Strona Główna



  • ♣Forum powoli wraca do życia, niedługo zostaną pociągnięte rozgrywki mające na celu zamknięcie niektórych wątków.
    ♣Niedługo powstanie nowa grupa - rząd.
    ♣Niedługo zostanie zmieniony wygląd, do szablonu zostanie dodany nowy skład administracji. Jak na razie z przyjemnych wieści - możemy w nim powitać naszą starą userkę Summer Dawson.
    ♣Zaktualizowany został regulamin rzutów kośćmi.
    ♣Apelujemy o nieco szybsze odpisywanie w tematach - jeżeli ktoś ma podciągnąć fabułę, to jesteście to przede wszystkim wy.
    Obecnie na forum mamy luty, 2023 rok, -5 stopni celsjusza, lekkie opady śniegu.

  • Pryzmat: Nadszedł czas kolejnych zmian. Zniesienie obozów to był zaledwie początek. Prezydent Donovan po miesiącu od zwycięstwa w wyborach, podjęła kolejny spory krok w kierunku uwolnieniu uciśnionych psioników. - Zdecydowałam, że zamykam projekt pryzmat. Psionicy, chociaż mają przewagę z mocami, to jednak dalej dzieci. Nie powinniśmy was wykorzystywać jako ochronę. Dlatego też wysyłam was na osiedle. Będziecie mieli tam zapewnione wszystko, co będzie potrzebne i będziecie mogli tam żyć bez strachu o jutro. - poinformowała ich dalej spokojnym tonem nie przerywając swojego wywodu, nawet jeśli usłyszała okrzyki protestu. Nie zamierzała się ugiąć. Już dosyć krzywdy wyrządzili tym dzieciakom. Starczy tego dobrego, pora im dać trochę wolności i chociaż namiastkę życia, które zostało im brutalnie wyrwane przez epidemię. W związku z powyższym członkowie biorący udział w projekcie, znanym pod nazwą Pryzmat zostali oddelegowani ze służby na zasłużony odpoczynek. Od teraz zamieszkają oni w niewielkim miasteczku położonym niedaleko Denver.


Poprzedni temat «» Następny temat
Przypadkowe spotkanie
Autor Wiadomość
Gabriel O'Donnell


20 lat

yellow submarine




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2017-02-05, 02:29   Przypadkowe spotkanie
   Multikonta: Barry
[Cytuj]

Kto: Evan Reid & Gabriel O'Donnell
Czas: 2017 rok ; końcówka stycznia
Miejsce: Westover, Wirginia Zachodnia


~~~~~~~~~~~

Kolejny dzień, w którym Gab myślał tylko i wyłącznie o złowieniu jakiejś słodyczy, o czym marzył chyba każdy dzieciak, który jeszcze pamiętał piękne, domowe czasy. Minął praktycznie rok od kiedy ostatni raz zajadał się cukierkami, więc nic w tym dziwnego, że wyglądał, jak wygłodniałe dziecko, które dopiero co uciekło z obozu. Można powiedzieć, że sam widok dość wyrośniętego, czternastoletniego chłopaka, w zbyt dużych ciuchach i butach, które miały jeszcze ślady po 'oznaczeniach' ze wspaniałego, rządowego przybytku, w którym zamykali odmieńców. Właśnie z tym określeniem spotykał się jasnowłosy chłopak, który mimowolnie wolał myśleć o swoich rówieśnikach, jak również o sobie jako wyróżnionych genetycznie. Być może nie było to zbyt sprawiedliwe do reszty, która niestety nie doczekała końca 2016, a co dopiero 2017 roku, przynajmniej z tego co słyszał Gabriel. Przepływ informacji był znikomy, choć naprawdę starał się dowiedzieć od czasu do czasu, zastanawiając się przy tym, jak radzą sobie jego rodzice. Nie zaprzątając sobie myśli tak negatywnymi rzeczami, podjął kolejną próbę wyciągnięcia czegoś jadalnego z kolejnego sklepu.
Tradycyjnie, był umówiony z resztą grupy, że spotkają się na tyłach stacji benzynowej, przy której również był zaparkowany ich samochód. Stan w jakim znajdował się pojazd można nazwać opłakanym i nie wiem, czy jakiekolwiek słowo podobne do określenia samochód jest odpowiednim. Wybite szyby po obu stronach pasażerskich, wgnieciona maska i zbite tylne lampy nie dawały świetlanej przyszłości jeśli chodzi o poruszanie się w ciągu dnia.
Tchnięty jakimś dobrym przeczuciem przeszedł się kawałek razem z jednym z kompanów, żeby rozejść się przy drodze prowadzącej do opuszczonego miasteczka. Już z daleka zauważył na wpół świecące, ledowe lampy, które mówiły tylko o jednym, że sklep może mieć na półkach masę różnego rodzaju czekolad! Niemal ślinka mu ciekła na myśl, że uda się znaleźć jakiś nieprzeterminowany drzem! Szybko wszedł do sklepu, nawet nie rozglądając się za sobą. Pewien, że jest sam, ruszył wzdłuż alejek, żeby zaraz dotrzeć do działu ze słodyczami. Widok, który zastał jego oczy został niemal pogwałcony wszelakimi prawami dziecięcej wyobraźni, bo półki były na wpół puste. Reszta, która się utrzymała nawet nie była z tego działu. Rozwścieczony złapał za jedną z opustoszałych regałów i popchnął go. Gabriel robił w swoim dotychczasowym życiu wiele rzeczy, które były po prostu głupie, ale głuchy dźwięk zderzającej się metalowej półki z kafelkową podłogą, był jednym z tych zapierających dech w piersi. Mimo to nie poprzestał na swoich poszukiwaniach, bo przecież czekolada sama się nie znajdzie, a jeśli tak będzie, to będzie bardzo zły znak!
_________________

 
 
Evan Reid



20

pomarańczowy




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png systema-male http://i.imgur.com/qSptghe.png

Wysłany: 2017-02-05, 02:47   
   Multikonta: brak
[Cytuj]

Patrole okolic ich bazy to była tak naprawdę jedyna okazja z której chłopak mógł skorzystać aby wydostać się na zewnątrz. Oczywiście towarzyszyli mu starsi oraz bardziej doświadczeni ludzie. Ciekawym było, że chłopak tyle czasu spędził pod ziemią, a w chwili kiedy wychodził na zewnątrz wydawało mu się, że kompletnie nic się nie zmieniło. Ten sam las, ta sama natura. Pomimo chaosu jaki ogarnął świat, jemu się wydawało, że wszystko tak naprawdę stanęło w miejscu. Nawet jakoś ani razu nie pomyślał o swoich rodzicach. Życie które prowadził kiedyś po prostu zniknęło, musiał przywyknąć do zupełnie nowej rzeczywistości. I dobrze się stało, rodzice jego nie musieli wstydzić się za syna, nie był dla nich ciężarem. Przecież widział jak wiele trudu sprawiało im ukrywanie tego kim jest. Podejrzliwi sąsiedzi, oraz członkowie rodziny nie dawali za wygraną. Do tego stopnia, że w końcu postanowił odejść. Czasami tylko zastanawiał się nad tym jak zareagowała jego matka w chwili kiedy odkryła jego nieobecność. Czy płakała, a może się ucieszyła.
