• Kiedy stracisz wszystko, nikt się już z tobą nie liczy.
    Black is the color
    Nie, oni nie lękali się o dzieci, które mogły umrzeć. Nie martwili się pustką, którą miały po sobie pozostawić. Oni bali się nas – tych, którzy przeżyli.
  • Pryzmat:

    Nadszedł czas kolejnych zmian. Zniesienie obozów to był zaledwie początek. Prezydent Donovan po miesiącu od zwycięstwa w wyborach, podjęła kolejny spory krok w kierunku uwolnieniu uciśnionych psioników. "- Zdecydowałam, że zamykam projekt pryzmat. Psionicy, chociaż mają przewagę z mocami, to jednak dalej dzieci. Nie powinniśmy was wykorzystywać jako ochronę. Dlatego też wysyłam was na osiedle. Będziecie mieli tam zapewnione wszystko, co będzie potrzebne i będziecie mogli tam żyć bez strachu o jutro. - poinformowała ich dalej spokojnym tonem nie przerywając swojego wywodu, nawet jeśli usłyszała okrzyki protestu. Nie zamierzała się ugiąć. Już dosyć krzywdy wyrządzili tym dzieciakom. Starczy tego dobrego, pora im dać trochę wolności i chociaż namiastkę życia, które zostało im brutalnie wyrwane przez epidemię." W związku z powyższym członkowie biorący udział w projekcie, znanym pod nazwą Pryzmat zostali oddelegowani ze służby na zasłużony odpoczynek. Od teraz zamieszkają oni w niewielkim miasteczku położonym niedaleko Denver.

    Judith zamyka projekt Pryzmat.

  • Obecnie mamy styczeń 2023r.
    Odczuwalna temperatura to -19°C, pada śnieg i jest straszny mróz.

    Zachęcamy każdego do stworzenia swojego tematu z notatnikiem! Tutaj link!

    Pryzmat został zamknięty, a więc wszyscy znajdujący się w tej grupie, zostali przeniesieni do niezrzeszonych. Więcej dowiecie się w skrócie fabularnym!

    W Systemie co chwila pojawiają się nowe eventy! Zachęcamy do odwiedzenia tematu: LINK

    Do grona administracji dołączył Pravi.
    Odwiedźcie nas też na facebooku!

  • Bieżące poszukiwania:
    - Kira Krios szuka swojej dawnej drużyny z Ligi Dzieci, postacie muszą należeć do grupy Syndykat.
    - Shirei Shinoda szuka chętnych graczy do zarządu Syndykatu, którzy mogliby mieć z nim powiązania.
    - Lounarie de Coudray szuka chętnych graczy do relacji między postaciami.
    - Scarlett Kersey szuka sobie dziewczyny. Grupa to Syndykat.
    -Ceridwen Murray Poszukuje 1 osoby do byłego oddziału 7 z ligi dzieci.
    -Summer Dawson Poszukuje relacji dla swoich postaci.
    -Cora Wellworth Poszukuje pozytywnych relacji dla swojej postaci.
    -Eric Ainsworth Poszukuje kogoś aktywnego, chętnego do gry.

  • Cookie
    Levi
    Lou
    Pravi


Poprzedni temat «» Następny temat
Let's begin with an ode to Him.
Autor Wiadomość
Sahir Nailah


21

Czerwień




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2017-02-20, 00:49   Let's begin with an ode to Him.
   Multikonta: Śmierć, Shirei, Lucis
[Cytuj]

Kto: Freya Baldwin i Sahir Nailah
Czas: pocztek października 2022r
Miejsce: Pryzmat



Dawno temu przestał sobie wyobrażać moment spotkania po latach. Porzucił Wiarę, wraz z Wiarą umarła i Nadzieja - odeszły pierwsze z tego świata, chociaż ponoć miały odejść ostatnie - snute ongiś wątki wygasły by powrócić z całym impetem do miejsca, które ponoć miało być jego rajem, miejscem uświęconym i wolnym od wszelakich trosk, proponując zadać sobie pytanie: boję się? Czy boję się tego, że bajka, względnie niemożliwa, została rzeczywistością? Przechrzczona na wszelakie możliwe sposoby, obłożona chłostą, w końcu musiała zostać przygotowana odpowiednio dla Królewny i Grzesznika, skoro to o nich (dla nich) była ta opowieść - przepis wcale nie był prosty, należało ostrożnie dobierać składniki, żeby nie posłać zbyt wielu iskier pomiędzy nich i nie podpalić ładunków wybuchowych, które doczepione były do ich brzuchów, skryte pod koszulkami - Allah Akbar i do dzieła, niech się dzieje wola Nieba! W końcu w tym Niebie miało nań czekać całe stado dziewic, kto by nie podchodził do tej powieści optymistycznie..? Odrobinka strachu na początku, dwie tony niedowierzania, miła fascynacja zmianami cielesnymi po obu stronach i srogo sypiące się śmieszki heheszki, żarciki na najwyższym poziomie, które chyba bawiły tylko Freyę, bo biedny Sahir nawet nie wiedział, kiedy należało się śmiać, a kiedy sprawa była śmiertelnie poważna. Słodko-nieporadni w swoich staraniach, by odtworzyć przeszłość na nowo i nadać teraźniejszości wymiar na zapas, by umożliwić samym sobie snucie wizji na przyszłość.
Powoli do niego to dotarło w pełni, po tym, jak dotknął Freyi, jak widział, jak nieporadnie stara się podjąć wyzwanie, które przed nią postawił i jak ze swoim stylem stara się mu dopiec, a przez które to starania oboje skończyli na podłodze, kiedy stał pod prysznicem, pozwalając, by woda ściągała z niego obrzydliwą wizję tańczącego Donavana i rozluźniała mięśnie po treningu - szum, jednostajny, normował, wygładzał wszystko co postrzępione, ułatwiając na poukładanie porozrzucanych w biurze myśli kartek - wydawały się poukładane, ale kiedy wyszedł z sali treningowej wysunęły się bez uprzedzenia z szuflad i wyfrunęły w powietrze, wirując dookoła, nim opadły na ziemię, zmuszając go, by pochylił się nad każdą jedną - pojedyncze zdjęcia, urywki kartek z pamiętnika, urwane zapiski z dawno wypowiedzianych słów i tych, które dopiero były do wypowiedzenia. To wszystko go otrzeźwiało. Budziło go z dziury, do której wpadł, wsuwając do jego umysłu istotne zastanowienie: kim jestem..?
Wtedy byłem taki duży, dzisiaj jestem mały
Płoną na stosach wszystkie moje ideały
Co ubłagać miały los, ale go nie powstrzymały
Co trwać miały jak skały, lecz się porozsypywały
A ja nie wiem jak zetrzeć twoje diamentowe łzy
Rzucam ochłapy marzeń niech się szarpią o nie psy
Niech warczą i szczerzą kły, nie starczą im twoje sny
Na górze fiołki na dole my
Obcy w tłumie, defiluje z nurtem rzeki
Widzę tamto lato z pod opadłej powieki
Wiem, minęły wieki i nic już nie jest pewne
Pamiętam tylko, że pachniało drewnem...

Tamto lato, ciepłe, opalone złocistym słońcem, którego promienie wciąż wyraźnie odczuwał na policzkach, chociaż na jego twarz sunęły właśnie strugi wody i jedyne światło stanowiła rozpalona nad zlewem lampka, pod którą powinno znajdować się lustro, lecz tutaj ostał się tylko ślad na jasnej ścianie, który był dowodem na to, że jeszcze kiedyś lustro wisieć tutaj musiało - i czuł w powietrzu zapach kurzu uli, słyszał wyraźnie krzyki dzieciaków grających w koszykówkę, ganiających się na boisku, czuł woń pieczonych babeczek i jabłkowego soku... To było piękne i cenne lato, któremu zabrakło czegoś piękniejszego, co zyskał tego dnia - woni szamponu, mydła i złotego ciepła miękkich pasm włosów odcinających widok na świat poza szaro-niebieskimi oczami. Przyjaciółka z dzieciństwa. Przyjaciółka z dziś? Czemu jej wtedy nie było? Jak przetrwała PSI? Co się z nią działo? Pytania rodziły się wraz z kolejnymi momentami wody, która szczelnie opływała jego mięśnie i blizny, którymi był poznaczony - wyglądała tak dobrze i niewinnie, miała te piękne oczy kogoś, kto nie poznał zła, kto... nie doświadczył krwi, nie znał jej smaku, zapachu i barwy. Wyglądała, jakby dobrze jej się wiodło. Jakby była szczęśliwa. Czarnowłosy zakręcił korek i wyszedł spod prysznica, sięgając po zawieszony ręcznik - wytarł się porządnie i ubrał w prosty, czarny t-shirt i czarne jeansy nim wyszedł z pustego pokoju, zamykając za sobą drzwi. Jeszcze zdarzało mu się gubić w tym miejscu, wszystko przez to, że chodził jak lunatyk, w jakimś pół śnie i zanim dobrze się zorientował, gdzie jest, nogi niosły go w nieodpowiednim kierunku, parędziesiąt metrów dalej, paręnaście metrów bardziej w lewo - nie miało to żadnego wielkiego znaczenia, po raz pierwszy w życiu donikąd się nie śpieszył, nie czuł żadnej presji, nie odczuwał żadnego zagrożenia, obcy temu miejscu i obcy samemu sobie - nie bardzo rozumiał, co się z nim działo, ale nie zastanawiał się nad tym - chociaż wszystko było obce i zupełni pomieszane, to jakimś cudem układało się w naturalną rzeczywistość w jego głowie: tak miało być, oto więc było, nie ma nad czym przecież dyskutować, tak..? Tym razem jednak miał się nad czym zastanawiać - to jednak wcale nie sprzyjało skupieniu na tym, dokąd właściwie się wybiera... Pobłądził nieco, zanim znalazł stołówkę, by tam coś zjeść, potem pobłądził jeszcze bardziej, szukając pokoju, w którym Freya mieszkała i w którym chciała się spotkać, w końcu jednak znalazł odpowiednie drzwi i zatrzymał przed nimi. Widzicie to? Chłopak, czternastoletni, w powyciąganym t-shircie, za dużym przynajmniej o dwa rozmiary, w rozpadających się trampkach, młody-gniewny, o dzikich ślepiach nieposkromionego wilka, który wszystkich mierzył tą samą miarą - worki z krwią, których gardziele łatwo rozszarpać ostrymi kłami i tylko przy tej jednej Królewnie mieszkającej w najwyższej komnacie w najwyższej wieży te czarne ślepia przestawały być tak szalenie ostre. Widzicie to? Dwudziestoletni mężczyzna o mętnych oczach bez wyrazu, w porządnych butach, spodniach, dopasowanym t-shircie, który podkreślał jego mięśnie, stojący przed całkowicie normalnymi drzwiami pokoju jednego z potworów, które określili kolorem Pomarańczowym. Co tam się dzieje po drugiej stronie..? Jaka bajka zostanie dziś opowiedziana..?
Czarnowłosy zapukał knykciem w drzwi - tak kulturalnie, ha! Cóż, wieczór go w tych poszukiwaniach zastał (wieczór w pojęciu jesieni był bardzo względnym pojęciem, gdy dnie stawały się coraz krótsze), ale buziak na policzku, którego dotyk wciąż odczuwał, ongiś denerwujący, dziś słodki, starannie zachęcał, by szukał dalej. W końcu mu się to udało.
_________________
Cute.
You still call me "human".
 
