• Kiedy stracisz wszystko, nikt się już z tobą nie liczy.
    Black is the color
    Nie, oni nie lękali się o dzieci, które mogły umrzeć. Nie martwili się pustką, którą miały po sobie pozostawić. Oni bali się nas – tych, którzy przeżyli.
  • Pryzmat:

    Nadszedł czas kolejnych zmian. Zniesienie obozów to był zaledwie początek. Prezydent Donovan po miesiącu od zwycięstwa w wyborach, podjęła kolejny spory krok w kierunku uwolnieniu uciśnionych psioników. "- Zdecydowałam, że zamykam projekt pryzmat. Psionicy, chociaż mają przewagę z mocami, to jednak dalej dzieci. Nie powinniśmy was wykorzystywać jako ochronę. Dlatego też wysyłam was na osiedle. Będziecie mieli tam zapewnione wszystko, co będzie potrzebne i będziecie mogli tam żyć bez strachu o jutro. - poinformowała ich dalej spokojnym tonem nie przerywając swojego wywodu, nawet jeśli usłyszała okrzyki protestu. Nie zamierzała się ugiąć. Już dosyć krzywdy wyrządzili tym dzieciakom. Starczy tego dobrego, pora im dać trochę wolności i chociaż namiastkę życia, które zostało im brutalnie wyrwane przez epidemię." W związku z powyższym członkowie biorący udział w projekcie, znanym pod nazwą Pryzmat zostali oddelegowani ze służby na zasłużony odpoczynek. Od teraz zamieszkają oni w niewielkim miasteczku położonym niedaleko Denver.

    Judith zamyka projekt Pryzmat.

  • Obecnie mamy styczeń 2023r.
    Odczuwalna temperatura to -19°C, pada śnieg i jest straszny mróz.

    Zachęcamy każdego do stworzenia swojego tematu z notatnikiem! Tutaj link!

    Pryzmat został zamknięty, a więc wszyscy znajdujący się w tej grupie, zostali przeniesieni do niezrzeszonych. Więcej dowiecie się w skrócie fabularnym!

    W Systemie co chwila pojawiają się nowe eventy! Zachęcamy do odwiedzenia tematu: LINK

    Do grona administracji dołączył Pravi.
    Odwiedźcie nas też na facebooku!

  • Bieżące poszukiwania:
    - Kira Krios szuka swojej dawnej drużyny z Ligi Dzieci, postacie muszą należeć do grupy Syndykat.
    - Shirei Shinoda szuka chętnych graczy do zarządu Syndykatu, którzy mogliby mieć z nim powiązania.
    - Lounarie de Coudray szuka chętnych graczy do relacji między postaciami.
    - Scarlett Kersey szuka sobie dziewczyny. Grupa to Syndykat.
    -Ceridwen Murray Poszukuje 1 osoby do byłego oddziału 7 z ligi dzieci.
    -Summer Dawson Poszukuje relacji dla swoich postaci.
    -Cora Wellworth Poszukuje pozytywnych relacji dla swojej postaci.
    -Eric Ainsworth Poszukuje kogoś aktywnego, chętnego do gry.

  • Cookie
    Levi
    Lou
    Pravi


Poprzedni temat «» Następny temat
Kuchnia & stołówka
Autor Wiadomość
Levi Yuriev



19

niebieski




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png systema-male http://i.imgur.com/qSptghe.png

Wysłany: 2017-01-11, 22:05   Kuchnia & stołówka
   Multikonta: Joyce, MG
[Cytuj]


Ogromne pomieszczenie o zimnym, surowym wyglądzie. Wypełnione zostało po brzegi czarnymi, podłużnymi ławami mieszczącymi po osiem osób i z przymocowanymi do nich na stałe ławkami po obu dłuższych brzegach stołów. Na jednej ze ścian została stworzona wnęka z blatami, która ma służyć za punkt wydawania posiłków. Obok wstawione zostały drzwi prowadzące do bardzo dużej, nowoczesnej kuchni. Chromowane blaty lśnią w blasku lamp jarzeniowych, oślepiając wchodzące do tego pomieszczenia osoby. Kuchnia jest istnym rajem dla kucharzy, niczego w niej nie brakuje.
 
 
Arielle Callow



18 lat

Żółta




systema-female http://i.imgur.com/qSptghe.png

Wysłany: 2017-02-12, 19:18   
   Multikonta: -
[Cytuj]

Wstała rankiem jeszcze zanim obudzili się jej współlokatorzy. Przetarła oczy i założyła protezę na kikut, zabrała ubrania i kosmetyki by powlec się do łazienki. Brak nogi przestał jej już przeszkadzać i sprawiać jakikolwiek ból, począwszy od psychicznego kończąc na fizycznym. Pogodziła się z tym, a wręcz już sobie z tego żartowała. Uznawała to za swój atut i cechę charakterystyczną. Niektórzy mają kolorowe włosy, a ona protezę. Ogarnęła się, przebrała w swoje kolorowe ubrania emanujące na kilometr radością poszła na stołówkę. Śmiesznie było się tak przestawić z życia w Lidze Dzieci na Systemę, ale tak na prawdę nie było wielkiej różnicy. I tak wszystko było lepsze od Obozów. A Arielce do radości dużo nie było trzeba, cieszyła się z samego faktu, że żyje, nie ważne gdzie przyszło jej żyć. Zauważyła całkowity brak jedzenia, więc poszła do kuchni gdzie pałętało się parę osób. Lubiła przebywać w kuchni głównie przez mamę, która od najmłodszych lat uczyła ją brazylijskich potraw. Dlatego teraz Syrenka hasała sobie po pomieszczeniu podśpiewując coś pod nosem i szukała składników by zrobić sobie śniadanko.
-Mamy okrę? Zrobiłabym cururu.- rzuciła w eter licząc, że ktoś z tu obecnych ją wspomoże w poszukiwaniach tej rośliny.
 
 
Cookie Pink



18

Zielona




niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png systema-female http://i.imgur.com/qSptghe.png

Wysłany: 2017-02-13, 14:52   
   Multikonta: Kelly, Szejn, MG
[Cytuj]

Mistrz Gry - Członek Systemy

Kilka osób pałętało się w kuchni, naprędce robiąc jakieś śniadanie. Większość z nich to rekruci, którzy za chwilę mieli jakieś ważne (lub mniej ważne) zadania do wykonania. W locie chwytali wszystko co popadnie i jedli idąc.
- Przyszła dostawa. Powinnaś tam poszukać, tu został same sucharki. - zwróciła się ku niej niska blondynka. Miała na oko szesnaście lat. Włosy uczesane w ciasny koczek, strój czerwonego, który przypominał te z filmu o fantastycznej czwróce. Widać było, że gdzieś się spieszyła, bo chwyciła w dłoń jedno z ostatnich jabłek i już ruszała szybkim krokiem do wyjścia, mijając przy tym Arielkę.
_________________

Pink Fluffy Queen!