Patrol dobiegał ku końcowi i mieli już właśnie wracać do bazy, kiedy to do ich uszu doszedł jakiś dziwny hałas, jak by ktoś właśnie buszował w opuszczonym sklepie. Wyjątkowo głośny huk, który sugerował jak by coś dużego i metalowego spadło na ziemię. Evan zdębiał przez chwilę, zatrzymał się w miejscu i spojrzał na wejście do sklepu. Nagle okazało się, że to on ma być tym który ma sprawdzić co tam się działo. Nigdy nie był chętny na wykazywanie się, bo czym on mógł tak naprawdę się wykazać... czytanie w myślach było raczej mało przydatną mocą w ewentualnej walce, a przynajmniej tak się jemu wydawało. Mimo wszystko wziął głęboki wdech i wszedł do sklepu rozglądając się uważnie po jego wnętrzu. W zasadzie nie było tutaj tak naprawdę niczego specjalnego, no może po za pewnym chłopakiem, który czegoś najwyraźniej tutaj szukał.
-Hej...- Powiedział Evan spokojnie, i zaczął powoli podchodzić do nieznajomego. Nie chciał go wystraszyć, w końcu tak naprawdę nie wiedział z kim miał do czynienia, co go mogło właśnie spotkać, oraz jak bardzo jest w stanie zaufać obcym.
-Co tutaj robisz?- Starał się aby jego głos brzmiał w miarę łagodnie. To był zdecydowanie jego atrybut. Umiał zachowywać spokój w chwili kiedy inni go tracili. Cóż, jego moc od niego tego wymagała, musiał cały czas utrzymywać mózg w stanie skupienia. Nie chciał pozwolić sobie na nagłą utratę kontroli, bo te głosy... one by znowu rozeszły się po jego głowie, w tak okropnej ilości.
 
 
Gabriel O'Donnell


20 lat

yellow submarine




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2017-02-05, 03:08   
   Multikonta: Barry
[Cytuj]

Nie spodziewał się nikogo, poza członkami swojej 'watahy'. Był przygotowany na usłyszenie głosu Sierry, która pewnie z poirytowaniem zaczęłaby drzeć się na niego, że robi tyle rabanu, albo sama zaczęłaby przewracać resztę stojących regałów. Niestety ta druga opcja była bardziej prawdopodobna, dlatego zdziwienie i lekki strach, jaki wziął Gabriela, kiedy usłyszał nieznany sobie głos, nie powinien być dla nikogo czymś nienormalnym. Żyli w czasach kiedy nastoletnie dzieciaki dostawały nadnaturalnych mocy, chyba jakiekolwiek pojęcie normy przestało mieć jakiekolwiek znaczenie. Zresztą z pewnością nie w młodego O'Donnella kwestii było wyznaczanie norm, choć z reguły ciężko było go przestraszyć, nawet jako czternastolatka.
Przymrużył oczy i cofnął się o kilka kroków, odwracając się twarzą w kierunku nieznajomego. Szybko przeskalował go wzrokiem i jedyne co nasuwało mu się na myśl to zwyczajne stwierdzenie, że gość był co najmniej podejrzany. Gab od razu starał się wymusić myślami, żeby żaden członek z jego grupy nie zdołał wpaść na genialny pomysł pomocy penetracji opuszczonego sklepu. Głównie chodziło mu o utrzymanie anonimowości reszty, bo nieznajomy był zdecydowanie zbyt dobrze ubrany i co gorsza, wyglądał na jego rówieśnika. Od razu nasunęło mu się na myśl, że też ma przypisany kolor, co jeszcze bardziej wzbudziło jego podejrzenia. Kiedy tamten czekał na jego odpowiedź Gab planował już ucieczkę, która nie mogła wyjść dobrze, bo przecież nie odzywając się dawał sygnał, że zwyczajnie chce zwiać.
- Nie podchodź. - odezwał się zachrypniętym głosem, znów patrząc, czy ten ma gdzieś broń. Na jego szczęście zauważył dział z mikserami, praktycznie w połowie dystansu, który ich dzielił, po prawej stronie. Starając się, żeby ten nic nie zauważył, powoli zaczął obracać nogę, tak aby żółty napis na butach nie dał mu żadnego rodzaju informacji na temat jego przynależności. - To chyba ja powinienem się Ciebie spytać co tutaj robisz. Jesteś z obozu? - również podjął się rozmowy, przy okazji dając upust swojemu zaciekawieniu, bo też czemu nieznajomy miał dopasowane ciuchy. Współpracował z łowcami? Był w jakimś stowarzyszeniu? Może już dał znać tym z obozu, że tutaj jest? Tysiąc myśli związanych z tym przerażającym miejscem, z którego udało mu się niedawno uciec, wróciło, a wraz z tym, wspomnienia. Nie były one jednymi z najprzyjemniejszych jakie chłopak miał, ale widok skwaszonej miny żołnierza, który karząc Gabriela widział tylko jego czający się uśmieszek, dawał mu sporą motywację do dalszego działania. Byle tylko tam nie wrócić.
_________________

 
 
Evan Reid



20

pomarańczowy




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png systema-male http://i.imgur.com/qSptghe.png

Wysłany: 2017-02-05, 17:12   
   Multikonta: brak
[Cytuj]

-Spokojnie...- Zaczął zatrzymując się nagle w miejscu. Nie chciał wywoływać tutaj żadnej walki. Strasznie bolało go to, że doszło do takiej chwili, że każdy do innego człowieka był tak bardzo wrogo nastawiony. Nie wiedzieć dlaczego wydawało mu się, że wystarczyło się dogadać, zobaczyć, że te wszystkie dzieci to tylko dzieci, które się boją. Jeżeli się boją nie panują nad własnymi mocami. Gdyby ludzie nie chcieli na każdym kroku ich zabić, na pewno udałoby się znaleźć jakiś wspólny język. Niestety od wieków było tak, że ludzie bali się tego czego nie znali, usiłowali to zniszczyć nim rozpowszechniło się na świecie. A przecież wystarczyłoby niektórym pokazać, że ich moce mogą przysłużyć ludzkości. Gdyby on miał taką szansę kto wie czy by nie spróbował przy pomocy siły własnego umysłu... spróbować leczyć... kto wie może by to było możliwe.