 
Freya Baldwin


19 lat

Pomarańczowa




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2017-02-20, 03:03   
   Multikonta: Jake, Gigi
[Cytuj]

No dobra, to trzeba było się chociaż trochę do tego przygotować.
O prowiant Freya nie zadbała jakoś szczególnie - stanęło (hehe) na paczce kruchych ciasteczek z kawałkami czekolady (jej ulubionych), kartonie soku jabłkowego (jej ulubionego) i migdałach… Bo akurat miała w pokoju paczkę migdałów, więc czemu nie? Sahir był w końcu tak wysportowany, że, cholera wie, może nie jadał słodyczy? No a migdały chyba klasyfikowały się jako “fit” przekąska, nie? Taką przynajmniej miała nadzieję, nie chciała, żeby jedynie patrzył, jak sama chrupała ciasteczka, nie mając w tym czasie niczego odpowiedniego do przekąszenia. Chociaż miała nadzieję, że jednak też lubił ciasteczka… O jakieś wyszukane podanie tego wszystkiego też raczej specjalnie nie dbała, nie bawiła się w wykładanie wszystkiego na talerzyki, czy miseczki - zdobyła jedynie dwie szklanki na sok, no bo w końcu to nie był chyba jeszcze ten etap znajomości na picie z jednego kartonu.
Poza jedzeniem, wypadałoby też trochę posprzątać. No… Freya nie była jakąś szczególną pedantką. Delikatnie mówiąc. Znaczy, nie żeby po podłodze jej pokoju walały się nie wiadomo jakie ilości śmieci, czy ubrań, prawdę mówiąc śmieci tam w ogóle nie było, nie licząc kilku zgniecionych kartek, które, które kiedyś wisiały na ścianie, w namalowanych nad łóżkiem, pustych obecnie ramkach, a teraz wylądowały w koszu przy drzwiach i kilku sztuk ubrań, które freya pospiesznie wrzuciła gdzieś do szafy. Generalnie rzecz ujmując, w pokoju wciąż panował, powiedzmy, artystyczny nieład, ale to tylko na pierwszy rzut oka, jak już człowiek przywykł, to wrażenie, że jest tu bałagan, mijało. No, po prostu było dość chaotycznie. Co nie zmienia faktu, że zazwyczaj ludzie, poznając Freyę, spodziewali się po niej jakiegoś minimum perfekcji w dbaniu o porządek, jak na typową panienkę z dobrego domu przystało. Ech, prawda jest taka, że takie panienki miały zazwyczaj kogoś, kto tak prowizoryczne rzeczy, jak sprzątanie załatwiał za nie. A że w Pryzmacie takiej możliwości nie było, to niestety, przynajmniej w jej przypadku, niosło to za sobą konsekwencje w postaci zwiększonej tolerancji na bałagan i znacznym zmniejszeniu wymagań, co do tego, co określało się mianem porządku.
No, ale skoro to miała już z głowy, to mogła zająć się najważniejszym elementem - sobą.
Pospiesznie podreptała do łazienki - prysznic był niezbędny, po tych “wyczerpujących” ćwiczeniach i przytulaskach ze spoconym Sahirem, zdecydowanie nie czuła się zbyt świeżo, więc wypadałby chociaż na szybko się umyć. Uwijając się zdecydowanie szybko, jak na swoje standardy, po jakiś dziesięciu minutach była już poza brodzikiem i wycierała się w jeden z ręczników, który akurat miała pod ręką.
Wracając do pokoju, darowała sobie owijanie się w cokolwiek - w końcu skoro mieszkała sama, to miała pełne prawo popierdalać sobie nago, nie? Stanęła przed szafą, no i się zaczęło… O ile nie miała jakiegoś szczególnego zamiłowania do kosmetyków, w zasadzie prawie wcale się nie malowała, a już na pewno nie robiła żadnej tapety na co dzień, o tyle, jeśli chodzi o ubrania, była typową kobietą. Czytaj, wiecznie niezdecydowaną i niemającą w co się ubrać. Zwłaszcza, kiedy chodziło o strój na jakąkolwiek “okazję”, nawet tak banalną.
Przebrała się przynajmniej z pięć razy, ciągle niezadowolona z efektu, jaki widziała w lustrze. Początkowo rozważała nawet założenie jakiejś sukienki, wiecie, żeby wyglądać tak godnie i kobieco, bla bla bla… Na szczęście dość szybko się ogarnęła, lol w końcu to nie żadna randka, czy cokolwiek w ten deseń, ot - zwykłe, koleżeńskie spotkanie, nie było po co się stroić. Zwłaszcza, że i tak się już dzisiaj widzieli. Chociaż, no… Z drugiej strony, Freya zapewne nigdy nie przyzna się do tego głośno, chciała poczuć się ładna w oczach Sahira… Taka dziwna, niespodziewana chęć. Właśnie stąd te wszystkie sukienki, ba, przez moment nawet przeszło jej przez myśl, żeby się pomalować, chociaż ten plan porzuciła szybko, mając gdzieś z tyłu głowy świadomość, że tylko się tym wygłupi. Tak samo jak jak jakąś kokieteryjną sukieneczką. Aaaaaa, naprawdę czuła się jak jakaś gówniara przed randką, a nie całkiem dorosła kobieta przed spotkaniem z kolegą. Nie chcąc więc wypaść śmiesznie, koniec końców odpuściła pomysł strojenia się i założyła dość standardowy zestaw - czarne rurki z dziurami na kolanach i prosty, szary t-shirt z dekoltem w serek.
No, idealnie.
Zdążyła jeszcze tylko psiknąć się swoimi ulubionymi, kwiatowo-owocowymi perfumami i mniej więcej wtedy usłyszała pukanie.
Pospiesznie pognała do drzwi, mając nadzieję, że to faktycznie Sahir, a nie ktoś inny. No, nie zawiodła się. Powitała go ciepłym uśmiechem, zachęcającym gestem wpuszczając do środka.
- Rozgość się - powiedziała, zamykając za nim drzwi i wskazując na łóżko i ewentualnie stojący obok fotel. Dopiero po chwili uświadomiła sobie, że nawet się nie przywitała. - No i witaj, tak w ogóle - dodała szybko, zaskakująco nerwowym jak na nią tonem.
Oj, z jakiegoś powodu była aż nadmiernie przejęta tym całym spotkaniem.
_________________

x
 
 
Sahir Nailah


21

Czerwień




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2017-02-20, 03:37   
   Multikonta: Śmierć, Shirei, Lucis
[Cytuj]

Wieki, wieki, minęły już całe wieki, całe eony przeleciały im przed nosem, niepewne życie wśród róż, nieznanie burz, tamtego lata, a tamtym boiska, łatwo było zapomnieć, złożyć nadzieję na poduszę, kiedy ten świat był zwykłym bagnem, a tamte spotkania? - tamto to już tylko pył i kurz ułożony na t-shircie, w który nikt by się już nie wcisnął, który zżarły już mole albo spalił pożar, który zapłonął pewnego wieczoru w starej kamienicy pośród szarych, ponurych bloków, gdzie nie chciało się zabłądzić po zmroku. Musiały te eony minąć, żeby znowu mogli się spotkać - wtedy, jak w hołdzie dla ironii, gdy ziemia i niebo było ciepłe i wszyscy ściągali z siebie nadmiary materiału, żeby się nie spocić, czując na ciele gorące słońce i opalone powietrze, w którym nawet wiatr był tak wrzący, że nie przynosił ukojenia, a teraz wszyscy narzucali na siebie kolejne warstwy, nie chcąc zmarznąć - wiatr był niezwykle nieprzyjemny, kąsał, nadciągając znad oceanu, na którym kołysała się wyspa, na której postawiono to więzienie, ten... dom.
Drzwi zostały otworzone niemal natychmiast.
Od razu czarne oczy wyłapały te szare, te o wiele jaśniejsze, wielkie jak w tej bajce o Czerwonym Kapturku, w którym dziewczynka pyta babci, dlaczego ma takie wielkie zęby i kły... Niczego wilczego w niej jednak nie było, była raczej tym dumnym kotem, którego trzyma się na kolanach, kiedy pan domu wpatruje się w płomieni kominka, przypatrując się swoim gościom, a których to gości kotka mogła ignorować, przecież miała do tego prawo - podczas gdy jej właściciel był panem tego domu, ona była jego panem i nawet w najbardziej leniwym spojrzeniu drzemała magia, po którą chciało się sięgnąć, chciało się tego czaru zakosztować, ciężko jednak ośmielić się te próby podjąć, kiedy kotka od razu częstowała pazurami, kiedy tylko zbliżyło się do niej dłoń, proponując coś przyjacielskiego - łatwo się zrazić, prawda? Nie płaczcie, dziatki, drobne ranki po pazurkach zabliźnią się, gdy tylko światło zgaśnie, gdy przyłożysz głowę do poduszki - nie będzie śladu, gdy swoje oczy otworzysz, przecież nawet kropelka krwi nie uleciała, po co ta niechęć, po co ta nienawiść..?
Oderwał od twarzy dziewczyny spojrzenie, kiedy cofnęła się i gestem zaprosiła go do środka - samo cofnięcie się było oczywistym zaproszeniem, chociaż w jego przypadku dość ciężko było o oczywistości, na szczęście nie był aż taki głupi by zakładać, że był niemile widziany w miejscu, do którego został zaproszony - z niej przeniósł wzrok na pokój... na ten... artystyczny nieład. Puste ramy, chaos, który prosił się aż o poukładanie, zresztą każda komórka jego ciała od razu posłała do mózgu komendę, by poustawiał wszystko w jednym miejscu, równo, by wzrok przestał tak się mieszać, chorobliwie szukając jakiegoś miejsca bezpiecznego, w którym mógłby utkwić źrenice i nie doznać oczopląsu - przynajmniej wszystko było utrzymane w mniej więcej tej samej intonacji, nie rażąc mnogością barw. Czarnowłosy niepewnie wysunął jedną nogę do przodu, ale w półkroku zamarł sztywno, wychylając się trochę do przodu, by rozejrzeć się uważniej po nowym terenie, po którym dane mu było stąpać - jak pies, doprawdy, od razu bardziej ożywiony i uważny, kiedy stawiało się go w miejscu, którego zapachu nie znał i którego nie pamiętał z zapisanych obrazów swojego umysłu - a tu było co badać, oj taaak... ilość przedmiotów, którymi skutecznie można by było zabić, a które Freya zgromadziła - i to z dala od swojego łóżka! - była zdumiewająca. Dostawił do pierwszej nogi drugą nogę, nachylając się jeszcze bardziej, ale nie przekraczając stopami magicznej linii progu, które rysowały drzwi, wyznaczając granicę pomiędzy jednym światem, a drugim - tym już poznanym, w końcu chodziło o korytarze Pryzmatu, a tym całkowicie nowym. Przed OMNI Freya też tak mieszkała..? Niby irracjonalna myśl, w końcu on też mieszkał całkowicie inaczej, ale jakoś nie porównywałby siebie do niej, no nie wiem dlaczego! To na pewno przez to, że on nie miał problemów z decyzją, w co się ubrać - po prostu się ubierał. Tak, to na pewno przeważający argument w tej sprawie.
Spojrzał na nią, kiedy chciała zamknąć drzwi, niemal zaganiając go do środka i niemal tiptopami, szurając butami po ziemi, lekko zniżając głowę, jakby chował ją między ramionami, wszedł do środka.
Drzwi zostały zamknięte.
Tum Tum TUUUUM..!
KONIEC!
Rozluźnił mięśnie jednak od razu, odrywając od niej znów spojrzenie, kiedy wskazała na łóżko, potem na fotel, by znów zacząć się rozglądać, kompletnie nie wyłapując niuansu jej tonu - to znaczy jasne, w jakiś sposób słyszał różnicę, ale jego mózg nie połączył wątków, że to może być zdenerwowanie - zresztą był trochę za bardzo zaaferowany otoczeniem i próbą znalezienia sobie miejsca. Przynajmniej w końcu w momencie szurania było słuchać jego kroki - paradoksalnie! - bo kiedy już skierował się w stronę fotela znów poruszał się tak cicho, że aż ciężko było uwierzy, że ktoś o takiej wadze mógł stąpać tak cicho, bezszelestnie. Uniósł głowę, zatrzymując się, by jeszcze przebadać sufit i wszystkie wonie w otoczeniu - spokojnie, nie niuchał jak pies, jeszcze tego by brakowało do dopełnienia psiego wizerunku... i w końcu obrócił się i ostrożnie usiadł na brzegu fotela, unosząc wzrok na Freyę i skupiając na niej swoje spojrzenie, niemal jakby na coś czekał. Ale w sumie nie czekał. Tylko że wysyłane przez niego sygnały rzadko bywały trafne, o ile już się w ogóle pojawiały.
_________________
Cute.
You still call me "human".
 