G - gromadzisz go w sobie i spijasz


N – niszczy, pali mosty, zabija


I - instynktownie budzi fobie


E - elementarne w walce z wrogiem


W - lecz wróg jest w tobie i nim płoniesz


 
 
Arielle Callow



18 lat

Żółta




systema-female http://i.imgur.com/qSptghe.png

Wysłany: 2017-02-13, 20:35   
   Multikonta: -
[Cytuj]

Tak jak myślała szybko ktoś jej odpowiedział.
-Super, dzięki. Tak zrobię. - powiedziała z uśmiechem do blondynki. Kierując się do wskazanego przez nią miejsca zauważyła, że wszyscy robią wszystko szybko, jakby gdzieś się spieszyli. Coś się dzieje? Czy po prostu mają tyle zadań? Z tego co zauważyła większość to Rekruci tak jak ona. Jakim, więc cudem Arielka pozwalała sobie jak gdyby nigdy nic robić sobie cururu na śniadanie?
-Coś się dzieje?-rzuciła w kierunku mijającej jej dziewczyny.-Mamy jakieś zadanie czy coś? Bo wszyscy się tak śpieszą i w ogóle... HA! Mam cię!- krzyknęła wyjmując spomiędzy różnych przypraw okrę. - W każdym razie... Może jestem w czymś potrzebna? Przydać się wam na coś? Oprócz robienia dobrego śniadanka?- mówiła i mówiła bo jak to ona potrafi się rozgadać i nie potrafić przerwać. Jednak na serio chciała pomóc bo, aż ją dziwił fakt, że wszyscy się tak śpieszą, a ona spokojnie zabiera się za szukanie krewetek i reszty składników.
 
 
Kelly McCarthy



19 lat

Niebieska Matka Teresa




syndykat-female http://i.imgur.com/WXYGpT9.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png lowcy-female http://i.imgur.com/RlDynJq.png owd-female http://i.imgur.com/baq9buf.png

Wysłany: 2017-02-14, 20:14   
   Multikonta: Szejn, Mistrz Gry, Cookie
[Cytuj]

Mistrz Gry - Członek Systemy

Dziewczyna ugryzła jabłko i przeżuła je, mlaszcząc przy tym. Po chwili wyszczerzyła się i sięgnęła do paska, który oplatał jej udo. Wyjęła coś, co przypominało telefon, albo małą nawigację samochodową.
- Dostawa jest koło pociągu. Powinnaś tam iść, może się przydasz. Dodałam ci dostęp do drzwi. - rzuciła naprędce i pomachała jej nagryzionym jabłkiem, po czym pospiesznie wyszła bez słowa. Miała trochę spraw na głowie, a przecież Arielka sobie poradzi, prawda?

/zt do > http://caledonia.pl/viewtopic.php?p=9649#9649
Napisz tam, po tym ja napiszę znów jako MG.
 
 
Rosemary Atkins



20 lat

Ruda




systema-female http://i.imgur.com/qSptghe.png

Wysłany: 2017-02-25, 15:18   
   Multikonta: Toni
[Cytuj]

Rosemary dołączyła do systemy dość niedawno. Nietrudno się więc domyślić, że nikt nie traktował jej specjalnie poważnie. Była jedną z... jak oni ją nazywali? Owieczką. Tak, owieczką. Nikt więc nie zamierzał specjalnie się wysilać, by zorganizować dla niej jakiś trening, czy przydzielić jakieś naprawdę ważne zadanie.
Ale to, że nie miała specjalnie ambitnych zadań, nie znaczy jeszcze, że się nudziła. Co to, to nie! Zawsze znalazło się jakaś robótka, by zając trochę czasu którejś z owieczek. Tak więc Rose trafiła do kuchni, a że talentem kulinarnym nie grzeszyła - została na zmywaku. Z górą brudnych garów i talerzy wypełnionych resztkami jedzenia w zlewie. A gąbka jak zwykle na samym dnie! Ale ktoś w końcu musiał to robić.
Nie narzekała. Pomarańczowej rzadko zdarzało się zarzekać na cokolwiek. Nigdy nie była też typem osoby, która gdy tylko coś jej nie pasuje, pójdzie z mordą do swojego szefa, by żądać czegoś innego, lepszego. To też nie tak, że jakoś uwielbiała pracę na zmywaku. Nie skarżyła się z jednego, prostego jak kij od miotły powodu - narzekanie przynosiło jedynie odwrotne efekty, od zamierzonych. Rosemary preferowała inne rozwiązania. Bardziej... dyplomatyczne.
Tak więc spokojnie, można by nawet powiedzieć - z pewną dozą pokory - i bez słowa sprzeciwu, pobrudziła sobie rączki i wzięła się do pracy.
 
 
Levi Yuriev



19

niebieski




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png systema-male http://i.imgur.com/qSptghe.png

Wysłany: 2017-02-26, 18:11   
   Multikonta: Joyce, MG
[Cytuj]

Mistrz Gry - Robert

Robert dopiero po kilku godzinach spostrzegł zniknięcie Summer. Nie przejął się tym jednak zbytnio, w końcu odcięty od rzeczywistości mógł nie zauważyć, jak dziewczyna wychodzi z laboratorium. Tym bardziej, gdy stwierdził spoglądając na zegarek wiszący na ścianie, że było już trochę po przerwie obiadowej. A usłyszawszy głośne burczenie w brzuchu, uznał że i jemu potrzebna była przerwa. Powolnym krokiem, zgarbiony skierował swoje kroki na górę, lekko kulejąc. Przez poprzedni upadek ze stosem książek, przez swoją niezdarność musiał sobie chyba zbić kostkę, gdyż noga pobolewała go lekko przy każdym kroku. Piegowaty jednak zupełnie się tym nie przejął. Po dłuższej chwili znalazł się w stołówce, już chciał iść po tacę i jakieś jedzonko, lecz widząc jaki bałagan pozostał tutaj po obiedzie innych, jako dobra duszyczka, nie mógł nie pomóc w sprzątaniu. Zaczął więc zbierać talerze ze stolików, a gdy już ułożył z nich pokaźny stosik, chciał je zanieść do stanowiska myjącego. Jednak Robert nie byłby sobą, gdyby nie był jedną wielką, chodzącą ciapą, która nieświadomie niszczy wszystko, co dotknie.
Rosemary mogła usłyszeć głośny huk tłuczonego szkła, odbijający się echem gdzieś niedaleko za nią, a kilka kawałków białej ceramiki doleciało aż do miejsca, w którym stała. Na podłodze wśród odłamków talerzy leżał rudowłosy chłopak ze szczęką wbitą w kafelki.
- N-n-najmocn-n-niej prze-prze-przepaszam… - zaczął się jąkać, podnosząc się pomału z ziemi
- N-n-niiic ci nie-nie jest? – spytał, widząc blondynkę stojącą na zmywaku.
_________________

głos

 
 
Rosemary Atkins



20 lat

Ruda




systema-female http://i.imgur.com/qSptghe.png

Wysłany: 2017-02-27, 17:15   
   Multikonta: Toni
[Cytuj]