-Nie chcę zrobić ci żadnej krzywdy... po prostu chcę wiedzieć co tutaj robisz?- On w żadnym wypadku nie przypominał innych ludzi z Systemy. Niektórzy najpewniej już dawno otworzyliby w jego kierunku ogień, a nie próbowali się dogadać, nawiązać jakąś nić porozumienia. Dla Evana przemoc zawsze była ostatnią z dróg którą wybierał. Nigdy nie atakował jako pierwszy, co oczywiście nie oznaczało, że się nie broił. Umyślnie nie odpowiedział na pytanie chłopaka, nie chciał od razu zdradzać skąd jest, ani do jakiej grupy przynależy. W końcu sam tak naprawdę nie miał zielonego pojęcia z kim miał w tej chwili do czynienia. Evan wykonał kilka kroków w bok, aby w razie czego szybko umknąć za zasłonę w postaci metalowej półki, na której stały jakieś konserwy. Każdy krok i każde słowo musiał w tej chwili dokładnie analizować. Tym bardziej, że nie wiedział czy chłopak dysponował jakąś mocą. A jeżeli tak było to nie wiadomo jak bardzo nad nią panował, i jak bardzo niebezpieczne była. Jemu zawsze najbardziej groźną wydawała się moc podpalania, rzucania ognistymi kulami i ogólnie panowanie nad ogniem. W oczach wielu ludzi moc tylko niszczycielska, Evan mimo wszystko wierzył w to, że można było ją wykorzystać do zupełnie innych, lepszych celów.
-Mam na imię Evan...- Przedstawił się spokojnie, próbując nie ruszać się już z miejsca, jednocześnie starał się cały czas zachować kontakt wzrokowy ze swoim rozmówcą. Może dzięki temu uda mu się przewidzieć to co chce zrobić.
 
 
Gabriel O'Donnell


20 lat

yellow submarine




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2017-02-06, 02:16   
   Multikonta: Barry
[Cytuj]

Z pewnością gdyby nie wsadzenie wchodzących w nastoletnie lata dzieciaków, być może nastawienie do drugiego rówieśnika byłoby mniej gwałtowne, ale czy jest sens gdybać? To były czasy, kiedy dzieci, w konkretnym wieku dostawały jakichś nadnaturalnych mocy i genialny rząd zaczął oddzielać je od reszty społeczeństwa. Wychowywane w miejscach, w których nie było możliwości na rozwinięcie swoich umiejętności wśród ludzi nie wróżyło niczego dobrego. Na szczęście w tych czasach wróżki nie były potrzebne, żeby każdy wiedział, jak jest źle.
- Tylko byś spróbował. – niby zagroził nieznajomemu, choć szczerze powiedziawszy nie miał nawet wystarczająco dużo sił, żeby cokolwiek zrobić. Bardzo prawdopodobne, że będąc w sytuacji bezpośrednio zagrażającej jego życiu wykrzesałby z siebie wystarczająco dużo, ale powiedzmy to sobie szczerze, ile może wytrzymać głodny czternastolatek? Z uwagą patrzył, jak ten przesuwa się bardziej w stronę jednego z regałów, co jedynie jeszcze bardziej powiększyło zmarszczkę między jego brwiami. Nie potrafił już zaufać drugiemu rówieśnikowi równie szybko, jak z początku, tym bardziej, że wciąż kuło go w oczy ubranie, które ewidentnie nie było tak wynoszone, jak jego. Gabriel był typem nastolatka, który uważał się za równie ważnego, jak syn prezydenta Greya, dlatego nie potrafił zrozumieć, dlaczego mu też tak dobrze się nie powodzi. Mimo to, nie miał zamiaru zdradzać swoich kompanów to zastanawiał się, dlaczego starają się być sami, skoro dookoła z pewnością jest wiele grup, które działają przeciwko władzy. Był ograniczony, jak każdy nieświadomy dzieciak, tym bardziej, że marzyło mu się znalezienie jakiegoś zakątka, który mógłby uznać za swój, ale kto w tych czasach nie miał tak prostych, a za razem skomplikowanych marzeń?
- Gabe – przedstawił się rzucając okiem na ladę, która była po jego prawej stronie, alkohole, no wspaniały dział, tym bardziej, że nie wiedział czym są te wyskokowe napoje. Pamiętał jeszcze, jak tata witał nieznajomych i postanowił zafundować nieznajomemu podobne powitanie. – Może jakiś toaścik na rozpoczęcie nowej znajomości? – zarzucił lekko, naprawdę proponując mu jakieś picie, kij z tym, że nie wiedział o co chodzi z tymi procentami, a gość mógł się okazać być łowcą. Z początku miał w planach przekonanie go, jak łosia, który pomógłby mu znaleźć jakiś pitny sok, ale później stwierdził, że naprawdę chce zawrzeć nową znajomość, bo przecież dla takich chwil się żyje! Przynajmniej tak mówili w telewizji. Po tym, jak się przedstawił i starał utrzymać z nim kontakt wzrokowy, Gabe starał się uwierzyć, że są jeszcze dzieciaki, którym do końca nie odbiło i z którymi można się jeszcze dogadać, dlatego mu zaufał, na tyle, na ile było to możliwe.
_________________

 
 
Evan Reid



20

pomarańczowy




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png systema-male http://i.imgur.com/qSptghe.png

Wysłany: 2017-02-06, 02:34   
   Multikonta: brak
[Cytuj]

Evan zawsze we wszystkim zawsze starał się zachować w miarę zdrowe podejście. Nigdy nie szedł za tłumem, i bardzo często to go gubiło. W chwili kiedy jego rówieśnicy podniecali się jakimś nowym zespołem muzycznym, on robił zupełnie coś innego, interesował się czymś innym. Czy był niezależny? w sumie można tak powiedzieć. Więc co się stało, że trafił do Sytemy, że nagle zaczęło mu odpowiadać życie zamiatacza korytarzy. Jeszcze jakiś czas temu był na ulicy, na miejscu chłopaka. Był inny, na pewno nie pozwoliłby sobie na to aby ktoś go wykorzystywał w taki sposób. Czasy się zmieniają, ludzie się zmieniają. Prawda była taka, że mógł jeszcze odejść, wycofać się. Problem tak naprawdę był jeden. Przeżyć było coraz ciężej. Ludzie wpadli w jakąś dziwną panikę, której nie dało się już tak łatwo zatrzymać. Podejrzewali dosłownie każdego. Przyjaciele wydawali przyjaciół, rodziny rozdzielały się. Dzieci nagle zostawały wyrzucane z domów, na ulice, bez żadnego środka do życia. Gdyby ci wszyscy dorośli, którymi ogarnął strach, na chwilkę się uspokoili na pewno by zobaczyli, że to ich działanie doprowadziło do tego, że świat wygląda tak a nie inaczej.
Kiedy ten tak nagle zaproponował mu napicie uśmiechnął się lekko pod nosem. Systema to Rosja, Rosja to picie. Pomimo młodego swojego wieku niebieskooki bywał już parę razy w barze, i jakoś nigdy jeszcze nie zwrócił mu uwagi na to, że jest na to za młody. Bo kto z resztą w gangsterskim półświatku na to patrzył. Łamało się tam prawo tak naprawdę na każdym kroku.
-Czemu nie- Powiedział spokojnie i wyszedł zza półki ukazując się chłopakowi już w całości. Uświadczony już o tym, że może spróbować podejść do chłopaka po prostu to zrobił, chociaż nie dało się nie wyczuć wyraźnej bariery pomiędzy nimi. Nadal panowała ta napięta atmosfera, która świadczyła o tym, że wystarczył jeden zły ruch z którejś ze stron, aby rozpętało się tutaj piekło.