 
Freya Baldwin


19 lat

Pomarańczowa




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2017-02-20, 23:42   
   Multikonta: Jake, Gigi
[Cytuj]

Sposób, w jaki Sahir wchodził do środka… No, trzeba przyznać, że trochę ją to rozbawiło. Znaczy, nie złośliwie, jasne, że nie. O, rozbawiło, to w ogóle złe słowo, raczej ją to rozczuliło- Tak, zdecydowanie ją to rozczuliło, było coś ujmującego w tej niepewnej postawie, w drobnych, powolnych krokach. Normalnie pewnie by się zirytowała, zawsze irytowały ją takie drobnostki, kiedy ktoś na przykład przeciągał tak banalną czynność, jak wejście do pokoju, ale tym razem… Tym razem zadziałało to wręcz odwrotnie, zamiast irytacji poczuła jakieś takie rozluźnienie. Dziwna niepewność chłopaka sprawiła, że ona z kolei poczuła się o wiele pewniej i opuściła ją przynajmniej część stresu spowodowanego wizją tego spotkania. Uśmiechnęła się do niego ciepło, chcąc, żeby wiedział, że jest tu jak najbardziej mile widziany i może czuć się swobodnie. Ech, było w nim coś, co sprawiało, że poniekąd był uprzywilejowany w jej oczach, coś niesamowicie wyjątkowego. To znaczy - jasne, stan obecny wynikał w dużej mierze z tego, że był tym chłopcem z boiska, dawnym przyjacielem, więc to oczywiste, że był traktowany inaczej. Jednak wtedy, właśnie na tamtym boisku, już wtedy było w nim coś takiego innego, co sprawiało, że nawet mała Freya chciała się z nim bawić, chciała z nim łazić, chciała z nim grać, nawet mimo ciągłego przegrywania. Jasne, nie szczędziła sobie już wtedy różnych uszczypliwości, ale był chyba jedyną osobą, której nie chciała nawet minimalnie tym zranić. Od samego początku był w jej oczach dziwnie wyjątkowy. I chyba do tej pory nie potrafiła stwierdzić, dlaczego.
Kiedy już wszedł, zamknęła za nim drzwi i, lekko zawiedziona, odnotowała, że wybrał fotel. Znaczy, nie żeby zależało je na jakimś PRZYPADKOWYM macu macu, zdecydowanie nie! Po prostu jakoś tak dobrze się czuła, mając go zaraz obok, bez niepotrzebnego dystansu. Nawet, mimo naruszania przy tym swoich granic przestrzeni własnej, czuła się z tym o dziwo komfortowo. O, swoją drogą, to kolejna nietypowa rzecz, w przypadku której Sahir był uprzywilejowany. Freya, nie dość, że naprawdę nie lubiła, kiedy ktoś siadł za blisko, denerwowało ją wręcz,kiedy nie miała wokół siebie minimum tego metra przestrzeni, to jeszcze, jeśli chodziło o jakiekolwiek wizyty w jej pokoju, czy to teraz, czy za czasów sprzed OMNI, nigdy, ale to przenigdy nie pozwalała siadać na swoim łóżku. Było to tylko jej, własne, prywatne miejsce i za jakiekolwiek naruszenie tej reguły, groziło bardzo dosadne wytłumaczenie delikwentowi, że do łóżka, to ma się nie zbliżać. Ale Sahir… Sahir mógł. Tak po prostu. A fakt, że wzgardził, był poniekąd troszkę smutny. Ale tylko troszkę.
Dziewczyna usiadła więc na łóżku sama, tak, aby mieć dobry widok na Sahira. Hmm, miała nadzieję, że chłopak za jakiś czas poczuje się na tyle swobodnie, żeby jednak usiąść wygodnie, a nie jedynie przysiadać na krawędzi fotela. Sama skrzyżowała nogi po turecku, spojrzała na niego i… I nic. Kompletnie nie wiedziała, od czego zacząć. Co gorsza, on też niespecjalnie kwapił się do rozpoczęcia jakiejkolwiek pogawędki. Chociaż, no dobra, od niego nawet tego nie wymagała, ale od siebie… Przecież, hej, rozmawiała z nim już dzisiaj, nawet na nim leżała, więc dlaczego miałaby nagle czuć się jakkolwiek bardziej skrępowana? Przecież obecna sytuacja nie powinna niemal niczym różnić się pod tym względem od tej, sprzed kilku godzin.
Ano, jednak różniła. Tamto spotkanie było dość przypadkowe, poza tym - mieli tam dość konkretne zajęcie, dobry pretekst do zaczęcia jakiejkolwiek interakcji, wszystko poszło później jakoś tak gładko. A teraz? Spotkali się, żeby pogadać, tak po prostu, a ona nawet nie wiedziała, od czego ma zacząć. No bo kiedy ludzie już się specjalnie na coś umawiali, chyba nie powinno zaczynać się tego zbyt banalnie, nie? Albo może właśnie powinno..? Grr, sytuacja wydawała się wręcz absurdalna, Freya niemal nigdy nie miała problemów z rozpoczęciem jakiejkolwiek rozmowy, z zagadaniem do człowieka, bez względu na warunki. A teraz siedziała, w kompletnej ciszy, z równie milczącym towarzyszem naprzeciwko. Z jednej strony miała do niego masę pytań, masę rzeczy, które kłębiły jej się w głowie od czasu spotkania na tarasie, które ją interesowały, ale z drugiej - nie miała pojęcia, czy to odpowiednie, nie chciała go też spłoszyć, czy urazić. Wiedziała jednak, że jeśli to ona nie odezwie się pierwsza, prawdopodobnie będą tak siedzieć w milczeniu przez cały wieczór.
- Niesamowite, nie? - zaczęła, przerywając w końcu tą lekko niezręczną ciszę. - Bałam się, że już nigdy cię nie spotkam… Że umarłeś razem z większością dzieciaków - opuściła wzrok z jego twarzy na swoje dłonie. Jakoś tak… zabrzmiało to mocno, mocniej niż się spodziewała. I zaskakująco emocjonalnie. Ogarnęło ją coś, czego nie była w stanie określić, coś jednocześnie miłego, ale też dziwnie smutnego.
Naprawdę bała się, że już więcej go nie zobaczy… Że ostatnie, co zapamięta z nim związane, to to, że nie przyszła wtedy na tamto boisko, że go wystawiła. Znaczy, dziwne, była przekonana, że po tylu latach już dawno się z tym pogodziła, z tym, że go straciła… Ale wystarczyło tylko to jedno spotkanie na tarasie, żeby uświadomić jej, że wcale tak nie było. Że naprawdę tęskniła, przez te wszystkie lata. I że gryzły ją cholerne wyrzuty sumienia.
_________________

x
 
 
Sahir Nailah


21

Czerwień




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2017-02-21, 00:22   
   Multikonta: Śmierć, Shirei, Lucis
[Cytuj]

Bez ściemy - bardzo współczuję Freyi, że znalazła się w takiej sytuacji - sama z facetem, którego kiedyś znała, do którego miała wiele pytań, którego zaprosiła do własnych czterech kątów i co dalej? Jej gość sobie usiadł jakby nigdy nic na krańcu fotela, ale nie dlatego, że czuł się jakoś wybitnie nieswobodnie w tym pokoju, tylko nie chciał niczego uszkodzić - niby irracjonalna myśl, ale w końcu nic tutaj do niego nie należało, wszystko było obce i tylko Freya jedyna nie była tutaj "obcą" (zawieś na niej wzrok i już go nie odwracaj, wszystko stanie się łatwiejsze... łatwiejsze dla Ciebie), a z wiedzą, jakiego pecha przynosił i jakie miał skłonności do tego, by wszystko magicznie się wokół psuło (wszystko i wszyscy) to lepiej było zachować ostrożność, chociaż minimum, bardzo nie chciał, żeby blondynka poniosła jakieś straty tylko dlatego, że go zaprosiła. Swoją drogą to było nawet ekscytujące. To, ze tutaj trafił. Czuł się pobudzony i zainteresowany. Wracając jednak do tematu tego, dlaczego jej współczuję - otóż właśnie dlatego, że dla biedaczki nie było tutaj żadnego ratunku - chyba nie było większego mruka od Nailaha, a najgorsze było to, że on w ogóle problemu żadnego nie dostrzegał - i rzeczywiście gdyby się nie odezwała, to siedzieliby w całkowitej ciszy przez cały wieczór... chociaż może nie, może w końcu czarnowłosy by o coś zapytał, ale gdyby Baldwin nie pociągnęła tematu i pozwoliła sobie na krótką i prostą odpowiedź, to cisza szybko by powróciła i jemu by nie przeszkadzała. Chłonąłby czas spędzony z nią, zadowolony wręcz, że może siedzieć, że nikt go stąd nie wygania, że dostał przepustkę do prywatnego zakątku, w którym dziewczyna czuła się bezpiecznie - albo nie czuła, ciężko powiedzieć... tak i chyba lepiej nawet, że nie zdecydował się na żaden makijaż czy specjalne ubranie, bo ten debil by pewnie nawet nie zauważył różnicy - okej, różnicę by zauważył, ale raczej nie wpadłby na pomysł tego, że ta różnica cokolwiek mogła zmieniać i że, no nie wiem, powinien na przykład powiedzieć, że blondynka ładnie dziś wgląda..? Cuda się zdarzają, ale raczej nie warto na nie liczyć.
Przytaknął z wolna, lekko pochylony, opierając się przedramionami o kolana, dłonie zwieszając pomiędzy nogami. Mógłby powiedzieć, że w sumie go to nie rusza, że nie robi na nim to wrażenia, ten temat OMNI - bo i poniekąd nie robił, widział tyle śmieci w swoim życiu, czemu niby więc rozmowa o zamierzchłych czasach miała jakiekolwiek emocje powodować? Jednak spowodowała. Słowa wypowiedziane tym przyjemnym głosem przywiodły ze sobą chłód, który oblewał się po całym ciele smolistą masą, niby nie lepką, niby nie osiadającą na stałe, ale będąca jak źle dobrany olejek, którego zapach podejrzanie dobrze komponował się z nasza skórą. Wszystko przez to, że wystarczyło to wypowiedzieć, by OMNI i wszystko, co przed OMNI się działo, stało się prawdziwe. I myśl o tym, że jego bracia i siostra zmarły również. Pozwalał ciszy iść do przodu, w końcu ta go nie tłamsiła, nie przejęty, ale jednocześnie przypomniany o zdarzeniach przeszłych, osadzając samego siebie w tym wszystkim gdzieś pośrodku, gdzie nie było za daleko do "dziś" i jednocześnie nie było zbyt daleko do "wczoraj", jednak tylko na drobną chwilę. Na chwilę, w którym skinął głową. Gładkość wyciszenia była naturalna, bo nie łączył jednego wątków z drugim - jeden się kończył, wyrzucano go i zapominano o nim, pojawiał się drugi, istotniejszy.
- Bie...dna. - Pokazał na nią lekko ugiętym palcem uniesioną nieznacznie ręką. - Pomarańczowi... ciężko. - Jak wielu Pomarańczowych tak naprawdę istniało? Nie poznał zbyt wielu. Wszędzie Zieloni i Niebiescy, trochę Żółtych, pojedyncze Pomarańczki... Dwa razy stuknął palcem w powietrzu, by pokazać na nią, a potem pokazał na miejsce, w którym byli - chodziło mu o to, czy od początku OMNI była tutaj, zamknięta na wyspie. Bezpieczna.
_________________
Cute.
You still call me "human".
 
 
Freya Baldwin


19 lat

Pomarańczowa




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2017-02-21, 02:28   
   Multikonta: Jake, Gigi
[Cytuj]