Atkins raczej nie była jedną z tych osób, które zajęte jakąś czynnością zapominały o całym, bożym świecie. Wręcz przeciwnie, cały czas obserwowała, słuchała, jakby każdy szczegół był na wagę złota. Zwykle nie robiła tego celowo, nawet o tym nie myślała, po prostu zostało jej takie dziwne... przyzwyczajenie. Dlatego też szybko zauważyła, a raczej usłyszała, pojawienie się kogoś na stołówce. Zresztą - nie potrzeba było wyostrzonych zmysłów zielonych, by go usłyszeć - dźwięk tłuczonego szkła w zupełności wystarczył.
Normalny człowiek pewnie by się przestraszył, albo przynajmniej wyglądał na zaskoczonego. Co wrażliwszy pewnie zacząłby piszczeń. I nawet nie chodziło o to, że ktoś miał dziwaczny lęk przed tłuczonym szkłem, czy inny fetysz. Odskoczenie od czegoś głośnego, mogącego potencjalnie stać się niebezpieczeństwem, było zwyczajnym ludzkim odruchem. A Rose nic. Nie ruszyła się ani o centymetr, nie podskoczyła, nie upuściła niczego, co trzymała w dłoni.
Chyba już dawno pozbyła się ludzkich odruchów.
Po chwili spokojnie odłożyła jeden z umytych talerzy, otrzepała ręce z piany i podeszła do chłopaka, wciąż leżącego na ziemi. Właściwie to musiała sprawiać całkiem miłe wrażenie, gdy tak stanęła nad nim, z przyklejonym do twarzy uśmiechem, w pośpiechu zakładając włosy za ucho. Wypadła trochę jak taka dziewczyna z sąsiedztwa, wiecie, każdy taką zna. A przynajmniej tak chciała wypaść.
- Spokojnie, to tylko kilka talerzy. - Uśmiechnęła się jeszcze szerzej, wyciągając rękę, by pomóc chłopakowi wstać. - Nic ci nie jest?
Nie obchodziło jej to. Nic a nic. Ale jeśli chłopak nie został zakwalifikowany jako pomarańczowy - mogła myśleć o nim co tylko chciała. Na przykład to, że jest totalną ciapą. Interesowało ją jednak co innego, a mianowicie to, jakie wrażenie na nim wywarła. Czy faktycznie miała ją teraz za przemiłą dziewczynę, której można potencjalnie zaufać, gdy tylko spędzą ze sobą więcej czasu? I przede wszystkim - czy lubił taki typ osób. To dość kluczowe, by przy pierwszym kontakcie oszacować, jaki typ ludzi i jakie zachowania lubią jej rozmówcy. W końcu zanim przybrała odpowiednią maskę i zabrała się za swoiste "polowanie", musiała trochę wiedzieć o swojej ofierze.
Dlatego też, zamiast zastanawiać się, czy rudzielec łyknął jej grą aktorską, postanowiła to sprawdzić. W bardzo prosty - przynajmniej gdy jest się pomarańczowym - sposób. Dyskretnie zajrzała do jego głowy. Nie mieszała we wspomnieniach, nie wmawiała mu niczego, nawet nie próbowała. Traktowała myśli innych jako swoiste archiwum, pełne instrukcji jaka powinna być ich towarzystwie. I chętnie korzystała z tego dobrodziejstwa, przeglądając co tylko chciała, najczęściej tak, by obiekt nawet o tym nie wiedział.
 
 
Levi Yuriev



19

niebieski




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png systema-male http://i.imgur.com/qSptghe.png

Wysłany: 2017-03-01, 01:34   
   Multikonta: Joyce, MG
[Cytuj]

Mistrz Gry - Robert

Podciągnął kolana i podpierając się na rękach uniósł do góry, dopiero wtedy zadarł głowę i ujrzał uroczą blondyneczkę. Otępiały wpatrywał się w nią przez chwilę, a widząc jej uśmiech, jego twarz natychmiast zrobiła się czerwona jak pomidor, wytrzeszczył oczy, a gdy tylko zorientował się jakiego strzelił buraka, speszony wbił spojrzenie w posadzkę pod sobą, na której właśnie kapała krew z rozciętej brody.
- N-n-n-n-nic mi nie jest!- jąkał się nerwowo, jego serce przyspieszyło nagle, zaczął się pocić, a w brzuchu, mimo iż był zielonym i wiedział, że fizycznie nie jest to możliwe, czuł latające motylki, chociaż może to tylko głód…
Odruchowo złapał się za szczękę i syknął cicho z bólu. Robert był mięczakiem, co było widać na pierwszy rzut oka. Jego postawa, sposób mówienia czy styl bycia, wszystko wskazywało na typowego rudego. Takiego rasowego, który rudość odziedziczył w genach. Chudy, a raczej kościsty, przygarbiony, piegowaty, i nie dość że się jąkał, to mówiąc jeszcze pluł na wszystko dookoła.
Chłopak nie był zbyt obeznany w towarzystwie, nie to co jego brat. Biedny Robert zawsze miał pod górkę i nigdy nie potrafił rozmawiać z ludźmi ani ich rozumieć, więc gdy śliczna dziewczyna oczarowała go swoim uśmiechem, momentalnie go kupiła. Gdyby nie epidemia, gdyby żyli w innych, normalnych czasach, taka dziewczyna jak Rosemary nigdy nawet nie spojrzałaby w kierunku tak odpychającego swą aparycją chłopaka. A on był tego świadomy, zwłaszcza że wychowywał się obok dziecka idealnego. Jego brat był, a w zasadzie jest, o ile jeszcze żyje, całkowitym przeciwieństwem rudzielca. Przystojny, wysportowany i od urodzenia zapisany na najlepsze studia medyczne w kraju. Jak się okazało Fatum miało inne plany. A ufny i banalnie łatwy do zmanipulowania piegowaty od zawsze był łatwym celem i dawał się wykorzystywać, głównie właśnie starszemu bratu.
Usiadł i rozejrzał się za jakąś ścierką żeby zatamować krwawienie i tak skończyło się to całkiem nieźle, biorąc pod uwagę jego możliwości i to ile szkód zdążył tu narobić w ciągu tych kilku minut.
- Z-zaraz t-to po-posprzątam! - zawołał, plując na odległość pięciu metrów przed siebie. Znów narozrabiał! Znów coś zepsuł! Musiał to jak najszybciej ogarnąć, bo jeśli ktoś się dowie to po raz kolejny dostanie opieprz z góry na dół. Jego myśli były tak głośne i tak nieskładne, że pomarańczowa nie musiała się nawet starać żeby je usłyszeć, gorzej mogło być z ich poskładaniem w spójną całość.
_________________

głos

 
 
Cora Wellworth



10 lat

Zielona




systema-female http://i.imgur.com/qSptghe.png

Wysłany: 2017-03-01, 21:24   
   Multikonta: -
[Cytuj]