Reid podszedł do lady i popatrzył na wybór alkoholi, który jak na opustoszały sklep był zacny, aż dziw, ale nikt tego jeszcze nie rozkradł.
-Wybierz co chcesz- Powiedział spokojnie opierając się o ladę czekając na jego ruch. W między czasie zaczął się przyglądać. Podarte ciuchy, zmęczona i wygłodzona twarz... coś mu to przypominało. Na tak, przecież on sam tak wyglądał kiedy wylądował na ulicy.
-Na ulicy nie jest łatwo prawda?- Zapytał się zaciekawiony. Może i z tamtego okresu nie miał zbyt najlepszych wspomnień, ale nigdy nie zapomni uczucia wolności które mu towarzyszyło. Uciekał, każdy jego dzień był skomplikowany, ale miał tą świadomość, że mógł pójść gdzie chciał, i mógł zrobić co chciał, ale z tym wiązały się małe szanse przeżycia.
 
 
Gabriel O'Donnell


20 lat

yellow submarine




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2017-02-06, 02:58   
   Multikonta: Barry
[Cytuj]

Był sam. Mogli tworzyć jakieś grupy, ale nikt nie potrafił zrozumieć drugiego dziecka, które zwyczajnie szukało swojego miejsca w tym porąbanym świecie. Każdy z nich był sam, mimo że starali sobie wzajemnie pomagać, choć nie każdy potrafił wykrzesać z siebie wystarczająco dużo empatii. Sam Gabriel był okropny jeśli chodzi o obcych. Można powiedzieć, że ten jeden, jedyny raz nagiął swoje żelazne zasady, które głosiły, żeby najpierw działać, a potem myśleć. Nie ufał nieznajomym, bo też dzieciak, który spodziewa się, że zza rogu wyskoczy kolejny umundurowany z obozu. Bardzo możliwe, że ten ciągły cień przeszłości padał na niego, ściągając jego myśli na rejony depresji, od czego ciężko było mu się odbić, w końcu kto nie boi się powrotu do przeszłości, tym bardziej tak mrocznej przeszłości?
Nie spodziewał się, że ten przyjmie jego zaproszenie, w końcu jeden podejrzewał drugiego nawet nie wiadomo o co, ale to w tym momencie się nie liczyło. Gab miał potrzeby, jak każdy człowiek, tym bardziej kiedy jest się głodnym, spragnionym i zmęczonym nastolatkiem. Od dość dawna nie spał, bo starał się czuwać na zmianę, z resztą swojej małej drużyny, choć zawsze, kiedy minęła jego kolej, nie potrafił zasnąć, cichutko leżąc w jednej pozycji z otwartymi oczami. Przewijało mu się wtedy naprawdę wiele obrazów, a każdy zwiastował coś jeszcze gorszego, mianowicie świadomość samotności, która go ogarnęła. Niby rozmawiał razem z resztą, ale ten wcześniejszy upór, który stawiał przeciwko władzy w obozie, bezpowrotnie zniknął, a przynajmniej tak mu się wydawało. Bardzo możliwe, że była to głównie kwestia jego wyczerpania, które po pewnym czasie dopadało każdego, przez co stawał się mniej uważny i czuły.
Sięgnął po pierwszą lepszą butelkę, która okazała się być Rosyjskim szampanem, pewnie ze względu na brak znajomości języka, wybrał po etykietce, nawet nie starając się wyjść na poliglotę. Znużyło go udawanie, tym bardziej, że pewnie zaraz zginie z rąk nieznajomego, który go upije, wykorzysta i zabije, ale jakoś przestawało to mieć na znaczeniu, był tak bardzo zmęczony… Jednakże zmęczenie nie oznaczało kompletnego otępienia. Na jego pytanie zesztywniał nieznacznie, szerzej otwierając oczy i twardo obserwując jego twarz, jakby starał się coś z niej wyczytać. Zaraz jednak odpuścił, zauważając, że ten nie miał nic złego na myśli.
- Nikt nie obiecywał łóżka z różaną pościelą…ha.. – ciągnął patrząc się przed siebie, na chwilę zabierając czujny wzrok z twarzy rówieśnika – gdyby jeszcze mieć łóżko. – dokończył, starając się nie wyjść na jakiegoś wymoczka, w końcu musi sobie jakoś poradzić w naturalnych warunkach! - Ty pewnie nawet nie masz o tym pojęcia. - zarzucił mu, marszcząc lekko czoło. Jasne, że mu zazdrościł!
_________________

 
 
Evan Reid



20

pomarańczowy




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png systema-male http://i.imgur.com/qSptghe.png

Wysłany: 2017-02-06, 03:13   
   Multikonta: brak
[Cytuj]

Nikt nie lubił być nazywany włóczęgą, bezdomnym. Każdy chciał mieć dla siebie swój własny punkt na tej ziemi. Niestety w dzisiejszych czasach nie było to takie łatwe. Na bezdomnych krzywo się patrzyło, ale bezdomni nastolatkowie. W oczach wielu ludzi byli gorsi niż ten żul który codziennie rano zaczepia ludzi którzy spieszą się do pracy i prosi o poratowanie jakimś grosikiem. Los nie ułatwił im życia. Evan wolał myśleć o tym, że tak miało być. Było mu wtedy łatwiej. Nie miał tej złudnej nadziei, że można było temu jakoś zapobiedz. Chociaż często się zastanawiał nad tym, czy to wszystko musiało się wydarzyć. Może było jakieś wyjście z całej tej sytuacji. Może istniała szansa powstrzymania tej dziwnej choroby, nim ta zdążyła się na dobre rozwinąć. Jeżeli tak było, to Evan, jak i większość tych biednych dzieciaków, mieli powody aby nienawidzić ludzi.
-Różaną pościelą?- Zapytał się wyraźnie zszokowany. On sam kiedy jeszcze był w domu w życiu nie sypiał pod taką pościelą, a co dopiero mowa w chwili kiedy się z niego wyniósł.
-To w domu o takiej w życiu nie słyszałem- Trochę go to rozbawiło. Okazywało się nagle, że tak naprawdę wydawało mu się, że wiódł w miarę godne życie... kiedyś, kiedy jeszcze wszystko było proste. Teraz nagle się okazało, że bez posiadania różanej pościeli czuł się po prostu nikim. No, ale teraz to i tak nie miało większego znaczenia, bo każdy miał mniej więcej to samo. Czyli resztki godności, i nic po za tym.
-Zdziwił byś się- Odpowiedział pewnie uśmiechając się lekko w jego stronę. Pochwycił w swoje ręce butelkę szampana i uśmiechnął się lekko.