No, na szczęście Freya była Freyą więc pociągnięcie takiej sytuacji dla niej nie powinno być wyzwaniem, chociaż… Zapowiadało się ciężko. Prawda, nie była przyzwyczajona do aż takiego przejmowania inicjatywy i do kontrolowania przebiegu całej rozmowy. Była na to zwyczajnie zbyt leniwa, a ludzi, których spotykała, byli zazwyczaj za mało interesujący, żeby chcieć wkładać w nich jakikolwiek większy wysiłek, więc zazwyczaj, gdy nadarzała się taka “okazja”, po prostu odpuszczała, nie widząc większego sensu w jakimkolwiek wysilaniu się.
Tutaj jednak było inaczej, oczywiście, że było inaczej, bo, jak już wspomniałam - Sahir był inny. Inny niż ta cała reszta ludzi, z jakimi miała do czynienia. Dlatego, dla niego, w drodze wyjątku, była w stanie się nadwyrężyć, zaangażować się bardziej, niż zazwyczaj i, jeśli trzeba, znieść nawet wieki niezręcznej ciszy, która, swoją drogą, nie była wcale aż taka niezręczna w jego towarzystwie.
Heh, zabawne, nasza królewna, chyba po raz pierwszy, była w stanie poświęcić jakąś część swojego komfortu, byle tylko jej towarzysz czuł się dobrze. Znaczy, żeby nie było, nie zamierzała, nie wiem, kompletnie przestać się z nim drażnić, czy prowokować go, nie, nie, nie o takie “dobrze” chodziło. Chciała po prostu, żeby nie czuł się spięty, żeby się nie bał. No bo, w jej odczuciu właśnie o to chodziło, miała wrażenie, że się boi. Zawsze odbierała jakieś tam emocje od drugiego człowieka, chyba każdy kolorek tak miał, znaczy, działało to na tej samej zasadzie, co wiecznie ciepli Czerwoni, albo rażący delikatnym prądem Żółci. Nie miała jednak pojęcia, że strach, na którym tak się skupiła, wiązał się głównie z niechęcią przed zepsuciem czegokolwiek i że w rzeczywistości był tylko lekką obawą, a nie czymś poważnym. Jednak, aby dowiedzieć się tego, dziewczyna musiałaby użyć swojej mocy już świadomie, celowo, no a tego, z szacunku do chłopaka, obiecała sobie nie robić.
Ha, kolejna rzecz, w które Sahir był traktowany jakoś wyjątkowo. Grzebanie w umyśle. W innych okolicznościach, albo raczej - w innym towarzystwie, Freya nie miałaby przed tym najmniejszych oporów. Właściwie zawsze, kiedy tylko nadarzała się okazja, albo kiedy chciała się po prostu czegoś dowiedzieć, wchodziła do czyjejś głowy, bez żadnych pytań, czy innych zbędnych uprzejmości. Znaczy, na początku nie miała wręcz wyboru - kiedy jeszcze nie panowała nad swoimi zdolnościami, penetrowała praktycznie każdy umysł, jaki wyczuła. Z czasem oczywiście udało jej się to opanować, jednak stary nawyk pozostał. Jak już wspomniałam kiedyś, wcale nie było to najrozsądniejsze podejście, momentami, wśród tylu obcych wspomnień i emocji trochę zatracała siebie, jednak często było to po prostu silniejsze i poniekąd łatwiejsze, więc czemu nie?
W przypadku Sahira jednak bardzo się pilnowała. Nie chciała go spłoszyć, nie chciała naruszyć jakiś prywatnych granic, nie chciała… No właśnie. Czy aby na pewno wszystkie jej intencje były skierowane tylko na dobro Nailaha? Pozornie tak, ale w głębi ducha, prawda była taka, że Freya po prostu się bała. Bała się tego, co mogłaby zobaczyć, bała się poniekąd tego, że coś mogłoby być za mocne, że to JĄ mogłoby spłoszyć. Heh, zabawne, że nawet w przejawach troski o kogoś, pozostawała egoistką. No ale cóż, nie chciała się go bać. To znaczy, nie, “bać”, to złe słowo. Nie chciała widzieć w nim kogoś, albo może raczej czegoś, co zbyt mocno odbiegało od obrazu, który poniekąd ułożyła sobie już w głowie. I nie chodziło tutaj o samo to, co zrobił, w końcu był w Lidze, nie było więc opcji, żeby był super niewinnym człowiekiem, ale… Sama chyba do końca nie wiedziała, w czym sęk. Ale miała dziwne przeczucie, że właśnie do tego doprowadziłoby zobaczenie czy poczucie niektórych rzeczy w jego głowie.
- Czy ja wiem… - zaczęła, w odpowiedzi na jego słowa. - W Pryzmacie chyba żaden kolorek nie miał ciężko - powiedziała, zgodnie z prawdą. W końcu, w porównaniu do obozów, o których tylko słyszała, tutaj mieli wręcz jak w raju. - Chociaż na początku było ciężko - przyznała, mając na myśli oczywiście swoje dwa lata z przymusową opaską, niemożliwą do zdjęcia. Aż wzdrygnęła się lekko na samo wspomnienie.
Nie miała za to zielonego pojęcia, o co właściwie chodziło w wykonanym geście. Zabierała się już poniekąd do zapytania, czy może nie łatwiej będzie, jeśli spróbuje czytać mu w myślach, po czym uświadomiła sobie, że może to lepiej wykorzystać.
- Hmm, co ty na to, żebyśmy rozmawiali tak, jak na tarasie? - zaproponowała. - Mam wrażenie, że tak byłoby ci łatwiej - dodała, pomijając jednak fakt, że przecież mogliby to robić, nie ruszając się nawet z miejsc, w których teraz siedzieli. No bo skoro okazja do przeciągnięcia Sahira na łóżko sama się nadarzyła...
Dziewczyna wstała i podeszła do niego. Powoli wyciągnęła dłoń i, jeśli miała taką możliwość złapała jego rękę, ciągnąc go za sobą na łóżko, o ile się nie opierał. Oczywiście, tylko po to, żeby na nim usiąść! Na nim, znaczy na ŁÓŻKU. Nie na Sahirze. Borze...
_________________

x
 
 
Sahir Nailah


21

Czerwień




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2017-02-21, 03:17   
   Multikonta: Śmierć, Shirei, Lucis
[Cytuj]

Pryzmat był dla niego dziwnym, jeszcze niezrozumiałym tworem - przybył tutaj, powiedzieli mu, że będzie szkolił innych PSI i zostawili, zupełnie niczego od niego nie chcąc - pozostawili wściekłego Psa bez Pana, ale to nic - w końcu ten Pies zapadł w sen zimowy, nie było się więc czego obawiać. Zostawili tak wszystkich PSI. Dzieciaki, które widział, śmiały się i dokazywały sobie, potrącały się łokciami i rozmawiały na korytarzach, zajmując się tym, co robić lubili - ich dłonie nie były zniszczone pracą, ich oczy nie widziały zakurzonych ulic, na których kiedyś rozgrywało się życie, zroszonych krwią - nie widziały tego, czego Freya zobaczyć się podświadomie obawiała - masz rację, lepiej się bać - nie wszystkie demony warte są poznania, niektóre zbyt szybko dostrzegały obcą obecność i sięgały pazurami tam, gdzie nie powinny - po niewinną duszę, która chciała być tylko świadkiem, która zapragnęła zakazanej wiedzy... gdzieś tam więc jednak była granica między słodkim niepokojem sprawdzania granic, do których mogłaś się posunąć, co? Tykanie, przewracanie się, nawet drapnięcie, śmiech i złośliwe docinki, ale te przyjacielskie - przyjacielski dotyk na granicach seksualnych żarcików, a wszystko to pozbawione faktycznego pragnienia zbliżenia fizycznego na tym punkcie, jednak prawdziwa wiedza? Dowiesz się tego w przyszłości, co wie już twoja podświadomość w tym momencie, chyba oglądałaś zresztą wystarczająco wiele filmów, czytałaś książki - ciężko wydostać się z ciemnych miejsc, w których nawet za dnia panował mrok i do których nie docierał blask słońca. Zostańmy na razie jednak tutaj, gdzie względnie słońce było cały czas - do miejsca, w którym rodzice zostawili swoje pociechy ufając, że będą tutaj bezpieczni.
Mielił informacje.
Mielił informację, która niby była prosta, banalna i oczywista, a która zarazem ostukiwała jego czaszkę i sprawdzała, gdzie jest najbardziej głuchy punkt, żeby zacząć w nią stukać młotkiem i pozbawiać go naturalnej osłonki, którą miał każdy - tak rujnowało się posady rzeczywistości, na całe szczęście to, co powiedziała, nie było aż tak zatrważające, by nim zachwiać, ni, ale jednak... dziwiło. Miejsce, w którym żadna barwa nie miała ciężko... czyli on też nie będzie miał? Nie wiedział nawet, czy powinien się z tego powodu cieszyć, czy powinno być mu jednak przykro - jak na razie to miejsce miało jeszcze wiele miejsc, które mógł poznać, z którymi mógł się oswajać, ale jak dług to potrwa? Jak długo potrwa jego sen, nim się zbudzi, wściekły, że tak długo nikt go nie wypuścił na gonitwę? Nad tym nie dumał, nie wybiegał w przyszłość - na razie oswajał się z tym stwierdzeniem o... przeszłości, zdaje się, kolejnym, chociaż wymienili tylko parę słów między sobą. Och był gotów na spijanie każdego słowa z jej ust, mogła mówić o czym tylko chciała, o rzeczach mało ważnych i o tych bardzo istotnych, najmniejsza pierdólka wypowiadana jej ustami była najważniejsza na świecie - zawsze przecież ta było, bo i zawsze Freya była dla niego specjalna - fakt, że minęło tyle lat, wcale tego nie rujnował, a wręcz umacniał. Wciąż go pamiętała. Jako jedna z niewielu przetrwała... i w jej oczach nie był potworem. Spoglądała na niego tak... tak niesamowicie. Zamieniał się przez to spojrzenie w Golden Retrivera zamiatającego podłogę złotym ogonem.
Wyprostował się, kiedy Freya się podniosła, nie bardzo wiedząc, co się dzieje i czy może on też powinien wstać - Freya gdzieś szła, zostawiała go..? Albo może miał już wyjść, długo już siedzieli? Ale ona tylko ujęła jego dłoń i pociągnęła w kierunku łóżka, a on nie protestował - podniósł się i usiadł obok niej z chwilą ociągnięcia, przypatrując się pościeli - spojrzenie to zaraz przeniosło się na och dłonie, a potem uniósł oczy na ścianę przed sobą, na odsłonięte okno, z którego wlewał się do środka blask powoli chowającego się słońca październikowego.
Wygodniej. Przyznał w myślach - oj tak, było to o wiele wygodniejsze i ulga wręcz rozprężyła jego myśli po zadziwiającym wysiłku, jaki był wkładany w mówienie - niemal jak zatkana rura, przez którą przez jakiś czas przecieka woda, tak i przeciekały słowa, ale w pewnym momencie było ich za dużo i rura całkowicie się zatykała. Było ciężko? Od zawsze tu jesteś? Uniósł spojrzenie znad ramy okna i powiódł nim po ścianach zapełnionych... rzeczami. Nie było raczej problemu, żeby aktualnie odczuła dziwne mrowienie, niepokojące, w jego wnętrzu, dotyczące jego pedantycznej strony, którą przerastała ilość rzeczy go otaczających, tak samo mogła wyczuć, jak pracują jego zmysły, ostre i wyraźne, tak jak i nagle klarowniejszy i o wiele bardziej wyraźny był jego umysł, zupełnie jakby starał się stworzyć w pamięci obraz tego miejsca, każdego pojedynczego zagięcia, każdej najmniejszej plamki i przedmiociku. Odwrócił wzrok w kierunku blondynki. Dużo łatwiej. Dziękuję. I tutaj też mogła bez problemu dobrać towarzyszące temu myśli, że nie były to tylko podziękowania za to, że mogli tak rozmawiać, ale też za to, że się go nie bała. Tak po prostu.
_________________
Cute.
You still call me "human".
 
 
Freya Baldwin


19 lat

Pomarańczowa




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2017-02-21, 23:01   
   Multikonta: Jake, Gigi
[Cytuj]