Cora nie miała tak naprawdę pojęcia, co się dzieje. W jednej chwili była z Hope, szły razem na stołówkę, ale wtedy pojawił się ten tłum. Kiedy z niego wyszła, zorientowała się, że już nie trzyma jej za rękę, ale na wprost siebie miała stołówkę, więc do niej weszła i siadła przy którymś stoliku. Chwilę jeszcze czekała, ale kobieta nie przychodziła i dziewczyna zaczęła popadać w lekką panikę. Już i tak jej nerwy były rozkołysane po tym, jak się przestraszyła w sypialnii i zaczęła opowiadać o tym, jak ciotka chciała ją zabrać do tego przeklętego ośrodka. A teraz jeszcze na dodatek znowu została sama w Systemie, bo Leviego nigdzie nie było widać i zaczęło ją to odrobinę przerażać. No dobra, może więcej, niż odrobinę. Pogrążyła się w swoich myślach, próbując się uspokoić i wymyślić jakiś sensowny plan, ale nic kompletnie nie przychodziło jej do głowy. Rozejrzała się po stołówce, a wkrótce jej wzrok padł na rudowłosego chłopaka i jakąś blondynkę, którzy stali przy rozbitych naczyniach. Może oni byliby w stanie pomóc? Powoli i ostrożnie zsunęła się z ławy, nie chcąc przypadkiem upaść i ruszyła w ich stronę. Jednak nie przewidziała tego, że z nerwów po prostu się potknie (co ją samo zdziwiło, by zwykle nie miała problemów z koordynacją ruchową) i upadnie na kolana. Na tyle niefortunnie, że przejechała dłonią po kawałku szkła - które, na szczęście, nie utknęło w jej ręce - i rozetnie sobie skórę. Wpierw popatrzyła się zdziwiona na blondynkę i rudowłosego, którzy byli tuż przed nią, a potem zwróciła wzrok na krwawiącą rankę, według niej będącą o wiele większą, niż się wydawała. Skrzywiła się, mrugając szybko powiekami, bo kto to widział, żeby dziesięciolatka płakała z powodu takiego czegoś? Po chwili jednak beczała jak małe dziecko - i to na tyle mocno, że twarzyczka jej poczerwieniała, a nos zatkał się, choć jeszcze nie dostała czkawki.
- P-Przepraszam, j-ja nie ch-chciałam.... - wyjąkała, nie wiedząc sama czemu i przycisnęła rączkę do piersi, pociągając bez skutku nosem. - Ja... Ja s-się chciałam t-tylko sp-spytać, c-czy nie widzie-widzieliście Hope, b-bo miałyśmy... Miałyśmy t-tu przy-przyjść razem, a-ale ona gdz-gdzie-gdzieś przepadła i nie-niezbyt wiem c-c-co teraz ma-am zrobić.
Ucichła i otarła rękawem nos, ale po policzkach nadal ciekły jej łzy, gdy jej drobne ciało zatrzęsło się od niekontrolowanego szlochu. Miała już tego dość. Bolały ją kolana, Levi i Hope przepadli, teraz na dodatek krwawiła jej ręka i chciała do domu. Wiedziała, że zachowuje się bardzo dziecinnie, lecz przerastało ją to. Na Boga, w końcu miała tylko dziesięć lat! Po kilku sekundach ciszy czknęła, co sprawiło, że rozplakała się bardziej, już chyba z bezsilności i niezdarnie zaczęła owijać rękę w koszulkę, mając cichutką nadzieję, że rudy i blondynka nie uznają jej za kompletną beksę.
 
 
Rosemary Atkins



20 lat

Ruda




systema-female http://i.imgur.com/qSptghe.png

Wysłany: 2017-03-02, 10:01   
   Multikonta: Toni
[Cytuj]

Odczytanie myśli chłopaka było dość proste, w końcu nawet nie starał się ich ukrywać. Nie przyniosły też jakichś ważnych informacji, ani niczego co mogłaby wykorzystać. Dostała jedynie potwierdzenie, że rudzielec jest nieśmiałym chłopcem, onieśmielonym uroczą blondynką. Ale to zauważyłby nawet ślepy.
Swoją drogą, gdyby Rose miała choć trochę poczucia humoru, to pewnie rozbawiłyby ją myśli rudzielca. Miał sporo racji w tym, że gdyby nie epidemia, i gdyby nie szukała znajomości w Systemie, to nawet by na niego nie spojrzała. Zdaniem Roberta, przez jego niezbyt atrakcyjny wygląd. Żart polegał na tym, że nawet gdyby był najprzystojniejszym facetem na świecie, to i tak nawet by na niego nie spojrzała. To znacz - gdyby nie miała w tym żadnego interesu. Już dawno zdążyła się zorientować, że nie pociągają jej faceci. Kobiety zresztą też nie. A w jej słowniku nie istniały takie słowa jak miłość czy przyjaźń.
Biedny Robert, od początku skazany na porażkę. Ale właściwie to miał w tym wszystkim trochę szczęścia, w końcu zanim Pomarańczowa uświadomi mu, że jest dla niej nikim trochę go po zwodzi. Może nawet trochę dłużej, jeżeli okaże się kimś ważnym w Systemie.
No tak, tylko co tu zrobić z takim nieprzystępnym rudzielcem, żeby przestał uciekać od niej na kilka metrów? Musiała trochę podbudować jego pewność siebie. Sprawić, żeby zamiast znów wychodzić na niezdarę, poczuł się jak jej bohater...
Miała już nawet ułożony cały plan, który ktoś oczywiście musiał zepsuć. Trudno było nie zauważyć, a raczej nie usłyszeć, płaczącej nad małą ranką w ręku dziewczynki. Ach, kto właściwie wpuszczał dzieci do takich organizacji? I czy wszyscy tam musieli potykać się o własne nogi i jąkać? No nic, pozostawało przystosować się do sytuacji. W końcu ryczące dziecko też było niezłym sposobem, by odrobinę wykazać się przy nowym znajomym.
- Spokojnie mała. - Rose w mgnieniu oka znalazła się obok dziewczynki, delikatnie chwyciła ją za nadgarstek, by obejrzeć ranę na dłoni. - Opatrzymy ci rankę, a później poszukamy twoich znajomych, dobrze? - po chwili zwróciła się także do Roberta. - Pomożesz nam?
Miała nadzieję, że ten cały teatrzyk chociaż na coś się przyda. W końcu nie grała Matki Teresy dla zabawy.
 
 
Levi Yuriev



19

niebieski




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png systema-male http://i.imgur.com/qSptghe.png

Wysłany: 2017-03-03, 00:33   
   Multikonta: Joyce, MG
[Cytuj]