-Wiesz co jest plusem tego alkoholu?- Zapytał się zaciekawiony, ale widząc miną towarzysza rozmowy bardzo szybko zrozumiał, że chłopak najwyraźniej miał nie wiele styczności z napojami wyskokowymi. Gdyby nie fakt, że trafił w takie a nie inne miejsce najpewniej też by tak miał. Dlatego też odpieczętował górę, po czym po prostu kilka razy wstrząsnął. Kciukiem przytrzymał korek aby nie wystrzelił za szybko.
-Gotowy... lepiej trzymaj głowę nisko- Powiedział i puścił korek, który to zaraz wystrzelił gdzieś w eter. Odbił się idealnie od sufity, by zaraz potem trafić w szybę lodówki w której stały różnego rodzaju wyroby mleczny. Od mleka, na serach skończywszy.
-Zdarzało się, że ktoś oberwał korkiem idealnie albo w łeb, albo w oko... ale to już wyższe wyliczenia- Uśmiechnął się, po czym wziął łyka trunku czując jak przyjemne bąbelki łaskoczą go w gardło. Szampan jeszcze lepiej smakował jak był dobrze schłodzony, ale w takich warunkach trzeba się cieszyć, że w ogóle coś jest.
 
 
Gabriel O'Donnell


20 lat

yellow submarine




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2017-02-06, 04:30   
   Multikonta: Barry
[Cytuj]

Bezdomni nastolatkowie, którzy nie mieli możliwości na jakiekolwiek schronienie, bo przecież zwyczajni ludzie się ich bali. Nie wiedzieć czemu sam Gab czuł się, jakby dorośli uważali, że to co się z nimi dzieje, oprócz tego, że jest po prostu złe, to jeszcze wyniszcza resztę społeczeństwa, choć praktycznie nikt nie podniósł na nich ręki. Bardzo możliwe, że bywały wypadki, kiedy ktoś świadomie zrobił krzywdę zwykłemu człowiekowi, ale takie sytuacje z pewnością można było policzyć na palcach jednej ręki. Jasnowłosy jednak nie był zbytnio zorientowany co też działo się w społeczeństwie, bo nie słyszał żadnych nowinek od dość dawna, wolał spożytkować z resztą żółtych swoją energię na coś innego, niż jakieś głupawe wiadomości, kiedy mogło się tyle dowiedzieć z filmów!
- Dobra, dobra, przecież żartuję. – powiedział w odwecie, uśmiechając się w końcu do niego i tym właśnie pozytywnym akcentem kończąc jakiekolwiek spięcie, które wcześniej tworzył ze swojej strony. Nawet nie wyobrażał sobie takiego różanego łóżka, zresztą to było dla dziewczyn, on wolał jakieś auta, a może nawet roboty, jak jeszcze za dawnych czasów!
Pokiwał głową, że nie wie co takiego jest niesamowitego w tych zakrętkach, żeby zaraz klasnąć w dłonie i ze szczerym uśmiechem patrząc, jak korek leci w kierunku sufitu, obijając się potem o lodówkę i kończąc na poszarzałych kafelkach! Wiadomo, że w trakcie swojej tułaczki, zanim jeszcze trafił do obozu, miał kontakt z alkoholem, ale nie potrafił jeszcze na tyle zorientować się w temacie, żeby zrozumieć, że jest wiele rodzajów tego świństwa. Do tej pory miał tylko do czynienia z piwami, które swoją drogą bardzo śmierdziały i po których musiał bardzo często biegać do toalety.
Słuchając, jak ten opowiadał o możliwościach zrobienia krzywdy takim wystrzeleniem niemal oczy mu wyszły z orbit, bo jak to tak! Zaraz jednak się zreflektował, że chłopak musiał już mieć z tym do czynienia, dlatego patrzył, jak wziął łyka, żeby zaraz samemu spróbować i oczywiście zakrztusić się zbyt dużym haustem.
- W takim razie jesteś z jakiejś większej organizacji. Reszta jest niedaleko? – spytał się czujnie rozglądając dookoła, choć w sumie przestało mu tak bardzo zależeć, od kiedy pomyślał, że może dostanie takie samo wdzianko, jak kolega obok, chociaż do takiej sytuacji nie można dopuścić! Naturalnie, nie mowa tutaj o takim samym uniformie, ale o jakimkolwiek porzuceniu tej wolności, która na razie sprawdza się na tyle, że nawet Gab nie potrafi znaleźć sobie jedzenia. Kiedy uciekł z domu i tułał się po okolicznych wioseczkach, było o wiele prościej, prawdopodobnie z tego względu, iż jedzenie nie było tak mocno przeterminowane, a teraz? Myszy biegające po opuszczonym sklepie nie były żadną sensacją.
_________________

 
 
Evan Reid



20

pomarańczowy




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png systema-male http://i.imgur.com/qSptghe.png

Wysłany: 2017-02-12, 20:36   
   Multikonta: brak
[Cytuj]

Evan jeszcze jakiś czas temu nie przypuszczał, że dołączy do jakiegoś ugrupowania. Od zawsze był bardzo neutralnie nastawiony do tego wszystkiego. Był w stanie zrozumieć obydwie strony konfliktu. Rozwiązanie tego sporu mogłoby wydawać się równie proste i banalne, gdyby nie fakt, że gdzieś tutaj krążył jeszcze strach, który był bardzo kiepskim doradcą. Poniekąd tak naprawdę nie miał wyboru. Został zgarnięty z ulicy, w chwili kiedy groziło mu tak naprawdę największe niebezpieczeństwo. I mógł odmówić i zostać, ale wtedy nie wiadomo jak by się jego przyszłość malowała. Czy nadal mógł nazwać się wolnym człowiekiem, czy po prostu już byłby na drugim świecie. Jak by nie było, tak długo jak jego bliscy nie cierpieli na tej całej katastrofie która wydarzyła się, nie miał najmniejszego zamiaru skakać w samo epicentrum burzy. Żył sobie spokojnie w podziemiach systemy, myjąc, piorąc, czasami wyszedł na patrol z innymi. Proste i nudne życie, ale przynajmniej bezpieczne.
-Tak... czy to jest jakaś wielka organizacja mogę się kłócić- Powiedział spokojnie. Tak naprawdę nigdy nie zastanawiał się nad tym ile ludzi było w samej systemie. Nie zapytał się o to, bo co go tak naprawdę to obchodziło, ale też nie podejmował próby policzenia wszystkich, bo po prostu trochę mu by to zajęło.
-Nie jest to rodzina, ani dom, ale pozwalają przeżyć, a to już dużo w dzisiejszych czasach- Kiedyś, aby on gdzieś został musiały być spełnione jeszcze inne warunki. Głównie musiał czuć się potrzebny, w miejscu gdzie aktualnie się znajdował, nie był potrzebny i on o tym wiedział... no chyba, że do wstawiania kolejnego prania. Gdyby nagle zasygnalizował, że chce odejść... pewnie nikt by go nie zatrzymywał.