Może to i dość nieoczekiwane wyznanie, ale dla niej Pryzmat też był dziwnym miejscem. Zamknęli ją tu, z dala od wszystkiego, co do tej pory znała, z dala od wszystkich, których znała, z dala od ojca… I niby było w tym coś, co powinno sprawiać, że czuła się jak w domu, niby to wciąż był jej świat, świat, w którym niczego nie musiała, w którym żyła we względnym luksusie, w którym wszystko miała, w którym nikogo nie obchodziła… Heh, dopiero tutaj to odczuła. Pamiętała, dobrze pamiętała dzień, w którym ojciec ją tu przywiózł, obiecując, że to tylko na chwilę, że muszą ją wyleczyć, że zaraz po tym wróci do niego, do domu, że będzie ją regularnie odwiedzał… To był ostatni raz, kiedy go widziała. Wyszedł, zamykając za sobą drzwi tego pokoju, no, może to i nietypowe, ale jako “ważny” człowiek miał tutaj wstęp, a Freya została zupełnie sama. I żyła sobie tak, przez te już sześć, może niemal siedem lat, zamknięta w złotej klatce, bez kogokolwiek, kto choć trochę autentycznie by się nią przejął. Czyli nic się nie zmieniło, nie? W “normalnym” świecie wyglądało to niemal tak samo - niby była otoczona ludźmi, niby zawsze był ktoś, kto był na zawołanie, ale tak naprawdę była cholernie samotna. Z tym, że tutaj, w Pryzmacie, mimo wszystko było inaczej. Zdecydowanie gorzej. To było jak więzienie, więzienie, z którego niemal nie było ucieczki, ba, z którego praktycznie nikt nie chciał uciekać, bo na zewnątrz było jeszcze gorzej. Podobno. Bo Freya nie znała tego całego “na zewnątrz”. Przez ostatnie sześć lat nie widziała świata poza tą wyspą. Tak bardzo do tego przywykła i tak bardzo nie interesowała się historiami innych ludzi, że uznawała to niemal za jedyną słuszną wersję obecnego świata.
Co nie znaczy, że się na to godziła.
Mimo spędzenia większości życia pod kluczem, albo właśnie dzięki temu, ciągle marzyła o tym, żeby się stąd uwolnić. Im dłużej tu żyła, tym bardziej ogarniało ją wrażenie, że to nie jest życie dla niej, że nie do tego została stworzona. W końcu, hej, nie bez powodu została Pomarańczką, nie? W jakimś sensie wierzyła, że jest w tym głębszy cel, chciała go widzieć i chciała wykorzystać drzemiący w tym potencjał. Tylko… Nie bardzo jeszcze wiedziała, jak. Ale to była tylko kwestia czasu.
Zadowolona, że poszło tak sprawnie, że Sahir nie protestował, nie spłoszył się, kiedy wyciągnęła do niego rękę, wróciła z nim na łóżko. Usadowiła się wygodnie, z powrotem krzyżując nogi po turecku. Nie puszczała jego dłoni, gładząc delikatnie jej wierzch swoim kciukiem, jakby naprawdę chciała, żeby poczuł się tu dobrze. Bo chciała. Miała jednak wrażenie, że będzie to dość mozolny proces, dlatego na razie cieszył ją choćby ten mały sukces, że dając mu możliwość rozmawiania bez słów, sprawiała, że było mu bardziej komfortowo. Czuła to, czuła spływające z niego napięcie i ulgę, która pojawiła się zaraz po tym.
Pokiwała twierdząco głową, po czym chwilę dumała nad jego pytaniem, chociaż w zasadzie nie było nad czym się zastanawiać, z resztą - samo twierdzące skinienie było już przecież wystarczającą odpowiedzią. Freya chciała jednak wiedzieć coś więcej, chciała pokazać mu coś więcej.
Byłam tu od samego początku, ojciec przywiózł mnie tu zaraz po tym, jak tylko wystąpiły pierwsze objawy. To znaczy… Jak już załatwił wszystkie ważne sprawy, wtedy od razu zabrał mnie do Pryzmatu. I zostawił. Więcej go nie widziałam.
Na tym urwała telepatyczny przekaz. Mimo, że od tamtego czasu minęło już sześć lat, ona wciąż czuła żal, smutek, właściwie ciężko określić co. Zawsze na wspomnienie tamtego dnia łapał ją taki dziwny ucisk w żołądku. Z obawy, że może się nagle rozkleić, oszczędziła sobie dogłębniejszego wnikania w szczegoły - nie chciała wyjść przy Sahirze na jakąś płaczliwą cipę.
Początki były ciężkie… Ale ponoć sama byłam sobie winna. Z resztą, mogę ci pokazać.
Kończąc na tym, wniknęła do umysłu Sahira bardziej, pokazując mu urywki swoich wspomnień. Nie było tego wiele, na niczym nie przystanęła dłużej. Przez jego umysł przewinęły się sceny, w których mała Freya, którą bez problemu rozpoznawał, ciągle znajdowała się w centrum jakiegoś zamieszania, ciągle ktoś się na nią denerwował. A to wykradała cudze wspomnienia, grożąc, że zobaczą je wszyscy, a to rozkazywała innym Psionikom robić niebezpieczne rzeczy, a to wykorzystywała inne kolorki do robienia ogólnie pojmowanego rozpierdolu, a to sprawiała, że najmłodsze dzieciaki wciąż śniły koszmary. Było tego naprawdę dużo, podpadała i innym PSI i nawet władzom Pryzmatu. W całej plątaninie obrazów, można było nawet dostrzec momenty, kiedy, nie mając innego wyboru, w końcu ktoś obezwładniał ją białym szumem.
Przystopowała dopiero w momencie, kiedy doszła do wspomnienia, które było kwintesencją tego “ciężko”.
Siedziała na łóżku, tym samym, co teraz, w tym samym pokoju. Różnił go tylko trochę wystrój, wszystko było jaśniejsze, nie tak zagracone, z mniejszą ilością rzeczy na ścianach, z masą jakiś różowych dupereli na biurku. No i różniła się Freya. Tak, jej wygląd był zdecydowanie bardziej zbliżony do tego, co pamiętał Sahir z czasów, kiedy widywali się na boisku. Była o wiele niższa, miała bardziej pyzatą buźkę i zdecydowanie dłuższe włosy. Jednak nawet w jej wyglądzie było coś, co różniło ją od tej pyskatej, irytującej dziewczynki, którą kiedyś znał. Jej twarz była bledsza, pozbawiona jakiegokolwiek wyrazu, oczy wyglądały na podkrążone, jakby zmęczone. Wpatrywała się w jeden, bliżej nieokreślony punkt na szafie naprzeciwko łóżka. Tak, całość wyglądała zdecydowanie niepokojąco, zwłaszcza, jeśli wiedziało się, jak nietypowe jest takie zachowanie dla Freyi. Całość przestawała jednak dziwić, kiedy dostrzegało się białą opaskę na jej głowie. Tak, dziewczynka była niemal sparaliżowana białym szumem, chociaż w teorii powinien on jedynie uniemożliwiać jej używanie mocy, w praktyce sprawiał, że ciągle była jakby otumaniona, czuła dziwny, bardzo delikatny, ale jednak drażniący ból głowy, i jakieś takie ogólne otępienie.
Mniej więcej tak wyglądały moje pierwsze dwa lata tutaj.
Wycofała się lekko z jego umysłu, wciąż dając mu jednak możliwość przekazywania tego, co chciał powiedzieć i uśmiechnęła się dziwnie smutno.
Wspomnienie tego wszystkiego, tej opaski, sprawiło, że poczuła się dziwnie spięta, poddenerwowana. Na szczęście bijąca od Sahira wdzięczność za to, że się go nie bała, sprawiała, że czuła się jakoś lepiej. Stabilniej.
A ty? Gdzie ty się podziewałeś przez te lata?
No, tyle o niej, ale on przecież też był tutaj istotny, nie?
_________________

x
 
 
Sahir Nailah


21

Czerwień




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2017-02-21, 23:55   
   Multikonta: Śmierć, Shirei, Lucis
[Cytuj]

Naprawdę obawiał się Pomarańczowych najbardziej ze wszystkich barw ponoć nie dlatego, że mogli wyczytać wszystkie myśli i sekrety, a bardziej dlatego, że mogli przejąć nad człowiekiem kontrolę nie wiadomo kiedy, nie wiadomo jak, nakłonić do rzeczy, których nigdy dobrowolnie by się nie zrobiło, to była ta oficjalna wersja, w której nie miał niczego do ukrycia - faktem jednak było, że zawsze obawiał się, w przeszłości, że Pomarańczowy wejdzie do jego umysłu i dowie się o tym, o czym nigdy nie mówił. Na co nałożył pieczęć milczenia. Obawiał się lekko dotyku, jaki oferowali, w końcu to ten dotyk pozwalał im na użycie większości umiejętności, zbliżenia, samego spojrzenia, które na nim układali i tak w pierwszym momencie również obawiał się Freyi, kiedy ujawniła przed nim swoje zdolności. Tylko w tym pierwszym. Bardzo szybko ześlizgnęło się z niego wspomnienie tego dziwnego ataku, który zabolał, wpływając na niego zbyt silną gamą barw i emocji, to tak jak ze wszystkim myślami - porzucane, kiedy nie były już potrzebne i raczej się do nich nie wracało, no bo co po, jeśli wyraźnej potrzeb nie było? A tutaj nie było. Dziewczyna przeprosiła, nie zrobiła tego celowo, może to i było łatwowierne, ale on nie widział niczego złego w zaufaniu jej, miała przecież... taką dziwną aurę wokół siebie, że chciało się do niej przylegać.
Więc jej ojciec oddał własne dziecko z pełną świadomością tego, co jej się dzieje, czy może po prostu zaufał propagandzie..? Pewnie nie, inaczej by oddał ją do Obozu, o Pryzmacie nigdy nie słyszał, nigdy nie spotkał w świecie zewnętrznym dzieciaka, który by powiedział "jesteśmy z Pryzmatu", nie... aktualnie było to tak, jakby Frea była tutaj sama jedyna, a cała reszta barw tutaj przebywających, poza Gabrielem i Allanah, ale oni byli tacy, jak Sahir - niedobitki z Ligii - stanowiła dziwne tło, boty w grach, z którymi nawet kiedy się chciało, to nie dało się przeprowadzić interakcji, ledwo możliwi do namierzenia przesuwali się bokiem, zapełniacze rzeczywistości.
Co to... Pryzmat? Dom dla PSI? Jasne. Tylko... skoro Freya trafiła do tego miejsca kiedy miała pierwsze objawy... Kiedy zachorowałaś? Miał na myśli jej wiek, różnie to w końcu bywało... heh i pomyśleć, że gdyby tylko urodził się troszeczkę później... prawdopodobnie nic by mu nie było. Załapał się na krańcu, niemal umykając choremu wirusowi, który tak przewrócił rzeczywistość w Stanach. Sahir zapamiętał Freyę jako tą, która zawsze była sama - nie chciała dać się wkręcić w zabawy z innymi dzieciakami, zaskakująco łatwo wkurzała wszystkich wokół i nikt jej właściwie nie lubił - nigdy nie rozumiał, co to za czar, co za klątwa na niej ciążyła, że tak łatwo zrażała do siebie ludzi - i tutaj, kiedy powiedziała, że ojciec ją zostawił, który był dla niej zawsze bardzo ważny... zresztą tamto jej wspomnienie na tarasie, tamto uczucie, które mu przekazała... Sama. Jesteś sama. To nie brzmiało wcale jak pytanie. To było stwierdzenie i przyszło mu tak łatwo, jak łatwo przychodzi powiedzenie "ładna dziś pogoda", nieświadom, że to może ją zranić, przywlec jeszcze mocniej dawne wspomnienia i samotność która ją drażniła... ale może wcale sama nie była? Freya jest miła. Powinna mieć dużo przyjaciół. Myśli czasami rodziły się same z siebie, chociaż czarnowłosy miał dość sporo doświadczenia z porozumiewaniem się z pomarańczowymi - w końcu znał Xiao i Atturiego, którzy byli z nim w Lidze, ale nawet jeśli to jakoś... teraz było inaczej. On był całkowicie inny niż jeszcze przed rokiem. W sumie to nawet gdyby ze smutku dziewczyna się rozpłakała, to nie było się czego obawiać - nigdy nie uznałby jej za płaczliwą cipę. Przecież w łzach nie było niczego złego. Kiwnął głową zachęcając ją do pokazania swojej przeszłości.
Pokazywanie wspomnienia nie było nadmiernie ciężkie, jednak budowanie całej wizji, którą budowała Pomarańczowa, zmuszona do wyobrażenia sobie samej siebie i osadzenia w konkretnym miejscu, już raczej była - i Sahir o tym wiedział. Spoglądał z ciekawością na dziewczynkę siedzącą na krześle z białą opaską na czole - co to..? Nigdy czegoś takiego nie widział. Dla niego to była opasa jak opaska, która miała pewnie podtrzymywać włosy, czarnowłosy nawet się na niej nie skupił, czując rezonację czegoś... dziwnego. I jednoczesnego spokoju. Całkowitej, błogosławionej ciszy, kiedy wreszcie głosy przestały atakować jej umysł, blokując cały świat zewnętrzny przed dostępem do niej, tylko że nie było w tym satysfakcji - w tej duszy drzemała stłamszona nienawiść do całego świata, maleńka, kiełkująca, która wcale nie chciała siedzieć w ciszy, wszystkie poprzednie obrazy były przecież tego dowodem - małe i wielkie psikusy, rzeczy poważne i te względnie niewinne, a co do których nie pojawiła się żadna ocena w umyśle Czerwonego - nie było oskarżeń, jak to źle się zachowywała, albo niezadowolenia, że nadużywała swoją moc, zamiast tego Freya mogła jednak poczuć smutek. Głęboki smutek, kiedy Czerwony przyglądał się temu wszystkiemu. Żadna myśl ani żaden komentarz poza tym nie pojawił się w jego jaźni. Chyba nie było nawet na to żadnego komentarza. Już rozumiał, tak. Rozumiał, że coś, co wydawało się rajem, tym rajem nie mogło być dla Freyi, przynajmniej nie na tym początku. Dwa lata walczenia i jednoczesnej kary? Natychmiastowo zepsuł mu się humor, o ile w ogóle można mówić, że Sahir coś takiego jak "nastrój" posiada - wylęgła się w nim jakaś złość... coś, co pomieszało mu się z doznaniami z jej wspomnień i czasem dzisiejszym, dlatego wysunął rękę z dłoni Freyi i uniósł ją przed siebie, wciąż mając wrażenie, że coś go blokuje... ale nie blokowało. Już nie.
Spojrzał na Freyę i wskazał na głowę palcem.
- Zdjąć opaskę. Zabić. - Jego myśli znów stały się ociężałe, powoli starał się pojąć, zrozumieć, zinterpretować, obrazy były oczywiste, uczucia jednak oczywiste nie były, zwłaszcza, gdy nie należały do niego. - Walczyć. - Dopóki wystarczyło sił, powietrza w płucach i krwi w żyłach można było podejmować walkę. Wyciągnął do niej spowrotem dłoń, by ją złapać obiema dłońmi. Ty już tego nie nosisz? Chodziło mu oczywiście o opaskę. Czy już nie musi jej nosić. Byłem w domu. Ta odpowiedź była właściwie natychmiastowa, nie wymagała od Sahira żadnego zastanowienia, na tyle oczywista się okazała.
_________________
Cute.
You still call me "human".
 