Mistrz Gry - Robert

Taki już był los Roberta, kiedy już znalazł dziewczynę, która po pierwsze, na niego spojrzała, po drugie nie uciekła z krzykiem, a po trzecie miał niezwykle onieśmielający uśmiech; oczywistym było, że musiała nie interesować się facetami. No oczywiście. Ten to zawsze miał wiatr w oczy. Jednak jego zdecydowanie pozytywną cechą była pracowitość i to że się nie poddawał, mimo iż wiecznie coś mu nie wychodziło. Wyjątkiem tutaj była jedynie praca w laboratorium. Gdy już wchłoną się w swój świat, był najlepszy, nie do pokonania, lecz przy tym wciąż skromny i rudy. Jeżeli rudy to kolor włosów, u niego była to zdecydowanie cecha charakteru.
Czy był ważny? Może tak, może nie. On sam osobiście uważał, że jest tylko nic nieznaczącym pionkiem, łatwym do zastąpienia, ale czy rzeczywiście tak było? Tego pomarańczowa nie mogła się dowiedzieć z jego głowy, gdyż ogromna nieśmiałość chłopaka i jego niska samoocena miały ogromny wpływ na jego myśli i postrzeganie siebie.
Rana na jego twarzy całe szczęście okazała się mniejsza niż się mogło wydawać wcześniej, spoglądając w swoje odbicie w przeszklonej szybce szafki ocenił, że najprawdopodobniej szycie nie będzie konieczne, ale tak czy inaczej musiał się udać po jakiś opatrunek.
- J-j-jest tu jakaś ap-p-pteczka? - spytał blondynki, uznając że jest nieco bardziej obeznana tutaj. Sam zaczął się rozglądać, szukając może jakiegoś oznaczonego specjalnie punktu, gdyż jak się po chwili okazało konieczność odnalezienia apteczki pierwszej pomocy wzrastała, a liczba "ofiar" się zwiększała. Niestety nim Robert zdążył zabrać się za sprzątanie, nieoczekiwanie zjawiła się dziewczynka? Nawet jak na organizację w miarę możliwości zapewniającą bezpieczeństwo psionikom, obecność tak młodej osóbki była rzadkością.
Dzieci nieco go przerażały, ale takie małe, takie raczkujące bobasy. Mimo wszystko, do dziewczynki podchodził z niewielkim dystansem. Nie zmieniało to jednak faktu, że zmartwił się jej losem i musiał wziąć odpowiedzialność za własne czyny. W końcu gdyby nie rozbił tych talerzy, to dziewczynka nie zraniłaby się.
- W-wszystko w-w-w wporządku? Coś cię boli? - spytał, ale nim zdążył skończyć zdanie, dziecko wybuchło płaczem, a to sprawiło, że przeszedł go dreszcz i miał ochotę wycofać się do swojej bezpiecznej strefy komfortu. Już nawet nie myślał o jedzeniu, wolał się udać z powrotem na dół i skupić się na pracy. W końcu protezy dla Leviego i Praviego nie skonstruują się same. A dowódcy nie będą zadowoleni jeśli prace się opóźnią.
Znów jednak dawał się ponieść przez urok pomarańczowej, a skoro ona chciała pomóc dziewczynce, to jak on mógłby się nie zgodzić? Przecież jeszcze nie zdążył nawet poznać imienia blond anioła. Swoją drogą Robert nieświadomie dość często się zakochiwał, ale przechodziło mu to równie szybko, co czkawka po wypiciu szklanki wody.
- M-m-może powinniśmy iść d-do p-punktu m-medycznego? - spytał, chociaż i w tym przypadku wystarczyłby zwykły plaster, pytanie tylko czy w końcu uda im się znaleźć apteczkę.
- Jak m-masz na imię? - chłopak podszedł bliżej dziewczynki i jeżeli mu na to pozwoliła to wziął jej rękę w swoją żeby przyjrzeć się ranie, jeśli nie, zerknął tylko z daleka. - T-to chyba n-n-ie będzie konieczn-ne. Wy-wy-wystarczy zakleić plastrem. - stwierdził krótko, wydając medyczną opinię jako zielony, który się na tym zna, chociaż jego mocniejszą stroną była nano i nanotechnologia oraz robotyka.
- Gdzie p-po raz ostatni widziałaś t-tę osobę? - jego głos był dość szorstki, zdecydowanie nie miał podejścia do dzieci, tu na myśli miał oczywiście wcześniej wspomnianą Hope, której nie znał, a tak czy inaczej nie mogli chyba zostawić dziewczynki samej sobie.
_________________

głos

 
 
Cora Wellworth



10 lat

Zielona




systema-female http://i.imgur.com/qSptghe.png

Wysłany: 2017-03-03, 17:43   
   Multikonta: -
[Cytuj]

Cora nie wierzyła w to, jak bardzo może być pechowa. Wpierw zgubiła się w labiryncie korytarzy, potem co prawda spotkała Hope, ale zaraz ją zgubiła i na koniec rozcięła sobie rękę bo upadła na rozbite talerze. Jak gdyby nie mogła upaść gdziekolwiek indziej, tylko dokładnie na te głupie talerze! Jej smutek powoli zmieniał się w złość i irytację, ale też szybko odeszły, gdy momentalnie znalazła się przy niej ta blondynka, a Cora powoli ucichła, pociągając jeszcze od czasu do czasu nosem i tłumiąc czkawkę, choć ta również nie utrzymała się długo. W końcu dziewczynka doszła do wniosku, że bardziej się przestraszyła, niżeli zraniła.
- Nie jestem "mała". - odparła w końcu, gdy uspokoiła się na tyle, że była w stanie składać poprawne zdania. - Ja... Jestem Cora.
Znowu poczuła to ukłucie niepokoju, bo znowu przypomniało jej się, że nie powinna była zdradzać swojego imienia nieznajomym. W ogóle nie powinna z nimi rozmawiać, ale co miała zrobić, skoro Levi gdzieś przepadł, a Hope tuż po nim postanowiła zniknąć? Wydawało jej się to dosyć podejrzane i możliwe, że zaczęła wszystko za bardzo analizować, ale po prostu nie mogła odpędzić tej myśli, że przyprowadzenie jej do Systemy miało być jednym wielkim żartem. Skrzywiła się trochę, gdy blondynka powiedziała, że poszukają jej znajomych i znowu dopatrzyła się w tym ironii, co zaczęło ją powoli irytować. Jej oczy spoczęły na rudowłosym, który jąkał się podobnie jak ona i dopiero teraz dostrzegła ranę na jego policzku. Czyli nie tylko ona się zraniła. Czyżby to on wywrócił te talerze? Wydawało się to więcej, niż prawdopodobne i pewnie Cora zazwyczaj by się uśmiechnęla, ale teraz dopadł ją jakiś taki melancholijny nastrój.
- Kiedy ostatni raz widziałam Hope? - powtórzyła, skupiając się na tym pytaniu i pociągnęła po raz ostatni nosem, pozwalając chłopaki obejrzeć swoją ranę. - Niedawno. Trafiłam do jej pokoju, bo zgubiłam się, gdy szłam na stołówkę i obiecała, że pomoże mi odnaleźć Leviego i, że nikt mnie tu nie skrzywdzi, ale nie przyszła już ze mną tutaj. Tam był taki straszny tłum...
Dopiero teraz tak właściwie zorientowała się, że od samego początku próbowała tutaj trafić, bo była głodna. Nadal czuła to okropne ssanie w żołądku i lekko zagryzła wargę, ale nic nie powiedziała, nie chcąc sprawiać większych kłopotów. Zmarszczyła nosek, przez chwilę przypatrując się chłopakowi. Rzadko kiedy miała okazję zobaczyć taki kolor włosów, jaki miał chłopak, więc nic dziwnego, że teraz bez skrępowania gapiła się na jego czuprynę.
- Masz rozcięty policzek. - dodała po chwili, pokazując drugą ręką na ranę na jego twarzy i unosząc brwi do góry. - Chyba też przydałby ci się plaster.
Teraz dopiero zauważyła, że chłopak miał piegi, co wzbudziło jej większe zainteresowanie i pochyliła się nieco w jego stronę, próbując zliczyć kropki na jego twarzy. Gdyby nie to, że miała zaczerwienione oczy, nic nie wskazywałoby na to, że przed chwilą płakała w najlepsze.
 
