej po nowym terenie, po którym dane mu było stąpać - jak pies, doprawdy, od razu bardziej ożywiony i uważny, kiedy stawiało się go w miejscu, którego zapachu nie znał i którego nie pamiętał z zapisanych obrazów swojego umysłu - a tu było co badać, oj taaak... ilość przedmiotów, którymi skutecznie można by było zabić, a które Freya zgromadziła - i to z dala od swojego łóżka! - była zdumiewająca. Dostawił do pierwszej nogi drugą nogę, nachylając się jeszcze bardziej, ale nie przekraczając stopami magicznej linii progu, które rysowały drzwi, wyznaczając granicę pomiędzy jednym światem, a drugim - tym już poznanym, w końcu chodziło o korytarze Pryzmatu, a tym całkowicie nowym. Przed OMNI Freya też tak mieszkała..? Niby irracjonalna myśl, w końcu on też mieszkał całkowicie inaczej, ale jakoś nie porównywałby siebie do niej, no nie wiem dlaczego! To na pewno przez to, że on nie miał problemów z decyzją, w co się ubrać - po prostu się ubierał. Tak, to na pewno przeważający argument w tej sprawie.
Spojrzał na nią, kiedy chciała zamknąć drzwi, niemal zaganiając go do środka i niemal tiptopami, szurając butami po ziemi, lekko zniżając głowę, jakby chował ją między ramionami, wszedł do środka.
Drzwi zostały zamknięte.
Tum Tum TUUUUM..!
KONIEC!
Rozluźnił mięśnie jednak od razu, odrywając od niej znów spojrzenie, kiedy wskazała na łóżko, potem na fotel, by znów zacząć się rozglądać, kompletnie nie wyłapując niuansu jej tonu - to znaczy jasne, w jakiś sposób słyszał różnicę, ale jego mózg nie połączył wątków, że to może być zdenerwowanie - zresztą był trochę za bardzo zaaferowany otoczeniem i próbą znalezienia sobie miejsca. Przynajmniej w końcu w momencie szurania było słuchać jego kroki - paradoksalnie! - bo kiedy już skierował się w stronę fotela znów poruszał się tak cicho, że aż ciężko było uwierzy, że ktoś o takiej wadze mógł stąpać tak cicho, bezszelestnie. Uniósł głowę, zatrzymując się, by jeszcze przebadać sufit i wszystkie wonie w otoczeniu - spokojnie, nie niuchał jak pies, jeszcze tego by brakowało do dopełnienia psiego wizerunku... i w końcu obrócił się i ostrożnie usiadł na brzegu fotela, unosząc wzrok na Freyę i skupiając na niej swoje spojrzenie, niemal jakby na coś czekał. Ale w sumie nie czekał. Tylko że wysyłane przez niego sygnały rzadko bywały trafne, o ile już się w ogóle pojawiały.
_________________
Why should I apologize for beeing Monster?
Did anyone apologized for turning me into one?
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Forum zostało otwarte 2016-15-08. Właścicielką kodu wysuwanego elementu z boku jest corazon. Autorem systemu zakładek jest Noritoshi.
Strona wygenerowana w 0,062 sekundy. Zapytań do SQL: 10