 
Freya Baldwin


19 lat

Pomarańczowa




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2017-02-24, 03:34   
   Multikonta: Jake, Gigi
[Cytuj]

Freya musiała się trochę zastanowić nad odpowiedzią. Może nawet trochę bardzo. No bo, jak to, co to Pryzmat? TO był Pryzmat. To wszystko, tu gdzie byli, te budynki, ludzie, ta cała wyspa. Może oczekiwał jakiejś super poprawnej definicji? Cholera wie, no ale gdyby tak było, to pewnie nie pytałby o to jej, pewnie dowiedziałby się od jakiegoś wiarygodniejszego źródła. Hmm, ale jak nie o to, to o co chodziło? Przez moment to pytanie wydało jej się wręcz głupie, to znaczy, że Sahir zapytał głupio, ale raczej to ona poczuła się głupio, nie wiedząc, jak odpowiedzieć. No a, zgodnie z zasadami panującymi w łebku Freyi, jeśli coś sprawia, że czuje się głupia, to znaczy, że to to po prostu jest głupie. Nie ona.
No ale, skoro spytał, musiała interesować go odpowiedź, nie? A, jak już wspomniałam, Nailah, z racji, że był uprzywilejowany w jakiś dziwny sposób, zawsze mógł liczyć na odpowiedź, nawet, jeśli Freya nie bardzo wiedziała, jak właściwie odpowiedzieć.
Pryzmat to taki… Ośrodek badawczy? Chyba tak to oficjalnie nazywają. Wiesz, w teorii ma nam być tu super, nie to, co było w obozach. Niby nas szkolą i przeprowadzają badania, ale to wszystko jest bardzo lekkie, nieobowiązkowe wręcz. O, ja na przykład wymigiwałam się niemal ze wszystkiego, z resztą, widziałeś, jak prowadziłeś trening, przyszłam sobie tylko na ciebie popatrzeć.
Jej twarz zalała się lekkim rumieńcem.
Znaczy, na trening! Przyszłam popatrzeć na trening. No, to o czym to ja… A, Pryzmat. No, więc niby jest tu… Fajnie, dużo możemy, mało musimy… Mamy też dużo możliwości, żyjemy sobie niemal jak w raju, w luksusach. Wiesz, to taki zastępczy domek dla bogatych dzieciaków. Niby wolno nam było żyć prawie tak, jak przed chorobą. No ale, wiadomo, nie ważne, jak wspaniała klatka zawsze pozostanie klatką, nie? Poza tym, teraz jest już inaczej… Przyszli Donovanowie, przyszliście wy… Pozmieniało się… Chociaż, cholera wie, może zawsze tu tak było, tylko ja tego nie widziałam?
Przerwała na chwilę, zastanawiając się nad tym, co mu właśnie przekazała. Hmm, czy aby na pewno nie widziała, że wcale nie jest tak różowo? Serio? Zakuli ją przecież na dwa lata w opaskę, jak zwierzę, którego nie można opanować inaczej, niż poprzez otumanienie go. Ale mimo to… To wciąż było co innego. Wtedy wciąż było “luźniej”. Teraz… Teraz jest zdecydowanie inaczej. Niby zmiany niewielkie, ale widać, że na tym się nie skończy. Inaczej nie wymieszaliby ich z tymi z Ligi, nie zaostrzyli by treningów… Chociaż w sumie, może nie ma się jednak czym przejmować? Wujaszkowie w końcu zawsze byli trochę popierdoleni.
Ja zachorowałam, jak miałam dwanaście lat… No a, że mój ojciec jest wysoko w CIA, to nie miał problemu z załatwieniem mi tu miejsca, nawet, jak wszystko było jeszcze w rękach Graya.
Słysząc jego kolejne stwierdzenie, zaśmiała się w głos, zaskakująco serdecznie, jak na nią.
Jesteś kochany, wiesz?
Hmm, zabawne, z jakiegoś NIEWYJAŚNIONEGO powodu, jeszcze nikt nigdy jej tak nie powiedział. Nigdy. Ach, niemal się wzruszyła, chociaż, oczywiście, nie dała po sobie nic poznać. Ale to naprawdę było miłe. Najmilsze. I jak ona niby miała nie lubić Sahira? I nie traktować go wyjątkowo? Przecież był cudowny, naprawdę, nie potrzebował wiele czasu, żeby przypomnieć jej, dlaczego właściwie tak za nim latała, jak jeszcze byli dzieciakami, dlaczego tak bardzo chciała z nim grać w to monopoly i dlaczego pozwala mu z siebie żartować. Bo dzięki niemu w końcu czuła się chciana. Tak naprawdę, autentycznie chciana, mile widziana. Czuła, że ktoś na nią czeka, że chyba za nią tęskni… Czuła się z nim tak, jak nie czuła się z nikim innym. Tak samo wtedy, tak samo i dzisiaj. I, chociaż pewnie nie przyzna tego głośno, była mu za to cholernie wdzięczna. Nie tylko za to, co o niej myślał, jak ją postrzegał i jak dzięki temu się czuła. Ale też chociażby za to, że chciał po prostu spędzić z nią czas, posiedzieć na tym łóżku, porozmawiać… Nikt inny nigdy nie chciał.
Ech, nie dość, że sama posmutniała od tych myśli, to jeszcze wyraźnie czuła smutek przepływający przez Sahira. Kurcze, nie chciał psuć mu nastroju, a miała wrażenie, że właśnie to robi. Kiedy jednak zabrał od niej rękę i wyciągnął ją przed siebie, minimalnie się wystraszyła. No dobra, bardziej, niż minimalnie.
Zabić? Walczyć?
Wystraszyła się zajebiście mocno.
Na szczęście za chwilę znów złapał jej dłonie, a Freya odetchnęła z ulgą, słysząc jego myśli.
Nie, już nie muszę. Na szczęście… Jeśli kiedykolwiek znów mi ją założą…
Urwała,,nie chcąc sobie raz jeszcze przypominać tego uczucia. Poza tym - zaintrygowała ją też jego odpowiedź.
Jak to, w domu? Liga była twoim domem?
Nie oczekiwała co prawda zbyt obszernego rozwinięcia, ale, no, intrygowało ją, jak co takiego można nazwać domem.
A co stało się z twoim poprzednim domem?

Tak, to też ją zaciekawiło. Nie wyobrażała sobie w końcu nazywać domem czegokolwiek innego, kiedy przecież gdzieś tam wciąż istniał ten prawdziwy dom. Chociaż… Ona chyba już tak nie mogła nazywać miejsca, w którym mieszkała z ojcem. Ale jednocześnie nie mogła jeszcze tak nazywać Pryzmatu… Czy to znaczy, że była bezdomna?
_________________

x
 
 
Sahir Nailah


21

Czerwień




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2017-02-24, 04:25   
   Multikonta: Śmierć, Shirei, Lucis
[Cytuj]

Tak, TO był Pryzmat, przecież wiedział - te ściany i ten dokładnie pokój z tymi pustymi ramami zawieszonymi na murze pokrytym szarą farbą, z tym łóżkiem, na którym siedzieli, tym korytarzem, którym szli i tamtym tarasem, na którym spotkały się ich spojrzenia - ściany nie określały jednak instytucji, nie świadczył o charakterze, nie szeptały do ucha tego, czego umysł wiedzieć pragnął, a to były przecież całkowite podstawy tego świata - polityka. Wszyscy mieli tutaj swoją politykę - organizacje i pojedyncze jednostki, ugrupowania i rodziny wciąż trzymające się razem, którym może jakimś cudem dziecka nie odebrano i zdołali się ukryć ze sfałszowanymi dokumentami, czy mieszkając w podziemiach, gdzie wzrok policji nie sięgał - mnóstwo było ślepych zaułków w USA, gdzie prawo nie docierało nawet echem, więc i można było ustanowić własne... tak jak na przykład na tej wyspie. Byli tu odcięci od wszystkiego, co teraz wcale nie przeszkadzało czarnowłosemu drzemiącemu we własnej bańce, spokojnemu, nie przeszkadzała mu też nieznajomość tego świata, w którym się znalazł - bardzo miniaturowej wersji świata, biorąc pod uwagę, jak wielkie były Stany, nie wspominając o całej kuli ziemskiej, za to interesowało go to miejsce przez perspektywę Freyi. Opowiadała mu o sobie, pokazywała mu rzeczy, zdarzenia ze swojego życia, otwierała się przed nim - i on traktował to bardzo poważnie - bardzo poważni jej słuchał, bardzo uważnie obserwował, chociaż jego twarz nie wskazywała na nawet minimalne zainteresowanie w pierwszym momencie, dopóki ta historia przez nią opowiadana nie wzbudziła w nim ostrzejszych, mniej przyjemnych emocji - czysty dowód na to, że się przejmował i brał to wszystko aż zbyt do siebie, odbierając jej krzywdę jako krzywdę własną. Nie przesadzam. Było tak dosłownie. Skoro wiec chciał ją poznawać, chyba musiał zacząć od zrozumienia, w jakim miejscu tak wiele lat przyszło jej żyć, prawda? Niby nie, w sumie można uznać, że od dupy strony zaczynał, zamiast pytać, jak się z tym wszystkim czuła, czy tęskni za ojcem, jak dobrze go wspomina... Być może przesadzam, ale w sumie kto normalny w takiej sytuacji zamiast okazać odrobinę empatii wypytywałby o suche fakty, takie jak polityka? Czy to, czym jest miejsce, w którym właśnie się znajdowali?
Dotknął dłonią czoła dziewczyny, kiedy po raz kolejny się zarumieniła, po czym dotknął swojego, żeby sprawdzić różnicę temperatur, ale uświadomił sobie, że to nie jest najlepszy pomysł, niestety dopiero po fakcie, w końcu jego ciało zawsze było cieplejsze, zbyt łatwo o tym zapominał, dla niego to była oczywistość, często ciężko było pomyśleć, że dla innych taa temperatura ciała oczywistością nie jest i bynajmniej nie jest dla nich naturalna, zwłaszcza, że Czerwonych było tyle co kot napłakał... wytłuczeni jak mrówki, nic dziwnego, mało kto mógł powiedzieć, że "szczyci się znajomością z Czerwonym", raczej łatwiej było dosłyszeć: miałem nieprzyjemność poznać przeklętą, Czerwoną barwę... Ze zdrowiej blondynki chyba jednak było wszystko okej, zresztą zapewniała go już tyle razy, że było, że musiało być, dlatego nie przejął się tym za bardzo, chociaż coś musiało przecież nagły przypływ kolorów na jej twarz powodować, frustrujące.
Czemu robisz się czerwona?
Zapytał całkowicie wprost, bez żadnego skrępowania, żadnych hamulców ani świadomości, że Freya może się poczuć lekko niekomfortowo z takim pytaniem. Za bardzo się tym już przejął, musiał rozwikłać ten sekret, tą nieziemską tajemnicę..! Będzie bogatszy o kolejną wiedzę dotyczącą Freyi! Chcę wiedzieć wszystko o Freyi. Nie brzmiało to zachłannie, wyzywająco, raczej niewinnie na swój sposób, z jakąś wiarą położoną na tych słowach, albo raczej nie wiarą a... zapatrzeniem. Zapatrzeniem jak w święty obrazek, podziwem, który ku niej kierował, kiedy się w nią wpatrywał właściwie w zupełnym bezruchu, aż można było uwierzyć, że nawet nie mrugał ani nie oddychał, skupiony tylko na niej. Znam klatki. Nie są przyjemne. To było niczym w porównaniu do tych klatek, które Sahir znał, a jednak w ogóle ich do siebie nie porównywa, przejęty tym, że dla niej to miejsce było więzieniem, z którego nie mogła wyfrunąć, nie ważne ile razy by próbowała - no bo jak? Nie zrobi przecież tratwy i nie przepływie wpław oceanu, szukając gdzieś schronienia. Pryzmat był naprawdę więzieniem idealnym. Była tutaj tyle lat... I przez dwa lata coś ciągle ją męczyło... to wcale nie brzmiało jak dobre miejsce, jak dom, chociaż nie zmieniało jego prywatnej wizji jako na Raj, bo w jego własnych doświadczeniach takim miejscem się Pryzmat jawił - Edenem, w którym wreszcie można położyć się w całkowicie własnym pokoju, całkowicie własnym łóżku, w całkowitej ciszy... przerażająco pustej ciszy. Ciekawe, czy to, co mówi, o tych zmianach, czy to rokowana na lepsze czy może na gorsze? Donavanowie zniszczyli Ligę, wiedział o tym, ale nigdy nie miał z żadnym z nich do czynienia. Nie miał im tego za złe ani nie uważał tego za dobre. Obojętne mu było, gdzie jest. Pies jest psem - nawet jeśli za domem tęskni, to nikt nie zwróci uwagi na jego łkanie, a może jedynie dostać po grzbiecie, po co więc w ogóle zawracać sobie tym głowę?
Nie wiem. Ale ty jesteś na pewno. Pokręcił głową w odpowiedzi na pytanie o to, czy jest kochany, wypowiadając w myślach te słowa. Zachorowała niedługo po tym, jak zniknęła. Miała obchodzić swoje... 11 urodziny w dniu, w którym ich kontakt się zakończył. Wtedy była dzieckiem, co zmienił niby rok? Cudownie niewinna i urocza istota... która wtargnęła w cały ten burdel, chociaż nie, nie wtargnęła: została siłą w niego wrzucona, sama przecież tego nie wybierała.
Tak. Odpowiedział bez wahania - i z jednej strony chciał tam wrócić, z drugie było to miejsce, do którego nie chciał się nawet zbliżać. Syndrom sztokholmski, tylko że zamiast do ludzi to do miejsca. Spaliłem... go. druga odpowiedź już nie była taka natychmiastowa. Zwolnił, jego myśl się zacięła, wszystko w nim wydawało się zresztą cofnąć lekko swój bieg, który wdrożył się na nieco szybsze tory dzięki pobudzeniu. Minimalne... ale chyba za bardzo go to przytłoczyło. Zamrugał parę razy powoli, jakby próbował wybudzić się z gęstego snu. Wspomnienia... ciężkie, okolone wonią palonego mięsa, ciemnością, która rozbłyskała pomarańczem płomienia. Rosły mężczyzna trzymający twoją rękę, szarpiesz się z nim, smród palonego mięsa, smród palonego mięsa... Krzyk, krzyk, strach, strach, strach, biegnij..! Cała klatka schodowa zalewa się płomieniami... a wszystko to przytłumione, wybrakowane, bez odpowiedniej jakości barw, bez głębokich uczuć, jak film, który się ogląda z boku, ale nie wywiera na oglądającym żadnego wrażenia, przez to, że wydaje się robiony z trzeciej ręki... Liga też spłonęła. Bo przynoszę pecha. Nie chcę przynieść Freyi pecha...
_________________
Cute.
You still call me "human".
 