 
Rosemary Atkins



20 lat

Ruda




systema-female http://i.imgur.com/qSptghe.png

Wysłany: 2017-03-06, 20:54   
   Multikonta: Toni
[Cytuj]

Manipulowanie ludźmi, zwłaszcza tymi słabymi psychicznie lub mało pewnymi siebie, przy umiejętnościach jakimi dysponowała Rosemary i kilka latach praktyki, naprawdę nie należało do rzeczy specjalnie trudnych. Z Robertem wszystko układało się nawet lepiej, niż to sobie początkowo zaplanowała. Aż nie pojawiła się gówniara.
A dzieci to już zupełnie inna bajka. Teoretycznie - można im wcisnąć każdy kit, w kocu to tylko dzieci, wierzą we wszystko. Ale w praktyce, Rose zupełnie nie miała do nich podejścia. Małolaty dużo szybciej wyczuwały, że coś z nią jest nie tak, że nie powinny jej ufać. Cholera wie czemu. Dlatego, gdy tylko zbliżyła się do dziewczynki, nie krępowała się przed zajrzeniem w jej myśli. Ale i tym razem nie zamierzała w nim mieszać, przynajmniej dopóki nie będzie musiała.
- Nie-mała, zapamiętam. - zaśmiała się, a w jej łosie nie słychać było nuty ironii, czy jakiejkolwiek innej formy złośliwości. - Ja nazywam się Rosemary. - Przedstawiła się, tym samym przestając już być dla dziewczynki nieznajomą. Przynajmniej w teorii. - Więc, Coro, chcesz opatrzyć rękę, czy od razu poszukamy twoich znajomych?
Zaraz potem odwróciła się w stronę rudzielca, jakby dopiero co usłyszała wszystkie jego pytania.
- Apteczka... Nie wiem, nie orientuję się za bardzo w systemie. - Wykrzywiła twarz w dziwnym grymasie, jakby było jej głupio, że nie wie takich rzeczy. - Twoją brodę też trzeba opatrzyć.
Ugh, dwie niezdary, kilka talerzy i tyle zamieszania. Nie lubiła tego, bardzo. Nie lubiła sytuacji, których nie potrafiła kontrolować w stu procentach.
 
 
Levi Yuriev



19

niebieski




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png systema-male http://i.imgur.com/qSptghe.png

Wysłany: 2017-03-06, 23:14   
   Multikonta: Joyce, MG
[Cytuj]

Mistrz Gry - Robert

Więc Cora zgubiła osobę, która obiecała jej pomóc znaleźć inną osobę… Albo dziewczynka miała straszliwego pecha do gubienia ludzi albo po bazie szalał jakiś skrytobójczy porywacz psioników. Na wspominkę o dowódcy, oczy chłopaka momentalnie uniosły się na wysokość twarzyczki dziecka. Nagle skarcił się w myślach za wcześniejszy pomysł z porwaniem. Robercik może nie był zbyt rozgarnięty towarzysko, lecz podczas swojego pobytu w bazie zdążył poznać bliźniaków na tyle by wiedzieć, że gdyby coś stało się jednemu z braci, mieliby nie lada problem z ogarnięciem drugiego z nich. Ta myśl tylko mignęła mu przez głowę i natychmiast odrzucił taką ewentualność. Ciekawe czy pomarańczowa zdołała ją wychwycić i czy potrafiłaby wykorzystać do czegokolwiek taką informację.
Czując spojrzenie "nie-małej" na swojej osobie, speszył się jeszcze bardziej. Dzieci były czymś czego nie potrafił zrozumieć. Próbował jakoś ukrywać swoje zmieszanie, chociaż może było to zaskoczenie. Dziwiło go, że Cora tak nagle z takiego płaczu i histerii zdołała się opanować i wyszczerzać ząbki w kierunku jego piegowatej twarzy. Były to mechanizmy naturalne dla osób w jej wieku, a dla niego zdecydowanie niezrozumiałe. Wzdrygnął się lekko, gdy wskazała na jego policzek i odruchowo złapał się za niego, tak jakby przez chwilę o nim zapomniał.
- T-ttto nic ta-takiego. Widzisz? Już nawet nie-nie-nie krwawi. - wysilił się nawet na cień uśmiechu, unosząc nieco głowę by pokazać już prawie zasklepioną w naturalny sposób ranę. Jego szczęściem w nieszczęściu było to, że zawsze kończyło się tylko na zadrapaniach i siniakach.
Cofnął się o krok, brak apteczki nieco komplikował sprawę, ale rudowłosy nie zamierzał się tak łatwo poddawać, swoim ślamazarnym tempem podszedł w kierunku szafek. Na drzwiczkach każdej z niej widniała niewielka karteczka opisana w cyrlicy, wskazująca na to, czego można było się spodziewać w środku. Część z oznaczeń była już przestarzała, ale zawsze było to lepsze rozwiązanie niż bezczynne siedzenie. Jeżeli chodziło o ich rany, to z pewnością nie były to obrażenia, które wymagały pilnej interwencji chirurgicznej, nie było więc potrzeby by kogokolwiek zadręczać zadrapaniami. A doświadczony w byciu niezdarą Robert miał spore doświadczenie w opatrywaniu takich drobnostek.
W sumie to zapomniał już o głodzie. Tym bardziej, że im szybciej odstawią tę małą, tym szybciej będzie mógł wrócić do swojej pracy.
Westchnienie radości, a może raczej ulgi wypłynęło z jego ust w momencie kiedy już znalazł poszukiwaną przez siebie rzecz. Metalowe pudełko mimo iż wyglądało na dość wiekowe, to zawartość wyglądała na świeżo wymienioną. Wsunął je sobie pod pachę i powłócząc lekko nogami wrócił do dziewcząt.
- J-jak wy-wy-wygląda ta Hope? - spytał, wyjmując ze skrzyneczki wodę utlenioną i kawałek gazy, nie biorąc pod uwagę możliwości, że przecież dziecko może źle zareagować na pieczenie, bez uprzedzenia polał jej dłoń, poczekał moment i przetarł spienioną ciecz wacikiem. A następnie przyłożył jeszcze jeden kawałek gazy i zabandażował. Jej rana nie była zbyt głęboka i całe szczęście nie utkwiło w nim szkoło, jednak była zbyt duża na jeden zwykły plasterek.
Nie wiedząc zbytnio jak się zachować wobec jej reakcji, uznał że najlepszym sposobem będzie spytanie kogoś, kto być może widział ową osobę.
- T-trzeba ją znaleźć, nie-nie możemy jej zo-zostawić samej... chyba... - odparł ciszej w kierunku blondynki. - Z-zajęłabyś s-się tym? - spytał z pełną serdecznością. To nie tak, że nie chciał pomóc dziecku, zamierzał nawet razem z nimi wybrać się na poszukiwania, miał jednak nieco ważniejsze zadanie do wykonania. Nie zamierzał też zlecać jej tego jako wyższy rangą, była to zwyczajna przyjacielska prośba.
_________________

głos

 
 