-Tobie też to radzę... samemu... trudno przeżyć... żyjąc teraz na ulicy nie wiadomo czy dożyjesz kolejnych urodzin- Evan cenił sobie wolność, rozumiał co to jest, ale nadeszły takie czasy, że musieli wybierać pomiędzy tym czego chcieli, a tym co jest dla nich lepsze. Odebrał od chłopaka butelkę z szampanem po czym wlał w swoje gardło kolejną porcję płynu. Zakrztusił się, ponieważ bąbelki zaczęły mocniej go łaskotać w przełyk.
-Zastanów się nad tym, a najpewniej dojdziesz do tych samych wniosków co ja- Teraz wszyscy zbierali się w większe lub mniejsze grupki, niektórzy jak System zeszli do podziemi, robiąc swoje.
 
 
Gabriel O'Donnell


20 lat

yellow submarine




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2017-02-15, 02:16   
   Multikonta: Barry
[Cytuj]

Prawdopodobnie byłaby to najlepsza z możliwości, gdyby tylko móc się tak do kogoś przyłączyć. Przestać martwić się o to, co wsadzi się do garnka następnego dnia, wieczorami nasłuchiwać podejrzanych dźwięków i za dnia martwić się o Łowców, którzy z pewnością deptali im po piętach. Gabrielowi nie raz ta myśl przeszła przez głowę, ale był zbyt zaaferowany szukaniem czegokolwiek do wszamania, żeby naprawdę zastanawiać się nad dołączeniem do większej grupy.
To jedno słowo wystarczyło piętnastoletniemu blondynowi, żeby niemal rzucić się na chłopaka, który widocznie go zwodził, bo jakież to mogło być inne wytłumaczenie na jego spokój, kiedy oświadczał wszem i wobec, że jest razem z grupą. Już podnosił rękę do ataku, ale zaraz opamiętał się, bo przecież miało mu nie zależeć, tym bardziej, że ściągnąłby na to miejsce uwagę reszty z teamu żółtych, którzy jeszcze trafiliby na odstrzał z dobrze wyszkolonymi dzieciakami. Od samego początku ich spotkania, Gab był świadom tego, że skoro chłopak jest porządnie ubrany, to przy okazji jest też dobrze wyszkolony. Sam wykorzystywał każdy moment do treningu swoich umiejętności i wykorzystywania ich w świetle dziennym, więc dlaczego on miałby tak nie robić?
- Wiem, że to jest dużo i dzięki za propozycję, ale trzymanie się większej grupy ludzi mi nie służy. - uzewnętrznił się z dość kpiącym uśmieszkiem. Miał nietęgi charakterek, ale nie ze względu na problemy z jego osobą miał opory przed wstąpieniem do jakiegoś większego grona, po prostu chwilowo czerpał z wolności tyle ile mógł i w prawdzie zwyczajnie nie dostawał takowych propozycji. Z tej chwilowej wędrówki myśli wyrwało go słowo 'urodziny' na co zareagował głośnym śmiechem. - Chyba nie sądzisz, że wiem, kiedy je mam obchodzić? - na osłodzenie sytuacji, sięgnął po butelkę, która z czasem stawała się coraz lżejsza. Bąbelki wręcz kojąco wpływały na umysł Gabriela i choć ciężko to przyznać, zapomniał nawet o burczącym brzuchu, jakby alkohol był jego zamiennikiem.
- Nie mam zamiaru być pod kogoś butem. - powiedział ze skwaszoną miną, choć oczywiście słowa Evana miały trochę większego sensu, tylko czy było warto iść w kolejne nieznane? Teraz, wśród grupy żółtych, wypracował sobie pewien system, którego się trzymał i jakoś nie uśmiechało mu się go nagle zmieniać, chociaż kto wie do czego to doprowadzą różnorakie sytuacje. - Chyba nie powiesz, że mimo to jesteś szczęśliwy. - stwierdził, patrząc się z ukosa na ułożonego chłopaka.
_________________

 
 
Evan Reid



20

pomarańczowy




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png systema-male http://i.imgur.com/qSptghe.png

Wysłany: 2017-02-15, 17:39   
   Multikonta: brak
[Cytuj]

Niebieskooki widział jak ten obruszył się w chwili kiedy przyznał się do tego, że w okolicy kręcą się inni z jego grupy. Celowo nie mówił nazwy, bo w końcu żyjmy z ludźmi w zgodzie, ale... nie otwierajmy się od razu za mocno. Tym bardziej, że zdawał sobie sprawę z tego, że z tym chłopakiem najpewniej nie będzie miał już żadnego kontaktu. Kiedy opróżnią butelkę szampana każdy pójdzie w swoją drogę, aby tworzyć dalsze rozdziały swoich historii.
Ręka która tak niespokojnie drgnęła sprawiła, że źrenice Evana na chwilę się zwęziły. Mógłby wyczytać z jego myśli wszystko co chciał. Mimo wszystko tego nie zrobił, nie wiedzieć dlaczego. Może dlatego, że nadal chciał wierzyć w człowieka, i sam chciał nim być. Nie chciał wszystkim dookoła zarzucać tego, że chcą go zabić, czy w jaki kolwiek inny sposób skrzywdzić. Jednocześnie doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że tego typu myślenia nie będzie mógł trzymać się za długo. W końcu będzie musiał dopuścić do siebie fakt, że świat się zmienił, że nastały inne czasy, inne realia do których albo się dostosuje albo zginie.
-Nie wiem... no to może inaczej... nie wiadomo czy dożyjesz do następnego dnia- Poprawił się. Nie miał zamiaru wypytywać się go o jego przeszłość. Doskonale wiedział, że jeżeli będzie chciał mu coś powiedzieć to sam to zrobi. On również nie zbyt chętnie opowiadał o swoim życiu, chociaż nie wydarzyło się w nim nic takiego czego mógłby się wstydzić. W końcu miał kochającą rodzinę, szczęśliwą rodzinę... dużą i bardzo hałaśliwą rodzinę. Więc co sprawiało, że nie chciał o tym mówić. Przecież już dawno zaakceptował to co się stało. A może bolało go to, że czuł się inny, że nie był tym idealnym synem którego rodzice na pewno chcieli. Często podziwiał swojego brata. Był silny, szybki, ulubieniec nauczycieli i uczniów. A on... cichy spokojny Evan którego życie było tak nudne, jak nic innego. A teraz... kiedy dostał szans na to aby to zmienić po prostu uciekał od tego. Był żałosny i to był fakt.
-A powiedź mi czym w dzisiejszych czasach jest szczęście?- Zapytał się zaciekawiony tematem. To nie był czas na wybieranie tego co nas uraduje a co zasmuci. Musieliśmy wybierać to co ratowało nam życie i dawało szanse na przeżycie.
-Szczęściem byłoby to, że wirus by ciebie nie dotknął, albo... albo byś umarł- Taka była prawda... doczekaliśmy się czasów kiedy to śmierć była lepsza niż oglądanie tego świata który chyba totalnie zwariował.