 
Freya Baldwin


19 lat

Pomarańczowa




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-female http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2017-02-25, 03:38   
   Multikonta: Jake, Gigi
[Cytuj]

Freya w zasadzie niewiele wiedziała o Sahirze. Prawdę mówiąc, to chyba nic nie wiedziała, zaczynając od tych podstawowych rzeczy, typu, kiedy miał urodziny, albo czy miał rodzeństwo, przez bardziej wścibskie, w stylu, gdzie dokładnie mieszkał, czy czym zajmowali się jego rodzice, po te totalnie prywatne i osobiste, jak chociażby jakieś marzenia, czy jakiekolwiek poważne sprawy. Serio, nie wiedziała kompletnie nic. Znaczy, no dobra, może nie kompletnie, ale to, co wiedziała, można było policzyć na palcach jednej ręki. Pierwotnie miał na imię Shi, przy czym ciężko stwierdzić, czy to w ogóle jest pełne imię. Jego rodzina była raczej z tych biedniejszych, może nawet zakrawających o patologię, biorąc pod uwagę też jego siniaki z tamtych czasów, które chyba jednak nie były od upadków. Mieszkał niedaleko jej dawnego domu, skoro widywali się na tym boisku, musiał mieszkać gdzieś w okolicy. Ładnie rysował. I, eee, to chyba tyle. No, poza tym, można powiedzieć, że lubił jeszcze gry planszowe. Bo skoro z nią grał, to chyba lubił, nie?
Patrzâc na to wszystko, właściwie ciężko stwierdzić, na czym tak naprawdę opierała się ich znajomość w dzieciństwie. Bo żeby kogoś znać, trzeba o nim coś wiedzieć, nie? A Freya miała wrażenie, że serio nie mogłaby niczego więcej o Sahirze powiedzieć. A może po prostu nie pamiętała? Hmm, raczej nie, co jak co, ale pamięć to ona miała akurat niezłą. Ech, to pewnie wina tego, że w tamtych czasach strasznie dużo paplała. Heh, nie dopuszczała do głosu niemal nikogo, mogła o sobie mówić godzinami, no a Nailah był zdecydowanie z tych małomównych ludzi, więc, tym bardziej, nie miał szans na przebicie. I chyba nawet nie chciał mieć. Bo zawsze, jak Freya w końcu milkła, to on i tak za wiele nie gadał. Znaczy, z pewnością więcej niż teraz, ale zawsze jakoś sprawnie omijał istotne tematy. Taa, zdecydowanie był z tych, co raczej nie mówią, a jak już się odezwą, to wszystko tak sprytnie obchodzą, że dopiero po fakcie człowiek zdaje sobie sprawę, że i tak się przecież niczego nie dowiedział.
Ale to w pewnym sensie nawet dobrze, nie? Gdyby był rozgadany i równie narcystyczny, co Pomarańczowa te kilka lat temu, to czy ta znajomość w ogóle miałaby rację bytu? No, szczerze mówiąc, dziewczyna nigdy by chyba nie pomyślała, że ktoś taki zdobędzie jej uwagę, ktoś tak inny. Ale może właśnie dlatego ją zdobył? Dlatego, że był inny, inny, ale w odpowiednich punktach, idealnie wręcz dobranych, tak, że zamiast zgrzytać, wszystko pięknie ze sobą grało. Ona mówiła, on słuchał, ona była kompletną ciamajdą, on potrafił aż za wiele, ona się irytowała, on zachowywał dziwny spokój, ona ciągle do niego lgnęła, wiedząc gdzieś tam w głębi, że chyba nie powinna, on twardo trzymał dystans, chociaż w środku też chciał tej bliskości. Jasne, były też rzeczy, które nie do końca pasowały do uzupełniającego się schematu, jak chociażby ich, tak bardzo różny status materialny, który w końcu ich rozdzielił, ale skoro i tak mimo to znów się spotkali… To może to nie była aż taka przeszkoda?
Dziewczyna automatycznie cofnęła się, kiedy chłopak wyciągnął rękę w jej stronę, jednak nie na tyle, aby przeszkodzić mu w dotknięciu swojego czoła. Na początku nie skumała, po co w ogóle to zrobił, tak samo - po co dotknął swojej głowy, jednak, kiedy usłyszała jego pytanie, po raz kolejny dzisiaj wybuchnęła śmiechem i po raz kolejny nie było w tym nic, ponad zaskakująco serdeczne rozbawienie.
Przerwała na chwilę łączący ich dotyk i ukryła twarz w obu dłoniach.
- Aaaaa, dlaczego ty zawsze to robisz! - wymruczała spomiędzy palców, wciąż wyraźnie rozbawiona. - Przepraszam - zreflektowała się szybko i, po pospiesznym poprawieniu włosów, z powrotem chwyciła jego dłoń, wciąż się uśmiechając, z twarzą jeszcze bardziej czerwoną, niż przed chwilą. Aaaaa, no bo, serio, dlaczego on to robił? Dlaczego zadawał tak oczywiste pytania? Dlaczego nie uznawał czegoś takiego, jak taktowne przemilczanie pewnych kwestii? I, co gorsza, dlaczego jej to w ogóle nie irytowało? I dlaczego wydawało się wręcz nadmiernie ujmujące?
Hmm…
Zaskakujące, ale tym razem to Freya miała problem z doborem słów. Nie chcąc jednak, żeby pomyślał, że jest zła, czy coś, upewniła się, że poza myślami, przekaże mu też te wszystkie ciepłe, pozytywne emocje, jakie, o dziwo, wzbudziło w niej to pytanie.
Wiesz… Zazwyczaj, kiedy ludzie się zdenerwują… Nie, nie, nie zdenerwują, kiedy się zawstydzą… O, dokładnie tak. Zazwyczaj, albo przynajmniej bardzo często, kiedy ludzie się zawstydzą, bo, nie wiem, palną coś głupiego, albo zrobią coś nieodpowiedniego, to się rumienią, po prostu… No i ja też należę do tych ludzi.
Wyjaśniła to wszystko z zaskakującą jak na nią cierpliwością, ani trochę nie poirytowana faktem, że została spytana o tak oczywistą oczywistość. Serio, gdyby na miejscu Sahira znalazł się ktoś inny, nie miałby szans na żadną odpowiedź, poza zirytowanym spojrzeniem, no ale… Sahir, to Sahir. Nie była nawet minimalnie zła.
Słysząc w swojej głowie jego kolejną myśl, rozpłynęła się jeszcze bardziej. Poczuła się tak… Tak cudownie. Tak, zdecydowanie poczuła się cudownie i on był cudowny i w ogóle było xdewrcvdtfgfhjghbnbjbbmjnhk. Chyba jeszcze nikt nigdy, nie obdarzył jej taką szczerą, niewymuszoną uwagą. Czuła, po części dzięki swoim zdolnościom, że on NAPRAWDĘ chce tego wszystkiego słuchać, że chce o niej wiedzieć wszystko, że nawet, jak opowie mu o czymś totalnie błahym, to on uzna to za istotne i nie wyśmieje, ani nie wkurzy się, że zajmuje mu czas głupotami. I zrobiło jej się przez to jakoś tak cieplutko. Miłe uczucie przerwała dopiero wzmianka o klatce.
Znasz… Zamknęli cię kiedyś w klatce?
Zapytała o to, autentycznie przejęta, chociaż trochę też zmieszana. No bo, serio, jeśli chłopak naprawdę był kiedyś w klatce, takiej prawdziwej klatce, a ona nazywała przy nim “klatką” pokój w czymś, co wyglądało niemal jak luksusowy ośrodek wypoczynkowy na wyspie… Aj, poczuła się trochę głupio. Pomijając fakt, że przed chwilą stwierdziła, że przecież nie musi się czuć przy nim głupio… Ale to był zdecydowanie inny rodzaj głupiości. Poczuła, że wyszła trochę na ignorantkę.
Na szczęście jego kolejne stwierdzenie znów sprawiło, że się uśmiechnęła. Och, nie dość że chce o mnie wszystko wiedzieć, to jeszcze uważa, że jestem kochana! Drddddfdryhtghujhhknkmukvfe. Ugh, nie stop. Bo zaraz wyjdzie z tego jakaś niezdrowo podekscytowana dziewczyneczka, a przecież Freya taka nie jest. ZDECYDOWANIE NIE.
Pokiwała głową, czując, że znów trochę posmutniała.
Taa, to było całkiem niedługo po tym. Z resztą, wszyscy wtedy zaczęli chorować, w końcu wtedy wybuchła epidemia…
Jednak to nie to wspomnienie sprawiło, że posmutniała.
Przepraszam, że wtedy nie przyszłam. Ja… Naprawdę chciałam. Naprawdę. Ale nie pozwolił mi…
Przerwała, czując, że łzy napłynęły jej do oczu. Pokręciła głową tak, jak pies, kiedy otrzepuje się z wody, jednak wzrok opuściła na swoje dłonie. No, dramatyczne unikanie spojrzenia nie potrwało jednak długo, ciekawość zrobiła swoje i Freya odruchowo przeniosła wzrok na chłopaka.
Spaliłeś..?
Nie bardzo nawet wiedziała, jak na to zareagować.
A co z rodziną, uratowali się?
Z jednej strony miała szczerą nadzieję, że powie “tak”, ale z drugiej… Chyba obawiała się tego, co może usłyszeć. A potem zobaczyła to wszystko, co on zobaczył w swojej głowie i wiedziała już, że nie musiała pytać.
Puściła jego dłoń. Rozplątała nogi z tureckiego siadu, uklęknęła na łóżku i, niewiele myśląc, przytuliła go, mniej więcej tak, że jego głowa znalazła się na wysokości jej cycków. Nie wiedziała, czy tego chciał, czy w ogóle tego potrzebował. Ale miała wrażenie, że to odpowiednie.
Nie przyniesiesz mi pecha. To ja ci przyniosę szczęście. Obiecuję.
Gładziła go po czarnych włosach, nie mając nawet pojęcia, jak bardzo zawiedzie go tą obietnicą w niedalekiej przyszłości.
_________________

x
 
 
Sahir Nailah


21

Czerwień




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png pryzmat-male http://i.imgur.com/gTiQdIs.png