Cora Wellworth



10 lat

Zielona




systema-female http://i.imgur.com/qSptghe.png

Wysłany: 2017-03-08, 17:45   
   Multikonta: -
[Cytuj]

Cora długą chwilę przyglądała się Robertowi, zanim zwróciła wzrok na Rosemary, z niej też przez moment nie spuszczając oczu. Coś nie pasowało jej w zachowaniu blondynki, ale nie umiała jeszcze dokładnie określić co, dlatego nie próbowała na razie tego zrozumieć. Zerknęła na rudowłosego, kiedy pokazał jej już prawie zasklepioną ranę, zastanawiając się jak to możliwe, żeby krew tak szybko zakrzepła. Już chciała coś na ten temat powiedzieć, kiedy Robert wstał i podszedł do szafek. Dzięki swoim zdolnościom umiała stwierdzić to i owo o ludziach, więc nie miała najmniejszych wątpliwości, że chłopak strasznie się denerwuje, co potwierdzało tylko bicie jego serca. Wydawać by się mogło, że ktoś uderza potężnym młotem w ziemię i przez chwilę Cora niemalże w to uwierzyła, jednak zaraz zorientowała się, że to przecież tylko Robert. Wybałuszyła na niego oczy, ale zaraz zaśmiała się cicho, bo wydawało się jej to nadzwyczaj głupie. Czemu się tak denerwował? Nie przyszło jej do głowy, że Robert mógł zwyczajnie zadurzyć się w Roesmary, bo dla niej nie było jeszcze czegoś takiego, jak miłość do płci przeciwnej, czy zwykłe zakochanie się. Miała na to jeszcze czas, prawda?
- Ale Ci wali serce. Czemu się denerwujesz? - zapytała nagle rudowłosego, unosząc wysoko brwi do góry i zerkając na blondynkę koło niej. Zaraz jednak jej uwaga skupiła się z powrotem na chłopaku, kiedy ten najwidoczniej znalazł to, czego szukał, choć Cora znowu nie miała pojęcia jak. Te pudełka były oznaczone jakimiś dziwnymi znaczkami, a nie literami... Może umiał czytać te znaczki? Dziewczynce wydało się to fascynujące i teraz była pewna, że nie odpuści łażenia za tym jąkającym się członkiem Systemy. Jego pytanie wyrwało ją z zamyślenia, ale zanim jednak zdążyła odpowiedzieć na jego pytanie, poczuła pieczenie na ranie i cudem powstrzymała się od wyrwania ręki oraz krzyku, ograniczając się jedynie do mocnego skrzywienia i napięcia mięśni. Poczekała, aż zabandażuje jej zranienie i zmarszczyła brewki, naburmuszając się na chwilę.
- Mogłeś mnie ostrzec. - powiedziała, imitując obrażony głos, ale ten zaraz wrócił do jej normalnego wesołego tonu. - Hope... Jest blondynką. Jak Rose. I jest ładna, wiesz? Jej oczy są zielone, jest wyższa ode mnie, eee.... Jest szczupła! I naprawdę ładna.
Wszystko to powiedziała z uśmiechem dumy, jakby właśnie wypełniła jakieś arcyważne zadanie, ale mina jej zrzedła, kiedy usłyszała jak Robert prosi Rosemary o zajęcie się nią. Jak to tak? O nie, co to to nie, po jej małym trupie! Pochyliła się szybko, palcami dotykając jego ręki i patrząc się mu prosto w oczy.
- Chciałabym, żebyś nam pomógł znaleźć Hope. - powiedziała bez ogródek spokojnym głosem, co było dość dziwną zmianą, zważając na jej wiek. - Proszę. Umiesz czytać te śmieszne znaczki na pudełku i pewnie umiesz też dużo innych fajnych rzeczy, na pewno z Tobą szybciej znajdziemy Hope!
 
 
Rosemary Atkins



20 lat

Ruda




systema-female http://i.imgur.com/qSptghe.png

Wysłany: 2017-03-13, 21:10   
   Multikonta: Toni
[Cytuj]

Całkiem zabawne, że nieśmiały, jąkający się chłopak tak głośno myślał. Ciekawe, czy byłoby inaczej, gdyby wiedział jakiego koloru jest Rose, i że za nic ma jego prywatność. Oczywiście jego niewiedza była jej na rękę. Nie chciała przecież, by nagle wyrzucił ją ze swojej głowy, zamykając za sobą wszystkie drzwi. Zwłaszcza teraz, gdy dowiedziała się, że wcale nie był takim nikim. Nie, jeśli brania Yuriev uważali go za ważnego.
- Jasne, lepiej żeby nie błąkała się sama po bazie. - zgodziła się na prośbę Roberta, bo co innego miała zrobić? Co prawda przychodząc tu, nie pisała się na niańczenie dzieciaka, ale jeśli musiała. Chociaż... może miała jeszcze jakąś szansę? - Więc, ładna blondynka z zielonymi oczami? Na pewno szybko ją znajdziemy. - Uśmiechnęła się do Cory, by następnie znów zwrócić się do Roberta: - Chociaż z Tobę pewnie byłoby łatwiej, lepiej znasz Systemę...
Zamilkła na chwilę, przygryzając wargę. To chyba ten moment, by przestać jedynie podsłuchiwać i postawić na praktyczne wykorzystanie umiejętności.
- To znaczy, nieważne. Na pewno masz dużo pracy... - Wbiła wzrok w podłogę, jakby autentycznie zrobiło jej się wstyd, że tak go wykorzystuje. - Nie powinnam ci przeszkadzać.
Ponownie podniosła na niego wzrok, spojrzała mu prosto w oczy. Nie wiedzieć czemu - tak było jej łatwiej. Właśnie wtedy ponownie... zajrzała? Nie, to chyba nie odpowiednie słowo. Bardziej wtargnęła do jego umysłu, by wpłynąć na niego tak, by ten zapomniał o wszelkich obowiązkach i zamiast tego pomógł jej.

Nie mam pojęcia czy powinnam rzucać.
 