 
 
Gabriel O'Donnell


20 lat

yellow submarine




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2017-02-16, 18:48   
   Multikonta: Barry
[Cytuj]

Bardzo głupie było pokazywanie swojego poruszenia, jakie zrobiły na nim słowa Evana, ale Gab był młodzieńcem o piekielnym temperamencie, za co przypłacał niemal na każdym kroku. Jeśli miałby tym razem również zostać pokaranym za kolejny impuls, z pewnością przyjąłby go z dziką ochotą, bo taki już był, O'Donnell lubił czuć, że żyje. Jego postępowanie przypominało to dość psychopatyczne i chyba każdy psycholog zgodziłby się, że jego częściowy narcyzm był jednam ze skutków ubocznych tejże emocjonalnej papki jaką tworzył jasnowłosy.
- To groźba, czy tylko informacja do przyswojenia? - zaśmiał się chrapliwie, samemu nie wiedząc co powiedzieć na taką bezpośredniość ze strony nieznajomego. Niby coś mu w nim nie pasowało, ale cięty język jakim tamten się charakteryzował był cóż... codzienny, w końcu Blake też mówił w 95% zdania ociekające sarkazmem. Być może właśnie ta 'domowa' gadka, a raczej podejście do niej w pewien sposób sprawiało, że Gab zwyczajnie nie chciał krzywdzić rówieśnika.
- No jak to... - spojrzał się na niego, jakby tamten nie wiedział czym jest prawdziwe szczęście - Jak dostaniesz kilka razy po twarzy i wiesz, że naprawdę żyjesz pełną piersią. - stwierdził z rozbrajająco szczerym uśmiechem na twarzy. Te słowa wypowiedziane nawet na głos nie miały jakiegokolwiek sensu, ale przecież dla Gabriela istotnym było, że sam wiedział o czym mówi.
- Coś Ty! - spojrzał się na niego, praktycznie nie dowierzając, że można tak pesymistycznie podchodzić do całej tej akcji z nadnaturalnymi mocami. Osobiście O'Donnell czuł się niemal, jak jakiś heros wśród reszty szaraczków, z którymi niestety nie miał zbyt wielkiego kontaktu. - To właśnie chyba jedna z najgorszych opcji! - wykrzyknął rozemocjonowany - Przecież możemy tyle zrobić! - zaczął się nakręcać, kompletnie zapominając o fakcie, że ma obok siebie nieznajomego, który mógłby w każdej chwili wsadzić mu nóż między żebra.
_________________

 
 
Evan Reid



20

pomarańczowy




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png systema-male http://i.imgur.com/qSptghe.png

Wysłany: 2017-02-17, 00:08   
   Multikonta: brak
[Cytuj]

-Powiedźmy, że jedno i drugie- Odpowiedział spokojnie. Evan sam siebie jakoś nigdy nie uważał za wyjątkowo groźnego, nawet nie chciał taki być. Dobrze mu było w jego podziemiach i ostatnią rzeczą jaką chciałby robić to było krzywdzenie drugiego człowiek. Niestety wiadomo jak to jest. wyjdzie polecenie to rzeczywiście nie musiał go wykonywać, ale za tą decyzją szły pewne konsekwencje, których on odczuwać nie chciał.
Kiedy jego rozmówca tak ochoczo zaczął opowiadać o urokach życie jakie wiedzie Evan nie mógł powstrzymać się od delikatnego uśmiechu. Tak w tym wszystkim widział samego siebie jeszcze sprzed jakiegoś czasu. Tułając się po ulicy również uważał siebie za wielce niezależnego, wyjątkowego, odważnego. A prawda była jedna, uciekał z miejsca na miejsce ze strachu przed ludźmi. Ukrywał się jak jakiś szczur w kanałach, aby tylko nie natrafić na nikogo kto mógłby mu zagrozić. No i w chwili kiedy wydawało mu się, że sztukę przetrwania opanował do perfekcji... cóż podwinęła mu się noga, i gdyby nie członek Systemy najpewniej by go już dawno tutaj nie było. Dlatego miał co do nich swego rodzaju dług wdzięczności. Uratowano mu życie, więc chciał czy nie musiał się jakoś odpłacić.
-Raz dostaniesz po pysku, a potem skręci ci ktoś kark... wtedy poczujesz, że umierasz- Chłopak unikał jakich kolwiek kłopotów. Cenił sobie swoje życie, i jakoś nie miał zamiaru wcale odchodzić z tego świata tak szybko. To nie wątpliwie był jakiś plus w całej tej sytuacji. Gdyby jeszcze miał myśli samobójcze, to było by już naprawdę zupełnie do dupy. Chociaż i tak dla większości osób jest dziwne to, że Evan nadal psychicznie trzymał się naprawdę dobrze. Jak na chłopaka który od urodzenia był tym słabym ogniwem... to w tej chwili spisywał się naprawdę dobrze. Cóż kwestia zaakceptowania rzeczy takimi jakimi są. Nie próbował szukać odpowiedzi na to wszystko co się wydarzyło, bo nawet jeżeli by ją znalazł to co by to dało, co by zmieniło.
-O tak... możemy dużo... problem w tym, że ludzie ustawili nas jako siła niszcząca... czym samym zmuszają nas do niszczenia.- Odpowiedział spokojnie. Oczywiście to nie była prawdą, że byli siłą niszczącą... Evan doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że gdyby wykorzystać swoje moce w innym kierunku, to można by naprawdę pomóc ludzkości.
-Oczywiście robimy to w obronie własnej, ale ludziom to wszystko jedno czy niszczymy bo to lubimy, czy zostaliśmy do tego zmuszeni... po prostu nie widzą swoich błędów... ale w sumie nie można mieć im tego za złe- Strach i propaganda bardzo na nich działała. Ci mniej podatni na sugestie mieli nadal swoje zdanie, ale ci którzy wierzyli we wszystko kto coś powie... cóż najpewniej by wydali ich w ręce odpowiednich służb przy pierwszej lepszej okazji.
 
 
Gabriel O'Donnell


20 lat

yellow submarine




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2017-02-17, 10:28   
   Multikonta: Barry
[Cytuj]

Ta bezpośrednia szczerość sprawiła, że na jego twarzy pojawił się uśmiech, zaś z gardła wydobył chrapliwy śmiech. Jakoś nie wyobrażał sobie, żeby ciemnowłosy zaraz się na niego rzucił, choć przecież już nie takie rzeczy się przeżyło, chociażby w samym obozie. Niestety w rzeczywistym życiu groziła mu osobista klęska żywiołowa, dlatego śmiał się, bo zwyczajnie nie wierzył, że umrze od jakiejś bójki, bardziej bał się głodowania, co właśnie przeżywał.
- Na razie mam zamiar znaleźć coś na ząb, czy będziesz chciał mnie powstrzymać? - spytał się ironicznie podnosząc brew, jakby czekał tylko, aż chłopak potwierdzi swoje stanowisko i zechce go zaatakować. Dziwnym było, że sam Gabriel nie rzucił się na nieznajomego, ale w to już chyba nie ma co wnikać.