Wysłany: 2017-02-25, 05:01   
   Multikonta: Śmierć, Shirei, Lucis
[Cytuj]

Milczenie było złotem w święcie pełnym poetów i mówców - wystarczyło pozwolić im mówić i zarabiać, zbierać wiedzę, która miała być walutą cenniejszą od pieniądza, bo bez wiedzy nie dało się zarobić w żaden sposób, zawsze trzeba wiedzieć, co robić, jak postąpić, kiedy walczysz za pieniądze musisz się walki nauczyć, kiedy pracujesz na budowie musisz nauczyć się, jak obsługiwać maszyny, kiedy jesteś prezesem korporacji musisz posiadać wiedzę z zakresu zarządzania i tematu, którym akurat miałeś zarządzać - tą wiedzę musisz poszerzać, poszerzać... bo im więcej masz lat tym więcej jej potrzebujesz, bo i o wiele więcej musiałeś zarabiać. W końcu nawet znajomość potrzebuje wiedzy, by zarabiać. Musisz potrafi słuchać, żeby dowiedzieć się czegoś o tej personie, która stoi obok ciebie, musisz potrać tą wiedzę wykorzystać, żeby zarobić jej przychylność, aż w końcu samą przyjaźń - to chyba zawsze jest handel, nawet kiedy w układy wchodzą czyste serca dzieci, które jeszcze nie zostały zepsute codziennością, która zmuszałaby ich do uciekania bądź walczenia z nią, nie dało się po prostu przed tym uciec... zwłaszcza, że ten handel nie był chyba nigdy fair i uświadamiamy sobie to dopiero po czasie. Gotowi jesteśmy wyskoczy z trumny, budząc się z krzykiem na ustach: ach..! Przecież miałam/miałem go jeszcze zapytać o..! - nie pozostaje nam nic innego jak wpaść spowrotem w objęcia śmierci, bo nie ma od niej żadnej ucieczki. Śpieszmy się kochać tych ludzi, w których zainwestowaliśmy i którzy zainwestowali w nas - człowiek rozumie i docenia te słowa, przestając patrzeć na nie krzywym okiem, bo były wszędzie, bo wszędzie się o nich słyszało, dopiero kiedy doświadczył prawdziwej, wstrząsającej straty, która uczyła go rzeczywiście szanować to, co ma, zadziwiając, jak kruchy jest świat dookoła niego, ten wokół nas, gdzie nie każde rozbite lustro da się skleić i nie każde można wymienić na lepszy model - są pewne rzeczy, których nie da się odzyskać, kiedy już raz się je straci. Spoglądając na Freyę teraz doceniał jej pojawienie się o wiele bardziej, niż wtedy, na tamtym boisku. Była cudem mu objawianym, który spłynął na miękkiej chmurze i ucałował jego skronie, przynosząc pokój tam, gdzie zostały zgliszcza wojny, dając ziemi szansę na zrodzenie nowych roślin, jeśli tylko ten aniołek oczyści zatrutą studnię i sprawi, że znów zacznie w niej pojawiać się krystalicznie czysta woda - przyda mi się parę łyków, może ze dwa... Ten handel, który przeprowadzili za dzieciaka, ten bardzo nierówny, wcale nie fair się nie wydawał z jego perspektywy - obydwoje dostawali od siebie tego, czego chcieli, zyskując tyle samo w zamian, w oczach Czwórki nie było tutaj poszkodowanych, bo niby dlaczego Pomarańczowa miałaby się przejmować tym, że niewiele o nim wie? Wiedziała wszystko i nic zarazem - osoba najbliższa i nic tego nie zmieni, żadna przeszłość, żadne opowieści - hipokryzja, śmiało, powiedzcie to... zwłaszcza, że spojrzenie Sahira na nią przecież ewoluowało im więcej się dowiadywał i im więcej słuchał. Nie, nie zmieniało - po prostu dojrzewało w całkowicie naturalny sposób, uzupełniane o nowe wartości, których przecież pożądał - jak Michał Anioł kuł swojego Dawida, tak on pieczołowicie kuł Freyę tam, w ty ogrodzie, gdzie nie rosły żadne kwiaty, gdzie nie można było zaznać wytchnienia pod szeleszczącymi koronami drzew - uzupełnianie wnętrza tego dzieła nie sprawiało w końcu, że Freya przestawała być Freyą. Cz więc Sahir przestałby być tym samym Sahirem, gdybyś mogła o nim powiedzieć coś więcej, droga Freyo..? Tam, gdzie znikała możliwość szlifowania, bardzo często znikało zainteresowanie... ponoć tajemnice przyciągały - zabawna sprawa, przecież czarnowłosy nigdy nie wydawał się jakoś szczególnie zamknięty w sobie.
- Co... co... robię? - Och, to stawało się z każdą chwilą coraz bardziej niepokojące..! I zadziwiające? Nie wiem, w którym miejscu to spotkanie stało się niemal przełomową chwilą - próg dzielący zezwierzęcenie i człowieczeństwo, jak to jest być po prostu człowiekiem obcującym z innymi ludźmi, jak to jest spotkać osobę, którą uważało się za zmarłą, której wspomnienie zawsze było ostre i wyraźne w jego umyśle, a jednak z roku na rok wydawało się uciekać, umykać, rozmywać jak kartka papieru wsunięta do wanny pełnej wody - co było prawdą, a co sobie wymyślił? Ile z tego spotkania było tylko jakimś jego dziwnym niezrozumieniem tego, co Freya chciała mu pokazać, a co było prawdą, którą ona chciała się z nim podzielić? Ciepło, które mu przelała, kiedy znów złapała jego dłoń i serdeczność nie potrzebowały jednak żadnych słów wyjaśnienia i zapewnień - były uczuciami... które wydawały się całkowicie abstrakcyjne, a jednocześnie pochłonął je bez żadnych pytań - stał się gąbką, która pragnęła cudownego uczucia przypominającego dotyk słonecznego słońca na skórze, gdy czas nie gonił i gdy niczego nie wymagano - wystarczyło pokładać się na soczyście zielonej łące i kąpać w cieple promieni, o których istnieniu miało się pojęcie, ale takie mgliste i niewyraźne... a teraz były tutaj - całe i obecne. Nie wiedział, czym to jest, to, co Freya mu przesłała, nie wiedział, z czym się to je i jak powinien to nazwać, ale nie naprawdę nie pytał - nie przyszło mu nawet do głowy, by o to pytać, to było... po prostu zbyt dobre. Życiodajne.
Czym jest wstyd... Zapytał natomiast o to, chociaż trudno to nawet nazwać pytaniem, raczej myślą retoryczną, gdzie odpowiedzi musiał poszukać sam, bo gdzieś tam musiała być, tylko jeszcze przed nim zakryta. Powiedział, że wstyd przychodzi, kiedy ktoś powie coś głupiego, albo zrobi coś nieodpowiedniego, wtedy się go odczuwa... Sahir dość szybko pomylił to uczucie ze strachem, jednak to się ze sobą nie pokrywało, przecież ludzie się nie rumienili podczas strachu... Aaach, Freya jest taka mądra... Ja nie znam takich rzeczy. Pewne myśli, jak wspomniałem, przepływają same - wyłaniają się i nie mamy nad nimi żadnej większej kontroli - a Sahir aktualnie bardzo uważnie i bardzo poważnie przede wszystkim, próbował zrozumień sens wstydu i rumienienia się, rozpatrując to, co było już w nim obecne i starając się znaleźć przyrównanie do sytuacji takich, w jakich oboje się znaleźli - o znaczy tam, gdzie policzki blondynki zaczynały zabarwiać się czerwienią. Jednak jej kolejne pytanie skutecznie wyrwało go z rytmu tamtego rozmyślania - nie, że bardzo negatywnie... naprawdę wydawało mu się, że stoi obok tego wszystkiego, nie odczuwał przecież wielkiego problemu czy żalu, żeby bać się o tym mówić, żeby nie chcieć odpowiadać na jej pytania.
Wspomnienie tamtego pomieszczenia dwa na dwa, w którym panowała niemal całkowita ciemność, w którym siedziało się skulonym w kącie, obserwując nagie, pokryte czernią ściany, albo wpatrywało w niewielkie okienko w potężnych drzwiach, z którego płynęło jedyne źródło światła, przepłynęło przez umył Sahira, kiedy dziewczyna zapytała o klatkę. Inni nazywali to "izolatką". Taką to chyba nawet nosiło poprawną nazwę... ale było niczym innym jak klatką, w której zamiast krat były cztery ściany. Cztery ściany i ty. Byłem tam... chyba rok... To był... rok..? Który... który mamy rok..? Dalsze myśli potoczyły się samopasem - tym własnym, niekontrolowanym biegiem... Czarnowłosy skierował znów wzrok na okno, by spojrzeć na naturę, która umierała pod wpływem jesieni. 2022... Odpowiedział sobie sam, przecież mówili mu, lekarz mu powiedział, kiedy leżał w szpitalu Pryzmatu. Październik 2022. Kiedy ten rok minął..? Kiedy zmieniły się pory roku? Wydawało mu się, jakby na świecie zamarła wieczna jesień. Spojrzał na nią znów. Nic nie szkodzi. Przecież przyszłaś. Tu i teraz jest - była - jakie to więc miało znaczenie, że wtedy się nie pojawiła? Żadnego. Zmarli. Mój ojciec przeżył. I zabrał mnie stamtąd. Czy naprawdę było mu przykro i nie miał aby na pewno żadnych oporów przed mówieniem tego..? Odsuwał się duchowo, centymetr po centymetrze z każdą wypowiedzianą literką był dalej, opuszczając samego siebie by nie wsłuchiwać się w to, co sam mówił - spojrzał więc na wartość tego handlu i już wiedział, że był to jeden z cięższych, które oboje w życiu przeprowadzili.
No chyba że przytulanie do cycków, to sorry, cofam - to najlepsza wymiana informacji ever!
Ruch był nieco gwałtowny, ale to nie zdziwiło Sahira - nie sam gest, a to, że nawet nie zauważył kiedy i jak jego czoło przylgnęło do jej obojczyków, a zaraz, żeby nie wyginać się tak dziwnie, obrócił głowę w bok, przykładając ucho do jej klatki piersiowej.
Tu-dum.
Wyciągnął ramiona, żeby również ją objąć dla wygodniejszego utrzymania pozycji, ostrożnie, tak jak poprzednim razem, ale teraz nie bał się oprzeć na niej pewniej ramion.
Tu-dum.
Przymknął oczy, rozluźnił mięśnie. Ten odgłos był cudowny. Ten odgłos był taki odprężający...
Zamknął powieki.
Czuły ruch dłoni na włosach...
Rozpłynął się w jej ramionach jak dziecko, które nie doświadczyło w życiu odpowiedniej ilości ciepła.
Ja jestem... inny... od PSI, których poznałaś. Słowa brzmiały nieal jak szept. Głębi szept w ciemności, która układała się płachtą na jego umyśle - kojącą, spokojną... ale w ciemności jak to w mroku bywało - gdzieś tam zawsze czaiło się coś, z czym nie chcielibyśmy się spotkać twarzą w twarz... Nie powinnaś podchodzić zbyt blisko. Zbliżać się do cieni... TO coś miało w sobie o wiele więcej z TAMTEGO Sahira. To coś... brzmiało jak Shi, nie jak Sahir, ze swoim mrukliwym, spokojnym głosem. Nie chcę, żebyś ją widziała. Wydawał się odpływać, jakby całe ukojenie i ciepło, które Freya mu przekazała, umożliwiło mu pierwszy raz od dawna spokojny sen. Ten, po którym nie pogłębiają się wiecznie widoczne cienie pod jego oczami.
_________________
Cute.
You still call me "human".
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Forum zostało otwarte 2016-15-08. Pomysł na nagłówek zaczerpnięty z Shine. Autorem systemu zakładek jest Noritoshi.
Strona wygenerowana w 0,21 sekundy. Zapytań do SQL: 11