 
Levi Yuriev



19

niebieski




niezrzesz-male http://i.imgur.com/i3ry5YH.png syndykat-male http://i.imgur.com/WXYGpT9.png systema-male http://i.imgur.com/qSptghe.png

Wysłany: 2017-03-16, 19:03   
   Multikonta: Joyce, MG
[Cytuj]

Mistrz Gry - Robert, Brigette

Wzruszył tylko nieznacznie ramionami, chłopak nie miał pojęcia jak się obchodzić z dziećmi, a raczej w ogóle z ludźmi. Wolał swoje zabawki laboratorium, tam był sobą, w swoim idealnym świecie, gdzie nie może spotkać go nic złego. Tutaj z kolei był niezdarną jąkałą z której wszyscy w bazie się nabijali.
Wnioskując po tym jakże dokładnym opisie to szukali... w zasadzie to igły w stogu siana. Wystarczyło wyjść na korytarz, a co trzecią dziewczynę mogliby opisać w ten sam sposób, no ale cóż... Cora była jednak dzieckiem.
Cofnął się niepewnie o krok. Szwendanie się w tej chwili po bazie było mu zupełnie nie w smak, lecz wystarczyło zanurzyć się w ślicznych oczach blondynki, aby nagle wszystko przestało być istotne. Zacisnął usta i zmarszczył brwi, bijąc się z myślami.
- No dobrze. - przyznał bez zająknięcia. Odłożył apteczkę na miejsce i ostatecznie wyszli.
Chłopak starał się trzymać nieco na uboczu, ale ostatecznie wyszło na to, że to on musiał prowadzić, gdyż najlepiej znał bazę.
Popytali kilka osób, przeszli kilkoma korytarzami, jednak na próżno.
W końcu po jakimś czasie, Robert był już zmęczony i zflustrowany. Powinien był przez ten czas pracować, a nie urządzać sobie schadzki.
- T-t-to chy-yba nie-nie ma se-sensu. - stwierdził wzruszając kościstymi ramionami.
- J-ja nie-estety mu-muszę i-i-iiść do pra-acy. - spojrzał to na Corę, to na Rose. Wciąż miał dziwne poczucie, że powinein olać swoje obowiązki na rzecz pomocy dziewczynom, wpływ pomarańczowej jednak znacznie osłabł, a jego poczucie obowiązku było silniejsze.
- Z-zajmi-i-esz się n-nią? - zwrócił się do blondynki, w końcu nie mógł zostawić dziecka samego sobie, tym bardziej że nie orientował się co dowódcy zaplanowali w związku z małą.
Nie zdołał jednak otrzymać odpowiedzi. Nagle przed nimi wyrosła jak z podziemi Brigette w swym wojskowym mundurze. Skinęła głową na Roberta, a ten momentalnie się wyprostował jak na baczność.
- Potrzebna mi owca. - rzuciła bez ogródek i przejechała spojrzeniem po twarzach. - Ty. - wskazała głową na Rose - Robisz w kuchni, nie? - bardziej stwierdziła niż spytała - Zanieś jedzenie Oleksow. - raczej nie specjalnie ją interesowało to, czy dziewczyna wie, gdzie się znajduje pokój Xan - Przekaż jej, że jej areszt się skończył. - dodała, przytupnęła wojskowymi butami i poszła dalej w swoją stronę.
No to mamy problem... - pomyślał Robert.
- P-p-powinnaś i-iść. A-a-agen-nci n-nie lubią sprze-eciwu. - ostrzegł blondynkę, a następnie zaczął dumać co tu zrobić z Corą.
- Ch-chodźmy s-s-sprawdzić czy P-pan Yurie-e-ev jest u-u siebie. - powiedział do dziewczynki, po czym pożegnał się z Rosemary koślawym uśmiechem i wyszedł, nie czekając na dziewczynkę.


Jeśli Rose zdecyduje się wykonać rozkaz [z.t] Pokój Xanthe
Jeśli Cora zdecyduje się iść z Robertem szukać Leviego [z.t] Oddział Ceri i Leviego
_________________

głos

 
 
Hope Reyes



21 lat

Hot Red




systema-female http://i.imgur.com/qSptghe.png niezrzesz-female http://i.imgur.com/i3ry5YH.png pandemonium-female http://i.imgur.com/6Rdj5zO.png

Wysłany: 2017-03-18, 21:15   
   Multikonta: Silas, MG
[Cytuj]

Od czasu, kiedy odnalazła ciało Tommy'ego siedziała w pokoju i całe dnie przeleżała w łóżku. Zapadła się w sobie, niczym prawdziwa ofiara depresji. Cóż do stanu Hope tylko tego brakowało. Jednak rozsądek wziął górę i któregoś dnia postanowiła ogarnąć się, co nie zmieniło jej stanu fizyczno-psychicznego. Wciąż wyglądała jak ofiara głodzenia, jakby ją przetrzymywali w zamkniętym pokoju bez klamki. Wyszła z pokoju i powłócząc nogami udała się do stołówki. Nałożyła sobie czegokolwiek co serwowali w danym dniu, nie patrzyła na zawartość talerza. Niczym zombie, z opuszczoną głową i włosami zasłaniającymi wszelki widok oddaliła się do najbliższego stolika. Jak na ofiarę losu przystało musiała na kogoś wpaść. Oczywiście całe jedzenie wylądowało na osobie, która stała przed nią.
Hope podniosła wzrok w górę i ujrzała chłopaka o białych włosach i elektryzującym spojrzeniem. Wlepiała w niego swoje brązowe oczy, mrugając powoli. Wyglądała trochę jak osoba z opóźnieniem.
-Przepraszam - powiedziała cicho. Na jej pozbawionej od kilku dni ekspresji pojawił się lekki grymas. Trzymając pusty już talerz zamierzała się oddalić. Zapomniała już, że była głodna.
 
 
Blake Hyvärinen



20

żółtaczka




systema-male http://i.imgur.com/qSptghe.png

Wysłany: 2017-03-18, 21:57   
   Multikonta: mam ich 13
[Cytuj]

Blake czuł się dzisiaj jak szczeniaczek, którego ktoś nieustanie ciągnie za ogon. Coś z tyłu głowy zawsze mu przeszkadzało, irytowało go i sprawiało, że miał ochotę coś uderzyć. Po kilku godzinach intensywnego myślenia, wydedukował, że jest głodny. Skierował się więc do stołówki powolnym i ślamazarnym krokiem.
Był właśnie w trakcie nakładania sobie na talerz dziwnej papki, która chyba miała mieć w sobie jakieś mięso, ale nie dałby sobie za to ręki uciąć, gdy wpadło na niego coś małego i piskliwego, jak zabaweczka dla psa. Dziewczyna wyglądała jakby ktoś jej wpierdolił workiem mąki i przy okazji zajebał całą chęć do życia. Nic dziwnego, gdyby Blake miał taką mordę, to też chciałby się zabić. Znaczy się, dziewczyna nie była brzydka, ale miała minę jakby ktoś jej nieustannie pod twarz podsuwał kupę.
Jezus Maria i kurwa Magdalena, uważaj gdzie idziesz — krzyknął, gdy groszek dziewczyny znalazł się na jego koszuli. Była to jego ulubiona czarna, rozpinana koszula, która idealnie podkreślała jego wyższość rasową. Kurwa będzie mu ją prała.
Ejejejej, gdzie ty leziesz? Myślisz, że możesz sobie teraz tak spierdolić? — spytał łapiąc ją za łokieć.
Nie kojarzył jej. Na bank zapamiętałby taką smutną mordę. Musiała więc być nowa, a co za tym idzie, była owieczką. A on, jako wyższy stopniem agent miał pełne prawo rozstawiać ją po kątach. Szczególnie, że wszyscy wyżsi rangą tajemniczo spierdolili z bazy.
Kto mi to kurwa wyczyści?
_________________
There is a thin line between being sassy and being an asshole...
And I cross it everyday.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Forum zostało otwarte 2016-15-08. Pomysł na nagłówek zaczerpnięty z Shine. Autorem systemu zakładek jest Noritoshi.
Strona wygenerowana w 0,114 sekundy. Zapytań do SQL: 10