- Bardzo entuzjastycznie podchodzisz do wyzwolonego życia, jako strzelec. - zauważył, bystrze przypatrując się chłopakowi, który widocznie bardzo dobrze znał takie życie, jednakże ze strony Gaba nie padło takie pytanie, w końcu to nie była jego sprawa. - Całkiem inaczej to wygląda, kiedy pierwszy zadasz cios. - stwierdził z rozbrajającym, szerokim uśmiechem.
- Dlatego kto się słucha ludzi, przecież wiadomo, że się nas boją, dlatego używają nas jako broń. - powiedział bez zastanowienia - W sumie to nawet mogliby dać nam lepsze ksywki niż jakieś beznadziejne kolory tęczy, nie? - rzucił w zastanowieniu, wędrując wzrokiem wzdłuż półek, na których miał nadzieję znaleźć jakieś nadzieje. Niestety, jak zwykle było cholernie ciężko cokolwiek dojrzeć, dlatego sięgnął po butelkę by ją finalnie skończyć. Kiedy szkło nie miało w środku nic więcej, chłopak zamachnął się i rzucił dość daleko, na tyle by odłamki, które rozprzestrzeniły się po kafelkach, nie dosięgnęły dwójki chłopców. - To teraz warto by coś przegryźć. - rzucił w stronę ciemnowłosego, znów rozglądając się po półkach, oczywiście patrząc się na niego kątem oka, tak w razie 'W', gdyby chciał go zaatakować.
_________________

 
 
Evan Reid



20

pomarańczowy




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png systema-male http://i.imgur.com/qSptghe.png

Wysłany: 2017-02-24, 19:49   
   Multikonta: brak
[Cytuj]

Myślenie chłopaka tak bardzo toczyło błędne koło. Pozostawało pytanie czy on tego nie wiedział, czy raczej wiedzieć nie chciał.
-Pierwszy zadasz cios powiadasz...- Mruknął mało przekonany do tej tezy. Fakt już dawno się nauczył, że nastały takie czasy, że jakie kolwiek słabości mogą doprowadzić nas tak naprawdę tylko do jednego miejsca.. do trumny. Mimo wszystko gdzieś tam w głębi miał nadzieję, że świat nie zdziczał do końca... chociaż niestety wszystko na to w tej chwili wskazywało.
-To teraz weźmy taki przykład... jak ludzie mają się nas przestać bać, skoro chcesz pierwszy zadawać cios. Utwierdzasz ich tylko wtedy w swoim myśleniu- A tego typu podejście do sprawy nigdy nie sprawi, że konflikt który nie wątpliwie narastał zostanie rozwiązany. Niestety w każdej społeczności znajdzie się jakaś czarna owca. Tym bardziej u nich. Co z tego, że byli ludzie tacy jak on którzy chcieli się dogadać, spróbować załatwić sprawę pokojowo, jeżeli w odpowiedzi znalazło się kilku kiepskich buntowników, którzy nie umieli sobie radzić se swoim własnym "ja" i przez to postanowili manifestować swoją złość na każdym kroku. On nigdy nie rozumiał takiej czystej nienawiści do wszystkich ludzi. Jak można znienawidzić przypadkowego człowieka, tylko dlatego, że ktoś miał przykre doświadczenia z kimś innym. Wszyscy są inni, nie znajdzie się drugiego takiego samego człowieka. Po prostu wystarczy dać im szansę.
-Cóż... jestem realistą... i zawsze patrzę na sprawy w taki sposób w jaki wyglądają naprawdę.- Nie był wyzwolony... i nigdy nie będzie. Nawet gdyby zechciał wrócić do samotności.. to wolnością też by się nie nazywało.
-Spójrz na siebie... niby wolny a, jednak nie do końca... uciekasz... chowasz się, kradniesz... jak tchórz- Tak sprawa wyglądała w jego oczach, a chłopak nie mógł zaprzeczyć, że tak nie było. W końcu zamilkł... nie chciał posuwać się zbyt daleko ze swoimi spostrzeżeniami, bo nie chciał z drugiej strony wywołać tutaj niepotrzebnej kłótni, która najpewniej zakończyła by się walką.
-Więc... jakim to kolorem obdarzyła ciebie natura?- Zapytał się zaciekawiony. Mógł wydobyć z niego tą informację kiedy tylko chciał, chłopak nie musiał nawet nic mówić, ale po co robić sobie wroga już na starcie?
 
 
Gabriel O'Donnell


20 lat

yellow submarine




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2017-02-27, 21:34   
   Multikonta: Barry
[Cytuj]

Z pewnością gdyby dłużej się zastanowić to Evana tok rozumowania byłby tym najbardziej realnym, ale przecież byli jeszcze nastolatkami, ich życie było w połowie na jawie. Przecież w ich wieku, ich rodzice nie mieli takich problemów. Nikt nie musiał się uciekać do przemocy psychicznej, czy też fizycznej, przynajmniej na taką skalę. To co działo się w tym kraju było wręcz chore, ale nikt o tym nie mówił, nikt nie mówił, że wszystkich rządzących myślenie zatacza błędne koło. Wszyscy milczeli, bo przecież w życiu o to chodzi, żeby przetrwać wszystkich.
- No jasne, że tak! – odparł z jawnym oburzeniem, że tamten też śmie tak bezczelnie negować jego zdolności, a przecież Gabe wiedział, że bić to potrafił się, jak mało kto! Przez te kilka miesięcy nauczył się co nieco o przetrwaniu i wiedział, że zadając pierwszy cios wyprowadzasz się na kilka sekundowy piedestał, z którego równie szybko możesz spaść, jak i na niego wskoczyć.
- Nie przeszkadza mi, że uważają nas za potwory i nas się boją. Dzięki temu nie podchodzą bliżej, nie zauważyłeś? – spytał się zdziwiony, bo przecież był w mieście i kiedy tylko zauważyli u niego inność, praktycznie od razu uciekali. Raz nawet udało mu się w ten sposób znaleźć coś do jedzenia, bo jedna mieszkanka zwyczajnie zwiała, zostawiając chleb, ale wiadomo, to były przedmieścia, a potem kolejni Łowcy na głowie.
Słysząc słowa ciemnowłosego niebezpiecznie zaciskał pięści i to kompletnie nieświadomie. Spod zmarszczonych brwi spojrzał się na niego pewnie i nie minęła chwila, a tamten nagle spytał się o jego kolor, jakby go sprawdzał! Piętnastoletni Gabriel od razu przeszedł do czynów, dlatego kiedy tamten tylko skończył pytanie nie minęło kilka sekund, a wokół jasnowłosego zaczęło się rozjaśniać, jakby byli w bańce, w której pioruny zaczęły urządzać jakiś własny taniec zmysłów, a raczej odbierający zmysły, bo przecież takie porażenie z bliska z pewnością bolało Evana, który był wewnątrz niej, ze względu na niedaleką odległość jaka ich dzieliła.
_________________

 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Forum zostało otwarte 2016-08-15. Pomysł na nagłówek zaczerpnięty z Shine. Autorem systemu zakładek jest Noritoshi.
Strona wygenerowana w 0,221 sekundy. Zapytań do SQL: 10